Tag Archives: eksperyment

Biedni nie są uczciwsi niż bogaci

Legalizacja marihuany w celach rekreacyjnych istotnie ogranicza przestępczość; dzieci wcześniej wysłane do szkoły gorzej się uczą, a biedni nie są uczciwsi niż bogaci – to tylko niektóre z wniosków z najnowszych ekonomicznych badań naukowych.

Eksperyment zwany Polską

Czasem wydaje nam się, że jesteśmy jedynie małymi marionetkami w wielkim teatrze, którym ktoś misternie, choć z ukrycia, steruje. A czy nie wydaje się wam jednocześnie, iż Polska jest jednym wielkim eksperymentem? Że Polacy są poddawani rozmaitym próbom, badającym ich siłę, cierpliwość, błyskotliwość, czujność itd.? Bo mi się coś wydaje, że tak właśnie jest.
EKSPERYMENT NUMER 1 Przed laty Polacy twardo stawiali opór wszelkiej germanizacji i rusyfikacji narodu, wykazali się więc nie lada wytrwałością i odpornością na urzędnicze zarządzenia i państwowy przymus. Cechę tę skutecznie testują dzisiaj rządy rzekomo polskie. Coraz większy ucisk, tym razem podatkowy, a nie narodowy, doskonale sprawdza jak bardzo wytrwali są Polacy, ile są w stanie wytrzymać, ile wezmą na swoje barki. I udowadniają, że potrafią wziąć dużo, bardzo dużo. Inne narody już dawno by pękły, a swoją złość i frustrację najpewniej by wylały na ulice poprzez protesty obalające rząd (jak to się stało w Bułgarii czy na Islandii). A Polak? Napina pierś i z dumą krzyczy: „dawaj więcej! Jeszcze więcej! Co, że niby ja nie dam rady?”. I tak oto Minister Finansów dokłada kolejne podatki, zaciska pętle fiskalną na szyi Polaka, opracowuje coraz to nowsze pomysły mające skutecznie wyciągać z kieszeni obywateli ciężko zarobione pieniądze. Eksperyment „Odporny Polak”: efekty więcej niż zadowalające. EKSPERYMENT NUMER 2 Wracając do kwestii germanizacji, czy rusyfikacji – ostatecznie nie udało się dawnym zaborcom narzucić swojej kultury Polakom. Okazuje się, że Polacy nie lubią, jeśli wchodzi się do ich domów na siłę i mówi co mają robić, czy jak mają myśleć. Więc jeśli nie na siłę to może sprawić jakoś, aby Polacy dobrowolnie przyjęli inną kulturę, niż ta, w której trwają? W końcu ideę sarmatyzmu narzucili sobie sami i przyjęli ją chętnie. W końcu zamiłowanie do francuszczyzny w dawnych wiekach również nastąpiło dobrowolnie. Pojawił się więc pomysł, aby nieustannie bombardować Polaków informacjami o tym, że ich kultura jest zła, staroświecka, wręcz ciemnogrodzka, należy więc ją zmienić („a my – eksperymentatorzy – wiemy jaka kultura jest najlepsza i wam ją pokażemy!”). I tak oto Polak uczony jest tego, iż tolerancja mówi jednoznacznie: kochaj homoseksualistów, nienawidź Kościoła. Myślałeś Polaczku, że tolerancja tyczy się wszystkich? Nie! Tolerancja tyczy się elementów Nowej Kultury Polski, a nie jej starych tradycyjnych elementów, które należy bezwzględnie zniszczyć! Eksperyment ten nie jest nowy, drogi czytelniku, gdyż jak pamiętamy Mao Zedong tradycyjną kulturę w Chinach niszczył, a wprowadzał nową – komunistyczną. A wszystko to i tak skończyło się tym, że Chiny musiały wpuścić w granice swojego kraju wielkie korporacje i uwolnić nieco rynek (choć wciąż kontrolowany przez komunistyczny rząd w Pekinie), żeby nie stać się światowym zaściankiem klepiącym biedę. Eksperyment „Nowa Kultura Polski”: widoczne postępy. EKSPERYMENT NUMER 3: Niemcy od zarania dziejów próbowali całkowicie wymazać Polskę i Polaków z mapy świata. Zresztą nie tylko oni, choć właśnie Panie i Panowie zarządzani z Berlina mają w tym największe zasługi. Cóż, dziesiątki, a może i setki wojen nie przyniosły zamierzonego efektu, II wojna światowa i masowa eksterminacja w obozach zagłady sprawiła, że naród polski został uszczuplony o „jedyne, marne 25%”. Eksperymentatorzy wyciągnęli jednak wnioski z tej lekcji, rozumiejąc, że otwarta, brutalna walka z Polakami zbytnio przyciąga uwagę świata, należy więc zmienić taktykę. Po pierwsze, wmówmy, że to nie niemieckie obozy zagłady a polskie. Po drugie, uczyńmy dla Polaków tę uprzejmość i zaoferujmy im takie warunki życia, by wyeksterminowali się sami. Nie damy im broni, bo wojna domowa tylko przyciągnie uwagę światowych mediów (choć nie ma tu ropy, więc nikt specjalnie szybko się w to nie zaangażuje...). Damy im inne narzędzia śmierci. Doprowadźmy do tego, aby w Polsce nie dało się żyć (duże podatki, niskie zarobki, wysokie koszty życia), utrzymujmy przestępców w więzieniach, aby po wyjściu z celi byli silni i zdrowi (by mogli działać dalej), ustalmy niskie kary za morderstwa, kradzieże i defraudacje, aby nie zniechęcać bandytów, prowadźmy politykę antyrodzinną, która będzie zniechęcać Polaków do posiadania dzieci, a tym, którzy już dzieci posiadają, niech urzędnicy z błahych powodów je zabierają. I tak dalej, i tak dalej... Eksperyment „Samozagłada Polaków”: nabiera rozpędu. EKSPERYMENT NUMER 4 Kiedy za PRL-u w mediach mówiono o Polsce w superlatywach, a nie wspominano o negatywach socrealizmu, szary człowieczek przez skórę czuł, że w tych przekazach jest coś nie tak. Nawet nie tyle czuł, co wiedział, że to wszystko to mydlenie oczu i kłamstwo! W PRL`bis postanowiono zmienić taktykę. Eksperymentatorzy stwierdzili, że trzeba mówić też o rzeczach złych, lecz tylko o takich, które odwrócą uwagę ludzi od polityki i innych ważniejszych wydarzeń (np. zrobienie spektaklu medialnego ze słynną Katarzyną W. w roli głównej) lub przeinaczać fakty w ten sposób, aby ludzie myśleli o wydarzeniach, których byli świadkami, inaczej niż było w rzeczywistości. Stąd też naginanie faktów, pomijanie innych bardzo istotnych dla sprawy szczegółów... Dlaczego media wycinały fragment przemowy londyńskiego „obcinacza głów”, gdy mówił o inspiracji Koranem i islamem? Dlaczego media puszczając (nieświadomie chyba) obrazy z aresztowania pijanych meksykańskich marynarzy komentowały zachowanie... pijanych, brutalnych kiboli? Dlaczego nagłaśniając sprawę słynnego antylitewskiego transparentu, media jednocześnie wyciszyły sprawę antypolskich okrzyków na Litwie (i zniszczenie polskiego mienia) czy też pobicia (z ranami ciętymi) polskich kibiców w Hiszpanii? Mówmy tak, aby Polaków zgnębić, aby sprawić by mieli kompleksy, by uwierzyli tylko w to co mówimy MY – eksperymentatorzy! Bo tylko my mamy prawo kształtować masy... na szare masy. Chcemy kontrolować umysły, bo MY – eksperymentatorzy - najlepiej wiemy, jak powinien wyglądać świat! Eksperyment „Lemingi”: liczne sukcesy. *  *  * Tych eksperymentów można wyliczać więcej, znacznie więcej. Ja tylko cieszę się, że nie jestem uczestnikiem ich wszystkich (niestety coraz to większych i nowszych podatków nie uniknę). A wspomnianym uczestnikiem nie jestem dlatego, iż myślę samodzielnie, nie oglądam telewizji, dużo czytam, dużo dyskutuję, dużo rozmawiam z ludźmi, poznaję świat, weryfikuję rzeczywistość, do wszystkiego podchodzę ze sceptycyzmem i wątpliwościami. Wolę sam zasmakować danej sprawy nim wydam osąd, niż ferować wyroki na podstawie nierzetelnych mediów. To czy jesteśmy uczestnikami eksperymentu zwanego Polską w dużej mierze zależy od nas samych. Od tego czy potrafimy powiedzieć NIE, gdy ktoś podaje nam strzykawkę z medialną papką i mówi: „Weź to, to dla Twojego dobra”. Oleg Siewierny Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Ameryka zawsze była ziemią obiecaną

Był czas, gdy Ameryka była Ziemią Obiecaną dla wszelkiej maści dziwaków, sekciarzy i wyznawców społecznych utopii. To właśnie tam udawali się i osiedlali opuszczając niegościnną dla nich Europę wszelkiej maści „dysydenci”. Kolejni zbawcy ludzkości zakładali tam swe społeczne laboratoria (kolonie, komuny, falangi, falanstery, kościoły - jak je zwał, tak zwał). Zakładali i plajtowali.
Rzeczywistość amerykańska bardzo szybko weryfikowała (falsyfikowała) utopie wyklute na kontynencie europejskim. Można zapytać, dlaczego Europa była wylęgarnią  społecznych utopii, Ameryka zaś ich grobem? Odpowiedź jest prosta: w Europie aż po wiek XX twórcy społecznych utopii zazwyczaj nie mieli możliwości pełnej realizacji swych  pomysłów, stąd  też  ich zwolennicy nie mieli okazji przekonać się na własnej skórze o tym, jak są niedorzeczne, albowiem próby  realizacji utopijnych pomysłów kończyły się zazwyczaj rozruchami, interwencją wojska lub policji, a następnie represjami, co zwolennicy utopii odbierali jako potwierdzenie słuszności swych koncepcji (nie pozwolą nam zbudować naszej komuny,  bo boją się, by nasz sukces nie zapoczątkował powstawania następnych komun itd.). Na gruncie amerykańskim niepowodzenia kolejnych prób ustanowienia nowego społeczeństwa  (komunistycznego) nie można było zwalić na reżim policyjny. Z ponad 30 falansterów fourierowskich, jakie założono tam po roku 1843, większość upadła w okresie od kilku miesięcy do jednego roku, pięć przetrwało okres dwuletni, jedynie 4 przetrwały dłużej, jeden z nich nawet 9 lat, po czym i po nim nie pozostał nawet ślad. Historia, ta niby "nauczycielka  życia", nie ma jakoś szczęścia do swoich uczniów, gdyż - o czym świadczą próby wcielania w życie kolejnych utopii - nikogo niczego biedaczka nie zdołała nauczyć. O tragedii pielgrzymów z "Mayflowera" co niektórzy zdawali się nie pamiętać, a do Ameryki nadal  przybywali nowi zbawcy, zakładali kolejne komuny, i - oczywiście - plajtowali. I tak dalej... Wiek dwudziesty przejdzie do historii, jako epoka eksperymentów społecznych, których ofiar do dziś dnia nie zdołano policzyć. Uszczęśliwianie ludzkości trwa nadal, choć jakże często sami uszczęśliwiani robią co mogą, byleby tylko umknąć swym zbawcom, o czym świadczą najlepiej masowe ucieczki z laboratoriów kubańskiego, wietnamskiego, czy innych. Ludzkie "króliki doświadczalne" wolą jak widać ryzykować pożarcie przez rekiny, niż cieszyć się z możliwości uczestniczenia w budowaniu socjalistycznego raju na ziemi. Dziewiętnastowieczni  twórcy  utopii  przynajmniej eksperymentowali na ochotnikach. (kolejny  kamyczek  do  ogródka pt. "O wyższości (rzekomo) okrutnego wieku XIX nad (rzekomo) postępowym wiekiem XX"), a co bardziej postępowe pomysły, (jak chociażby pomysł  "postępowych" dekabrystów, by ustanowić nie podlegającą prawu super-tajną policję polityczną, nazwaną iście po orwellowsku "urzędem czynienia dobra") kończyły się (na szczęście dla normalnych ludzi) dla ich twórców huśtawką na sznurze posmarowanym mydłem (o ile z miłości do ludzkości próbowali realizować swe pomysły przy pomocy terroru czy zbrojnych przewrotów), lub pobytem w takich kurortach, jak Gujana, ośrodkach sportów wodnych jak Tulon (gdzie mogli sobie do woli uprawiać wioślarstwo), czy ośrodkach sportów zimowych na wschód od Uralu. To  ostatnie,  to  niekoniecznie kpina. Nawet w oficjalnych, sowieckich wydawnictwach można było wyczytać, jak to niejaki Włodzimierz Iljicz Uljanow (ps."Lenin") przebywając na zesłaniu, jeździł sobie na łyżwach. Z kolei w pracy Mieczysława Lepeckiego "Józef Piłsudski na Syberii" można zobaczyć fotografię przyszłego Marszałka w tajdze ze strzelbą na ramieniu), co znowu świadczy o wyższości  Ciemnogrodu  nad postępem, bo – w przeciwieństwie do „reakcyjnego” caratu - postępowy Gułag takich atrakcji swym pensjonariuszom już nie zapewniał. Z amerykańskich perypetii  kolejnych poronionych płodów chorych umysłów europejskich koryfeuszy postępu możemy jednak wysnuć pewne wnioski. Nie ma sensu walczyć z utopiami z pomocą argumentów. To na nic. Nie ma innego, skutecznego sposobu na wykazanie niedorzeczności utopii, niż pozwolić na jej realizację. Najlepiej, by rząd pozwolił twórcom utopii  na ich realizację i by pod żadnym pozorem nie ingerował w przebieg eksperymentu, nawet wtedy, gdy okaże się, że w komunie łamane są "prawa człowieka". Należy poważnie potraktować zasadę, w myśl której chcącemu nie dzieje się krzywda. Powinno się jedynie dopilnować, by uczestnictwo w eksperymencie było całkowicie dobrowolne, by cała impreza była realizowana za pieniądze uczestników i by broń Boże jej skutki w najmniejszym stopniu nie dotknęły tych, którzy tego sobie nie życzą. I uwaga! Jakiekolwiek sprzeczne z prawem działania członków takiej komuny w stosunku do osób z zewnątrz powinny być karane z całą bezwzględnością. I bez paniki: jak dotąd na razie nie udało się nikomu wcielić w życie utopii bez użycia - jak to określił tow. Lenin - "środków nader autorytatywnych, czyli armat i karabinów”. Wniosek - wystarczy zadbać o to, by wcielając w życie produkty ich chorych umysłów miłośnicy ludzkości nie mieli możliwości posłużenia się państwowym aparatem przemocy i naszymi pieniędzmi. Innymi słowy: panowie intelektualiści, eksperymentujcie sobie do woli, byle za własne pieniądze, na własne ryzyko, na własnej skórze i we własnym gronie. A swoje postępowe, czerwone łapska trzymajcie z daleka od naszego Ciemnogrodu. Jan Przybył

Scjentyczne zabobony

Mało kto zdaje sobie sprawę jak wiele z suflowanych nam niepodważalnych prawd to zwykłe zabobony. Podobno to, co odróżnia nas od innych naczelnych to wewnętrzny przymus kierowania się dyrektywami przekazywanymi nam przez dominujące osobniki (autorytety).

W eksperymencie z udziałem dzieci i małp, małpy szybciej odkrywały i akceptowały spostrzeżenie, że część wyuczonej procedury jest zbędna i można ją pominąć. Zdaniem naukowców, prowadzących te eksperymenty, właśnie ta cecha była niezbędna, by ludzie zaczęli kumulować doświadczenie i poprzez kształcenie, mogli je przekazywać następnym pokoleniom. Jeśli rzeczy tak się mają to właściwość ta jest równocześnie naszym przekleństwem, bowiem nie pozwala nam skutecznie eliminować treści, które niczym programowe wirusy przekłamują gromadzoną przez lata doświadczeń wiedzę.