Michalkiewicz kontra Płużański – w sprawie reparacji wojennych

W sprawie reparacji wojennych niektórym endorfiny za bardzo uderzyły do głowy - stwierdził St. Michalkiewicz podczas spotkania w Bełchatowie w dniu 23 września br. Czytaj więcej »

 

Sekcja zwłok

Jak dowiedziałem się kiedyś z jakiegoś filmu dokumentalnego o Titanicu, nie ma nigdy jednej przyczyny katastrofy. Zawsze mamy jakiś splot okoliczności, wypadków, zaniedbań i patologii, które przyczyniają się do ostatecznej tragedii. W przypadku wyborczej kompromitacji widzę trzy zasadnicze źródła tej katastrofy.


Okazało się, że rząd przy całym bałaganie, niekompetencji i pozerstwie, zajęty wyłącznie propagandą zaniedbał kwestię przekazania środków PKW na system informatyczny. Ten wąż w kieszeni i odkładanie spraw na później, bo – jak uczy pewien były premier – te odłożone rozwiązują się same, olał sprawę. Ponieważ PKW nie mogła rozpisać przetargu na system nie mając zabezpieczonych środków, zabrakło czasu na profesjonalne opracowanie dokumentacji przetargowej oraz czasu na wykonanie zlecenia. PKW niedostatecznie mocno „tupało” za sowimi interesami. Jako ciało w dużej mierze niezależne od rządu, mogło użyć nawet mediów do uświadomienia Tuskowi, jak sytuacja jest poważna. Warto wspomnieć o samym chorym Prawie Zamówień Publicznych, które gdzieś w tle doprowadza do ruiny ten kraj.
   
PKW zatwierdziło karty do głosowania w formie książeczek, które wprowadziły w błąd wielu wyborców przyczyniając się do olbrzymiej ilości nieważnych głosów. Gdy ludzie otrzymywali komunikat: należy postawić znak "x" na każdej karcie, kreślili aż miło stawiając znaki na każdej stronie, a samych kart do głosowania otrzymali kilka. Inni stawiali tylko jeden znaczek przy kandydacie PSL będącym na pierwszej stronie, uznając, że to wszyscy kandydaci do sejmiku, czy powiatu. Ordynacja wyborcza nie precyzuje jak powinna wyglądać karta do głosowania, a powinna ona być dokumentem jednostronnym.
   
Wreszcie czynnik z pozoru mało istotny ale także kluczowy. W komisjach wyborczych podniesiono diety ich członków ze 180 zł na 300 za pracę w komisji. Tak więc do komisji dostało się dużo debiutantów. Członków komisji rekomendują komitety wyborcze, a trzy setki to już na tylko dużo, aby wskazać kumpla, przyjaciela królika niż jakiegoś wyborczego weterana. W wyniku tego pojawiła się cała masa drobnych incydentów i niekompetencji.

Tak więc winę za całe zamieszanie ponoszą: rząd, PKW i cała klasa polityczna. Stąd może wynika być może ta dziwna zgodność wszystkich politycznych sił o konieczności posprzątania tego bałaganu. Nawet „czarny koń” tych wyborów czyli PSL, zaczyna przebąkiwać o konieczności ich powtórki. Nawet Miller przemówił ludzkim głosem... To dobrze, bo tego rodzaju sytuacja może zostać wykorzystana do destabilizacji kraju przez przeróżne zainteresowane tym faktem siły.

A kto za to wszystko zapłaci? Pan, pani, społeczeństwo.

Adam Kalicki


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *