Tag Archives: fiskus

Rząd wyciśnie podatników!

Wygórowane założenia rządu odnośnie wpływów do budżetu już skutkują rozmaitymi pomysłami na ich realizację. Nie będzie to proste zwłaszcza, że rząd bynajmniej nie zamierza drastycznie zredukować wydatków. Co więcej istnieją przesłanki, że wydatki będą się raczej zwiększać. Trzeba więc przykręcić śrubę.

O absurdach podatkowych

Paweł Budrewicz z Centrum im. Adama Smitha, współpracownik naszego portalu mówi na antenie Polsat News o absurdach podatkowych występujących w III RP. Obejrzyj i dowiedz się, czy kupując narzeczonej pierścionek zaręczynowy nie narażasz jej na konieczność zapłacenia daniny fiskusowi.  
  Foto.: blog Pawła Budrewicza...

Zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko

Głównymi problemami stojącymi na przeszkodzie realizacji projektu budowy krainy miłości na zielonej wyspie są: brak kasy i malkontenci. Defetyści, sypiący piach w tryby nieubłaganego postępu.

Głucha złota rybka

Niczym grom z jasnego nieba na mieszkańców zielonej jak szczaw wyspy, oczekujących  niecierpliwie aż mirabelki dojrzeją, spadła informacja – ziściły się wyborcze opowieści Donalda Tuska o Unii Europejskiej i 300 milionach. Ba, do jej ziszczenia przyczynił się nie kto inny, lecz sam komisarz UE ds. budżetu, Janusz Lewandowski, który swego czasu występował w stosownym spocie reklamowym.
Co prawda i tym razem wyszło jak zawsze – jest UE, jest 300 „baniek”, tylko kierunek się nie zgadza. To nie Polska dostanie kasę, tylko będzie musiała ją wpłacić. Cóż, wygląda na to, że złota rybka, która spełnia życzenia premiera jest przygłucha. Doprawdy, logika konieczności dorzucenia się do unijnego budżetu zwala z nóg. Janusz Lewandowski oznajmił, że w budżecie unijnym brakuje pieniędzy na rok 2013, więc Polska musi dopłacić, żeby UE miała na dopłaty zwane funduszami. Także dla Polski. A minister finansów Jacek Vincent Rostowski przekonuje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo Polska i tak jest „beneficjentem netto” i „polskie podmioty zyskują dużo więcej niż będziemy wpłacali". Hm, dziewięć lat polskiego członkostwa w UE minęło, a jakoś bilansu zysków i strat, tego, co wpłaciliśmy, co dostaliśmy, a przede wszystkim – ile kosztowało Polskę wprowadzanie unijnych dyrektyw  nie widać. A właściwie – jeden taki dokument powstał – Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej opublikowała „Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu?”, znany lepiej pod nazwą Raportu Hausnera. Jest on ogólnie dostępny w internecie. Nic dziwnego, że politycy i przywiązane do władzy media pomijają ten dokument milczeniem – po co babcię denerwować mówiąc, że z tych unijnych funduszy to więcej problemów niż pożytku? Że polska gospodarka dzięki unijnej redystrybucji zwija się miast rozwijać i w końcu zostaniemy z kosztami i długami, których nie będzie jak spłacić? Tak czy owak skądś trzeba ściągnąć pieniądze na potrzeby UE. A tu w kasie coraz bardziej pusto – Polska w pierwszym kwartale wyrobiła 70% normy deficytu budżetowego. Czyli trzeba sięgnąć do kieszeni podatników, najlepiej pod pozorem walki z oszustami. Na tej podstawie powstają dwa projekty. Pierwszy zakłada wprowadzenie w ordynacji podatkowej przepisów o klauzuli obejścia prawa podatkowego. Dzięki temu fiskus będzie interpretować działania podatników, czy aby nie próbują oni obchodzić prawa by obniżyć podatki, a jeśli uzna, że tak – wlepi urzędowy domiar i urzędową karę. Ponieważ w 2012 r. skarbówka wydała 36,8 tysiąca indywidualnych interpretacji prawa podatkowego, więc ściągalność powinna być duża. Drugi projekt zakłada powstanie dwu instytucji, w tym Rady ds. Unikania Opodatkowania, której członkowie za 700 tysięcy pln rocznie będą wyszukiwać luki w prawie i jednocześnie pełnić rolę biegłych w postępowaniach podatkowych. W tym kontekście nie ma się co cieszyć z pomysłu, by to urzędy skarbowe rozliczały nasze podatki. Przedsiębiorcy dostaną dodatkowe obowiązki, ale jeśli ktoś liczy, że w ten sposób to skarbówka będzie ponosić odpowiedzialność za źle rozliczone PIT – y, to jest w błędzie. Jak zwykle po kieszeni dostaną podatnicy. Michał Nawrocki Fot.: internet / MN

Exodus francuskich milionerów rozpoczęty?

Znany francuski aktor Gerard Depardieu zameldował się w niewielkiej belgijskiej miejscowości tuż przy granicy z Francją. To jego odpowiedź na żarłoczność francuskiego fiskusa, który rozpoczął egzekucję przepisów o 75 procentowym podatku od milionerów.
Depardieu nie jest jedynym Francuzem, który zdobył się na taki krok. Wcześniej podobnie postąpił najbogatszy Francuz Bernard Arnault, producent wysokojakościowych towarów. We wrześniu tego roku poprosił on o belgijskie obywatelstwo. W obu przypadkach padają zarzuty o zdradę Francji, obaj milionerzy oskarżani są o ucieczkę. Nikt jednak nie podnosi kwestii wysokości podatków. Wydaje się, że cały francuski establishment akceptuje 75 procentową stawkę dla najbogatszych. We Francji osób, które miałyby go zapłacić jest około 1500. Wpływy z tej daniny miałyby przynieść budżetowi Francji 210 mln euro. Jak widać, socjaliści we Francji szybko przystąpili do działania. Zrobili pokazówkę z milionerami, ale biedniejszych też nie zamierzają oszczędzać. We Francji podwyższono właśnie podatki nie tylko milionerom, ale również osobom o niższych dochodach. Ci jednak nie zawsze mają możliwość szybkiego przemeldowania się w inne miejsce. Dlatego najbardziej to właśnie oni odczują podwyżki uzasadniane - jakże by inaczej - trudną sytuacją finansową Francji. P.

Kolekcjonerzy monet osaczeni przez fiskusa

Kolekcjonowanie monet w dzisiejszych czasach to nie tylko ciekawe zajęcie, ale także coraz częściej sposób na zarabianie pieniędzy. A tam gdzie jest zarabianie pieniędzy, tam są i podatki. W tym wypadku jest ich nawet kilka. Zarobki w tej „branży” są często niemałe. Obserwując aukcje na światowym rynku numizmatycznym, w których kolekcje cennych okazów monet osiągają nawet wartość liczoną w milionach, można nabrać ochoty na tego rodzaju transakcje. Trzeba jednak pamiętać, że i w takich przypadkach niestety należy zaspokoić pazerność fiskusa.
Po pierwsze obowiązuje nas podatek dochodowy. Przychód jest opodatkowany wtedy, gdy monety sprzedamy w ciągu pól roku od końca miesiąca, w którym dokonaliśmy ich zakupu. W tym przypadku przychód to kwota, która została nam po odjęciu od ceny sprzedaży danej monety, kosztów, jakie ponieśliśmy przy jej zakupie. Na to trzeba mieć oczywiście dowód w postaci faktury VAT. Jeśli natomiast monetę mamy przez dłuższy czas, podatek nas nie obowiązuje. Kolejny jest podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC). Dotyczy to sytuacji, w których sprzedający jest osobą fizyczną, a wartość transakcji przekroczy 1000 zł. Wówczas należy zapłacić od tej sumy PCC w wysokości 2 proc. Obciąży on konto kupującego, który powinien złożyć odpowiednią deklaracje podatkową (PCC-3). Nie płaci go natomiast prywatny kolekcjoner, jeśli dokonuje zakupu u płatnika VAT. Handel złotymi monetami tzw. bulionowymi, czyli wyłącznie inwestycyjnymi, nie jest natomiast obłożony podatkiem VAT, co jest zapisane w prawie unijnym. Ale już od bulionowych monet ze srebra lub platyny VAT należy zapłacić. I wreszcie podatek szczególny. Płaci się go wtedy, gdy zamierzamy sprzedać kolekcjonerskie monety emitowane przez NBP po cenie wyższej niż nominał. Opodatkowana jest w tym przypadku marża, nie zaś cena netto. Płaci się go również wtedy, gdy sprzedajemy emitowane przez NBP okolicznościowe monety o nominale 2 zł. (nie uznawanych za kolekcjonerskie). Wynika to stąd, że rzadko nimi się płaci, za to często ich cena przewyższa ich nominał. ISz

Fiskus ponad prawem

Fiskus jak się okazuje stoi ponad prawem i może wszystko, nawet ignorować prawomocne postanowienia wymiaru sprawiedliwości. Przekonała się o tym właścicielka firmy Atrax, którą skarbówka doprowadziła do ruiny, egzekwując nieważne w świetle prawa decyzje podatkowe. Sprawa zaczęła się w 2006 roku, kiedy prokuratura zatrzymała pod zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i praniu brudnych pieniędzy właścicieli firmy Bestcom, zajmującej się sprowadzaniem sprzętu komputerowego z Chin. Wówczas okazało się, że w kręgu podejrzanych znalazła się także firma Atrax. Według prokuratorów właścicielka Agnieszka Karban – Awdziejczyk dopuściła się fałszerstw księgowych i brała udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Miała ona przy pomocy „pustych faktur” wyłudzać kredyty.
Pod koniec 2006 roku do siedziby Atrax-u wkroczył Urząd Kontroli Skarbowej, drobiazgowo ją skontrolował i uznał, że tytułem zaległego podatku VAT i podatku dochodowego firma musi zapłacić blisko pół miliona złotych. To niestety było ponad możliwości właścicielki, która zmuszona była zamknąć firmę. Sprawa ciągnęła się latami. Dopiero w połowie lipca tego roku Prokuratura Apelacyjna umorzyła postępowanie wobec obu przedsiębiorstw. Wówczas Agnieszka Karaban – Awdziejczyk wystąpiła z wnioskiem do UKS o unieważnienie nałożonych na nią decyzji podatkowych. Mimo że dwa dni wcześniej uprawomocniła się decyzja prokuratury w tej sprawie, wniosek właścicielki firmy Atrax został odrzucony. Co więcej dyrektor gdańskiego UKS Małgorzata Bogumił swoją decyzję tłumaczyła tym, że kobieta działała w zorganizowanej grupie przestępczej, co jak wiadomo nie zostało udowodnione. Urzędniczka szła jednak w zaparte. Materiał dowodowy może i był wystarczająco mocny, aby skłonić prokuraturę do umorzenia postępowania, ale nie był przekonujący dla dyrektor UKS. Według dr Andrzeja Radwana prawnika z Instytutu Allerhanda tłumaczenia szefowej gdańskiej skarbówki są zwykłymi pomówieniami. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” stwierdził: „Skoro prokuratura umorzyła to postępowanie, uznając, że nie było zorganizowanej grupy przestępczej i nie popełniono przestępstwa, to UKS nie miał prawa odwoływać się do wskazujących na nie terminów mających znaczenie prawno-karne”. Reprezentujący właścicielkę Atrax-u Wiesław Rusek, doradca podatkowy, twierdzi, że fiskus wykorzystuje materiały z postępowań karnych w sposób dowolny, a jeśli są korzystne dla podatnika nawet czasem nie bierze ich pod uwagę. Andrzej Bartyska, rzecznik UKS w Gdańsku, broni decyzji swojej przełożonej, tłumacząc, że organy skarbowe w takich sprawach podejmują decyzję samodzielnie. Twierdzi także, że w momencie wydania orzeczenia dyrektor UKS nie znała orzeczenia prokuratury, opierała się jedynie na materiałach dowodowych zgromadzonych w toku postępowania. Na czym się w rzeczywistości opierała urzędniczka UKS? 10 stycznia 2007 wystąpiła do prokuratury o przekazanie materiału dowodowego w tej sprawie. Prokurator Robert Mielcarek stawiał wówczas tezę o „łańcuszku firm” oraz o „pustych fakturach”. To pani dyrektor wzięła pod uwagę. Natomiast kiedy w 2010 roku dostała z poznańskiej prokuratury analizę przygotowaną przez biegłych rewidentów, którzy stwierdzają, że nie zostały naruszone żadne przepisy ustawy o księgowości, tego już pod uwagę nie wzięła. Dziś dyrektor gdańskiego UKS nie zamierza przepraszać pokrzywdzonych, gdyż, jak twierdzi rzecznik instytucji, „nie znajduje przesłanek do twierdzenia, że podatnika należy przeprosić”. I.Sz. Źródło: www.rp.pl

Jak rząd szuka oszczędności

Dzięki Helsińskiej Fundacji Praw człowieka mogliśmy dowiedzieć się co szykuje nam fiskus. Tajną instrukcję rządu, która określa kto jest podejrzany o ukrywanie dochodu, ujawniono dzięki determinacji tej organizacji. A na liście może znaleźć się dosłownie każdy...
Do problemu łatania publicznych finansów władza podchodzi kompleksowo. Nie tylko podnosi podatki, nakłada nowe ale także szuka sposobu na uszczelnienie systemu podatkowego. Temu właśnie ma służyć instrukcja, która określa, kto jest podejrzany o zatajanie dochodów.  Tajność dokumentu miała zapewne na celu przechytrzenie obywateli, którzy bronią się jak mogą przed bezczelnością, z jaką nasze władze wyciągają ręce po ich ciężko zarobione pieniądze. A fiskus chce z każdym rokiem coraz więcej. Niestety okazało się, że w myśl przepisów o dostępie do informacji publicznej rząd jest zobowiązany do ujawnienia owej instrukcji. Listy podejrzanych znajdują się we wszystkich urzędach skarbowych. Osoby, które się na nich  znajdują mogą, z większym prawdopodobieństwem, spodziewać się kontroli swoich dochodów. Jak podaje „Rzeczpospolita” tylko w zeszłym roku z tego tytułu wpłynęło do budżetu 100 mln. zł. Na liście oprócz osób, które nabywają luksusowe jachty czy samoloty, znajdują się także świeżo upieczeni młodzi przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów (np. księgowi, tłumacze czy geodeci), inwestorzy giełdowi, a także uczestnicy zagranicznych wycieczek. Według radcy prawnego, Roberta Krasnodębskiego, specjalisty z zakresu prawa podatkowego, instrukcja ta czerpie inspirację z poprzedniej epoki, gdzie podejrzani byli ci, którzy wyjeżdżali za granicę lub reprezentowali wolne zawody. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że dotyczyć to będzie w praktyce tylko ludzi prowadzących wystawny tryb życia. Niestety o tym, co jest „wystawnym trybem życia” zadecyduje urzędnicza uznaniowość. Skarbówki w Zabrzu i Kłobucku skontrolują tych obywateli, którzy jednorazowo wydadzą kwotę pow. 100 tys. zł. czyli np. kupią niewielkie mieszkanie. [caption id="attachment_16603" align="alignnone" width="550" caption="Rys. Jerzy Wasiukiewicz"][/caption] Ci, którzy nie ujawniają wszystkich źródeł swoich dochodów lub też okaże się, że ich wydatki nie mają pokrycia w zeznaniach podatkowych zapłacą gigantyczny haracz na rzecz państwa. Rocznie Urzędy Skarbowe wydają kilkaset decyzji o nałożeniu zryczałtowanej stawki podatku w wysokości 75% dochodu na podatników, którzy zostaną złapani na próbach zatajenia prawdziwych informacji na ten temat. Tylko w ubiegłym roku kwota jaką zapłacili podatnicy wyniosła 108 mln. zł. czyli w przeliczeniu na jedną skontrolowaną osobę daje to 300 tys. zł. Organa skarbowe pozyskują informacje chociażby dzięki dokonywanym przez podatnika zakupom nieruchomości czy samochodów. Niestety wystarczy także zwykły donos nieżyczliwej nam osoby i skarbówka może nas doprowadzić do ruiny. I.Sz. Źródło: www.rp.pl, pch24.pl

W kryzysie żaden pieniądz nie śmierdzi

Tonący brzytwy się chwyta. Fiskus, zwłaszcza w kryzysie, chwyta podatników za „kieszenie” wszelkimi sposobami. Patrząc na kolejne pomysły urzędników od drenażu finansowego „ludu pracującego miast i wsi” trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby swoją inwencję wykorzystali w prowadzeniu biznesu, to żaden kryzys by nie nastąpił. A tak – ja mam temat na felieton, a Szanowni Czytelnicy temat do śmiechu lub przeklinania, zależnie od nastroju. W Niemczech, a konkretnie w Bonn, wprowadzono, hm..., ma ktoś może pomysł, jak nazwać skrzyżowanie alfonsa z parkomatem?. Bońskie przedstawicielki najstarszego zawodu świata (trochę starszego niż politycy), zanim staną pod tradycyjną latarnią muszą wykupić bilet – 6 euro za noc (od 20:15 do 6:00). Uzasadnieniem jest „sprawiedliwość podatkowa”, gdyż „panienki” w domach publicznych płacą podatki. Najlepsze są jednak przewidziane sankcje za „puszczanie się” bez ważnego biletu – upomnienie, grzywna i „nakaz opuszczenia ulicy” (sic!). „Bratanki” Węgrzy tak daleko jeszcze nie poszli. Na razie od 1 września w Koronie św. Stefana obowiązuje tzw. podatek chipsowy, pobierany od „żywności i napojów o wysokiej zawartości cukru, soli, węglowodanów oraz kofeiny”. Szacowane wpływy – 74 mln euro rocznie. Uzasadnienie – Węgrzy jedzą za dużo tłuszczu, soli i cukru, co wywołuje liczne choroby. Te zaś, jak przekonywało mnie radio, są „znacznym obciążeniem dla budżetu”. Czyżby nad Balatonem publiczna służba zdrowia nie była darmowa? Michał Nawrocki Foto: http://nonsensopedia.wikia.com

Urzędy Skarbowe – co drugi e-mail bez odpowiedzi

Okres rozliczania się z fiskusem to czas zwiększonej ilości zapytań jakie kierowane są pod adresem Urzędów Skarbowych. Na zlecenie Centrum im. Adama Smitha firma SARE specjalizująca się w e-mail marketingu sprawdziła czy podatnicy mogą liczyć na szybkie i wyczerpujące odpowiedzi na pytania zadawane drogą elektroniczną. Choć wydaje się, że z roku na rok nasze urzędy są coraz bardziej interaktywne to niestety wyniki testu tego nie potwierdzają. Spośród 51 mazowieckich Urzędów Skarbowych, do których skierowano zapytania dotyczące możliwości skorzystania z ulgi odsetkowej, odpisało zaledwie 54%. Oznacza to, że niemal co drugi e-mail pozostawał bez odpowiedzi. Za zadowalającą trudno także uznać szybkość reakcji urzędników. Średnio na wiadomość trzeba było czekać 9 i pół dnia, a aż 54% odpowiedzi spłynęło po ponad tygodniu czasu. Najlepszym refleksem wykazali się urzędnicy II US Warszawa-Śródmieście, US Warszawa-Bielany, US w Szydłowcu i US w Radomiu, którzy odpisali w dniu otrzymania zapytania. Najwięcej, bo ponad miesiąc czasu, na odpowiedź potrzebował US Targówek. Niestety w wielu wypadkach informacje uzyskiwane drogą mailową różniły się między sobą, prawidłową odpowiedź z powołaniem się na odpowiednie przepisy przesłały zaledwie trzy Urzędy  Skarbowe. 17 Urzędów Skarbowych nie podjęło się interpretacji przepisów i odesłało do ministra właściwego do spraw finansów lub do biura Krajowej Informacji Podatkowej w Płocku.  W pozostałych przypadkach udzielano niepełnej odpowiedzi, proszono o kontakt telefoniczny, odsyłano do innych urzędów. „Problemów komunikacyjnych mogą także przysparzać podatnikom mało intuicyjne adresy e-mail, którymi posługują się urzędnicy (np. us1422@mz.mofnet.gov.pl) oraz fakt, że część odpowiedzi wysyłana jest z zupełnie innych maili niż te, na które były kierowane zapytania. Pozytywne natomiast jest to, że do danych kontaktowych poszczególnych Urzędów Skarbowych stosunkowo łatwo można dotrzeć przez Internet.” – powiedziała Natalia Paczóska z SARE, która koordynowała badanie. „Naszą uwagę zwrócił też fakt, iż coraz częściej administracja państwowa korzysta z newsletterów jako narzędzia komunikacji z petentami. Ogranicza to liczbę pytań kierowanych do urzędników oraz umożliwia szybkie przekazanie najistotniejszych informacji. Na regularne informacje wysyłane w tej formie mogą liczyć choćby podatnicy podlegający Urzędowi Skarbowemu w Płońsku.” – dodaje Paczóska. Rosnąca ilość podatników wykorzystujących e-deklaracje z pewnością przełoży się więc na większą liczbę e-maili wysyłanych do pracowników urzędów skarbowych. Warto przypomnieć, że w tym roku po raz drugi można było rozliczyć się z fiskusem przez Internet, a po raz pierwszy nie było do tego wymagane posługiwanie się podpisem elektronicznym. Okazało się więc, że można. Absurdalny wymóg podpisu kwalifikowanego (choć nie trzeba było potwierdzać notarialnie podpisów pod wersja papierową) został zlikwidowany i nie stało się nic złego, mimo obaw aparatu skarbowego. Takich zmian nasz system podatkowy wymaga znacznie więcej. Odwlekanie zmiany systemu podatkowego i dokładanie kolejnych obowiązków pracownikom urzędów skarbowych, już dziś przeciążonych, może spowodować dalsze ograniczenie ich wydolności i sprawności. Doświadczenie z wprowadzenia podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki) wskazują, że można zapewnić wpływy do budżetu państwa ale przy radykalnie niższych kosztach poboru podatku. Depersonalizacja i agregacja podatku jak w przypadku podatku Belki powoduje, że zamiast milionów osób, klientów banków zmuszonych zapłacić podatek, urzędy skarbowe mają do czynienia z najwyżej kilkudziesięcioma bankami, które podatek ten przekazują. Kłopoty w stosowaniu drogi elektronicznej w kontaktach z urzędami skarbowymi powinny jeszcze bardziej uświadomić konieczność depersonalizacji podatków osobistych, która w niczym nie zagrozi uzyskiwaniu tych samych przychodów ale znakomicie zredukuje koszty poboru podatków oraz uwolni urzędy skarbowe do uciążliwej, czasochłonnej i niezwykle kosztownej formy działania przy istnieniu podatków spersonalizowanych (osobistych). Sprawna komunikacja elektroniczna jest potrzebna niemniej jednak dokładanie jej do kosztownego i nieefektywnego systemu podatków osobistych tylko podniesie jego koszty i zwiększy jego przeciążenie. Jest to kolejny dowód na konieczność zmiany systemu podatkowego, który nie stanie się lepszy dzięki wykorzystaniu poczty elektronicznej. Wyniki badania CAS i SARE z możliwości wykorzystania komunikacji elektronicznej w kontaktach z urzędami skarbowymi - "Jak urzędy skarbowe odpowiadają na zapytania skierowane drogą e-mailową?" - Pobierz plik... (PDF, 718 kb)
Centrum im. Adama Smitha – Pierwszy Niezależny Instytut w Polsce,  we wrześniu 2009 roku będzie obchodził swoje dwudziestolecie. SARE (www.sare.pl) to największa i najbardziej doświadczona polska firma specjalizująca się w e-mail marketingu. Udostępnia narzędzia, planuje kampanie, przygotowuje kreacje, wysyła newslettery i wiadomości SMS, opracowuje raporty i analizy, prowadzi szkolenia, buduje bazy adresowe i zarządzamy nimi. Wśród klientów SARE znajdują się takie marki, jak: Media Markt, IKEA, Siemens, Premiumclub, DPD, Agros Nova, Bauer, PLL LOT, Netsprint, Jobs.pl, Bankier.pl, Mediarun, Grupa Hotelowa Orbis, Saturn, Lexus, Fiat, Danone, Getin Holding i Commercial Union. Kontakt dla mediów: Andrzej Sadowski andrzej.sadowski@smith.pl tel.: 501601577 Natalia Paczóska, n.paczoska@sare.pl  tel.: 500022715