Tag Archives: Bastiat

Grzegorz Braun: Dlaczego wielu dzisiejszych wolnościowców nienawidzi Kościoła katolickiego?

Grzegorz Braun mówi m.in. o nowej generacji tzw. wolnościowców, którzy za wroga nr 1 upatrzyli sobie Kościół katolicki. Co proponują w zamian? Czy są świadomi faktu, jaki jest wkład Kościoła w wolnościowe oblicze cywilizacji łacińskiej?

Dlaczego Trump myli się w sprawie ceł?

Ogłoszenie przez prezydenta USA Donalda Trumpa planu nałożenia 25% cła na importowaną stal oraz 10% na importowane aluminium to pierwszy poważny błąd w polityce gospodarczej prezydentury Donalda Trumpa.

Co widać i czego nie widać? Bastiat i Hazlitt obalają mity

„Co widać i czego nie widać” oraz „Ekonomia w jednej lekcji”. Jaką różnicę Bastiat i Hazlitt widzą między dobrym i złym ekonomistą? Rozbita szyba i inne przykłady nam to wyjaśnią - piszą na swojej stronie autorzy portalu Prostaekonomia.

Bastiat i biedronki

Nałożenie podatków na sklepy wielkopowierzchniowe i banki spowoduje podwyżki cen – grzmią przeciwnicy zwiększania danin. Mamy na rynku konkurencję, podniesienie cen to utrata klientów, nikt się nie odważy – bronią pomysłu jego autorzy. Tak wygląda debata o podatkach w Polsce. Te spory to wynik szkolnej pomyłki: niedostrzegania tego, co w gospodarce na pierwszy rzut oka niewidoczne.

Fryderyk Bastiat – „Utopista”

Fryderyka Bastiata nie trzeba przedstawiać zwolennikom wolnego rynku. Jednak jego działa wciąż warto przypominać. Prezentujemy dziś - dzięki uprzejmości p. Mariusza Wojtenko i strony bastiat.pl - udostępniony nam i przetłumaczony przez p. Mariana Miszalskiego esej Bastiata - "Utopista".

Metafora zniszczonej elektrowni

Bryan Caplan broni w swojej książce pt. „The Myth of the Rational Voter” zdroworozsądkowej rzekomo tezy, iż eksperci, w przeciwieństwie do laików, mają jednak na ogół rację w odniesieniu do kwestii, którymi zawodowo się zajmują. Ciekaw jestem, jak w związku z tym odniósłby się on do zjawiska pojawiających się nagminnie w następstwie każdej wielkoskalowej katastrofy obwieszczeń „ekspertów”, jakoby „paradoksalnie” jej skutki mogły wyjść gospodarce dotkniętego obszaru na dobre. Casus niedawnego tsunami w Japonii nie jest oczywiście od tego zjawiska odstępstwem. O rzekomo korzystnym wpływie efektów kataklizmu na „krajowy wzrost” i „globalny popyt” pisze np. popularny lewicowy portal informacyjny The Huffington Post; w podobnym tonie wypowiedział się także w wywiadzie dla telewizji CNBC Larry Summers, były dyrektor narodowej rady ekonomicznej przy Białym Domu i były rektor Uniwersytetu Harvarda. Być może podobne stwierdzenia byłyby mniej niepokojące, gdyby padały z ust politycznych populistów. Jeśli jednak formułowane są one przez osoby uchodzące za zawodowych ekonomistów, i w dodatku pojawiają się w odpowiednich momentach z regularnością godną prawa natury, to teza Caplana wydaje się nie do końca wiarygodna. Tego rodzaju przypadki uświadamiają nam, że dorobku rzetelnej wiedzy ekonomicznej nigdy nie można traktować jako rzeczy bezpiecznej, nienaruszalnej z racji cieszenia się powszechnym rzekomo szacunkiem, podobnym do tego, jakim darzy się prawa fizyki, biologii czy matematyki. Tak długo, jak istnieją grupy specjalnych interesów i roszczeniowy stosunek do rzeczywistości, tak długo istnieć będą również próby negacji uniwersalnych i logicznie koniecznych praw rządzących rzeczywistością, często przebrane w kostium fachowej analizy. Zadaniem ekonomisty, prawdziwego, nie tytularnego – a więc osoby rozumiejącej logiczne konsekwencje rzadkości dóbr i praktycznej nieograniczoności zapotrzebowania na nie – jest obnażać te próby oraz cierpliwie i niestrudzenie wykazywać ich intelektualną jałowość. Warto zwrócić uwagę na panglossjańską retorykę powyższych opinii, apelującą do podejścia, iż „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Istotnie, podejście to można uznać za zdrowe, jeśli przykre doświadczenia niosą w sobie naukę na przyszłość. Trudno jednak twierdzić, że jakąkolwiek stosowną naukę niesie w sobie niepowstrzymany kataklizm o nieprzewidywalnych rozmiarach. Wyważony sens szukania korzyści w nieszczęściu zastępuje się więc bałamutnie dialektycznym „im gorzej, tym lepiej”, doskonale opisanym przez Fryderyka Bastiata w ramach opowieści o zbitej szybie. O ile Bastiat (jak również wybitny kontynuator myśli Bastiata Henry Hazlitt) zdaje się sugerować, że wiara w podobne miraże wynika przede wszystkim z krótkowzroczności – ze skupiania się na rezultatach danego wydarzenia tylko dla pewnych uczestników rynku – ja myślę, że jest w niej jednak więcej z zawiści rodem z bajek Ezopa: oto żyliśmy w indyferentnym społeczeństwie podzielonym różnicami majątkowymi, a teraz jesteśmy wszyscy solidarni w biedzie i nieszczęściu. Powrót do punktu zero przy takiej mentalności musi być lepszy niż wznoszenie się ponad ten punkt w atmosferze „chciwości” i „wyzysku”. Tylko, jeśli to gwałtowny i śmiercionośny powrót do stanu ubóstwa ma się traktować jako moment wielkiej odnowy moralnej, jaki cel mają mieć jakiekolwiek próby wydobycia się z niego? Czy nie lepiej jak najdłużej pozostać w stanie czcigodnego, egalitarnego cierpiętnictwa? Nie oczekuję, że odpowiedzi na to retoryczne pytanie udzielą mi napawający się swoją rolą lekarzy dusz keynesistowscy besserwisserzy. W powyższych komentarzach można też natknąć się na sformułowanie, iż „Matka Natura w krótkim czasie zdołała dokonać tego, czego przez lata nie zdołał dokonać japoński rząd i bank centralny”. Stwierdzenie to dobrze opisuje jałowość dominującego w ekonomii głównego nurtu paradygmatu pozytywistycznego. Bo dlaczegóż to nie mielibyśmy uznać, że trwająca od dwóch dekad japońska stagnacja utrzymuje się z powodu, a nie pomimo bodźców fiskalnych i monetarnych aplikowanych tamtejszej gospodarce przez aparat urzędniczy? Spór pomiędzy wzajemnie przeczącymi sobie wyjaśnieniami może rozsądzić to, które z nich zgodne jest z logicznie spójną teorię. Ekonomia głównonurtowa wzdraga się jednak przed metodą teoretyczną i przed kryterium logicznej spójności jako przed scholastycznymi przeżytkami. Warto zadać sobie pytanie, jak długo stosując podobne podejście można dziwić się, że rzeki nie chcą płynąć pod prąd, a z dwóch i dwóch nie chce wynikać dwanaście. Prawdopodobnie nie bez przesady można skonstatować, że niezakłócony rozwój cywilizacyjny stoi pod znakiem zapytania tak długo, jak długo kolejne wcielenia metafory zbitej szyby i innych życzeniowych panaceów, rozgłaszane przez medialnych „ekspertów”,  będą kształtować świadomość gospodarczą społeczeństw. A będzie to z pewnością trwało tak długo, jak długo logiczna analiza zjawisk gospodarczych nie będzie dawała podobnym rewelacjom natychmiastowej i twardej kontry. Jakub Bożydar Wiśniewski

Związki przestępcze czyli konsument przede wszystkim

Co jakiś czas, gdy zaczyna dojrzewać we mnie przekonanie, że w zasadzie wszystko co było do powiedzenia o ludzkich motywach i zachowaniach zostało już skatalogowane i opisane, biorę do ręki, książkę jednego z ulubionych autorów i przeglądam, własne, pisane na marginesie komentarze, poczynione w trakcie czytania. Ostatnio przeglądając Frederica Bastiata („Obfitość i niedostatek”), ponownie prześledziłem argumentację opatrzoną przeze mnie uwagą jak wyżej. Rozpoczyna ją Bastiat od stwierdzenia „ Człowiek produkuje, żeby konsumować. Jest jednocześnie producentem i konsumentem...: konsument bogaci się o tyle o ile taniej wszystko kupuje... a to zależy od ich obfitości. Jako sprzedawcy jesteśmy zainteresowani wysokimi cenami, a w konsekwencji niedoborem”. Dalej stwierdza, że sprzeczność tych oczekiwań, zmusza nas do ustalenia która z nich łączy się z interesem „rodzaju ludzkiego”.

Gdyby człowiek sam zaspokajał swoje potrzeby (bez pośrednictwa wymiany), wtedy obfitość dóbr stanowiłaby dla niego korzyść, niezależnie od źródła pochodzenia. Stawiając przed sobą cele, planuje działanie tak by przy możliwie najmniejszym wysiłku osiągnąć je w największym zakresie. Każda oszczędność na pracy to postęp, pozwalający tworzyć nowe dobra dotychczas nieosiągalne, to uwolnienie od przymusu wyniszczającego wysiłku, chronicznego niedożywienia i zmęczenia. Każde utrudnienie, ograniczając produktywność tworzy stałe niedobory, jest więc sprzeczne z interesem społecznym, jest działaniem prowadzącym do nędzy całe grupy społeczne (patrz Kuba, Korea Pół., Zimbabwe). To podporządkowanie wytwarzania, wymogom konsumpcji, zostało rozerwane przez wymianę. Mitręgą produkcji nie osładza już bezpośrednio perspektywa konsumpcji, przerwa w wysiłku nie jest tożsama z rezygnacją z jakiejś części pożądanych dóbr, ponieważ wysiłek nagradzany jest przez innych i może mieć różną cenę niekoniecznie zgodną z rzeczywistym wkładem. Pragnieniu producenta, by najmniejszym wysiłkiem uzyskać jak najwięcej, przeszkadza: konkurencja i ciągła zmiana oczekiwań ze strony odbiorców. Tylko eliminacja konkurencji lub zmowa pozwala ograniczyć podaż produktów a tym samym wymusić na nabywcy, akceptację ceny i jakości tego co mu oferujemy. To co w autarkii jest niewykonalne, da się wykonać przy wymianie, z zachowaniem pozorów jej całkowitej wolności.

Błądzenie we mgle

Historię człowieka można rozpatrywać jako stopniowe wyzwalanie się z ciągłej niepewności i lęku przed niespodziewanym pojawieniem się nieznanego, niszczącego, misternie przygotowanego planu. Nieustająco rekonstruujemy sposoby  reakcji otoczenia na nasze działania, a planując je szacujemy stopień pewności zaistnienia ciągu zdarzeń. Instynktownie wyłapujemy wszystko to, co nie daje się osadzić w sieci powiązań nakładanych przez nas na otoczenie w akcie nie zawsze świadomego rozumienia. One to z jednej strony intrygują swoją tajemniczością, z drugiej przeraża nas ich nieprzewidywalność. Gdy zaplanowane działanie nie osiąga celu, musimy założyć istnienie tajemniczego czynnika współdziałającego, kapryśnej siły sprawczej, która skutecznie ukrywa przed nami swe istnienie. Niektórzy racjonalizują niepokój stąd wypływający, wyliczając prawdopodobieństwo wystąpienia, wtedy wynik staje się składową wiary, że coś wystąpi lub nie. Sieć zrekonstruowanych związków może być gęsta, wtedy ilość zadziwiających nas zdarzeń będzie bardzo duża, lub rzadka, gdy nasza wrażliwość na bodźce jest z jakichś powodów przytępiona( np.: debila nic nie zadziwia). Z ilością odkrywanych reguł rośnie ilość rejestrowanych wyjątków - o ile jesteśmy otwarci na ich postrzeganie - i to one zmuszają nas do odkrywania nowych zależności. Głównym motorem działania jest świadomość, iż istnieje sposób na poprawę stanu w którym aktualnie jesteśmy. Gdy nasilenie uczucia dyskomfortu zwiększa się, a brak pomysłu na jego usunięcie, to włączają się wewnętrzne mechanizmy ucieczki od przykrej sytuacji opisywane w psychologii. Stopień pewności dramatycznie maleje, gdy próbujemy oddziaływać na zachowanie innych. O ile materia w niezmiennych okolicznościach zachowuje się w sposób całkowicie przewidywalny i powtarzalny to w przypadku człowieka tej pewności już nie mamy. Bowiem interakcja człowieka z otoczeniem zależy od wewnętrznego filtru wytwarzającego indywidualne skale wartości. Dla każdego celu, można wyznaczyć kilkanaście dróg doń prowadzących. Dlatego z zachowania innych nie potrafimy odtworzyć jednoznacznie jego motywów ( rzeczywistych celów).  Im większa wiedza tym mniej schematyczne będą reakcje zarówno co do wyboru celów (wybór substytutów) jak i sposobu ich osiągania. Prawdą jest, że każdy z nas zaskoczony, zadziała schematycznie, odruchowo, bo nie było czasu na przemyślenie. Ale ze wzrostem wiedzy ilość alternatywnych sposobów radzenia sobie w działaniu rośnie,  bo rośnie ilość uświadomionych zależności elementarnych, które składamy w nowe ciągi działań pośrednich (to nie tylko ilościowy wzrost procesów okrężnych). Wyciągając wnioski z danych statystycznych zapomina się o tej różnicy. Zakład pogrzebowy z dużą pewnością zamawia ilość trumien mimo, że nie wie kto będzie jego klientem (pomijamy epidemie i katastrofy). Natomiast sprzedawca luksusowego produktu, zdany jest na kaprysy mody i nie może wyciągać żadnych wniosków z danych statystycznych. Za pierwszym stają prawa biologii, za drugim kaprys klienta. Podobna różnica wystąpi między planem jednostki a planem przedsiębiorstwa. Jednostka dopasowuje posiadane zasoby do względnie przewidywalnych potrzeb w przyszłości, pozostawiając sobie rezerwę na zdarzenia nieprzewidziane. Natomiast przedsiębiorca musi założyć w ciemno reakcję konsumentów na jakość i cenę jego wyrobów, w kontekście dających się przewidzieć działań konkurencji, a nadto opracować scenariusz na wypadek zdarzeń mało prawdopodobnych, ale możliwych (kalkulacja ryzyka). Hayek wykazał istnienie wiedzy rozproszonej, która mówi, że jedynie jednostka potrafi zoptymalizować wybór w odpowiedzi na okoliczności powstałe w danym miejscu i czasie. Po burzliwym okresie weryfikacji trafności tej hipotezy (różne wersje socjalizmów), rządy zrezygnowały z metod centralnego planowania w zakresie indywidualnej konsumpcji - pozostało planowanie tzw. konsumpcji zbiorowej. Ale obecnie, gdy szybkie przekazywanie i przetwarzanie niewyobrażalnych ilości informacji jest wykonalne, może powrócić pokusa zbierania szczegółowych danych o przyszłych planach każdego z nas, co po przetworzeniu pozwoliłoby centralnie planować optymalne alokacje zasobów. Już wyobrażam sobie jak wyliczane będą oszczędności na nietrafionych inwestycjach, marnowanych zapasach przewyższających faktyczny popyt i likwidacji cyklicznych kryzysów. Uprzedzam - nic z tego! Trzeba bowiem wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że nasze zachowania zwykle różnią się w większym lub mniejszym stopniu od tego, co zaplanowaliśmy wcześniej. Nasze plany ciągle modyfikujemy dostosowując je do warunków, które aktualnie się stają, bo każdy z nas stara się osiągnąć wyznaczone cele po najniższych możliwych kosztach. A więc decyzje planisty będą zawsze spóźnione w stosunku do indywidualnie dokonanych wyborów. Nasz plan zakłada jakąś hierarchię wartości w przyszłości, a to jest zawsze najmniej prawdopodobny element planu. Współczesna ekonomia ciągle nie rozwiązała problemu „użyteczności uogólnionej” wynikającej z faktu, że wybieramy zawsze agregaty dóbr w relacji do naszych dochodów i nie istnieje prosta zależność która mówiłaby nam w jakich proporcjach zmieniać się będzie udział dóbr w agregatach w odpowiedzi na zmianę dochodu. Władzy nie pozostaje nic innego jak tylko, wymuszać stosowanie się do pożądanych wzorców konsumpcji i bezkompromisowo walczyć z zachowaniami nonkonformistycznymi. Wzrost podatności na manipulację w społeczeństwie warunkuje pomyślność zarówno wielkiego przemysłu jak i rządzących elit. Wielu uzna, że jest to jakiś sposób na zwiększenie zakresu szczęśliwości, bowiem większość bez idoli prowadzących ich za rączkę byłaby bezradna niczym dziecko we mgle. To prawda, tylko dlaczego do roli idoli awansują osobniki pokroju Wojewódzkiego, Palikota, Rutowicz , a w cenie jest żałosna błazenada i podglądactwo?. Stopniowe ograniczanie wolności i wzmacnianie reakcji stadnych ma znaczenie nie tylko na poziomie jednostkowym. Po latach skutki tej polityki pojawią się, pozornie bez związku, w postaci gospodarczego upadku. Wolność, jako brak działań „ochronnych” ze strony nie tylko rządów  ale i grup nacisku,  to warunek konieczny dla „eksploatacji” zdefiniowanej przez Hayeka wiedzy rozproszonej. Brak przyzwolenia dla błędów i odstępstw od zatwierdzonych procedur w sferze działań realnych i przesada w dbałości o bezpieczeństwo, to zakaz  podejmowania prób innego radzenia sobie z problemem, to odcięcie gospodarki od strumienia drobnych usprawnień, innowacji i zwariowanych pomysłów otwierających nowe perspektywy. Nie istnieją laboratoria i grupy ekspertów które mogłyby zastąpić mechanizm generowania wiedzy rozproszonej. Przypomina on działanie realizowane w sieciach neuronowych (dla chcących się bliżej zapoznać http://www.ai.c-labtech.net/sn/pod-prakt.html) i algorytmach genetycznych, gdzie wielowarstwowa (wystarczą trzy warstwy) struktura, drogą losowego doboru tzw. wag , uczy się  rozpoznawać wzorce, oddzielać je od  danych przypadkowych, znajdować rozwiązania problemów, wobec których klasyczna matematyka jest bezradna (brak funkcji ciągłych). Można założyć, że analogiczny (nieporównywalnie bogatszy w sprzężeniach zwrotnych) mechanizm do tego, który optymalizuje, drogą mutacji, funkcjonowanie organizmów żywych, działa na poziomie kumulowanej przez ludzkość wiedzy, sprawdzając nieustannie jej dopasowanie do rzeczywistych procesów i do siebie nawzajem. Ta wiedza nie przejawia się, jak uważał Judy Wanniski, w świadomych wyborach społeczeństwa, lecz stopniowo przenika do grup w formie zweryfikowanych przekonań. W tym kontekście, artykulacja półgłówka ma taką sama siłę przebicia co wytwory geniusza, jedno i drugie jest dla większości niezrozumiałe. Dlatego bywa, że te same odkrycia są dokonywane wielokrotnie nim na stałe zostaną włączone do systemu oficjalnej wiedzy. Jak słusznie pisze Hayek, „o tym, co jest dobre czy złe, rozstrzyga ostatecznie nie indywidualna mądrość, lecz porażka grup które przyjęły błędne przekonania”- czyli nie mamy gwarancji, że przyjęte przekonanie jest najlepsze, ono tylko nie jest złe. Tak na dobrą sprawę wiedza pewna to wiedza negatywna - czyli świadomość, że coś nie da się zrobić przy pomocy danych zasobów w określony sposób. Metoda prób i błędów, przeniesiona z poziomu indywidualnego doświadczenia, na poziom decyzji rządowych, grozi nieobliczalnymi skutkami, ze względu na swój zasięg. Ryzyko, które należy akceptować na poziomie jednostki, bo wynika ono z jej wolnego wyboru, jest niedopuszczalne na poziomie decyzji urzędniczych bo ich skutki dotkną tych, którzy nie wyrazili na nie zgody. Jest więc jakąś paranoją praktyka karania jednostek za ryzyko jazdy bez pasów, używanie narkotyków, za otyłość itp. podczas gdy ryzykowne działania urzędników są bezkarne (nikt nie liczy, ilu ludzi umarło w wyniku ograniczeń w dostępie do leków, jakie straty w gospodarce powodowane są przez  błędne projekty prawne i decyzje urzędników). Dla zwolenników wolności, z powyższych treści wynika pewne pocieszenie, bo za sojusznika w walce o jej zachowanie mamy po swojej stronie naturę. Tak jak komunizm musiał przegrać, bo był sprzeczny z elementarnymi prawami ekonomii, tak i systemy wspierające wolność jednostki, oparte na porządku naturalnym, muszą w dłuższym okresie wygrać z totalniactwem (nie mylić z autokracją ). Ponad 200 lat temu Bastiat w Harmoniach postawił pytania „Jest że to pewnym, że podobnie jak mechanizm niebieski, jak mechanizm ciała ludzkiego, tak również i mechanizm społeczny ulega prawom powszechnym? Jest że to pewnym że to jest całość harmonijnie  zorganizowana?” Odpowiedz na nie udzielona wtedy, dopiero teraz staje się w pełni zrozumiała i bardzo, ale to bardzo aktualna (zachęcam do lektury). Wojciech Czarniecki