Tag Archives: dług

Lobbyści i lichwiarze

Zasada: „zastaw się, a postaw się” jest niewątpliwie bliższa Polakom niż idea oszczędzania. Warto jednak zapytać, czy ktoś dorobił się na rozrzutności? Tak, ale oczywiście nie na własnej, tylko wyłącznie na cudzej. Wmawia nam się uporczywie, że tylko to co nowe jest pożądane, chociaż gołym okiem widać, że nowe urządzenia psują się znacznie szybciej od starych, ale tu wypada być ślepym.

Europejska Apokalipsa nadchodzi. UE na krawędzi rozpadu

Dezintegracja Unii Europejskiej przyspiesza w zaskakująco dynamicznym tempie. Można nawet stwierdzić, że na przestrzeni ostatnich kilku lat jest to bardzo szybki demontaż. Budząca dotąd uznanie Unia doświadcza kryzysu za kryzysem.

Finansowy potwór czyli cała prawda o Rezerwie Federalnej

To, że świat finansów pełen jest niejasności to sprawa oczywista. Jednak niewielu ludziom udało się zajrzeć za kulisy i na własne oczy ujrzeć jak wstrząsająca jest prawda na jego temat.

PiS zadłuża Polskę w astronomicznym tempie

Dotąd PiS krytykował PO i PSL za tempo w jakim zadłużała państwo polskie podczas swoich rządów. Tymczasem okazuje się, że obecny rząd robi wszystko, by przebić wszelkie rekordy pod tym względem.

Trzeba brać przykład z komunistów… chińskich!

Przytaczaliśmy niedawno wypowiedź prof. Krzysztofa Rybińskiego, który mówiąc o panującej wokół „ekonomii absurdu” zdefiniował ją jako budowanie przyszłości społeczeństw na złudzeniu, że dodruk pieniądza zawsze będzie przynosił tylko dobre rezultaty. Cóż z tego, że „bańka spekulacyjna”, cóż z tego, że dług publiczny”, cóż z tego, że rodzące się dziś dzieci przychodzą na świat z garbem zadłużenia...

Czy świat zachodni się rozpada?

Ostatnie miesiące to burzliwy okres na arenie politycznej i ekonomicznej. Na obu tych płaszczyznach dojdzie niebawem do jeszcze większych perturbacji, z przewrotami włącznie. Wiara w utrzymanie się geograficznego status quo to nie tylko iluzja, ale przede wszystkim naiwność. Wystarczy spojrzeć na to jak zmieniał się podział Europy, aby zrozumieć, że siła i wpływy każdego kraju mają bardziej chwiejną dynamikę niż nam się wydaje. Czemuż miałoby być teraz inaczej?

Czy Grecja wylatuje?

Kto by pomyślał, że rządzona obecnie przez komuchów Hellada, w tak krótkim czasie, tak drastycznie przyspieszy swój wylot ze strefy euro. Minister Finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble stwierdził w czwartek, że Grecji nie można już ufać, a zakładany plan reform zwyczajnie zawiódł.

Terrain Awareness Warning System Off

Jest taki system w samolotach cywilnych, który ostrzega pilota, że maszyna jest za blisko ziemi. Co tam ostrzega! To wyjadło, które krzyczy pilotowi "pull up!" – wolant do siebie i samolot w górę! Choć oczywiście to do pilota należy decyzja co zrobić.

Wolność – jak u Orwella – będzie oznaczać niewolę

Organizator konkursu PROKAPA, portal Prokapitalizm.pl, zadał bardzo ważkie pytanie: „Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia?”. Aby jednak w ogóle móc sformułować odpowiedź na nie, warto przyjąć jakąś definicję gospodarczego zniewolenia.
Nie wdając się w obszerne wywody należy zauważyć, iż jest oczywistym, że gospodarki narodowe popadają w zniewolenie w sposób odmienny niż ludzie. Gospodarcze zniewolenie można uznać za tożsame z brakiem gospodarczej suwerenności. Polska tę suwerenność traci zaś konsekwentnie z uwagi na rosnące w zastraszającym tempie zadłużenie publiczne. Wierzyciele zawsze są przyczyną braku samodzielności dłużników. Samodzielność kurczy się wraz z postępującą niewypłacalnością, by ostatecznie przejść w stan niewoli. W starożytnym Rzymie istniała instytucja zwana „niewolą za długi”. Wierzyciel miał prawo pojmać niewypłacalnego dłużnika a następnie regularnie wyprowadzać go na targowisko w poszukiwaniu zainteresowanego wykupieniem nieszczęśnika. Jeśli taki dobrodziej (vindex) się nie znalazł dłużnik mógł zostać sprzedany w niewolę cudzoziemcom lub nawet zabity, a jego ciało sprzedane amatorom takiego towaru. Tak srogie konsekwencje nie grożą, rzecz jasna, państwu i to bynajmniej nie dlatego, że zarządcy naszego państwa byliby nieuchwytni dla niecierpliwych wierzycieli. Państwa, w odróżnieniu od jednostek, zawsze bowiem dysponują „zaskórniakami” w postaci nomen omen skór własnych obywateli i ich majątków. Obywatele są zaś cenniejsi żywi. Pod innym względem sytuacja jest jednak gorsza niż ta z początków rzymskiej państwowości. O ile bowiem w Rzymie niewypłacalny dłużnik najczęściej ponosił konsekwencje własnych działań lub zaniechań, o tyle współcześnie konsekwencje właściwe dłużnikowi poniesie wiele osób (choćby przyszłych pokoleń) nie mających nic wspólnego z zaciąganiem niebezpiecznych pożyczek. Szansa na zawrócenie z tej drogi jest niestety iluzoryczna. Trudno bowiem zawracać z drogi, która jest najeżona obietnicami kolejnych spektakularnych inwestycji, poprawy warunków bytowych, nadania nowych praw i wolności. Już samo zatrzymanie się w tej drodze byłoby uznane za brak ambicji i propagowanie ascezy. Obranie zaś kierunku zupełnie przeciwnego, oznaczałoby niedogodności związane ze spłatą zadłużenia i ograniczaniem wydatków. Z tego powodu droga usłana kuszącymi obietnicami wciąż będzie postrzegana jako lepsza niż droga wybrukowana rozsądkiem i wyrzeczeniami. Podążanie tą drogą do zniewolenia nigdy nie przebiegałoby w tak szybkim tempie gdyby nie aprobata sporej części społeczeństwa. Po części to właśnie paraliżujący lęk przed opinią publiczną wyklucza jakiekolwiek opanowanie rozbuchanych ponad stan wydatków publicznych, z których znaczna część zwana jest bezmyślnie bądź obłudnie „inwestycjami”. Mamy inwestycje w nierentowne stadiony, aquaparki i orliki będące rozrywką dla zdziecinniałych dorosłych. Paradoksem jest, iż wraz ze zbliżaniem się do zniewolenia „zdobywamy” coraz to więcej praw. Mam więc prawo do „dobrej administracji” i rosnące kolejki w starych i nowo powstających urzędach. Kobiety otrzymują coraz więcej praw pracowniczych, co skutkuje mniejszą podażą miejsc pracy dla kobiet. Mamy wydatki na politykę prorodzinną finansowaną z podatków i pożyczek, które jednocześnie uniemożliwiają rodzicom akumulację zarobionych pieniędzy co prowadziłoby do realnej finansowej niezależności rodzin. Proces ten będzie postępował aż do momentu gdy wierzyciele przystąpią do egzekucji należności. Można założyć, iż u kresu obecnie obranej drogi wolność – jak u Orwella – będzie oznaczać niewolę. Łukasz Paradowski Artykuł nadesłany na Konkurs PROKAPA „Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia?”. W konkursie wygrać można książkę Fryderyka Augusta von Hayek’a „Nadużycie rozumu”. Artykuły konkursowe prosimy przesyłać na adres kapitalizm@poczta.onet.pl do 9 czerwca 2013 roku (w temacie wiadomości prosimy wpisać: „Konkurs Prokapa – Hayek”. Wyniki ogłoszone zostaną do 15 czerwca 2013 roku.

Polskę czeka los Grecji

Mamy rok 2013. Do polskich drzwi powoli zaczyna pukać globalny kryzys gospodarczy zapowiadany zarówno przez ekonomistów głównego nurtu, jak i tych niepoprawnych politycznie. Jednakże co jest jego przyczyną?  Jakim wyzwaniom będzie musiała sprostać polska gospodarka w nadchodzącym kryzysie? Czy uda się wyjść z niego obronną ręką?
Widmo kryzysu Wyjaśnijmy najpierw, dlaczego kryzys ma spotkać Europę. Większość państw cywilizacji łacińskiej posiada niebotyczne zadłużenie w stosunku do PKB: Grecja – 120%, USA – 110%, Niemcy 81%, Polska 56%. Oznacza to, że gdyby Polska chciała spłacić wszystkie swoje długi, to musiałaby wprowadzić 56% podatek dochodowy na około rok czasu. Warto tutaj wspomnieć, że JE Jan Vincent (ps. „Jacek Rostowski” ) jest arcymistrzem w stosowaniu kreatywnej księgowości i w rzeczywistości dług Polski jest znacznie większy. Dlaczego więc USA i Niemcy jeszcze nie zbankrutowały, skoro mają większe zadłużenie od bankruta Grecji?  Sprawa jest dość prosta, ale wytłumaczmy: państwo bankrutuje wtedy, gdy nie posiada wystarczającej ilości środków pieniężnych do pokrycia wszystkich bieżących kosztów utrzymania państwa, a w tym długu publicznego. Obsługę długu (odsetki) finansuje się poprzez zaciąganie kolejnych zobowiązań w celu spłacenia dotychczasowych rat kredytów. Więc dlaczego Grecja zbankrutowała, a np. Niemcy nie? Otóż kredytodawcy zaprzestali pożyczania pieniędzy Grecji, a Niemcom (i Polsce) jeszcze nie. Jednakże los Grecji podzieli większość krajów Unii Europejskiej, w tym, niestety także i Polska. Stanie się tak, gdyż zadłużone państwa w celu spłacania dotychczasowych należności, powiększają swój dług, a więc i odsetki. Dobrym zobrazowaniem tej sytuacji jest jej przyrównanie do efektu kuli śnieżnej. Z biegiem czasu kula nabiera coraz  większe rozmiary, aż w pewnym momencie nie można jej zatrzymać. Banki przestaną finansować mało wiarygodne instytucje państwowe i zaczną domagać się spłaty dotychczasowych kredytów. Państwa będą zmuszone do podniesienia podatków, a to spowoduje spadek konsumpcji, a więc wzrost bezrobocia i niezadowolenia obywateli. Dlaczego jest tak źle? Przyczyna złej sytuacji  tkwi w niewydolnym systemie gospodarczym. Oprócz tego, że państwo może uchwalać budżet z deficytem, przedsiębiorczość ludzi pracowitych, ambitnych i pomysłowych jest skutecznie dławiona przez rozbudowany aparat państwowy zatrudniający ponad 560 tysięcy urzędników. Wysokie podatki, obowiązkowe składki ZUS (które de facto są  podatkiem – gdyż są obowiązkowe) i rozbudowany system biurokratyczny powodują, że cała nasza pracująca elita wyjechała za granicę, przyczyniając się nie do rozwoju Polski, lecz państw zagranicznych. Tak osłabiona polska gospodarka z roku na rok rozwija się coraz gorzej. Gospodarki, w które państwa coraz to mocniej ingerują, muszą się rozwijać gorzej, gdyż zakłócona zostaje zasada konkurencyjności przedsiębiorstw między sobą. Przyczynę spowolnienia rozwoju Polski można porównać do sytuacji, w której wymaga się od biegacza szybkiego dotarcia do mety, jednocześnie przywiązując mu do nogi ciężką, stalową kulę. Uzyskanie wysokiego wzrostu PKB jest zwyczajnie niemożliwe. Podsumowując: Bez wątpienia Polska znajduje się na drodze do ekonomicznego zniewolenia. Przed polską gospodarką stoi niełatwe zadanie i będzie wymagało poważnych reform, które trzeba niezwłocznie przeprowadzić, by nie wpaść w pułapkę gospodarczego kryzysu. Niezbędne jest uwolnienie Polski z sideł biurokracji i nadętych podatków, do której będzie opłacał się powrót zza granicy. Nie bójmy się powtórzyć reform zapoczątkowanych tzw. Ustawą Wilczka-Rakowskiego z 1989r., która  dała ogromną wolność gospodarczą. Podobnie postąpiły władze Chińskiej Republiki Ludowej. Niegdyś jeden z najbiedniejszych krajów świata, a dziś druga największa gospodarka globu. Adam Kwiatkowski Artykuł nadesłany na Konkurs PROKAPA „Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia?”. W konkursie wygrać można książkę Fryderyka Augusta von Hayek'a „Nadużycie rozumu”. Artykuły konkursowe prosimy przesyłać na adres kapitalizm@poczta.onet.pl do 9 czerwca 2013 roku (w temacie wiadomości prosimy wpisać: „Konkurs Prokapa – Hayek”. Wyniki ogłoszone zostaną do 15 czerwca 2013 roku.

Niemcy sztorcują Francję

Wygrana socjalistów we Francji była zapowiedzią przyszłych problemów w relacjach z Niemcami. Niemcy wszak są orędownikami ostrej dyscypliny budżetowej, a Francja wybierając lewicę pokazała, że oszczędzać nie zamierza. Socjaliści planują równoważyć budżet wyłącznie przy pomocy podnoszenia podatków. Dziś z Berlina zaczynają już płynąć jasne sygnały - „zacznijcie ciąć wydatki”.
Lewicowy dziennik „Liberation” pisze o rosnących obawach ze strony niemieckich władz, dotyczących kształtu przyszłorocznego budżetu Francji. Zdaniem gazety między oboma państwami rośnie nieufność, która przeszkadza w ich wzajemnych relacjach. Przejawem tego mają być wypowiedzi niemieckich polityków i ekonomistów z ostatnich tygodni. Zdaniem dziennika przyszłoroczny budżet Francji wywołał w Niemczech panikę, gdyż opiera się głównie na wpływach z podatków. Same nowe obciążenia fiskalne mają przynieść 20 mld euro, cięcia są natomiast niewielkie. W swej publikacji dziennik przywołał także wypowiedź jednego z doradców ekonomicznych niemieckiego rządu, Larsa Felda, który wprost stwierdza, że dziś to nie Grecja, Włochy czy Hiszpania są największym problemem strefy euro, ale właśnie Francja, której działania zmierzają do obniżania własnej   konkurencyjności. Podobne zdanie na ten temat wyraził inny przedstawiciel władz tego kraju, który nie chciał ujawnić swojego nazwiska, a który uważa, że „Francja musi głęboko zreformować rynek pracy i obciąć wydatki publiczne, na które (w obecnej wysokości) Francji już nie stać. Dodał, że zaprezentowany w ubiegłym tygodniu plan podniesienia konkurencyjności gospodarki jest niewystarczający. Dziennik przypomniał też o pojawiających się w niemieckiej prasie informacjach na temat prac grupy doradców ekonomicznych niemieckiego rządu nad kształtem planu naprawy francuskiej gospodarki (!). Berlin wszystkiemu jednak zaprzeczył. W odpowiedzi na informacje o coraz częstszych głosach zaniepokojenia, płynących znad Renu, tajemniczy rozmówca „Liberationh uspokaja, że taka sytuacja ma już miejsce od kilku lat, nie jest niczym nowym. Według dziennika nie należy jednak lekceważyć takich sygnałów, „Bo Francja ma się źle i nie wyjdzie sama z matni. Tylko razem Paryż i Berlin mogą jeszcze sprawić, że kryzys nie porwie ze sobą euro i wzrostu gospodarczego. ISz

Obligacje Breżniewa ciążą Rosji

Właściciele wyemitowanych przez Leonida Breżniewa w 1982 roku obligacji mają powód do radości. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nakazał państwu rosyjskiemu wypłatę rekompensaty Jurijowi Łobanowowi oraz Marii Andriejewej za papiery dłużne, które nabyli w tamtym właśnie okresie. Jak podaje forsal.pl, ten precedensowy wyrok otworzył furtkę wszystkim właścicielom obligacji, którzy jak dotąd bezskutecznie starali się o odzyskanie pieniędzy. Wyrok z pewnością jednak nie ucieszył rosyjskich władz, gdyż łączna wartość sowieckich papierów wartościowych jest równa niemalże połowie PKB kraju.
Zarówno Łobanow jak i Andriejewa, oboje bardzo już wiekowi, mogą się cieszyć z wygranej. Jak dotąd bowiem państwo rosyjskie nie skupiło większości obligacji z czasów Breżniewa i co więcej robi wszystko, aby przeciągnąć sprawę jak najdłużej. Dziś pierwszy z poszkodowanych będzie bogatszy o 37 150 euro lub równowartość 140 własnych pensji, natomiast pani Andriejewa dostanie 4300 euro, co stanowi dwukrotność zainwestowanej wówczas przez nią sumy. Niestety dla rosyjskich władz to zaledwie kropla w morzu długu, jaki państwo ma wobec właścicieli sowieckich obligacji. Wartość papierów dłużnych wynosi obecnie 25 bln rubli czyli ok 785 mld dolarów. To prawie tyle ile wynosi połowa PKB kraju. Jak na razie Putin chce przeciągnąć sprawę spłaty samych tylko odsetek do 2015 roku. A odsetki przecież cały czas rosną. Tymczasem w internecie kwitnie obrót breżniewowskimi obligacjami. Wiele osób liczy na łatwy zysk, zwłaszcza że mają na swoje poparcie sądowe wyroki. Według Borisa Kheyfetsa z Instytutu Ekonomicznego Rosyjskiej Akademii Nauk w Moskwie ten dług powinien zostać spłacony w latach 90 – tych. Obecnie realizacja zobowiązań mogłaby doprowadzić do natychmiastowego załamania gospodarki. Można powiedzieć, że Rosja na własne życzenie narobiła sobie takiego bałaganu. W przeciwieństwie do innych byłych republik sowieckich zobowiązała się do spłaty całego długu. W 1995 roku prezydent Borys Jelcyn podpisał ustawę, która ustalała ceny skupu obligacji na przypuszczalnym poziomie, jaki mógł obowiązywać w 1990 roku. Władimir Putin rozpoczął spłatę obligacji podczas pierwszej kadencji, kiedy to wzrosły ceny ropy i w budżecie było więcej pieniędzy. Dziś rośnie deficyt i władze nie są już tak skore do wypłaty zobowiązań. Rosyjski minister finansów w opublikowanej w ubiegły roku strategii zadłużenia tak skomentował spłatę zaległych roszczeń: „Jeśli to faktycznie będzie miało miejsce, państwo zostanie pozbawione możliwości pokrycia innych wydatków w długiej perspektywie czasu”. ISz