Tag Archives: chciwość

Gordon Gekko przechodzi na jasną stronę mocy

Karol Marks stwierdzając w XIX wieku, że kapitalizm streszcza się jedynie do wyzysku, na wiele lat zablokował wszelkie dywagacje w tym temacie. Tocząca się historia pokazuje, że od tego momentu kapitalizm nigdy nie cieszył się entuzjazmem i nigdy też nie miał dobrego pijaru.

Ekonomia według Jezusa

Należy podejmować próby mnożenia kapitału, ale gromadzenie pieniędzy nie może przysłaniać spraw najważniejszych – uczył niemal dwa tysiące lat temu Jezus z Nazaretu.

Zekonomizować masy

Krytykowanie kapitalizmu, który rzekomo z samej istoty opiera się na chciwości i idącej z nią w parze niemoralności, stało się najbardziej lotną odmianą populizmu. Lwia część społeczeństwa nie rozumie jednak co tak naprawdę konstytuuje będący jego podstawą „wolny rynek”. Mimo to, wini go za wszelkie ekonomiczne klęski, obecny kryzys oraz „niskie” zarobki. I jest to paradygmat naprawdę bardzo szkodliwy.
Z czego to wynika? Dlaczego Polacy tak często lżą kapitalizm? Źródło takich zachowań leży u podłoża kultury, która kształtowała się w nas – jako narodzie - przez cały okres trwania PRL-u. Wciąż uważamy, że „wszyscy mamy równe żołądki”, a wolny rynek w połączeniu z napędzającą się dzięki niemu globalizacją tworzy coraz większe wyrwy w dochodach, i nie potrafimy tego zaakceptować. Oczywiście patrząc z perspektywy ludzi, dla których kapitalizm „się nie sprawdził”, bo nie udało im się najzwyczajniej wzbogacić. Czy to z powodu pecha, czy z braku umiejętności. Z drugiej strony, to właśnie wywiedzione z Oświecenia idee wolności gospodarczej dały upust naszej „bizantyjskiej kulturze”. Rzesze Polaków, wbrew Michael’owi Moore’owi, uważają kapitalizm za prawdziwe love story i trudno im się dziwić. Właśnie dzięki niemu mogli efektywniej spożytkować swoją nieprzeciętną wiedzę i zdolności. Mówiąc krótko, osiągnąć sukces, za który zostali sowicie wynagrodzeni. „Sprawiedliwość społeczna” Jak ujął to w możliwie najbardziej przekonujący sposób odnosząc się do największych umysłów w historii ludzkości Milton Friedman: - Ich osiągnięcia były pochodną geniuszu osobowości lub twardych i niekonwencjonalnych poglądów kwitnących w klimacie społecznym akceptującym różnorodność i nietuzinkowość. Nie pochodną wykorzystywania słabszych, którzy w darwinistycznym wyścigu znajdowali się na z góry przegranych pozycjach, a dokładnie odwrotnie – czyniąc to w ich interesie. Antycypując przyszłą podaż, której emanacją są zawsze przyszłe, czekające na zaspokojenie ludzkie potrzeby i zachcianki. Kłopot w tym, że aby spojrzeć na to z tej strony – a nie z perspektywy tych, którzy na kapitalizm patrzą jak na sumę zysków i strat, a w ludziach zarabiających ponadprzeciętnie widzą wyzyskiwaczy i oszustów – trzeba by opuścić pewien wykreowany przez socjalistyczną inżynierię społeczną paradygmat „sprawiedliwości społecznej”. Swego rodzaju egocentryczny sposób myślenia, ukazujący „kapitalistę” jako tego znienawidzonego prywaciarza żerującego na masach pracujących. Prawda jest jednak taka, że to właśnie ta jednostka, a nie masy pracujące tworzą wartość dodaną dla całego społeczeństwa. To dzięki takim osobom – odnosząc się do analizy Roberta Gordona – nasza cywilizacja doznała trzech wielkich rewolucji, które odpowiadały niemal za cały rozwój zachodniej cywilizacji (rewolucji technologicznej 1750 roku związanej z maszynami tkackimi oraz transportem oceanicznym, rewolucji przemysłowej przełomu XIX i XX w. oraz rewolucji technologicznej, której początek datowany jest na rok 1960). Na kursach podstaw ekonomii naucza się, że środkami produkcji są: ziemia, kapitał i praca. Zgoda. Tym jednak, co „robi różnicę”, daje ogółowi pewien awantaż na przyszłość i przyczynia się do rozwoju cywilizacji, a co za tym idzie szybkiego wzrostu gospodarczego, jest kapitał ludzki. A mówiąc ściślej, to co wypływa z ludzkiego umysłu i serca, oraz zmienia materię wokół niego, omijając przy tym zastane szablony, tworząc nowe, lepsze szablony, które będą wykorzystywane przez ludzi do czasu kolejnego bardziej wydajnego pomysłu. Natomiast co do wyzyskiwania pracowników i wspomnianego marksistowskiego paradygmatu: już Joseph Schumpeter starał się wskazać, że kapitaliści to nie „łowcy kapitału, ile zakładnicy kapitału”, tj. żeby zdobyć kapitał, muszą najpierw pewien kapitał zainwestować. Muszą zasiać, żeby zebrać. Dawać, żeby zabrać… Polacy jednak wciąż nie chcą przyjąć tego do wiadomości. Antyteza chciwości Co gorsza, nie nauczyli się myśleć długofalowo i z rozmachem, co dla tworzenia „wartości dodanej” stanowi swoiste conditio sine qua non. Perspektywicznego myślenia najlepiej uczy zaś wolny rynek, którego w Polsce po prostu zabrakło. Dwadzieścia lat nie wystarczyło, by zaaklimatyzować się w nowej skomplikowanej rzeczywistości. O tym wszystkim w wywiadzie udzielonym niegdyś "Forbesowi" szalenie ciekawie opowiada prof. Jacek Kochanowicz, kierownik Katedry Historii Gospodarczej UW. "W Polsce nie było dwóch typów instytucji, które zmodernizowały najpierw Europę, a potem Amerykę, tj. kapitalizmu i państwa. [...] W XIX wieku szlachta uważała kupczyków za gorszy gatunek ludzi. Niechętni mu byli romantycy. Po II wojnie światowej większość była za socjalizmem demokratycznym i socjalistyczną gospodarką rynkową. Nawet Solidarność była tylko za rynkiem, ale nie za prywatną własnością". Słowem NSZZ walczyły o „socjalizm z ludzką twarzą”. "Międzywojenny [natomiast] okazał się za krótki, żeby nowoczesnego państwa porządnie się nauczyć". To dlatego Polacy nie inwestują, nie mają bladego pojęcia o rynkach i możliwościach pomnażania kapitału, co między innymi miało swój wpływ na sprawę Amber Gold. Wracając jednak do myśli przewodniej, kapitalizm - przede wszystkim (z góry przepraszam za niebywały wręcz truizm) - nie jest dla leni. Pracowitość to jego synergia i podstawowy fundament. Oczywiście możemy sobie mniemać, że jesteśmy wyjątkowi i coś po prostu nam „się należy”. Wolny rynek nie toleruje jednak wywiedzionych z socjalizmu roszczeniowych postaw. Jak pisał Adam Smith – to zresztą najbardziej znany cytat z mistrza - stopa życiowa zależy od "umiejętności, sprawności i znawstwa, z jakim swą pracę zazwyczaj wykonywa". By stawać w rynkowe szranki trzeba się nieustannie doskonalić. I właśnie Schumpeterowska twórcza destrukcja jest najważniejszym przesłaniem kapitalizmu. To bowiem innowacyjność pcha świat naprzód. Dzięki niej ludzie są w stanie nawzajem zaspokajać swoje potrzeby. Na tym też polega moralna podstawa ustroju opartego ma wolnej konkurencji i prawie własności i nie ma w tym nic niegodziwego. To antyteza chciwości! (Mówiąc nawiasem koncepcja „niewidzialnej ręki” nie odnosiła się w swym założeniu do, jak się powszechnie sądzi, samorzutnego mechanizmu sterującego rynkiem. Stanowiła – mówiąc językiem współczesnym - koncepcję społecznej odpowiedzialności biznesu). Awangarda postępu Dzięki wolnemu rynkowi co rusz powstają bardziej skomplikowane wynalazki, które napędzają wzrost gospodarczy. Konkurencja jest zaś wyłącznie katalizatorem tego prorozwojowego procesu. Jak wskazuje Alan Greenspan "problem w tym, że dynamika stojąca za kapitalizmem (…) ściera się z ludzkim pragnieniem stabilizacji i pewności". Rzecz prosta, im większy poziom konkurencji, tym większy stres dla uczestników rynku. Im większa rywalizacja, tym większy postęp technologiczny, coraz bardziej efektywna eksploracja przeróżnych nisz, a co za tym idzie częstsza zmiana technologii i urządzeń, do których obsługi potrzeba coraz lepiej wykwalifikowanych pracowników, którzy oczywiście, ze względu na nienadążającą podaż, są odpowiednio coraz lepiej opłacani. A w rezultacie – coraz powszechniej występujące poczucie niesprawiedliwej dystrybucji dóbr. Pole do popisu mają tutaj wszelkiej maści socjaliści i reprezentowane przez nich stronnictwa, które mimo że tytułują się mianem nowoczesnych lub „modernizacyjnych”, dawno wypadły z awangardy postępu, zapominając że dziś ich grupa docelowego elektoratu, czyli wielkoprzemysłowi robotnicy, dzięki wolnemu rynkowi korzystają z imponującej siatki bezpieczeństwa w postaci bardzo wysokich odpraw czy prawa do akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw. Innymi środowiskami, będącymi w dużo gorszej kondycji, dajmy na to takimi jak taksówkarze czy pracownicy dyskontów, lewica z kolei po prostu omieszkała się zainteresować, pozostawiając ich związkom zawodowym, a więc produktom… kapitalizmu właśnie. Czyżby ludziom, którzy po całych dniach dyskutują o problemach klasy robotniczej a nie potrafią odróżnić młotka od hebla, zabrakło altruizmu? Pozostawmy to do oceny każdemu czytelnikowi z osobna. Ekonomizacja mas My zaś poprzestańmy na dość banalnej konkluzji. W polskiej debacie publicznej  szeroko rozumiana ekonomia zajęła ostatnio poczesne miejsce. I bardzo dobrze. Problem w tym, że jeśli nie wyjdziemy z roszczeniowego paradygmatu „sprawiedliwości społecznej”, chwytliwe, odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki słowa polityków o wtórnym podziale dóbr dalej będą budziły pozytywne reakcje wśród większości wyborców. Jedynym sposobem na opuszczenie tego destrukcyjnego sposobu myślenia jest zaś ekonomizacja mas - coś na kształt idei „polityzacji mas” - którą osiągnąć można wyłącznie dzięki pracy u podstaw, „organicznikowstwie” niezależnych ekonomistów polegającym na zwiększaniu społecznej wiedzy na temat ekonomii i jej podstawowych praw. Tylko na jej skutek, za jakiś czas, głównym tematem debat gospodarczych w Polsce może być już nie redystrybucja dochodów a przywilejów...  Michał Wołangiewicz Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Tekst ukazał się pierwotnie w oficjalnym magazynie Uniwersytetu Wrocławskiego „Uniwersal.info”

Dobra i zła chciwość

Tematem dzisiejszej ewangelii (XVIII Niedziela Zwykła C – 04.08.2013Koh 1,2;2,21-23; Ps 95,1-2.6-9; Kol 3,1-5.9-11; Łk 12,13-21) jest chciwość. Jezus ostrzega swoich uczniów przed nieumiarkowanym posiadaniem dóbr ziemskich słowami: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia” (Łk 12,15).
Wprowadzeniem do przypowieści o bogaczu, której Jezus używa do zilustrowania problemu chciwości, jest scena mówiąca o sporze w sprawie majątku. Perspektywa otrzymania spadku wyzwalała u Żydów zawsze wiele emocji, gdyż w prawie mojżeszowym pierworodny syn otrzymywał zawsze podwójną cześć wszystkiego. Jezus nie daje się jednak sprowadzić tylko do arbitra w sprawach majątkowych i ukazuje nam rozwiązanie problemów ziemskich w kontekście zbawienia i życia wiecznego. Prawdziwe rozwiązanie tego problemu leży w wolności w stosunku do rzeczy materialnych. Rzeczy nie mają same w sobie wartości. To człowiek nadaje im wartość. Nie mają żadnego znaczenia w wieczności, ale mogą pomóc lub przeszkodzić w zdobyciu królestwa Bożego. Jak więc zdobywać i gromadzić dobra ziemskie, które ze swej natury są nietrwałe i przemijające, by nie utrudniły naszego zbawienia i uświęcenia? Wszystko było bardzo dobre Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie ma nic złego w posiadaniu dóbr materialnych. Ludzie potrzebują rzeczy do przetrwania i rozwoju. Człowiek nie może nimi pogardzać, gdyż wszystko, co Bóg stworzył było dobre. Potwierdza to Księga Rodzaju: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31). Tomasz z Akwinu (†1274) podkreślał konieczność zapewnienia materialnych warunków dla rozwoju duchowego. Twierdził on, że ich niedostatek wiąże się z niebezpieczeństwem oderwania człowieka od jego właściwego powołania i sprowadzenia go do istoty czysto biologicznej. Cywilizacja przemysłowa przyniosła wiele dobrego rozwojowi człowieka i całych społeczeństw. Dzięki niezależności materialnej i wyzwolonej przez nią możności zaspokajania niezliczonych potrzeb egzystencjalnych, ludzie mają szansę odczuwać potrzeby związane raczej z ludzkim „być” niż „mieć”. Przywiązanie i skala wartości Z dobrami materialnymi nie powinna nas wiązać uczuciowa więź, gdyż uczucia mogą zaprowadzić nas na manowce. Nasz stosunek do rzeczy materialnych musi być uporządkowany i racjonalny. Nieuporządkowane pragnienia zniewalają człowieka. Seneka (†65), rzymski filozof i wyznawca stoicyzmu, zwykł mawiać: „W domu mądrego rzeczy pozostają na służbie, u głupca zaś zajmują miejsce na tronie”. Uporządkować, to znaczy poustawiać rzeczy w odpowiedniej kolejności, a to możemy uczynić tyko wtedy, kiedy będziemy posiadać odpowiednią skalę wartości i obrany cel działania. Dotykamy tutaj świata rzeczy materialnych i wchodzimy w dziedzinę ekonomii. Ludwig von Mises (†1973), austriacki ekonomista i filozof twierdził, że człowiek w działaniu kieruje się własną skalą wartości przy podejmowaniu decyzji. Na podstawie tej skali zaspokaja najpierw potrzebę o najwyższej wartości. Powstaje jednak pytanie: jak zbudować taką własną skalę wartości, aby całego życia nie sprowadzić do wymiaru czysto materialnego? Wszystko zależy od celu działania. Wszelkie działanie człowieka jest celowe. Celowość działania wynika z warunków wstępnych ludzkiego działania. Człowiek działający pragnie zastąpić mniej zadowalający stan rzeczy bardziej zadowalającym. Problem polega na tylko na tym, co staje się celem w naszym życiu. Człowiek może posiadać tylko jeden cel. Przypomina nam o tym Jezus: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie (Mt 6,24). Zysk Każdy człowiek może wybrać własny cel, do którego może zmierzać w danym mu przez Boga czasie. I człowiek wybiera taki cel, co do którego jest przekonany, że da mu największy zysk i unika wyboru tych, które przyniosłyby mu stratę. Taka jest natura człowieka. W kategoriach zysku i strat myśli nie tylko wtedy, gdy prowadzi przedsiębiorstwo lub kupuje na wolnym rynku towary, ale od takiego sposobu myślenia nie może się uwolnić nawet wtedy, gdy w rachubę wchodzi wybór ostatecznego celu, czyli życia wiecznego. Święty Paweł w Liście do Filipian pisze, że „to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę” (Flp 3,7). Każde ludzkie działanie ma na celu osiągnięcie zysku i dlatego trudno wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie mogliby funkcjonować na innych zasadach. Myślenie w kategoriach zysku nie powinno być błędnie utożsamiane z pogonią za bogactwem. Święty Paweł napisał: „[…] korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami” (1 Tym 6,10).  Musimy jednak pamiętać, że każde ludzkie działanie ma swój koszt i zysk, ale alokacja środków do celów zależy tylko od człowieka podejmującego działanie. Własność prywatna Niektórzy komentatorzy dzisiejszej przypowieści o bogaczu próbują sugerować, że własność staje się częstokroć okazją do chciwości i jest to dla nich pretekstem do kwestionowania samego prawa własności. Taki sposób myślenia Mises uważa za niewłaściwy, gdyż jego autorzy nie dostrzegają znaczenia sił, które potępiają jako niemoralne funkcjonowanie rynku. Rynek nie ma do czynienia z jednostkami idealnymi i musi brać pod uwagę człowieka takiego, jakim on jest. Mises twierdzi, że użyteczne towary powstają tylko w następstwie pracy nakierowanej przez ludzki umysł na określony cel. Zastąpienie chęci zysku tak zwanymi motywami moralnymi doprowadziłoby do załamania się systemu cen i w konsekwencji pogorszenia warunków gospodarczych, gdyż nie ma innych metod dostosowania produkcji do zmieniających się warunków niż właściwe funkcjonowanie rynku. Dążenie przedsiębiorców do osiągnięcia zysku jest siłą napędową ekonomii wolnorynkowej. Zysk i strata są narzędziami, za pomocą których konsumenci wywierają wpływ na zmiany rynkowe. Zachowanie konsumentów przynosi zyski lub straty, które są przyczyną przemieszczania się własności środków produkcji z rąk mniej wydajnych do bardziej efektywnych. Sensowna miłość samego siebie Egoizm, chciwość, dążenie jednostki do osiągnięcia własnych celów nie są czymś złym. Adam Smith (†1790), angielski ekonomista, trafnie zauważył, że piekarz zrobił dobry chleb nie z miłości bliźniego, tylko z chęci zysku. To właśnie z chęci zysku Stevena Jobs’a (†2011), Henry Forda (†1947), Ingvara Kamprad’a i wielu innych podniosła nam się stopa życiowa i stać nas na więcej za mniej. Człowiek kierujący się egoizmem w niezamierzony sposób przyczynia się do ogólnego  wzrostu gospodarczego. Chciwość pochodzi od słowa „chcę”. Jeżeli nasze pragnienia i działania, które wypływają z chęci posiadania więcej i mieszczą się w granicach Bożych przykazań, to nie może być w tym nic złego. W jaki sposób opisać taki stan rzeczy? Święty Tomasz podpowiada nam, że można go nazwać sensowną miłością samego siebie. Wynika to z natury człowieka, który został stworzony do ukochania wszelkiego dobra, włącznie ze swoim własnym. Miłość, jaką ktoś darzy drugą osobę – podkreśla św. Tomasz z Akwinu – wynika z miłości, jaką ma wobec samego siebie. Nauczał o tym również św. Augustyn (†430), który w jednym ze swoich kazań napisał: „Kto nie umie kochać siebie, nie umie też kochać bliźniego”. Gdzie jest więc granica między chciwością a sensowną miłością samego siebie? Jest ona subiektywna i zależy w dużej mierze od naszego życiowego celu. Jeżeli jest nim Królestwo Boże, to wszystko, nawet bogactwo pozostanie tylko narzędziem do jego osiągnięcia. Jacek Gniadek SVD Strona Autora www.jacekgniadek.com

Chciwość bankowców nie zna granic

Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopy procentowe, co powinno skutkować w bankach atrakcyjniejszym oprocentowaniem oszczędności, jednak większościowi udziałowcy Pekao S.A. pod kontrolą włoskiej grupy UniCredit doszli do wniosku, że można na tym jeszcze więcej zarobić poprzez…obniżenie oprocentowania lokat, które wynosiło w Pekao S.A. na początku 2012 roku ponad 5%.
Aby zamulić oczy klientom proponują od 8 maja 2012 roku tzw. „Mistrzowską Lokatę Progresywną” , która krzykliwą nazwą ma zasłonić zmniejszenie średniego oprocentowania lokat progresywnych poniżej 5%, czyli w praktyce, po odjęciu podatku Belki, naiwniak, który zamrozi swoje oszczędności na 9 lub nawet 13 miesięcy otrzyma znacznie mniej niż poziom inflacji. Oczywiście oprocentowanie pożyczek w Pekao S.A. nie ulegnie żadnej obniżce, a należy się raczej spodziewać podwyżki, ze względu na wzrost bazowej stopy procentowej. Płace dyrektorów Pekao S.A. są gigantyczne, dochody banku olbrzymie, ale chcą jeszcze więcej zarabiać, kosztem oprocentowania oszczędności klientów. Włosi z UniCredit podobno sponsorują Euro 2012, a zatem też już wiadomo kto ostatecznie za taką „dobroczynność” zapłaci. Stratedzy UniCredito po „mistrzowsku” szukają naiwniaków, proponując udział w losowaniu biletów na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej dla frajerów, którzy zechcą skorzystać z zamrażania własnych oszczędności na niski procent. Poza tym menadżerowie z Italii żerują na instynktach opiekuńczych, proponując możliwość zamrożenia co najmniej 10.000 PLN na lokacie w zamian za album dla dzieci do naklejania nalepek! ( To nie jest dowcip, lecz najnowsza oferta tego banku) Chciwość bankowców włoskich nie zna granic! Rajmund Pollak Foto.: www.autoa.pl/