Tag Archives: austriacy

Porzucić socjalizm, wybrać kapitalizm…

Podczas V Zjazdu austriackiego w Krakowie prof. Witold Kwaśnicki wygłosił wykład „Przedsiębiorca opoką dobrobytu”. Cały zjazd poświęcony był idei przedsiębiorczości. Kwaśnicki rozpoczął od postawienia pytania: „Gdzie chcielibyście żyć? 400 lat temu będąc bajecznie bogatym człowiekiem, czy współcześnie będąc normalnym pracownikiem z przeciętnym wynagrodzeniem?” Większość wybrała drugą opcję. Widziałem, że ucieszyło to bardzo profesora, ponieważ chciał udowodnić tezę, że dzisiaj ludziom żyje się lepiej.

Austriacka szkoła ekonomii vs. keynesizm

Na portalu ProstaEkonomia.pl opublikowany został kilkuminutowy film wyjaśniający różnice pomiędzy austriacką szkołą ekonomii, której jednym z przedstawicieli jest Ludwig von Mises, a tzw. keynesizmem, za twórcę którego uważa się  Brytyjczyka, lorda Johna Meynarda Keynesa.

Polityka ekonomiczna

Polityka ekonomiczna jest zaprzeczeniem działań zgodnych z regułami ekonomii, podobnie jak sprawiedliwość społeczna niewiele ma wspólnego ze sprawiedliwością a polityka edukacyjna z edukacją. Zbitka powstała z pojęcia „polityka” i nazwy tradycyjnie rozumianej dziedziny, świadczy o nadużyciu, polegającym na wykorzystaniu pojęć z danej dziedziny do konstrukcji teorii mających uzasadniać celowość interwencji rządów. Ze zdziwieniem czytam ostatnio, że ekonomia „austriacka” czegoś tam nie gwarantuje, że jest bezduszna i pomija sferę etyki, wzmacniając brzydkie cechy natury ludzkiej. Za tymi opiniami kryje się totalne nieporozumienie. Przestrzeń ekonomii, tak jak ją rozumiał Mises obejmuje metody i środki niezbędne do efektywnego osiągania wybranych celów. Natomiast wybór celów społecznych to dziedzina wartości wykraczająca poza ekonomię i nie do ekonomisty należy ich ustalanie - to domena etyków, polityków, socjologów i szeroko rozumianej kultury. Krytyka socjalizmu dokonana przez Misesa i Hayeka nie dotyczyła celów wyznaczanych przez socjalistów, wykazywała jedynie nieadekwatność proponowanych rozwiązań instytucjonalnych do wyznaczonych celów, bo interwencjonizm nie da się pogodzić z naturalnymi mechanizmami gwarantującymi najkorzystniejszą alokację posiadanych zasobów, w sytuacji gdy są one z natury zasobami rzadkimi. Prawa ekonomii działają niezależnie od przyjętego ustroju politycznego, zostają co najwyżej stłumione i zdeformowane dając w efekcie skutki odwrotne od zamierzonych. Jeśli ktoś mając na myśli sprawiedliwość, zmieni matematyczną regułę liczenia należnego procentu od kredytu, to zniszczy za jednym zamachem podstawy arytmetyki (wtedy da się nawet wykazać, że dwa dodać dwa to raz jest pięć, a innym razem np. trzy). Dlatego nawet względne gwarancje zachowania prawa własności do własnych wytworów przyśpieszają nadzwyczajnie rozwój gospodarczy, proporcjonalnie do stopnia wolności wymiany, także w systemach totalitarnych, jeśli tylko reżymy powstrzymają się od ingerencji w gospodarkę i ograniczą kontrybucję podatkową do niewielkich rozmiarów. Austriacy wiedzą co nie „zadziała” i dlaczego, natomiast podejmowane przez niektórych przedstawicieli tego nurtu (Murray N. Rothbard, Hans-Herman Hoppe) próby wydestylowania z zasad ekonomii ustroju najlepiej przystającego do idei wolności, niewiele ma wspólnego z samą ekonomią, są one skrajnymi koncepcjami porządku społecznego. Na drugim biegunie znajdziemy Hayeka, konsekwentnie broniącego tezy o wiedzy rozproszonej i naturalnym pochodzenie większości urządzeń społecznych, których ewentualne korekty powinny przebiegać ewolucyjnie jako dostosowanie do zmieniającego się otoczenia. Możemy dyskutować, na ile te przeciwstawne koncepcje przystają do natury ludzkiej, i czy w ramach takich rozwiązań instytucjonalnych, da się zaspokoić inne ważne potrzeby ludzkie jak poczucie bezpieczeństwa, potrzebę samodoskonalenia się itd. ale nie będzie to miało wpływu na ocenę ich dorobku ekonomicznego. Należy zauważyć, że istnieją cele społeczne wykluczające się nawzajem np.: zarówno wolność jak i zyskowna działalność nie dadzą pogodzić się z pełną gwarancją bezpieczeństwa, toteż nawet uczciwe wybory polityczne bywają zawsze stronnicze (wszyscy są równi, ale są też równiejsi), bo każdemu oferują namiastkę wyboru, powołując się na potrzebę kompromisu. Tak jak prawdziwość matematyki nie zależy od jej zastosowań, tak i tez prakseologii nie da się podważyć, powołując się na dane empiryczne. Nie istnieje mechanizm, który pozwoliłby przewidywać wybory milionów konsumentów - nawet sondaże przeprowadzane ze znacznym wyprzedzeniem w oparciu o deklaracje respondentów obarczone są dużymi błędami, bo upływ czasu zwykle zmienia nasze preferencje, szczególnie tam gdzie mamy świadomość braku pełnej informacji o przedmiocie wyboru (wahamy się do ostatniej chwili). Jeśli uznamy istnienie wolnej woli oraz nieograniczonej zdolności do twórczego myślenia wielu z nas, to musimy przyznać rację Hayekowi, że jedyne dopuszczalne prawne unormowania powinny dotyczyć zakazu działań, których negatywne skutki zostały z całą pewnością wykazane a nadto ich koszty przeważają łączne zyski ze swobody wyboru. Nakaz wyklucza alternatywne lepsze rozwiązania, które jeszcze nie zostały odkryte lub upowszechnione. Dlatego urzędnik podejmujący decyzje w ramach przyznanych mu uprawnień (procedur), ze swej istoty jest hamulcowym efektywnych rozwiązań (tylko łapówką skłoni się go do podjęcia ryzyka przyłapania go przez zwierzchników na działaniach niezgodnych z procedurą). Moim zdaniem „grzech konstruktywizmu” popełniają też libertarianie, bowiem konstruowanie rozwiązań społecznych, nawet na zdrowych podstawach, może być obarczone błędami wynikającymi z pominięcia przesłanek, których istnienia (działania) nie jesteśmy jeszcze świadomi. Bowiem u podstaw konstruktywizmu leży założenie o naszej wszechwiedzy. Tylko pycha i lekkomyślność wynikająca z nieuświadomionej głupoty pozwala aplikować nieustający strumień przepisów zawierających co raz to głupsze rozwiązania, które stają się przyczyną wielu nieszczęść i patologii. Bredzenie kandydatów do samorządów o ich działaniu na rzecz rozwoju regionu, należy oceniać od strony ich zdolności oratorskich i nadzwyczaj rozwiniętej wyobraźni, która pozwala licytować się im w wymyślaniu niestworzonych rzeczy. Biedacy nie wiedzą co czynią, niedługo, ich rola sprowadzi się do zarządzania masą upadłościową po „miłościwie” nam panującym rządzie, stając się rodzajem bufora przed, rozjuszonym zaistniałymi brakami, tłumem. Wojciech Czarniecki Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Czy Bastiat jest „austriakiem” ?

Do napisanie tego artykułu sprowokował mię wykład Mateusza Machaja „Bastiat-teoretyk ekonomii” wygłoszony podczas konferencji PAFERE LIBERTY WEEKEND. Pan Machaj, w bardzo syntetyczn, ale klarowny sposób, nakreślił tło w jakim należy umiejscowić dorobek Bastiata a nadto wypunktował te elementy jego twórczości, w których znacznie wyprzedził on swój czas.

Z jednym nie mogę się zgodzić, iż pojęcie usługi Bastiata da się sprowadzić do pojęcia działania zdefiniowanego przez Misesa. Ciągle ponawiane są próby zredukowania naszkicowanego w „Harmoniach” przez Bastiata modelu ekonomii do jednego ze znanych nam z historii (polemika z p. Lewińskim w „Teoria wartości Bastiata”).