Wojna o pieniądz toczy się dalej

Tych, którzy zetknęli się z dwoma częściami książki Song Hongbinga - Wojna o pieniądz, nie trzeba szczególnie zachęcać do sięgnięcia po część trzecią Czytaj więcej »

 

Siłowe rozdawnictwo czyli jak nie pomagać ubogim

W relacji państwo – obywatel siła leży zawsze po stronie państwa. To ono dzięki niej może chronić lub represjonować swoich obywateli, pobierać podatki od pokornych i niepokornych oraz egzekwować prawo, które zostało przez nie uchwalone.


Ta sama sytuacja występuje w rodzinie, ponieważ siła jest głównym atrybutem potrzebnym przy wychowaniu dziecka – gdyby nie ona, to wychowanie zawsze kończyłoby się dla rodziny taką samą katastrofą, jaką dla kraju opisanego w książce Janusza Korczaka przyniosły rządy tytułowego króla Maciusia. Siła jest połączona z władzą, ponieważ władza bez siły nie jest stabilna i szybko jest tracona. Skutkiem władzy opartej tylko na sile, jest wyzysk i niezadowolenie obywateli, ponieważ – jak słusznie zauważa Kazik Staszewski w piosence “No speaking inglese” – "siłą możesz mi zabrać wiele, ale siłą nie możesz mi niczego dać”.

Państwo posiadające monopol na przemoc i odbierające swoim obywatelom możliwość samodzielnej obrony, nie daje mu jednocześnie pewności spokoju. Nie można narzucić komuś poczucia bezpieczeństwa, ponieważ ono rodzi się samo, gdy widzimy przykłady skutecznego działania policji, szybkich wyroków sądowych oraz wynika ze świadomości, że w czasie wystąpienia ewentualnego zagrożenia będę mógł działać i obronić siebie i swoją rodzinę, a nie czekać i jedynie po fakcie zawiadomić organy ścigania, że nastąpiło naruszenie prawa.

Podobnie jest z pomocą państwa dla ubogich. Nie da się zlikwidować ubóstwa, biedy lub problemu bezdomności poprzez siłowy odbiór pieniędzy jednej grupie obywateli i przekazanie ich innym. Nawet jeśli taka redystrybucja zwiększałaby bogactwo narodu – a dobrze wiemy, że tak nie jest, to i tak bardzo często przebiega ona z użyciem siły i skutkuje tym, że ludzie nie dbają o lokale komunalne, które otrzymują od miasta lub sprzedają produkty, które otrzymali od pomocy społecznej, aby nabyć inne, bardziej potrzebne dobra w danej chwili. Co więcej, taka redystrybucja prowadzi nieraz do kuriozalnych sytuacji, w których na przykład osoby zarabiające dziesięciokrotność średniej pensji krajowej są zmuszane do przyjęcia dofinansowania do leków lub wyjazdu na kolonie dla swoich dzieci.

Najważniejsze, abyśmy pamiętali o tym, że możemy pomóc drugiej osobie tylko wtedy, gdy ona sama będzie gotowa i chętna, aby naszą pomoc otrzymać. To, że my jesteśmy gotowi pomóc, wcale nie oznacza, że dobry uczynek będzie nam zapisany. Pamiętam, jak w szkole na lekcji religii katechetka powiedziała nam o jednej radzie, którą otrzymała od swojego biskupa: Na jej pytanie o to, jak ma wspierać innych w dążeniu do zbawieniu, otrzymała odpowiedź: “Najważniejsze to nie przeszkadzaj nikomu”.

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia chciałbym życzyć sobie i wam, abyśmy nie próbowali za wszelką cenę uszczęśliwiać wszystkich w około, ponieważ siłą nikomu niczego nie da się dać, a zamiast tego możecie mu odebrać magiczność i radość z przeżywania świąt.

Wesołych Świat Bożego Narodzenia

Bartłomiej Borzucki

Tekst pochodzi z Blogosfery PAFERE...


7 Responses to Siłowe rozdawnictwo czyli jak nie pomagać ubogim

  1. Logik napisał(a):

    Nie da się zlikwidować ubóstwa, biedy lub problemu bezdomności poprzez siłowy odbiór pieniędzy jednej grupie obywateli i przekazanie ich innym.

  2. Logik napisał(a):

    „Nie da się zlikwidować ubóstwa, biedy lub problemu bezdomności poprzez siłowy odbiór pieniędzy jednej grupie obywateli i przekazanie ich innym”.

    Da sie zlikwidowac biede dajac kazdemu dostep DARMOWY do towaru i uslug. Pan Autorze nie mysli logicznie a jedynie powtarza Hay(e)kowe mantry.

  3. pawel-l napisał(a):

    @Logik
    Żeby komuś dać trzeba najpierw komuś zabrać.
    Czym więcej państwo pomaga biednym tych jest ich więcej. Bo wpędza ludzi w biedę podatkami i zachęca do życia z zasiłków.
    Czy to nie logiczne?

  4. Logik napisał(a):

    „Żeby komuś dać trzeba najpierw komuś zabrać”.

    Pierwsze pytanie: gdzie Pan zyje, w jakim swiecie bo chxba nie w prawdziwym jaki nas otacza? Prosze Pana jesli jest 10 ludzi i 50 telewizorow to komu musi Pan zabrac zeby kazdy mial telewizor?

    Druga sprawa: a kto mowi o tym ze panstwo ma pomagac? Wlasnie ze nie. Panstwo nalezy zlikwidowac. Ludzie sami sobie zorganizuja kolektyw ktory pomoze. A jak bylo w plemionach indianskich zanim pojawil sie bialy ze swoimi pomyslami na panstwo? Wlasnie byl kolektyw i nikt nie cierpial biedy. Dopiero panstwo podzielilo ludzi na bogatych i biednych, na madrych i glupich, na lepszych i gorszych, na uczciwych i nieuczciwych. Niech Pan wyjdzie z pulapki o nazwie PANSTWO. Myslenie kategoriami z poprzednich epok pozwala jedynie konserwowac cos co wkrotce zniknie – stary niewydolny system nazywany kapitalizmem.

  5. sPiSek napisał(a):

    Taa! A co jeżeli jest 10 telewizorów a 1000 ludzi?

  6. Logik napisał(a):

    Na glupie dyskusje szkoda czasu. Poszukaj innego miejsca.

  7. Sceptissimus napisał(a):

    Są państwa powstałe jako emanacja woli narodów, i są takie u źródeł powstania których leżała wola ich przyszłych właścicieli.
    Podstawowym zadaniem państwa od samego początku, było zabezpieczenie interesów jego właścicieli wobec zagrożenia zewnętrznego. Z czasem właściciele państwa przekonywali się, że obrona przez zagrożeniem zewnętrznym jest skuteczniejszą, o ile wewnątrz państwa takie zagrożenia nie występują, lub też są minimalne. To skutkowało działaniami otwierającymi przed początkowo niewielką, stopniowo coraz większą grupą społeczności perspektywy udziału w korzyściach płynących z faktu posiadania państwa. Polityka kija i marchewki zaczynała święcić sukcesy. Państwa stawały się coraz większymi organizacjami, i dla ich kierowania potrzeba było coraz większych rzesz współpracowników. Powstawały klasy społeczne. Dla zapewnienia miru wewnątrz wspólnego już domu, właściciele danin-podatków zmuszeni byli do prowadzenia polityki socjalnej. Z czasem mieszkańcy państwa (zwykle narodowego) utwierdzali się w przekonaniu, że to dzięki nim i dla nich istnieje powołana do życia instytucja. Zapragnęli co najmniej wpływu na kierunki jej rozwoju, oraz udziału w korzyściach z niej płynących.
    Jak widać, o żadnym rozdawnictwie nie może być mowy.
    Państwo to wspólne dobro, mogące trwać tylko dzięki społecznej solidarności. Jeśli społeczną solidarność nazwiemy rozdawnictwem, to rozdawnictwem możemy też nazwać wyrażoną ze strony społeczeństwa (jako właściciela państwa) zgodę na swobodną przedsiębiorczość i bogacenie się pojedynczych obywateli na obszarze i wśród właścicieli państwa.
    Tak jak onegdaj garstka rodzin miała prawo kształtowania życia społeczeństwa własnego państwa;
    tak obecnie społeczeństwo własnego państwa ma prawo kształtowania życia garstki rodzin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *