Tag Archives: gmina

Wpływy mniejszości żydowskiej w Polsce na przestrzeni wieków – Michalkiewicz, Płużański, Żebrowski

Dlaczego niektórzy żydzi nie lubią Polaków, co kryje się za nazwą Zakonu Synów Przymierza, jak żydzi realizują swoje cele w RP, czym jest antysemityzm, dlaczego w III RP nie można prowadzić normalnej debaty o historii, jaki błąd popełnił prezydent Duda? To tylko nieliczne pytania, na które starali się odpowiedzieć, zaproszeni przez Bełchatowian dla Narodu, paneliści: Stanisław Michalkiewicz, Tadeusz Płużański i Leszek Żebrowski.

Kto się odważy zlikwidować powiaty?

Na koniec 2015 roku w Polsce funkcjonowało 314 powiatów (zwanych powiatami ziemskimi) oraz 66 miast na prawach powiatów (tzw. powiaty grodzkie). Ostatnia dyskusja wokół utworzenia nowych województw jest dobrą okazją do przeprowadzenia oceny funkcjonowania powiatów. Pogłębiona analiza aktualnego systemu nie pozostawia wątpliwości. Utworzenie powiatów było błędem, z którego warto się wycofać. Problem w tym, że taki projekt jest politycznie bardzo ryzykowny.

Uratować Polską Reakcję

Kilka dni temu obwieściłem urbi et orbi klęskę JKM i jego zaplecza w ostatnich wyborach. Krytycy zarzucili mi, że poza JKM nie ma nikogo, i moja krytyka jest nieuzasadniona. Mają oczywiście rację, jednak nie wyciągają wniosków ze słusznej tezy. Zajmijmy się najpierw wynikami jakie Ugrupowanie Pod Respiratorem (UPR) odniosło w głosowaniu. Wskazują one jednoznacznie, że na ludzi UPR-u nie zagłosował praktycznie nikt poza znajomymi samych kandydatów. Upadł wiec mit o marce jaką rzekomo UPR jest i o stabilnym elektoracie. Najciekawsze, że najlepszy wynik partia odniosła tam, gdzie startowała pod nową nazwą – Wspólnoty Samorządowej Prawicy (warmińsko-mazurskie). Nie może to jednak dziwić – naukowo udowodnione, że u ludzi (i nie tylko u ludzi) w podświadomości wybijają  się z czasem oczywiste sygnały – jeżeli jakiś termin przez 20 lat kojarzy się z klęskami, to u wyborcy wytwarza się odruch omijania danej listy. Tak się bowiem składa, że o ile w przypadku Ruchu JKM mamy do czynienia z koncepcją budowy środowiska wokół wodza, to o tyle tutaj mamy budowę takiego czegoś wokół partii politycznej – co także jest ogromnym nieporozumieniem. Wszystkie pozytywne ruchy ostatnich lat, czy to Tea Party, Pomarańcze z Ukrainy czy to Solidarność (ale ta pierwsza) skupiają się wokół kilku haseł. Są to: wolność, demokracja (rozumiana jako zostawienie spraw ludziom i decentralizacja, a nie partyjniactwo), społeczeństwo obywatelskie. Dziwnym trafem nie ma tam ani problemów „wodza”, ani problemów „ugrupowania” czy innych „politycznych” pierdół. Co więcej – kiedy tylko w „S” zaczęto dyskutować o partyjniactwie, od razu cały spontaniczny ferment odpadł, a została ubecka śmietanka. Tak więc skończmy deliberacje o tym kto wybory przegrał, przyjrzyjmy się temu kto je wygrał: Sejmiki: 1.PO – 30,89% 2. PiS – 23,05% 3. PSL – 16,30%  4. SLD – 15,20% 5. Pozostali – 14,5% Powiaty: 1.Pozostałe – 38,12% 2. PO – 20,91% 3.PiS-17,25% Gminy: 1. PO – 30,30% 2.Pozostałe – 25,96% 3.SLD-24,9% Wyniki dla organów wykonawczych są podobne – kilkaset mandatów dla kandydatów niezależnych. Overkill dokonany na partiach politycznych. Dlaczego? A no dlatego, że mimo utrudniającej życie ordynacji ludzie głosowali jednak po nazwiskach, nie po listach. Szczególnie widać to na prowincji. A po nazwiskach nie ma zlituj – tu się liczą rzeczywiste problemy, a nie partyjne dyrdymały. Problem jednak w tym, że lokalne środowiska są przez ordynację proporcjonalną odcięte od władzy krajowej. Zresztą – nawet w JOWach pojedynczy, niezależny kandydat nie ma większych możliwości działania w Sejmie. I tu pojawia się miejsce dla nas. Albo dla kogokolwiek z głową i jajami. Jakikolwiek ruch, który ma zmienić Polskę musi się oprzeć o ludzi, nie o „działaczy”. I nie ważne czy będzie to ruch prawicy, czy ruch PPP – kto chce reform – czy to w tę czy w tę – wprowadzi je właśnie ta drogą. Bo inaczej się po prostu nie da. Aby cokolwiek zmienić należy zacząć od stworzenia całościowej siatki, rozlokowanej w każdej gminie, która na bieżąco zajmie się transferem drażliwych kwestii do centrali, i rozwiązywaniem problemów na szczeblu lokalnym. I nieważne czy problemem tym jest uświadomienie rodzicom praw rad rodzicielskich w szkole, czy walka z nieuczciwą spółdzielnią, czy wsparciem sąsiada w postępowaniu przed sądem administracyjnym. Ważne o to, aby być obecnym STALE. Powiedzcie mi drodzy wolnościowcy – chcecie zlikwidować zasiłki, opiekę społeczną i inne takie rzeczy. I słusznie. Co macie w zamian? Ano właśnie... Forma działania, którą proponuję jest nie tylko sposobem promocji wolności pod strzechami, nie tylko sposobem nabicia poparcia, ale też rzeczywistym odkomuszeniem mentalności Polaków. Aby wolnościowy rząd nie dostał batów od rewolucji, jaka się rozwinie po likwidacji zasiłków, musi promować alternatywne dla państwowego garnka sposoby radzenia sobie z nędzą. To właśnie jest ten sposób. Stworzenie takiej siatki w regionach jest pierwszym krokiem. Drugim powinno być skonsolidowanie rozbitych środowisk prawicowych. Przy czym nie chodzi tu o UPR, WiP, PR itd. A raczej nie tylko o nich. Mam tu raczej na myśli ludzi ze stowarzyszeń działających na rzecz wolności. Po ostrej selekcji pod kątem programowym spośród działaczy, naukowców i innych osób powstanie ekskluzywna drużyna, która rozbije w krajowych wyborach partyjniaków. Od nas więc zależy, czy chcemy aby to PPP lub inni radykałowie podchwycili mój pomysł, czy raczej dokonamy „kwiecistej rewolucji”, która tym razem nie będzie kierowana przez obce wywiady. A więc cytując klasyka: „All hands on the deck!”. Rafał Urbanowicz Foto. fragment ulotki UPR z wyborów do PE