Tag Archives: globalizacja

Blaski i cienie Kanady oczami polskiego emigranta

Na stronie Fundacji PAFERE zapoznać się można z ciekawym wywiadem jaki Jan Kubań przeprowadził z Andrzejem Kumorem. Gość PAFERE, Andrzej Kumor, wyemigrował z Polski w 1988 roku. Mieszkał w różnych krajach, ostatecznie osiadł w Kanadzie. Obecnie wydaje polski tygodnik "Goniec".

Inny kapitalizm – czy to już koniec klasycznego podziału na kapitalizm i socjalizm?

Kiedyś globalny podział na modele gospodarcze był oczywisty. Mieliśmy blok kapitalistyczny i socjalistyczny. Potem sprawa stała się jeszcze jaśniejsza, bo kapitalizm zwyciężył i historia podobno się skończyła.

Rynek maszyn używanych a globalizacja

Globalizacja jest jednym z procesów mających ogromny wpływ na gospodarkę. Łatwo zaobserwować to oddziaływanie na przykładzie zmian zachodzących w przemyśle. Jego niemal całkowita automatyzacja doprowadziła do sytuacji, w której produkcja uzależniona jest od maszyn.

Soros: Chiny państwem przyszłości

George Soros - wielki "filantrop", miliarder, finansujący ruchy "społeczne", "wolnościowe",  fundacje "edukacyjne", instytucje "medialne", będący również dla wielu środowisk politycznych w Polsce "filantropem" i guru ideowym, zajął ponownie stanowisko wobec przyszłego modelu rządu światowego, mającego być remedium w skali globalnej na  kłopoty obecnego świata. Na spotkaniu elit europejskich miliarder i "filantrop" George Soros po raz kolejny określił model chiński rządzenia krajem jako wzór dla państw całego świata. Soros na forum ekskluzywnego Travellers Club powiedział, że “chiński model kapitalizmu, w którym interes indywidualny podporządkowany jest interesowi rządu, zagrozi obecnemu modelowi państwa, gdy stanie się "zazdrością świata"” “Oczekiwanie idealnego porządku i rządów światowych jest nierealne.” - powiedział Soros do elit na spotkaniu w Paryżu. “Tym niemniej, smutnym jest, że zachodnie demokracje mają mniej skuteczne systemy rządzenia niż Chiny” - kontynuował. Soros powtarzał wielokrotnie, że Chiny mogą być modelem dla świata jeśli chodzi o porządek finansowy, zastępując w tym USA, że należy zwolnić tempo rozwoju i zredukować standard życia. Soros postrzega Stany Zjednoczone jako "narkotyk" dla świata, poprzez ciągle słabnącego dolara, dodając że nowa waluta światowa powinna powstać poprzez nadanie praw Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu - oczywiście waluta papierowa ("fiat"), drukowana i regulowana przez "globalne" gremium. Nadmienił również, że złoto jest jedynie “skrajną bańką giełdową”, odradzając inwestowanie w nie, podczas gdy sam prywatnie podwoił swoje zasoby w złocie. Soros, przebywając w Europie na cyklu spotkań promujących The European Council on Foreign Relations, która to rada dąży do ścisłej współpracy w zakresie finansów i dalszej integracji w ramach Unii Europejskiej. “Świat potrzebuje porządku, i porządek ten należy wspierać” - mówił dalej na forum the Traveller’s Club. “Okazuje się, że pomysł, by rynek sam regulował swoje wypatrzenia, nie sprawdziła się” - kontynuował, otwarcie atakując "wolny rynek". Soros mówił również o potrzebie obrony waluty europejskiej, dalszym organizowaniu struktur finansowych  ponad granicami państw oraz o konieczności zapewnienia wypłacalności banków poprzez nadzór i gwarancje ze strony instytucji UE. "Autorzy >>euro<< wiedzą, że nie była to konstrukcja kompletna" - powiedział Soros. "I gdy niedoskonałości wyjdą na jaw, to konieczne będą działania polityczne. W chwili obecnej widać, że zdobycie się na odwagę "woli politycznej" jest bardzo trudne. Powyższy tekst jest tłumaczeniem artykułu Steva Watsona z 9-3-2011. Za Infowars.com. Tłum. Jerzy Medon

Duch rozłamu

Być może rewolucja bolszewicka i to co po niej nastąpiło byłoby ostatecznym krachem wszelkiej utopii, gdyby nie pewien niepozorny ukąszony marksizmem Włoch nazwiskiem Gramsci. Oczywiście bolszewicka rewolucja nie sfinansowała i  nie zorganizowała się sama. Zbyt wielu wrogów miała największa na świecie konserwatywna rosyjska monarchia. Jej gospodarka rozwijała się zbyt dynamicznie bez „pomocy” ugruntowującej się właśnie globalnej lichwy, ale to zupełnie inna sprawa. Otóż tenże Włoch, mając sporo czasu w trakcie kolejnych odsiadek za wywrotową działalność stwierdził, że Marks z Leninem się pomylili, a klasa robotnicza na zachodzie zdradziła ideały rewolucji socjalistycznej nie chcąc już budować nowego sprawiedliwego świata. A dlaczego zdradziła? - Zadał sobie pytanie Gramsci. Dlatego, że żyje w świecie kultury i wartości niesocjalistycznych i to kultura burżuazyjna, jej świat znaczeń i pojęć ogranicza człowieka na tyle, że na siłę nic się tu nie wskóra. Dlatego komunizm nie podbije świata przemocą, lecz przy pomocy kultury właśnie. Należy więc najpierw stworzyć propozycję kontrkultury, aby proletariusze i burżuje zaczęli myśleć w nowy sposób, a wtedy nie potrzebna będzie rewolucja. Zmiana dokona się sama. Należy więc wprowadzić ducha rozłamu w burżuazyjnej kulturze, zmienić nazwy pojęć, oderwać ludzi od „zabobonów” proponując nowy ich zastaw. Bo to język którym się posługujemy tworzy kategorie dla naszego myślenia o rzeczywistości. To wydawałoby się strukturalistyczne podejście stało się fundamentem nowej bolszewickiej rewolucji, która bez pistoletów i podrzynania gardeł trawi właśnie zachodnie społeczeństwa. Kontrkultura stworzyła w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych skutecznie bazę pojęciową i ideologiczną kolejnego etapu – politycznej poprawności w pełnym tego słowa znaczeniu. Procesowi temu towarzyszył tzw. lewicowy „marsz przez instytucje”, czyli proces wchodzenia piewców nowego porządku świata w legalnie działające instytucje i przez to przejmowanie ich na rzecz realizacji swoich celów. W ten sposób narodził się fundament pod marksizm kulturowy, który w odróżnieniu od tego bolszewickiego podbił świat. Zmienił się tylko obszar rewolucyjnej aktywności z ekonomicznej na kulturową, a konnicę Budionnego zastąpiono propagandą. Poza tym niewiele się zmieniło. Tym w istocie jest polityczna poprawność. Jak określił to prof. Wolniewicz: „Jest to pewne zmutowane lewactwo, libertyński egalitaryzm, w którym wszyscy są równi i wszystko wolno.” Jak to działa? A bardzo prosto: kochajmy się – mówią piewcy politycznej poprawności. Ale ponieważ do wspólnej miłości potrzeba chęci dwóch różnych jednostek, odrzućmy zatem tych, którzy kochać się nie chcą. Wyeliminujmy zatem z politycznego i społecznego dyskursu, skażmy na niebyt tych, którzy nie chcą z nami się pokochać, albo myślą inaczej. Narzędziem politycznej poprawności jest także tolerancja, a głównym wrogiem antysemityzm. Bo choć nie wiadomo co to słowo znaczy, to zawsze można kogoś tak nazwać. Do czego to prowadzi? Do sytuacji, w której niewierzący ma dogadać się z wierzącym, morderca z ofiarą, Bóg z Szatanem. To, że ktoś pozwoli na taki dialog powoduje, że już zaczyna odchodzić od swej wiary. I o to właśnie chodzi. Jeśli rzeczywiście wszystko wolno to znaczy, że nie ma różnicy między prawdą a blagą, dobrem i złem. Jeśli tak to nie można nikogo potępić nawet za oczywiste łajdactwa no chyba, że ten ktoś wypowiada się przeciwko tolerancji, ekumenizmowi i jakimś dziwnym sposobem nie chce się bratać z sodomitami. Instrumentem wdrażania tejże polityki są oczywiście media i system prawny ograniczający coraz bardziej swobody obywatelskie na rzecz niewolniczej wygody. Mamy do czynienia z bezduszną masą poddawaną łatwo manipulacji, która jedyne co wie to to, aby nikogo nie urazić, a jeśli już to tych, którzy tego tolerancyjnego dialogu nie chcą. Postępująca zatem homogenizacja kultur i wartości w rezultacie doprowadza do zaniku jakichkolwiek kultur i wartości. Tworzy się w ten sposób nowy globalny radziecki człowiek, który ma gdzieś wszystko poza własnym żołądkiem i hedonistycznym sposobem życia. Ów nowy radziecki, materialistyczny człowiek to nikt inny jak zwierzę, coraz bardziej wyposażane w coraz prostszy język nowomowy wyzbyty jakichkolwiek wartości. I już mamy wtedy pełny globalny utopijny totalitarnym, dla którego realizacji niezbędne jest przede wszystkim zniszczenie Kościoła Katolickiego. Mamy też pełną wizję Huxleya i Orwella pospołu. A potem to pójdzie jak z płatka. Tylko co dalej? Jaki inny model organizacji i wiary zaproponują wyznawcy nowego porządku świata? Przecież wszelka nowa wiara wymaga męczenników? Tak jak zmutowany przez bolszewików marksizm nagle zapragnął nowych bóstw w osobach Lenina i kolejnych pierwszych sekretarzy, kto stanie na ołtarzach nowego socjalistycznego świata? O apostołów nowej religii nie będzie trudno. Z pewnością zajmą ich miejsce tzw. autorytety mówiące ludziom przez media jak mają myśleć. Wydaje się dość prawdopodobne, że któryś z nich zginie w jakiś dziwnych okolicznościach, więc będzie jak znalazł. Proces mutacji bolszewizmu w nowy radziecki świat przy użyciu politycznej poprawności nagle przyspieszył. Co będzie dalej? Pożyjemy zobaczymy. O ile pożyjemy. Adam Kalicki P.S. Pierwsza komuna w porównaniu do tej dzisiejszej, a zwłaszcza do tej, która ma dopiero nadejść była na swój sposób uczciwa. Nazywała rzeczy po imieniu lub bardzo łatwo można było rozszyfrować jej propagandowe zabiegi. Bo na przykład, gdy mówiono o konieczności reform gospodarczych wiadomo było, że idą podwyżki lub kryzys. Teraz jest znacznie trudniej, bo fałszywe są już same pojęcia. Są fałszowane z premedytacją bo dla fałszerzy nic nie znaczą. Są tylko instrumentem dla stworzenia homogenicznej papki. Taką masą można łatwo zarządzać niespodziewanie łatwo. Nawet gdy owa masa się zbuntuje, to nie może w swej mieszance dorobić się żadnych trwałych celów i struktur dążących do zmiany. Idealne niewolnictwo absolutne.

Agonia kapitalizmu i narodziny konsumpcjonizmu!

Publikujemy pierwszy artykuł, autorstwa p. Rajmunda Pollaka, przesłany do naszej redakcji w ramach konkursu na tekst o kapitalizmie.

Kapitalizm jest pojęciem, które zależnie od szerokości geograficznej i doświadczeń historycznych ma wielorakie znaczenie . W USA jest to dogmat, a równocześnie nadzieja na spełnienie marzeń o amerykańskim sukcesie pogrążonym już niestety w kompleksie globalizmu . W Chinach próbują wdrażać kapitalizm socjalistyczny z domieszką ideologii Mao tse tunga . W Rosji powraca kult jednostki, ubrany w kapitał narodowo-surowcowy . W Skandynawii jest już więcej socjalizmu niż kapitalizmu, natomiast cała Unia Europejska staje się powoli nowym hiperbiurokratycznym ZSRR (Związkiem Socjotechnicznych Republik Różnojęzycznych) ze stolicą w Brukseli. Ameryka Środkowa i Południowa zwana niekiedy łacińską to jest kapitalizm slamsowy, czyli taki, gdzie mieszkańcy slamsów marzą o socjalizmie i noszą koszulki z podobizną Che Guevary, natomiast właściciele ziemscy korzystają nadal z feudalizmu, a kapitalizm istnieje tylko teoretycznie w przemyśle.

Najważniejszy jest kapitalizm!

Na ostatnim spotkaniu w Sztokholmie prezydenci i premierzy krajów z całego świata narzekali, że na świecie występują ogromne dysproporcje majątkowe między krajami biednymi a bogatymi. W szczycie uczestniczyło 11 krajów, miedzy innymi Polska, zaś premier Francji Jospin ładnie skomentował zjazd: "Uczestnicy mają różne doświadczenia, ale wszyscy wywodzą się z centrolewicy". Z czego się wywodzą nie ma to jednak większego znaczenia, lecz z pewnością wszyscy zdają się nie rozumieć, jakie jest źródło biedy. Zaskakująca jest niekonsekwencja socjalistów, wylewających na nas potok egalitarnych pomysłów, które ocierają się o koncepcje autorytarne. Na przykład pomysł kontroli przepływów finansowych jest bezpośrednią inspiracją z działań Adolfa Hitlera, ponieważ to III Resza jako jeden z pierwszych krajów w historii wypowiedziała wojnę swobodnemu przemieszczaniu się kapitałów. Zresztą, jak ktoś słusznie zauważył, faszyzm, nazizm, komunizm i socjalizm to tylko kłótnia w rodzinie. Wracając jednak do niekonsekwencji współczesnej lewicy, warto zwrócić uwagę na to, że jej przedstawiciele przyznają, że kraje kapitalistyczne są znacznie bogatsze i mają wyższą stopę życia niż III Świat. Jednakże z ogromną pasją potrafią krytykować ten system, oparty na zasadach wolności i prawa własności, ale przecież niewątpliwie to właśnie ten system doprowadził do tak wielkiego bogactwa całego zachodniego świata. Znienawidzone kolejne rewolucje przemysłowe były wielkim krokiem do dobrobytu. Spostrzeżenie dobre, ale skojarzenia przyczyn i wyciągnięcia wniosków brak. Tylko nieodpowiedzialna osoba powie, że wynika to z prosocjalnych rozwiązań wprowadzanych przez polityków w XX wieku (niektórzy twierdzą, że kraje te się rozwinęły dzięki koloniom). W takim razie - powinniśmy polecić Afryce wprowadzenie przymusowych ubezpieczeń społecznych, nałożenie wysokich progresywnych podatków, ograniczenie tygodnia pracy do 35 godzin, wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania maszyn i urządzeń (to ukłon w stronę dywagacji pana Rifkina) etc. Porównując III Świat i kraje rozwinięte nie sposób nie zauważyć, że socjaliści tak naprawdę chcą nas cofnąć o kilkaset lat wstecz w rozwoju. Wypowiedzi dotyczące dehumanizacji procesu produkcji, o jakich pisze wspomniany wyżej Rifkin, to atak na logiczne myślenie. Jeśli koparka z jednym operatorem zabiera 10 miejsc pracy robotników pracujących z łopatami, w takim razie dajmy wszystkim łyżki, a wtedy zatrudnimy ich 20. Bardziej absurdalnej i bardziej konsekwentne jednak byłoby związanie im rąk i nakaz kopania zębami, wtedy będzie ich 100 - jakościowo nie ma żadnej różnicy między tymi wszystkimi 3 pomysłami, poza tym, że ostatni bardziej obrazowo ilustruje wariactwo tego rozumowania. Myślenie w takich kategoriach doprowadzi nas do zakazu uczenia języka angielskiego, żeby nie zabierać miejsc pracy tłumaczom. Powinniśmy zabronić sprzedawania Calgonu, żeby nie zabierać miejsc pracy naprawiającym pralki. Skończymy na wprowadzeniu w życie wyśmianego przez Henriego Hazzlita dylematu rozbitej szyby - każde dziecko, które wybije okno strzelając z procy robi dobry uczynek, ponieważ daje miejsce pracy szklarzowi. Co w takim razie powinien zrobić III Świat? To proste - wprowadzić kapitalizm, wpuścić wstrętnych inwestorów, którzy zechcą paskudnie wyzyskiwać tamtejszych robotników. Szczyt manipulacji osiągają lewicowcy, którzy porównują zarobki biednych ludzi z III Świata (szczególnie w tym gustuje Naomi Klein - autorka biblii antyglobalistów "No logo") do płac amerykańskich robotników. To intelektualne uproszczenie nie może równać się nawet z porównywaniem zarobków średniowiecznego rycerza i dzisiejszego ochroniarza, i narzekania, że wtedy prawdziwi waleczni nie mogli sobie kupić telewizora. Pracownicy III Świata chcą pracować za znacznie niższe pieniądze niż Amerykanie, dlatego że zapewni to im względnie wyższy poziom życia, zarobki będą z czasem rosły, tak jak rosły w przypadku dzisiejszego Zachodu (nie - one nie rosły dzięki związkom zawodowym!). Rozpocznie się proces rozwojowy, budowa lepszych mieszkań, inwestycje w infrastrukturę, później przyjdzie czas na budowę szkół i edukację. Nic nie pomoże zrzucanie jedzenia dla głodnych ludzi, którzy będą się grupować w społeczności wypatrujące z zaschłym gardłem samolotów ONZ. 50 lat temu kilka krajów dało przykład III Światu jak się rozwijać, i co należy zrobić. Nazywamy je dzisiaj tygrysami azjatyckimi. Nie wszystkie te kraje wprowadziły konsekwentny liberalizm gospodarczy - tak uczynił Hong Kong i Singapur (dlatego są bogatsze niż pozostałe tygryski). Korea Południowa, Tajwan i Malezja wcale nie zdecydowały się na radykalne prokapitalistyczne kroki, ale przynajmniej wprowadziły solidne podstawy systemu promującego przedsiębiorczość i pracę. Drodzy socjaliści - nikt nie każe Wam likwidować w 100% interwencjonizmu państwowego (chociaż przydałoby się), ale prosimy chociaż o odrobinę rozsądku! Teraz krótko przeanalizujmy decyzje, jakie padły w Sztokholmie.
  • "Globalizacja powinna służyć wielu ludziom, a nie małej grupie" - globalizacja z założenia nie służy wąskiej grupie, tylko całym społecznościom, ponieważ swobodna wymiana była, jest i zawsze będzie źródłem bogactwa. Jak na razie to brak globalizacji służył wąskiej grupie, a ONZ-owskie fundusze i jałmużna finansowały lokalnych kacyków, którzy kosztem biednej społeczności przejadali lwią część zinstytucjonalizowanej pomocy
  • "Nie odejdziemy od dyscypliny ekonomicznej" - bardzo ambitne. Brzmi prawie jak stwierdzenie "W najbliższym czasie nie zamierzam zacząć lewitować". Od dyscypliny nie można odejść - podobnie jak nie można zrezygnować z siły grawitacji. To najwyżej dyscyplina może się na nas obrazić, podobnie jak grawitacja, jeśli zacznę figlować na 10 piętrze.
  • "Będziemy rządzić tak, by nikt nie pozostał na uboczu" - to nie rządźcie w ogóle.
  • "Celem jest demokratyzacja globalizacji oraz globalizacja demokracji i praw człowieka." - "globalizacja demokracji" wyraźnie objawia swoje skutki. W Afryce demokracja jest silniejsza niż myślimy, a skutki tego tragiczne - zdecydowanie trudniej niż w Europie ukryć przekręty władzy.
  • "Chcemy odrodzić systemy polityczne i włączyć w nie społeczeństwo" - właśnie na tym polega problem. Gospodarka zamiast polityki, a nie na odwrót.
  • "Chcemy poprawy współpracy na rzecz rozwoju - zamierzamy przeznaczać docelowo na ten cel 0,7 procent PKB" - jeśli tylko tyle pieniędzy jest Wam potrzebne do tego, żeby się wybielać z ewidentnych błędów, jakie popełnialiście przez lata, to nisko się cenicie. Gorzej jednak, że cierpią biedni ludzie przez taką politykę.
Reasumując - najważniejszy jest kapitalizm, a nie demokracja. Mateusz Machaj (Publikacja na SP - 2001 rok)

Tom G. Palmer: Globalizacja jest bardzo dobra!

Pojęcie globalizacji u wielu ludzi wywołuje silne emocje. Nie chciałbym się jednak skupiać właśnie na uczuciach, będę natomiast mówił o racjach rozumowych, logice i dowodach. Ważne jest bowiem, żeby argumenty, których używamy, miały sens, żeby można je było sprawdzić, udowodnić lub obalić i żeby nasze odczucia nie kłóciły się z rozumem. Mam nadzieję, że przedstawienie argumentów logicznych wpłynie w konsekwencji także i na emocje, sprawi, że będziemy chcieli działać dla wspólnego dobra .  Przeciwnicy globalizacji najczęściej używają tego pojęcia jako synonimu wszelkiego zła. Ja użyję tego terminu precyzyjnie: w odniesieniu do zmniejszenia lub zlikwidowania restrykcji nakładanych przez państwa w handlu międzynarodowym i ich efektu, którym jest rosnąca integracja światowego systemu produkcji i wymiany handlowej. Najważniejszym pytaniem, przed jakim tak naprawdę stoimy, jest zatem pytanie o to, jakie są efekty globalizacji i jaki jest ich charakter - czy są one korzystne czy szkodliwe. Istotnym punktem rozważań o globalizacji jest kwestia, czy granice między państwami powinny stanowić barierę wymiany handlowej, wymiany, która na terenie kraju przebiega bez przeszkód. Czy amerykańscy hodowcy zboża powinni mieć możliwość kupowania telefonów komórkowych od Finów? Czy tkacze z Ghany powinni mieć możliwość sprzedaży koszul i spodni swojego wyrobu niemieckim pracownikom przemysłu motoryzacyjnego? Uważam, że odpowiedź na to pytanie brzmi "tak". Przeciwnicy globalizacji - zarówno z lewej jak i prawej strony - od Ralpha Nadera do Patryka Buchanana i Jean Marie Le Pena uważają, że odpowiedź brzmi "nie". Zanim wyjaśnię, dlaczego ja uważam, że taka wymiana powinna być możliwa, pozwolę sobie podkreślić, że rozmawiamy nie o martwych liczbach ale o wymianie między prawdziwymi ludźmi, ludźmi z krwi i kości, ludźmi, którzy mają rozum a ich życie ma sens i znaczenie. Żeby wnieść trochę życia w suchą argumentację, pozwolę sobie przytoczyć pewną historię. W zeszłym roku mój przyjaciel, który z pochodzenia jest Majem i wykłada antropologię w Gwatemali, zabrał mnie na wycieczkę w góry zamieszkałe przez Majów. Powiedział mi, że antropologowie z Europy i Stanów Zjednoczonych, którzy chcą "postudiować" Indian, skarżą się, że tamtejsze kobiety nie noszą na co dzień swych pięknych, ręcznie robionych, tradycyjnych strojów. Te stroje ludowe są coraz częściej chowane na wyjątkowe okazje, takie jak chrzty i wesela. Odwiedzający Majów cudzoziemcy są przerażeni - ich zdaniem Majowie są ograbiani ze swej kultury narodowej - są przykładem ofiar globalizacji i kulturowego imperializmu. Cudzoziemcy nie zadają sobie jednak trudu zapytania tamtejszych kobiet, dlaczego tak wiele z nich zaprzestaje noszenia tradycyjnych strojów ludowych. Mój przyjaciel taki trud jednak sobie zadał i dowiedział się, że kobiety nie noszą ręcznie robionych strojów, ponieważ te stroje stały się zbyt drogie. Co to jednak znaczy, że ręcznie robione ubranie jest zbyt drogie? Oznacza to, że praca tamtejszej kobiety stała się więcej warta. Zamiast spędzać wiele godzin w warsztacie przy krośnie tkając koszule, może ona ten sam czas poświęcić na zrobienie koszuli, którą sprzeda francuskiej damie, a zarobione w ten sposób pieniądze wydać na trzy ubrania i jeszcze okulary lub radio, albo lekarstwo na gorączkę tropikalną. Albo może uszyć coś innego i też starczy jej pieniędzy na zakup rzeczy, na które ma ochotę. Kobiety nie są okradane. Stały się wręcz bogatsze: i z ich perspektywy to wcale nie jest źle. Jednak stanowi to wielkie rozczarowanie dla osób, które mój przyjaciel nazywa "antyglobalistycznymi poszukiwaczami biedy", którzy to podróżują w celu zrobienia paru zdjęć tak malowniczo wyglądającym biedakom. Kiedy więc dyskutujemy o globalizacji, pamiętajmy o wspomnianych kobietach, robiących ubrania, które stały się zbyt drogie, by wytwórczynie mogły je nosić na co dzień. To są właśnie ludzie z krwi i kości, o losach których będzie się decydować - na lepsze lub gorsze, w trakcie debaty o globalizacji. Czy staną się oni bogatsi czy biedniejsi - czy ich życie stanie się dłuższe czy krótsze w efekcie mądrej lub głupiej polityki?

Mity o globalizacji

"Globalizacja zmniejsza ilość miejsc pracy" Polityka handlowa nie wpływa na liczbę miejsc pracy, ale na rodzaj wykonywanej pracy. Jeżeli protekcjonizm zwiększa ilość miejsc pracy w przedsiębiorstwach z których produktami import konkuruje, proporcjonalnie zmniejsza ilość miejsc pracy w przedsiębiorstwach czerpiących dochody z eksportu, czyli w tych, które wytwarzają produkty które podlegałyby wymianie na towary, które zostałyby importowane, ale stały się teraz droższe przez wzrost ceł i ustanowienie kontyngentów. Eksport to w końcu tyle, ile płacimy za import, tak jak import to cena, jaką mieszkańcy innych krajów płacą za nasz eksport, więc obniżenie ilości importowanych dóbr przez nałożenie na nie ceł, skutkuje obniżeniem ilości dóbr eksportowanych, które są sprzedawane po to, by zapłacić za import. Oznacza to zmniejszenie ilości miejsc pracy w przedsiębiorstwach czerpiących zyski z eksportu. "Globalizacja kieruje kapitał tam, gdzie płace są najniższe i wykorzystuje najbiedniejszych robotników" Jeśli prawdą byłoby, że kapitał płynie tam, gdzie płace są najniższe oczekiwalibyśmy, że Burkina Faso i inne biedne kraje, gdzie płace są niskie, będą wprost tonąć od przypływu zagranicznych inwestycji. Takie twierdzenie można jednak łatwo zweryfikować. W latach 90-tych 81 procent amerykańskich inwestycji zagranicznych szło do trzech regionów świata: straszliwie biednej Kanady, zubożałej Europy Zachodniej i głodującej Japonii. Kraje rozwijające się (gdzie płace rosły) jak Indonezja, Brazylia, Tajlandia i Meksyk zbierały 18 procent. Reszta świata - w tym cała Afryka, była odbiorcą pozostałego 1 procenta. Inwestorzy kierowali swój kapitał tam, gdzie spodziewali się największych zysków, a na ogół taki zysk jest możliwy w krajach, gdzie dochody są najwyższe a nie najniższe. Ponadto, w przedsiębiorstwach zakładanych przez zagranicznych inwestorów na ogół płace są wyższe niż w przedsiębiorstwach krajowych, ponieważ zagraniczni inwestorzy chcą ściągnąć i utrzymać najlepszych pracowników. "Kapitał eksportowany z bogatych krajów do państw trzeciego świata tworzy fabryki z tanią siłą roboczą, gdzie ludzie pracują ciężko i za grosze. Te fabryki eksportują potem wielkie ilości tanich dóbr do krajów bogatszych, powodując nadwyżki handlowe i niszcząc fabryki w bogatych krajach, więc wszyscy na tym tracą" Często słyszę takie opowieści na kampusach uniwersyteckich. Całe twierdzenie jest tak pogmatwane, że nie wiadomo od czego zacząć, by wszystko sprostować. Po pierwsze, nie można mieć jednocześnie nadwyżki kapitału i nadwyżki handlowej. Jeżeli eksport jest większy niż import, dostaje się coś w zamian za eksport i są to akcje, lub inwestycje netto w krajach, do których skierowany jest eksport. Jeżeli import przeważa nad eksportem - jak to było w przypadku Stanów Zjednoczonych przez kilka dziesięcioleci - trzeba coś sprzedać cudzoziemcom, którzy przysyłają swoje produkty do nas; a to, co się im sprzedaje (za pieniadze, które dostają za nasz import a swój eksport - przyp. red.), to na przykład akcje przedsiębiorstw. Podstawowym prawem księgowości jest bowiem: Oszczędności - Inwestycje = Eksport - Import Większość scenariuszy katastroficznych, tworzonych przez przeciwników globalizacji zasadza się na nieznajomości najbardziej podstawowych zasad międzynarodowych rozliczeń handlowych. "Globalizacja powoduje powrót do czasów braku cywilizacji w zakresie warunków pracy i standardów dotyczących ochrony środowiska" Kolejną bzdurą jest twierdzenie, że kapitał idzie tam, gdzie standardy dotyczące warunków pracy i ochrony środowiska są najniższe. Wystarczy przytoczyć fakty. Inwestorzy inwestują tam, gdzie mogą osiągnąć największe zyski, a na ogół jest tak w krajach, gdzie praca jest wykonywana w sposób najbardziej efektywny a ludzie są odpowiednio bogaci - bogatsi ludzie wymagają natomiast lepszych, a nie gorszych standardów ochrony środowiska i lepszych warunków pracy. Dwa najczęściej przywoływane przykłady jakoby negatywnego wpływu rozwoju gospodarczego na środowisko naturalne - tzw. "tuńczyk/delfin" i "krewetka/żółw" - pokazują właśnie podnoszenie a nie obniżanie standardów, dotyczących ochrony środowiska, jako że inne kraje poszły za przykładem USA i wprowadziły prawo chroniące delfiny i żółwie morskie. To samo odnosi się do standardów pracy. Praca w przedsiębiorstwach inwestorów zagranicznych jest na ogół bardzo poszukiwana, ponieważ zarówno wynagrodzenie, jak i warunki pracy są w nich lepsze niż w firmach krajowych. "Globalizacja powoduje "amerykanizację" całego świata" Jest rzeczywiście prawdą, że kultura Stanów Zjednoczonych jest przez wiele osób postrzegana, jako bardzo atrakcyjna i że niektórzy ludzie - zazwyczaj elity - przeciwstawiają się temu zjawisku. Ale nie zapominajmy także o szaleństwie, jakie ogarnęło cały świat na punkcie małego angielskiego czarodzieja Harrego Pottera, albo fenomenie popularności japońskich pokemonów, tak powszechnym przed kilku laty wśród siedmiolatków z całego globu, podobnie jak i popularności japońskich bajek Manga, indyjskiego "Bollywood", jak i o wielu innych elementach kultury nie-amerykańskiej, które wzbogacają nas wszystkich i same siebie nawzajem; nie wspominając nawet o tajlandzkim jedzeniu, lub możliwości słuchania piosenek nagranych niemal we wszystkich językach świata. Jeśli kultury będą się zamykały na inne, nie będą się kontaktowały i na siebie wzajemnie wpływały, przestaną być kulturami ludzi, staną się eksponatami w muzeum. Globalizacja wzbogaca kulturę. "Globalizacja powoduje nierówność" Powody wzrostu lub zmniejszania się nierówności są złożone, ale niewątpliwie prawdziwe jest twierdzenie, że globalizacja powoduje nierówność: przepaść w poziomie dobrobytu między krajami, które mają zamknięte rynki i tymi, w których wolny rynek się rozwija. Nie jest to jednak ta nierówność, o której myślą antyglobaliści. W krajach, które otworzyły swoje gospodarki na handel i inwestycje, powstała klasa średnia, co oznacza raczej mniejsze niż większe różnice w dochodach mieszkańców.

Korzyści z globalizacji

Globalizacja prowadzi do pokoju przez zmniejszanie zachęt do tworzenia konfliktów Protekcjonizm opiera się na przekonaniach i związanych z nimi regulacjach, które podkreślają różnice między narodami. Wolny handel natomiast w sposób pokojowy łączy narody ze sobą. Stare powiedzenie mówi: "gdy przez granice nie mogą przejść towary, na pewno przejdą przez nie armie". Handel tworzy dobrobyt Wyobraźcie sobie, że ktoś stworzył maszynę, która pozwoliłaby na wypchnięcie jednymi drzwiami wszystkich rzeczy, które można mieć łatwo i tanio, podczas gdy przez drugie drzwi dostać można by rzeczy, które chce się mieć, ale ich lokalna produkcja jest droga. Australijczycy mogliby przepuścić hodowane przez siebie owce przez jedne drzwi, a w drugich dostarczane by im były samochody i kopiarki. A Japończycy mogliby wypchnąć magnetowidy i wieże stereo przez jedne drzwi a w drugich przyjmować ropę, zboże i samoloty. Twórcy takiej maszyny dziękowano by jak dobroczyńcy ludzkości, do czasu gdy Ralph Nader czy Pat Buchanan nie pokazaliby, że maszyna ta tak naprawdę... jest dziurą w granicy! Wtedy, zamiast być chwalonym i traktowanym jak dobroczyńca, twórca tej maszyny zostałby okrzyknięty niszczycielem miejsc pracy, i do tego jeszcze zarzucono by mu działanie na szkodę państwa. Czy jest jednak jakaś różnica między funkcjonowaniem takiej maszyny a działaniem wolnego handlu? Przynosi korzyści wszystkim Najczęstszym błędem protekcjonistów jest mylenie korzyści absolutnych z korzyściami względnymi. Nawet jeśli osoba w pierwszym rzędzie jest we wszystkim co robi lepsza niż ja, oboje korzystamy na wolnej wymianie, jeśli i on, i ja specjalizujemy się w tym, co potrafimy robić najlepiej. Stary przykład z sekretarzem i prawnikiem jest prawdziwy nie tylko w biurze, ale w ogóle wszędzie. Prawnik może zarówno pisać pozwy, jak i pisać na maszynie lepiej niż sekretarz. Jednak obaj czerpią zysk z tego, że prawnik specjalizuje się w redagowaniu pozwów, co kosztuje mniej w sensie utraty korzyści z jego pisania na maszynie. Sekretarz natomiast specjalizuje się w przepisywaniu pozwów na maszynie, co kosztuje mniej w sensie straty jego zdolności prawniczych, gdyż sekretarz jest lepszy w przepisywaniu na maszynie niż w przygotowywaniu tekstów prawniczych. Ogólny zysk jest większy i każdy otrzymuje większy dochód. To jeden z powodów, dla których handel jest również tak mocno związany z pokojem. Fakt, że ludzie postrzegają się nawzajem jako partnerzy we współpracy, z której wszyscy czerpią korzyści, a nie jako wrogowie, pozwala na istnienie społeczeństwa. " Handel jest podstawą naszej cywilizacji!" Wolny handel jest najszybszym sposobem eliminacji zjawiska zatrudniania dzieci Na całym świece pracuje blisko 250 milionów dzieci. Odsetek pracujących dzieci spadł jednak, a nie wzrósł wraz z rozwojem wolnego handlu i postępu globalizacji i to z dość oczywistych powodów. Biedne kraje nie są biedne, bo pracują w nich dzieci. Przeciwnie - dzieci tam pracują, ponieważ są biedne. Gdy ludzie się bogacą, dzięki wzrostowi produkcji i wolnego handlu, posyłają dzieci do szkół zamiast na pola. Globalny handel jest zatem najszybszym sposobem wyeliminowania zjawiska zatrudniania dzieci i zastąpienia go edukacją. Handel, otwartość i globalizacja wspierają rządy demokratyczne i państwo prawa Gdy upadły bariery handlowe, ogromnie zwiększyła się ilość krajów uznawanych za demokratyczne przez organizację Freedom House. Z pierwszych 40 procent z listy krajów badanych pod względem wolności ekonomicznej, wymienionych w publikacji "Wolność gospodarcza świata" ("Economic Freedom of the World", współwydanej przez Cato Institute), 90 procent jest przez Freedom House określanych jako "wolne" (politycznie - przyp. red.). Z drugiej strony 20 procent krajów, które znajdują się na dole listy, czyli tych, które uznawane są za najbardziej zamknięte rynki, poniżej 20 procent jest określanych jako "wolne" (politycznie - przyp. red) a ponad 50 procent uznanych zostało za "niewolne" (politycznie - przyp. red.). Meksyk jest dobrym tego przykładem. Otwarcie gospodarki Meksyku, dokonane za sprawą włączenia w struktury North American Free Trade Agreement - NAFTA, umożliwiło dojście do władzy prezydentowi Vincentowi Foxowi i przełamanie monopolu władzy Partii Rewolucyjnej. Wszyscy, którzy popierają demokrację i państwo prawa powinni popierać globalizację. Wolny handel należy do podstawowych praw człowieka Antyglobaliści i protekcjoniści wychodzą z założenia, że mają prawo używać siły, by powstrzymać nas od brania udziału w wolnym handlu. Tymczasem podstawowe prawa powinny być takie same dla wszystkich ludzi, a prawo do wolnego handlu należy właśnie do podstawowych praw człowieka, z którego powinni móc korzystać wszyscy ludzie, bez względu na to, po której stronie granicy akurat mieszkają. Wolny handel nie jest żadnym przywilejem, należy do podstawowych praw człowieka. Umiejętność handlowania jest przypisana wyłącznie ludziom, jest tym, co nas wyróżnia od zwierząt. Wynika z naszych zdolności umysłowych i umiejętności przekonywania. Adam Smith zauważył podczas wykładu wygłoszonego 30 marca 1763 roku: "dawanie szylinga, które wydaje nam się dziś tak proste i zwykłe, jest tak naprawdę posługiwaniem się argumentem, który ma przekonać kogoś do wykonania określonej czynności, dla nas ale i w swoim interesie". Jak zauważył, zwierzęta są zdolne do współpracy, ale nie umieją handlować, ponieważ nie używają rozumu w procesie przekonywania. Handel jest więc nie tylko bardzo ludzki, jest także jedną z ważniejszych cech naszej cywilizacji, jak już zauważył Homer w Odysei. W księdze dziewiątej, w której Odyseusz opowiada o swoim pobycie na ziemi Kyklopów, mówi także dlaczego pozostali oni "łotrami", co "nie znają prawa". Odyseusz zauważa: "Łodzi czerwonodzióbych Kyklopy nie znają Ani też zręcznych cieślów u siebie chowają Do budowania statków żeglownych, któremi Jeździliby przez morze do różnych miast ziemi, Jak bywa między ludźmi, że jedni do drugich Jeżdżą*, ważąc się morskich podróży, tak długich: Tacy by tę wysepkę, gdzie rodzi się wszystko, Przemienili cudownie w wygodne siedlisko."** Kyklop jest więc barbarzyńcą, gdyż nie potrafi handlować. Żyje za to w wymarzonym świecie antyglobalistów, świecie, gdzie się nie handluje a cała produkcja jest lokalna. Idea protekcjonizmu powinna zostać odrzucona nie tylko dlatego, że proponuje system niewydajny. Protekcjonizm powinien zostać odrzucony również dlatego, że prowadzi do konfliktów i wojen, dlatego, że jest niemoralny i dlatego również, że jest w konflikcie z cywilizacją. Tom G. Palmer Tłum. Kamila Pajer Tekst ten jest skróconą wersją wykładu Toma G. Palmera, który prezentował w kampusach uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych. Palmer jest członkiem seniorem Cato Institute oraz rektorem Cato University Przypisy: * (czyt. "handlują" - w czasach Homera podróże odbywano w celach handlowych) ** Homer "Odyseja" w tłumaczeniu Lucjana Siemieńskiego, wyd. KWE Sp. Z o.o. Warszawa 2000

Paweł Skrzynecki: Globalizacja państw a globalizacja jednostek

Trudno jest mi nie zgodzić się z tezami przedstawionymi w tekście wykładu Toma G. Palmera Globalizacja jest bardzo dobra!. Autor traktuje o globalizacji w kontekście zmniejszania bądź likwidowania barier w międzynarodowym handlu. Uważam jednak, że zaprezentowany sposób przedstawiania tej tematyki, jest dość ograniczony (być może dlatego, że tekst opublikowany na stronie prokapitalistycznej jest jedynie skróconą wersją wykładu), i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Po co zadawać sobie trud wprowadzenia nowego terminu "globalizacja", skoro pisze się o handlu? Stwarza to wrażenie, że pisze się o czymś nowym - starym, o czymś co jest obecnie modne, i wnosi nowe wartości. Wracając do znaczenia samego terminu "globalizacja", uważam, że można (a nawet powinno się) traktować je znacznie szerzej. Otóż jest to intensyfikacja procesów internacjonalistycznych, czyli rozwijanie się stosunków ekonomicznych między niezależnymi uczestnikami gry rynkowej z różnych krajów, oraz między państwami. Takie działania powodują, na płaszczyźnie międzynarodowej, powstawanie sieci mocniejszych, bądź słabszych współzależności społeczno-ekonomicznych. Pisząc o globalizacji można starać się wyróżnić główne obszary, w jakich ona występuje. Niewątpliwie dotyczą one: finansów i własności kapitału, różnego rodzaju rynków, technologii oraz badań naukowych, stylów życia i modeli konsumpcji (kultury), procesu postrzegania i świadomości społecznej oraz regulacji prawnych i stylów sprawowania władzy państwowej. Zwłaszcza ostatni aspekt dotyczący państwowości został według mnie zbyt wąsko poruszony w wykładzie pana Palmera. Nie ma tam jasnego rozgraniczenia (którego według mnie, nie sposób nie uczynić) na globalizację obejmującą swoim działaniem swobodnie gospodarujące jednostki, oraz na globalizację państw. Wynika to po części z przyjętego gruntu terminologicznego, jasno wskazującego jedynie na handlowy charakter zjawisk globalnych. Ale nie sposób nie zauważyć, że w równoległym (często podobnym) procesie wymiany uczestniczą również państwa handlując między sobą chociażby papierami dłużnymi. Mówiąc o globalizacji swobodnie działających jednostek zauważamy, że jest ona przejawem szukania przez ludzi optymalnych sposobów gospodarowania. Przedsiębiorca, który planuje rozwijać swoją działalność, i nie znajduje w swoim otoczeniu środków, które, według niego, są konieczne do osiągnięcia założonych celów, podejmuje decyzje o poszukiwaniu lepszych warunków w otoczeniu innym niż najbliższe. Zaczyna rozszerzać swoją działalność poza rodzinne miasta, województwa, kraje, kontynenty. Czyli tak rozumiana globalizacja ma swój początek już w etapie dobrowolnej współpracy dwóch jednostek, stającej się impulsem do rozwoju. Dwie jednostki (producent i konsument) dobrowolnie podejmują decyzje o współpracy. Obie odnoszą korzyści poprzez przystąpienie do tej umowy (gdyby było inaczej, nie podejmowaliby współpracy), ale jedna strona zyskuje korzyść pieniężną. Producent dostaje pieniądze ze wytworzony towar. Chcąc zarobić więcej (przedkładając zysk pieniężny nad korzyści, które osiągnąłby, gdyby sam używał tych produktów), stara się rozszerzyć grono konsumentów. Decyduje się sprzedawać swoje wyroby nie tylko w rodzinnym mieście, ale również w sąsiednim. Następnie, gdy odniesie sukces, oraz jeśli konsumenci nadal będą chcieli kupować jego produkty, może zdecydować się rozwijać swoją strefę wpływu o kolejne miasta, województwa, oraz kraje. Na ostatnim etapie zjawisko to nazywamy globalizacją. Taki stosunek ekonomiczny jest dobrowolny, wiec nie ma moralnie uzasadnionego argumentu za tym aby ingerowało w niego państwo. Można również mówić (o czym wspomniałem wcześniej) o globalizacji na szczeblu państwowym. Ma ona miejsce wtedy, gdy władza rządząca na danym terenie, podejmuje decyzję (w imieniu swoich obywateli) o współpracy z podobną władzą z innego terenu w celu realizacji wspólnych ich celów. Tak więc, dobrowolnie wchodzą w związki, w których wszystkie strony (poza obywatelami, którzy chcąc nie chcąc uczestniczą w tym) zyskują. Przykładami takich organizacji międzynarodowych (na gruncie polityczno ekonomicznym) są Unia Europejska, NAFTA, OPEC - organizacja zrzeszająca największych światowych eksporterów ropy (poza Rosją), ZBiR, czy niedawno powołana Wspólna Przestrzeń Gospodarcza między Białorusią, Kazachstanem, Rosją i Ukrainą. Integracja państw miała w przeszłości i ma obecnie, miejsce również na płaszczyźnie militarnej. Współcześnie najważniejszym sojuszem jest NATO, ale warto wspomnieć również o tych tworzonych "doraźnie," jak chociażby koalicja państw obecnie okupujących Irak. Globalizacja państwowa w aspekcie społeczno ekonomicznym, może dotyczyć polityk: fiskalnej, handlowej, społecznej, ale również monetarnej. W roku 2002 część krajów które wchodzą w skład Unii Europejskiej, wprowadziło do obiegu wspólną walutę o nazwie EURO. Natomiast w październiku 2003 wysunięta została propozycja współdziałania dwóch największych obszarów walutowych (strefy EURO, oraz USD). Wspólpraca ta miałaby prowadzić do skoordynowanej polityki monetarnej, handlowej i interwencji na rynkach walutowym, celem zapobiegania "niepożądanym" zmianom kursów walut. Zjawisko globalizacji państw można odczytywać jako próbę działań na rzecz obrony swoich przywilejów władczych. Łatwiej jest razem ścigać nie płacących podatków obywateli, czyli tych, którzy zagrażają istnieniu władzy, czy przemytników, czyli tych, którzy umożliwiają konsumentom dostęp do tańszych, nie obłożonych cłem towarów. Wracając do omawianego tekstu. Jedna z zalet "globalizacji w wymiarze handlowym" według Toma G. Palmera jest następująca: Handel, otwartość i globalizacja wspierają rządy demokratyczne i państwo prawa. Przyznaję, że to stwierdzenie budzi we mnie sprzeczne uczucia. Uważam, że pomylono tu dwa aspekty zjawiska globalizacji rozróżnione przeze mnie wyżej: państwowy i dobrowolny dotyczący obywateli państw. Z tego twierdzenia wychwalającego handel, można wywnioskować, że jednostki działające dobrowolnie, dla swojego dobra wzmacniają władzę państwową. Uważam, że jest to nadużycie, wynikające z niepełnego zrozumienia charakteru działalności państw. Pozwolę sobie w kilku zdaniach przedstawić wizję władzy państwowej którą akceptuję i przyjmuję za najbliższą moim poglądom. Podstawę do definicji władzy państwowej stworzył niemiecki filozof Franz Oppenheimer (1861-1943). Podzielił on społeczeństwo na dwie grupy: pierwsza z nich tworzona jest przez podatników, a druga przez ludzi którzy utrzymują się dzięki płaconym podatkom. Ta druga grupa wyzyskując pierwszą tworzy system państwowy. Śladami tego wybitnego filozofa podążał amerykański ekonomista profesor Murray Rothbard (1926-1995). Zauważa on, że państwo jest organizacją społeczną, która na danym terenie posiada monopol na tworzenie oraz egzekwowanie prawa. Z tak przyjętej definicji państwa można wyciągnąć wniosek, że interesy państwa i jego obywateli są sprzeczne. Obywatel, aby realizować swoje cele, chce zatrzymać przy sobie jak największą ilość środków, natomiast państwo chce mu je zabrać. Jak więc Handel, otwartość i globalizacja mogą wspierać państwo? Uważam, że nie mogą. Autor twierdzi również, że: otwarcie gospodarki Meksyku, dokonane za sprawą włączenia w struktury North American Free Trade Agreement - NAFTA, umożliwiło dojście do władzy prezydentowi Vincentowi Foxowi i przełamanie monopolu władzy Partii Rewolucyjnej. Wszyscy, którzy popierają demokrację i państwo prawa powinni popierać globalizację. Czytając tak sformułowane myśli, od razu rodzą się we mnie wątpliwość podobne do przedstawionych powyżej. Co fakty dojścia do władzy Vincente Foxa, oraz szerzenia się na świecie systemu demokratycznego, mają wspólnego z globalizacją (jak mniemam widzianą przez pryzmat wolnego handlu)? Czy do tego aby swobodnie się wymieniać towarami z przedsiębiorcą z Chin, czy Iranu, potrzebna jest mi (a w zasadzie nam) zbieżność charakteru władz panujących w naszych otoczeniach? Celem mojego artykułu nie jest podważenie słuszności stwierdzeń przedstawionych w opublikowanych tekście pod tytułem Globalizacja jest bardzo dobra!. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na wielowątkowość tematyki globalizacji, a z większością tez autora oczywiście się zgadzam. Uważam jednak, że temat nie został wyczerpany, i dlatego pozwoliłem sobie na częściowe (jak uważam) uzupełnienie go. Uważam, że władza państwowa nie może odgrywać pozytywnej roli w swobodnych decyzjach gospodarczych obywateli z tego powodu, że swoją pozycję zawdzięcza przymusowi fiskalnemu. Tam, gdzie jest wolność gospodarcza, tam jest globalizacja jednostek gospodarujących (mająca niewiele wspólnego z podobnymi działaniami państwa) oraz bogactwo obywateli. Nie jest przypadkiem, że kraje, w których najsilniejsza jest władza państwowa (Korea Płn., Laos, czy niektóre Kraje Afrykańskie), należą do najbiedniejszych, najsłabiej rozwiniętych, i są niemal całkowicie lekceważone przez procesy internacjonalizacji. Globalizacja państw a globalizacja jednostek   Trudno jest mi nie zgodzić się z tezami przedstawionymi w tekście wykładu Toma G. Palmera Globalizacja jest bardzo dobra!. Autor traktuje o globalizacji w kontekście zmniejszania bądź likwidowania barier w międzynarodowym handlu. Uważam jednak, że zaprezentowany sposób przedstawiania tej tematyki, jest dość ograniczony (być może dlatego, że tekst opublikowany na stronie prokapitalistycznej jest jedynie skróconą wersją wykładu), i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Po co zadawać sobie trud wprowadzenia nowego terminu "globalizacja", skoro pisze się o handlu? Stwarza to wrażenie, że pisze się o czymś nowym - starym, o czymś co jest obecnie modne, i wnosi nowe wartości. Wracając do znaczenia samego terminu "globalizacja", uważam, że można (a nawet powinno się) traktować je znacznie szerzej. Otóż jest to intensyfikacja procesów internacjonalistycznych, czyli rozwijanie się stosunków ekonomicznych między niezależnymi uczestnikami gry rynkowej z różnych krajów, oraz między państwami. Takie działania powodują, na płaszczyźnie międzynarodowej, powstawanie sieci mocniejszych, bądź słabszych współzależności społeczno-ekonomicznych. Pisząc o globalizacji można starać się wyróżnić główne obszary, w jakich ona występuje. Niewątpliwie dotyczą one: finansów i własności kapitału, różnego rodzaju rynków, technologii oraz badań naukowych, stylów życia i modeli konsumpcji (kultury), procesu postrzegania i świadomości społecznej oraz regulacji prawnych i stylów sprawowania władzy państwowej. Zwłaszcza ostatni aspekt dotyczący państwowości został według mnie zbyt wąsko poruszony w wykładzie pana Palmera. Nie ma tam jasnego rozgraniczenia (którego według mnie, nie sposób nie uczynić) na globalizację obejmującą swoim działaniem swobodnie gospodarujące jednostki, oraz na globalizację państw. Wynika to po części z przyjętego gruntu terminologicznego, jasno wskazującego jedynie na handlowy charakter zjawisk globalnych. Ale nie sposób nie zauważyć, że w równoległym (często podobnym) procesie wymiany uczestniczą również państwa handlując między sobą chociażby papierami dłużnymi. Mówiąc o globalizacji swobodnie działających jednostek zauważamy, że jest ona przejawem szukania przez ludzi optymalnych sposobów gospodarowania. Przedsiębiorca, który planuje rozwijać swoją działalność, i nie znajduje w swoim otoczeniu środków, które, według niego, są konieczne do osiągnięcia założonych celów, podejmuje decyzje o poszukiwaniu lepszych warunków w otoczeniu innym niż najbliższe. Zaczyna rozszerzać swoją działalność poza rodzinne miasta, województwa, kraje, kontynenty. Czyli tak rozumiana globalizacja ma swój początek już w etapie dobrowolnej współpracy dwóch jednostek, stającej się impulsem do rozwoju. Dwie jednostki (producent i konsument) dobrowolnie podejmują decyzje o współpracy. Obie odnoszą korzyści poprzez przystąpienie do tej umowy (gdyby było inaczej, nie podejmowaliby współpracy), ale jedna strona zyskuje korzyść pieniężną. Producent dostaje pieniądze ze wytworzony towar. Chcąc zarobić więcej (przedkładając zysk pieniężny nad korzyści, które osiągnąłby, gdyby sam używał tych produktów), stara się rozszerzyć grono konsumentów. Decyduje się sprzedawać swoje wyroby nie tylko w rodzinnym mieście, ale również w sąsiednim. Następnie, gdy odniesie sukces, oraz jeśli konsumenci nadal będą chcieli kupować jego produkty, może zdecydować się rozwijać swoją strefę wpływu o kolejne miasta, województwa, oraz kraje. Na ostatnim etapie zjawisko to nazywamy globalizacją. Taki stosunek ekonomiczny jest dobrowolny, wiec nie ma moralnie uzasadnionego argumentu za tym aby ingerowało w niego państwo. Można również mówić (o czym wspomniałem wcześniej) o globalizacji na szczeblu państwowym. Ma ona miejsce wtedy, gdy władza rządząca na danym terenie, podejmuje decyzję (w imieniu swoich obywateli) o współpracy z podobną władzą z innego terenu w celu realizacji wspólnych ich celów. Tak więc, dobrowolnie wchodzą w związki, w których wszystkie strony (poza obywatelami, którzy chcąc nie chcąc uczestniczą w tym) zyskują. Przykładami takich organizacji międzynarodowych (na gruncie polityczno ekonomicznym) są Unia Europejska, NAFTA, OPEC - organizacja zrzeszająca największych światowych eksporterów ropy (poza Rosją), ZBiR, czy niedawno powołana Wspólna Przestrzeń Gospodarcza między Białorusią, Kazachstanem, Rosją i Ukrainą. Integracja państw miała w przeszłości i ma obecnie, miejsce również na płaszczyźnie militarnej. Współcześnie najważniejszym sojuszem jest NATO, ale warto wspomnieć również o tych tworzonych "doraźnie," jak chociażby koalicja państw obecnie okupujących Irak. Globalizacja państwowa w aspekcie społeczno ekonomicznym, może dotyczyć polityk: fiskalnej, handlowej, społecznej, ale również monetarnej. W roku 2002 część krajów które wchodzą w skład Unii Europejskiej, wprowadziło do obiegu wspólną walutę o nazwie EURO. Natomiast w październiku 2003 wysunięta została propozycja współdziałania dwóch największych obszarów walutowych (strefy EURO, oraz USD). Wspólpraca ta miałaby prowadzić do skoordynowanej polityki monetarnej, handlowej i interwencji na rynkach walutowym, celem zapobiegania "niepożądanym" zmianom kursów walut. Zjawisko globalizacji państw można odczytywać jako próbę działań na rzecz obrony swoich przywilejów władczych. Łatwiej jest razem ścigać nie płacących podatków obywateli, czyli tych, którzy zagrażają istnieniu władzy, czy przemytników, czyli tych, którzy umożliwiają konsumentom dostęp do tańszych, nie obłożonych cłem towarów. Wracając do omawianego tekstu. Jedna z zalet "globalizacji w wymiarze handlowym" według Toma G. Palmera jest następująca: Handel, otwartość i globalizacja wspierają rządy demokratyczne i państwo prawa. Przyznaję, że to stwierdzenie budzi we mnie sprzeczne uczucia. Uważam, że pomylono tu dwa aspekty zjawiska globalizacji rozróżnione przeze mnie wyżej: państwowy i dobrowolny dotyczący obywateli państw. Z tego twierdzenia wychwalającego handel, można wywnioskować, że jednostki działające dobrowolnie, dla swojego dobra wzmacniają władzę państwową. Uważam, że jest to nadużycie, wynikające z niepełnego zrozumienia charakteru działalności państw. Pozwolę sobie w kilku zdaniach przedstawić wizję władzy państwowej którą akceptuję i przyjmuję za najbliższą moim poglądom. Podstawę do definicji władzy państwowej stworzył niemiecki filozof Franz Oppenheimer (1861-1943). Podzielił on społeczeństwo na dwie grupy: pierwsza z nich tworzona jest przez podatników, a druga przez ludzi którzy utrzymują się dzięki płaconym podatkom. Ta druga grupa wyzyskując pierwszą tworzy system państwowy. Śladami tego wybitnego filozofa podążał amerykański ekonomista profesor Murray Rothbard (1926-1995). Zauważa on, że państwo jest organizacją społeczną, która na danym terenie posiada monopol na tworzenie oraz egzekwowanie prawa. Z tak przyjętej definicji państwa można wyciągnąć wniosek, że interesy państwa i jego obywateli są sprzeczne. Obywatel, aby realizować swoje cele, chce zatrzymać przy sobie jak największą ilość środków, natomiast państwo chce mu je zabrać. Jak więc Handel, otwartość i globalizacja mogą wspierać państwo? Uważam, że nie mogą. Autor twierdzi również, że: otwarcie gospodarki Meksyku, dokonane za sprawą włączenia w struktury North American Free Trade Agreement - NAFTA, umożliwiło dojście do władzy prezydentowi Vincentowi Foxowi i przełamanie monopolu władzy Partii Rewolucyjnej. Wszyscy, którzy popierają demokrację i państwo prawa powinni popierać globalizację. Czytając tak sformułowane myśli, od razu rodzą się we mnie wątpliwość podobne do przedstawionych powyżej. Co fakty dojścia do władzy Vincente Foxa, oraz szerzenia się na świecie systemu demokratycznego, mają wspólnego z globalizacją (jak mniemam widzianą przez pryzmat wolnego handlu)? Czy do tego aby swobodnie się wymieniać towarami z przedsiębiorcą z Chin, czy Iranu, potrzebna jest mi (a w zasadzie nam) zbieżność charakteru władz panujących w naszych otoczeniach? Celem mojego artykułu nie jest podważenie słuszności stwierdzeń przedstawionych w opublikowanych tekście pod tytułem Globalizacja jest bardzo dobra!. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na wielowątkowość tematyki globalizacji, a z większością tez autora oczywiście się zgadzam. Uważam jednak, że temat nie został wyczerpany, i dlatego pozwoliłem sobie na częściowe (jak uważam) uzupełnienie go. Uważam, że władza państwowa nie może odgrywać pozytywnej roli w swobodnych decyzjach gospodarczych obywateli z tego powodu, że swoją pozycję zawdzięcza przymusowi fiskalnemu. Tam, gdzie jest wolność gospodarcza, tam jest globalizacja jednostek gospodarujących (mająca niewiele wspólnego z podobnymi działaniami państwa) oraz bogactwo obywateli. Nie jest przypadkiem, że kraje, w których najsilniejsza jest władza państwowa (Korea Płn., Laos, czy niektóre Kraje Afrykańskie), należą do najbiedniejszych, najsłabiej rozwiniętych, i są niemal całkowicie lekceważone przez procesy internacjonalizacji. Paweł Skrzynecki (15 grudnia 2003)