Tag Archives: chrześcijaństwo

Wolność jest tylko innym imieniem Władzy

Spoglądając dziś na Stany Zjednoczone wielu obywateli Starego Świata odczuwa zazdrość. Jej przedmiotem jest wręcz mitycznie pojmowana Wolność, głównie w aspekcie gospodarczym, ale też i w innych sferach życia. Wprawdzie dziś zakres tej wolności stopniowo się zawęża (widać to zwłaszcza po narastającej politycznej poprawności), niemniej jednak w porównaniu z coraz większym totalitaryzmem panującym w Unii Europejskiej, dla mieszkańców Starego Kontynentu, Stany Zjednoczone wciąż są wzorem.

Męczennicy z Lyonu i zamach w Barcelonie

Wybrałem się do Amfiteatru Trzech Galów. To tutaj w 177 r. poniosło śmierć 48 lyońskich chrześcijan, w tym pierwszy biskup Lyonu, św. Fotyn. Usiadłem na chwilą na schodach i pomodliłem się za ofiary zamachu w Barcelonie. Dla nich o życie wieczne, a za terrorystów, by odstąpili od czynienia zła i nie mieszali do tego religii.

Krótka historia korupcji

Zjawisko korupcji towarzyszy życiu publicznemu od zarania dziejów. Czy jego charakterystyka zmienia się w czasie i przestrzeni? I czy Juliusz Cezar był złodziejem? Na te pytania na ledwie 100 stronach próbuje odpowiedzieć znany włoski publicysta Carlo Alberto Brioschi.

Oswojenie kradzieży to zwycięstwo marksizmu

Salus populi suprema lex esto – dobro Rzeczypospolitej niechaj będzie najwyższym prawem – to jedna z kilkudziesięciu sentencji jakie umieszczone zostały na gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie. Choć pochodzi ona z innego okresu historycznego, a za jej autora uważa się starożytnego rzymskiego prawnika i filozofa Cycerona, zawarta w niej myśl ma charakter uniwersalny i ponadczasowy, zatem odnosić się może także do Polski.

Michael Novak – intelektualny obrońca kapitalizmu – zmarł 17 lutego 2017 roku

17 lutego 2017 roku zmarł Michael Novak, amerykański politolog, ekonomista i teolog. Był jednym z tzw. neokonserwatystów (niegdyś członkowie Partii Demokratycznej), którzy wywarli znaczący wpływ na politykę USA za rządów Ronalda Reagana. Propagował wolny rynek i starał się wykazywać, że nie kłóci się on z nauczaniem chrześcijańskim.

List pasterski prymasa Polski do wiernych i rządzących. O chrześcijańskie zasady życia państwowego*

"Najmilsi w Chrystusie! Dobrotliwa Opatrzność Boża przywróciła nam niepodległość, kiedy się w świecie coraz groźniej uwydatniać zaczynał kryzys Państwa. A mimo to szerzy się wrażenie, że pogłębia się przesilenie samej instytucji Państwa.

Nowa TARGOWICA zwraca się o pomoc do brukselskich islamistów

Jak wykazał w tym roku francuski wywiad, centrum terroryzmu w Europie jest usadowione dokładnie w tym mieście, gdzie mieści się stolica eurokracji, czyli w Brukseli. Biurokracja unijna, sterowana głównie przez postkomunistyczną Angelę Merkel i socjalistycznego Francois Hollanda głośno zwalczała chrześcijańskie tradycje Europy, zachęcając islamistów do imigracji na tereny, gdzie jeszcze ostał się Kościół Rzymskokatolicki.

Prawdziwi inspiratorzy wojny przeciw chrześcijaństwu

Francja została ukarana przez sojuszników Putina za odmowę dostarczenia Rosji dwóch lotniskowców. Turcja natomiast jako największe w NATO  imperium islamskie popiera "świętą wojnę" przeciw wszystkim, którzy wierzą w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Warto się zastanowić od czego zaczęła się eskalacja tej nowej wojny światowej.

Islamscy fundamentaliści to element ideologii śmierci

Pisałem kilka lat temu, że w Iraku i Afganistanie, miejscowa ludność zniszczyła krzyże postawione tam, gdzie zginęli Polacy. Pytałem jednego z generałów, dowódcę kontyngentu, dlaczego nie stawia się ponownie tych krzyży i usłyszałem w odpowiedzi, że: ..."aby nie prowokować islamistów"...

Chrześcijanin nie może nie być monarchistą

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie obserwowane od lat zjawisko bezmyślnego powtarzania pewnych formułek i tekstów. W tym wypadku nie chodzi jednak o powtarzanie tego, co podaje do myślenia pewna gazeta, którą Grzegorz Braun nazywa „Gwiazdą śmierci”, lecz o bezrefleksyjne powtarzanie tekstów będących dla chrześcijan chlebem codziennym.
Podczas spotkań z Grzegorzem Braunem częstokroć pada pytanie o monarchistyczne przekonania znanego reżysera, przy czym pytający zazwyczaj sprawiają wrażenie ludzi szczerze zdziwionych faktem, że ktoś może nie być demokratą. Dlaczego mnie to intryguje? Ano dlatego, że często są to ludzie, którzy właśnie wyszli z wieczornej Mszy św., gdzie powtarzali „Przyjdź KRÓLESTWO Twoje” albo śpiewali „My chcemy Boga, my PODDANI” czy „Maryjo, KRÓLOWO Polski”. Odmawiali, śpiewali, a potem wracali do swoich demokratycznych czy niekiedy nawet socjalistycznych postaw i poglądów. Istne (jak by powiedział Nikodem Dyzma) „fiksum dyrdum”. Jeszcze bardziej dziwię się niektórym księżom, którzy w kazaniach mówią coś o „obywatelach Królestwa Bożego”.... Chrześcijanin powinien pamiętać, że Bóg JEST KRÓLEM, że Jego Syn, Jezus Chrystus JEST KRÓLEM i dlatego też nie ma co walczyć o Jego intronizację. Bóg NIE JEST królem elekcyjnym i NIKT nie ustanowił Go królem. Tak samo Jego Syn. Przy okazji warto zauważyć, że jeśli ktoś ma prawo „intronizować” to ma też prawo „detronizować” i nikt mi nie zagwarantuje, że kiedyś jakaś „demokratycznie wybrana większość” nie pokusi się o akt detronizacji. Sprawa jest prosta: albo to uznajemy, albo nie mówmy, że jesteśmy chrześcijanami i nie powtarzajmy tekstów, z którymi nie współgrają nasze postawy i poglądy. Nie można być jednocześnie monarchistą i (co nie daj Boże!) socjalistą. Żadne gremium z Kolegium Kardynalskim i Soborem Powszechnym włącznie nie jest władne obalić MONARCHII Bożej. Bóg nie da się zmienić w „obywatela Boga” jak nieszczęsny król Ludwik XVI w „obywatela Capet”. Chrześcijanin NIE MOŻE nie być monarchistą i tyle. Oczywiście, Królestwo Boże jest przykładem monarchii idealnej, której nie dorównuje żadna ludzka instytucja o tej nazwie. Ale Pan Bóg pokazuje ludziom, że to ON ustanawia warunki i nikt nie znajdzie się w Jego Królestwie inaczej, niż je spełniając. Z Panem Bogiem nie ma dyskusji. W Królestwie Bożym nie ma parlamentu, debat, głosowań ani wyborów powszechnych. I chrześcijanie powinni MYŚLEĆ nad treścią, tego, co mówią i śpiewają. Cóż, nie każdy jest chrześcijaninem i nie każdy być nim musi. Bóg nikogo do niczego nie przymusza. Nie każdy musi być chrześcijaninem, ale skoro nim już jest, niech wie, że nie do niego należy ustalanie reguł gry. Jan Przybył Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Ideologia Gender czyli w stronę nowego holocaustu

Ideologia „Gender” coraz śmielej podnosi głowę. To chyba największe zagrożenie dla Cywilizacji Łacińskiej. Podkupuje jej fundamenty i prowadzi do jej całkowitego upadku. Polska znalazła się na celowniku Gender.
Wpadł mi właśnie w ręce „Biuletyn Integracji Społecznej województwa łódzkiego”. Nr 4 z listopada 2012 roku zawiera artykuł p. Katarzyny Kędzierskiej pt.: „Płeć ma znaczenie czyli potencjał gender mainstreaming”. Wydawnictwo opisane jest  jako „Biuletyn Informacyjny Regionalnego Centrum Polityki Społecznej w Łodzi” i wydany jest w ramach Narodowej Strategii Spójności „Kapitał ludzki” oraz Europejskiego Funduszu Społecznego”. Patronuje mu związany z Platformą Obywatelską, Marszałek Województwa Łódzkiego Witold Stępień. Lektura artykułu p. Kędzierskiej, opublikowanego w tym wydawanym za pieniądze podatników periodyku, sprawia, że każdemu normalnemu człowiekowi włosy stają dęba. To, co szykuje nam awangarda spod znaku Gender to duchowy holocaust, którego końcowym rezultatem będzie całkowita barbaryzacja naszej cywilizacji. Pranie mózgu zacząć ma się już od przedszkola i nigdy ma się nie kończyć. Jednym słowem „nowy wspaniały świat”, w którym człowiek sprowadzony jest do roli bezmóżdża całkowicie posłusznego instynktom i podatnego na wszelkie manipulacje lewackiej szumowiny, która - jak nietrudno się domyśleć - siebie widzi na szczycie całego aparatu przemocy. Nie będę komentował poszczególnych fragmentów artykułu p. Kędzierskiej. Przytoczę natomiast szereg cytatów z jej tekstu, a czytelnicy niech sami wyciągną sobie wnioski. A przede wszystkim, niech uczulą się na ideologię Gender. Nie ma chyba bowiem większego szamba niż to, jakie może nam być zgotowane, gdy ziszczą się plany tych szaleńców działających przy wsparciu dość aktywnej i hałaśliwej ferajny pożytecznych idiotów, no i oczywiście idiotek... A niebezpieczeństwo jest olbrzymie - ci ludzie są już u władzy! Pani Kędzierska pisze: „Społeczeństwo dzieli się na wrażliwych na gender i na gender obojętnych. Ci drudzy nie zauważają kwestii spornych bądź przykładów dyskryminacji. Często sami dyskryminują, lecz zdarza się ta, iż czynią to nieświadomie, gdyż tak zostali nauczeni, nabyli pewne przyzwyczajenia w procesie socjalizacji, bądź wynieśli katalog dyskryminujących przeciwną płeć zachowań z domu...”. „(…) Warto zadać sobie pytanie, dlaczego społeczeństwo posługuje się stereotypami płciowymi? I dlaczego w tak naturalny sposób przyporządkowuje pewne zachowania i role płciowe? Otóż odpowiedź jest całkiem prosta i zarazem zaskakująca. Mianowicie, pewnego rodzaju postrzegania świata oraz ludzi i ich predyspozycji do egzystowania w dorosłym życiu, uczymy się już w przedszkolu. W pierwszym etapie naszej socjalizacji wpaja się nam „normalne” role płciowe. Już w przedszkolu dzieci uczone są tego jak powinni zachowywać się chłopcy a jak dziewczynki, w co i czym powinni się bawić, a także tego, jak powinny wyglądać ich „normalne” relacje...”. „(...) Podczas edukacji przedszkolnej wyznaczane są nam jasne granice poprzez wprowadzenie reżimu płciowego. (...) wystarczy przeanalizować zabawki przeznaczone dla dziewczynek i chłopców. Te pierwsze to lalki oraz sprzęt gospodarstwa domowego, małe pralki, żelazka i kuchenki. Drugie natomiast to klocki, sprzęt do uprawiania sportów oraz akcesoria militarne. Warto zacytować w tym miejscu wywiedź dyrektora public relations firmy Mattel >>Zabawa dziewcząt obejmuje strojenie się i pielęgnacje urody oraz odgrywanie ról zwianych z ich przyszłością – wybieranie się na randki, wyjście za mąż – a w przypadku chłopców zabawa obejmuje współzawodnictwo i konflikt, dobrym facetom przeciwko złym facetom<<...”. „(...) nauczyciele i pedagodzy nie przechodzą szkoleń z zakresu płci kulturowej. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że przekazuje treści zachęcające do dyskryminacji oraz uczy dzieci jedynego i „poprawnego” modelu życia...”. „(...) Nie tylko program przedszkolny nacechowany jest przekazami o charakterze dyskryminacyjnym. Zawartość podręczników szkolnych również daleka jest od przekazywania treści zgodnych z zasadą równości szans. Możemy tutaj mówić o zjawisku ukrytego programu. Mimo, że nie jest to powiedziane wprost to jednak w treściach przekazywanych uczniom ukryte są zagadnienia związane ze stereotypizacją płci. Z podręczników dowiadujemy się bowiem, że chłopcy kleją modele samolotów, korzystają z komputerów i podpatrują ojców jak ci robią karierę, natomiast dziewczynki bawią się lalkami i chętnie pomagają mamie w kuchni, dbając o ciepło domowego ogniska...'. „(...) O ile istnienie osobnych łazienek czy przebieralni można sensownie uzasadnić, to trudniej – ustawianie dziewczynek i chłopców w osobne rzędy, wpisywanie nazwisk uczniów w rejestrach klasowych z podziałem na płeć czy przydzielanie odmiennych zadań do wykonania. Nauczyciele często używają podziału na płeć jako zasady organizacyjnej i strategii dyscyplinującej, zwłaszcza gdy zachęcają uczniów do rywalizacji bądź starają się sprowokować jedną grupę do naśladowania drugiej. Takie działania podkreślają niepotrzebnie dychotomię płciową, a często są przyczyną antagonizmów w ramach klasy...”. „(...) Chciałabym również zwrócić uwagą na fakt, że w treści podręczników nie ma miejsca dla osób z niepełnosprawnością, czy dla aktywnych osób starszych. Jeśli mowa o osobach starszych to najczęściej pojawiają się jako osoby nie aktywne, siedzące w fotelu i czytające gazetę. Z książek więc, dzieci nie dowiedzą się, że starsze osoby bądź osoby z niepełnosprawnością mogą być aktywne zawodowo, bądź ogólnie aktywne życiowo. W ten oto sposób uczymy najmłodsze pokolenie, że świat jest przychylny tylko dla osób młodych i zdrowych, a o reszcie nikt nie mówi, gdyż jest to tematem tabu. Nie porusza się również wątków związanych z inną niż chrześcijaństwo religią, bądź kwestii związanych z homoseksualizmem. Państwo wychowuje społeczeństwo, które z łatwością dyskryminuje osoby nie pasujące do ogólnie przyjętego modelu...”. „(...) Strategia gender mainstreaming ma na celu wdrożenie narzędzi, które spowodują zmiany na obszarach polityki, ekonomii, kultury. Nie nastąpi to z dnia na dzień, trudno jest bowiem kształtować od nowa zasady, które rządzą światem od zarania dziejów. Nie należy się więc dziwić licznym barierom wdrażania polityki równości, gdyż każda nowa inicjatywa zazwyczaj rodzi liczne sprzeciwy i wątpliwości. Jedną z tych barier jest zakorzeniona w społeczeństwie nadrzędna rola patriarchatu, w dużej mierze mająca swe oparcie w religii...”. „(...) >>Kiedy piszemy o panowaniu mężczyzn, ktoś może przytoczyć przykłady kobiet, które ostatnio zajmowały czy zajmują wysokie stanowiska w rządach niektórych państw: Indira Ghandi w Indiach, Golda Meir w Izraelu, Margaret Thatcher w Anglii, Condoleezza Rice w Stanach Zjednoczonych, caryca Katarzyna w Rosji czy królowe brytyjskie. Nie dajmy się zwieść pozorom. Po pierwsze; są to zjawiska wyjątkowe, po drugie, te polityczne kobiety były zmaskulinizowane i realizowały postawę męską, i po trzecie, wszystkie one zabijały<<...”. „(...) Musimy zdać sobie sprawę, że dopóki państwo nie podejmie starań związanych z edukacją społeczeństwa w zakresie gender, nie poczynimy kroków w zakresie wdrażania strategii gender mainstreaming. Aktualnie bowiem, nie wiele osób zdaje sobie sprawę z obszarów w których poszczególne grupy społeczeństwa są grupami dyskryminowanymi. Dla przykładu warto przybliżyć sytuacje na obszarze zdrowia, na którym dyskryminowani są mężczyźni. Aktualnie kobiety statystycznie żyją 15 lat dłużej od mężczyzn. Wynika to z faktu braku wypracowanych projektów mających na celu uświadomienie mężczyznom zagrożeń płynących z niehigienicznego trybu życia oraz nakłonienia ich do przeprowadzania regularnych badań lekarskich...”. „(...) Funkcjonujące w naszym społeczeństwie stereotypy płci wskazują na wizerunek mężczyzny, jako osoby silnej (typ macho), nie posiadającej słabości a tym bardziej nie przyznającej się do nich. Stąd niski odsetek mężczyzn, którzy w razie potrzeby konsultują się z lekarzem. Najczęściej jednak tego nie czynią co negatywnie wpływa na ich stan zdrowia. Z wdrożeniem strategii gender mainstreaming wiąże się wiele zmiennych. Jedną z nich jest większy udział kobiet oraz grup defaworyzowanych w instytucjach decyzyjnych, uważam bowiem, że każde zmiany powinny mieć charakter instytucjonalny, dlatego powinny być wdrażane z góry. Edukacja w zakresie gender uświadomiłaby oraz przybliżyła społeczeństwu zasady demokratycznych relacji pomiędzy płciami na obszarach komunikacji, rynku pracy, zdrowia, rodziny etc. Państwo powinno rozpocząć prowadzenie dialogu pomiędzy płciami mającego na celu zrozumienie ich potrzeb...”. I na koniec metryczka autorki artykułu, p. Katarzyny Kędzierskiej: „stypendystka Aarhus University w Danii, trenerka równościowa, koordynatorka projektów unijnych oraz specjalistka w zakresie ekonomii społecznej”. Paweł Sztąberek Foto.: Jan Bodakowski

Nazywajmy zbrodnię po imieniu

Z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, zaangażowanym w pielęgnację pamięci o Kresach i kresowej martyrologii historykiem Kościoła katolickiego rozmawia Aleksander Szycht z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy
W lipcu minie 70. lat od czasu ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach. Dla wielu ocalałych Kresowian będzie to ostatnia okrągła rocznica. Czy w jakiś szczególny sposób Polacy mogą ją uczcić? - W lipcu minie 70. rocznica krwawej niedzieli, która była apogeum ludobójstwa trwającego w latach 1939-47. To był dość duży obszar. Nie dotyczyło to tylko Wołynia, ale całych Kresów południowo-wschodnich. Niemniej właśnie data 11 lipca jest datą symboliczną. Przede wszystkim społeczeństwo, a także rodziny pomordowanych liczyły na to, że władze państwowe to zorganizują. Z tego, co widać już wiadomo, że nie, takich uroczystości nie będzie. Dwa tygodnie temu uczestniczyłem w spotkaniu z ministrem Andrzejem Kunertem, szefem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i z tej rozmowy wynikało, że kompletnie nie ma takiego planu, są mgliste obietnice, kompletnie niesatysfakcjonujące środowiska kresowe. Powtarza się sytuacja sprzed pięciu lat, z 65. rocznicy, kiedy pod wpływem nacisków ambasady ukraińskiej w Warszawie i różnych środowisk pro ukraińskich, ówczesny prezydent Rzeczpospolitej Lech Kaczyński się wycofał, jak większość przedstawicieli władz państwowych i samorządowych. Obawiam się, że ten scenariusz się obecnie powtórzy, dlatego powstał społeczny komitet obchodów z gen. Mirosławem Hermaszewskim na czele, który jednoczy wszystkie stowarzyszenia, środowiska rodzin pomordowanych, a także sympatyków, przyjaciół. Ten komitet organizuje uroczystości na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim już od maja do września będą uroczystości w różnych miastach – jest przewidzianych około 20 takich wydarzeń, natomiast centralne uroczystości będą 11 lipca w Warszawie. Rozpoczną się spotkaniem w Sejmie o godz. 10.00, później o 12.00 Msza Święta, następnie pochód ulicami Warszawy, złożenie wieńców pod tablicą pamiątkową na Krakowskim Przedmieściu na Domu Polonii i planowany jest koncert. Czy na spotkaniu u ministra Kunerta była mowa o pomniku dla ofiar ludobójstwa OUN-UPA? - Tak. Mowa jest przynajmniej od ośmiu lat. Kiedy pułkownik Jan Niewiński, jeden z ostatnich uczestników samoobrony wsi Rybcza na Wołyniu wystąpił z taką inicjatywą, ona została storpedowana przez środowiska probanderowskie w Polsce. Wówczas pani Bogumiła Berdychowska zbierała podpisy. Podpisało się wiele osób, w tym Seweryn Blumsztajn z „Gazety Wyborczej”, Andrzej Wajda, Grzegorz Motyka i ta inicjatywa została całkowicie storpedowana. Dzisiaj nie mamy pomnika poświęconego obywatelom II Rzeczypospolitej, nie tylko Polakom, ale również Żydom, Ormianom, Ukraińcom pomordowanym przez UPA i SS Galizien. Wyjaśnienia ministra Kunerta, no to jak, mówiąc kolokwialnie on „pływa” w tym temacie, nie ma żadnej koncepcji, natomiast pomysł zaproponowany przez niego, że on coś tam zrobi na tzw. Skwerze Wołyńskim na Żoliborzu, został przyjęty jako takie tylko mówienie, bo przecież są cztery miesiące i nic sensownego za ten czas się nie da zrobić. Poza tym tu nie chodzi o pomnik gdzieś tam w ogródkach działkowych, bo Skweru Wołyńskiego nie ma nawet na mapie Warszawy, to jest nazwa umowna, to jest skwer między ogródkami działkowymi. Warszawiacy nawet o nim nie wiedzą... - Nie wiedzą. Nie mają dojazdu. Nie ma pomysłu do zagospodarowania. To jest fikcja. Ja osobiście nie wierzę, żeby minister Kunert, znając jego podejście do sprawy cokolwiek zrobił za ten czas. Tu chodzi o pomnik w centrum miasta, nie chodzi o ogródki działkowe. Czyli nie chodzi o ukrycie pomnika, tylko o to, żeby pomnik był widziany i w ten sposób niósł pamięć... - Minister Kunert, zapraszając przedstawicieli organizacji, a było to 28 lutego, chciał bardziej wysondować, co my chcemy zrobić, bo on de facto nie przedstawił żadnego pomysłu. Na przykład nie umiał odpowiedzieć, czy prezydent będzie, kto weźmie patronat, co będzie, co się w ogóle będzie działo. To jest żenujące, że minister, bądź co bądź urzędnik państwowy, na cztery miesiące przed nie ma żadnej konkretnej wizji, tylko próbuje coś improwizować. To powinno być już dawno przygotowane i dzisiaj powinniśmy mieć już pełny plan, co władze państwowe wtedy zrobią. Według mnie władze państwowe będą starały się „rozbroić” całą sytuację, bo one uważają, że lepiej zapomnieć i nic nie robić, żeby w tych relacjach polsko-ukraińskich sprawa ludobójstwa nie była poruszana i to jest działalność obecnej władzy, czyli PO, ale też niestety i PiS i inne ugrupowania będą mniej więcej podobnie działały. Czy zgodzi się Ksiądz, że pomnik taki, jaki miałby powstać, powinien spełniać trzy warunki: być w atrakcyjnym miejscu, (Ksiądz zresztą to powiedział), żeby przychodziło mnóstwo ludzi, mnóstwo turystów, po drugie, żeby ta forma pomnika była na tyle ładna, żeby ludzie zwracali na niego uwagę i chcieli się dowiedzieć, co to jest za pomnik i żeby inskrypcja na tablicy była zgodna z prawdą, czyli żeby było użyte słowo ludobójstwo, przez kogo i na kim? - Tak. Oczywiście. Taki jest sens stawiania pomników, tak jak jest w Warszawie pomnik pomordowanych Żydów, jednoznaczny pomnik, pomnik tych, co zostali zesłani na Syberię też jest jednoznaczny, więc tu nie chodzi o jakieś sztuczki, czy kamuflaże, bo to nie ma sensu, szkoda wtedy pieniędzy na takie kamuflaże. Poza tym trzeba pamiętać, że w czasie ludobójstwa zginęło 150-200 tys. Polaków. Oprócz tego zginęło też wielu innych obywateli polskich narodowości żydowskiej, bo nacjonaliści ukraińscy wzięli czynny udział w Holokauście, zabijali polskich Żydów w różny inny sposób i to jest obowiązek państwa polskiego, bo obecna III RP jest kontynuatorką II RP, tak przynajmniej politycy twierdzą. Dlaczego pamiętamy o Katyniu, KL Auschwitz, a nie chcemy pamiętać o krwawej niedzieli? Kończąc temat pomnika, warto przypomnieć, że w Małopolsce Wschodniej pomniki sprawców zbrodni są w każdym eksponowanym miejscu, w każdym prawie miasteczku, a u nas władze dotychczas nie doprowadziły do tego, żeby został postawiony pomnik ku czci ofiar ukraińskich nacjonalistów, a jak już wyrażają wstępną zgodę, starają się ten pomnik umieścić w miejscu mało eksponowanym. - To jest hipokryzja i zakłamanie – to są dwa słowa, które mi przychodzą na myśl, dlatego że nie wyobrażam sobie, żeby w Niemczech stawiano pomniki Adolfa Hitlera, czy Heinricha Himmlera, a nie stawiano pomników pomordowanym ofiarom hitlerowców. To jest po prostu skrajna hipokryzja. To przypomina Rosję putinowską, która też próbuje fałszować sprawy. Ja jeszcze jedną rzecz muszę dodać, bardzo ważną, jako duchowny, że władze kościelne kompletnie też nie wiedzą, czy raczej nie chcą podjąć tego tematu. Miał być przygotowywany list wspólny biskupów rzymskokatolickich i greckokatolickich, pracujących na Ukrainie, i arcybiskup rzymskokatolicki Mieczysław Mokrzycki ostatnio na Konferencji Episkopatu 6 marca powiedział, że nie ma takiej możliwości, że projekt przygotowany przez stronę greckokatolicką jest nie do przyjęcia i postawił różne zarzuty temu projektowi, bo on nie mówi prawdy, mówi rzeczy absurdalne jakoby jedni i drudzy mordowali. To tak jakbyśmy powiedzieli, że była wojna niemiecko-żydowska w Warszawie i Niemcy mordowali, ale Żydzi też Niemców mordowali. Na to nie ma zgody. Niestety ostatni dokument, list pasterski, który wydała cerkiew greckokatolicka na Ukrainie jest tego przykładem. To jest stek różnych półprawd, kłamstw, fałszerstw. Jak można zbudować pojednanie, czy przebaczenie na kłamstwie? Niestety dzisiaj widać, że ta 70. rocznica nie będzie okazją do porozumienia i zgody, co więcej – rodziny pomordowanych mogą się liczyć co najwyżej z kolejnymi afrontami, czy policzkami wymierzonymi przez stronę ukraińską, zwłaszcza przez cerkiew greckokatolicką. Czyli z jednej strony nie mamy prawa zwracać uwagi nacjonalistycznym Ukraińcom, banderowcom, że stawiają pomniki ludobójcom, ponieważ nie możemy się wtrącać w wewnętrzne sprawy Ukrainy – taka opinia obiegowa panuje – a z drugiej strony nie możemy postawić pomnika ofiarom, ponieważ nie możemy zadrażniać stosunków z Ukrainą. W tym kontekście chciałem przejść do sprawy ewentualnej uchwały sejmowej, rocznicowej. Jakie Ksiądz widziałby warunki tej uchwały? - Ja nie wierzę w tą uchwałę. Dlatego, że już tyle lat próbowano, żeby powiedzieć prawdę w polskim Sejmie i niestety te dwa największe ugrupowania, czyli PiS i Platforma Obywatelska, które wychodzą ze wspólnych korzeni solidarnościowych, a mówię to z wielką przykrością jako były kapelan Solidarności, nie chcą tej sprawy. Niestety oba ugrupowania są jednakowo winne temu, że do dzisiaj nie było przyjęcia uchwały, która jednoznacznie zawierałaby słowo „ludobójstwo”. To jest też osobista postawa Bronisława Komorowskiego, przedtem marszałka Sejmu, który nie chciał tego przeprowadzić. Dzisiaj mamy tylko takie kuriozalne sformułowania, że to były mordy o cechach ludobójstwa, czy czystki etniczne, natomiast nie powiedziano jednoznacznie prawdy: tak, to było ludobójstwo, zamordowano tyle ludzi, trzeba im oddać cześć i tym, którzy bronili tych ludzi, czyli Armii Krajowej i Batalionom Chłopskim. Nie widzę po prostu sił politycznych w polskim Sejmie, które by taką uchwałę przyjęły prawdziwą, poza tą cząstkową uchwałą sprzed dwóch, czy trzech lub czterech lat. A jeżeli jednak doszłoby do przyjęcia takiej uchwały, to z tego, co Ksiądz mówi, musiała by ona zawierać słowo „ludobójstwo”. - Musiałaby zawierać słowo „ludobójstwo”, bo nie da się opisać tych wydarzeń, uciekając się do kłamliwych, fałszywych sformułowań. Nikt przy zdrowych zmysłach nie mówi o Holokauście Żydów inaczej niż ludobójstwo. A niestety w dokumencie wspomnianym Kościoła greckokatolickiego zaledwie sprzed dwóch dni jest sformułowanie „bratobójcza wojna na Wołyniu”. Nie było żadnej wojny bratobójczej na Wołyniu w 1943 roku – jedna strona wyżynała bezbronną ludność, nie żołnierzy, nie partyzantów, ale bezbronną ludność, która ginęła w straszny sposób, więc za pomocą takich kłamstw nie da się po prostu opisać tej sytuacji. Chciałem w tym momencie wspomnieć o Dniu Pamięci Męczeństwa Kresowian, który to niegdyś nie został uchwalony i jeżeli byłaby na to szansa, to rozumiem, że byłby to piękny gest w stosunku do Kresowian. - Myślę, że to już zostało zmarnowane. Ja osobiście w tej chwili w to nie wierzę, gdyż odbyłem wiele rozmów z politykami. Do pewnej granicy można z nimi rozmawiać, później się zaczyna już mur i ten mur jest postawiony wspólnie przez wiele ugrupowań, które nie chcą tej prawdy i one nie przełamią tego. Musiałby być całkowicie nowy Sejm, nowe ugrupowania, nowe spojrzenie, bo teraz ta cała chora polityka nazywana polityką wschodnią to jest polityka ustępstw. Ciągle trzeba ustępować narodom na wschód od rzeki Bug. We wszystkich sprawach. A jeżeli się prowadzi politykę ustępstw, no to nic się nie osiągnie, nawet we własnym kraju. Chciałem jeszcze na chwilę wrócić do ewentualnych uroczystości państwowych w Warszawie, ale jak usłyszeliśmy, Ksiądz jest do tego sceptycznie nastawiony. - Tak. Bo dzisiaj jest połowa marca i nie ma żadnego planu. Jak można przygotować „na łapu capu”? Poza tym to uwłaczałoby godności, gdyby „na łapu capu” nagle coś próbowano zrobić. To jest za poważna sprawa, żeby rodziny pomordowanych na kilka miesięcy przed nie otrzymały żadnych konkretnych propozycji. To partyzantka ma być jakaś? Przypadek ma zadecydować? Jakby Ksiądz skomentował fakt, iż w roku, na który przypada 70. rocznica mordów dokonywanych przez OUN-UPA w Małopolsce Wschodniej, Związek Ukraińców w Polsce usiłował doprowadzić do potępienia przez parlament operacji „Wisła”? - Jest to słabość państwa polskiego, słabość jego struktur. Oczywiście dobrze, ze władze przekazują z kieszeni polskiego podatnika dotację na mniejszości narodowościowe, na ich programy edukacyjne czy kulturowe, na podtrzymywanie dziedzictwa narodowego. Dla przykładu, Związek Ukraińców w Polsce prawie 2 mln zł rocznie. z drugiej strony wypowiedzi niektórych członków tego związku są skandaliczne. Miałem w TVP Historia panel dyskusyjny z udziałem przewodniczącego Związku Ukraińców w Polsce Piotra Tymy, który na moje pytanie, czy to sie stało było na Wołyniu było ludobójstwem , odpowiedział do kamer telewizyjnych, że nie. Można sobie w tym momencie zadać pytanie, czy Piotr Tyma to nie jest taki ukraiński David Irving? - Nie wiem. Ja nie mam niechęci do mniejszości ukraińskiej, bo uważam, że Ukraińcy, którzy są w Polsce, mają pewne prawa. Tylko że to polega wszystko na tym, że Ukraińcy w Polsce mają prawa, a Polacy na Ukrainie ich nie mają. To jest chora polityka. To jest błąd. Zresztą uważam, że jednym z największych błędów III RP, która istnieje już od czasów Okrągłego Stołu, jest brak mądrej polityki wschodniej, nie tylko w stosunku do Ukrainy, ale również Litwy, Białorusi i wielu innych republik. To będzie zawsze jątrzyło i będzie powodem konfliktów i tak też jest w tej chwili. A co z mogiłami na Ukrainie, o które w zasadzie nikt nie dba? - Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki w wypowiedzi dla biskupów polskich powiedział, że jest dwa tysiące miejsc, które do tej pory nie zostały upamiętnione. To jest ogromna liczba. Już rodziny nie doczekają się tego. To musiałaby być jakaś gigantyczna akcja, żeby w każdym takim miejscu postawić chociaż zwykły krzyż. I co jest smutne, co muszę jeszcze raz podkreślić: poza takimi osobami, jak wspomniany Mieczysław Mokrzycki, nie widać zainteresowania ze strony władz Kościoła rzymskokatolickiego. Osobista postawa poprzedniego nuncjusza papieskiego Józefa Kowalczyka, dzisiaj prymasa i przewodniczącego Episkopatu Józefa Michalika, który jest bądź co bądź biskupem z Przemyśla, jest postawą zamiatania pod dywan, czyli uciekania od tego tematu. Oni nic nie zrobili, żeby upamiętnić na przykład 180 księży, kleryków, siostry zakonne, którzy zostali zamordowani przez banderowców. Ponieśli śmierć męczeńską... - No to, o czym my mówimy? Mówimy znowu o polityce chowania głowy w piasek. Osobiście mam nadzieję, że nowy papież może wstrząśnie w tych relacjach polsko-ukraińskich, to znaczy, że będzie się domagał normalności w tych relacjach, a nie tego, co się w tej chwili dzieje. Rzecz jasna mówię o stosunkach między Kościołami, nie politycznych. Cierpienie tych męczenników kojarzy się z męczeństwem pierwszych chrześcijan. - Księża w krwawą niedzielę byli mordowani przy ołtarzu. Ksiądz Karol Baran został przepiłowany piłą na pół w czasie napadu na kościół. To są męczennicy. Trudno nawet o bardziej adekwatne określenie. Powstał międzypartyjny zespół ds. Kresów. Czy to oznacza, że jest szansa na zmianę dotychczasowej polityki? - To, że powstał zespół, to dobra wiadomość. Pytanie zasadnicze, czy będzie on faktycznie działać, czy tylko będzie atrapa, powołaną tylko na chwile. Po owocach ich poznacie. Temu zespołowi życzę jak najlepiej, jak i wszystkim innym inicjatywom podejmowanym dla upamiętnienia Kresów, niezależnie od etykietki politycznej inicjatorów. Dziękuję za rozmowę. Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Wywiad ukazał się na stronie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Dziękujemy za udostępnienie go naszemu portalowi.