Tag Archives: alkohol

Hobby czy lobby?

Czy ktoś mógłby mi objaśnić, o co tak naprawdę chodzi z tymi wolnymi od handlu niedzielami? Popłakać się można ze wzruszenia, słysząc Niemców i Francuzów, jak to w „trosce o rodzinę” zamykają w niedzielę supermarkety. Co jest większym problemem: to, że niektórzy wierni mają ograniczony dostęp do pójścia w niedzielę do kościoła, czy może nieograniczony dostęp do alkoholu 24 godziny na dobę? Wygląda na to, że sejm dostrzegł tylko ten pierwszy problem.

Udoskonalanie uzależnień

Są trzy podstawowe uzależnienia, którym podlegamy: alkohol, narkotyki i hazard, czyli pieniądze. Dawnymi czasy karczmarz i lichwiarz mieli się znacznie lepiej niż ludzie, którym umożliwiali zaspakajanie ich potrzeb, czy kaprysów. W miastach nie jedna była karczma i wielu lichwiarzy. Ale człowiek uzależniony mógł co najwyżej pójść do innego żyda.

Narkotyczni Clintonowie

Hillary Clinton nie ma lekko. Najpierw jej kontrkandydat w zbliżających się wyborach prezydenckich Donald Trump domagał się dla niej więzienia za wykorzystywanie prywatnych serwerów i skrzynek mailowych do celów służbowych, w czasie gdy była szefową amerykańskiej dyplomacji. Zarzut to nie byle jaki, bo świadczy to albo o zupełnej nieodpowiedzialności albo co gorsza o świadomym narażaniu bezpieczeństwa państwa.

Czy nocny sklep z alkoholem to dobry biznes?

Sklep monopolowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych biznesów, ale jednocześnie szeroko popularyzowanym. Lokale alkoholowe posiadają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, którzy uważają, że tego typu działalność nie należy do opłacalnych. Czy lokal, w którym sprzedaje się różnego typu trunki, papierosy i zimne napoje może przynosić regularny zysk?

Inwestycje alternatywne, czyli alkohol w cenie

Inwestycje kojarzą się przede wszystkim z inwestowaniem na giełdzie, inwestowaniem w fundusze, czy w różnego rodzaju biznes. Jednak istnieją też alternatywne sposoby inwestycji w różnego rodzaju wartościowe aktywa rzeczowe. Jednym z nich jest inwestowanie w alkohol. Jest to przede wszystkim alkohol lepszej jakości, z „wyższej półki” oraz alkohol markowy i kolekcjonerski. Dużym powodzeniem w tym względzie cieszą się zwłaszcza takie alkohole, jak wina, koniak, czy też whisky. Konieczna jest jednak znajomość rynku oraz posiadanie nabywców, aby móc z inwestycji odnosić zyski. Warto, zwłaszcza jeśli jest się początkującym, poszukać dobrego doradztwa.

Zero tolerancji dla komendantów Policji będących w stanie po spożyciu alkoholu!

Policja Bielska-Białej zorganizowała w 2014 roku nowatorską akcję: " Zero tolerancji dla pieszych", która polegała na karaniu mandatami pieszych, którzy przechodzili przez puste ulice w miejscach nie oznaczonych zebrami. Gdy zapytałem jednego z funkcjonariuszy drogówki kto wpadł na tak "genialny" pomysł, to dowiedziałem się, że całą akcję zainicjował sam Komendant Miejski Policji w stolicy Podbeskidzia.

Rostowski: Inflacja w III RP od 2009 roku wyniosła 15 procent!

Premier Donald Tusk najpierw wychwalał swoją rzekomo... „Zieloną wyspę”, aby ukryć przed opinią publiczną, że z nauki ekonomii jest zielony, natomiast w przypływie nowej polityki iluzji PO, ogłosił ostatnio w Krynicy, że:... w Polsce nie ma kryzysu, a... „kryzys tylko zapukał do drzwi, natomiast ich nie wyważył!”...
Jego minister  finansów, Jacek Rostowski, a niektóre źródła podają, że Jan Antony Vincent-Rostowski, aby uwiarygodnić te brednie, po prostu pomylił się w wyliczaniu deficytu o kilkadziesiąt miliardów złotych. Pomyłki każdemu mogą się przecież przydarzyć! Owszem, nie miałbym ministrowi za złe gdyby pomylił się o 2 złote. Nie dziwiłbym się gdyby Jan Antoni Vincent pomylił się o 100 złotych! Nie pisałbym o tym na blogu, gdyby pomyłka sięgała 999 PLN! Nie protestowałbym, gdyby, bądź co bądź doktor ekonomii, pomylił się o 2.000 złotych! Jednak już nawet jeden milion złotych „pomyłki” w państwie prawa stanowiłby powód do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec niefrasobliwego ministra... Natomiast pomyłka o kilkadziesiąt miliardów, to nie jest żadna pomyłka, tylko skandal i poważne naruszenie dyscypliny budżetowej, kwalifikujące Ministra Finansów do postawienia przed Trybunał Stanu! Kim był i kim pozostał Pan Jacek Rostowski? Urodził się w Anglii i większość życia spędził poza granicami Polski. W latach 1989–1991 pełnił funkcję doradcy ekonomicznego wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza! Zatem mamy do czynienia cały czas z kręgiem ludzi, którzy utopili naszą gospodarkę w dominację obcokrajowców, doprowadzili do emigracji kilka milionów Polaków za chlebem i rozrostu bezrobocia do ponad dwóch milionów osób, natomiast wiele polskich rodzin do skrajnej nędzy. Prawdopodobnie, dla podreperowania własnej reputacji Minister Jacek Rostowski przyznał 9 września br. na antenie Polskiego Radia, że inflacja za aktualnych rządów PO wyniosła już 15%! Skąd ten przypływ szczerości w dobie kiedy…” kryzys tylko zapukał do drzwi, ale ich nie wyważył”? Otóż rząd, aby umożliwić większy przemyt alkoholów wysokoprocentowych z zagranicy, szykuje podwyżkę akcyzy na alkohole spirytusowe o 15%, a Pan Minister Finansów twierdzi, że to nie jest żadna podwyżka, tylko (cytuję dosłownie)… „urealnienie akcyzy do poziomu z 2009 roku, bo od tamtego czasu inflacja wyniosła 15%! Zatem zaczną padać gorzelnie w Polsce, natomiast nastąpi wzrost produkcji, wódek, koniaków, likierów itd.  w Rosji na Ukrainie, na Litwie, na Białorusi, w Czechach, na Słowacji, w Niemczech i oczywiście w drugiej ojczyźnie Pana Rostowskiego (minister finansów na dwa obywatelstwa!), czyli w Wielkiej Brytanii! Czarny rynek handlu alkoholem, który ostatnio podupadł, znowu rozkwitnie w miastach nadgranicznych oraz kurortach w całej Polsce i wzrośnie liczba pijanych kierowców na polskich drogach. PO szykuje nam pijaną wyspę, zamiast wyspy zielonej! Rajmund Pollak Foto.: nbp.pl

XXIII Forum Magiczne czyli walenie fiskalnym młotkiem

Lokalny Harry Potter, bardziej znany jako Premier Donald Tusk, odwołał kryzys. I zabronił mu się powtarzać. I jeszcze ogłosił emerytalną rewolucję, która nie jest rewolucją.
Takie rzeczy tylko w Polsce! Europa od wielu lat zmaga się z tzw. kryzysem, a tymczasem okazuje się, że wystarczy po prostu postawić się i twardo powiedzieć kryzysowi "nie", a problem rozwiąże się sam. I potem można już tylko na luzaka rzucić: "Ludzie, więcej optymizmu! Nie słuchajcie smutasów, bo was tylko zdołują!" Taki kunszt. Robi wrażenie, nie ma co! Przypomina mi to trochę znajomego sprzed lat. Facet miał psa i twierdził, że go wytresował. Mówił mu: "zrobisz to albo nie", a pies to robił albo nie. Taki magik! Dlaczego w ogóle piszę "tzw. kryzys"? Bo to nie jest kryzys. Wyobraźmy sobie, że walimy się młotkiem w palec. Boli, prawda? Czy ból to kryzys palca? Nie, to skutek uderzenia młotkiem. Aby nie bolało, rozwiązanie jest jedno – nie walić się młotkiem w palec. Tymczasem nasza gospodarka (oraz gospodarki większości krajów Unii Europejskiej) są regularnie walone przez rządy fiskalnym i regulacyjnym młotkiem. Musi boleć. I boli. Chcecie skończyć kryzys? Odłóżcie młotek. Ale naczelny czarodziej kraju uważa, że zintensyfikowanie owego walenia młotem usunie skutki wcześniejszych uderzeń. Czary! I tak się nasz premier pewnie poczuł w roli magika, że już zapowiedział kolejne magiczne sztuczki. Jedną dość przeciętną (w rodzaju pięć asów w talii, a każdy to z nich to walet trefl) i jedną bardziej wystrzałową – typu przecięcie kobiety wpół piłą spalinową bez użycia paliwa. Pierwsza to podwyżka akcyzy na alkohol i papierosy o 15%. Premier już obliczył, ile na tym zarobi. Zarobi budżet państwa, bo przecież nie on sam. Będzie ekstra forsa i złe czasy pójdą w niepamięć. Jak pokazuje historia podatku akcyzowego, zwłaszcza znacząca obniżka akcyzy 10 lat temu, skutek jest zupełnie inny. Po obniżce wpływy rosną, a po podwyżce – spadają. Czemu tak się dzieje? Cóż, premier zapomniał, że – wzorem porachunków w innych magicznych światach, od Śródziemia przez Ziemiomorze aż po Hogwarth – przeciwko niemu spiskują inni magicy, oczywiście ci źli, których celem jest zniszczyć wszystko co dobre i piękne. Jeśli chodzi o gorzałę, najważniejsi czarnoksięscy antagoniści premiera to Arcymag Meliniarz i Lord Rusek. Obaj dysponują najpotężniejszym zaklęciem, jakie widział magiczny świat, a któremu na imię bimber. Za pomocą szatańskich sztuczek obaj czarnoksiężnicy potrafią omamić biednych poddanych Jego Czarodziejskiej Mości i skusić ich na tanią gorzałę "made from kartofel" albo na chemiczny mix z przemytu. I ludzie to kupują. Potem ślepną albo umierają. Taki negatywny skutek czarnej magii. Niestety, premierowi i jego nadwornemu trefnisiowi jest zupełnie obca zdolność zrozumienia, że ci, którzy pili wódkę, pić ją będą nadal, i że dzielą się na dwie grupy – tych, których nie stać na legalną wódkę, więc skorzystają z meliny albo przemytu, oraz tych, których stać na legalną wódkę i jest mi obojętne, czy kosztuje 20zł, czy 25zł, czy 30zł za butelkę. Jako że tych pierwszych jest więcej, działa efekt skali. Stąd spadek wpływów. Efektem podwyżki będzie zatem spadek wpływów do budżetu z akcyzy na używki o jakieś 10%. Oraz więcej doniesień o zatruciach trefnym alkoholem. Druga sztuczka, ta wystrzałowa, to zamiana tandemu ZUS plus OFE na tandem ZUS plus OFE albo sam ZUS. Dzięki temu będziemy mieć wybór. Mniej więcej taki, jakby kto nam zaproponował, że możemy wybrać, czy obetną nam lewą, czy prawą nogę. No i nie jest to wybór? Nie, bo i jedno, i drugie, kończy się trwałym kalectwem, więc różnica jest taka, czy przez resztę życia będziemy sobie kupować wyłącznie prawy czy lewy but. Wszyscy już odtrąbili, że to zamach na OFE. Jasne. A w ogóle było się na co zamachnąć? Pamiętam reklamy sprzed kilkunastu lat. Dzięki OFE miałem być staruszkiem, co to ma fantazję i pieniądze. Cóż, fantazję już mam, pieniądze miewam, więc zostało mi tylko zostać staruszkiem. Tylko po co mi do tego OFE czy ZUS? Odnoszę nawet wrażenie, że te instytucje bardziej przeszkadzają mi zostaniu bogatym dziadkiem z fantazją. Mniejsza o to – pora rozprawić się z zaklęciem OFE. Co robią magicy OFE z naszą kasą? Inwestują. To chyba dobrze? Zależy, w co inwestują. Główny przedmiot zaklęcia OFE to obligacje Skarbu Państwa, czyli efekty czarów Premiera Piłkarza i Jana Pieniążka Vincenta R. Na czym polega to zaklęcie? Dziś płacimy podatek ZUS, którego część jest przekazywana na potrzeby magii OFE, powiedzmy 200zł miesięcznie. Za te dwie stówy OFE kupuje obligacje, powiedzmy na 5%. Odkupienie jest po pięciu latach, a więc licząc procent składany, OFE zarabia na naszą emeryturę 255zł. Super! Tylko skąd Skarb Państwa weźmie te 255zł na wykup? Od nas – w formie podatków. To my zapłacimy te 255zł. To się nazywa królik z kapelusza! Celowo pominąłem kwestię utraty punktów magii (tzw. opłaty za zarządzanie OFE i kosztu administracji czarowników z gildii Skarbu Państwa), bo jak widać, jest to problem wtórny. Musielibyśmy dostać 455zł emerytury miesięcznie, żeby wyjść na zero. A doliczając punkty magii, tę kwotę trzeba by pewnie podwoić. A ile dostaniemy? 100zł? Marzenie... W pozostałym zakresie zaklęcie OFE stosuje się do spółek akcyjnych. Tu już chyba nie ma się do czego przyczepić? Nie byłoby, gdyby nie to, że w większości są to spółki Skarbu Państwa. Nasze pieniądze w OFE pomagają kreować ciepłe posadki krewnym i znajomym królika. Jeśli przy okazji powstanie jakiś zysk, łapę na nim położy przede wszystkim główny właściciel, czyli ów Skarb Państwa. Kiedy teraz Prezes Rady Magików ogłosił faktyczną likwidację OFE (bo taki będzie skutek), OFE sprzedadzą większość aktywów akcyjnych, a docelowo to, co zostanie, zagarnie ZUS. Taka mini-renacjonalizacja. A dług publiczny w tej części, w jakiej stanowił zobowiązanie wobec OFE, przekształci się w ukryty dług ZUSu. Ukryty, bo w budżecie zostanie wykazany dopiero za parę lat. Przecież z rezygnacji z zaklęcia OFE pieniędzy nikomu i nigdzie nie przybyło. Zamiast pointy będzie dowcip. Wraca facet do domu i widzi żonę w łóżku z obcym facetem. "Co on tu wyprawia!?" – woła. "Czary, Stefan, czary…" – odpowiada kobieta rozmarzonym głosem. I właśnie takie czary serwuje nam nasz Naczelny Magik III RP. I tylko przy siadaniu na twardym tyłek trochę boli. Paweł Budrewicz Foto.: policja.pl Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Rząd Tuska popiera szarą strefę!

Nie wprost oczywiście, ale pośrednio jak najbardziej. Premier wraz z ministrem finansów, Jackiem (Janem) Vincentem Rostowskim (Rothfeldem) zapowiedział bowiem wzrost akcyzy na alkohol i papierosy w 2014 roku.
Akcyza na mocne alkohole wzrosnąć ma o 15 procent. Premier Tusk nie ukrywa, że podwyżka nie ma na celu ograniczenia spożycia wódki wśród Polaków, lecz po prostu chodzi o zwiększenie wpływów do budżetu. Minister finansów już wyliczył, że pół litra kosztować będzie o około 2 zł więcej. Wysokości akcyzy na wyroby tytoniowe na razie nie podano, jednak minister Rostowski stwierdził, trochę jakby na przekór premierowi, że będzie się cieszył jeśli dzięki tej podwyżce Polacy mniej będą palić, nawet jeśli miałoby to oznaczać spadek dochodów do budżetu. Można być już teraz pewnym, że marzenie ministra Rostowskiego do pewnego stopnia się spełni. Polacy zapewne będą mniej palić..., ale papierosów produkowanych w obiegu oficjalnym. Podobnie już teraz można ze stu procentową pewnością przepowiedzieć, że Polacy również mniej będą w przyszłym roku pić, ale alkoholu z oficjalnego obiegu. Premier Donald Tusk jest historykiem, więc w jego przypadku może być różnie, ale ministra finansów, człowieka z takimi tytułami, uczestnika zlotów Grupy Bilderberg, trudno podejrzewać o głupotę. Ostatnią decyzję rządu o podwyżce akcyzy w 2014 roku można wytłumaczyć jedynie poparciem ministra Rostowskiego dla "szarej strefy" i przekonaniem do tego również, mało kumającego, premiera Tuska. Oby tak dalej! Jest szansa, że w końcu całe społeczeństwo zejdzie do podziemia, a wtedy już na pewno jakaś zmiana będzie musiała nastąpić. Paweł Sztąberek

Metanol na pograniczu

Dziwi mnie, że w Polsce nie wydano zakazu sprzedaży w kioskach, na straganach, w hipermarketach i na stacjach benzynowych mocnych czeskich alkoholi. Dlaczego nie wydano zakazu importu alkoholi z Republiki Czech? Dlaczego nie ma telewizyjnych, cogodzinnych ostrzeżeń z publikacjami etykiet trunków skażonych alkoholem metylowym? Dlaczego nie wydano zakazu reklam czeskich alkoholi? Najbardziej zagrożone są  Cieszyn i Głuchołazy. Tam można kupić czeski rum, czy spirytus nie tylko na straganach, ale również na ulicach.
Temat jest tym bardziej niebezpieczny, bo czeski rum cieszył się dotychczas doskonałą opinią i wielu mieszkańców nadgranicznych terenów używało  „Tuzemski”  albo „Tuzemak”  jako dodatek do herbaty. W TVP1  nie powiedziano jak odróżnić falsyfikaty czeskiego rumu od oryginałów. Samo pokazanie trefnych etykietek to jeszcze zbyt mało, trzeba jeszcze wyjaśnić czym się różnią od oryginałów. W Czechach zmarło już 19 osób na skutek spożycia metanolu w sfałszowanych butelkach! Czy rząd PO-PSL czeka na nieszczęście ze stanowczymi decyzjami zablokowania strumienia alkoholi, które płyną w poprzek naszej południowej granicy? Rajmund Pollak

Walka Kościoła z alkoholizmem

Z lekkim niedowierzaniem słuchałem niedzielnego kazania z 31.07.2011 r. W związku z rozpoczynającym się miesiącem sierpniem biskupi polscy tradycyjnie zaapelowali do wiernych o powstrzymanie się od spożywania alkoholu. Kościół słusznie zwrócił uwagę na wielką tragedię ludzi dotkniętych problemem alkoholizmu. Jest to niewątpliwie wielki problem, z którym należy walczyć. Problem w tym, że polscy hierarchowie postanowili walczyć z alkoholizmem także przy pomocy instytucji państwa.
Biskupi zgromadzeni na Konferencji Episkopatu Polski uznali, że rządzący także powinni dbać o trzeźwość Polaków. Zdaniem polskich biskupów zarówno samorządy, jak i władza centralna są odpowiedzialne za kształtowanie właściwych postaw. Polski Episkopat krytykuje rządzących za to, że z jednej strony chce zapewnić spokój na stadionach, a później zastanawia się nad wprowadzania alkoholu na stadiony. Dostało się także samorządowcom, którzy zgadzają się na zwiększenie liczby punktów sprzedaży alkoholu i to w pobliżu takich miejsc, jak kościoły, czy szkoły. Biskupi polscy stawiają sprawę jasno: „Trzeba zakazać, a przynajmniej znacząco ograniczyć reklamę oraz inne formy promocji alkoholu. Trzeba zakazać handlu alkoholem na stacjach paliw oraz w nocy. Ograniczenie fizycznej i ekonomicznej dostępności alkoholu to jedno z najskuteczniejszych narzędzi profilaktycznych prowadzących do zmniejszenia spożycia. Z tego narzędzia korzysta wiele wysokorozwiniętych państw. Nie jest to polityka represji, ale polityka odpowiedzialności”. Ciekawe co o tym myślą producenci alkoholu? Czy podporządkują się postulatom Episkopatu Polski? Jeśli tak się stanie, z pewnością na tym stracą, więc raczej mało prawdopodobne, by doszło tutaj do jakiejś ugody. Obawiam się jednak, że nasi hierarchowie kościelni naiwnie wierzą w to, że jeśli ograniczy się ilość reklam promujących alkohol, to rozwiąże się problem szeroko rozumianego alkoholizmu. Rzucanie kłody pod nogi producentów alkoholu nie zlikwiduje samego problemu, a z pewnością pogorszy sytuację ekonomiczną. Jednak zagorzały katolik odpowiedziałby, że życie ludzkie jest ważniejsze od ekonomii i w związku z tym najlepiej jest „tępić” podłych producentów piwa czy wina. Niestety to jest droga donikąd. W ten sposób nie rozwiąże się problemu alkoholizmu. Nie zamierzam tutaj w żaden sposób pomniejszać tego poważnego problemu, który niszczy, a niekiedy zabija wielu ambitnych ludzi. Uważam jednak, że do każdej osoby, która nadużywa alkoholu należy podejść indywidualnie. Na szczęście także w tym kierunku podąża Kościół. W dużych parafiach istnieją bowiem różnego rodzaju grupy, które zajmują się tym poważnym problemem. W ten sposób z czasem można uratować wielu uzależnionych ludzi i nie są do tego potrzebne żadne przepisy prawne, ustanowione przez władze lokalne i centralne. Okres wakacyjny sprzyja spożywaniu napojów alkoholowych. Dlatego nie należy lekceważyć alkoholizmu, ale nie należy także popadać w skrajności i uważać tych napojów za coś złego. Po prostu należy pić z umiarem. Mateusz Teska Foto. PSz/Prokapitalizm.pl