Tag Archives: agenci

Wizyta Trumpa – czy elity III RP staną na wysokości zadania?

Wizyta Donalda Trumpa w Polsce może okazać się dla naszego kraju przełomowa, pod warunkiem, że rządzące nami elity będą miały pełną świadomość, że wcielanie w praktyce idei Międzymorza musi oznaczać stanięcie w poprzek ambicjom niemieckim w Europie.

Michalkiewicz: PiS chce obłaskawić bezpieczniackie watahy. Co ze zbiorem zastrzeżonym?

"Zbiór zastrzeżony miał być udostępniony na przełomie II-III 2016 (...) Jaka jest w tej chwili wykładnia?" - pytanie z sali. "Jasne, jeżeli ABW wyrazi na to zgodę. Krótko mówiąc -  bezpieczniacy będą nam dozowali prawdę o III RP" - mówi Stanisław Michalkiewicz, zapytany o zwłokę w udostępnianiu zbiorów akt zastrzeżonych.

Michalkiewicz o Tusku, BND, agentach i kandydatach na szubienicę

Stanisław Michalkiewicz: "Jeśli Tuska rzeczywiście opłacała BND - jak to twierdzi Krzysztof Wyszkowski - to znaczy, że był agentem". Poza tym znany publicysta mówi między innymi o tym, kto powinien w Polsce zawisnąć.

Michalkiewicz o możliwych skutkach BREXIT-u i wyjściu Polski z UE

Stanisław Michalkiewicz mówi m.in o tym, co może się stać jeśli dojdzie do opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielka Brytanię, o podgrzewaniu patriotyzmu, o możliwościach opuszczenia UE przez Polskę i o tym, czy "nasza niezwyciężona armia" weźmie nas za pysk i wprowadzi liberalizm.

Agenci wpływu

Czym różni się 007 od 07? Pierwszy to Bond – agent Jej Królewskiej Mości, a drugi, to Borewicz podróbka pierwszego na potrzeby PRL-u. Przygody obydwu panów bywały wciągające, ale to tylko fikcja kontra fikcji, a prawdziwa walka wywiadów trwa.

Zemsta generała Kiszczaka…

Syn z łazienki do mamy: - Mamo , jaką koszulę mi dziś dasz do szkoły? Z długimi, czy z krótkimi rękawami?
- Z krótkimi, a czemu pytasz?
- Bo nie wiem, dokąd mam umyć ręce…

Grzegorz Braun o prawicy antysystemowej: To parada durniów, agentów i niedojdów!

Grzegorz Braun: "Ci, co tworzą prawicę antysystemową tak naprawdę nie chcą się dogadać. Porozumienia nie będzie, nie doczekacie się tego" - mówił Grzegorz Braun podczas spotkania z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 8 września 2015 roku.

Płk. Piotr Wroński: Obecne państwo to nie III RP, to PRL, nawet nie bis…

Jeden z najbardziej skrywanych oficerów  wywiadu PRL a potem jeszcze bardziej zakamuflowany funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa i ściśle tajnego kontrwywiadu już po 1989 roku – pułkownik Piotr Wroński zgodził się na opublikowanie bezpośredniej rozmowy i korespondencji elektronicznej jaką z nim przeprowadziłem w sierpniu 2015 roku.

Gangrena stanu wojennego niszczy Polskę

Konsekwencje 13 grudnia 1981 roku dotykają nasze społeczeństwo po dziś dzień i niszczyć będą dopóty, dopóki nie zostanie ujawnione ilu malowanych "bohaterów" było podłymi kolaborantami lub płatnymi zdrajcami.
Jeżeli następne pokolenia Polaków będą faszerowane papką propagandową opowieści, książek, lub filmów, w których tajnych współpracowników SB przedstawia się jako odważnych przywódców, a tchórzliwych agentów KGB lub zwyczajnych szpiegów jako mężów stanu, to grozi nam ruina fundamentów ponad 1000 letniej Polski. Od wieków byliśmy narodem niezłomnym, ludzi honoru, wiary, uczciwości i odwagi, a od stanu wojennego Polacy są gnojeni we własnym kraju  i w dodatku nie wolno wymieniać zdrajców i sprzedawczyków  z imienia i nazwiska, bo najpierw grupa malowanych "bohaterów" przepiła swój honor w Magdalence, a potem pokaźna ilość tzw. "autorytetów" podpisała w 1989 roku cyrograf z diabłem przy okrągłym stole. Przypieczętowaniem tego cyrografu była ogłoszona potem gruba krecha oznaczająca brak odpowiedzialności za zbrodnie komunistyczne i rezygnację z prawdziwej lustracji po wsze czasy. Właściwie powinno się zastąpić słowo lustracja- pojęciem szerszym, jakim jest prawdziwe oblicze elit władzy, nauki, kultury, oświaty i propagandy. Tu nie chodzi o mściwość, ani o wewnętrzne skłócenie, lecz o prawdę historyczną. Następne pokolenia mają prawo wiedzieć, że relatywizowanie zdrady, przekupstwa i obłudy prowadzi do powolnej zagłady narodu. Jeżeli ktoś był rosyjskim lub radzieckim agentem, to nie zasługuje na ordery i dodatki do emerytury za odznaczenia uzyskane kosztem życia zamordowanych patriotów polskich. Jeżeli ktoś był tajnym współpracownikiem SB, to nie przysługuje mu miano męża stanu! Jeżeli ktoś donosił na własnych kolegów, że prowadzą działalność antykomunistyczną, to nie powinno się robić filmu na jego cześć, w którym zwykłego kapusia podnosi się do rangi bohatera walki z komuną! Jeżeli ktoś był aktywistą PZPR na Uniwersytecie Łódzkim, lub lektorem KC PZPR, to nie zasługuje teraz na miano autorytetu w dziedzinie ekonomii wolnorynkowej. Jeżeli ktoś był całe życie konformistą, który dbał głównie o własne korzyści polityczne to nie należy mu urządzać pogrzebu z orkiestrą wojskową i oddawać honorów nad trumną należnych tylko prawdziwym bohaterom! Jeżeli nie będzie ujawniona pełna lista imion i nazwisk aktywistów, agentów oraz kolaborantów:  KGB, NKWD, UB, SB, PZPR i Stasi, to następne pokolenia nie dowiedzą się kto był prawdziwym bohaterem, a kto tylko marionetką przemalowaną na "bohatera" przez generałów stanu wojennego. Najstraszniejszą konsekwencją 13.grudnia 1981 roku jest fakt, że dawni kolaboranci, sprzedajni zdrajcy i inne kanalie śmieją się teraz w twarz ofiarom stalinizmu, kiszczakizmu oraz jaruzelizmu  i albo nadal piastują eksponowane stanowiska , albo pobierają  wysokie emerytury wraz z dodatkami za odznaczenia otrzymane za utrwalanie obłudy! Rajmund Pollak

Agenci Putina na Marszu Niepodległości?

Uważam, że należy pilnie zbadać, czy agenci prezydenta Rosji nie maczali swych palców w awanturę pod ambasadą tego kraju w naszej stolicy! Cała prowokacja była jak najbardziej w stylu KGB i NKWD oraz Specsłużb Federacji Rosyjskiej. Chodziło o to, aby zamiast o Święcie Niepodległości Polski, gazety w całej Europie pisały jak to spokojni i pokój miłujący dyplomaci rosyjscy są narażeni na ataki ze strony biało-czerwonych.
Ta cała histeria jaka ogarnęła ośrodki dyspozycyjne koalicji PO-PSL przybiera już rozmiary propagandowej nagonki na organizatorów Marszu Niepodległości, którzy wręcz nawoływali do zachowania spokoju i odcinają się od prowokacyjnych ekscesów. Żaden z tych "oburzonych lewackich propagandystów" nie zadał sobie trudu aby sprawdzić ilu prowokatorów w kominiarkach mówiło między sobą po rosyjsku? CIEKAWE CZY TVP1 UJAWNIŁABY TAKĄ OTO SCENKĘ RODZAJOWĄ: Podchodzi ochroniarz do zadymiarza i zdejmuje mu z głowy kominiarkę, a tamten odzywa się tymi oto słowy: "Nu szto ty durak! Siewodnia ty jeszczio  chuligana nie widieł?".... Aby w przyszłości uniknąć prowokacji takiej jaka wydarzyła się 11 listopada b.r. należy przeprowadzić wreszcie w Polsce prawdziwą lustrację i podać do publicznej wiadomości, kto służył w SB, albo był T.W., kto służył dla NKWD lub KGB i wreszcie kto nadal służy dla Służb Specjalnych Federacji Rosyjskiej, a ponadto kto był absolwentem szkół wywiadu w ZSRR. Rajmund Pollak

Do Ruchu Narodowego: Strzeżcie się agentów!

Pan Jan Bodakowski, w swoim artykule opublikowanym niedawno na PROKAPIE - "Ruch Narodowy – czyli wiadomo, że nic nie wiadomo", dość dramatycznie oznajmił, że nie ma na kogo głosować. W stosunku do rodzącego się powoli Ruchu Narodowego wyraził zaniepokojenie: "Partia której nie ma, nie wiadomo czy będzie, a jak będzie to nie wiadomo jaka będzie".
Myślę, że w kwestii Ruchu Narodowego należy wykazać spokój i cierpliwość. Trzeba pozwolić mu się wykluwać. Może to zająć jeszcze jakiś czas, a może też nigdy się nie dokonać. Osobiście wolałbym tę pierwszą opcję, bo - póki co - również nie mam na kogo głosować. Uważam zresztą, że im dłużej potrwa budowanie Ruchu Narodowego tym lepiej. Wrogów bowiem wokół jest pełno, a lokują się oni w szeregach każdego gangu, który aktualnie zasiada w sejmie. W tygodniku "Do Rzeczy" ukazał się kilka tygodni temu bardzo ciekawy tekst Adama Tycnera "Agenci kradną tożsamość". Autor omawia w nim głośną ostatnio w Wielkiej Brytanii aferę dotyczącą inwigilowania przez tamtejsze służby specjalne różnych organizacji (przeważnie o lewicowym zabarwieniu, ale nie to ma w tym przypadku znaczenie). Okazuje się, że w drugiej połowie lat 60-tych powołano na Wyspach tajną komórkę, którą nazwano Special Demonstration Squad. Jej głównym zadaniem było kontrolowanie działalności - jak to określano - "antysystemowych ugrupowań". Agenci podkradali tożsamość zmarłych wcześniej osób, głównie dzieci z prowincji. Każdy policjant wyposażany był w odpowiednie dokumenty wystawiane na sfałszowaną tożsamość. Okazuje się, że przez kilka lat działalności skradziono tożsamość około 80 dzieci. Tajniacy przenikali do różnych organizacji wyrosłych na fali studenckich protestów z końca lat 60-tych czy tzw. rewolucji seksualnej, ruchów antyglobalistycznych itp. Sprawa się w końcu rypła po tym, gdy jedna z zakochanych lewackich aktywistek, została porzucona przez agenta, po którym ślad zaginął. Postanowiła go odnaleźć, mając jako drogowskaz jedynie jego imię i nazwisko. Gdy trafiła do małej miejscowości, z której jej ukochany rzekomo pochodził, okazało się, że osoba o tym imieniu i nazwisku nawet w niej mieszka, tyle że na cmentarzu, w grobie zmarłego przed laty ośmioletniego chłopca. Ale nie dramatyzm tej historii jest tu najważniejszy, nawet sama historia jest mało istotna. Chodzi o pokazanie, że w czasach pokoju służby specjalne "nie zasypiają gruszek w popiele" i też muszą coś robić. I skoro robią to w Wielkiej Brytanii to robią to pewnie również w III RP. Rodzący się Ruch Narodowy to idealny obiekt do tego, by objąć go kompleksową inwigilacją. I to jest największe niebezpieczeństwo, które może doprowadzić do unicestwienia tej szlachetnej inicjatywy zanim jeszcze na dobre się ona narodzi. Warto pamiętać, że powstanie nowej, znaczącej siły politycznej w III RP, a zwłaszcza takiej, która nosi charakter siły antyestabliszmentowej, nie leży w interesie tych, co na scenie politycznej brylują już od zarania "okrągłego stołu". Widać to aż nadto. Można by przekornie rzec, że wreszcie rodzi nam się oczekiwany kilka lat temu przez wielu Polaków tzw. PO-PiS. Mamy wreszcie koalicję obu partii. Tyle, że nie jest to koalicja dla dobra Polski, lecz by unicestwić Ruch Narodowy, ugrupowanie, które przynajmniej deklaruje, że chce uwolnić Polskę o okupującej ją okrągłostołowej bandy. Podczas debaty w Klubie Ronina, w której uczestniczył Jerzy Wasiukiewicz z Ruchu Narodowego oraz Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny PiS-owskiego organu "Gazeta Polska", szef "GP" kiedy tylko mógł starał się, rzekomo z troski, dyskredytować RN zarzucając mu m.in. tajemniczość. Że niby nie wiemy, z czym tak naprawdę mamy do czynienia, że RN to jakieś widmo i że właściwie nie wiadomo z kim rozmawiać i o czym. Aż nadto widać było, że ta troska jest podszyta fałszem. Bo wiadomo, dla redaktora Sakiewicza liczy się tylko PiS. Tylko partia Jarosława Kaczyńskiego może być alternatywą dla PO. Tyle tylko, że to alternatywa fałszywa. Pan Jan Bodakowski, we wspomnianym na wstępie tego artykułu tekście, niecierpliwi się, chciałby żeby Ruch Narodowy już się określił, już powstał. Ja mam inne podejście do tej kwestii. Zastanawiam się, czy najlepszą strategią nie byłoby przeczekanie jeszcze rok, może półtora. Czy nie lepiej byłoby powołać formalnie nowy byt polityczny na krótko przed kolejnymi wyborami, po to, by jego wrogowie mieli mało czasu na jego dyskredytację? Liderzy RN muszą zdawać sobie sprawę, że będą mieli przeciwko sobie nie tylko wszystkie partie, które żyją z grabieży podatników, największe media, które jeśli tylko chcą każdego mogą wdeptać w ziemię, jak również całą brukselską biurokrację, jeśli tylko RN zdecyduje się kwestię naszego członkostwa w UE postawić jednoznacznie, tzn. że "poza Unią też jest życie!"(na co zresztą gorąco liczę). No i oczywiście na karku będzie miał RN bezpiekę, która zapewne już wzięła się za rozpracowywanie nowego ugrupowania. Jak mawiał marszałek Piłsudski: "W czasach kryzysów strzeżcie się agentów". Wracając do Pana Bodakowskiego... Myślę, Panie Janku, że nieco więcej cierpliwości nie zaszkodzi... Co do mnie, to nie obiecuję sobie nie wiadomo czego. Tyle już politycznych rozczarowań przeżyłem, że sam się sobie dziwię, że cokolwiek jeszcze mi się chce, nawet na niwie tego skromnego publicystycznego poletka, które uprawiam. Kto wie, być może agenci już opanowali Ruch Narodowy i w odpowiednim momencie zrobią wszystko, by go skompromitować, więc cała nasza troska, nasze oczekiwanie warte są funta kłaków. I przy okazji kolejnych wyborów pozostanie nam długa wycieczka rowerowa, rozpoczęta przed otwarciem lokali wyborczych a zakończona po ich zamknięciu. Ale póki co - nie przesądzajmy. Dajmy czas sobie i nowej politycznej inicjatywie. Bo to, że tylko COŚ nowego może rozbić to szambo zwane III RP, nie ulega wątpliwości. Paweł Sztąberek Foto.: JB

Piotr Naimski: Wciąż płacimy wysoką cenę za kłamstwo roku 1992

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl z posłem Piotrem Naimskim, szefem Urzędu Ochrony Państwa w rządzie Jana Olszewskiego w latach 1991 - 1992. Poseł Naimski mówi m.in. o lustracji 1992 roku, trwających do dziś skutkach obalenia rządu Olszewskiego i roli w tym obaleniu marszałka Chrzanowskiego, a także o katastrofie smoleńskiej...
Prokapitalizm.pl: W tym roku minęła 20 rocznica obalenia rządu Jana Olszewskiego. Pan aktywnie uczestniczył w tym rządzie jako szef Urzędu Ochrony Państwa. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan tamte wydarzenia? Piotr Naimski: To była porażka projektu zbudowania państwa polskiego od nowa, to był triumf filozofii Okrągłego Stołu z 1989 roku. To był triumf doktryny sformułowanej przez Mazowieckiego jako pacta sunt servanda, zapominając o tym, że pakty owszem są dotrzymywane, ale kiedy zmieniają się okoliczności to można je renegocjować i jednak doprowadzić do zmiany. To było tak naprawdę zatrzymanie modernizacji transformacji Polski od komunistycznej okupacji do normalności. Rezultaty tamtego zdarzenia, tamtej nocy 4 czerwca 1992 roku mamy do dzisiaj. Tak naprawdę w ciągu tego dwudziestolecia mieliśmy dwa rządy, które w sposób jasny formułowały polską doktrynę, polski interes narodowy. To był rząd Jana Olszewskiego i rządy Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007. I może dodam jeszcze tylko tyle, że niepodległość kosztuje, trzeba za to zapłacić. To oczywiście dobrze i szczęśliwie, że za niepodległość Polski w ostatnich dwudziestu kilku latach nie musieliśmy płacić krwią. Ale płacimy cenę wydłużoną, płacimy w takim ciągnionym rachunku, dlatego że pewne rzeczy, które powinny być załatwione szybko i radykalnie są rozciągnięte w czasie. Kondycja Polski jest w wielu wymiarach niezadowalająca. Mamy problem z moralnością w sensie publicznym, mamy problem z demografią, mamy problem z gospodarką, mamy problem z pewnego rodzaju atrofią wartości podstawowych. I to jest ta ogromna cena jaką płacimy za kłamstwo roku 1992. Państwo przeszliście do historii, przynajmniej tak jest przedstawiany rząd Jana Olszewskiego, jako ci, którzy wywołali pewne demony, takie jak agentura czy lustracja. Dzisiaj o lustracji mówi się już mniej. Czy to oznacza, że agenci zniknęli z życia politycznego w Polsce? Nie. Ludzie, o których pan mówi „agenci”, ludzie powiązani z komunistycznymi służbami specjalnymi, mówiąc potocznie z UB-cją, sprzed 1989 roku, dalej są w życiu publicznym. Niektórzy się do tego przyznali i dalej są w życiu publicznym jak np. minister Boni, a inni się nie przyznali, bo nie uważają tego za stosowne. Proces lustracyjny czyli usunięcia tych osób z życia publicznego nie został w Polsce przeprowadzony właściwie, nie został przeprowadzony do końca. Ale to jest tak naprawę problem mniejszy. Problemem poważniejszym jest to, że tzw., jak to się dzisiaj mówi III Rzeczpospolita, ufundowana na kompromisie Okrągłego Stołu, pozwoliła na przepoczwarzenie się tych środowisk, które rządziły Polską i Polakami w czasach komunistycznych, i dalsze trwanie tych środowisk w nowym otoczeniu politycznym, społecznym i gospodarczym w ciągu ostatnich dwudziestu lat. I nie widać końca tego. Po prostu ta choroba została zmutowana, ale w dalszym ciągu istnieje. Co jest takim najbardziej wyraźnym objawem tej choroby w dzisiejszej III Rzeczpospolitej pod rządami Platformy Obywatelskiej? To widać. Niedaleko szukając jest to np. skandal związany z Amber Gold. To jest taki widoczny przykład patologii, takiego kolesiostwa, które wywodzi się właśnie z tamtego kompromisu. To już są nowi ludzie, to są młodzi ludzie, to są nawet ludzie bardzo młodzi, którzy się urodzili po roku 1989, mają dwadzieścia parę lat, ale sposób funkcjonowania, sposób działania został odziedziczony i przeniesiony do naszej nowej Polski. I to jest patologia. Jeślibyście Państwo, jako rząd Jana Olszewskiego, posiadali wówczas pewną wiedzę, którą dziś posiadacie, choćby dotyczącą reakcji strony, która ten rząd obaliła, jak byście przeprowadzili lustrację teraz, żeby uniknąć tzw. nocy długich teczek? To jest dobre pytanie. Ja myślę, że mając tę wiedzę, ja bym namawiał do dużo większej otwartości działania w sensie publicznym w takiej sytuacji. Siłą naszą było poparcie Polaków, społeczne poparcie, trzeba było się komunikować lepiej, wcześniej, szybciej. I może to by zwiększyło szanse na powodzenie całej tej historii. Ale poza tym niewiele bym zmienił. A czy spodziewali się Państwo wówczas takiej reakcji Lecha Wałęsy, że zmobilizuje wokół siebie te środowiska? Ja powiem inaczej. Ja liczyłem na inną reakcję ówczesnego marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Gdyby ówczesny marszałek sejmu zareagował... A dziwi to Pana, że jego reakcja była taka, jaka była? Tak, byłem zdziwiony, dlatego, że ... A właściwie może nie zdziwiony, ale rozgoryczony, dlatego że byłem jedną z osób, które mu ufały i uważałem go za bardzo przyzwoitego człowieka. Kiedy dowiedziałem się o jego uwikłaniach liczyłem na to, że zachowa się jak mężczyzna i patriota tzn. po prostu opowie o tym. A my Polacy jako zbiorowość jesteśmy bardzo miłosierni. Myślę, że gdyby Wiesław Chrzanowski wyszedł wtedy na mównicę sejmową i opowiedział swój życiorys w całości i wyjaśnił te wszystkie problemy, to prawdopodobnie byłby prezydentem Polski i my żylibyśmy dziś w innej Polsce. Ale on postanowił inaczej, on poszedł do Wałęsy i po dwóch godzinach, czy też po półtorej, rozmowy z Wałęsą obydwaj postanowili, że będą kłamać. Przejdę na koniec do tragicznych wydarzeń sprzed dwóch lat czyli katastrofy smoleńskiej... Wydawać by się mogło, że sprawa katastrofy jest już zamknięta, a tymczasem cały czas pojawiają się jakieś nowe fakty, wychodzące na jaw mataczenia. Niedawno poseł Macierewicz powiedział, że Donald Tusk ma ostatnią szansę, aby powiedzieć prawdę, bo to mu daje szanse na uniknięcie konsekwencji w przyszłości. Czy Panu coś wiadomo jaka jest ta prawda? Nie. Wiadomo mi tyle, ile wiem przede wszystkim z prac zespołu parlamentarnego do sprawy badania okoliczności tej tragedii. I rzeczywiście jest tak, jak Pan mówi, to znaczy prace zespołu, prace ekspertów, którymi zresztą kieruje Antoni Macierewicz, one odsłaniają nam coraz to nowe szczegóły i okoliczności tej tragedii. I zarówno dotyczy to tego co działo się po katastrofie jak i dotyczy to problemów i kwestii technicznych związanych z samą katastrofą. Myślę, że jesteśmy rzeczywiście coraz bliżsi prawdy o tym, co się zdarzyło, co przytrafiło się temu samolotowi, jego pasażerom. Ta prawda będzie znana szybciej niż to się wszystkim wydaje. Można jeszcze dodać, że bez rozwikłania tej kwestii, bez ujawnienia całej prawdy o smoleńskiej katastrofie, trudno jest w ogóle mówić czy myśleć o zbudowaniu normalnego państwa polskiego. To się stało problemem kluczowym, a równocześnie będzie mitem założycielskim. Rozmawiał Paweł Sztąberek Foto.: Psz/Prokapitalizm.pl Wywiad w wersji dźwiękowej Pobierz wywiad z Piotrem Naimskim... (MP3, 2,5 MB) Wywiad przeprowadzono 20 października 2012 roku w Łodzi podczas konferencji Fundacji PAFERE „Europa poza Unią. Przyszłość gospodarcza Starego Kontynentu”. Piotr Naimski był jednym z gości Fundacji.