Tag Archives: Benedykt XVI

Rewolucja jest szaleństwem

"Wdzięczność to cecha psów”- twierdził tow. Stalin. A Bismarck twierdził, że ”odkąd poznałem ludzi wolę psy”.

Benedykt XVI – niedoceniony, niesłuchany

Benedykt XVI - wybitny teolog - pozostawił po sobie bardzo głęboki dorobek. Franciszek – najprawdopodobniej pozostawi tylko nieuzasadnione pretensje, których Kościół nie będzie mógł spełnić. Wracam jednak do Papieża Benedykta.

Dlaczego uchodźcy z Afryki nie uciekają do Zambii?

Od czasu do czasu chodzę na spotkania w małych wspólnotach chrześcijańskich (Small Christian Communities) w parafii w Lindzie. Poznaję wtedy bliżej problemy ludzi. Kiedyś poruszono sprawę młodych dziewczyn, które nie ukończyły jeszcze szkoły i coraz częściej zachodzą w ciążę. W czasie rozmowy ktoś zwrócił uwagę na długi czasu oczekiwania na wyniki maturalne. Czasami trwa to nawet do kilku miesięcy. Poproszony o podsumowanie dyskusji, powiedziałem: "Gdybym miał czekać na wynik końcowego egzaminu w szkole średniej rok czasu, to chyba też z nudów zaszedłbym w ciążę".

Czy media manipulują papieżem Franciszkiem?

Media co rusz przynoszą rewelacje na temat tego, co powiedział, albo zrobił papież Franciszek. Onet.pl bryluje tu przede wszystkim. O tym, że do tego, co pisze o papieżu ten portal, należy podchodzić z dużym dystansem, niech świadczy informacja, dosłownie sprzed kilku minut, która chyba wciąż wisi na portalu.
News dotyczy rzekomych planów spotkania Franciszka z Żydami i muzułmanami, by wspólnie wystosować "przesłanie pokoju". Jak podaje portal, news podały "włoskie media, powołując się na źródła izraelskie". To jedno - nie wiadomo tak do końca skąd ta informacja (włoskie media, izraelski źródła - Watykan nie potwierdza...). Ale jest jeszcze jeden smaczek... Informacja ta opatrzona jest zdjęciem. Prosimy o zwrócenie uwagi na podpis jaki jest pod tym zdjęciem (powiększ zdjęcie!). Być może za chwilę zostanie on zmieniony, jednak my zrobiliśmy zrzut, który obnaża manipulację bądź nieuctwo redaktorów dyżurnych. Jakby nie patrzeć - kompromitacja. Manipulacja - ignorancja - kompromitacja!

Czy papież przeprosi za kolejne „zbrodnie” Polaków przeciwko Żydom?

Wygląda na to, że Żydzi postanowili się policzyć w III RP. Co stało się symptomem do ujawnienia tych planów? Otóż stała się nim abdykacja Benedykta XVI.
Szalom ber Stambler – rabin, przewodniczący Chabad-Lubavitch w Polsce, jednego z nurtów chasydyzmu, wzywa na łamach "Rzeczpospolitej" z 14 lutego br.: Polacy, jeśli wiecie, że ktoś z waszego otoczenia jest Żydem, powiedzcie mu to. "W Polsce zgodnie z oficjalną statystyką nie ma zbyt wielu Żydów. W rzeczywistości jest nas zapewne ogromna liczba, jednak wielu sobie tego nawet nie uświadamia. Mnie osobiście bardzo to przeszkadza i sądzę, że powinno przeszkadzać także Polakom. W końcu nikt chyba nie chciałby stracić własnej tożsamości" - pisze rabin na łamach dziennika. Dlaczego rabin Szalom ber Stambler akurat teraz porusza ten temat? Otóż liczy on na to, że papież Benedykt XVI, zanim jeszcze złoży swój urząd, tj. przed końcem lutego 2013, opowie światu o "jeszcze jednej  tragedii, która spotkała Żydów na ziemiach polskich". "Mam nadzieję, że opowie o wielkiej, przemilczanej tragedii, jaka miała miejsce tu, na polskiej ziemi. Musimy pamiętać, że nie tylko mordowano tu Żydów, ale także pozbawiano ich wiary" - pisze ber Stambler. Jakby zdając sobie sprawę z niestosowności swoich oczekiwań, zarówno wobec papieża jak i wobec Polaków, rabin dodaje: "Należy oczywiście dziękować za ratowanie żydowskich dzieci, za ukrywanie ich w kościołach i adoptowanie ich po wojnie. To piękne i chwalebne czyny, których dokonywano z narażeniem własnego życia. Jednak nie można przejść do porządku dziennego nad tym, że zabierano im tożsamość, wychowywano w obcej im tradycji. Dziś wiele tysięcy Żydów w Polsce nie wie nawet, że są Żydami, mimo że ludzie, którzy ich ratowali, jak najbardziej o tym wiedzieli". Rabin Szalom ber Stambler sprawia wrażenie kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia o realiach II wojny światowej. Otóż w tamtych czasach, zwłaszcza w sytuacji ciągłego ryzyka utraty życia, ludzie poważnie traktowali swoją wiarę. Głęboko wierzyli w to, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Jeśli decydowali się chrzcić żydowskie dzieci to nie tylko dlatego, by ratować ich ciała przed niemieckimi mordercami, ale także, a może przede wszystkim, by ratować ich dusze. Oczywiście rabin może tego nie rozumieć, zresztą nikt tego od niego nie wymaga, jednak odrobina znajomości historii na pewno by się przydała. Rabin ber Stambler przytacza w swoim wywodzie przypadek Karola Wojtyły, któremu zaraz po wojnie przyniesieno żydowskie dziecko do ochrzczenia. Przyszły papież miał ponoć odmówić. "To właśnie jest prawdziwa tolerancja" - pisze w swoim tekście rabin. Cóż, jak dla mnie nie jest to zbyt chwalebny epizod z życia Karola Wojtyły, bowiem dziecko to miało szanse dostąpić łaski zbawienia, jednak zostało jej pozbawione. Można mieć tylko nadzieję, że w okolicy był jakiś inny ksiądz, który to dziecko ochrzcił. Dlaczego - zdaniem Szaloma ber Stamblera - Benedykt XVI powinien jeszcze przed końcem swojego pontyfikatu powiedzieć światu o "religijnym holokauście", jakiego dokonali na Żydach polscy katolicy? Pisze on: "Benedykt XVI powinien o tym powiedzieć nie tylko dlatego, że jest Niemcem – synem narodu odpowiedzialnego za tę tragedię, ale także dlatego, że po wielkim postępie w dialogu katolicko-żydowskim, jakiego byliśmy świadkami za pontyfikatu Jana Pawła II, dziś po prostu potrzebny jest kolejny krok jego następcy. Papież jest jedyną osobą, która ma tak wielki wpływ na ludzi różnych wyznań. Jeżeli powiedziałby wprost: słuchajcie, jeżeli znacie kogoś, kto jest Żydem, lecz o tym nie wie, to proszę, powiedzcie mu to – jego słowa z pewnością trafiłyby do sumień wielu ludzi". Czy papież pochyli się nad prośbą rabina? Zresztą jaka prośba? Kolejny wywód żydowskiego duchownego wskazuje raczej na moralny szantaż jakim posługuje się on w stosunku do papieża. Przeczytajcie zresztą sami: "Gest, którego dziś oczekuję, wymagać będzie od Benedykta ogromnej siły duchowej, ale gdyby jej w sobie nie miał, to nie rezygnowałby dobrowolnie ze swojej godności. Ta decyzja pokazuje właśnie siłę charakteru Benedykta. Przez cały pontyfikat papież był przedmiotem wielu ataków, i to nie tylko wtedy, gdy coś konkretnego mówił albo robił. Po prostu Benedykt XVI nie miał dobrego PR. Dziś ma jeszcze szansę, by odejść w pełnej glorii, czyniąc gest, który zostanie zapamiętany po wsze czasy". Znaczy to tylko tyle i aż tyle, że jeśli papież nie spełni żądania rabina Szaloma ber Stamblera odejdzie nie w glorii chwały, lecz jako tchórz, moralny kundel, który nie zasługuje na to, by o nim dobrze pamiętać, jako ktoś, kto nie wykorzystał "swojej szansy". Cóż, buta posunięta do granic... Paweł Sztąberek

Osamotniony i osaczony

Świątobliwy zakonnik Piotr de Murone był niezwykle szanowany za swoją skromność i pobożność, toteż kolegium kardynalskie 5 lipca 1294 roku wybrało go na papieża. Obejmując urząd papieski, jako Celestyn V, wjechał do Rzymu na osiołku i najwyraźniej źle się czując wśród władczych purpuratów, po kilku miesiącach w grudniu 1294 roku, w obecności kardynałów, złożył urząd.

Benedykt XVI abdykował

Smutna wiadomość z Watykanu. Papież Benedykt XVI podjął decyzję o ustąpieniu z urzędu. Pontyfikat ma się zakończyć 28 lutego 2013 roku. Żal, że z funkcji głowy Kościoła odchodzi człowiek, który przynajmniej starał się nawiązać do pięknej tradycji Kościoła, obudzić w ludziach miłość do przedsoborowej Mszy św. Można tylko ubolewać, że nie wszystkie sprawy udało mu się doprowadzić do końca. Na pewno żal, że nie doszło do ostatecznego porozumienia Watykanu z Bractwem św. Piusa X. Czy nowy papież będzie miał również tyle dobrej woli, by chociaż wznowić rozmowy, czy też nastąpi jeszcze większe pęknięcie, ze szkodą - niestety - dla Kościoła Rzymskokatolickiego. Decyzję o rezygnacji Benedykt XVI ogłosił podczas konsystorza zwyczajnego. Poniżej treść oświadczenie, jakie Benedykt XVI złożył wobec Kolegium Kardynalskiego: "Najdrożsi Bracia, zawezwałem was na ten konsystorz nie tylko z powodu trzech kanonizacji, ale także, aby zakomunikować wam decyzję o wielkiej wadze dla życia Kościoła. Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi. Dlatego, w pełni świadom powagi tego aktu, z pełną wolnością, oświadczam, że rezygnuję z posługi Biskupa Rzymu, Następcy Piotra, powierzonej mi przez Kardynałów 19 kwietnia 2005 roku, tak że od 28 lutego 2013 roku od godziny 20.00 rzymska stolica, Stolica św. Piotra, będzie zwolniona (sede vacante) i będzie konieczne, aby ci, którzy do tego posiadają kompetencje, zwołali konklawe dla wyboru nowego Papieża. Najdrożsi Bracia, dziękuję wam ze szczerego serca za całą miłość i pracę, przez którą nieśliście ze mną ciężar mojej posługi, i proszę o wybaczenie wszelkich moich niedoskonałości. Teraz zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i błagamy Jego Najświętszą Matkę Maryję, aby wspomagała swoją matczyną dobrocią Ojców Kardynałów w wyborze nowego Papieża. Jeśli o mnie chodzi, również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem świętemu Kościołowi Bożemu. Watykan, 10 lutego 2013 r."

Zaufanie

Jeśli wierzyć ministrowi Rostowskiemu, gościowi Radia Gazety Wyborczej, to ministrowie finansów UE przy ustalaniu „pomocy” dla Grecji mieli sporo „w portkach” gdyż nie chodziło tylko o możliwy rozpad strefy euro, ale o możliwy rozpad – czy aby nie tysiącletniej?- Unii Europejskiej! Patrzcie państwo! Przez lata całe mówiono (nazwiska dostępne w wyszukiwarkach) prostolinijnym Polakom, że euro to „cud boski”, że kto jest w UE to rośnie jak na drożdżach, a kto ma do tego euro, to stabilność zeń wynikająca podkręca jeszcze to co robią z nim drożdże… A tu okazało się, że wszystko to pic na wodę. Po prostu sterta kłamliwego gnoju wylewanego na głowy naiwniaków. Okazało się, że jest jak zawsze. Kto wydaje więcej niż zarabia ten ma problemy. Kto rozdaje kasę „za nic” ten musi się liczyć z rozleniwieniem biorców i eskalacją ich oczekiwań, co w systemie demokratycznym jest zabójcze dla gospodarki stanowiąc rodzaj dodatniego sprzężenia zwrotnego. Zewsząd dobiegały nas głosy: szybciej, szybciej, przecież „zdecydowaliście, że chcecie euro” w referendum 2003 roku, do którego jak pamiętamy zachęcały pospołu PO, PiS, SLD i PSL… Spieszą się. Tyle spraw z „obszaru stabilności i bogactwa” wychodzi na jaw. A przecież najlepsze dopiero przed nami… Niemiecki minister finansów aż zasłabł. Złośliwi mówią, że tak przewidywał scenariusz. Życzliwi, że miał nadzieję na utrzymywanie przez południowców i „wschodniaków” starzejącego się gwałtownie narodu niemieckiego, a tu okazało się, że południowy wschód potraktował propagandę unijną serio i chce być dla Niemców multiplikacją kosztownej utrzymanki zwanej NRD. Nadziei nie daje nawet starzejąca się strategiczna partnerka Rosja z 1,5 mln. aborcji rocznie. Afryka wymiera na AIDS, może więc zajmujący ją powoli Chińczycy uratują jednocześnie USA i UE? Jeśliby się zdecydowali na ten szlachetny krok skupowania „śmieciowych obligacji” - szykujemy dla nich prezent. Radni PiS chcą w stolicy Ronda Wolnego Tybetu. W serdecznym rewanżu, w Shanghaiu ma powstać nowy port im. „Wolnego Miasta Gdańska”. Uroczyste otwarcie planowane jest z udziałem premiera Tuska, kanclerz Merkel i prezydenta Jarosława Kaczyńskiego. A co „najlepszego”, prócz demograficznej „czarnej dziury” dopiero przed nami? Akurat J.Ś. Benedykt XVI przebywa w Fatimie. Orędzie z 1917 roku znalazło już częściowe odbicie w historii: Wojna zmierza ku końcowi. Lecz jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, wybuchnie druga, jeszcze gorsza, w czasie panowania Piusa XI. Gdy zobaczycie noc rozświetloną nieznanym światłem, wiedzcie, że jest to wielki znak, który da wam Bóg, iż nadchodzi kara dla świata za jego zbrodnie w postaci wojny, głodu i prześladowania Kościoła oraz Ojca Świętego. Aby temu zapobiec, przyjdę prosić o poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu oraz o Komunię św. wynagradzającą, w pierwsze soboty miesiąca. Jeżeli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, [kraj ten] rozpowszechni swe błędy po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła Świętego. Dobrzy będą umęczeni, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, różne narody będą unicestwione. Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i będzie dany światu na pewien czas pokój. A później? Wojciech Popiela

Papież o „Miłości w Prawdzie”

W swojej trzeciej, bardzo oczekiwanej encyklice Caritas in Veritate (Miłość w Prawdzie), Ojciec Święty Benedykt XVI nie skupia się na charakteryzowaniu systemów ekonomicznych – nie próbuje zatem w najmniejszym stopniu narzucać komuś politycznego punktu widzenia. Papież zajmuje się kwestiami moralnymi oraz teologicznymi fundamentami kultury. W tle jest oczywiście światowy kryzys gospodarczy, kryzys, który ma miejsce w sytuacji moralnej próżni, gdzie umiłowanie prawdy zostało odrzucone na rzecz brutalnego materializmu. Stąd autor wskazuje, że kryzys może stać się „okazją do rozeznania i czynienia nowych projektów na przyszłość”.... Ks. Robert A. Sirico Nowa encyklika Benedykta XVI to ostateczne potępienie kapitalizmu i wolnego handlu – twierdzą niektórzy. Czy rzeczywiście mają rację? Nową encyklikę komentuje na łamach Wall Street Journal ks. Robert A. Sirico, szef Instytutu Actona. Dochodzi on jednak do zupełnie innych wniosków aniżeli "dyżurni" znawcy Kościoła. Pełne tłumaczenie tekstu dostępne jest już na portalu Fundacji PAFERE (www.pafere.org)

Kryzys postaw, nie finansów – encyklika Benedykta XVI

7 lipca 2009 roku w Watykanie ogłoszono trzecią encyklikę Benedykta XVI. Jej tytuł to „Miłość w Prawdzie”. To encyklika społeczna, diagnozująca kondycję współczesnego świata i człowieka. Papież punktuje zagrożenia jakim musi stawić czoła człowiek w XXI wieku zwłaszcza w dobie kryzysu. Dla następcy św. Piotra kryzysem nie jest jednak niewydolność banków i problemy gospodarcze. „Miłość w Prawdzie” to encyklika wielowątkowa, ujmująca sprawy świata przez pryzmat globalizacji. W jej świetle Benedykt przeprowadza analizę trzech czynników określających rozwój obecnego świata: ekonomii, nauki oraz środowiska naturalnego. Odnosi działania państw i jednostek wobec każdego z tych trzech determinantów. Diagnoza nie jest optymistyczna, ale Papieżowi nie brak nadziei i wiary w ludzkość. Punktem wyjścia do swoich rozważań Benedykt uczynił encyklikę „Populorum Progressio” Pawła VI sprzed 42 lat. Poprzednik Benedykta pisał o zmieniającym się po wojnie świecie i domagał się prawa do rozwoju krajów ubogich, często wychodzących z kolonializmu, a także sprawiedliwszego rozdziału bogactw wytwarzanych przez kraje rozwijające się. Z tym wyzwaniem zdaniem obecnego Papieża ludzkość sobie nie poradziła. Nie mogła sobie poradzić, bo w dużej mierze zagubiła się w egoizmie, który hamuje jakikolwiek rozwój nakierowany na dobro wspólne. To ważne stwierdzenie, bo w mojej ocenie problem globalnego samolubstwa i skrajnego indywidualizmu to kluczowe przesłanie tej encykliki. Egoizm i brak odpowiedzialności przewijają się na 53 stronach encykliki bardzo często. W odniesieniu do ekonomii nie pozwalają one człowiekowi w pełni otworzyć się na problemy inne niż jego własne. To zaś sprawia, że w świecie „nadal trwa skandal niewiarygodnych nierówności”, a korupcja i bezprawie są obecne zarówno w zachowaniach podmiotów ekonomicznych i politycznych krajów bogatych jak i w krajach ubogich. To co jest jednym z głównych wyróżników tej encykliki to próba stworzenia innych metod działania w dobie globalizacji. Samego procesu Papież nie kontestuje, znajduje w nim pozytywy. Pozwoliła ona miliardom ludzi na wyrwanie się z ubóstwa. Ale pozostawiła też na świecie wiele obszarów nędzy i jeśli rządzący nie porzucą dotychczasowej logiki globalizacji, to walka z tym ubóstwem nigdy się nie uda. Dlatego też problemy, o rozwiązanie których zabiegał Paweł VI 40 lat temu nie zniknęły, choć świat od tego czasu jest dużo bogatszy. Mówiąc o globalizacji Benedykt XVI proponuje raz jeszcze przemyśleć rolę władzy państwowej we współczesnym świecie. Choć globalizacja skutkowała ograniczaniem kompetencji rządów i przenoszeniem ich na poziom transnarodowych organizacji, to jednak walka z kryzysem nie może się obejść dużego zaangażowania ze strony rządów. Muszą się one ponownie upomnieć o narzędzia, dzięki którym mogłyby kontrolować te procesy. Jednak gro tego zaangażowania winno iść na ochronę ludzi. To człowiek jest podmiotem wszelkich działań, także ze strony wielkiego biznesu. To on bowiem wypracowuje zysk. Tym samym Benedykt odrzuca absolutyzowanie zysku. Przykładem krytykowanego przez siebie postępowania czyni choćby praktykę przenoszenia produkcji w te rejony świata, gdzie siła robocza jest najtańsza. To bowiem odbywa się kosztem tych, którzy w wyniku takiego działania są zwyczajnie porzucani. Wielki kapitał, choć tak często mówi o etyce - co zauważa Papież - to jednak nie zawsze chce mieć jakiekolwiek zobowiązania wobec konkretnego człowieka. Tymczasem bez takiego związku chwalenie się etycznymi standardami nie będzie miało sensu większego niż tylko marketingowy. Jest to też papieska przestroga przed tym, by działań antykryzysowych nie rozpoczynać z definicji od redukcji zatrudnienia. Gdyby tak się jednak stało, to zawsze będziemy mieli do czynienia z degradacją człowieka i marnotrawstwem energii społecznych. - „Chciałbym przypomnieć wszystkim, a zwłaszcza rządzącym zaangażowanym w nadanie nowego kształtu ładowi ekonomicznemu i społecznemu w świecie, że pierwszym kapitałem, który należy ocalić i docenić jest człowiek, osoba, w swojej integralności. Człowiek bowiem jest twórcą całego życia gospodarczo - społecznego, jego ośrodkiem i celem” - pisze Ojciec Święty. Papież nie krytykuje kapitalizmu. Chce go jednak naprawić wszczepiając mu jak najwięcej moralności. Przeprowadza wywód tłumaczący, dlaczego poszanowanie człowieka jest tożsame z racjami ekonomicznymi. System nie będzie się rozwijał wykluczając po drodze kolejne ludzkie elementy. Jeśli będzie niemoralny, to stanie się niewiarygodny i nieakceptowany. W tym świetle obecny kryzys ekonomiczny to konsekwencja drogi jaką wybrał świat. Tę konsekwencję Benedykt wyjaśnia niemal od początku pontyfikatu. Lawina kryzysów doprowadziła do obecnego. A że poprzednie były niedostrzegalne? Może największym kryzysem świata jest to, że zapomniał o moralności i dobru wspólnym? Ludzkość zgubiła etyczną busolę w postaci chrześcijaństwa, więc nic już nie mogło powstrzymać jej przed niczym nieskrępowaną chciwością oraz hiperkonsumpcją bez ograniczeń i bez odpowiedzialności. W tym sensie kryzys w ogóle nie dziwi Benedykta. Stwarza mu za to okazję, by raz jeszcze zawołać o zgubnym wpływie egoizmu i samolubności. Człowiek nie może żyć z poczuciem, że wszystko mu się należy. Właśnie przemyślenia Papieża o wyborze przez człowieka grzechu i w konsekwencji tego popychania świata w przepaść wydaje mi się najoryginalniejszą częścią tej encykliki. Według Benedykta człowieka gubi jego dzisiejsze przeświadczenia o samowystarczalności i odrzucenie własnej niedoskonałości i naturalnych ograniczeń, a także wyrugowanie moralności z przestrzeni publicznej. W swojej encyklice Benedykt pisze do człowieka XXI wieku, choć wiernego świeckiego to często hedonisty. Dlatego w pewnym momencie swoich rozważań ludzki dramat chce zobrazować wyłącznie przez aspekt ekonomiczny. - „Przekonanie człowieka o tym, że potrafi usunąć zło obecne w historii jedynie dzięki własnym działaniom, skłoniła go do zrównania szczęścia i zbawienia z nieodłącznymi formami dobrobytu materialnego i działania społecznego. Następnie przekonanie o konieczności autonomii ekonomii, która nie powinna akceptować wpływów o charakterze moralnym, doprowadziło człowieka do nadużywania narzędzia ekonomicznego nawet w sposób niszczycielski”. Tak, to człowiek, jego wybory i pycha, a nie jakieś ogólne abstrakcyjne prawa ekonomii wywołały obecny kryzys - zdaje się mówić Benedykt. A skoro tak, to nie da się tego naprawić bez powrotu do tradycyjnego ładu etycznego. Rozwój ludzki widzi Papież wielowątkowo. To nie tylko miłość, ale i prawda. A prawdę objawia wiedza. W epoce stawiającej na kult wiedzy jest ona paradoksalnie w ocenie Papieża zagrożona. Dramatem społeczeństw jest zamykanie się na poznanie metafizyczne. W jaki sposób można dzisiaj pomóc człowiekowi - pyta Benedykt - nie dostrzegając jego potrzeb duchowych? I tak samo jak człowiek zepsuł ekonomię, tak samo przyczynia się do fałszowania prawdziwego poznania. Następca św. Piotra kwituje to następująco: - „Zbytnia wycinkowość wiedzy, zamykanie się nauk humanistycznych na metafizykę, opór w dialogu nauk z teologią, szkodzą nie tylko rozwojowi wiedzy, ale także rozwojowi narodów, ponieważ kiedy ma to miejsce, trudniej jest dostrzec całe dobro człowieka w różnych wymiarach, jakie je charakteryzują. Rozszerzenie naszej koncepcji rozumu i posługiwania się nim  jest nieodzowne, aby odpowiednio wyważyć wszystkie pojęcia związane z kwestią rozwoju i rozwiązania problemów społeczno - ekonomicznych”. I wreszcie środowisko naturalne. Być może niektórych zdziwi, że Papież w ogóle poświęca mu uwagę i w dodatku pisze o nim z wielką sympatią. Jest jednak Benedykt XVI ekologiem, bo widzi w naturze boskie stworzenie. Ale to stworzenie jest integralne i obejmuje człowieka i naturę - zawsze jednak dokładnie w takiej hierarchii. Nigdy więc nie będzie Benedyktowi po drodze z ekologicznymi terrorystami, a oficjalna walka o przyrodę może się odbywać z przemilczeniem papieskiego głosu. Komplementując naturę autor encykliki nie przepuszcza okazji, by zastanowić się nad brakiem logiki współczesnego świata. Nie godzi się na to by z jednej strony wzywał on do poszanowania środowiska naturalnego, podczas gdy z drugiej strony tworzy ustawodawstwo i zachowania, które nie szanują człowieka, mowa choćby o aborcji i eutanazji. Choć Benedykt nie szczędzi współczesności ciosów, to jednak pozostaje optymistą. Skoro bowiem uczynienie z ekonomii głównego odnośnika swoich zachowań i recepty na szczęście rozpada się na naszych oczach, a do poznania ludzkiego wnętrza nie wystarcza psychologia i neurologia, to jako Papież nie może dać on oryginalniejszej odpowiedzi ponad tą, że należy skierować się ku chrześcijaństwu. Stwierdza, że „Kościół nie ma do zaofiarowania technicznych rozwiązań i jest jak najdalszy od mieszania się do rządów państw”. Może tylko otoczyć człowieka miłością i mówić o nim prawdę. Dominik Wójcicki Źródło: http://wojcicki.salon24.pl/

Kryzys w polskim Kościele: równia pochyła?

W dzienniku "Rzeczpospolita" z 9 lipca 2009 roku ukazały się wyniki badań na temat "Rodzina – religia – społeczeństwo 2009". Są to kolejne badania na przestrzeni lat dotyczące religijności Polaków i po raz kolejny pokazują stopniową degradację życia duchowego. Co może na to wskazywać? Z wyników dowiadujemy się m.in., iż zaufanie dla papieża Benedykta XVI  jest mniejsze niż dla Jana Pawła II. Czy to świadczy o spadku religijności Polaków? Niekoniecznie. Jak wiadomo Polacy to naród sentymentalny i zawsze będą mieli więcej życzliwości i wyrozumiałości dla swojego rodaka niż dla innych, a będących na tym samym stanowisku. Jak sądzę więc, w tych 11 procentach, jakie dzieli obu papieży, znajdują się ludzie, którzy darzyli większym zaufaniem Polaka nie ze względu na swoją religijność, ale na zwykły sentymentalizm. Bo jakże wytłumaczyć nagły spadek religijności zmianą narodowości papieża (swoją drogą ciekawe jakie poparcie mieli papieże, którzy pełnili swój urząd przed Janem Pawłem II). Więc nie to jest powodem do zmartwienia ani symptomem spadku religijności Polaków, gdyż najwyraźniej była to religijność powierzchowna. Kolejna kwestia - spadek zaufania do polskich hierarchów i instytucji kościelnych. Szczerze mówiąc ja też nie ufam im bezgranicznie. Mam wrażenie, że cała działalność polskiego episkopatu ogranicza się do pisania listów pasterskich, nierzadko jałowych i pozbawionych treści. Do tego dochodzi brak jednoznacznego stanowiska w kwestiach, w których Kościół powinien zabrać głos lub niejednokrotnie nawet "zagrzmieć". Polscy biskupi działają tak, jakby bali się komuś narazić, i zapewne dlatego unikają kategorycznego stanowiska w niektórych sprawach, zaś ich zachowawcze wypowiedzi odnoszą wręcz odwrotny skutek. Przestali być autorytetem bo autorytet musi wypowiadać się jednoznacznie i stanowczo, a nie szukać pokrętnych odpowiedzi i mówić tak, żeby przypadkiem nikogo nie urazić... Przypuszczam, że i tym razem biskupi wykażą bierną postawę wobec kryzysu wiary jaki zaczyna się objawiać w polskim Kościele, albo - co wielce prawdopodobne - ograniczą się do napisania kolejnego jałowego listu. Żadnych konkretnych działań żeby coś zmienić, ożywić wiarę w Boga, pobudzić religijność. Ja im nie ufam ale nie oznacza to, że przechodzę kryzys wiary i sądzę, że wielu ludzi, których zaliczyć można do tzw.  wierzących i praktykujących, nie darzy jednocześnie polskich hierarchów bezgranicznym zaufaniem. Nie jest to jednoznaczne z kwestionowaniem nauczania Kościoła. To po prostu krytyka działań lub też ich braku, nad którą polscy biskupi przejdą zapewne do porządku dziennego. Nie rozumiem stwierdzenia: "Polacy nie odchodzą od wiary. Ubyło jednak osób wierzących na rzecz indyferentnych religijnie oraz tych, którzy deklarują przywiązanie do tradycji, ale nie są zdecydowani, jak się określić: czy są wierzący, czy niewierzący." Czy fakt, że wzrosła liczba obojętnych religijnie lub niezdecydowanych, czy wierzą czy nie, nie świadczy właśnie o odchodzeniu Polaków od wiary? Moim zdaniem jak najbardziej tak. Coraz mniej osób systematycznie chodzi do kościoła i - co gorsza - coraz mniej z nich się modli. I to, a nie co innego świadczy o stopniowej laicyzacji jaka zaczyna nas ogarniać. Ludzie, którzy się nie modlą a deklarują uczestnictwo we mszy świętej to ludzie, którzy tak naprawdę okazują tylko przywiązanie do tradycji niedzielnej mszy, a nie do wiary w Boga. Do tego dochodzi wybiórcze podejście do nauczania Kościoła w sprawach moralności. Niby wszystko akceptują ale już bez, na przykład, antykoncepcji żyć nie mogą. Według takich ludzi to Bóg powinien dostosować swoje prawo do kaprysu wiernych, a oni sami nie muszą się stosować do niewygodnych, "nieprzystających do dzisiejszych czasów" przepisów. Na szczęście to tylko część społeczności katolickiej w naszym kraju. Wierzę, że dopóki są jeszcze ludzie, którzy wierzą w Boga naprawdę i mają świadomość, że oddawanie mu czci i wypełnianie jego nakazów to jest ich obowiązek, a nie łaska, jaką Bogu wyświadczają, to kościoły w Polsce nie będą świecić pustkami. Wszak to On jest naszym Stwórcą i w całości zależymy i należymy do Niego. ISz foto: pliki.opoka.org.pl

Caritas in Veritate

7 lipca 2009 roku ogłoszona została nowa encyklika Papieża Benedykta XVI - "Caritas in Veritate". Poniżej publikujemy wybrane cytaty z tego ważnego dokumentu... "...przekonanie o konieczności autonomii ekonomii, która nie powinna akceptować <wpływów> o charakterze moralnym, doprowadziło człowieka do nadużywania narzędzia ekonomicznego nawet w sposób niszczycielski. W dłuższej perspektywie przekonania te doprowadziły do systemów ekonomicznych, społecznych i politycznych, które podeptały wolność osoby i grup społecznych, i które właśnie z tego powodu nie były w stanie zapewnić obiecywanej sprawiedliwości". caritas_in_veritate "Jeśli istnieje wzajemne i powszechne zaufanie, rynek jest instytucją ekonomiczną, która pozwala na spotkanie osób jako podmiotów ekonomicznych, które posługują się kontraktem jako regułą ich relacji i które dokonują wymiany dóbr i usług wymiennych między sobą, by zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia". "Społeczeństwo nie powinno się chronić przed rynkiem, tak jakby rozwój tego ostatniego pociągał za sobą ipso facto unicestwienie prawdziwie ludzkich stosunków". "Sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie neutralna, ani ze swej natury nieludzka i antyspołeczna". "...każda decyzja ekonomiczna ma konsekwencje o charakterze moralnym". "Trzeba zabiegać - a jest to istotne spostrzeżenie - aby nie tylko powstawały sektory lub działy <etyczne> ekonomii lub finansów, lecz aby cała gospodarka i finanse były etyczne". "Religia chrześcijańska oraz inne religie mogą wnieść swój wkład w rozwój pod warunkiem, że Bóg znajdzie miejsce również w sferze publicznej". "Prawdą jest bowiem, że największym bogactwem, które należy doceniać w krajach wspomaganych w rozwoju jest bogactwo ludzkie: jest to autentyczny kapitał, który trzeba powiększać, aby zapewnić krajom najuboższym prawdziwie autonomiczną przyszłość. Trzeba również przypomnieć, że w dziedzinie ekonomicznej zasadniczą pomocą, której potrzebują kraje znajdujące się na drodze rozwoju jest to, by zezwolić i sprzyjać stopniowemu wchodzeniu ich produktów na rynki międzynarodowe, umożliwiając im w ten sposób pełne uczestnictwo w międzynarodowym życiu gospodarczym. Zbyt często w przeszłości pomoce przyczyniały się do tworzenia tylko marginalnego rynku dla produktów tych krajów". "Korzystne dla rozwoju mogłoby się również okazać skuteczne zastosowanie tak zwanej pomocniczości fiskalnej, która pozwoliłaby obywatelom decydować o przeznaczeniu kwot z ich podatków przekazanych państwu". "Zawsze pozostaje aktualne tradycyjne nauczanie Kościoła, które proponuje rozróżnienie roli i funkcji między związkiem zawodowym i polityką". Wybrał: Piotr Toboła-Pertkiewicz Przeczytaj całą encyklikę w jęz. polskim...