Tag Archives: emerytura

Emerytura 10 groszy? To fakt!

Aż trudno w to uwierzyć, ale jak podaje bankier.pl, najniższa emerytura wypłacana na Śląsku przez ZUS wynosi 10 groszy. Otrzymuje ją 63-letnia mieszkanka Rybnika.

Ubezpieczenia emerytalne – oto, za co jeszcze można podziwiać Szwajcarię

Szwajcarię można podziwiać za wiele rzeczy, szczególnie w porównaniu z jej rozrzutnymi sąsiadami.

Emerytura – Twój wróg

System emerytalny to współcześnie jeden z największych hamulców rozwoju gospodarek zachodu i jedna z największych przeszkód we wprowadzaniu wolnościowych reform, zwłaszcza w krajach demokratycznych ze starzejącą się populacją.

Prezes ZUS: bankructwo nam nie grozi, ale lepiej oszczędzajcie sami

Podczas konferencji zorganizowanej przez Fundację PAFERE w listopadzie 2013 roku pt.: „Rodzina w obliczu kryzysu”, aż dwóch prelegentów, Jan Maria Jackowski oraz Cezary Mech, stwierdziło, że według prognozy ZUS, w roku 2051 Polaków będzie najprawdopodobniej około 16 mln.

Każda złotówka, którą wpłacamy do ZUS, jest bezpowrotnie stracona

Po udanym odczarowaniu kryzysu przyszła pora na kolejną porcję magii – też finansowej. Transfer obligacji z OFE do ZUS – operacja prosta, skuteczna i nieodwracalna. I przyniesie same korzyści – jak zwykle.
Od tego mamy rząd, żeby dokonywał rzeczy niemożliwych. Rząd właśnie zapowiedział, że z OFE do ZUS zostaną przeniesione obligacje Skarbu Państwa. Brzmi niewinnie – przecież to ZUS ma teraz zarządzać tymi aktywami. Pomijając to, czy ZUS jest zdolny zarządzać czymkolwiek, wyjaśnienia wymaga, że te przenosiny to przejażdżka do zakładu pogrzebowego, bowiem obligacje zostaną umorzone. Wszystko w trosce o dług publiczny. A co to w ogóle jest ten dług publiczny? To taki eufemizm. Tak jak zamiast słowa "rak" (w sensie nowotwór złośliwy) możemy używać pojęcia "małe zwierzątko", tak samo politycy mówią "dług publiczny", kiedy mówią o… naszych pieniądzach. Ale nie o tych, które mamy w portfelu, bo o tych nie mówią, tylko nam je zabierają, ale o tych przyszłych, których jeszcze nie wypracowaliśmy, a które już zostały wydane. Jak to działa? Rząd nie ma własnych pieniędzy. Ma nasze – te, które nam zabrał. Kiedy rząd wydaje pieniądze, to znaczy, że zwraca nam część tego, co zabrał (część ponad to, co sam skonsumował). Jest to jałowa działalność, od której nikomu nic nie przybywa, bo i przybyć nie może. Do czasu! Do czasu, kiedy rząd zacznie wydawać więcej, niż zabiera. Czyli jednak czegoś przybywa? Tak! Długu. No dobrze, dług to dług – co w nim złego? Przede wszystkim to, że trzeba go spłacić. Spłacimy go my oraz nasze dzieci, choć to nie my go zaciągnęliśmy. Skoro obecnie ludzie płacą podatek, to znaczy, że zapracowali na to, co zostało opodatkowane. Nawet jeśli podatek płaci się od nieruchomości, to jej własność jest wynikiem czyjejś pracy. Podobnie kapitał – to zakumulowana praca. Jeśli dziś rząd zadłuża nas, to znaczy, że w przyszłości, aby spłacić dług choćby nominalnie, potrzeba będzie więcej pracy niż obecnie, ponieważ te dodatkowe pieniądze będą wymagały dodatkowej pracy. Będziemy zatem pracować więcej, aby w najlepszym przypadku mieć tyle samo, ile obecnie. Wracając do ZUS, OFE i obligacji – obecnie pracujący obywatele płacą ZUSowi, ZUS część – OFE, a OFE kupuje obligacje skarbowe. Rząd zapisuje sobie dług wobec OFE, a do pieniędzy ze sprzedaży obligacji dorzuca jeszcze trochę z podatków, po czym całość przekazuje ZUSowi, który tymi pieniędzmi oraz tymi, które sam zabrał, płaci obywatelom na emeryturze. Przy okazji rząd pobiera od emerytury tzw. "podatek", czyli sam sobie potrąca pieniądze, które wcześniej zabrał. Zmiana będzie docelowo polegać na tym, że pracujący obywatele będą płacić tylko ZUSowi (bo OFE znikną), a ZUS, po zasileniu podatkami zebranymi przez rząd, wypłaci emeryturę (zakładając, że nie zbankrutuje). Od emerytury rząd ponownie weźmie tzw. "podatek" opisany powyżej. Zniknie dodatkowy pośrednik – razem z obligacjami skarbowymi. Jako że jednak obligacje były kupowane za podatki i są spłacane podatkami, faktycznie nic się nie zmieni. Ani obywatele nie staną się bogatsi, ani podatki nie będą niższe. Bo przecież za nasze pieniądze nie kupiono realnych aktywów, tylko zobowiązanie, że w perspektywie kolejnych lat my albo nasze dzieci spłacimy kolejnymi podatkami obligacje wraz z procentem. Po umorzeniu obligacji podatek ZUS będzie tak samo dotkliwy jak obecnie, emerytura tak samo pewna jak długoterminowa prognoza pogody, a tylko zniknie dług państwa wobec OFE. Zniknie, ale wyłącznie na papierze. Bo nasze pieniądze, za które kupiono obligacje, były bardzo realne, tyle że zakupione "aktywa" są nierealne. Zamiana tych realnych pieniędzy na wirtualne zapisy na kontach w ZUSie, to operacja, którą nasza kochana władza ludowa opanowała już w latach 70-tych i 80-tych. Wówczas emitowano bony towarowe. Formalnie równoważne dolarom, bo pozwalały płacić w sklepach Pewexu. Gdybyśmy jednak takim bonem chcieli zapłacić za granicą jak prawdziwymi dolarami, usłyszelibyśmy śmiech albo propozycję wizyty u psychiatry. Bony "działały" tak długo, jak długo działał system. Podobnie będzie obecnie. Operacja, którą przeprowadza rząd to zamiana realnego długu przyszłych pokoleń za pośrednictwem OFE w ukryty dług przyszłych pokoleń za pośrednictwem ZUSu. Mówiąc krótko – mieliśmy dolary, które rząd przymusowo nam zabrał (podatek ZUS), wydając bon towarowy (obietnica emerytury), a teraz jedynie podmienił fizycznie istniejący bon w wirtualny zapis księgowy. "Wartości" tego bonu jednak nie zmienił. Bo i nie było co zmieniać. Każda złotówka, którą wpłacamy do ZUSu, jest bezpowrotnie stracona już w chwili zapłaty. Czy z ZUSu, czy z OFE, emerytury i tak nie dostaniemy. Co najwyżej wydadzą nam bony emerytalne PRL-bis. Co na pocieszenie? To, że całe gadanie o OFE i ZUS możemy sobie spokojnie darować. Bo pieniądze i tak już przepadły. Paweł Budrewicz Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

XXIII Forum Magiczne czyli walenie fiskalnym młotkiem

Lokalny Harry Potter, bardziej znany jako Premier Donald Tusk, odwołał kryzys. I zabronił mu się powtarzać. I jeszcze ogłosił emerytalną rewolucję, która nie jest rewolucją.
Takie rzeczy tylko w Polsce! Europa od wielu lat zmaga się z tzw. kryzysem, a tymczasem okazuje się, że wystarczy po prostu postawić się i twardo powiedzieć kryzysowi "nie", a problem rozwiąże się sam. I potem można już tylko na luzaka rzucić: "Ludzie, więcej optymizmu! Nie słuchajcie smutasów, bo was tylko zdołują!" Taki kunszt. Robi wrażenie, nie ma co! Przypomina mi to trochę znajomego sprzed lat. Facet miał psa i twierdził, że go wytresował. Mówił mu: "zrobisz to albo nie", a pies to robił albo nie. Taki magik! Dlaczego w ogóle piszę "tzw. kryzys"? Bo to nie jest kryzys. Wyobraźmy sobie, że walimy się młotkiem w palec. Boli, prawda? Czy ból to kryzys palca? Nie, to skutek uderzenia młotkiem. Aby nie bolało, rozwiązanie jest jedno – nie walić się młotkiem w palec. Tymczasem nasza gospodarka (oraz gospodarki większości krajów Unii Europejskiej) są regularnie walone przez rządy fiskalnym i regulacyjnym młotkiem. Musi boleć. I boli. Chcecie skończyć kryzys? Odłóżcie młotek. Ale naczelny czarodziej kraju uważa, że zintensyfikowanie owego walenia młotem usunie skutki wcześniejszych uderzeń. Czary! I tak się nasz premier pewnie poczuł w roli magika, że już zapowiedział kolejne magiczne sztuczki. Jedną dość przeciętną (w rodzaju pięć asów w talii, a każdy to z nich to walet trefl) i jedną bardziej wystrzałową – typu przecięcie kobiety wpół piłą spalinową bez użycia paliwa. Pierwsza to podwyżka akcyzy na alkohol i papierosy o 15%. Premier już obliczył, ile na tym zarobi. Zarobi budżet państwa, bo przecież nie on sam. Będzie ekstra forsa i złe czasy pójdą w niepamięć. Jak pokazuje historia podatku akcyzowego, zwłaszcza znacząca obniżka akcyzy 10 lat temu, skutek jest zupełnie inny. Po obniżce wpływy rosną, a po podwyżce – spadają. Czemu tak się dzieje? Cóż, premier zapomniał, że – wzorem porachunków w innych magicznych światach, od Śródziemia przez Ziemiomorze aż po Hogwarth – przeciwko niemu spiskują inni magicy, oczywiście ci źli, których celem jest zniszczyć wszystko co dobre i piękne. Jeśli chodzi o gorzałę, najważniejsi czarnoksięscy antagoniści premiera to Arcymag Meliniarz i Lord Rusek. Obaj dysponują najpotężniejszym zaklęciem, jakie widział magiczny świat, a któremu na imię bimber. Za pomocą szatańskich sztuczek obaj czarnoksiężnicy potrafią omamić biednych poddanych Jego Czarodziejskiej Mości i skusić ich na tanią gorzałę "made from kartofel" albo na chemiczny mix z przemytu. I ludzie to kupują. Potem ślepną albo umierają. Taki negatywny skutek czarnej magii. Niestety, premierowi i jego nadwornemu trefnisiowi jest zupełnie obca zdolność zrozumienia, że ci, którzy pili wódkę, pić ją będą nadal, i że dzielą się na dwie grupy – tych, których nie stać na legalną wódkę, więc skorzystają z meliny albo przemytu, oraz tych, których stać na legalną wódkę i jest mi obojętne, czy kosztuje 20zł, czy 25zł, czy 30zł za butelkę. Jako że tych pierwszych jest więcej, działa efekt skali. Stąd spadek wpływów. Efektem podwyżki będzie zatem spadek wpływów do budżetu z akcyzy na używki o jakieś 10%. Oraz więcej doniesień o zatruciach trefnym alkoholem. Druga sztuczka, ta wystrzałowa, to zamiana tandemu ZUS plus OFE na tandem ZUS plus OFE albo sam ZUS. Dzięki temu będziemy mieć wybór. Mniej więcej taki, jakby kto nam zaproponował, że możemy wybrać, czy obetną nam lewą, czy prawą nogę. No i nie jest to wybór? Nie, bo i jedno, i drugie, kończy się trwałym kalectwem, więc różnica jest taka, czy przez resztę życia będziemy sobie kupować wyłącznie prawy czy lewy but. Wszyscy już odtrąbili, że to zamach na OFE. Jasne. A w ogóle było się na co zamachnąć? Pamiętam reklamy sprzed kilkunastu lat. Dzięki OFE miałem być staruszkiem, co to ma fantazję i pieniądze. Cóż, fantazję już mam, pieniądze miewam, więc zostało mi tylko zostać staruszkiem. Tylko po co mi do tego OFE czy ZUS? Odnoszę nawet wrażenie, że te instytucje bardziej przeszkadzają mi zostaniu bogatym dziadkiem z fantazją. Mniejsza o to – pora rozprawić się z zaklęciem OFE. Co robią magicy OFE z naszą kasą? Inwestują. To chyba dobrze? Zależy, w co inwestują. Główny przedmiot zaklęcia OFE to obligacje Skarbu Państwa, czyli efekty czarów Premiera Piłkarza i Jana Pieniążka Vincenta R. Na czym polega to zaklęcie? Dziś płacimy podatek ZUS, którego część jest przekazywana na potrzeby magii OFE, powiedzmy 200zł miesięcznie. Za te dwie stówy OFE kupuje obligacje, powiedzmy na 5%. Odkupienie jest po pięciu latach, a więc licząc procent składany, OFE zarabia na naszą emeryturę 255zł. Super! Tylko skąd Skarb Państwa weźmie te 255zł na wykup? Od nas – w formie podatków. To my zapłacimy te 255zł. To się nazywa królik z kapelusza! Celowo pominąłem kwestię utraty punktów magii (tzw. opłaty za zarządzanie OFE i kosztu administracji czarowników z gildii Skarbu Państwa), bo jak widać, jest to problem wtórny. Musielibyśmy dostać 455zł emerytury miesięcznie, żeby wyjść na zero. A doliczając punkty magii, tę kwotę trzeba by pewnie podwoić. A ile dostaniemy? 100zł? Marzenie... W pozostałym zakresie zaklęcie OFE stosuje się do spółek akcyjnych. Tu już chyba nie ma się do czego przyczepić? Nie byłoby, gdyby nie to, że w większości są to spółki Skarbu Państwa. Nasze pieniądze w OFE pomagają kreować ciepłe posadki krewnym i znajomym królika. Jeśli przy okazji powstanie jakiś zysk, łapę na nim położy przede wszystkim główny właściciel, czyli ów Skarb Państwa. Kiedy teraz Prezes Rady Magików ogłosił faktyczną likwidację OFE (bo taki będzie skutek), OFE sprzedadzą większość aktywów akcyjnych, a docelowo to, co zostanie, zagarnie ZUS. Taka mini-renacjonalizacja. A dług publiczny w tej części, w jakiej stanowił zobowiązanie wobec OFE, przekształci się w ukryty dług ZUSu. Ukryty, bo w budżecie zostanie wykazany dopiero za parę lat. Przecież z rezygnacji z zaklęcia OFE pieniędzy nikomu i nigdzie nie przybyło. Zamiast pointy będzie dowcip. Wraca facet do domu i widzi żonę w łóżku z obcym facetem. "Co on tu wyprawia!?" – woła. "Czary, Stefan, czary…" – odpowiada kobieta rozmarzonym głosem. I właśnie takie czary serwuje nam nasz Naczelny Magik III RP. I tylko przy siadaniu na twardym tyłek trochę boli. Paweł Budrewicz Foto.: policja.pl Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Państwowy system emerytalny – kradzież w biały dzień!

Wielu z nas narzeka na polski system emerytalny, ZUS, niż demograficzny... i słusznie. Spotkałem się z wieloma głosami mówiącymi, że przecież bez tego starsi, niezdolni do pracy pomarliby z głodu. Tego typu myślenie zachęciło mnie do napisania serii krótkich artykułów wyjaśniających w najprostszy sposób mechanizmy wolnego rynku. Pierwszy z nich dotyczy właśnie systemu emerytalnego.
Niech naszym emerytem będzie Pan Mietek. Pan Mietek zaczął pracę w wieku 18 lat i skończył w wieku 67 lat. Dla uproszczenia przyjmujemy, że cały czas zarabiał przeciętne wynagrodzenie, za które przyjmiemy kwotę bazową z lutego 2012r. i jest to 2822,66 zł netto. Załóżmy też, że Pan Mietek żyje tyle, ile przeciętny mężczyzna w Polsce, czyli 71 lat. Po przejściu na emeryturę w wieku 67 lat będzie żył jeszcze 4 lata. Składka (tylko na fundusz emerytalny) wynosi 9,76%, co daje 391,88zł miesięcznie. Ta kwota będzie bazą do dalszych wyliczeń. Scenariusz pierwszy to emerytura ZUS. Liczymy 24% kwoty bazowej - 677,44zł. 1,3% podstawy wymiaru za każdy rok składkowy – 1798zł. Pan Mietek pracował cały czas, więc nie ma lat nieskładkowych. Jego emerytura wyniesie więc 2475,44zł. Scenariusz drugi to odkładanie do „szuflady”. Przez 49 lat pracy Pan Mietek odłożyłby 230425,44zł. Scenariusz trzeci to odkładanie na lokacie oprocentowanej 6% w skali roku z kapitalizacją roczną. Po odliczeniu podatku Pan Mietek ma 809367,61zł w wieku 67 lat. Emerytury „z szuflady” miałby więc 4800,53zł miesięcznie – prawie 2 razy więcej niż z ZUS. Emerytury z lokaty 16861,82zł miesięcznie, czyli prawie 7 razy więcej niż z ZUS. Aby Panu Mietkowi zwróciły się wszystkie składki emerytalne, musiałby dożyć 75 lat. Aby dostać tyle, co z oszczędności na lokacie – 94 lat. Wszytko to pokazałem także na wykresach, aby stało się jeszcze bardziej przystępne i łatwe do zrozumienia. Pierwszy pokazuje ile łącznie pieniędzy odzyska Pan Mietek odbierając miesięczną emeryturę z ZUS i kiedy kwota ta przekroczy kwoty oszczędzone na lokacie i w szufladzie (suma wszystkich składek emerytalnych). Ten natomiast pokazuje, jaką miesięcznie kwotę może wypłacać sobie Pan Metek w zależności od tego, na ile lat chce sobie ją rozłożyć. Oczywiście wyliczenia nie uwzględniają inflacji i waloryzacji, oraz kilku innych zmiennych. Dodatkowo, liczymy tylko składkę emerytalną, pomijając inne. Zakładamy też, że po osiągnięciu wieku emerytalnego Pan Mietek przestaje oszczędzać. Pomimo tego, wyliczenia obrazują ogólnie opłacalność systemu emerytalnego. Grzegorz Przyjemski

Podniesienie i zrównanie

Kobiety marzące dzień i noc o tym by „być jak mężczyźni”- pić, palić, przeklinać, nie rodzić dzieci, chodzić w spodniach i w mundurze, boksować, w ogóle i „robić co się chce” - i nie podzielające wszystkich z tych marzeń - wkrótce mogą się doczekać kolejnego etapu na drodze ku idylli. Media donoszą, że władza chce „podnieść i zrównać” wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, przy aplauzie „organizacji kobiecych”. Jeśli chce podnieść, to prawdopodobnie do 67 lat. Oznacza to, że statystyczny mężczyzna wypełniający wymogi ustawy będzie odbierał resztki zabieranych mu składek zwane emeryturą o 33 procent czasu krócej. Przelicznik będzie prosty. Mężczyzna po studiach pracuje najemnie i musi oddawać olbrzymie składki przez ponad 40 lat. Liberalna władza oddaje mu resztki przez 4 lata. A właściwie nie oddaje, tylko przekazuje z pieniędzy zabranych siłą jego dzieciom z ich wynagrodzenia. Przy czym na mieście mówią, że trumnowe też będzie zredukowane, o 50 procent. Statystyczna kobieta zaś emeryturę będzie odbierała krócej o siedem lat, tj. o 35 procent mniejszą w czasie, choć obiecują, że wyższą. Kto chce, niech wierzy. Można powiedzieć  ocierając się o pewność, że według papierów ustawowych władza odda ludziom ok. 1/3 pieniędzy mniej. To chyba największe cięcie w całym budżecie. W żadnym ministerstwie nie było aż takich redukcji. Gdyby jeszcze władza miała nieco więcej odwagi, podniosłaby wszystkim, także obecnym biorcom (konstytucyjna równość wobec prawa silniejsza niż wcześniejsze ustawowe błędy i wypaczenia), wiek emerytalny dla mężczyzn do 71 lat (to już tylko o 4 lata!), a dla kobiet do lat 80-ciu (w imię równości). To natychmiast daje olbrzymie oszczędności z racji braku wypłat i zachowaniu wpłat, można sprzedać wiele budynków po ZUS i nie trzeba opłacać tysięcy etatów tamże. Jedyne co trzeba by zrobić, to podnieść VAT do 27 pkt. procentowych dla sfinansowania odpraw pracowniczych. Ale to przecież tylko kilkaset groszy dziennie na rodzinę, jak mawia premier. Niemożliwe? W roku 1990 średnia długość życia mężczyzny wynosiła ok. 65-66 lat. Statystyczny chłopina bez przywilejów płacił całe życie i umierał po pierwszej wypłacie emerytury. Gdyby nie dostał jej wcale umarłby może z tydzień wcześniej. Dla grawerującego tabliczkę nagrobną nic trudnego. I brutalnie okradani mężczyźni w Polsce nie pisnęli słowa. Podobnie jak milczą obecnie. Oczywiście teoretycznie. W praktyce wiele osób korzysta z obowiązującego w Polsce prawa uchwalanego przez władzę i zaczyna pobierać emerytalne resztki wcześniej. Jednakże dura lex sed lex i można ograniczyć przywileje do mundurowych, by nie zastrzelili i górników, by w łeb nie dali kilofem. A jak podwyżka VAT nie doścignie globalnie uciekających na cypry CIT-ów to nierealne dziś stanie się prawem jutro. Tak jak podniesienie i zrównanie. Polacy, fantastycznie wdzięczny naród, odpłacą lekką zwyżką sondaży - do 90 procent. Co nie zmienia faktu, że cały system emerytalny w Polsce to bomba z opóźnionym zapłonem. Wyborcy nie chcą przyjąć tego do wiadomości, a władza nie chce wykładać kart na stół z racji swojej w tym roli. Przy dzietności 1,1-1,3, przy ograbieniu dwóch poprzednich pokoleń z majątku, w którym ulokowano ich składki (kasę wypłat zasilają tylko wpłaty bieżące i kredyty), przy dwóch milionach pracujących poza granicami Polski – miłych i bezbolesnych rozwiązań nie ma. Póki co widzimy przedłużanie lontu. Na kogo wypadnie bolesne „bum”? Wojciech Popiela

Kilka tysięcy „trumnowego” zamiast emerytury

Gdy opowiadam komuś o tym, że wszystko cokolwiek wpłacane jest w teorii na jego rzecz „do ZUSu” bezpowrotnie przepada, gdyż ZUS nie ma ani grosza – wszystko wydaje na bieżąco na obecnych biorców, wielu niedowierza. Gdy wyliczam z grubsza, że przelewane przez pracodawcę rzekomo na ich rzecz w ZUS i OFE tysiąc złotych każdego miesiąca, razy czterdzieści lat daje bez odsetek blisko pół miliona złotych, a szansa że mężczyzna dożyje wieku emerytalnego wynosi około pięćdziesiąt procent więc żona może liczyć na kilka tysięcy „trumnowego” – kiwają z niedowierzaniem głowami, nie pytając nawet o odsetki, które w takim okresie i przy takich kwotach powinny lekko podwoić pulę. Opowiadają coś o zapewnieniach władzy, że przecież po reformie odkładamy już na swoją, godną emeryturę. Że co jak co, ale państwo dotrzymuje zobowiązań finansowych bo ZUS upaść nie może nigdy. Że obecnie – nie tak jak kiedyś – emerytura jest po prostu ich zabezpieczeniem na starość, gromadzonym na ich indywidualnym koncie. Nawet wydruki dostają ile jednostek zgromadzili… I tylko liberalny  - kolejne obrzydzone słowo, po prywatyzacji - rząd przypomina im, że w sprawie grabieży własności nie żartuje. Dziennik GP podaje, że ma być tak: jeśli dożyjesz wieku emerytalnego zanim zdążą go podwyższyć i uznasz wypłacane ci resztki z twoich całożyciowych wpłat zwane emeryturą za niewystarczające, może ci przyjść do głowy podjęcie pracy zgodnie z obowiązującym prawem – tj. „legalnie”, np. na umowę o pracę. Taki pomysł może się pojawić: masz doświadczenie, wiedzę, siły, rząd za pomocą państwowej służby zdrowia nie pozbył się ciebie z grona „biorców świadczeń” i nie dokonał na tobie formalnej eutanazji wyznaczając via felczer wizytę u specjalisty za dwa lata… Gdy więc podpiszesz umowę o pracę wówczas władza i jej długie ręce odetną ci – podobno twoje, he, he – pieniądze oddawane przez ZUS i OFE w ramach emerytury. Bo nie może być tak, że ktoś pracuje i dostaje (sic!) emeryturę obciążając system… Władza jest liberalna – masz wybór. Albo emerytura 1200 zł albo pensja 1700 zł. Możesz dostać też tytuł: zasłużony dla III RP. Wystarczy po „osiągnięciu wieku emerytalnego” pójść do pracy i w niej umrzeć nie otrzymawszy ani złotówki emerytury. Prostsza drogą do orderu – pośmiertnego – jest samobójstwo popełnianie w dniu emerytalnych urodzin. „Zestawy urodzinowe” będą dostępne gratis w oddziałach ZUS. Co jeszcze musi nam zabrać władza wrogów wolności byśmy powstali dla realizacji naszej wizji wolnej Polski? – pytałem wiosną 2007 (http://tiny.pl/h71zj ). Trochę się od tego czasu zmieniło. Na gorsze. Wojciech Popiela