Tag Archives: apteki

Warzywniaki dla rolników

Włosi otwierają rynek aptek. Zauważyli, że regulacje dławią gospodarkę, która wpada w stagnację, a klienci płacąc więcej za towary i usługi. A jeszcze nie tak dawno jednym z argumentów PiSu za wprowadzeniem ustawy „apteka dla aptekarzy” było to, że tak jest we Włoszech. W ekonomii najlepiej odwoływać się do obiektywnych praw ekonomicznych lub po prostu zdrowego rozsądku. Dlaczego tego nie zrobili? Czy nie wymagam od nich za dużo, skoro nie robi tego nawet Rafał Łętocha, autor książki „Ekonomia współczesna, Katolicka nauka społeczna wobec wyzwań globalnego kapitalizmu”.

Rynek farmaceutyczny w Polsce w rękach izraelskich? W czyjej kieszeni jest polski rząd?

Z naszej poczty: "Środowisko polskich farmaceutów zbulwersowały doniesienia prasowe - Izraelska sieć farmaceutyczna SuperPharm ma już 68 placówek w Polsce i planowała otworzyć kolejne. Na przeszkodzie mogą stanąć jednak zmiany legislacyjne planowane w Polsce - informuje izraelski portal haaretz.com.

Koncerny farmaceutyczne uporządkowały sobie rynek rękami polityków

Rozmowa PROKAPA z Piotrem Korzeniowskim, farmaceutą, właścicielem prywatnej apteki w Piotrkowie Trybunalskim Kto jest odpowiedzialny za całe to zamieszanie z lekami? Odpowiedzialni za to są ludzie, którzy najbardziej na tym zarabiają. Czyli kto? To co teraz powiem, dowiedziałem się od największego w Polsce eksperta od spraw rynku leków refundowanych, lekarza medycyny i wydawcy Pana Janusza Czarneckiego z Piotrkowa Trybunalskiego... Otóż głównie są to wielkie koncerny farmaceutyczne, takie które decydują o przepływie pieniędzy na rynku leków. To są firmy, które produkują leki oryginalne. Dla większości leków oryginalnych w roku 2012 kończy się ochrona patentowa. Interesy tych firm zostały zagrożone przez producentów „generyków” czyli odpowiedników leków oryginalnych, przy produkcji których nie trzeba aż tyle zachodu. Dlatego te koncerny potrafiły tak wpłynąć na rząd, żeby ten wprowadził rozwiązania korzystne dla nich, a niekorzystne dla producentów tzw. „generyków”. W ustawie jest taki zapis, że jeżeli producent sprzeda więcej leków refundowanych niż zostało zakontraktowane przez Ministerstwo Zdrowia, będzie płacił kary. Dla gigantycznej firmy produkującej leki oryginalne ta kara to jest sprawa nieważna, może sobie pozwolić na takie kary. Natomiast dla małych firm produkujących „generyki” taka kara jest często zabójcza. W ten sposób wielkie koncerny uporządkowały sobie rynek. Ale chodziło nie tylko o to. Chodziło także o hurtownie farmaceutyczne, które tym „rekinom” producenckim psuły rynek. Producent wiedział co się dzieje z jego lekiem tylko do momentu wyjścia leku z zakładu produkującego, natomiast hurtownie grały sobie później ceną tego leku, w związku z tym, przynajmniej na polskim rynku, zaczęły odgrywać najważniejszą rolę. Hurtownie, według ustawy, która obowiązywała, według prawa farmaceutycznego, nie powinny mieć własnych aptek. Tymczasem jedna z największych hurtowni - Polska Grupa Farmaceutyczna – chwaliła się nawet w telewizji, że ma dwa tysiące własnych aptek.
A jaka jest odpowiedzialność polityków? Wspomniał Pan tylko o wielkich firmach producenckich i hurtowniach... W końcu to politycy uchwalili ustawę, która w tym momencie wywołuje takie zamieszanie... Tak, ale politycy nie mają żadnego pola manewru. Słynne słowa pana Kalisza „Wreszcie zdyscyplinowaliśmy koncerny farmaceutyczne” nie mają pokrycia w rzeczywistości. Jest zupełnie odwrotnie – to koncerny farmaceutyczne, te największe, te „rekiny”, zdyscyplinowały rząd. Teraz się mówi: „ustawa jest zła, należy ją zawiesić, napisać od początku”. Nic z tego nie będzie, bo to jest nie na rękę producentom, którzy decydują o tym rynku, czyli koncernom farmaceutycznym. Do tego nigdy nie dojdzie. To całe zamieszanie, proszę zauważyć, dotyczy tylko spraw marginalnych: wypisywania recept przez lekarzy, którzy mają decydować o poziomie odpłatności, czy to ma być 30%, 50%, ryczałt czy bezpłatnie. Takie rzeczy są naprawdę nieistotne. By wystarczyło  nakazać lekarzom zakupić sprzęt komputerowy z oprogramowaniem do wypisywania recept. Aptekarzy kiedyś NFZ zmusił do całkowitego skomputeryzowania się! Ale te – jak Pan to nazwał - „sprawy marginalne” - najbardziej dotykają zwykłych ludzi... Nie, najbardziej dotyka ludzi to, że nie ma tutaj wolnego rynku. Wolny rynek by załatwił sprawę. Leki są drogie. Np. jeśli chodzi o informatykę zauważmy, że komputery czy programy komputerowe są coraz tańsze, dlatego, że państwo się do tego nie miesza. Natomiast jeżeli jest refundacja na leki to państwo ustala cenę z producentem leku i tutaj nikomu nie zależy na tym, żeby cena tego leku była niska. Jest ręcz odwrotnie - każdy chce żeby była jak najwyższa, bo płaci i tak podatnik. Państwo jako środowisko aptekarskie również zabiegaliście o zmianę sytuacji na rynku leków. Czy wasze zabiegi zakończyły się sukcesem? Tak, nasze zabiegi zakończyły się sukcesem. Chodzi o to, że od roku 2001 działała ustawa o cenach, która dyskryminowała detalistów, dyskryminowała aptekarzy. Powodowała ona taką sytuację: mała apteka pojedynczego właściciela mogła kupić dany lek w cenie np. 188 zł., po czym mogła sprzedać dzięki tzw. maksymalnej cenie urzędowej za 200 zł. (tzn. tyle refundował Narodowy Fundusz Zdrowia, do takiej kwoty), natomiast druga apteka - sieciowa, która kupowała w pakietach duże ilości leków, ten sam lek kupowała po 5 zł. i też dostawała refundację 200 zł. To nie była żadna konkurencja, nie działał tu żaden rynek, to było po prostu wielkie oszustwo. Czy pacjenci w chwili obecnej rzeczywiście odczuwają to zamieszanie, pomijam już akcję „pieczątkową” lekarzy i bałagan jeśli chodzi o to, kto ma ponosić odpowiedzialność za wypisanie recepty. Chodzi mi o ceny. Czy rzeczywiście leki radykalnie zdrożały? W sytuacji, kiedy skasowano tę promocję i kiedy apteki nie mogły sprzedawać pacjentowi leku za grosz, a w rzeczywistości pobierać od NFZ maksymalną cenę urzędową to zdrożały dla pacjenta, bo pacjent płacił grosz czy złotówkę, a teraz płaci 12 zł. Dla pacjenta jest drożej. Jak Pan przewiduje rozwój sytuacji, czy dojdzie do jakichś dymisji? Jaki będzie rozwój sytuacji na rynku leków, co się będzie działo z małymi rodzinnymi aptekami i czy pozycja aptek sieciowych będzie się ugruntowywać, czy też będą może w jakiś sposób marginalizowane przez to, że nie mogą już stosować takich promocji? Wiadomo, że marża apteczna będzie mniejsza. Do tej pory apteki korzystały z dużych rabatów, upustów, które dawały firmy produkujące leki i hurtownie. W tej chwili marża hurtowni też została mocno ograniczona i  będzie maleć co rok  do 2014 roku. Natomiast już marża apteczna jest tylko ściśle wyliczona i apteki przez to na lekach refundowanych nie będą miały takiego dużego zarobku jak wcześniej, z tym że wcześniej ten duży zarobek miały tylko apteki sieciowe, a te małe były skazane na wymarcie. Teraz trochę sytuacja się odwraca. Prowadzenie apteki sieciowej wymaga dużych kosztów, właściciel takiej apteki może w niej, owszem, pracować, ale tylko w jednej, natomiast w pozostałych musi zatrudniać pracowników, a w aptece pojedynczej, właściciel apteki często jest magistrem farmacji i on sam może prowadzić aptekę, ewentualnie ze swoja rodziną. Koszty więc są mniejsze. I tu może wygrać, bo nie będzie to już taki opłacalny biznes dla tych, którzy grali na tym rynku, natomiast dla ludzi, którzy mają wykształcenie farmaceutyczne wróci normalność. Tak jak było przed 2001 rokiem. Czy nowa ustawa o refundacji przybliżyła nas do wolnego rynku w kwestii handlu lekami? Na pewno nie, ale też rynek leków refundowanych nie był wolny przed tą ustawą. Przed końcem zeszłego roku nie był to wolny rynek i nadal nie jest. Rozmawiał Paweł Sztąberek Foto: PSz/Prokapitalizm.pl

Państwo niszczy małe apteki

Zgodnie z zasadą Miltona Friedmana najgorszym ze sposobów wydawania pieniędzy jest ten gdy ktoś wydaje nie swoje pieniądze na nie swoje potrzeby. Oto modelowy przykład. W imieniu państwa, Narodowy Fundusz Zdrowia  wydaje nie swoje pieniądze na nie swoje potrzeby (na podatników, obskubanych wcześniej z pieniędzy przez państwo). Gdyby ludzie sami dysponowali swoimi pieniędzmi byłyby to wydatki najbardziej trafione - rozsądne i oszczędne. Uczciwe państwo nie zajmowałoby się ani ubezpieczaniem obywateli, ani obrotem lekami,  w szczególności refundacją za leki dla ubezpieczonych pacjentów aptek. Niestety państwo tym się trudni i związane to jest z gigantycznym marnotrawieniem publicznego grosza. W NFZ nie starcza pieniędzy na leczenie w szpitalach i przychodniach lekarskich a jednocześnie trwoni się miliardy złotych na nieuzasadnione refundacje leków dla koncernów farmaceutycznych. Warto przeczytać: http://alfaomega.webnode.com/news/tadeusz-j-szuba-rynek-nazbyt-wolny/ Dzieje się to zgodnie z prawem (ustawą refundacyjną). Właściciele aptek, chcąc czy nie chcąc, muszą współpracować z państwem na rynku leków. Państwo poprzez radosną twórczość ustawodawczą niszczy jednych a nagradza drugich. Nieodpowiedzialne państwo zadecydowało w 2001 roku, że małe apteki - prywatne apteki rodzinne - muszą zniknąć z powierzchni polskiej ziemi. Obowiązująca wciąż ustawa refundacyjna zawiera zapis dyskryminujący małe podmioty gospodarcze działające na rynku detalicznym leków! Każda próba uratowania niesieciowych aptek jest skutecznie torpedowana przez koncerny farmaceutyczne - podstawowych beneficjentów ustawy z 2001 roku.  Uwagi Naczelnej Rady Aptekarskiej do  projektu ustawy refundacyjnej nie są traktowane poważnie w Ministerstwie Zdrowia. Nowa ustawa wprowadzająca sztywne ceny na leki refundowane przez państwo wejdzie w życie po "vacatio legis" od 1 stycznia 2012 roku, czyli po ostatecznym skasowaniu konkurencji aptek nienależących do koncernów farmaceutycznych. W dniu 7 listopada 2010 roku przedstawiciele samorządu aptekarskiego byli gośćmi Telewizji TRWAM i Radia Maryja http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=23489 gdzie w programie oraz audycji "Rozmowy niedokończone" oceniali projekt ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Należą się wielkie podziękowania dla katolickich  mediów z Torunia, że chcą dostrzec i dostrzegły (i to już po raz któryś tam)  problem polskiej farmacji. Piotr Korzeniowski Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Problem aptek sieciowych. Europoseł pisze do minister zdrowia

Publikujemy list posła do Parlamentu Europejskiego, Janusza Wojciechowskiego, do minister zdrowia, Ewy Kopacz, w sprawie zasad funkcjonowania dużych sieci aptecznych oraz sytuacji małych aptek rodzinnych. Inicjatorem akcji zmierzającej do zainteresowania polityków tym problemem jest Piotr Korzeniowski z Piotrkowa Trybunalskiego, stały współpracownik naszego portalu. To na Prokapitalizm.pl ukazał się artykuł Piotra Korzeniowskiego "Dożynanie ostatnich polskich kapitalistów", który stał się inspiracją dla posła Wojciechowskiego do napisania listu do p. Kopacz. Dotychczas na apel piotrkowskich aptekarzy skierowany do posłów, zainteresowanie, oprócz posła Wojciechowskiego, wykazali również dwaj inni posłowie do PE: Ryszard Czarnecki i Zbigniew Ziobro. Portal Prokapitalizm.pl śledził będzie dalszy bieg wydarzeń i informował o nich na bieżąco. Poniżej publikujemy pełną treść listu: Szanowna Pani Minister, zgłosiła się do mnie grupa farmaceutów z Piotrkowa Trybunalskiego z prośbą o pomoc w sprawie funkcjonowania ryku farmaceutycznego i aptekarskiego. Zainteresowani to farmaceuci prowadzący od co najmniej kilkunastu lat pojedyncze apteki. Przedstawiana przez nich sytuacja na rynku aptekarskim oraz własne obserwacje skłaniają mnie do stanowczej interwencji w tej sprawie. Powszechnie znanym zjawiskiem jest rozwój tzw. aptek sieciowych czyli kapitałowo i organizacyjnie powiązanych ze sobą. W wielu przypadkach te powiązania obejmują również hurtownie oraz producentów leków. Powiązania te powodują nieuczciwa konkurencję względem pojedynczych, rodzinnych aptek. Apteki sieciowe otrzymują rabaty na zakup leków do 99% ceny o czy właściciele pojedynczych aptek mogą tylko pomarzyć. Wprowadzane są również przez hurtownie programy, pozornie dostępne dla wszystkich aptek a faktycznie uczestniczą w nich jedynie apteki sieciowe, otrzymując upust na zakup leków, czy darmowe produkty wprowadzane dalej do obrotu. Ponadto właściciel kilkudziesięciu aptek jest w stanie przez założony wcześniej okres ponosić stratę w działalności jednej apteki, konkurującej na lokalnym rynku z małą apteką, aż do jej likwidacji. Sama strata apteki też jest pozorna, ponieważ właściciel dzięki niej nie zapłaci podatku dochodowego z działalności pozostałych aptek. Druga patologia tego rynku to ceny leków refundowanych przez NFZ. Niejednokrotnie leki te w aptece sieciowej sprzedawane są za przysłowiową złotówkę podczas gdy inna apteka, kupując lek od hurtowni musiała zapłacić za niego kilkadziesiąt złotych. Właściciel apteki sieciowej sprzedając lek za złotówkę i tak zarobi na transakcji, ponieważ niską końcową cenę zbilansuje sobie zwrotem ustalonej kwoty z NFZ oraz niskim kosztem zakupu leku dzięki uzyskanym rabatom. Skutkiem tej nieuczciwej konkurencji dla nas klientów jest zaobserwowana już dziś tzw. lokalna turystyka lekowa polegająca na poszukiwaniu apteki z najtańszym lekiem w okolicy a przez to kupowanie leków w wielu aptekach, poszukując najniższej ceny. Trzeba przecież pamiętać, że działania takie dotyczą osób starszych i chorych osób. Powszechnie znane są sytuacje ogromnych kolejek do apteki w celu zakupu leku z złotówkę w jednej aptece w okolicy, podczas gdy w pozostałych lek kosztuje kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. Wobec powyższego Szanowna Pani Minister, uprzejmie zapytuję czy ministerstwo zna opisywane wyżej problemy i czy w związku z y prowadzone są działania mające ograniczyć opisane praktyki? Brak stanowczych i szybkich działań legislacyjnych w w/w zakresie doprowadzić może do monopolu kilku sieci hurtowni i aptek w kraju, z czym walczyć będzie o wiele trudniej a ponadto ceny końcowe leków mogą nie być już tak niskie jak obecnie. Wielu przedstawicieli branży wskazuje że jednym z rozwiązań, które pozytywnie wpłynęłyby na rynek aptekarski jest wprowadzenie cen sztywnych na leki refundowane. Pozwoliłoby to na uczciwą konkurencję oraz dało komfort klientom aptek, w szczególności tym starszym i chorym, poprzez realizację recepty w pobliskiej aptece, płacąc cenę taką samą jak w innej aptece. Będę zobowiązany za wyczerpującą informacje w przedmiotowej sprawie. Z poważaniem Janusz Wojciechowski Poseł do Parlamentu Europejskiego Łódź, 19 kwietnia 2010 r.

W UE wolny rynek tylko na papierze

W Naszym Dzienniku czytamy... "Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w Luksemburgu zdecydował, że państwo może odmówić prawa do zakładania aptek przez niefarmaceutów. Konsekwencją tego wyroku jest wprowadzenie ograniczeń w zagwarantowanej traktatem swobodzie przedsiębiorczości i swobodnego przepływu kapitału. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości po tym, jak urzędnicy niemieckiego kraju związkowego Saary wydali wielkiej holenderskiej spółce akcyjnej DocMorris zezwolenie na prowadzenie - od 1 lipca 2006 roku - wysyłkowej apteki w Saarbrücken w charakterze oddziału. Decyzję tę natychmiast zaskarżyli do sądu administracyjnego farmaceuci. Skarżący uznali, że niemieckie prawo zezwala na posiadanie i prowadzenie apteki wyłącznie przez farmaceutów, a w przypadku holenderskiej firmy ten wymóg jest niespełniony. Sąd administracyjny zwrócił się wówczas do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu z pytaniem, jak należy interpretować w tym przypadku postanowienia traktatu dotyczące swobody przedsiębiorczości i swobodnego przepływu kapitału i czy wyrok zakazujący niefarmaceutom posiadania i prowadzenie aptek będzie stał w sprzeczności z takimi uregulowaniami. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości tym razem przyznał rację farmaceutom, czyli zezwolił na to, aby w tej materii prawo krajowe było ważniejsze od europejskiego. Sędziowie uznali, że uregulowania uniemożliwiające niefarmaceutom prowadzenie apteki lub nabywanie udziałów w spółkach prowadzących apteki stanowią co prawda ograniczenie swobody przedsiębiorczości i swobodnego przepływu kapitału, ale ograniczenie to może być jednak uzasadnione celem polegającym na zagwarantowaniu pewnego i należytej jakości zaopatrzenia ludności w produkty lecznicze. W konsekwencji państwo członkowskie może przyjąć, że prowadzenie apteki przez niefarmaceutę może stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego, w szczególności dla pewności i jakości detalicznej dystrybucji produktów leczniczych. Ireneusz Kolowca z biura prasowego sądu w Luksemburgu zaprzeczył, jakoby wyrok ten, chociaż sprzeczny z europejską zasadą swobody przedsiębiorczości, został orzeczony ze względu na oczekiwania niemieckich farmaceutów oraz jakoby był to jakiś wyłom w unijnym prawie. - Trybunał przecież wielokrotnie podkreślał, że swobody rynku wewnętrznego w Unii Europejskiej nie mają charakteru absolutnego i pod pewnymi warunkami mogą być dopuszczone lub nie - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Kolowca. Jego zdaniem, ochrona zdrowia publicznego jest właśnie celem, który umożliwia naruszenie zasady swobodnej przedsiębiorczości i swobodnego przepływu kapitału. Najbardziej z wyroku Trybunału Sprawiedliwości zadowoleni są niemieccy farmaceuci, którzy w ten sposób pozbyli się bardzo dużego i groźnego konkurenta, jakim niewątpliwie byłby na tamtejszym rynku farmaceutycznym holenderski DocMorris. Waldemar Maszewski, Hamburg" Źródło: www.naszdziennik.pl