Sexed – przepis na deprawację

Ta kampania, wbrew niegroźnym pozorom, jest bardzo dobrze przemyślana, nastawiona na całkowite zdeprawowanie młodych ludzi Czytaj więcej »

 

Stanisław Michalkiewicz o Jarosławie Kaczyńskim i PiS

Dlaczego jest pan tak krytycznie nastawiony obecnie do PiS, podczas gdy 2 lata temu wyrażał się pan o tej partii z większą życzliwością?… – zapytano Stanisława Michalkiewicza podczas spotkania z nim, które odbyło się 13 grudnia 2009 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Poniżej zamieszczamy odpowiedź p. Michalkiewicza na to pytanie – w wersji dźwiękowej (MP3) oraz w wersji tekstowej…

mp3_logoPobierz plik… (MP3, 2,16 MB)

Nagranie i foto: PSz

Wersja tekstowa…

Dwa lata temu Prawo i Sprawiedliwość, albo raczej Jarosław Kaczyński, bo jest on jedynym człowiekiem w tej partii, który ma jakieś poglądy – reszta się słucha i tyle – miał, w mojej ocenie, taki program: trzeba wysadzić w powietrze grupę trzymającą władzę i zająć jej miejsce bez zmiany modelu państwa. Okazało się, iż razwiedka uwierzyła, że on to naprawdę chce zrobić. Dlatego stał się obiektem propagandowej wojny. Nie tylko zresztą razwiedka… Zwróćcie państwo uwagę, jakie westchnienie ulgi wydobyło się z prasy rosyjskiej i niemieckiej po wyborach 2007 roku. Wcześniej ostatni raz taki ton prasy niemieckiej i rosyjskiej miał miejsce 20 sierpnia 1939 roku z okazji paktu Ribbentrop – Mołotow. Otóż nie tylko razwiedka uwierzyła, że on to chce zrobić naprawdę.

Nie chciał on jednak zmieniać kapitalizmu kompradorskiego w normalny, tylko chciał zająć miejsce swoich poprzedników. Ludwik Dorn mówił, że w czterystu takich straceńców, stworzą coś na wzór zakonu rycerskiego, który będzie pełnił rolę razwiedki. Będzie miał prawdziwą władzę i będzie wysuwał jakichś figurantów, niech sobie będą prezydentami, premierami, niech się wożą limuzynami… Nieważne bowiem, kto się wozi limuzynami, ważne kto mówi, a kto słucha Tyle, że Jarosław Kaczyński próbował wysadzać układ w powietrze przy pomocy takich swoich faworytów jak Janusz Kaczmarek czy Konrad Kornatowski, co było po prostu bardzo śmieszne. Janusz Kaczmarek, minister spraw wewnętrznych w jego rządzie, dla którego Jarosław Kaczyński poświęcił Ludwika Dorna, sempre fidei… Ten pan, który po wizycie u prezydenta, biegiem o dwunastej w nocy zasuwał do hotelu Marriott, żeby złożyć meldunek sytuacyjny swojemu prawdziwemu zwierzchnikowi panu Ryszardowi Krauze… I to przy pomocy tego typu dżentelmenów miało nastąpić wysadzenie w powietrze układu. Bardzo śmieszne…

Jarosław Kaczyński zrobił to co jeszcze mógł zrobić w tej sytuacji, pozbył się, dla siebie i dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej, konkurencji politycznej rozwalając koalicję z LPR-em i Samoobroną, bo Samoobrona stanowiła potencjalną konkurencję polityczną dla PSL i SLD. Jednych i drugich mogła przelicytować w demagogii, a to było bardzo niebezpieczne. Pan Andrzej Lepper został zdymisjonowany, Roman Giertych tak samo. LPR to już była konkurencja dla Jarosława Kaczyńskiego, bo PiS mógł zostać przelicytowany z prawej strony. Co nastąpiło potem? Wybory, przegrana i tak dalej…

Na wiosnę tego roku, na przełomie lutego i marca, już nie pamiętam dokładnie w tej chwili daty, odbył się kongres Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie.  Pamiętam przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, w którym mówił mniej więcej tak: „Oczywiście stoimy na nieubłaganym gruncie IV Rzeczypospolitej, ale tak, żeby nikogo nie urazić.” Co więcej powiedział, że właściwie to nie wiadomo czy układ istnieje i czy w ogóle kiedykolwiek istniał. To było wywieszenie białej flagi do razwiedki: „Już nie chcę z wami się kopać, nawróciłem się na fundamentalną zasadę III Rzeczpospolitej, która brzmi – „My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych.” Ale Jarosław Kaczyński jeśli tak mówi to znaczy, że tak mówi, a co tam myśli naprawdę – nie wiadomo. Trzeba go przetestować, bo politykowanie z Jarosławem Kaczyńskim to tak, jak bliskie spotkania z jeżem – muszą być bardzo ostrożne. I został przetestowany przy przejmowaniu państwowej telewizji ze szponów „byłego neonazisty” Piotra Farfała. Okazało się, że jest lojalny aż do bólu. Tym bardziej, że – to zresztą podkreślam i otwartym tekstem to mówię – razwiedka, jak dobry gracz, nie stawia wszystkiego na jedną kartę, owszem chce dysponować kartą zdrady i zaprzaństwa – powiedzmy, że to jest Platforma Obywatelska i SLD – ale dlaczego ma wyrzucać ze swojej talii kartę płomiennego patriotyzmu i obrony interesu narodowego? Dlaczego? A co im to szkodzi? Jak już jest nawrócona na najświętszą zasadę konstytucyjną III RP „Wy nie ruszanie naszych, my nie ruszamy waszych” to znaczy, że jest bezpiecznie. Razwiedka chce też mieć alternatywę patriotyczną i ma.

Teraz proszę zwrócić uwagę, co stanowi przedmiot największej troski obu antagonistycznych partii. Jeśli Państwo pozwolą to taki obrazek nakreślę, taką metaforę polskiej sceny politycznej i posłużę się takim spostrzeżeniem Konrada Lorenza, nieżyjącego już austriackiego badacza fauny. Opisał on kiedyś taką scenę, jak dwa psy biegły wzdłuż płotu z drucianej siatki i gdyby nie ta siatka to można by odnieść wrażenie, że zażarłyby się w mgnieniu oka, już nawet nie szczekały tylko charczały na siebie z wściekłości. Biegły tak wzdłuż tego płotu i nagle płot się skończył, psów już nic nie rozdzielało. I w tym momencie zamiast rzucić się na siebie i pożreć się w mgnieniu oka, cała wściekłość tych psów wyparowała w jednej chwili. Stanęły jak wryte, po czym w pozach pełnych godności na sztywnych łapach rozeszły się każdy w swoją stronę. To jest metafora polskiej sceny politycznej. Przy pozorach potwornej wściekłości, że te partie utopiłyby się w łyżce wody, to przecież sprawnie realizują wspólny interes, żeby nie dopuścić do pojawienia się konkurencji ani z jednej ani z drugiej strony. Bez słów się rozumieją wszyscy.

Jeżeli państwo chcecie obserwować scenę polityczną, to nie można się koncentrować tylko na zewnętrznych znamionach, do tego trzeba większej wnikliwości, bo inaczej sobie tylko kibicujemy, to jest żadna analiza. Jak się chce analizę robić to trzeba wiedzieć, kto z czego żyje, na czym zamierza oprzeć w przyszłości podstawy swojej egzystencji, wtedy można zrozumieć „czym on dyszy” – jak to Rosjanie mówią – naprawdę.

Stanisław Michalkiewicz

Spisała: ISz


5 Responses to Stanisław Michalkiewicz o Jarosławie Kaczyńskim i PiS

  1. Maciej Dybowski napisał(a):

    Jak wyczytałem wczoraj w telegazecie pr.1 TVP Wenezuela rządzona przez lewaka Chugo Chaveza zaczęła reglamentacje energii elektrycznej. Wystarczyło 11 lat gdyż od tylu lat rządzi w/w. Z socjalistami i innymi komunistami jest tak zawsze – naprawiając jedno psują dziesięć innych . Podobnie jest i było z PiS oraz PO. Bo PO jest nie partią liberalną, lecz socjalnoliberalną. A UPR co raz szybciej stacza się w demokratyczny i socjaldemokratyczny niebyt. Szkoda i żal.

  2. podatnik napisał(a):

    Jeśli PO jest partią socjalliberalną, to PiS jest partia socjalchadecką. Najważniejszy w tych określeniach jest przedrostek „socjal”, który należy tłumaczyć jako bieda i brak perspektyw.

  3. podatnik napisał(a):

    …czyli ktoś chce żyć z biedy i braku perspektyw wyborców. Mozna i tak o ile wyborcy nie rozumieją podstaw

  4. stanisław chmielewski napisał(a):

    Ale pytanie brzmiało:
    „Dlaczego jest pan tak krytycznie nastawiony obecnie do PiS, podczas gdy 2 lata temu wyrażał się pan o tej partii z większą życzliwością?…
    Dlaczego 2 lata temu wyrażał się Pan z większą życzliwością? Na to niestety Pan Michalkiewicz nie odpowiedział.

  5. Jan napisał(a):

    Panie Stanisławie.
    Niech Pan przeczyta powyżej zamieszczoną wersję tekstową odpowiedzi Pana Michalkiewicza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *