Wojna o pieniądz toczy się dalej

Tych, którzy zetknęli się z dwoma częściami książki Song Hongbinga - Wojna o pieniądz, nie trzeba szczególnie zachęcać do sięgnięcia po część trzecią Czytaj więcej »

 

Święta koronczarka – czyli o tym, że sukces w biznesie nie wyklucza świętości

W ubiegłym miesiącu papież Franciszek kanonizował rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus (+1897.). Święta Maria Zelia Martin, z domu  Guérin (+1877) była koronczarką. Matka przyszłej Małej Teresy, Doktora Kościoła, wychowywała się w Alençon, francuskim mieście o bogatych tradycjach koronkarskich. To z pewnością przesądziło o wyborze tego typu rękodzieła dla jej kariery rzemieślniczej.


Przy okazji kanonizacji pojawiło się wiele artykułów w prasie na temat życia rodziców św. Teresy z Lisieux. Bardzo często przemilczany był fakt, że Zelia jeszcze przed ślubem z Ludwikiem Martin (+ 1894) założyła warsztat koronkarski. Zelia nie wyrabiała tylko sama koronek, ale była kobietą przedsiębiorczą, która zatrudniała w swoim warsztacie dwadzieścia pracownic.

Po kilku latach po ślubie przedsiębiorstwo rozrosło się do tego stopnia, że Ludwik, który również był przedsiębiorcą, sprzedał swój jubilersko-zegarmistrzowski warsztat i zajął się prowadzeniem księgowości w firmie swojej żony. Prócz tego odbywał liczne podróże biznesowe, za którymi Zelia nie za bardzo przepadała.

Pisząc o życiu świętej, bardzo często nie zwraca się uwagi na to, że matka Małej Teresy prowadziła prywatny warsztat koronkarski, który każdego roku się rozrastał. O. Generał Karmelitów Bosych z okazji kanonizacji rodziców św. Teresy napisał, że św. Maria Zelia była co prawda osobą przedsiębiorczą, ale pominął milczeniem fakt, że Zelia prowadziła prywatną firmę z sukcesem. Prowadzenie takiego przedsiębiorstwa przez kobietę w XIX wieku było już czymś samym w sobie wyjątkowym. Szkoda, że mówienie w kościele katolickim o zysku w biznesie uważa się ciągle za coś, co nie idzie w parze ze świętością. Może w tym wypadku jest to jeszcze trudniejsze, gdyż chodzi tu o firmę wytwarzającą koronki, które w tamtym czasie były kosztownym towarem.

Życie Zelii pokazało, że prowadzone przez nią przedsiębiorstwo było dla niej tylko środkiem do osiągnięcia celu, który sobie wyznaczyła i z żelazną konsekwencją realizowała. Sukces zawodowy i dobrobyt nie przeszkodziły jej w osiągnięciu świętości. W liście do swojej córki Pauliny Zelia napisała: "Chciałabym być świętą, tylko nie wiem, z którego końca do tego się zabrać. Jest tyle do zrobienia, a ja ograniczam się tylko do pragnień”. Trudno do końca uwierzyć, że jest to ta sama kobieta, której ślub z Ludwikiem miał miejsce w kościele o północy po trzech miesiącach znajomości. To ona jako dobra matka dbała o to, by jej córki były zawsze dobrze i modnie ubrane. Ale to również ta sama kobieta, która każdego dnia razem z mężem rozpoczynała swój dzień od Mszy św. o godz. 5:30. Do tego to matka pięciu córek, które wszystkie wstąpiły do klasztoru.

Dlaczego Zelia została zaliczona w poczet świętych? Kiedyś pochwaliłem pewną siostrę zakonną, kierowniczkę katolickiej księgarni, za niecodzienną przedsiębiorczość i ku mojemu głębokiemu zaskoczeniu  usłyszałem od niej w zamian słowa pełne oburzenia – „Proszę mnie tylko nie nazywać bizneswoman. Ja nie robię niczego dla zysku”.

Jestem pewny, że św. Maria Zelia nie byłaby zbulwersowana takimi słowami. Dla niej zyskiem był Chrystus. Wszystko inne, w tym jej prywatne przedsiębiorstwo, było tylko środkiem do Jego osiągnięcia.

O. Jacek Gniadek

Artykuł pochodzi z Blogosfery PAFERE...


One Response to Święta koronczarka – czyli o tym, że sukces w biznesie nie wyklucza świętości

  1. zmiany? napisał(a):

    Po tym co mówi i robi, a jeszcze bardziej tego co NIE robi i NIE mówi papieżyk Franio Pierwyj, to jest dla mnie, błądzącego i grzesznego katola, nie bardzo solidny i fundamentalny pasterz i przewodnik. Podobnie jak konserwatywno-liberalny polityk w Polsce, niejaki Janusz Korwin-Mikke. Jego też musieli, po żenujących wypowiedziach tłumaczyć kolejni rzecznicy prasowi z kolejnych partii. Z papieżykiem Franiem Pierwym jest podobnie. Ksiądz Lombardi, jako rzecznik prasowy Watykanu musi tłumaczyć na ludzki język, co SZEF miał na myśli. Chyba zaczął się początek końca tych czasów???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *