Tag Archives: encyklika Centesimus Annus

Dobrowolne bezrobocie według św. Pawła

W swojej homilii z okazji wspomnienia św. Józefa Rzemieślnika Papież Franciszek powiedział,  że „dziś nie można już powiedzieć za św. Pawłem: ‚Kto nie chce pracować, niech też nie je’, ale trzeba powiedzieć: ‚Kto nie pracuje, utracił godność!’, ponieważ „nie znalazł możliwości pracy”. Wręcz owo społeczeństwo ogołociło ową osobę z godności.” (KAI).

Liberalizm chrześcijański?

Słowo "liberalizm" bywa rozumiane rozmaicie, ale zawsze chodzi w nim o jakiś rodzaj wolności w stosunkach społecznych. Jego wieloznaczność odbija więc rozmaite rozumienie wolności. Wolność pojmowana raczej jako usunięcie wszelkich ograniczeń, jako prawo do robienia, co się uważa, dobrego czy złego, daje liberalizm w wersji post-oświeceniowej, kojarzący się z laicyzmem bądź lewicowością. W praktyce oznacza on też usprawiedliwienie swobody obyczajowej [i w ogóle moralnej. Taki "liberalizm", który powinno się nazywać libertynizmem, jest słusznie atakowany ze strony katolickiej]. Z drugiej strony wolność powinna być wolnością "do czegoś". Wedle trafiającej w sedno definicji liberała Monteskiusza: wolność to dobro, które daje dostęp do innych dóbr. Zatem prawa człowieka i wolność polityczna - ale bez zezwalania na zło. Takie rozumienie wolności zgadza się z tradycją chrześcijańską, wedle której Chrystus uwalnia człowieka z niewoli zła, by był wolny dla dobra. W tym sensie chrześcijański liberalizm, [rozumiany jako ustrój zapewniający wolność osoby ludzkiej], jest możliwy i łączy się z zaufaniem do sumienia i odpowiedzialności człowieka wolnego, oświeconego wiarą. W sensie węższym liberalizm to wolność gospodarcza, ustrój wolnorynkowy. W socjalizmie państwo wszystko obywatelowi zabiera, a potem rękami urzędników przydziela. Socjalista wierzy, że tak jest dla obywateli najlepiej. Natomiast liberał chce jak najwięcej zostawić w ręku tego, który zarobił chroniąc wolność jednostki i własność prywatną. Państwo nie powinno zajmować się gospodarką, lecz stać na straży praw i bezpieczeństwa. I nie kosztować za dużo. W katolickiej nauce społecznej odpowiednikiem tych postulatów jest zasada pomocniczości. Głosi ona, że wszelkie zadania i uprawnienia nie powinny być przejmowane przez instancje wyższe, jeśli tylko mogą być powierzone jednostkom czy organizacjom niższego szczebla. Instancje wyższe mają pomagać osobom i instancjom niższym. Jest to więc przeciwieństwo etatyzmu. Liberalizm gospodarczy chciałby maksimum możliwości (a więc i środków) zostawić jednostce. System taki czyni gospodarkę efektywną i przyspiesza wzrost, choć zarazem niesie pewne zagrożenie dla jednostek nieprzystosowanych. Dlatego społeczeństwa zachodnie, będąc już syte, odwróciły się od swojej dawniejszej liberalnej ekspansji na rzecz zabezpieczeń socjalnych. Ich zwolennicy i w ogóle zwolennicy socjalistycznej i półsocjalistycznej koncepcji państwa podpierają się innymi elementami katolickiej nauki społecznej, która mówi też o zadaniach państwa w sferze oświaty, zdrowia, opieki społecznej. Jednakże zalecenia te są sprawą dopiero czasów nowszych, a odbijają ogromny rozrost roli państwa w tym okresie. Kościół mówi po prostu do władzy: skoro tyle ludziom zabieracie przez podatki, oddajcie część w formie świadczeń społecznych! Dodajmy, że chodzi tu o funkcje dawniej spełniane przez sam Kościół. Czyli że mówi on władzom: skoro nas odsuwacie od szkoły i dobroczynności (często zabierając majątek), to przynajmniej przejmijcie te obowiązki! Jak widać katolicka nauka społeczna jest w znacznej mierze próbą złagodzenia skutków wszechwładnej władzy państwa. Jeśli ograniczyć jego rolę na sposób liberałów, moralno-społeczne wezwania Kościoła będą się odnosić do jednostek, fundacji, samorządów, parafii. Sądzić wolno, że podejmą je skuteczniej niż marnotrawna biurokracja państwowa. [Notabene encyklika "Centesimus annus" krytykuje biurokrację, a "Katechizm Kościoła Katolickiego" obowiązkami charytatywnymi obarcza osoby, a nie państwo.] Liberalizm gospodarczy nie jest więc wcale sprzeczny z chrześcijaństwem - oczywiście pod warunkiem, że nie łączy się go z liberalizmem laickim głoszącym swobodę moralną czy "liberalnym" podejściem do funduszy publicznych. Z tego względu taki liberalizm nie reprezentuje nastawienia chrześcijańskiego - można je natomiast znaleźć w opcji konserwatywno-liberalnej. [Dość często postuluje się, żeby - skoro słowo "liberalizm" źle się kojarzy moralnie - program wolnorynkowy nazywać konserwatywnym (na wzór Anglii i Ameryki). Ma to swoje uzasadnienie, ale z drugiej strony, czemu odstępować słowo "liberalizm" lewicy? W ten sposób pozwala jej się stroić w piórka obrońców wolności, gdy faktycznie jest ona wolności słowa i gospodarowania największym wrogiem.] Michał Wojciechowski Tekst pochodzi z książki prof. Wojciechowskiego "Wiara-Cywilizacja-Polityka", wydanej w 2001 roku przez Wydawnictwo >DEXTRA< Przedruk dokonany jest za zgodą Wydawcy.

Owca i pasterze

Niezręcznie jest występować w roli owcy, która zwraca uwagę pasterzowi, bądź wręcz usiłuje go pouczać. Tak właśnie się czułem, gdy słuchałem Komunikatu z 323 zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski z 15-16 czerwca tego roku, odczytanego podczas Mszy świętej w dniu 22 czerwca. Czułem się właśnie niczym owieczka, która ma za złe swojemu opiekunowi, że robi coś nie tak. Nie pierwsza to sytuacja, gdy polscy biskupi wypowiadają się na temat problemów społecznych Polski, stawiając diagnozę, która - przynajmniej dla mnie - nie jest do końca trafna. We fragmencie komunikatu Konferencji Episkopatu czytamy: "Jako pasterze Kościoła przyjmujemy z największym niepokojem oznaki głębokiego kryzysu, w jakim znajduje się nasze państwo. Nie sposób budować Polski sprawiedliwej i bogatej duchowo bez zmiany wielu postaw, które budzą lęki i wywołują kategoryczny sprzeciw w naszym społeczeństwie. Przejawy korupcji, prywaty, kierowania się partyjnym interesem, jak również pogoń za zyskiem za wszelką cenę, winny być zdecydowanie eliminowane z naszego życia społecznego. Dramat wysokiego bezrobocia pogłębia i tak bardzo trudną sytuację najbiedniejszych. Niektórzy nasi rodacy traktują niestety taki stan rzeczy jako zjawisko normalne i troszczą się jedynie o własny zysk, bez jakichkolwiek oporów moralnych". Niby wszystko w porządku... Kryzys państwa, korupcja, prywata, partyjny interes zamiast dobra wspólnego, itp. Zresztą krytykowanie nadużywania władzy dla własnych korzyści, czy też rozpasanego polskiego partyjniactwa jest obecnie na tyle modne, że trudno się dziwić, iż biskupi dość regularnie poruszają ten wątek w swoich komunikatach kierowanych do wiernych. Niestety, jak dotąd zbyt wiele z tego nie wynika, ale to już zupełnie inna sprawa. Co innego w tym komunikacie wzbudza mój niepokój. Otóż polscy biskupi zdają się utożsamiać coraz bardziej szerzące się w naszym kraju bezrobocie z "troszczeniem się jedynie o własny zysk". Tego - przyznam szczerze - zbytnio zrozumieć nie mogę. Zyskiem, mówiąc językiem ekonomii, określamy dochody pomniejszone o koszty ich uzyskania. W języku potocznym natomiast zyskiem jest to, co zarabiamy "na czysto". Czymże więc jest "pogoń za zyskiem", którą tak bardzo krytykują nasi biskupi i niby dlaczego to właśnie ona ma być główną przyczyną rosnącego bezrobocia? Cóż jest złego w tym, że ludzie chcieliby mieć jak największe dochody? Przecież Kościół także dąży do tego, by uzyskiwać od wiernych jak najwięcej na tacę, gdyż utrzymanie parafii kosztuje równie słono, jak utrzymanie rodziny czy mieszkania. Żeby odpowiedzieć na to pytanie w miarę uczciwie trzeba postawić inne: czy bez motywu "pogoni za zyskiem" możliwe byłoby w ogóle stworzenie jakiegokolwiek miejsca pracy? Ktoś może oczywiście powiedzieć, że jest to możliwe - dowiódł tego socjalizm, gdzie motyw zysku został, przynajmniej na papierze, całkowicie wyeliminowany, a bezrobocia w ogóle nie było. Nie wikłając się w szczegóły wspomnę tylko, że socjalizm, pomijając całą przeideologizowaną antykapitalistyczną frazeologię, był ustrojem ekonomicznie nieefektywnym, w którym tak naprawdę "cały naród" tyrał na garstkę partyjnych kacyków. Można wręcz powiedzieć, że dzięki takiemu układowi ich zyski były niepomiernie większe od zysków niejednego dzisiejszego polskiego kapitalisty, ponieważ nie ponosili oni praktycznie żadnych kosztów, ani wiążącego się z tym ryzyka. Zupełnie inna sytuacja panuje w warunkach gospodarki wolnorynkowej, gdzie przedsiębiorca podejmuje ryzyko nigdy nie mając pewności, czy się ono opłaci. Zysk jest więc tutaj nagrodą za trafienie w gusta konsumentów. Dzięki niemu możliwe są kolejne inwestycje i tworzenie nowych miejsc pracy. Oczywiste więc jest, że bez dążenia do zysku nie byłoby rozwoju, a bez rozwoju nie byłoby zapotrzebowania na ludzką pracę. W encyklice "Centesimus Annus" papież Jan Paweł II pisze: "Kościół uznaje pozytywną rolę zysku jako wskaźnika dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa: gdy przedsiębiorstwo wytwarza zysk, oznacza to, że czynniki produkcyjne zostały właściwie zastosowane a odpowiadające im potrzeby ludzkie - zaspokojone". Te słowa nie pozostawiają więc żadnych wątpliwości, że stanowisko Kościoła katolickiego w odniesieniu do zysku jest pozytywne. O cóż więc może chodzić polskim biskupom, gdy w swoim niedawnym komunikacie do wiernych usiłują powiązać "pogoń za zyskiem" z coraz bardziej rosnącym bezrobociem? Odpowiedź wydaje mi się następująca: otóż nasi Pasterze wiedzą, że gdzieś dzwoni, ale - paradoksalnie - nie wiedzą, w którym kościele. Czyli - niewłaściwie definiują Oni sprawcę największej polskiej plagi jaką obecnie jest bezrobocie. A prawdziwym sprawcą nie jest żadna "pogoń za zyskiem", lecz zaciskające się coraz bardziej na gardłach Polaków macki państwa, za wszelką cenę dążącego do ograniczania zysków. To ograniczanie zysków aparat państwowy próbuje na ludziach wymuszać przy użyciu takich narzędzi, jak np. podwyższanie już istniejących podatków i wprowadzanie nowych, ograniczanie wolności gospodarczej, mnożenie trudności przy zakładaniu firm, wprowadzanie koncesji, wyposażanie służb skarbowych w coraz to nowe uprawnienia mogące prowadzić do gwałcenia podstawowych wolności obywatelskich itp. Trudno mi uwierzyć w to, że polscy biskupi nie dostrzegają tych wszystkich patologicznych zjawisk. Jeśli jednak dostrzegają, to dlaczego nie wspominają o nich w swoich listach do wiernych? Czyżby stopień uzależnienia Kościoła katolickiego w Polsce od państwa był już - z różnych powodów - tak głęboki, że po prostu "nie wypada"? Że prościej jest odpowiedzialność za plagę bezrobocia zrzucić na "bezdusznych kapitalistów", "wyzyskiwaczy" i "oszustów", niż na coraz bardziej rozrastającego się Lewiatana, który dławi przedsiębiorczość, a tych, którym jeszcze coś się w naszym kraju chce robić, bezlitośnie skubie z każdej ciężko zarobionej złotówki? Biskupi słusznie piszą, że nasze życie publiczne wymaga radykalnego oczyszczenia i duchowego odnowienia. Obawiam się jednak, że nie da się tego osiągnąć, jeśli odpowiedzialnych za pogłębiający się w naszym kraju kryzys moralny i gospodarczy szukać się będzie nie tam, gdzie rzeczywiście się oni znajdują. Owszem, można wyprodukować jeszcze dziesiątki listów do wiernych, jednak cóż z tego, skoro nie będą one dotykały sedna problemu... Paweł Sztąberek (22 grudnia 2003) (Artykuł ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika Opcja na Prawo)

Ku połączeniu Religii z Wolnością

Encyklikę Centesimus Annus wspomina Alejandro A. Chafuen  Instytut Studiów nad Religią i Wolnością imienia Actona narodził się na rok przed opublikowaniem encykliki papieża Jana Pawła II Centesimus Annus. Jego założyciele: ksiądz Robert Sirico, prezes Instytutu oraz Kris Mauren, jego dyrektor zarządzający, powołali go w celu zbliżania dwu światów - religii i wolności. Dokładnie to samo uczyniła encyklika Centesimus Annus. Opublikowanie w roku 1991 wspomnianej encykliki było tak znaczącym wydarzeniem w dziejach ewolucji chrześcijańskiego rozumienia człowieka osadzonego w społeczeństwie, że Instytut Actona zdecydował się zorganizować serię konferencji, przede wszystkim w Rzymie, tuż pod bramami Watykanu, by w formie twórczej refleksji opartej na tym szczególnym fundamencie, obchodzić 15. rocznicę jej wydania. Arcybiskup Silvano M. Tomasi, wysoki przedstawiciel Watykanu przy Organizacji Narodów Zjednoczonych i Światowej Organizacji Handlu, wysoko ocenił encyklikę jako "kamień milowy na drodze rozwoju nauki społecznej Kościoła i znaczący wkład w proces zrozumienia naszego zagmatwanego świata". Wszelako, by należycie spełniać swoje zadanie, nawet kamienie milowe wymagają ochrony i muszą być wystawione na widok wszystkich poszukujących właściwej drogi. Wśród prelegentów wspomnianej konferencji znalazły się osoby, które pod względem intelektualnym odgrywają czołowe role w samym Watykanie i w środowiskach katolickich całego świata: Mary Ann Glendon, profesor Uniwersytetu Harvarda i prezes Papieskiej Akademii Nauk Społecznych; biskup Rino Fisichiella, Rektor Papieskiego Uniwersytetu Lateraneńskiego, czy George Weigel, oficjalny biograf Jana Pawła II. Znaleźli się wśród gości także znani politycy, tacy jak były premier Hiszpanii José María Aznar, były premier Estonii i zarazem laureat prestiżowej Nagrody Friedmana Mart Laar oraz włoski senator Rocco Buttiglione. Inni mówcy, tacy jak Lord Griffiths, wiceprezes Goldman Sachs International, i Otto von Habsburg, podkreślili pozytywne nastawienie encykliki do takich spraw jak swoboda działalności gospodarczej i gospodarka rynkowa, które przyczyniają się do zmniejszania biedy i promują ludzką wolność. George Weigel uchwycił sedno przesłania Jana Pawła II w dziedzinie ekonomii: "Wolne i hołdujące cnotom społeczeństwo składa się z trzech złączonych ze sobą części: demokratycznej wspólnoty politycznej, wolnej ekonomii oraz umocnionej moralnością kultury publicznej… We współczesnym, postindustrialnym świecie, bogactwa nie należy szukać w zasobach, lecz raczej w ideach, nowatorskich koncepcjach i umiejętnościach. Bogactwo narodów nie spoczywa już w ziemi, znajduje się w ludzkich umysłach, w ludzkiej kreatywności". Wysiłki mające na celu rozpropagowanie tych idei są najskuteczniejsze, gdy uda się dla nich pozyskać osoby o największym wpływie na opinię publiczną. Wspomniany program Instytutu Actona do takich osób się zwrócił. Radio Watykańskie, katolicka prasa Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, jak też główne agencje prasowe i analitycy, ponieśli w szeroki świat przesłanie konferencji. Dodatkowo, w celu większego uwypuklenia, organizatorzy starannie wybrali lokalizacje spotkań dokonując posiewu nowych idei na pięciu uniwersytetach papieskich - mogących uchodzić za "Ivy League"* Kościoła Katolickiego. Studiuje na nich blisko piętnaście tysięcy osób, zarówno seminarzystów, jak i świeckich. Dziewięćdziesiąt procent biskupów katolickich na różnych etapach odbierało część swojej edukacji w Rzymie. Konferencja poświęcona problemom globalizacji i ubóstwa odbyła się na Papieskim Uniwersytecie Urbaniańskim. Jest to uczelnia grupująca największą liczbę studentów z krajów rozwijających się. Zetknęli się oni z ideami, z którymi rzadko mają okazję zapoznać się w trakcie wykładów. Kolejne spotkanie odbyło się na Uniwersytecie Gregoriańskim, założonym - pod nazwą Kolegium Rzymskie - w XVI wieku. Gregoriana cieszy się sławą jako ta, która odkryła, rozwinęła i rozpowszechniła liczne prądy intelektualne, które znalazły swój wyraz także w Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki. Kolejne spotkanie miało miejsce w Polsce, 18 maja 2006 roku, w dniu urodzin Jana Pawła II, w obecności Jego dawnych kolegów, przyjaciół i studentów. Oto refleksja Kishore'a Jayabalana, dyrektora biura Instytutu Actona w Rzymie: "Konferencję w Lublinie traktuję jako szczególnie mi bliską, ponieważ mogliśmy oddychać klimatem naukowym i intelektualnym, który uformował Karola Wojtyłę. Odprawiona została też Msza święta i miał miejsce koncert w kaplicy Uniwersytetu, wszystko z licznym udziałem wiernych". W tym kontekście, stanowiąc pomoc dla moralistów z całego świata w odkryciu korzyści płynących z wolnego rynku, wkład Kishore'a wyróżnia się jako wielki kapitał w tym dziele, zdradzając jednocześnie swoje azjatyckie korzenie i zapatrywania. Wysławiając się w nieskazitelnym angielskim i włoskim, łatwo może się on porozumieć z wybitnymi przedstawicielami rozmaitych kultur. Odnosząc się do całości naszego projektu, Kishore powiedział: "jeszcze większym przeżyciem było dla mnie ujrzenie studentów poddających rewizji swoje poglądy na życie ekonomiczne i społeczne. Wielu z nich wcześniej uważało, że katolicka nauka społeczna oznacza po prostu większą rolę państwa w gospodarce w imię >>współczucia<< dla biednych, co samo w sobie nie stanowi dla młodego człowieka pociągającej wizji. Trzeba było widzieć blask w ich oczach kiedy odkryli jak mogą osobiście działać swobodnie wykorzystując swoje talenty - jak mogą chwalić tym Boga i pomagać innym czynić to samo. Wspaniale jest ujrzeć młodych ludzi rozwijających i pogłębiających sens swojego powołania". Wszyscy studenci, uczestnicy programu, otrzymali książki o tematyce wolnorynkowej; od Index of Economic Freedom, po dzieła laureata Nagrody Nobla, F.A. Hayeka i znanych chrześcijańskich przedsiębiorców, takich jak Francois Michelin. "Słuchacze chciwie i z zapałem pobierali książki, które im oferowaliśmy" - wspomina Kishore - "pozbawili nas wszystkiego co przygotowaliśmy". Ksiądz Sirico postrzega tę serię konferencji jako olbrzymią okazję do poszerzania wiedzy o duchowych i materialnych korzyściach płynących z ludzkiej wolności: "Przyczyniły się też do ugruntowania pozycji Instytutu Actona, jako godnego zaufania źródła informacji dla międzynarodowego korpusu prasowego obsługującego Watykan i koła dyplomatyczne". Poprzez prace i codzienne zaangażowanie zaproszonych mówców, poprzez cotygodniowe kazania, które wielu seminarzystów będzie głosić przez całe swoje życie, ten - wspierany przez Fundację Templetona - program będzie miał trwałe i pozytywne następstwa. Alejandro A. Chafuen (8 października 2007) tłum. Piotr Toboła-Pertkiewicz * "Ivy League" ("Liga Bluszczowa") - stowarzyszenie ośmiu najbardziej elitarnych uniwersytetów USA, nazwa pochodzi od bluszczu porastającego stare budynki. (Niniejszy tekst pochodzi z serwisu www.acton.org. Przedruk za www.pafere.org)

Estonia a Centesimus Annus: uniwersalne przesłanie nadziei

Wykład wygłoszony 04.05.2006r. w Rzymie podczas sesji zatytułowanej "Centesimus Annus a przyszłość Europy"    Jak prawdopodobnie wiecie pochodzę z Estonii, która jest krajem luterańskim. Mimo to, kiedy Karol Wojtyła został wybrany papieżem, my w Estonii czuliśmy, że jest także naszym papieżem. Przesłanie Jana Pawła II "Nie lękajcie się" zachwiało filarami sowieckiego imperium i stanowiło zaczątek do jego pokonania. Sowiecki totalitaryzm był zbudowany na terrorze i strachu. Aby stworzyć poczucie strachu absolutnego zabijano wielu, często bez przyczyny. Terror taki stworzył atmosferę strachu i pozwolił komunistom kontrolować społeczeństwo nawet wtedy, gdy masowa kampania terroru zakończyła się. By obalić komunizm, strach ten musiał zniknąć. Było to powodem, dla którego przesłanie Jana Pawła II "Nie lękajcie się" stworzyło podwaliny dla Solidarności, Śpiewającej Rewolucji w państwach nadbałtyckich, Aksamitnej Rewolucji w Czechach i zapoczątkowało upadek muru berlińskiego w 1989. Kiedy ludzie pokonali strach, stali się wolni. Tak więc w 1991, jak wiele innych narodów Europy Centralnej i Wschodniej, my Estończycy byliśmy na nowo wolni. Jednak czym była ta wolność? Estonia była zrujnowana, w naszej gospodarce panował bałagan, duch w narodzie został stłamszony pod wpływem dziedzictwa socjalistycznego. Sklepy były całkowicie puste ponieważ towary i pieniądze nie miały już żadnej wartości. Czteroletnia walka o niepodległość nie pozostawiła dość czasu na efektywną reformę gospodarczą. Nawet w czasach Wielkiego Kryzysu w Stanach w latach 30-tych, produkcja nie spadła o 30% na przestrzeni 2 lat, zarobki o 45%, ceny paliw nie wzrosły o ponad 10 000%, a inflacja nie rosła o ponad 1000% rocznie. Przewidywano, że bezrobocie osiągnie 30%. Ludzie stali godzinami w kolejkach by kupić jedzenie. Pieczywo i mleko były reglamentowane. Co gorsze 50 lat komunistycznej dominacji w poważny sposób zniszczyło ludzkiego ducha. Najcięższe dziedzictwo komunizmu uzależniło ludzi od rządu. Pozbawiono ich czegoś co mogli nazwać swoim. Nauczono ich nie dokonywać wyborów. Z ludzi kreatywnych zmieniono ich w służących państwu. Zmiana wszystkiego, wyzwolenie ludzi, zmiana ich umysłów oraz serc okazały się być największym wyzwaniem przemiany. Nie było to łatwe. Ludzie przywykli do innych nawyków. Obudzić ich było trudnym zadaniem. Encyklika Centesimus Annus była skierowana do narodów przechodzących taką przemianę. Niektóre z nich zastosowały się do zasad zapisanych w Centesimus Annus, inne nie. Patrząc teraz wstecz na 15 lat przemian i analizując co osiągnięto trzeba powiedzieć, że ta encyklika dużo zmieniła. Nie każdy kraj przeszedł udaną transformację. Istnieje wiele przyczyn takiego stanu rzeczy, jedną z nich jest to, że obrały drogę inną niż ta prezentowana w Centesimus Annus. Niektóre kraje usiłowały zbudować współczesne opiekuńcze państwo zachodnie - bądź jak mówił Jan Paweł II "państwo opieki społecznej". Unikały radykalnych nastawionych na rynek reform a preferowały "stopniowe podejście", które wyglądało na łagodniejsze i nie społecznie niszczące. Prywatyzację odłożono w czasie bądź spowolniono, a rola państwa utrzymywała się na wysokim poziomie, rynki nie zostały otwarte lecz były chronione wysokimi cłami. Ceny nie zostały uwolnione, ale utrzymywane pod kontrolą rządową. Inni zadecydowali, że najlepszym sposobem wydostania się z tego żałosnego stanu było skierowanie się na "dziki kapitalizm", gdzie ani zasady ani morale nie są czynnikiem ograniczającym, tylko rynek. Rządy prawa, prawo własności, budowa instytucji demokratycznych takich jak niezależny system sądowy, nie były tak ważne. Wolny rynek musiał regulować wszystko. Reformatorzy w tych krajach uważali, że nawet jeśli pierwsze miliony zostały zarobione w nielegalny sposób, z czasem, ci biznesmeni, którzy je zarobili, zaczną zachowywać się jak praworządni obywatele. Obie drogi zakończyły się fiaskiem. W niektórych krajach nie dokonano prawie żadnych reform. Stare struktury ekonomiczne i polityczne pozostały nienaruszone. Głównymi sloganami pozostały "troska o lud pracujący" i "ochrona wartości społecznych". W niektórych krajach, takich jak Mołdawia, doprowadziło to do katastrofy gospodarczej a w innych takich, jak Białoruś, do paskudnej dyktatury. W krajach "dzikiego kapitalizmu" reformy polityczne nie dokonały się. W gospodarce miała miejsce szybka prywatyzacja wraz z niektórymi liberalnymi reformami gospodarczymi. Nie poświęcono uwagi rządom prawa i rozbudowie instytucji demokratycznych. Doprowadziło to do narodzin swego rodzaju wysoce skorumpowanego kapitalizmu kolesiowskiego, który uczynił niewielu bardzo bogatymi i pozostawił większość w ubóstwie. Jan Paweł II krytykował obie drogi. To co zaproponował to nie "trzecią drogę", ale raczej właściwą drogę. Zaproponował powrót do podstaw, czyli gospodarkę rynkową opartą na mocnych zasadach moralnych, mocno zasadzoną na myśli chrześcijańskiej. W tym kontekście było zupełnie zrozumiałe, że skoro jednocześnie Centesimus Annus krytykowała lewicowy socjalistyczny model "pomocy społecznej" a preferowała gospodarkę rynkową, Jan Paweł II nie był zwolennikiem "dzikiego kapitalizmu". Centesimus Annus podkreślała, że gospodarka rynkowa nie może działać bez klasycznych rządów prawa oraz stałych i jasnych praw własności. Przemawiała za stabilną walutą oraz otwartym modelem gospodarczym. Były to bardzo nowatorskie idee w 1991 roku. Większość ekspertów zagranicznych nie mówiła o tym wiele w owym czasie. Większość uwagi skoncentrowana była na sprawach czysto gospodarczych. Jednak największą różnicą Centesimus Annus w porównaniu z państwowymi i rządowymi teoriami było to, że pokładała nadzieje w ludziach. Domagała się jasnego zerwania z komunistyczną przeszłością i przyzwyczajeniami oraz popierała swego rodzaju moralną rewolucję. Zadaniem rządu w tej trudnej sytuacji było obudzić naród, zachęcić go do podejmowania decyzji by był aktywny i twórczy. Aby dać ludziom prawo i pozwolić im decydować jak żyć, wspierano reformę podatkową mającą na celu usunięcie ręki rządu z kieszeni podatnika. Estonia jest jedynym krajem, który spróbował tego sposobu. Reformy estońskie zaczęły się w 1992 roku wraz z reformą systemu monetarnego opartą na systemie currency board. Zrównoważyliśmy budżet i otworzyliśmy się na konkurencję rynkową. W 1992 Estonia zniosła wszystkie cła importowe i stała się jedną "strefą wolnego handlu". Konkurencja zagraniczna naciskała lokalne przedsięwzięcia do zmiany i restrukturyzacji swojej produkcji. W tym samym czasie Estonia zaprzestała wszelkiego subsydiowania, wspierania i udzielania tanich pożyczek dla przedsięwzięć gospodarczych pozostawiając im 2 opcje: umrzeć lub zacząć działać efektywnie. Ku zaskoczeniu wiele z nich wybrało drugą możliwość. Od pierwszych dni reformy, podkreślaliśmy wagę rządów prawa, jasnego zerwania z komunistyczną przeszłością oraz rozpoczęcia reformy sądownictwa. Zwalczono korupcję oraz wprowadzono niezbędne ustawodawstwo dotyczące uczciwego biznesu. Aby zaktywizować nasz naród wprowadziliśmy radykalną reformę podatkową opartą na zrozumieniu, że jeśli ktoś więcej pracuje i więcej zarabia nie spotka go za to kara. Ostro zmniejszyliśmy próg podatkowy i wprowadziliśmy podatek liniowy - proporcjonalny podatek dochodowy. Podatek liniowy jest częścią estońskiego sukcesu. Łatwo go naliczyć i kontrolować. Jedynymi przegranymi tej reformy podatkowej byli doradcy podatkowi. W rezultacie Estonia stała się krajem najszybszego wzrostu gospodarczego w Europie. Przyciągnęliśmy więcej zagranicznych inwestycji przypadających na głowę obywatela niż inne kraje Europy środkowej i wschodniej. Standard życia w Estonii szybko poprawił się. Estoński wzrost gospodarczy sięga 10% rocznie. Mamy nadzieję osiągnąć standardy UE w ciągu 15 lat. Ubóstwo w Estonii w sposób radykalny zmalało. Estonia jako pierwszy kraj postkomunistyczny zyskała status "wolnej gospodarki" według oceny Heritage Foundation i znalazła się w ukazującym się co roku "Index of Economic Freedom". Co bardziej znaczące - nie jest to zaledwie "wolna gospodarka", ale jedna z najbardziej wolnorynkowych gospodarek. Podobna polityka dała dobre rezultaty także w innych krajach, wyciągając je z nędzy i pozwalając na powrót do Europy. Czy oznacza to, że Centesimus Annus straciła na wartości, że nie ma potrzeby jej studiować? Absolutnie nie. Encykliki nie są pisane na miesiące, lata czy dekady, ale na znacznie dłuższy okres czasu. Ich przesłanie jest uniwersalne. Kraje, które podjęły pierwsze wyzwania i wydostały się z gospodarczej i społecznej katastrofy, stworzonej przez komunizm, stoją obecnie przed nowymi wyzwaniami. I muszę powiedzieć, że te nowe są nawet trudniejsze od tych pierwszych. Centesimus Annus opisała precyzyjnie problemy współczesnego kapitalizmu oraz niebezpieczeństwa stojące przed nami we współczesnym zglobalizowanym świecie. Jednym z nich jest konsumpcjonizm, który czyni z pieniędzy i sukcesu nowego boga. Taki sam obraz opisany jest w Biblii zatem nie jest to niczym nowym. Jednocześnie wartości konsumpcjonizmu podważają wiarę i wieczne wartości w taki sam sposób, w jaki robił to komunizm. Właściwie to łatwiej było walczyć ze złem komunizmu. Wówczas linia frontu była bardziej oczywista, teraz wszystko jest pomieszane i nieklarowne. Konsumpcjonizm jest łączony z próbą rozwoju "demokracji bez prawdy". Przez opis ten, Jan Paweł II ma na myśli system, który stał się tak tolerancyjny na zło, że jest w stanie walczyć z każdym kto podniesie rękę przeciw niemu. Idea "demokracji bez prawdy" musi być pojmowana jako powód, dla którego najmniejsza wzmianka na temat chrześcijaństwa została usunięta z projektu nowej Konstytucji Unii Europejskiej. Zainteresowanie jedynie wartościami materialnymi promuje stworzenie państwa opiekuńczego, które poprzez permanentną interwencję państwa oraz zakłócanie hamuje ludzką naturalną kreatywność i działanie. Ludzie nie są gotowi by podjąć ryzyko czy zatroszczyć się o siebie samych i swoje życie. Są nauczeni polegać na rządzie we wszystkich sferach życia. Polityka taka skutkuje wyższym, a w niektórych krajach permanentnym bezrobociem, które jest, po pierwsze, źródłem ubóstwa, po drugie działa przeciw ludzkiej godności. Spoglądając na współczesne problemy Europy można znów powiedzieć, jak wiele racji ma Jan Paweł II. Centesimus Annus sprzeciwiała się próbom tworzenia nowych barier między narodami. Podkreślała fakt, że jednym z najbardziej efektywnych sposobów zwalczania ubóstwa jest wolny rynek. Bogate narody nie tylko mają wspierać pomocą biedne narody, ale również otworzyć swoje rynki na handel. Niestety "Europa - Forteca" nie zrobiła tego. Europa kontynuuje ochronę swoich rynków i mocno subsydiuje swoją produkcję rolną, niwecząc wysiłki krajów rozwijających się by dostać się na światowe rynki. Dziś każda krowa w Europie "zarabia" 2 dolary w formie dotacji, podczas gdy prawie 20% światowej populacji żyje poniżej poziomu tego dochodu. Sytuacja ta jest nie tylko niemoralna, ale również gospodarczo niszczycielska. Centisimus Annus nakłania rządy do tego by nie inwestowały w krowy lecz w ludzi. Kreatywność jest pojmowana przez Jana Pawła II jako jeden z największych darów Bożych i należy ją wspierać. W Centesimus Annus podkreśla się wagę jakości, umiejętności i innowacji. Słowa te widoczne są dziś w programie nazwanym "Strategia lizbońska". Jej celem jest uczynić gospodarkę europejską najbardziej konkurencyjną w świecie, poprzez położenie nacisku na innowację, edukację i reformy rynkowe. Niestety "Strategia lizbońska" nie odniosła sukcesu. Rządy narodowe "starej Europy" nie wdrożyły koniecznych reform. Po 5 latach jedynym skutkiem "Strategii lizbońskiej" jest to, że różnice gospodarcze między Stanami Zjednoczonymi a Europą wzrosły. Przesłanie Centesimus Annus nie jest przesłaniem lewicowym czy prawicowym. To uniwersalne przesłanie nadziei. Widać je u większości grup pracujących nad przyszłością Europy. Jedynym problemem jest znalezienie przywódców politycznych gotowych je wdrożyć. Jak mówi Jan Paweł II, polityka w Europie jest niestety prowadzona nie w zgodzie ze sprawiedliwością i moralnością lecz raczej na podstawie władzy finansowej i wyborczej grup panujących. Politycy dziś są bardziej zainteresowani tym jak wyglądają w sondażach niż tym czy robią coś właściwego. Konieczne reformy przyszłościowe nie dokonują się z obawy przed utratą głosów wyborców teraz. Zapewniając opinii publicznej chleba i igrzysk przywódcy europejscy zachowują się jak liderzy Cesarstwa Rzymskiego przez jego upadkiem. W chwili obecnej przesłanie Jana Pawła II jest szczególnie ważne. Obecni przywódcy muszą pamiętać by "nie lękać się". Muszą mieć odwagę podejmować konieczne decyzje nawet wtedy kiedy nie są one popularne w danej chwili. Nie wolno im się bać podnosić głosu kiedy idzie o ochronę ludzkiej godności i wolności w krajach, gdzie wartości te są wciąż lekceważone. Jedynie stojąc po stronie prawdy można stworzyć lepszy świat i zachować go dla naszych dzieci i wnuków. Mart Laar tłum. Agnieszka Łaska (25 września 2006) (Artykuł pochodzi z serwisu internetowego Instytutu Actona. Przedruk za zgodą Instytutu) Mart Laar (ur. 1960), doktor nauk humanistycznych. W latach 1992-1994 pierwszy premier niepodległej Estonii wybrany przez parlament pochodzący z wolnych wyborów. W ciągu dwóch lat dokonał wielu odważnych, ale przede wszystkim skutecznych reform gospodarczych. W 1999 roku ponownie został premierem sprawując urząd kolejne trzy lata. Obecnie deputowany Riigikogu. Autor kilku książek o estońskim ruchu oporu z okresu II wojny światowej. W 2006 roku w Polsce ukazała się jego książka "Estoński cud" - Wydawnictwo Arwil

Jan Paweł II: Wolny rynek jest najbardziej skuteczny …

Widziałem niedawno na jakimś kanale telewizyjnym program o transseksualistach. I omal mnie nie zamurowało, gdy przedstawiciele tej dewiacji, postanowili, dla usprawiedliwienia eksperymentów jakich dokonują na swoim ciele, posłużyć się papieżem. To, że Jan Paweł II stwierdził ponoć kiedyś, że Bóg ma w sobie zarówno coś z kobiety, jak i coś z mężczyzny, wystarczyło, by ci ludzie, wymagający co prawda konsultacji z lekarzem, ale niekoniecznie z chirurgiem plastycznym, uznali, że papież daje przyzwolenie dla ich wynaturzonych poczynań, opowiadając się za "bezpłciowością".  Interpretacja papieskich słów dokonywana przez lewicę i wszelkie jej odłamy bywa żałosna i tak naprawdę obnaża stan umysłów przedstawicieli tej formacji. Teraz też, gdy Jan Paweł II stwierdził na krakowskich Błoniach, że trzeba walczyć z "nachalną propagandą liberalizmu", premier rządu, Leszek Miller uznał dwa dni później, że papież tymi słowami jednoznacznie potępia kapitalizm oraz daje do zrozumienia, że państwo musi stosować osłony socjalne i interweniować w gospodarkę. Wbrew temu, co twierdzi premier, uważam, że Ojciec Święty miał na myśli niepokojące trendy, jakie coraz częściej objawiają się w sferze moralności i kultury, takie jak eutanazja, legalizacja związków homoseksualnych, eksperymenty genetyczne, aborcja na żądanie itp., nie zaś kapitalizm czy wolny rynek. Papież mówiąc w tej samej homilii o "wolności bez odpowiedzialności" oraz o tym, że "człowiek żyje tak, jakby nie było Boga", wyraźnie sugeruje, co ma na myśli. Być może się mylę, jednak w moim przekonaniu nie chodzi tu o gospodarczy liberalizm, o wolny rynek, o którym Jan Paweł II w przeszłości wielokrotnie się wypowiadał i dawał wyraz tym zainteresowaniom nawet w swoich encyklikach. Ojciec Święty w swoich homiliach wielokrotnie apeluje o sprawiedliwość w postępowaniu wszystkich ludzi. Powierzając, tak jak ostatnio w Łagiewnikach, świat Bożemu Miłosierdziu, poleca Bogu nas wszystkich, w tym również polityków, którzy mają przecież olbrzymi wpływ na kształtowanie ładu społecznego. Jan Paweł II wielokrotnie dowodził, że nieobce są Mu sprawy ekonomii. Podkreśla to zresztą na każdym kroku, chociażby wtedy, gdy modli się o to, by "nikomu nie zabrakło chleba" i gdy chwali akcje charytatywne oraz indywidualną dobroczynność. Najpełniej swoją troskę o dobrobyt gospodarczy ludzi wyraził Papież przed laty w encyklice "Centesimus annus". Nie pozostawia On żadnych wątpliwości: "Wydaje się, że zarówno wewnątrz poszczególnych narodów, jak i w relacjach międzynarodowych wolny rynek jest najbardziej skutecznym narzędziem wykorzystania zasobów i zaspokajania potrzeb" - pisze. Istotnym składnikiem, bez którego wolny rynek nie mógłby spełniać swojej roli, jest wolna przedsiębiorczość. O niej, w innej encyklice "Sollicitudo rei socialis", Papież pisze: "Należy zauważyć, że w dzisiejszym świecie - wśród wielu praw człowieka - ograniczane jest prawo do inicjatywy gospodarczej, które jest ważne nie tylko dla jednostki, ale także dla dobra wspólnego. Doświadczenie wykazuje, że negowanie tego prawa, jego ograniczanie w imię rzekomej >>równości<< wszystkich w społeczeństwie, faktycznie niweluje i wręcz niszczy przedsiębiorczość, czyli twórczą podmiotowość obywatela. W rezultacie kształtuje się w ten sposób nie tyle równość, ale >>równanie w dół<<". Papież nie potępia również zasady zysku. W "Centesimus annus" stwierdza wyraźnie: "Gdy przedsiębiorstwo wytwarza zysk oznacza to, że czynniki produkcyjne zostały właściwie zastosowane a odpowiadające im potrzeby ludzkie - zaspokojone". Dla papieża, gospodarka rynkowa musi iść jednak w parze z moralnością i odpowiedzialnością, gdyż tylko otwarcie się człowieka na zasady i gotowość ich przestrzegania czynią świat lepszym, bardziej bezpiecznym i bogatszym. "Może się zdarzyć, że mimo poprawnego rachunku ekonomicznego, ludzie, którzy stanowią najcenniejszy majątek przedsiębiorstwa, są poniżani i obraża się ich godność. Jest to nie tylko moralnie niedopuszczalne, lecz na dłuższą metę musi też negatywnie odbić się na gospodarczej skuteczności przedsiębiorstwa" - zauważa słusznie papież. Ale przecież jeszcze przed wojną jeden z najsłynniejszych klasyków ekonomicznego liberalizmu, Ludwig von Mises także pisał: "Przestrzeganie praw moralnych leży w najgłębszym interesie każdej jednostki, ponieważ każdy czerpie korzyści z zachowania społecznej współpracy ...". Oczywiste więc wydają się postulaty Jana Pawła II, by w codziennym działaniu, także na niwie gospodarczej, człowiek nie zapominał, że ma naprzeciwko siebie drugiego człowieka, z którym musi się liczyć. Ostrej krytyce poddaje Ojciec Święty także wynaturzenia państwa opiekuńczego. W "Centesimus annus" pisze otwarcie: "Interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, Państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkich energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których - przy ogromnych kosztach - raczej dominuje logika biurokratyczna, aniżeli troska o to, by służyć korzystającym z nich ludziom. Istotnie, wydaje się, że lepiej zna i może zaspokoić potrzeby ten, kto styka się z nimi z bliska i kto czuje się bliźnim człowieka potrzebującego". Podczas ostatniej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II nie mówił nic o tym, że to państwo ma wyłączność na opiekowanie się biednymi, i że to państwo ma być głównym twórcą dobrobytu. Papież apeluje do wszystkich chrześcijan i ludzi dobrej woli, by mieli świadomość tego, że ich los spoczywa tak naprawdę w ich rękach. Jak słusznie, w jednym ze swoich esejów, zauważa ksiądz Robert A. Sirico, prezes Instytutu Actona, "(...) błędem byłoby charakteryzować myśl Papieża wyłącznie poprzez odniesienie się do systemów ekonomicznych dominujących w dzisiejszym świecie. Zamiast tego Papież domaga się całkiem odmiennego podejścia, tzn. takiego, które wznosi się ponad materializm zachodniego kapitalizmu, biurokratyzację europejskich państw opiekuńczych oraz merkantylistyczne tendencje w gospodarkach państw Ameryki Łacińskiej. Błędem byłoby również powiązanie myśli Jana Pawła II z wezwaniem do tzw. "trzeciej drogi", pomiędzy laissez-faire, a państwowym planowaniem". W encyklice "Sollicitudo rei socialis" sam Jan Paweł II tłumaczy: "Nauka społeczna Kościoła nie jest jakąś >>trzecią drogą<< między liberalnym kapitalizmem i marksistowskim kolektywizmem ani jakąś możliwą alternatywą innych, nie tak radykalnie przeciwstawnych wobec siebie rozwiązań: stanowi ona kategorię niezależną. Nie jest także ideologią, lecz dokładnym sformułowaniem wyników pogłębionej refleksji nad złożoną rzeczywistością ludzkiej egzystencji w społeczeństwie i w kontekście międzynarodowym, przeprowadzonej w świetle wiary i tradycji kościelnej. Jej podstawowym celem jest wyjaśnianie tej rzeczywistości poprzez badanie jej zgodności czy niezgodności z nauką Ewangelii o człowieku i jego powołaniu doczesnym, a zarazem transcendentnym; zmierza zatem do ukierunkowania chrześcijańskiego postępowania". Podczas zakończonej niedawno swojej dziewiątej pielgrzymki do Ojczyzny Jan Paweł II nie krył, że los ludzi biednych leży mu szczególnie na sercu. W encyklice "Centesimus annus" wyraźnie sugeruje, jak można by poprawić ich położenie. Czy politycy ateistycznej lewicy, jak również ci, którzy notorycznie powołują się na społeczną naukę Kościoła, będą wreszcie w stanie na serio przejąć się tą częścią papieskiego nauczania, a nie tylko zajmować się dowolnymi, nie zawsze trafnymi interpretacjami Jego słów? Paweł Sztąberek (publikacja na SP w 2003 roku)

Papież i kapitalizm

Wielokrotnie słyszałem od rozmaitych katolików, że Kościół nie popiera żadnego ustroju, bo każdy ma wady, czy to socjalizm czy kapitalizm. Tymczasem Kościół katolicki uznaje wyższość kapitalizmu! Niedawna encyklika "Centesimus annus" potępiwszy socjalistyczne porządki określa kapitalizm jako ład sprawiedliwszy rozumiejąc przezeń "system ekonomiczny, który uznaje zasadniczą i pozytywną rolę przedsiębiorstwa, rynku własności prywatnej i wynikającej z niej inicjatywy w dziedzinie gospodarczej" (nr 42). Poprzednio w "Sollicitudo rei socjalis", Jan Paweł II napisał: "prawo do inicjatywy gospodarczej jest ważne nie tylko dla jednostki, ale także dla dobra wspólnego (...) negowanie tego prawa, jego ograniczanie w imię rzekomej >równości< wszystkich w społeczeństwie (...) niszczy przedsiębiorczość, czyli twórczą podmiotowość obywatela" (nr 15). A przedstawiając "Centesimus annus" postawił kropkę nad >i<: "Wolność ekonomiczna jest aspektem ludzkiej wolności (...) który nie może być odłączony od innych jej aspektów". Wyższość kapitalizmu wynika nie tylko z samej praktyki, lecz przede wszystkim z jego sprawiedliwszych zasad! To, że wolna gospodarka skuteczniej zapewnia wzrost bogactw i pracę jest dodatkowym potwierdzeniem ich słuszności. W połączeniu z nauczaniem katolickim na temat prawa naturalnego i przestrzegania zasad moralnych, świadczy to o zgodności orientacji konserwatywno-libaralnej z nauką społeczną Kościoła. Natomiast sprzeczne są z nią, zdaniem Jana Pawła II, socjalizm oraz kapitalizm państwowy i oligarchiczny (zmonopolizowany), bądź bez sprawiedliwego prawodawstwa (czyli taki jak w Polsce ...) [Wypowiedział się tez Papież przeciw biurokracji państwowej.] Dlaczego nie wszyscy o tym wiedzą? Główna przyczyną jest zapewne inwazja języka i myślenia socjalistycznego, która sprawia, że moralną naukę Kościoła przyswaja się przez filtr skojarzeń lewicowych i etatystycznych. Także katolickim politykom i dziennikarzom (no i księżom ...) sprawiedliwość kojarzy się nie z obniżką podatków, lecz ich podwyżką na cele socjalne. Z zasiłkiem przydzielonym przez urzędnika państwowego albo z utrzymaniem przez państwo wysokiej ceny węgla, by trud górnika był należycie wynagrodzony (że za ogrzewanie zapłaci wtedy bezrobotny z Suwałk, o tym cisza). Znawca katolickiej nauki społecznej pisze, że bezrobocie jest skutkiem pogoni za zyskiem, gdy każdy wie, że to właśnie zyskowne przedsiębiorstwa rozwijając się zwiększają zatrudnienie. I tacy chrześcijanie, i laiccy socjaliści wybiórczo i tendencyjnie czerpią z nauki Kościoła dla podbudowania swoich tez. [Np. nie cytują stwierdzenia Leona XIII z "Rerum Novarum", że wysokie podatki są zamachem na prawo własności.] Cytują prawo do tworzenia związków zawodowych. Ale już przemilczają, że Kościół wcale nie przyznaje związkom prawa do sabotowania gospodarki na rzecz interesów partykularnych. Szczera odpowiedź S. Gompersa [twórca pierwszej amerykańskiej centrali związkowej] na pytanie, czego chcą amerykańscy związkowcy: "Więcej!". Pismo Święte i teologia nazywają to chciwością. Pomocą dla sprostowania powyższego sposobu myślenia może być książka Ryszarda J. Neuhausa "Biznes i Ewangelia" opublikowana ostatnio przez dominikańskie wydawnictwo "W Drodze". W Polsce tym cenniejszą, że stanowi w znacznej części komentarz do nauczania "naszego" papieża, zwłaszcza zaś właśnie do encykliki "Centesimus annus". Pokazuje punkt po punkcie, że i dlaczego katolicyzm sprzyja kapitalizmowi opartemu na wolności człowieka i sprawiedliwych prawach - co cytowałem na wstępie. Przy okazji wyjaśniono różne nieporozumienia wokół roli i nauki Kościoła oraz papieża. Bierze też autor pod uwagę wątpliwości, jakie się przy tym temacie pojawiają: jak się ma kapitalizm do chrześcijańskich nakazów opieki nad słabszymi? Jak daleko może iść interwencja władz publicznych - konieczna przecież gdy chodzi o ochronę dóbr zbiorowych (jak środowisko naturalne)? Odpowiedź zgodna z nauczaniem Kościoła jest taka: godność życia ludzkiego i pracy wymaga wolności politycznych, edukacji, rozmaitych ubezpieczeń i opieki społecznej, a więc państwo powinno umożliwić ich istnienie - ale nie znaczy to wcale, że państwo samo ma je zapewnić! Jest to sprawa publiczna, a nie rządowa! Niektóre zdania z dokumentów Kościoła dopuszczają umiarkowany interwencjonizm państwowy. Płynie to, jak sądzę, z przekonania, że całkiem "czysty" kapitalizm (w sensie ustroju wolnorynkowego) w praktyce nie istnieje i że trzeba odnieść się do systemów obecnych; a skoro obecne państwa tyle zabierają na podatki, słusznie żąda się zwrotu, choćby w postaci różnych świadczeń. Dalej z tego, że najlepszy nawet ustrój nie zniesie przywar natury ludzkiej, skutkiem czego instytucje publiczne muszą czasem (wbrew optymizmowi skrajnych liberałów) pomóc w sprawach zaniedbanych przez jednostki. Widzieć to należy oczywiście w świetle centralnej dla katolickiej nauki społecznej zasady pomocniczości, według której instancje wyższe powinny posiadać tylko te uprawnienia, których nie da się przekazać jednostkom i szczeblom niższym. W biurokracji socjalistycznej jest jak wiadomo odwrotnie, centrala odstępuje niższym szczeblom tylko to, czym sama nie jest już w stanie sama manipulować. Mogłaby powtórzyć za Mussolinim: "wszystko w państwie, nic przeciwko państwu, nic poza państwem". Kościół jednak przypomina o roli innych wspólnot: rodzinnej, religijnej, narodowej, co do nich należy, tego państwo niech nie zawłaszcza. Chrześcijańskie odrzucenie socjalizmu nie oznacza automatycznie potępiania socjalistów. Ich poglądy w jakiejś mierze mogą wynikać z dobrych intencji. Kościół nie dyktuje poglądów politycznych, praktycznych dróg do dobra, choć wyraźnie wskazuje, jakie prawa bardziej są zgodne z zasadami chrześcijańskimi. Ryszard Neuhaus nie jest jeszcze w Polsce szerzej znany. Znacznie więcej osób zetknęło się z nazwiskiem innego ważnego neokonserwatysty amerykańskiego, Michała Novaka, znanego również ze studiów nad etnicznością w Ameryce. Jego książkę "Liberalizm - sprzymierzeniec czy wróg Kościoła" wydało również "W Drodze" - poprzedza ona logicznie "Biznes i Ewangelię, bo dotyczy rozwoju katolickiej nauki społecznej do encykliki "Centesimus annus". W USA bardziej znany jest jednak Neuhaus, mający opinię jednego z czołowych intelektualistów amerykańskich. Postać to ciekawa: dawniej pastor w biednej dzielnicy i bliski współpracownik Marcina L. Kinga oraz krytyk wojny w Wietnamie, potem zraził się do "postępowych elit" odmawiających potępienia zbrodni komunistycznych, poparł Reagana, a wreszcie niedawno został księdzem katolickim po opuszczeniu Kościoła luterańskiego, któremu zarzucił, że na sposób sekciarski trzyma się swej luterańskości - gdy on chce należeć do Kościoła powszechnego. Liberalno-lewicowe media pewnie żałują, że go lansowały. Prof. Michał Wojciechowski Tekst pochodzi z książki prof. Wojciechowskiego "Wiara-Cywilizacja-Polityka", wydanej w 2001 roku przez Wydawnictwo >DEXTRA< Przedruk dokonany jest za zgodą Wydawcy.