Tag Archives: Hanna Gronkiewicz-Waltz

Marsz Niepodległości: Gronkiewicz-Waltz zakazuje, organizatorzy odpowiadają

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz podjęła decyzję o zakazie Marszu Niepodległości w dniu 11 listopada 2018r. W lukę tę, niczym postanowili wstrzelić się prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki, którzy zapowiedzieli w zamian marsz państwowy. Jednym słowem - kompromitacji tych panów ciąg dalszy. O żenadzie HG-W nie warto nawet wspominać. Wiadomo, że to stara prowokatorka.

Urzędnicy specjalnej troski

Urzędnicy UE strajkują. Kolejny raz, tym razem związkowcy z administracji europejskiej zamierzają uderzyć uczestników szczytu UE w czwartek i piątek po korycie. I to dosłownie – kanapki zamiast obiadu. Horror! To zresztą nie pierwszy strajk urzędników instytucji unijnych – Rady UE, Komisji Europiejącej, oraz Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. Przyczyna wciąż ta sama – żądania cięć w administracji UE postulowane przez kraje członkowskie.
Rzecz dotyczy również „zmniejszenia datków dla urzędników” - podwyższenie wieku emerytalnego z 63 do 67 lat, przywrócenie dodatkowego opodatkowania części dochodów w wysokości 6 proc., zamrożenie pensji na dwa lata oraz zwiększenie czasu pracy z 37,5 godz. do 40 godz. tygodniowo. Dodać należy, że nowo zatrudniona sekretarka w instytucjach UE zarabia 2,6 tysiąca euro, dyrektorzy generalni i ich zastępcy – 18 tysięcy euro brutto; komisarze i sędziowie Trybunału UE dostają ponad 20 tys. euro, zaś pracownicy kontraktowi (czyli na tzw. śmieciówkach) zarabiają od 1850 do 6 tysięcy euro. Przedstawiciel związku zawodowego Rady UE, Felix Geradon, tłumaczył: „Protestujemy przeciwko stanowisku państw członkowskich, które chcą pogorszenia warunków naszej pracy, m. in. jeśli chodzi o emerytury i możliwości rozwoju […] Jeśli ograniczenia zostaną przyjęte, będzie to oznaczało, że w ciągu 15 lat nasza siła nabywcza zmniejszy się o 60 proc.” a w rezultacie „niemożliwe byłoby rekrutowanie kompetentnych osób, a zatrudniani byli tylko ci, którzy nie mogą znaleźć innej pracy". Z tą troską o emerytury to raczej przesada – zawszeć można przeprowadzić cypryjską kontrybucję depozytów na „ratowanie strefy euro”, co od 2016 r. ma być rozwiązaniem modelowym. Normalnie nasuwa się pytanie o problemy ze wzrokiem, gdyż najwyraźniej biurokratom UE trudno jest dostrzec powiązania pomiędzy własną działalnością, a obecną sytuacją gospodarczą wymuszającą cięcia w administracji. Jednak kluczem do zrozumienia jest tu troska o dalszy „rozwój”, co zresztą potwierdzają sami zainteresowani – skoro to tacy kompetentni ludzie, to raczej nie powinni się martwić o pracę i emerytury – kompetentny człowiek zawsze znajdzie sobie jakieś dochodowe zajęcie. Chyba, że się jeszcze w pełni nie rozwinął. Gorzej z tymi, którzy do żadnej normalnej pracy się nie nadają z tytułu, hm... problemów rozwojowych. A że Polacy nie gęsi i swą biurokrację mają, więc u nas wesoło. Hanna Gronkiewicz – Waltz w związku ze zbieraniem podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie jej odwołania postanowiła poprawić sobie notowania. I wybrała się do Wilanowa. Tam obejrzała wystawę „Primus inter pares”, na którą miała wejściówkę, a potem bez biletu usiłowała wejść do ogrodu powołując się na nieprzysługujące jej urzędowi uprawnienia. Zrobiła się afera, biuro prasowe tłumaczy się więcej niż nieudolnie: „Pani prezydent interweniowała z powodu złej organizacji przy zwiedzaniu”. Bo była kolejka, więc trzeba się było wpychać bez biletu poza kolejką. Tak czy siak interesujące jest coś innego – otóż Hanna Gronkiewicz – Waltz niezaprzeczalnie odniosła korzyść majątkową (5 złotych). Pytanie więc, którą z kolei korzyść podczas drugiej kadencji i czy ujmuje takie „drobne korzyści” w rozliczeniu podatkowym i czy – zgodnie z obowiązującym prawem – odprowadza od nich obowiązkowy podatek? Skoro kioskarkę można było ukarać grzywną za niepołożenie paragonu na 20 groszy za ksero, to w tym przypadku tym bardziej wydaje się konieczna kontrola organów skarbowych. W końcu tyle się mówi o równości, równym traktowaniu etc. Michał Nawrocki

Zachodni trzeci świat

Z naszej poczty... Wjeżdżając pociągiem do Warszawy od strony Skierniewic, Łodzi i Krakowa, zagapiony pasażer może przez chwilę poczuć się, jakby przespał Polskę i zamiast wysiąść w Warszawie dojechał do jakiegoś obiektu przypominającego dworzec w kraju trzeciego świata. Tymczasem to nie żaden trzeci świat, lecz dworzec Warszawa Zachodnia.
Jeszcze w 2007 roku Hanna Gronkiewicz-Waltz przekonywała, że Warszawa na euro będzie miała trzy nowoczesne dworce: centralny i całkowicie przebudowane dworce wschodni i zachodni. Ile z tych planów się udało? Właściwie nic z tych planów nie udało się zrealizować. Dworzec centralny przeszedł "lifting", dworcowi wschodniemu poprawiono "estetykę", cokolwiek to oznacza. Dworzec zachodni, no cóż. Zamieszczone zdjęcia nie wymagają chyba żadnego dodatkowego komentarza. Czytelnik  

Reformatorski duch w kuwecie

„Reformy nadzieją na lepszą biedę” głosiła w latach osiemdziesiątych Pomarańczowa Alternatywa. I choć lat od tamtych wydarzeń minęło już dobrze ponad dwadzieścia, hasło nadal aktualne. Ot, chociażby PRL – owska scheda, czyli „janosikowe”. Prezydent Warszawy postuluje zmianę sposobu jego obliczania, czyli idea jest słuszna, tylko system znów miał błędy i wypaczenia. Jakże znajomo brzmi uzasadnienie utrzymania „janosikowego” - „Bogatsi powinni dzielić się z biedniejszymi”. „Biednym nic z tego nie przyjdzie, że bogaci też zbiednieją”, mawiał Stefan Kisielewski, ale widać wielu nadal chciałoby sprawdzić rzecz doświadczalnie.  Cóż, propagandowo owoce pracy mimo wszystko wypadają gorzej, niż manna z nieba, więc i nie ma się czemu dziwić, że tłumaczenie, iż zwolennicy wolnego rynku nie chcą, aby ludzie byli biedni, zaś zwolennicy socjalizmu nie chcą, aby ludzie byli bogaci, wciąż pozostaje głosem wołającego na puszczy. Albo inny przykład reformatorskiego ducha, który nawiedził ostatnio stołeczny ratusz. Hanna Gronkiewicz Waltz postanowiła definitywnie zakończyć walkę z zimą i skończyć z wyrzucaniem pieniędzy w błoto, czyli mówiąc po ludzku – odśnieżaniem ulic. Nie znaczy to wcale, że zamierza zostawić mieszkańców stolicy na lodzie, i to dosłownie. Zamiast zgarniania śniegu i posypywania ulic solonym piaskiem zapowiedziała w mediach, że będzie lać wodę..., tfu, co ja gadam!, sypać żwirek rzecz jasna. Przekształcenie miasta w jedną wielką kuwetę z pewnością rozwiąże problemy kotów, a i niejeden przechodzień z ulgą załatwi sprawy pod chmurką, zamiast w publicznym wychodku, za który musi odpalić złocisza. Bez wątpienia zarobią na tym lakiernicy i spece od wstawiania szyb w samochodach. A i może chirurgom plastycznym coś skapnie od pieszych, czekających na autobus bądź zielone światło na przejściu. [caption id="attachment_12069" align="alignleft" width="300" caption="http://obiezyswiat.org"][/caption] Argumenty pani prezydent ma dwojakiego rodzaju – ekonomiczne i geograficzne. Jako przykład wskazuje, że w krajach skandynawskich nie sprzątają śniegu i żyją, bo sypią żwirek. No cóż, na zamieszczonym obok zdjęciu z Norwegii widać, że jednak albo śnieg sprzątają, albo rzucają kłody pod nogi stołecznym reformatorom i używają kamuflującego żwirku w żałobnym deseniu. Z kolei w takiej Szwecji w masowym użyciu są zimowe opony z kolcami, których w Polsce nie uświadczysz Drogi Czytelniku, gdyż kodeks zabrania. Jeszcze lepsze są argumenty ekonomiczne – bo żwirek będzie wielorazowego użytku. Czyli musi być na tyle duży, aby nie wpadał do studzienek ściekowych. A jak zalegnie na „kratkach” kanalizacyjnych, to pewnie je zatka. Dzięki temu na wiosnę biorąc przykład z Wenecji nie będziemy już musieli walczyć z powodziami i przemysł szkutniczy rozkwitnie specjalizując się w budowie gondoli i tłumnych kajaków na potrzeby ZTM. Szkoda tylko, że nie wiadomo, ile będzie kosztować zbieranie, czyszczenie i przechowywanie żwirku do następnej zimy? Ale ogólnie trafiła mi do mego zaściankowego przekonania koncepcja brania przykładu z innych państw, która przyniesie oszczędności w postaci niewydawania pobranych na dany cel pieniędzy. W związku z tym też mam pewien pomysł. Otóż w Nowym Jorku Rada Miejska liczy 51 członków plus burmistrz. Według danych z 2005 r. NY zamieszkuje 8 213 839 osób. Daje to 157 958,44 mieszkańców przypadających na jednego radnego (włącznie z burmistrzem). I żyją, mają metro, obwodnice itd. Dla porównania w liczącej w 2009 r. 1 714 446 mieszkańców Warszawie w Radzie Miasta zasiada 60 radnych, plus prezydent. Daje to 1 radnego (wliczając prezydenta miasta) na 28 105,67 mieszkańców. Jeżeli zaś uwzględnimy łącznie rady dzielnic i radę miasta, to otrzymamy 469 radnych, plus prezydenta. Z prostego działania arytmetycznego wychodzi nam stosunek 1:3 647,76. Gdyby zaś tak wziąć przykład z Nowego Jorku, to Warszawa powinna mieć około 11 radnych (w tym prezydenta). Ile miasto zaoszczędziłoby na dietach? Michał Nawrocki

Korporacja „Paprotka”

Pytanie polityków dlaczego właściwie zajęli się akurat polityką, wydaje się całkowicie bezcelowe. Jedyne bowiem, co można uzyskać w odpowiedzi, to potok frazesów o poczuciu obowiązku, odpowiedzialności, służbie, nawet o powołaniu czy patriotyzmie. Oczywiście nie w każdym przypadku będą to frazesy, ale jak odróżnić prawdę od banialuk? Proste – pytać o coś zupełnie innego i spokojnie przemyśleć uzyskane odpowiedzi. Jeżeli akurat ktoś ma ciekawsze zajęcia, niż przelewanie z pustego w próżne, to nic straconego – chętnych do zadawania pytań politykom jest zawsze więcej, niż chętnych do udzielania odpowiedzi. A właśnie teraz, przy okazji wyborów samorządowych, u polityków wzmaga się syndrom „parcia na szkło”, więc mamy nadmiar urodzaju. I choć w zasadzie to urodzaj plew, niemniej jakieś smakowite ziarnko zawsze trafić się może. Nie inaczej stało się w przypadku wywiadu, jakiego niedawno udzieliła prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zaprawdę, interesujące rzeczy w owym wywiadzie pani prezydent mówi. „Warszawa to gigantyczna korporacja” - czyż to nie piękne? Żadna służba, zwykła korporacja, czyli „stowarzyszenie, zrzeszenie, związek osób, uznanych za osobę prawną, mających na celu realizację wspólnych zadań”. Aż prosi się o pytanie, kto do owego związku przynależy i jakież to zadania owa korporacja realizuje? Głowię się nad tym za każdym razem tracąc czas w korkach, potykając się o krzywe chodniki, czekając na zatłoczoną komunikację miejską lub alternatywnie katując zawieszenie na dziurawych jezdniach; zimą brnąc przez zaspy, wiosną wyczekując powodzi; poszukując miejsca do zaparkowania samochodu, za które muszę słono zapłacić; podziwiając kolaże stert śmieci i mimowolnie zapoznając się ze szczegółami intymnego pożycia (ale również zawodowego, uczuciowego, kulturowego itd.) bliżej nieznanych mi person. I tak dalej, można wyliczać jeszcze długo. Dług „korporacji Warszawa” rośnie, a dochody spadają. No, ale mamy inwestycje – co roku szampańskie sylwestry, dwa stadiony (z czego jeden w budowie) i niedawno rozgrzebaną drugą linię metra. Mniejsza zresztą o szczegóły, tu jedynie mogę odesłać zainteresowanych do strony HGW – Watch. Ciekawsza jest bowiem odpowiedź na pytanie, dlaczego dochody rzekomo jednego z najbogatszych miast w Polsce spadają, skoro podobno „kraj rośnie w siłę i żyje się lepiej”? Otóżwysoki poziom zadłużenia miasta ratusz upatruje także w tzw. "janosikowym", które bogate samorządy muszą oddawać na rzecz biedniejszych”. No, skoro tak, to wypada zapytać dlaczego pomysł wydzielenia Warszawy jako odrębnego województwa pani prezydent komentuje następująco „teraz CIT płacony przez przedsiębiorców głównie w stolicy, rozkłada się na całe województwo i jego rozdysponowanie jest w gestii marszałka. W przypadku podziału - większa część pieniędzy zostałaby w stolicy”. A, że biedniejszy region straci? Ciekawa koncepcja, z której wynikałoby, iż to region będzie spłacał w przyszłości zadłużenie stolicy, gdy emitujący dziś w jej imieniu obligacje samorządowcy będą udawać Greka. Hanna Gronkiewicz-Waltz ubiega się o reelekcję zaś hasło jej kampanii brzmi „Zmiany na lepsze - ciąg dalszy nastąpi”. A obdarzeni specyficznym poczuciem humoru warszawianie dodają „Gdy Hania ustąpi”. Na zakończenie wypada wyjaśnić, skąd w tytule felietonu wzięła się owa „paprotka”. Otóż pani prezydent propozycję debaty z kontrkandydatem popieranym przez PiS skwitowała następująco „ Nie mam problemu z debatą z Czesławem Bieleckim, pod warunkiem, że to nie będzie jakiś monolog. Nie chcę być jego paprotką”. Szczerze mówiąc mi akurat Hanna Gronkiewicz-Waltz kojarzy się raczej z mitycznym kwiatem paproci. Zwłaszcza, że Noc Świętojańska dawno minęła. Michał Nawrocki Foto: www.tuskwatch.pl

ITI wsparła Waltz

Portal Interia.pl podaje, że "szefowie medialnego koncernu ITI, który niedawno dostał prawie pół miliarda z kasy Warszawy, wcześniej wpłacali pieniądze na kampanię Hanny Gronkiewicz-Waltz". Informacje te ustalił "Newsweek". "Koncern ITI jest właścicielem stołecznego klubu piłkarskiego Legia. W ubiegłym roku decyzją władz Warszawy, rządzonej przez prezydent Hannę Gronkiewicz Waltz (PO), ITI otrzymało 456 mln zł dofinansowania do budowy nowego stadionu Legii. To najwyższa subwencja sportowa w historii stołecznego samorządu. Wedle ustaleń "Newsweeka" wcześniej szefowie ITI wpłacali pieniądze na kampanię wyborczą obecnej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. "Newsweek" dotarł do historii konta wyborczego Platformy Obywatelskiej z wyborów parlamentarnych 2005 r., w których Gronkiewicz-Waltz starała się o mandat poselski. 23 września wpłynęły na rachunek PO dwie, identycznie opisane wpłaty przeznaczone na jej kampanię. Współzałożyciel ITI Jan Wejchert oraz prezes koncernu Wojciech Kostrzewa przelali ze swych kont po 10 tys. zł z wyraźnym dopiskiem "na kampanię Hanny Gronkiewicz-Waltz". (...)" Za: Interia.pl

Bieżący komentarz: Bierutów ci u nas dostatek

Życie w naszym kraju przeżarte jest absurdami. Zresztą, socjalizm to ustrój pełen absurdów. Pani prezydent Warszawy postanowiła rozprawić się z prywatnymi przedsiębiorcami, którzy akurat w centrum stolicy mają swoje miejsca pracy. Gdyby prezydentem był np. Bolesław Bierut to bym się nie dziwił. Ten własność prywatną zwalczał z wielką pasją... Ale pani Hanna Gronkiewicz-Waltz (HGW), przedstawicielka partii ponoć odnoszącej się do własności prywatnej z szacunkiem? No i to już jest pierwszy absurd. Ale cóż, widocznie Bierut w spódnicy możliwy jest i w Platformie Obywatelskiej. Otóż pani prezydentowa HGW ma inne plany w stosunku do terenów położonych wokół Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Jakie, nie wiem... Być może nosi się z zamiarem jakiegoś wyjątkowego upamiętnienia Stalina, np. serią pomników.... Oczywiście to żart... z tymi pomnikami. Zresztą, nie potrzeba stawiać Stalinowi czy Bierutowi pomników w centrum Warszawy, by duch tych dwóch panów unosił się nad Placem Defilad. Walka z prywatnymi przedsiębiorcami w Warszawie (ale nie tylko) ma w tzw. wolnej Polsce już swoją sporą tradycję. Zaraz po wprowadzeniu ustawy Wilczka, gdy na ulicach stolicy, i nie tylko, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać setki straganów oferujących przeróżne towary, urzędasom z magistratów w całej Polsce zaczęło to przeszkadzać i wówczas rozpoczęła sie pierwsza wojna z kapitalizmem w III RP. Pod pretekstem, że "straganiarze" szpecą miasta, niekorzystnie wpływają na ich estetykę, prywatnych przedsiębiorców zaczęto przepędzać z ulic przy pomocy uzbrojonych po zęby policjantów. Kolejną wojnę warszawskim kupcom wypowiedziano w związku z likwidacją stadionu X-lecia. Również straszono użyciem siły. Takich przypadków było zapewne w skali kraju mnóstwo. Ostatnio także na granicy w Medyce, gdzie policja brutalnie rozprawiła się z tymi, którzy brali sprawy w swoje ręce, handlując z braćmi ze Wschodu... Współczesne samorządy to dziś instytucje opierające swą działalność głównie na żebraniu o unijne dotacje. Z jednej strony zwalczają tych, którzy nie oglądają się na państwo i coś próbują robić na własny rachunek, jak np. kupcy w Warszawie czy prywatni przewoźnicy w Piotrkowie Trybunalskim, z drugiej same żebrzą o jałmużnę z Brukseli. Skoro samorządowe, zinstytucjonalizowane żebractwo o dotacje, czyli o pieniądze wcześniej odebrane siłą podatnikom, musi już mieć miejsce, to przynajmniej niech owe samorządy nie przeszkadzają tym, którzy próbują robić coś na własną rękę i na własne ryzyko. Jeśli ktoś chce prowadzić biznes nie należy mu w tym przeszkadzać, jeśli jakaś dziedzina działalności gospodarczej wymaga uzyskania koncesji, należy udzielać jej wszystkim, którzy o nią wystąpią. Chociaż tu należy kierować się rozsądkiem i zasadą, że "chcącemu nie dzieje się krzywda". Bo inaczej absurdów będzie coraz więcej. Ot, choćby programy unijne oferujące dotacje (zasiłki) dla chcących rozpocząć działalność gospodarczą... Z jednej strony, decyzjami administracyjnymi niszczy się już działające prywatne biznesy, a z drugiej proponuje programy, w ramach których oferuje się unijne jałmużny na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Absurd na absurdzie... Paweł Sztąberek