Skandaliczne przemówienie burmistrza Esslingen w Piotrkowie

Poczułem się jakby w moim własnym domu Gość, Przyjaciel i Brat, spoliczkował mnie i właściwie nie bardzo wiem dlaczego Czytaj więcej »

 

Straszne rzeczy się dzieją!

Politycy wpadają w panikę! Czy to jakiś kataklizm nadchodzi? Czy to już koniec? Minister Finansów zapowiada, że "ryzyko jest duże", a szef NBP, że "tego nie można ignorować".


Co się dzieje? Właśnie ogłoszono, że po raz pierwszy w historii mamy deflację, czyli spadek cen. "Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,2 proc. rok do roku, a wobec czerwca też spadły o 0,2 proc." – informuje GUS. GUS poinformował ponadto, że wśród cen żywności warzywa potaniały o 9,4 proc., owoce o 4,0 proc., cukier o 3,2 proc., a ryż o 1,1 proc. "W lipcu, w związku z wyprzedażą kolekcji sezonowej, ceny obuwia obniżyły się o 3,6 proc., a odzieży – o 2,6 proc.".

Czy to źle? Z punktu widzenia konsumenta jest to rewelacyjna wiadomość. Cóż może nas bardziej cieszyć jeśli nie obniżka cen. Również przedsiębiorcy nie powinni narzekać, ponieważ przy niższych cenach uda im się sprzedać więcej towaru. Poza tym, każdy przedsiębiorca to również konsument, więc też odczuje korzyść. Jednak pewna grupa może być niezadowolona, może ona z niepokojem patrzeć na tę sytuację. Ta grupa to politycy. Niepokoi się minister Szczurek: "Ryzyko deflacji jest bardzo duże, i to w ujęciu rok do roku, bo spadek cen miesiąc do miesiąca często mieliśmy w wakacje. Wszystko wskazuje na to, że deflacja może się przedłużyć poza wakacje". Ten niepokój wydaje się - z punktu widzenia naczelnego kasjera kraju - uzasadniony. Niższe ceny to - według ministra - niższe wpływy z VAT (choć niekoniecznie musi tak być!), a to z kolei oznaczać może załamanie budżetu.

Rzeczywiście jest się czego bać. Ale ten strach ministra i jego ferajny pokazuje, nie po raz pierwszy zresztą, jak sprzeczne są interesy zwykłych ludzi w stosunku do interesów politycznej kasty. Każda korzyść dla nas jest szkodą dla rządzących. Ta prawda powinna uzmysłowić nam, jaka droga rozwoju jest dla zwykłych ludzi najlepsza: czy ta z rozbuchanymi wydatkami państwa, nieuchronnie wiążąca się z wysokimi podatkami i korzystną dla polityków inflacją, czy też ta z państwem minimum, kiedy to ludzie sami decydują o tym, jak wydawać swoje pieniądze?

Paweł Sztąberek

Źródło: pafere.org


5 Responses to Straszne rzeczy się dzieją!

  1. Marko napisał(a):

    …post usunięty…

  2. Luke napisał(a):

    Nielogiczny Marko!

    Jeśli deflacja przejawia się spadkiem cen to gdzie tu jest tragedia? Mowa o obniżce cen produktów konsumenckich, a nie załamaniu rodem z Wielkiej Depresji. Na deflacji można nie powiększyć zysków nominalnie, ale w zdrowo funkcjonującym systemie z lekką deflacją zwiększa się moc nabywcza pieniądza.

    Czy może Marko wyjaśnić szerszej co ma na myśli pisząc „tragedia kapitalizmu”?

  3. grudge napisał(a):

    Skoro jest deflacja, to trzeba z nią walczyć. Jest pretekst aby wywiązać się z umowy Belka-Sienkiewicz i do drukować pieniądze.

  4. Johny napisał(a):

    Spadek cen jest naturalnym stanem zdrowej gospodarki. Ludzie się doskonalą w tym co robią, wymyślają nowsze technologie i dzięki temu produkują taniej i mogą taniej sprzedawać. Kto pamięta ile kosztowały pierwsze telefony komórkowe i ile kosztowały rozmowy przez nie. A z tow. Marko nie ma co gadać, on tu jest służbowo a nie merytorycznie 🙂

  5. żebrak napisał(a):

    Przecież złotówki pod pretekstem zabezpieczenia anty fałszerskiego od około roku dodrukowuje się, że aż drukarki furczą. Interes panów Belki i Sienkiewicza (inna sprawa, kto za nimi stoi????) został i nadal jest realizowany. Ludziskom zamydliło się oczęta o ulepszeniu banknotów przed strasznymi fałszerzami. I ludziska to łyknęli i nawet nie poczuli, jak zostali wyruóhchani w odbyt. Takie zabezpieczenia to koszty. Dlaczego w nie idziemy skoro lada dzień mamy nasze złotówki zastąpić euro? Mamy dno dna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *