Tag Archives: Do Rzeczy

Polexit jako myślozbrodnia. O mentalnym wyrzeczeniu się polskiej państwowości przez elity III RP

Czy od polskich polityków można oczekiwać tego, by mieli wyobraźnię? Wydaje się to karkołomne, zwłaszcza w ustroju demokratycznym, gdzie perspektywa postrzegania rzeczywistości ogranicza się w przedziale "od kadencji do kadencji" - załapać się, dotrwać do końca i - jeśli się da - załapać się ponownie.

Dlaczego Rafał Ziemkiewicz nie przybył na Kongres Nowej Prawicy?

Na facebookowym profilu Janusz Korwin-Mikke pisze m.in. dlaczego Rafał A. Ziemkiewicz nie zjawił się na II Kongresie Prawicy, który odbył się 23 marca 2014 roku w Warszawie, choć jego wystąpienie tam zapowiadane było od kilku tygodni. Ale JKM pisze nie tylko o tym. Przytaczamy tekst w całości.

Obłęd 1944 czy 2013?

Wydawnictwo M, pod patronatem tygodnika "Do Rzeczy" wydało właśnie książkę "Obłęd 1944 czy 2013?". Książka nawiązuje oczywiście do wydanej niedawno pozycji Piotra Zychowicza "Obłęd 1944". Zychowicz poddał w swojej pracy surowej krytyce decyzję dowództwa Armii Krajowej o wybuchu Powstania Warszawskiego.
Książka Zychowicza wywołała bardzo żywą polemikę na łamach tygodnika "Do Rzeczy". I właśnie z tych tekstów polemicznych składa się zbiór "Obłęd 1944 czy 2013?". Wśród autorów m.in. Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz, Łukasz Warzecha, Zdzisław Krasnodębski czy wreszcie sam Piotr Zychowicz. Redaktor naczelny "Do Rzeczy", Paweł Lisicki tak pisze we wstępie do książki: "Pewnego dnia, w połowie lipca przybiegł do mnie jeden z dziennikarzy tygodnika i powiedział, że do redakcji dzwonią czytelnicy wzburzeni książką Piotra Zychowicza Obłęd ’44.(…) Nie wierzę, pomyślałem, znam przecież Piotra, niemożliwe, żeby takie były intencje. Wszakże intencje to jedno, a słowa to drugie. Klęska militarna powstania nie ulega zaś wątpliwości. Dlatego trzeba badać jej źródła. Nie wolno racjonalizować błędów politycznych ich przyszłymi moralnymi czy metafizycznymi, pozytywnymi skutkami. Być może powstania nie dało się uniknąć. A być może jego ogłoszenie wynikało z nadmiernej wiary we własne siły i naiwności. Taka dyskusja będzie trwać tak długo, jak długo polskość i Polska będzie czymś ważnym. Świadczy ona ostatecznie o dojrzałości i dorosłości narodu, uczy przecież politycznego myślenia. Taka dyskusja ma jedno ograniczenie: nie wolno kwestionować ofiary i podważać bohaterstwa powstańców. Z nich wszyscyśmy wyrośli. Pamiętając o tym zapraszam wszystkich do lektury tekstów na temat książki Zychowicza". Książkę zamówić można w księgarni internetowej Wydawnictwa M...

Smoleńska sprzeczność Anity Gargas

Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej stała się dla obozu politycznego związanego ze zmarłym prezydentem, śp. Lechem Kaczyńskim, okazją do utwierdzania się w przekonaniu, że polska delegacja lecąca 10 kwietnia 2010 roku do Katynia zginęła w zamachu. Ci, co prezydenta nienawidzili, wciąż podtrzymują, że była to zwykła katastrofa lotnicza.
Jeśli o mnie chodzi, nie wiem, co wydarzyło się w kwietniowy poranek, 3 lata temu, w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Po prostu nie wiem. Wersji o zamachu nie wykluczam, podobnie przypuszczam, że jeśli była to katastrofa, to też nie zwyczajna. A będąca skutkiem "przedobrzenia" przez rosyjską obsługę lotniska, na rozkaz być może centrali w Moskwie, procedur przyjmowania polskiego samolotu w Smoleńsku. Chodzi o podawanie błędnych parametrów, złe naprowadzanie itp... Ot, po prostu Rosjanie chcieli się z Polakami co nieco pobawić, jednak zabawa ta skończyła się tragicznie. W tym kontekście można by było mówić o nieumyślnym doprowadzeniu do katastrofy, jednak gdyby można było udowodnić, że "zabawa ta" miała na celu doprowadzenie do rozbicia się samolotu, wówczas mielibyśmy do czynienia rzeczywiście ze zbrodnią. Ale jak było naprawdę nie wiem... Tymczasem środowiska skupione wokół posła Antoniego Macierewicza, PiS-u czy "Gazety Polskiej" wiedzą na sto procent, że w Smoleńsku miał miejsce zamach. Dowodzi tego również wywiad z autorką filmu "Anatomia upadku", Anitą Gargas, jaki ukazał się w ostatnim numerze "Do Rzeczy". Przez większą część wywiadu dziennikarka "Gazety Polskiej" przekonuje jak to Rosjanie świadomie zatajają dowody, niszczą je, zastraszają świadków - jednym słowem robią wszystko, by ukryć swoją zbrodnię. Ale w jednym miejscu pani redaktor Gargas wpada w pułapkę, której zapewne sama nie zauważyła, mimo że - jak przypuszczam - autoryzowała wywiad. Otóż w części wywiadu, kiedy to Anita Gargas poddaje krytyce polski rząd i polski aparat sprawiedliwości za wszelkie zaniechania związane ze śledztwem i kiedy przytacza przykład polskiego prokuratora, który 10 kwietnia 2010 roku nie zbadał miejsca katastrofy, stwierdza: "Nawet nie próbował wejść na teren katastrofy. To było w momencie, gdy strona rosyjska była gotowa na wspólne prowadzenie śledztwa, tylko nikomu z naszej strony nie przyszło do głowy, by to wyegzekwować". Nie wiem jak inni, ale dostrzegam pewną niespójność tego toku myślenia. Bo albo Rosjanie zrobili zamach i od razu czynili wszystko, by go maksymalnie, najlepiej jak się da, zatuszować, albo też "strona rosyjska była gotowa na wspólne prowadzenie śledztwa". Moim zdaniem, trochę się to kupy nie trzyma. Można to po trosze wytłumaczyć ogólnym chaosem z jakim w całej sprawie, po obu stronach sporu, mamy do czynienia. Chyba wszyscy, w swojej zapalczywości, po trosze się w tym pogubili. O ile jednak dla zwolenników tezy o zamachu przyszłość może pokazać co najwyżej, że król jednak jest nagi, o tyle dla obrońców tezy, że był to zwykły wypadek lotniczy, skutki pogubienia mogą okazać się znacznie bardziej surowe - tzn. kryminał. Bo co do tego, że po stronie polskich władz miały miejsce kłamstwa, manipulacje, zaniechania i tuszowanie własnej odpowiedzialności, nie ma raczej żadnych wątpliwości. Paweł Sztąberek

Czego red. Wybranowski nie napisał w tygodniku „Do Rzeczy”?

W najnowszym numerze tygodnika "Do Rzeczy" (nr 11/2013) ukazał się artykuł Wojciecha Wybranowskiego poświęcony sylwetce posła Antoniego Macierewicza "Desperado w pojedynku z III RP". A konkretnie jego zasługom na niwie wyrywania Polski z PRL-owskich łańcuchów, które pod nazwą III RP oplotły ją ze wszystkich stron.
Pan Wybranowski skupił się, niestety, tylko na najbardziej medialnych aspektach działalności polityka PiS, tj. lustracja, likwidacja WSI oraz badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej (co oznacza, że dziennikarze z mainstreamowych mediów są raczej leniwi i zbytnio nie chce im się szperać - choćby w internecie), umknął mu natomiast epizod z działalności posła Macierewicza, który, na upartego, też można by uznać za jego sporą zasługę. A mianowicie jako jedyny poseł (podobny wniosek złożył jeszcze senator Piotr Andrzejewski) miał on odwagę, ale i samozaparcie, by zaskarżyć w Trybunale Konstytucyjnym Traktat lizboński, pozbawiający nasz kraj wielu aspektów państwowej suwerenności. Poseł Macierewicz uczynił to co prawda pod silną presją środowiska związanego z naszym portalem, a także licznych apeli płynących do niego ze strony wyborców okręgu piotrkowskiego, z którego został on wybrany parlamentarzystą, niemniej uczynił to. Gdyby tak red. Wybranowski wspomniał o tym wątku, jego tekst zyskałby zapewne na oryginalności i czymś przynajmniej różniłby się od wielu artykułów, które na temat posła Macierewicza powstawały w przeszłości. Co prawda sprawa z zaskarżeniem Traktatu skończyła się niepowodzeniem, przy niemałej zresztą zasłudze samego wnioskodawcy czyli posła Antoniego Macierewicza, jednak coś próbował on zrobić, w odróżnieniu od całej gromady leni zasiadających w parlamencie, w tym również w jego ugrupowaniu. Gdyby red. Wybranowski odnalazł materiały na ten temat w internecie, artykuł na pewno byłby ciekawszy, a tak - wyszła jedynie laurka na temat jednego z posłów. Jest jeszcze jeden wątek z artykułu red. Wojciecha Wybranowskiego, na który chciałbym tu zwrócić uwagę, który pokazuje, że dystans do tego, co się czyta, nawet w tzw. prawicowej prasie, jest bardziej niż wskazany. Chodzi o historię z ujawnieniem zasobów archiwalnych UB i SB w 1992 roku. Antoni Macierewicz, ówczesny minister spraw wewnętrznych, zobligowany został do wykonania uchwały lustracyjnej autorstwa Janusza Korwin-Mikkego. Na tzw. liście Macierewicza, wśród agentów UB i SB znalazł się ówczesny marszałek sejmu, polityk ZChN, nieżyjący już Wiesław Chrzanowski. Red. Wybranowski wspomina ten wątek w swoim tekście. Ale znów, pojawia się wątpliwość, która artykuł publicysty "Do Rzeczy" czyni trochę jakby niedopracowanym. Autor tekstu cytuje posła PO Konstantego Miodowicza: "Działanie lustracyjne Macierewicza, które było ukoronowaniem jego pracy jako szefa MSW zakończyło się w sposób źle świadczący o jego przygotowaniu. Lista Macierewicza była przygotowana zbyt szybko, znalazły się na niej osoby, które agentami nie były". Po wypowiedzi Miodowicza pojawia się podsumowanie red. Wybranowskiego: "Rzeczywiście, wpisanie na listę Wiesława Chrzanowskiego było błędem". Z kontekstu wynikałoby, że nie było to błędem politycznym, lecz merytorycznym, tzn. że Wiesław Chrzanowski nigdy żadnym agentem nie był... Zobaczmy tymczasem, co o całej historii powiedział w październiku 2012 roku naszemu portalowi poseł Piotr Naimski, szef Urzędu Ochrony Państwa za rządów Jana Olszewskiego, bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. W wywiadzie pt. "Wciąż płacimy wysoką cenę za kłamstwo roku 1992" (wersja dźwiękowa - MP3), na moje pytanie o słynną "nocną zmianę": "(...) czy spodziewali się Państwo wówczas takiej reakcji Lecha Wałęsy, że zmobilizuje wokół siebie te środowiska?", Naimski odpowiedział: "Ja powiem inaczej. Ja liczyłem na inną reakcję ówczesnego marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Gdyby ówczesny marszałek sejmu zareagował". Na mój wtręt: "A dziwi to Pana, że jego reakcja była taka, jaka była?", szef UOP z 1992 roku stwierdził: "Tak, byłem zdziwiony, dlatego, że … A właściwie może nie zdziwiony, ale rozgoryczony, dlatego że byłem jedną z osób, które mu ufały i uważałem go za bardzo przyzwoitego człowieka. Kiedy dowiedziałem się o jego uwikłaniach liczyłem na to, że zachowa się jak mężczyzna i patriota tzn. po prostu opowie o tym. A my Polacy jako zbiorowość jesteśmy bardzo miłosierni. Myślę, że gdyby Wiesław Chrzanowski wyszedł wtedy na mównicę sejmową i opowiedział swój życiorys w całości i wyjaśnił te wszystkie problemy, to prawdopodobnie byłby prezydentem Polski i my żylibyśmy dziś w innej Polsce. Ale on postanowił inaczej, on poszedł do Wałęsy i po dwóch godzinach, czy też po półtorej, rozmowy z Wałęsą obydwaj postanowili, że będą kłamać." Można powiedzieć, że to już historia, niemniej dobrze jednak byłoby wiedzieć (skoro wciąż się o tym pisze), jaka była prawda. Czy to jest prawdą, co o marszałku Wiesławie Chrzanowskim pisze red. Wybranowski czy też prawdą jest to, co mówi poseł Naimski, człowiek, który miał dostęp do materiałów UB i SB i którego uznać można za jednego z lepiej poinformowanych o zasobach archiwalnych PRL-owskiej bezpieki. Być może red. Wybranowski, również opisując ten wątek, tylko prześlizgnął się przez temat (mógł w końcu o marszałku Chrzanowskim w swoim artykule nie wspominać). Cóż, nie chciało się poszperać w internecie, a już zwłaszcza poszperać po jakichś tam niszowych portalach? Czytanie PROKAPA nie jest oczywiście żadnym obowiązkiem, niemniej prawda jest taka, że na niszowych serwisach czy blogach można niekiedy trafić na interesujące informacje, z których też coś można wyczytać . Trzeba tylko chcieć zrobić nieco więcej niż tylko odwalić kolejny artykuł do poczytnego tygodnika... Chełpienie się sloganem "dziennikarz niezależny", "niepokorny", czy jaki tam jeszcze, to zbyt mało. Potrzebna jest jeszcze przynajmniej solidność. Paweł Sztąberek

Wojciech Cejrowski: Będę się cieszył z rozpadu Unii

Dzisiejszy numer tygodnika "Do Rzeczy" przynosi ciekawy wywiad z Wojciechem Cejrowskim. Rozmowa jest dość długa i najlepiej będzie sięgnąć do gazety i przeczytać samemu. Warto jednak - dla zachęty - zacytować choć kilka wypowiedz p. Wojtka.
Na pytanie czy Polska "zdycha" w wymiarach duchowym i ekonomicznym, Wojciech Cejrowski odpowiada: "Tak. Byliśmy okupowani przez Sowietów, a po 1989 r. zostaliśmy stopniowo skolonizowani przez Unię Europejską. Teraz pozostaje nam jedno konstytucyjne wyjście z tej sytuacji. Nasz hymn narodowy jest wpisany do Konstytucji RP, a w hymnie są takie słowa: >>Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy<<". Znany podróżnik pytany o scenariusz dla Polski mówi: "Czy poza siatką agentów WSI, którzy kręcą tu swoje jakieś tajne lody, ktokolwiek inny zajmuje się poważną analizą możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń? (...) Czy władza Tuska jest gotowa na atak grypy powalającej 2 mln ludzi? Czy jest przygotowana na kolejną wiosenną powódź? Czy jest przygotowana na awarię dwóch bloków energetycznych naraz, która spowoduje brak prądu na ogromnych obszarach kraju? Moim zdaniem nie. W tej władzy brak mężczyzn, pełno tam pięknoduchów, chłoptasiów i leni. Zamiast (dla naszego bezpieczeństwa) rozważać czarne scenariusze, Tusek wciąż śpiewa, że nic się złego nie stanie, Polacy, nic się nie stanie. Ja nie pytam, czy się stanie, ja pytam, co masz zaplanowane zrobić gdyby się jednak stało". Cejrowski zapytany o przyczyny niechęci szefa KRRiTV, Jana Dworaka w stosunku do TV Trwam, stwierdza: "Wysłałem mu trzy oficjalne pisma z zapytaniem, czy prawda jest to, co czytam w gazetach, że w przeszłości służył władzy komunistycznej jako TW. Na razie próbuje się wymigiwać od odpowiedzi i pisze mi, że >>złożył we właściwym trybie odpowiednim organom oświadczenie lustracyjne<<. A ja przecież nie pytałem o to, czy składał oświadczenie, tylko czy w przeszłości służył władzom komunistycznym jako TW". Cejrowski mówi również o Unii Europejskiej: "Chciałbym, żeby się rozwaliła, bo jest złem, jest przemocą ponad obywatelami, ponad suwerennością poszczególnych narodów, generuje koszta, korupcję, produkuje urzędasów, ogranicza rozwój. Będę się bardzo cieszył z jej rozpadu...". Zanim sięgniecie do tygodnika "Do Rzeczy", by zapoznać się z całą rozmową, przypominamy wywiad jakiego Wojciech Cejrowski udzielił we wrześniu 2010 roku specjalnie naszemu portalowi: Wojciech Cejrowski: III RP to kraj pozorów... P Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

„Do Rzeczy”, gotowi – start!

Czekaliśmy, czekaliśmy, aż w końcu nasza cierpliwość została nagrodzona. Najpierw była strona internetowa z tekstami, a już jutro, w piątek 25 stycznia 2013 do kiosków trafi pierwszy numer tygodnika „Do Rzeczy” pod redakcją Pawła Lisickiego. Okładka numeru widoczna na zdjęciu.
Dla niecierpliwych (takich jak ja) zespół redakcyjny przygotował niespodziankę – numer zerowy, który można bezpłatnie otrzymać drogą elektroniczną po zarejestrowaniu na stronie tygodnika. Naszych Czytelników zachęcam też do zapoznania się z tekstem wspomnieniowym „59 dni, czyli krótka historia narodzin tygodnika Do Rzeczy – już dzisiaj!”. Michał Nawrocki Fot.: http://tygodniklisickiego.pl/

Nowy tygodnik konserwatywno-liberalny już wkrótce

"Do Rzeczy" - taki tytuł nosił będzie nowy tygodnik redagowany przez byłego szefa "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze", Pawła Lisickiego. Wśród autorów nowego pisma znajdą się m.in. Rafał Ziemkiewicz i Bronisław Wildstein.
Redakcja zapowiada na swojej stronie internetowej, że tygodnik pojawi się już wkrótce. Na stronie internetowej pisma zapoznać się można z credo "Do Rzeczy". Czytamy w nim m.in.: "Tygodnik „Do Rzeczy” jest pismem konserwatywno-liberalnym. Konserwatywnym, bo szanuje tradycję chrześcijańską, odwołuje się do sprawdzonych i trwałych zasad etycznych w życiu publicznym, przeciwstawia się eksperymentom społecznym, które podkopują i naruszają odziedziczony ład wartości, bo poważnie traktuje polską pamięć narodową, niepodległość państwa i jego podmiotowość. Liberalnym, bo popiera wolność gospodarczą, docenia przedsiębiorczość i twardo będzie stawał w obronie nieskrępowanej wolności słowa oraz swobody debaty publicznej. Tygodnik chce być wyrazistym głosem w polskiej debacie publicznej. Głosem, który ma wpływ na opinię publiczną, który się słyszy i bierze pod uwagę.  Ale ma to być głos niezależny, wolny od partyjnych uwikłań, reprezentujący interes ogółu. Najważniejszym punktem odniesienia dla publicystów i dziennikarzy tygodnika będą Czytelnicy. Zdobycie i zachowanie ich zaufania jest nadrzędnym celem redakcji." Cóż, wypada poczekać nam na pierwszy numer tygodnika, a redakcji życzyć powodzenia! PSz