Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Siedem dylematów etatyzmu

1. Jeśli natura ludzka jest zasadniczo dobra, to nie potrzeba używać siły, by zmuszać ludzi do właściwych działań, a zatem rządy nie są potrzebne. Jeśli natomiast natura ludzka jest wystarczająco niedoskonała, by często wybierać zło, to nie ma żadnego powodu, by przypuszczać, że rządcy będą doskonalsi niż rządzeni (zwłaszcza jeśli są wybierani przez rządzonych) i wówczas stworzenie rządów narazi tylko ludzkość na większe nadużycia w zakresie czynienia zła.

2. Jeśli przyjąć, że rząd jest niezbędny, aby w razie potrzeby gwarantować wymuszanie zawartych kontraktów, to kto ma gwarantować wymuszenie kontraktu społecznego ustanawiającego rząd? Jeśli ma być to meta-rząd, „rząd wyższego rzędu”, to powyższe założenie wpada w pułapkę nieskończonego regresu. Jeśli natomiast założyć, że kontrakt społeczny zawiera przyrodzoną i samoistną gwarancję swojej realizacji, to na jakiej podstawie można twierdzić, że dowolny kontrakt rynkowy nie zawiera podobnej gwarancji?

3. Jeśli zwolennicy przymusowej redystrybucji własności twierdzą, że w ładzie naturalnym, z uwagi na chciwą i samolubną naturę człowieka, nie powstałyby instytucje filantropijne zdolne pomóc wszystkim autentycznie potrzebującym (albo przynajmniej liczbie potrzebujących większej niż w systemie redystrybucyjnym), to na jakiej podstawie mogą twierdzić, że stworzony przez nich system redystrybucji służy dobru innych, a nie zaspokajaniu ich własnych chciwych i samolubnych natur (np. poprzez budowanie zależnej od siebie, roszczeniowej klienteli, a tym samym umacnianie swojej władzy)? Jeśli uważają się oni za prawdziwych dobroczyńców, to znaczy, że dobroczynność istnieje jednak wśród ludzi; zamiast więc budować kosztowny aparat represji i przemocy, winni oni wszyscy zająć się działalnością rynkową i wszelki swój zysk przekraczający koszty skromnego życia przeznaczać na bezinteresowną pomoc innym.

4. Jeśli rządy mają kontrolować poczynania rządzonych, a rządzeni kontrolować poczynania rządów, to co winno powstrzymywać nas przed użyciem brzytwy Ockhama i usunięciem jednej z tych kategorii? Którejkolwiek byśmy nie wybrali, rezultatem będzie pozostawienie pojedynczej kategorii istot samorządnych.

5. Jeśli cechą sprawiedliwości jest bezstronność, a celem rządu ma być stanie na straży sprawiedliwości, to jakim sposobem na bezstronny sąd może liczyć człowiek, który, wdawszy się w spór z przedstawicielem rządu, będzie sądzony przez innych przedstawicieli rządu? Analogicznie, jeśli warunkiem niezbędnym pokoju jest nieagresja, a celem rządu ma być stanie na straży pokoju, to jakim sposobem na pokojowe życie może liczyć człowiek, znajdujący się pod kontrolą organu, który może używać cudzych środków dla realizacji własnych aktów agresji, za które ostatecznie odpowiedzialny jest tylko przed samym sobą?

6. Jeśli założyć, że sposobem na uniknięcie rządowej samowoli i decyzyjnej arbitralności jest rozdział elementów władzy między odrębne organa rządowe, to zapytać należy, jaka zewnętrza, zwierzchnia siła wymusi współpracę owych organów? Jeśli są to zapisy konstytucyjne, to zapytać trzeba, jaka zewnętrzna, zwierzchnia siła wymusi właściwą ich interpretację i odpowiednie ich stosowanie? Nie tylko więc zastanawia, kto upilnuje strażników, ale też: kto pogodzi godzących.

7. Jeśli założyć, że wskazane jest powołanie lokalnego rządu, aby obce rządy nie podporządkowały nas swojej woli, i jeśli z tego założenia wysnuwać wniosek o naturze ludzkiej, to dlaczego, chcąc być względem niego konsekwentnym, nie uczynić swojego życia jednym wielkim aktem agresji, będącym działaniem roztropnie wyprzedzającym nieuchronną agresję innych? Dlaczego, będąc rozbitkiem na bezludnej wyspie i spotykając innego rozbitka, nie zabić go na miejscu lub nie zniewolić? Dlaczego, zawierając transakcję międzynarodową, nie oszukać kontrahenta, nim on oszuka nas? Dlaczego, żyjąc w przygranicznej osadzie, nie zaatakować natychmiast najbliższej zagranicznej osady, jeśli prawo gatunku dyktuje, że atak nastąpi niebawem? I dlaczego żyć, jeśli życie to ciągły wysiłek ataku, a nieżycie to spokojna nietykalność?

Można usuwać z życia pytania i dylematy, ale nie znaczy to, że się je rozwiązało – znaczy to, że się im poddało. Dlatego zmianę rozpoczyna opis zastanego – opis, którego desygnat zyska aprobatę tym szybciej, im szybciej się dowiedzie, że można pojednać go z rozsądkiem. Albo tym szybciej zniknie, im szybciej obnaży się fakt, że pojednanie to jest niemożliwe.

Jakub Bożydar Wiśniewski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *