Tag Archives: bezpieka

Wpływy mniejszości żydowskiej w Polsce na przestrzeni wieków – Michalkiewicz, Płużański, Żebrowski

Dlaczego niektórzy żydzi nie lubią Polaków, co kryje się za nazwą Zakonu Synów Przymierza, jak żydzi realizują swoje cele w RP, czym jest antysemityzm, dlaczego w III RP nie można prowadzić normalnej debaty o historii, jaki błąd popełnił prezydent Duda? To tylko nieliczne pytania, na które starali się odpowiedzieć, zaproszeni przez Bełchatowian dla Narodu, paneliści: Stanisław Michalkiewicz, Tadeusz Płużański i Leszek Żebrowski.

Stanisław Michalkiewicz o współpracy prof. Witolda Kieżuna z bezpieką

Stanisław Michalkiewicz mówi o tym, czy prof. Witold Kieżun rzeczywiście mógł współpracować z komunistyczną bezpieką. Fragment spotkanie ze znanym publicystą, które odbyło się w styczniu br. w Końskich.

„Resortowe dzieci” – Dorota Kania w Łodzi (15 stycznia 2014)

Spotkanie autorskie z Dorotą Kanią współautorką książki "Resortowe dzieci", zorganizowane przez Księgarnię Wojskową im. gen. Grota - Roweckiego w Łodzi.

Do Ruchu Narodowego: Strzeżcie się agentów!

Pan Jan Bodakowski, w swoim artykule opublikowanym niedawno na PROKAPIE - "Ruch Narodowy – czyli wiadomo, że nic nie wiadomo", dość dramatycznie oznajmił, że nie ma na kogo głosować. W stosunku do rodzącego się powoli Ruchu Narodowego wyraził zaniepokojenie: "Partia której nie ma, nie wiadomo czy będzie, a jak będzie to nie wiadomo jaka będzie".
Myślę, że w kwestii Ruchu Narodowego należy wykazać spokój i cierpliwość. Trzeba pozwolić mu się wykluwać. Może to zająć jeszcze jakiś czas, a może też nigdy się nie dokonać. Osobiście wolałbym tę pierwszą opcję, bo - póki co - również nie mam na kogo głosować. Uważam zresztą, że im dłużej potrwa budowanie Ruchu Narodowego tym lepiej. Wrogów bowiem wokół jest pełno, a lokują się oni w szeregach każdego gangu, który aktualnie zasiada w sejmie. W tygodniku "Do Rzeczy" ukazał się kilka tygodni temu bardzo ciekawy tekst Adama Tycnera "Agenci kradną tożsamość". Autor omawia w nim głośną ostatnio w Wielkiej Brytanii aferę dotyczącą inwigilowania przez tamtejsze służby specjalne różnych organizacji (przeważnie o lewicowym zabarwieniu, ale nie to ma w tym przypadku znaczenie). Okazuje się, że w drugiej połowie lat 60-tych powołano na Wyspach tajną komórkę, którą nazwano Special Demonstration Squad. Jej głównym zadaniem było kontrolowanie działalności - jak to określano - "antysystemowych ugrupowań". Agenci podkradali tożsamość zmarłych wcześniej osób, głównie dzieci z prowincji. Każdy policjant wyposażany był w odpowiednie dokumenty wystawiane na sfałszowaną tożsamość. Okazuje się, że przez kilka lat działalności skradziono tożsamość około 80 dzieci. Tajniacy przenikali do różnych organizacji wyrosłych na fali studenckich protestów z końca lat 60-tych czy tzw. rewolucji seksualnej, ruchów antyglobalistycznych itp. Sprawa się w końcu rypła po tym, gdy jedna z zakochanych lewackich aktywistek, została porzucona przez agenta, po którym ślad zaginął. Postanowiła go odnaleźć, mając jako drogowskaz jedynie jego imię i nazwisko. Gdy trafiła do małej miejscowości, z której jej ukochany rzekomo pochodził, okazało się, że osoba o tym imieniu i nazwisku nawet w niej mieszka, tyle że na cmentarzu, w grobie zmarłego przed laty ośmioletniego chłopca. Ale nie dramatyzm tej historii jest tu najważniejszy, nawet sama historia jest mało istotna. Chodzi o pokazanie, że w czasach pokoju służby specjalne "nie zasypiają gruszek w popiele" i też muszą coś robić. I skoro robią to w Wielkiej Brytanii to robią to pewnie również w III RP. Rodzący się Ruch Narodowy to idealny obiekt do tego, by objąć go kompleksową inwigilacją. I to jest największe niebezpieczeństwo, które może doprowadzić do unicestwienia tej szlachetnej inicjatywy zanim jeszcze na dobre się ona narodzi. Warto pamiętać, że powstanie nowej, znaczącej siły politycznej w III RP, a zwłaszcza takiej, która nosi charakter siły antyestabliszmentowej, nie leży w interesie tych, co na scenie politycznej brylują już od zarania "okrągłego stołu". Widać to aż nadto. Można by przekornie rzec, że wreszcie rodzi nam się oczekiwany kilka lat temu przez wielu Polaków tzw. PO-PiS. Mamy wreszcie koalicję obu partii. Tyle, że nie jest to koalicja dla dobra Polski, lecz by unicestwić Ruch Narodowy, ugrupowanie, które przynajmniej deklaruje, że chce uwolnić Polskę o okupującej ją okrągłostołowej bandy. Podczas debaty w Klubie Ronina, w której uczestniczył Jerzy Wasiukiewicz z Ruchu Narodowego oraz Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny PiS-owskiego organu "Gazeta Polska", szef "GP" kiedy tylko mógł starał się, rzekomo z troski, dyskredytować RN zarzucając mu m.in. tajemniczość. Że niby nie wiemy, z czym tak naprawdę mamy do czynienia, że RN to jakieś widmo i że właściwie nie wiadomo z kim rozmawiać i o czym. Aż nadto widać było, że ta troska jest podszyta fałszem. Bo wiadomo, dla redaktora Sakiewicza liczy się tylko PiS. Tylko partia Jarosława Kaczyńskiego może być alternatywą dla PO. Tyle tylko, że to alternatywa fałszywa. Pan Jan Bodakowski, we wspomnianym na wstępie tego artykułu tekście, niecierpliwi się, chciałby żeby Ruch Narodowy już się określił, już powstał. Ja mam inne podejście do tej kwestii. Zastanawiam się, czy najlepszą strategią nie byłoby przeczekanie jeszcze rok, może półtora. Czy nie lepiej byłoby powołać formalnie nowy byt polityczny na krótko przed kolejnymi wyborami, po to, by jego wrogowie mieli mało czasu na jego dyskredytację? Liderzy RN muszą zdawać sobie sprawę, że będą mieli przeciwko sobie nie tylko wszystkie partie, które żyją z grabieży podatników, największe media, które jeśli tylko chcą każdego mogą wdeptać w ziemię, jak również całą brukselską biurokrację, jeśli tylko RN zdecyduje się kwestię naszego członkostwa w UE postawić jednoznacznie, tzn. że "poza Unią też jest życie!"(na co zresztą gorąco liczę). No i oczywiście na karku będzie miał RN bezpiekę, która zapewne już wzięła się za rozpracowywanie nowego ugrupowania. Jak mawiał marszałek Piłsudski: "W czasach kryzysów strzeżcie się agentów". Wracając do Pana Bodakowskiego... Myślę, Panie Janku, że nieco więcej cierpliwości nie zaszkodzi... Co do mnie, to nie obiecuję sobie nie wiadomo czego. Tyle już politycznych rozczarowań przeżyłem, że sam się sobie dziwię, że cokolwiek jeszcze mi się chce, nawet na niwie tego skromnego publicystycznego poletka, które uprawiam. Kto wie, być może agenci już opanowali Ruch Narodowy i w odpowiednim momencie zrobią wszystko, by go skompromitować, więc cała nasza troska, nasze oczekiwanie warte są funta kłaków. I przy okazji kolejnych wyborów pozostanie nam długa wycieczka rowerowa, rozpoczęta przed otwarciem lokali wyborczych a zakończona po ich zamknięciu. Ale póki co - nie przesądzajmy. Dajmy czas sobie i nowej politycznej inicjatywie. Bo to, że tylko COŚ nowego może rozbić to szambo zwane III RP, nie ulega wątpliwości. Paweł Sztąberek Foto.: JB

Stanisław Michalkiewicz: Czy można pokonać bezpieczniackie watahy?

21 września 2012 roku Stanisław Michalkiewicz gościł w Piotrkowie Trybunalskim, w auli I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego. Tematyka spotkania była różnorodna, nie zabrakło m.in. odniesień do aktualnej sytuacji w Polsce i na świecie. Będziemy Państwu sukcesywnie prezentować fragmenty zapisu wideo z tego spotkania. Dziś o tym, czy można pokonać bezpieczniackie watahy i dlaczego na Węgrzech bezpieka stanęła przy narodzie? Wkrótce m.in. o sporze Balcerowicz - Rostowski.

Grzegorz Braun: układ wrocławski i stajnia Schetyny

19 lutego 2011 roku, na antenie TV TRWAM i Radia Maryja, gościł Grzegorz Braun. Znany reżyser mówił m.in. o sytuacji politycznej we Wrocławiu, o tzw. układzie wrocławskim. Obszerną część swojego wystąpienia Braun poświęcił obecnemu marszałkowi sejmu, Grzegorzowi Schetynie oraz jego środowisku, określanemu przez Brauna mianem "stajni Schetyny".     Zapraszamy do obejrzenia tej części spotkania z Grzegorzem Braunem, które miało miejsce w TV TRWAM. Obraz Wrocławia przedstawiony przez gościa stacji oo. Redemptorystów, powiązania byłych SB-ków z przedstawicielami obecnej władzy, bardziej przypomina sycylijskie, mafijne Palermo, aniżeli wzorcowe miasto w sercu Europy. Obejrzyj spotkanie z Grzegorzem Braunem... Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Geremek TW?

"Bronisław Geremek był w latach 60. zarejestrowany jako tajny współpracownik służb specjalnych PRL" - taką informację podaje dzisiejsze wydanie portalu FRONDA.PL. "W informacji o Bronisławie Geremku z komputerowego zbioru danych byłej Służby Bezpieczeństwa (ZSKO), która powstała w 1988 roku, znalazł się zapis mówiący o zarejestrowaniu byłego szefa MSZ jako tajnego współpracownika" - dodaje FRONDA.PL. Według portalu, do rejestracji profesora mogło dojść w czasach, gdy pracował on naukowo poza granicami Polski. Geremek taką pracę wykonywał w latach 50-tych i 60-tych. Pracował m.in. w USA i we Francji. Według FRONDY, zerwanie współpracy mogło nastąpić w 1969 roku. "Na dzień dzisiejszy w archiwach IPN-u nie odnaleziono żadnych materiałów dotyczących rodzaju ewentualnej współpracy Geremka ze służbami specjalnymi komunistycznej Polski. Nie ma wzmianki o dacie oraz okolicznościach jego zarejestrowania, ani o przebiegu ewentualnej współpracy. Jak tłumaczy portalowi Fronda.pl jeden z historyków znających akta SB, w IPN nie zachowały się prawie żadne wzmianki dotyczące Bronisława Geremka, które zostałyby wytworzone przed rokiem 1968. - To wygląda tak jakby ktoś metodycznie, profesjonalnie wykasował wszystko na jego temat – mówi anonimowo. Jedną z ostatnich nadziei w tej sprawie historycy pokładają w odtajnieniu akt rezydentury Departamentu I MSW w Paryżu (aktualnie w zbiorze zastrzeżonym IPN), w której powinny być wymienione wszystkie osobowe źródła informacji będące w dyspozycji wywiadu" - czytamy na FRONDA.PL. Przypomnijmy, że Bronisław Geremek należał do krytyków lustracji. W 2007 roku, jako poseł do PE, odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego wymaganego przez ustawę. Geremek zginął w wypadku samochodowym w lipcu 2008 roku. P.

Czy Bartoszewski konsultował z Moskwą obsadę polskich ambasad?

Takie pytanie rodzi się po wysłuchaniu wywiadu jakiego Piotr Jegliński, wydawca, emigracyjny działacz opozycji w czasach PRL, udzielił Krzysztofowi Skowrońskiemu z Radia WNET w dniu 5 stycznia 2011 roku. Sprawa dotyczy konkretnie Tomasza Turowskiego, do niedawna wysokiego urzędnika ambasady polskiej w Moskwie, który okazał się wieloletnim agentem służb specjalnych PRL. Jegliński, który przed laty dobrze znał Turowskiego, ujawnia interesujące fakty z jego życia. M.in. ten, że Turowski wstąpił do zakonu Jezuitów, a następnie znalazł się w Watykanie, gdzie był bezpieczniacką wtyczką. „Zastanawiam się, jak to jest, jak człowiek może prowadzić tak dwoiste życie... Nie zapominajmy, że on wstąpił do Jezuitów już jako oficer służb i 10 lat przebywał w tzw. wrogim sobie otoczeniu. To jest niepojęte. Rozumiem, można wejść do jakiejś partii politycznej, udawać, że się jest lewicowcem czy prawicowcem, ale 10 lat brać udział w obrzędach religijnych... To chyba jest bardzo trudno. Trzeba chyba mieć bardzo pokręconą psychikę żeby tak grać tyle lat” - mówi Jegliński w wywiadzie z Krzysztofem Skowrońskim. Piotr Jegliński przytacza jeszcze jeden interesujący epizod z życiorysu Turowskiego, mianowicie z okresu, gdy Turowski miał zostać w 2001 roku ambasadorem na Kubie. „Tomasz Turowski, żeby wejść do MSZ posługiwał się zręcznie różnymi ludźmi, którzy lobbowali na jego rzecz (...) On to robił doskonale. W ten sposób wszedł pierwszy raz do MSZ, przebywał w Moskwie jako zastępca ambasadora kilka lat, po czym, ni stąd ni zowąd, znalazł się na stanowisku ambasadora na Kubie w 2001 roku”. Jegliński cytuje fragment rekomendacji z 28 marca 2001 roku, jaką Turowskiemu wystawił Władysław Bartoszewski, wówczas minister spraw zagranicznych. Jegliński twierdzi, że dla niego tekst owej rekomendacji jest niezwykle wstrząsający: „Chciałbym zaznaczyć – twierdzi Bartoszewski w rekomendacji – że moja decyzja jest przemyślana. Brałem pod uwagę stanowisko administracji waszyngtońskiej i Watykanu. Zależało nam na tym, aby stanowisko ambasadora RP w Republice Kuby powierzyć człowiekowi, który może przyczynić się do nowego otwarcia między innymi przez kontakty kościelne, które na Kubie zaczynają odgrywać istotną rolę dla Fidela Castro. (...) Kandydat ma doświadczenie jeśli chodzi o proces transformacji na terenie postradzieckim. Był wysoko oceniany rzez naszych partnerów rosyjskich, o czym wiem drogą nieoficjalną. Jest to nie najgorsza referencja dla Polaka udającego się na Kubę”. Jegliński zauważa: „Ten tekst przypomina XVIII wiek... Chciałbym wiedzieć, co to są te nieoficjalne kanały, że minister jednego kraju konsultuje się z obcym mocarstwem w sprawie wysłania kandydata na ambasadora na Kubę?” – pyta Jegliński wywiadzie dla Radia WNET. Przypomnijmy, że Tomasz Turowski został skierowany do ambasady w Moskwie w lutym 2010 roku, żeby przygotować wizyty Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. W momencie katastrofy samolotu, którym prezydent Kaczyński z polską delegacją leciał na uroczystości, Tomasz Turowski znajdował się na lotnisku w Smoleńsku. PSz Foto W. Bartoszewskiego z http://freeisoft.pl

Ksiądz Małkowski – wróg

Po wywiadzie udzielonym przez ks. Małkowskiego serwisowi Prokapitalizm.pl liczni komentatorzy wysyłają autora wypowiedzi a i publikujących wywiad do psychuszki – tak po sowiecku. Roi się od zarzutów tym częściej im więcej mediów podaje - z różnym komentarzem - informacje o tej rozmowie. [caption id="attachment_10595" align="alignright" width="150" caption="Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz"]Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz[/caption] Generalnie zarzuca się mu samo to, że „można tak uważać”. To podobne do oburzenia na film-reportaż Solidarni 2010. To prawdziwy skandal, że wszyscy nie uważają tak samo jak chce np. chwilowo oddelegowana do rządzenia formacja czy redakcja którejś z gazet. A przecież „wiadomo”, że po pierwsze Rosja okazała, jak to przyjaciele, wszelką pomoc (nawet po paru miesiącach obiecała, że okryje i ogrodzi resztki rządowego, polskiego samolotu zamiast go zwrócić właścicielowi!), a po drugie, że „Polska zdała egzamin” i nawet już między oknami wisi kamienna tablica informująca, że wielu ludzi stało w stolicy na ulicy. Szczęśliwie dla obiektywizmu w ocenie bieżących działań nigdy nie byłem fanem polityki zmarłego prezydenta i jego partii, a nawet uważałem ją za wysoce szkodliwą. I tak jak przy poprzedniej tu zadumie nad „kwestią krzyża” tak i teraz dumając nad prawem do wypowiadania opinii przez ks. Małkowskiego trafiłem na znanego historyka, pana Cenckiewicza. To co znalazłem jest o tyle ciekawe, że czasami zmieniają się znacząco scenografie państw i ustrojów, ale metody zmieniają się niewiele. Dobrze to zobaczyć by o tym pamiętać. Opowiem to tak... Ks. Józef Nowakowski prowadził oddział Prymasowskiego Komitetu Pomocy dla Osób Represjonowanych. Po uprowadzeniu ks. Jerzego Popiełuszki – przyjaciela ks. Małkowskiego – agent SB, wyniesiony w awansach ksiądz, za SB-ckie pieniądze zwrócił uwagę oficerowi prowadzącemu na niepokojącą propozycję i wystąpienie ks. Józefa Nowakowskiego: „wymieniony zapowiedział, że przygotuje pismo do miejscowych władz o zezwolenie na postawienie krzyża w miejscu porwania ks. Popiełuszki w Górsku. Dokument ten mają podpisać wszyscy księża z Torunia. W przypadku, gdyby władze nie wyraziły zgody – zdaniem ks. Nowakowskiego – krzyż należy postawić nielegalnie, a gdyby został on usunięty, należy postawić kolejny.” [caption id="attachment_10596" align="alignleft" width="150" caption="Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz"]Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz[/caption] Tak to było niegdyś. Księża stali na czele akcji stawiania krzyża, a jak się władza nie zgodzi – to nielegalnie. A jak usuną – to postawimy kolejny. No, ale to była zła władza i chodzące ekspozytury Watykanu. Nie to co władza demokratyczna teraz – krynica dobroci i miłości. Agent ten – jeszcze niedawno (czy i obecnie?) ulokowany na wyżynach stanowisk diecezji gdańskiej - przekazał w tym samym czasie informacje o autorytecie, jakim w Warszawie cieszy się przyjaciel ks. Jerzego – ks. Stanisław Małkowski, bohater najnowszych wydarzeń i tej refleksji, którego określił mianem człowieka o „silnym sfanatyzowaniu religijnym, wroga socjalizmu, pragnącego podzielić los ks. Popiełuszki”. I tak się złożyło po latach, że ten „wróg socjalizmu” znalazł obecnie miejsce na wypowiedź dla portalu Prokapitalizm.pl... Agent, których obecnie z pewnością żadna z wielu służb zatrudniających ponoć łącznie ok. 100 tysięcy samych funkcjonariuszy nie ma…, nie odpuścił zleconej sprawy. Nadzorował bieg wydarzeń w sprawie inicjatywy pomnikowej ks. Nowakowskiego. Interesował się miejscem ustawienia pomnika i jego kształtem. Dostał rozkaz by wejść w skład komitetu budowy pomnika powołując się na swoje kompetencje z zakresu sztuki sakralnej. Miał odpowiednio wpłynąć na zmianę projektu, a przede wszystkim rozmiaru pomnika. Pomnik życzeniem SB miał być niski, bo jak już obecnie wiemy od afgańsko-angielsko-amerykańsko-polskiego mistrza elegancji Radka Sikorskiego: „można być niskim, ale nie małym”. [caption id="attachment_10597" align="alignright" width="150" caption="Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz"]Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz[/caption] Przy stosownej okazji agent w sutannie czy już garniturku a`la „zachodni” ksiądz oświadczył, że nie wyobraża sobie w lesie pomnika o wysokości 20-metrowej. Dodał, że właściwa ekspozycja takiego dużego obiektu wymaga odpowiedniej przestrzeni, co w konkretnej sytuacji będzie wymagało wycięcia znacznego obszaru lasu i jest sprawą wątpliwą, czy na taką koncepcję wyrażą zgodę władze. Jak przystało na opłacanego pachołka służb, kiedy w ciągu kilku tygodni zmienił się nieco projekt pomnika, który miał przedstawiać ks. Popiełuszkę przypominającego Chrystusa Frasobliwego, agent w sutannie znów zareagował „fachową” poradą. Zauważył, że postać Chrystusa Frasobliwego na Pomorzu jest mało znana, nie ma tradycji i dlatego jego zdaniem bardziej właściwa byłaby inna koncepcja, np. Matki Boskiej opłakującej śmierć syna. Zwyciężyła wersja pomnika – upadającego krzyża oddalonego od drogi i schowanego nieco w lesie. Ani nawet „kamulków” przywiązanych u stóp krzyża – nic odważnego. Nie to co teraz: bagnety sowieckie wychodzące z ziemi w Ossowie na zlecenie władz w Polsce... Na wieczną cześć i chwałę najeźdźcom spod czerwonej gwiazdy, albo wg wersji Rady Ochrony Pamięci (sic!) Walk i Męczeństwa (Bartoszewski – austriacki nekrofilolog i Kunert) spod  krzyża prawosławnego. Jak w sowieckim dzienniku „PRAWDA”, w którym wszystko było kłamstwem. Gorliwy agencik, ksiądz donosiciel, odrysował i przekazał bezpiece szkic upadającego krzyża. Droga do jakiegoś upamiętnienia miejsca porwania ks. Popiełuszki była jednak jeszcze długa. Władze nie chciały w tym miejscu jakiegokolwiek symbolu, który przypominał o tej zbrodni. Dlatego też „nieznani sprawcy” niszczyli okalające szosę krzyże i kwiaty. [caption id="attachment_10598" align="alignleft" width="150" caption="Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz"]Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz[/caption] Teraz takie rzeczy robi się nadal, w nocy. Tyle, że żyjemy w wolnym kraju więc nie tam żadni nieznani sprawcy, tylko oddelegowane oficjalnie służby mundurowe i odziane cywilnie, a i przodownicy pracy „społeczeństwa obywatelskiego” podają imię i nazwisko i występują w mediach jako organizatorzy „spontanu”. Jak na tak odległe wydarzenia zaskakująco podobne metody, prawda? „Nawet nie czuję do nich złości. Czuję tylko jakiś żal. Jak tak można, w tej samej Ojczyźnie. Czy to są jeszcze Polacy? Czy można tak się zaprzedać?” – pisał w swoim dzienniku ks. Jerzy Popiełuszko w styczniu 1984 r. Czy i tym razem ks. Małkowski zostanie oddelegowany na cmentarz na Wólkę Węglową czy laska pasterska i kij poślą gdzieś głębiej? Czy przypuszczenia i tezy zawarte w wywiadzie znajdą zaprzeczenie w dowodach? Czy tak obrazoburcze przypuszczenia i tezy wolno stawiać głośno i publicznie? Te o locie podpitych samobójców rozkazujących walić debeściarsko w ziemię z maksymalną prędkością na złość partii rządzącej i Rosji, żeby tylko popsuć stosunki przyjacielskie – wolno. A inne, spowodowane wirusem smoleńskim, „rusofobiczne”, „antyrządowe” i „propisowskie” czy mówiące o krzywoprzysięstwie prezydenta i jego ekskomunice? Obowiązuje jeszcze artykuł 54 konstytucji różowo-czerwonej koalicji brzmiący wielkodusznie: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”? Póki obowiązuje – wyrażajmy, pozyskujmy i rozpowszechniajmy. Na różne tematy. Byle ku prawdzie. Stąd zapewne oddanie głosu silnie oddanemu religii, wrogiemu socjalizmowi i pragnącemu umrzeć za wiarę księdzu. Swoją drogą – przypadki tak charakteryzowanych księży jeszcze istnieją? Wojciech Popiela Foto. PSz