Tag Archives: Historia

Szwecja się kończy

Szwecja cierpi wyjątkowo mocno w wyniku tzw. kryzysu migracyjnego. Warto przypomnieć, iż kraj ten przyjął największą liczbę imigrantów w stosunku do liczby mieszkańców spośród wszystkich krajów europejskich. Obecnie trwa szeroko zakrojony spór, o to jak bardzo sytuacja w Szwecji jest zła. Bezsprzecznie pogarsza się ona z miesiąca na miesiąc. Z jednej strony strzelaniny, gwałty i zamieszki, z drugiej palenie niepoprawnych polityczne książek- Szwecja pogrąża się odmętach szaleństwa.

Braun: To zła historia jest matką złej polityki

- To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii. (...) Pamiętajcie też o Dekalogu. Uważajcie, aby nie zostać oświeconymi ludożercami - radzi Grzegorz Braun fundacji PAFERE. Znany reżyser i polityk pokazuje m.in. jakie jeszcze pułapki czekają wszystkich tych, którzy działają na rzecz wolnego rynku.

„Zatruta krew bratnia” – pokaz przedpremierowy

Na wielowiekową koegzystencję Polaków i Ukraińców krwawym cieniem kładą się dziś przede wszystkim wydarzenia z okresu drugiej wojny światowej określane mianem rzezi wołyńskiej. Niestety, na dyskusję o tej tragedii wciąż wpływ mają interesy polityczne, stąd też obok głosów dążących do rzetelnego wyjaśnienia i udokumentowania tego, co się wtedy wydarzyło równie silnie brzmi negacja bądź relatywizowanie wyjątkowo brutalnej eksterminacji Polaków, Żydów, Ormian, a także tych Ukraińców, którzy nie chcieli wziąć czynnego udziału w mordach.

Państwo i Ojczyzna

Ponieważ przyszło nam żyć w państwie, z którym nie identyfikuje się znaczna część Polaków, najwyższy czas by wszyscy zrozumieli, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy państwem a Ojczyzną. Jest to kwestia o tyle istotna, że spory odsetek tych, którzy z różnych przyczyn mogą mieć jak najbardziej uzasadnione pretensje do PAŃSTWA polskiego w jego obecnej postaci, swą złość i frustrację wylewa na POLSKĘ, która jest przecież (a przynajmniej być powinna) ich OJCZYZNĄ.
Nasze dzieje wyraźnie pokazują, że można mieć OJCZYZNĘ nie mając PAŃSTWA; że żyjąc w OJCZYŹNIE i dla niej pracując, można zarazem żyć w OBCYM tworze państwowym (zabory, okupacje) identyfikacja z którym jest równoznaczna z narodową apostazją, czyli – jak to dawniej określano – zaprzaństwem. Mieszając ze sobą różne kategorie, takie jak naród, ojczyzna czy państwo tworzymy zamęt semantyczny, który przekłada się na to co widzimy dziś: pomstowanie i wydziwianie na Polskę i totalny paraliż woli posiadania WŁASNEGO, suwerennego i niepodległego państwa. Własnego, to znaczy takiego, które stoi na straży suwerenności narodu, z którym naród się identyfikuje, z którego jest dumny i które uważa za dobro, na rzecz  którego warto pracować, ponosić wyrzeczenia, a nawet poświęcać życie... Zauważmy przy tym, że dziś mówi się i pisze prawie wyłącznie o suwerenności PAŃSTW, zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, iż zewnętrznie suwerenne państwo (o ile takowe istnieją dziś w Europie) może (i często to czyni!) pozbawiać suwerenności naród, któremu powinno przecież służyć. Odrzucając wszelakie bałamutne i pokrętne „metafizyki państwa”, mówmy o KONKRETACH. Państwo, o ile nie jest formą patrimonium, czyli własnością panującego, jest niczym innym jak polityczną organizacją narodu. Jego agendy i służby, utrzymywane z pieniędzy podatników powinny zatem realizować cele ogólnonarodowe, bo przecież istnienie państwa  nie jest i nie może być celem samym w sobie. Tymczasem obserwujemy, jak państwo konsekwentnie przekształca się w organizację niezależną od narodu i systematycznie pozbawia suwerenności tych, którym powinno służyć. Naród, ów konstytucyjny SUWEREN, jest pozbawiany prawa do stanowienia o sobie, nie mówiąc już o postępującej inwigilacji coraz to większej liczby obywateli. Państwo NIE MOŻE mieć żadnego innego celu, jak tylko dobro jego obywateli. Nie może być soliterem wysysającym żywotne siły narodu i mnożącym nieustannie swe agendy przy jednoczesnym sprowadzaniu tegoż narodu do roli organizmu-żywiciela czy dojnej krowy. Takie państwo zamienia się w twór PASOŻYTUJĄCY na narodzie. Dlatego też tak ważną rzeczą jest to, byśmy dostrzegali różnice pomiędzy PAŃSTWEM a OJCZYZNĄ. Państwo jest (a przynajmniej być powinno) polityczną organizacją narodu, ojczyzna to określony zestaw idei, historia, kultura, język, obyczaj. Ojczyznę nosi się w sercu, niezależnie od tego, czy mieszka się na ojczystej ziemi, czy też daleko od niej. Jednakże ideałem zawsze podostaje OJCZYZNA kojarzona z OJCOWIZNĄ, z ziemią przodków. Jeśli państwo ma za zadanie stać na straży OJCZYZNY oraz dbać o dobro narodu, z którego mandatu istnieje i sprawuje swe funkcje, to nie sposób powstrzymać się od pytania: czy ktokolwiek będzie zainteresowany utrzymaniem państwa, którego nie identyfikuje z ojczyzną i narodem, albo które samo z OJCZYZNĄ i NARODEM się nie identyfikuje ? Państwa, które żyje SAMO DLA SIEBIE w imię słynnej zasady Jerzego Urbana „Rząd sam się wyżywi”? Posłużymy się w tym celu przykładem tak wyraźnym, tak dobrze ilustrującym różnicę pomiędzy PAŃSTWEM a OJCZYZNĄ, różnicę tak wyraźną, że tylko człowiek złej woli jej nie zauważy. I Rzeczpospolita była PAŃSTWEM, w którym osiemdziesiąt kilka procent  populacji stanowili chłopi. Byli oni mieszkańcami państwa o nazwie Rzeczpospolita, ale czy ten kraj był ich państwem? Czy był ich ojczyzną? Ojczyzna to pojęcie kojarzące się z ojcowizną, z własnością gruntową. Już w wieku XIX Karol Libelt zauważył związek pomiędzy własnością gruntową a patriotyzmem. Jaki interes miał wówczas chłop, by bronić państwa, w którym był on pozbawionym praw i własności niewolnikiem?  Czy takowe państwo mógł uznawać za swoje? Były to czasy, gdy naprawdę niewielu myślało o państwie w sposób abstrakcyjny. Szlachcic wyruszał na wojnę, bo jako pełnoprawny uczestnik życia politycznego i posiadacz majątku ziemskiego, bronił  nie jakiegoś abstrakcyjnego bytu z którym był związany faktem urodzenia, lecz konkretnej Ojczyzny, której częścią była JEGO OJCOWIZNA. W tym momencie dochodzimy do innej, jakże istotnej niegdyś kwestii: „MAŁEJ OJCZYZNY”. Szlachcic związany był przede wszystkim z  terytorium, jakie niekiedy od pokoleń zamieszkiwała jego rodzina. Województwa, ziemie, powiaty były MAŁYMI OJCZYZNAMI. Zanim zrodziły się nowożytne nacjonalizmy, myślano w dużej mierze kategoriami owych „małych ojczyzn”. Urodzony na Ukrainie polski szlachcic Bohdan Zaleski pisząc do Dionizji Poniatowskiej „My, Ukraińcy” miał na myśli nie przynależność etniczną (zamieszkującą te ziemie niepolską  ludność wyznania prawosławnego określano wówczas mianem Rusinów)  a właśnie ową „małą ojczyznę”. „Litwo, ojczyzno moja”, pisał Adam Mickiewicz, który po litewsku w ogóle nie mówił i w pełni identyfikował się z kulturą polską.  Szlachcic polski bronił zatem również i tego wszystkiego, co składało się na jego poczucie tożsamości: wiary, kultury, języka, sposobu życia. Krótko mówiąc - bronił kultury i cywilizacji z którą się identyfikował. Toczący przez wieki walki z wrogiem reprezentującym odmienny typ cywilizacji, polski szlachcic bronił swego państwa, gdyż było gwarancją jego pozycji społecznej, praw i przywilejów oraz stało na straży drogich mu wartości i zapewniało organizacje życia zbiorowego zgodną z jego oczekiwaniami, a więc postępował według zasady „COŚ ZA COŚ”. Pamiętajmy wszakże, że potrafił też, nawet zbrojnie, wystąpić przeciwko państwu, które czyniło zakusy na jego prawa i przywileje, czyli mówiąc językiem dzisiejszym – PRAWA NABYTE. Wbrew temu, co od dawna próbuje nam zasugerować demokratyczna propaganda, za swoje przywileje szlachta musiała płacić i to niemało. Udział w pospolitym ruszeniu oznaczał odbywanie kampanii wojennej na własny koszt. Warto pamiętać, że koń i uzbrojenie uczestnika pospolitego ruszenia to w zależności od jakości uzbrojenia i klasy konia  niejednokrotnie wartość rocznego dochodu z wioski. Jeśli dodamy do tego  koszty utrzymania służby, transportu zapasów żywności i uzbrojenia zapasowego, przekonamy się, że powiedzenie „szlachectwo zobowiązuje” dotyczyło również wymiernych, materialnych kosztów związanych z uprzywilejowaną pozycją społeczną. Zauważmy przy tym, że przez całe wieki mówiło się i pisało o MIŁOŚCI OJCZYZNY, która zawsze była czymś nadrzędnym wobec państwa. Przysięgi składano na PRAWA RZECZYPOSPOLITEJ, przy czym dotyczyło to w pierwszym rzędzie osoby panującego. Stąd też Pacta Conventa, określające obowiązki władcy wobec tych, którzy mu władzę powierzali. Wierność państwu nie była więc czymś  bezwarunkowym; umowa dotyczyła obydwu stron. Obywatel nie mógł być NIEWOLNIKIEM PAŃSTWA. I Rzeczpospolita była państwem społeczeństwa obywatelskiego, przy czym społeczeństwo stanowili ci, którzy brali czynny udział w życiu tego państwa i ponosili koszty jego utrzymania i obrony. Musimy jednak przez cały czas pamiętać o tym, że było to możliwe dzięki iście  niewolniczej pracy 90 % populacji, która ani narodem ani społeczeństwem nie była, choć to ona właśnie bezpośrednio wypracowywała bogactwo kraju. Nic więc dziwnego, że myśliciele i działacze społeczni wieku XIX budowę społeczeństwa obywatelskiego obejmującego szerokie rzesze ludności dotąd nieuprzywilejowanej  uzależniali od jej upodmiotowienia, którego podstawą miała być WŁASNOŚĆ GRUNTOWA, czyli chodziło o to, by ową ludność poprzez OJCOWIZNĘ związać z  OJCZYZNĄ. Choć nie każdy o tym wie, przez pierwsze kilkadziesiąt lat, właściwie do Powstania Listopadowego, ziemie polskie pod zaborem rosyjskim praktycznie nie odczuwały większych zmian. Szlachta nadal sprawowała urzędy ziemskie i dominowała w terenie, funkcjonowało polskie szkolnictwo, istniała polska armia i polski pieniądz. Tak chwalone przez wielu ignorantów „swobody” pod zaborem austriackim nastąpiły dopiero po przegranej przez austriackiego zaborcę bitwie pod Sadową (1866). Mało tego, przed wybuchem Powstania Listopadowego ucisk narodowościowy w cesarstwie austro - wegierskim połączony z intensywną germanizacją Galicji był o wiele dotkliwszy niż w zaborze rosyjskim. Represje ze strony Rosji, jakie nastąpiły po Powstaniu Listopadowym zmieniły wszystko: przyniosły ze sobą narzucanie obcego prawa, likwidacje polskiego wojska, szkolnictwa i pieniądza. Nastąpiły jednocześnie zmiany własnościowe, jako że liczne dobra skonfiskowane patriotom przeszły w obce ręce, skasowano wiele zgromadzeń zakonnych a wiele budynków kościelnych i poklasztornych przekazano Cerkwi prawosławnej bądź  przeznaczono na inne cele.  O wiele dotkliwsze ciosy spadły na kraj po upadku Powstania Styczniowego. Poza licznymi konfiskatami na szlachtę nałożono obowiązek potwierdzenia szlachectwa, co wiązało się z koniecznością przedstawienia stosownych dokumentów i wniesieniem opłaty, na którą nie stać było wielu niezamożnych rodzin szlachty zagrodowej czy bezrolnej. Wykazanie się stosownymi dokumentami okazało się sprawą równie trudną, co uiszczenie sumy pieniężnej. Przetaczające się przez rozległe wschodnie połaci kraju liczne wojny powodowały, że płonęły dwory i zamki a wraz z nimi rodzinne dokumenty. Brak wpisu powodował utratę praw stanowych, co miało dla żywiołu polskiego opłakane skutki. Ubogi szlachcic, po złożeniu tzw. „świadectwa ubóstwa” mógł kształcić synów na koszt rządu;  po utracie praw stanowych nie był w stanie posyłać ich do szkół. Straciwszy przywileje, młody szlachcic musiał odbywać wieloletnią służbę wojskową w zaborczej armii. Za deklasacją postępowały pauperyzacja i depolonizacja. Masy synów szlacheckich, pozbawione majątków i przywilejów stanu stworzyły warstwę, którą zaborcy ochrzcili mianem „inteligencji”. Szczególny udział w kształtowaniu nowego pojęcia ojczyzny miała Wielka Emigracja. Wraz z utratą OJCOWIZNY oraz „MAŁEJ OJCZYZNY”, OJCZYZNA stawała się coraz bardziej wartością ponadmaterialną Ludziom pozbawionym majątków został już tylko pewien przekazywany od pokoleń zestaw wartości oraz obszar kultury, a patriotyzm wiązał się przede wszystkim z ich obroną i kultywowaniem. Gdy oczekiwana przez pokolenia „Wojna narodów”  przyniosła ze sobą perspektywę odzyskania  materialnej OJCZYZNY i WŁASNEGO PAŃSTWA, do realizacji marzeń dziadów i ojców rzucili się przede wszystkim ludzie młodzi, wychowani w systemie wartości składających się na ideę polskości. O tym, jaką silę posiadała owa idea aż nadto dobitnie świadczą lata walk o granice  nowo odzyskanego państwa oraz przede wszystkim determinacja, jaką wykazały wszystkie warstwy społeczne odpierając sowiecką inwazję. Kolejna okupacja pociągnęła za sobą koniec tak krótko trwającego okresu cieszenia się własną państwowością, co jednak szybko zmieniło się w unikalny w skali światowej fenomen Państwa Podziemnego. Wszystko to ułatwiał fakt, że okupant był tym OBCYM i jakakolwiek identyfikacja z narzuconym systemem państwowym równała się zdradzie, w ostateczności karanej śmiercią. Pamiętajmy, że owo Państwo Podziemne łączyło w sobie zarówno ciągłość prawną, jak i przechowany przez 123 lata zaborów system wartości. Sytuacja, jaka wytworzyła się na ziemiach polskich z chwilą wkroczenia na nie Armii Czerwonej oraz zastępów rodzimego chowu renegatów sprawiła, że nosząc w sercach Ojczyznę, spora część Polaków nie identyfikowała się z PAŃSTWEM stworzonym w oparciu o moskiewskie bagnety i całkowicie zależnym od wschodniego Wielkiego Brata. W jeszcze gorszej sytuacji znalazły się setki tysięcy Rodaków pozostałych na terenach utraconych w rezultacie jałtańskiej zdrady. Żyjąc na OJCOWIŹNIE, gdzie niekiedy od setek lat żyli, pracowali i umierali ich przodkowie, ludzie ci, podobnie jak za czasów zaborów, zmuszeni byli (i są) żyć W OBCYM IM ORGANIZMIE PAŃSTWOWYM. Tym bardziej nasz szacunek należy się tym wszystkim, którzy pomimo jakże nie sprzyjających okoliczności nie wyrzekli się OJCZYZNY, czyli języka, kultury i IDEI polskości. Dotyczy to również milionów naszych Rodaków rozrzuconych po całym świecie wskutek emigracji „za chlebem” oraz zmuszonych do pozostania za granicami kraju w wyniku jałtańskiej zdrady „sojuszników”. Po roku 1989 odżyły nadzieje na stworzenie takiego państwa, które byłoby prawdziwie PAŃSTWEM POLSKIM, to znaczy było praktycznym ramieniem, służącym realizacji ideału polskości. Niestety, wkrótce okazało się, że znaczna część naszych rodaków nie jest bynajmniej zainteresowana budowaniem własnego, suwerennego państwa (i trzeba to WYRAŹNIE powiedzieć!) rzucając się w wir interesów i budowania indywidualnego dobrobytu a w końcu przedkładając „europejskość” nad polskość. Cóż, „młodzi wykształceni z wielkich miast” zapewne nie wiedzą, że w XV czy XVI w. jeśli chodzi o prawodawstwo czy urządzenia społeczne Polska była bardziej „europejska” niż np. Anglia, Francja czy Niemcy! Do tego doszła „Nocna zmiana”, która wyraźnie odsłoniła prawdziwe oblicze okragłostołowych „elit”, później  katastrofa smoleńska wręcz udowodniła, że część z nich nad interes państwa polskiego przedkłada jakieś (jakie? czyje?) interesy... Kwestia budowy NIEPODLEGŁEGO, SUWERENNEGO PAŃSTWA POLSKIEGO pozostaje zatem kwestią otwartą. Pytanie: czy chcemy mieć państwo, i to takie, które będziemy mogli z czystym sumieniem identyfikować z OJCZYZNĄ ? Dr  Jan Przybył Fot.: Nowe Państwo

Kto ma uczyć historii?

Planowane zmiany programu nauczania historii budzą spore emocje. Przeciwnicy reformy kreślą czarne scenariusze, zgodnie z którymi przyszłe pokolenia Polaków nie będą posiadać nawet podstawowych informacji z zakresu historii. Zamieszanie wokół tej sprawy jest świetną okazją do tego, by postawić zupełnie fundamentalne pytanie o ... rolę rodziców w kształtowaniu historycznej świadomości swojego potomstwa.   Kwestia ta jest wyjątkowo rzadko poruszana w dyskusji na temat nauczania historii. A w gruncie rzeczy to na rodzicach spoczywa obowiązek wychowania swoich dzieci, co oznacza także, przekazywania im wiedzy o otaczającej ich rzeczywistości.
  Wprowadzenie powszechnego obowiązku szkolnego stworzyło sytuację, w której wielu rodziców poczuło się zwolnionych z tego obowiązku. W końcu płacą podatki, z których utrzymywane są szkoły i nauczyciele dysponujący fachowym przygotowaniem. I to oni powinni zatroszczyć się o odpowiednią edukację dzieci. Dodatkowo, w związku z konsumpcyjnym stylem życia panującym w naszym społeczeństwie, czas wolny dzieci i rodziców wypełniany jest właśnie aktywnościami konsumpcyjnymi. Wspólne czytanie książek historycznych? Słuchanie audycji o takiej problematyce? Niestety, dla wielu rodziców takie możliwości spędzania wspólnego czasu z ich własnymi dziećmi są po prostu mało interesujące. Kwestia nauczania historii musi więc być rozpatrywana w szerszym kontekście społecznym, a konkretnie w świetle fenomenu społeczeństwa konsumpcyjnego. W społeczeństwie takim panuje przekonanie o tym, że wiedza historyczna jest po prostu bezużyteczna. I w pewnym sensie, przekonanie to jest jak najbardziej słuszne. Konsument takiej wiedzy nie potrzebuje. Co więcej, im mniej wie, tym łatwiej będzie mu się „odnaleźć” w społeczeństwie konsumpcyjnym. Taki model społeczny wpływa także na wzorce wychowawcze stosowane przez rodziców. W końcu rodzice chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. A w tej chwili wielu rodziców w bezrefleksyjny sposób ulega presji konsumpcyjnego stylu życia.
Może więc warto przypomnieć im o tym, że wychowując swoje dzieci na konsumentów, w gruncie rzeczy wyrządzają im krzywdę. I zamiast toczyć boje o szkolne programy nauczania, może warto rozpocząć społeczną akcję na rzecz propagowania innego stylu życia, a tym samym, innego wzorca wychowawczego. Wzorca, zgodnie z którym to rodzice będą troszczyć się o historyczną edukację swoich dzieci. Magdalena Ziętek Blog Autorki: http://magdalenazietek.blogspot.de

Czerwona legenda

Bożyszcz XIX-wiecznych rewolucjonistów, jeden z ojców odrodzonej Italii, Giuseppe Garibaldi, przez wiele wiosen swej niespokojnej epoki pozostawał w lewicowym panteonie heroicznych bojowników o „wolność i demokrację”. W istocie jednak płaszczyzna działań militarno-politycznych generała była znacznie bardziej prostolinijna, podobnie zresztą jak jego potencjał intelektualny oraz wolicjonalne fundamenty niezbyt skomplikowanej osobowości Włocha. Giuseppe Garibaldi przyszedł na świat w Nicei w 1807 roku. Wywodził się z marynarskiej rodziny, toteż sporą część swego życia spędził na morzu. Posiadał zupełnie niewłoską urodę – był smukłym blondynem o jasnobrązowych oczach, a dzięki swej przystojnej aparycji jego facjatę wypiekały gorące z namiętności spojrzenia nienasyconych kobiet. Uwodził swą szczerością i prostotą, ale sam też generował niezliczone iskry uczuć. Niepohamowany temperament [caption id="attachment_8360" align="alignleft" width="281" caption="Czerwone koszule oddziałów Garibaldiego utrwaliły ewolucjonistyczną wymowę czerwieni. Paradoksalnie, żołnierze stosowali taki ubiór, ponieważ mieli dostęp jedynie do bluz rzeźników z Buenos Aires (zdj. Wikipedia.pl)"]Czerwone koszule oddziałów Garibaldiego utrwaliły ewolucjonistyczną wymowę czerwieni. Paradoksalnie, żołnierze stosowali taki ubiór, ponieważ mieli dostęp jedynie do bluz rzeźników z Buenos Aires (zdj. Wikipedia.pl)[/caption] Garibaldi uchodził za człowieka czynu, który nie zwykł popełniać głębszych refleksji. Niezwykle istotny dla kształtowania wojowniczej, zapalczywej osobowości Włocha był flirt z ortodoksyjnymi saint-simonistami, dla których znamienna była apoteoza skrajnego kolektywizmu. Jednak Garibaldi nie miał zamiaru przysposabiać tej doktryny, lecz światopogląd pieczołowicie przekazany przez Emilla Bareulta – było to postrzeganie świata w kontrastowych, zantagonizowanych barwach czerni i bieli. Idea walki stała się szczególnie bliska jego sercu. W zasadzie zdecydowanie bardziej istotna, aniżeli potrzeba stabilizacji, co sprzyjało niezliczonym tułaczkom po świecie – Garibaldi zagościł m.in. w Urugwaju, Argentynie, Peru, Stanach Zjednoczonych, Egipcie, Anglii oraz Chinach. Zapach krwi, integralna część bitewnych pól, permanentnie łechtał jego niespokojne zmysły podczas awanturniczych wojaży po Ameryce Południowej. Dlatego też republikańskie aspiracje, które zdawały się kierować bohaterem „dwóch światów” (Ameryki Łacińskiej i Europy) przez cały okres jego polityczno-wojskowej działalności, miały de facto drugorzędne znaczenie, czego przykładem jest irracjonalne uczestnictwo w batalii o niepodległość Republiki Rio Grande do Sul (nie znał nawet tego kraju) czy w walce o demokrację w czasie oblężenia Montevideo. Zatrute owoce roziskrzonej geopolityki Ameryki Łacińskiej były na tyle istotnym elementem w życiu Włocha, że nawet jego pierwsza żona, Anita, nie omieszkała partycypować w tych egzotycznych konfliktach. Czerwone koszule Fanatyczny Garibaldi odegrał ważką rolę w kształtowaniu tożsamości lewicy, mianowicie utrwalił immanentną symbolikę czerwieni. Genezy tejże korelacji należy szukać w połowie lat 40., od kiedy to południowoamerykańskie legiony Garibaldiego (walczące najpierw w Urugwaju, a potem w Argentynie) przywdziewały czerwone koszule. Nie płodziło to jednoznacznych skojarzeń z lewicą i rewolucjonistami, którzy wówczas bardziej lubowali się w głębokiej czerni, stanowiącej przeciwieństwo dla konserwatywnej bieli (poza tym doskonale wpasowywało się w konspiracyjną formę działań), symbolizującej monarchię francuskich Burbonów. Nastąpił więc zwrot w lewicowej kolorystyce, ostatecznie ukształtowany w trakcie Wiosny Ludów, choć pamiętajmy, że czerwień już wcześniej kojarzono z insurekcyjnymi radykałami z okresu Rewolucji Francuskiej. Ponadto czerwień to kolor krwi i czapki frygijskiej – symbolu rewolucji. Jednakże legioniści Garibaldiego przywdziewali czerwone koszule z iście kuriozalnej przyczyny – do dyspozycji żołnierzy były jedynie bluzy rzeźników z Buenos Aires. Osiągnięcia włoskich jednostek przysporzyły tej oryginalnej stylistyce ubioru niebywałą popularność w Europie, utrwalając jednocześnie symbolikę czerwieni w latach 1848-1849. Kto wie, gdyby nie Garibaldi, to może Sławomir Sierakowski nie przyozdabiałby swego torsu czerwoną, bawełnianą koszulką podczas wszystkich wystąpień telewizyjnych. Risorgimento Od samego początku Garibaldi brał prężny udział w długiej, siermiężnej drodze ku zjednoczeniu Włoch. Chociaż kształt ustrojowy zjednoczonej Italii uważał za sprawę daleką od priorytetowej, to nie potrafił ułożyć swej współpracy z Camillo Cavourem (zwolennikiem idei federacyjnej, opozycyjnej w stosunku do idei republikańskiej), którego poczytywał za swego osobistego wroga oraz przeciwnika zjednoczenia Włoch. Nie potrafił też dojść do ostatecznego porozumienia z otoczeniem króla Wiktora Emanuela II, który zresztą traktował go oschle, a nawet pogardliwie. [caption id="attachment_8361" align="alignright" width="300" caption="Garibaldi, jako nieprzejednany rewolucjonista, nie potrafił odnaleźć się w demokratycznym świecie, o który przez lata zaciekle walczył (zdj. Wikipedia.pl)"]Garibaldi, jako nieprzejednany rewolucjonista, nie potrafił odnaleźć się w demokratycznym świecie, o który przez lata zaciekle walczył (zdj. Wikipedia.pl)[/caption] Bez wątpienia trwałe miejsce w historii wywalczył w roku 1860, kiedy to stanął na czele Wyprawy Tysiąca Czerwonych Koszul. Jest to doskonały przykład improwizatorskiej poetyki, która wypełniała wszelkie działania gorącokrwistego Włocha. W czasie, gdy Garibaldi bezskutecznie oponował w parlamencie przeciwko aneksji Nicei przez Francję, a następnie planował zamienić siłę argumentu na argument siły, w Palermo wybuchło powstanie mazzinistów. Insurekcja została błyskawicznie zdławiona i Garibaldi postanowił niechybnie przybyć na odsiecz, zostawiając tym samym bliskie jego sercu sprawy znad Lazurowego Wybrzeża. Król Wiktor Emanuel II wydał milczącą zgodę na ekspedycję, mając w głębokiej nadziei ujarzmienie niepohamowanego temperamentu republikanów w toku, wydawać by się mogło, katastrofalnej wyprawy. Warto zaznaczyć, wspominał o tym sam Garibaldi w swoich pamiętnikach, właściwym organizatorem tej sławetnej wyprawy był Nino Bixio, bliski współpracownik nicejczyka. Garibaldi, doprowadzając do upadku Burbonów w południowych Włoszech, zupełnie nieoczekiwanie przyczynił się do zwieńczenia stadium zjednoczenia Włoch w dawnym Królestwie Obojga Sycylii. Kończąc swą szarżę w Neapolu, miał jednak przygnębiające przekonanie, że zjednoczenie nie dopełniło się. Polacy Co ciekawe, Garibaldi odnosił się z rezerwą do Polaków, którzy razem z Włochami dzierżyli przecież łatkę wrodzonych konspiratorów, pozostając pod skrępowanymi zaborami trzech mocarstw „ancien regime” przez cały okres XIX stulecia. Mimo, że Polacy walczyli w 1849 roku w obronie Republiki Rzymskiej, a także mieli kilkuosobową reprezentację w Wyprawie Tysiąca, to Garibaldi (człowiek, któremu dalekie były przecież doktrynerskie wiwisekcje) nie potrafił zdzierżyć doniosłej wagi katolicyzmu i tradycji szlacheckiej w życiu żywiołowych Polaków, choć potrafił odnieść się do nich życzliwie w trakcie powstania styczniowego. Przekleństwo demokracji Garibaldi, w istocie, nie był w stanie odnaleźć się w świecie, o który przez lata zaciekle walczył. Nie rozumiał demokracji, posiadał do niej nieprzejednany, wrogi stosunek. Parlamentarne debaty urągały jego poczuciu estetyki, a wystąpienia Włocha podczas publicznych dysput żenowały słuchaczy, obnażając jednocześnie braki intelektualne Garibaldiego, podobnie jak późniejsza, nieudolna działalność literacka i publicystyczna. Jako genialny improwizator nie zdołał kierować normalną administracją – wyraźnie gubił się podczas dyktatorskich rządów na Sycylii i w Neapolu. Jego porywczą, labilną osobowość, ortodoksyjny pragmatyzm oraz nonszalancką drogę obcowania z kobietami znakomicie charakteryzuje następujący cytat: „Cóż za głupota ze strony mężczyzny zabijać się dla kobiety, skoro świat jest pełen kobiet! Kiedy jakaś kobieta podziała na moją wyobraźnię, mówię jej po prostu – kochasz mnie? Bo ja cię kocham. Nie kochasz mnie? Tym gorzej dla ciebie!”. Adam Karpiński

Polskie dramaty XIX stulecia: Część 5 (ost.) – Narodziny nowoczesnego narodu

Większość badaczy XIX wieku nie ma wątpliwości, że to właśnie w tym stuleciu zrodził się nowoczesny, skonsolidowany naród polski o bardzo wysokim wskaźniku intensyfikacji z ojczystą wspólnotą. Uczestnicy i nieco późniejsi adherenci styczniowych walk, utrzymywali, że to w ich pokoleniu nastąpiło najważniejsze stadium tego procesu. Twierdzili, iż tragiczne wydarzenia lat sześćdziesiątych na trwałe zbudowały mocną wspólnotę, silniejszą niż plany zaborców. Według Tomasza Łepkowskiego można im przyznać rację, zwłaszcza, że zbudowana przez nich tożsamość narodowa odpowiadała realiom i standardom XIX wieku – ideę powstańczą z 1863 roku, która walnie przyczyniła się odzyskania niepodległości w XX wieku, cechowała więź mentalna, poczucie wspólnoty w obrębie wszystkich warstw społeczeństwa. Tą świadomość odzwierciedlała wspólna walka chłopów i szlachty z rosyjskim zaborcą. Radykalne zmiany w kwestii narodowej świadomości podstawowych grup społecznych nastąpiły w wyniku kształtowania się nowoczesnej struktury społecznej opartej na stosunkach kapitalistycznych. Dzięki temu w przeddzień odzyskania niepodległości przez Polskę w 1918 roku, uświadomienie narodowe stało się udziałem szerokich rzecz polskiej społeczności, kilkakrotnie większej niż w początkach ery rozbiorowej (około 10%). [caption id="attachment_8144" align="alignright" width="250" caption="Barwy polskiej flagi po raz pierwszy zostały uregulowane w 1831 roku w uchwale Sejmu Królestwa Polskiego. Przyjęte wówczas rozwiązanie było kompromisem między propozycją Towarzystwa Patriotycznego, optującego za opcją trójkolorową: biało – czerwono – szafirową (nawiązanie do konfederacji barskiej), a jednolicie białą flagą nadaną jeszcze przez Augusta II Mocnego."]Barwy polskiej flagi po raz pierwszy zostały uregulowane w 1831 roku w uchwale Sejmu Królestwa Polskiego. Przyjęte wówczas rozwiązanie było kompromisem między propozycją Towarzystwa Patriotycznego, optującego za opcją trójkolorową: biało – czerwono – szafirową (nawiązanie do konfederacji barskiej), a jednolicie białą flagą nadaną jeszcze przez Augusta II Mocnego.[/caption] Pomimo wszelkich różnic społeczno-stanowych i dzielnicowych tworzyły się elementy polskiej kultury narodowej, posiadającej własne charakterystyczne cechy (np. ponaddzielnicowy symbol - strój krakowski). Nastąpiła unifikacja pewnych segmentów kultury materialnej, duchowej w obrębie wszystkich grup społecznych, co zwiastowało narodziny nowoczesnego narodu. Fundamentem polskiej kultury narodowej stała się inteligencja, zaś miasta (szczególnie Warszawa i Kraków), jako miejsca przodujące w postępie cywilizacyjnym i procesie uniformizacji obyczajów, ośrodkami życia i twórczości kulturalnej. Zarówno germanizacja, jak i rusyfikacja napotkały czynny opór Polaków. Próby wynaradawiania przyniosły skutki odwrotne do zamierzonych, a więc umocniły narodową identyfikację z polską wspólnotą. Porażką zaborców była nieudana próba wynarodowienia mas chłopskich, upowszechnienia wśród nich postawy lojalistycznej, niemal poddańczej. Pod koniec XIX wieku włościanie utożsamiali się z Polską. Ostateczny bilans XIX wieku Część historyków twierdzi, że Polska straciła swój wiek XIX. Ta konstatacja nie jest dostatecznie precyzyjna. Nie możemy wiązać tego okresu wyłącznie z kwestią niepodległości. Polska nie straciła szansy odzyskania własnego w pełni niezależnego bytu państwowego, gdyż po prostu jej nie miała. Trzeba pamiętać, że likwidacja polskiej państwowości nie była w stanie unicestwić polskiej narodowości, pielęgnowanej, kultywowanej przez całe XIX stulecie. Naród polski nie pogodził się z obcymi rządami, przez cały okres XIX wieku dając wyraz swoich niezbywalnym prawom do niepodległości. Strata to niewykorzystanie możliwości rozwoju, działań zmierzających w kierunku konkretnych celów, zaprzepaszczenie tego, co było w realnym zasięgu czy też niepodjęcie działań mających zapewnić pożytek w panoramicznej płaszczyźnie czasowej. Polacy nie zmarnowali XIX stulecia, ponieważ podjęli trud działania we wszystkich możliwych aspektach życia narodu i państwa, choć oczywiście z różnym skutkiem. W ujęciu doraźnym przemiany gospodarcze, społeczne mogły przebiegać szybciej, być może stałyby się wówczas bardziej efektywne. Nie ulega jednak wątpliwości, że przemiany ostatecznie nastąpiły i spoglądając z dzisiejszej perspektywy faktów dokonanych okazały się nieocenione w dalszym rozwoju kultury, gospodarki czy też poczucia narodowej tożsamości, które, jak wiemy odegrało ogromną rolę na płaszczyźnie kształtowania patriotycznej społeczności. Owe fundamenty przezwyciężyły dramaty naszej historii XX wieku, czyniąc z tej świadomości największe dziedzictwo XIX stulecia w polskich dziejach. Adam Karpiński Na zakończenie jeszcze raz zachęcam do studiowania dziejów naszego kraju. Wielki umysł XIX stulecia, August Comte, powtarzał, że naród, który nie pamięta o dramatach swojej historii, będzie musiał przeżyć ją po raz kolejny.

Symbole historii – czy wszystkim należy się cześć?

Z naszej poczty... Symbole to herby i godła, symbole to barwy i hymny, symbole to barwy i flagi, symbole to pomniki ku czci i chwały ludzi i wydarzeń. Oddając im cześć oddajemy honory naszym dziejom, naszym pradziadom i praojcom, ich pracy, ich czynom i ich walce. Czy wszystkie nadają się do poszanowania? Nie!!! Absolutnie nie!!! Są osoby i wydarzenia,  które potępiamy jako zbiorowość narodowa, jako polityczna jedność i społeczna warstwa czy wyznaniowy związek. W mieście moim -  Piotrkowie Trybunalskim - są miejsca, które bez żadnych warunków należy czcić i o  nie dbać; są jednak kultowe miejsca, które z przestrzeni publicznej powinny zniknąć i znaleźć się jedynie w książkach, a tablice i pomniki w muzeum, że „coś” takiego było w mieście. Jest w naszym Piotrkowie Trybunalskim około stu tego rodzaju pomników i tablic. Nie chodzi mi przy tym o miejsca cmentarne. Cmentarze są spoczynkiem poległych, nawet  wrogów i należny im się szacunek i pamięć!! No właśnie, które tablice i pomniki mam na myśli? Czytający ten tekst sami sobie na pewno odpowiedzą na „Symbolową Zagadkę”. Powtarzam jeszcze raz, w Piotrkowie jest takich miejsc ok. 100 i kilka z nich jako symbol lewicowego, obcego narodowo i wyznaniowo, zniewolenia powinny zostać zlikwidowane i umieszczone w Muzeum, z odpowiednim uzasadnieniem i wyjaśnieniem dla przyszłych pokoleń. Jak tego nie dokonamy, nigdy jako państwo i naród nie wyzwolimy się z lewicowych mrzonek i utopi lewackich, obojętnie jakiego odłamu. Dla ułatwienia podaję, że nie biorę pod uwagę: „żydowskie” cmentarze i pomniki, cmentarz poniemiecki i cmentarz żołnierzy bolszewickiej Armii Czerwonej z Rosji Sowieckiej. Maciej Dybowski foto: Autor Od redakcji: Autor nadesłał nam grubo ponad 100 zdjęć. Zdecydowaliśmy się na publikację kilkunastu. pamiec_15 pamiec_01pamiec_02pamiec_03pamiec_04pamiec_05pamiec_06pamiec_07pamiec_08pamiec_09pamiec_10pamiec_11pamiec_12pamiec_13pamiec_14

Polskie dramaty XIX stulecia: Część 4 – Wielka Emigracja

Represyjna polityka oraz próby wynaradawiania podejmowane przez zaborców skłoniły wielu patriotów do opuszczenia granic kraju. Spośród kolejnych emigracji politycznych czasów porozbiorowych szczególnie wyróżniają się okresy wychodźstwa po narodowych powstaniach w 1831 i 1863 roku. Żadne z polskich środowisk wychodźczych w historii nie wywarło takiego wpływu na sytuację kulturalną i polityczną w kraju jak tzw. Wielka Emigracja przypadająca na najbardziej twórcze lata 1831-1849. Po upadku powstania styczniowego tradycję przejęła tzw. młoda emigracja. Najwięcej osób zostało zesłanych lub dobrowolnie wyjechało do Francji (5000, głównie Paryż i okolice), Niemiec (3000, głównie Drezno i Lipsk), Anglii (500, głównie Londyn) a także USA, Hiszpanii, Belgii i Algierii, Norwegii i Turcji. Emigranci czynnie uczestniczyli w przygotowaniach powstańczych w 1848 i 1863 roku. Szczególnie istotne okazało się pośrednictwo specjalnych wysłanników politycznych, zwanych emisariuszami. Wychodźstwo dwukrotnie przejmowało na siebie część funkcji rządowych i administracyjnych stając się tym samym niejako polskim ośrodkiem decyzyjnym i reprezentacyjnym. Polscy emigranci chcieli za wszelką cenę znaleźć winnych klęski powstania listopadowego, co utrudniało zjednoczenie naszego wychodźstwa. Podobnie jak rozległe różnice światopoglądowe jego przywódców – w czasach XIX – wiecznej emigracji nigdy nie powstało jedno ugrupowanie zrzeszające wszystkich Polaków. W 1831 roku z inicjatywy Joachima Lelewela powstał Komitet Narodowy Polski. Powstałe po rozłamie KNP Towarzystwo Demokratyczne Polskie miało własny program, strukturę organizacyjną, a nawet organ prasowy. Uznawane jest za pierwszą polską partię polityczną, która w połowie lat 40 – tych liczyła około 1000 osób. Kolejnym ugrupowaniem był umiarkowany, konserwatywny Hotel Lambert. Czołową postacią tego stronnictwa był Adam Czartoryski. W znacznej mierze dzięki jego wysiłkom przypominano ustalenia kongresu wiedeńskiego i wskazywano na łamanie praw międzynarodowych przez cara, Mikołaja I. Czartoryski nieustannie dostarczał argumentów francuskiej i angielskiej dyplomacji w sporach z Rosjanami.  Najbardziej radykalnym odłamem polskiej emigracji były antyszlacheckie, socjalistyczne Gromady Ludu Polskiego. Na wychodźstwie działało łącznie kilkadziesiąt polskich organizacji politycznych. Centrum życia politycznego i kulturalnego polskiej emigracji był Paryż, gdzie powstawały najważniejsze instytucje polskiej kultury na wychodźstwie: Towarzystwo Literackie Polskie (później Towarzystwo Historyczno-Literackie: miejsce spotkań ludzi kultury, sztuki, gdzie kształtowano i wygłaszano opinie), Biblioteka Polska (obie organizacje istnieją do dziś), a także Towarzystwo Naukowej Pomocy (gromadziło fundusze na pomoc stypendialną dla młodzieży polskiej emigracji, która pragnęła się uczyć). Na emigracji tworzyli m.in.: Adam Mickiewicz (III część „Dziadów” powstała w Paryżu), Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński czy Cyprian Kamil Norwid („Vademecum”, „Czarne kwiaty”). Wybitne dzieła historyczne tworzył Joachim Lelewel, który krzepił postawę patriotyczną i kształtował rozwój idei demokracji. Tematyką polityczno-wojskową (m.in. analizą klęski powstania listopadowego) zajmowali się Maurycy Mochnacki i Ludwik Mierosławski. W Nohant (środkowa Francja) powstawały największe dzieła Fryderyka Chopina. Emigracja po powstaniu listopadowym wywarła ogromny wpływ na kształtowanie myśli politycznej w kraju. Przyczyniła się do utrzymania nadrzędnej roli sprawy polskiej w stosunkach międzynarodowych roku 1870. Przypominała rządom i obywatelom Starego Kontynentu o konieczności wskrzeszenia suwerennej Polski. Przenosiła dobytek kulturalny z innych państw (głównie z Europy Zachodniej) zarówno w swoje emigracyjne szeregi, ale również, po powrocie do kraju, na ojczystą ziemię. Polscy lekarze, inżynierowie i fabrykanci udowodnili, że polskie społeczeństwo jest zdolne do codziennej, żmudnej pracy, a nie wyłącznie powstańczych zrywów. Adam Karpiński

Polskie dramaty XIX stulecia: Część 3 – Powstania

Powstania zbrojne XIX wieku budzą szereg wątpliwości, są przedmiotem żywiołowych, emocjonalnych dyskusji w naszej historiografii. Stanowią największa część sporu ze wszystkich wydarzeń politycznych okresu zaborów, zaczynając od historiografii XIX stulecia, kończąc na badaniach współczesnych. Większość historyków i publicystów przez lata sugerowało, iż ofiary złożone w trakcie walk, skala represji, nie były współmierne do korzyści, jakie można było osiągnąć, ale też w obliczu nikłych szans zwyczajnie się nie opłacały. Dwa największe zrywy, listopadowy (1830) i styczniowy (1863), były skierowane przeciw rosyjskiemu zaborcy. W cieniu tamtych wydarzeń pozostaje znacznie krótsze, trwające dziewięć dni, powstanie krakowskie (1846) skierowane przeciw rządowi austriackiemu. W trakcie Wiosny Ludów w 1848 roku wybuchły szybko stłumione walki w zaborze pruskim i austriackim. Według Maurycego Mochnackiego XIX-wieczne zrywy były bardzo szlachetne, narodowe, jednakże stanowiły zarazem źródło polskich niepowodzeń, a sam ruch powstańczy ograniczył się praktycznie do samej szlachty. Z kolei Joachim Lelewel uważał, iż niemoralna jest krytyka decyzji o rozpoczęciu powstania. Twierdził, iż należy złożyć hołd zarówno młodzieży listopadowej, jak i partyzantce Józefa Zaliwskiego (1833), która wyruszyła z utopijną wyprawą, z góry skazaną na klęskę. Tymczasem w opinii krakowskiego konserwatysty, Pawła Popiela, powstanie listopadowe było jednym z największych błędów, jakie popełnili Polacy w XIX wieku. Jedni z najwybitniejszych badaczy polskich zrywów, Władysław Zajewski i Stefan Kieniewcz nigdy nie byli entuzjastami zbrojnych walk. Jednakże choćby Kieniewicz doceniał także mentalne znaczenie idei powstańczej. Z kolei według Artura Śliwińskiego, noc listopadowa uwolniła Polaków od aprobaty niewoli, która przejawiała się w akceptacji sztucznego tworu państwowego, utworzonego w Wiedniu 1815 roku przez europejskich dyplomatów, którzy zignorowali narodowe aspiracje wielu państw Starego Kontynentu. W ogniu wszystkich polemik relatywne zbilansowanie tych wydarzeń jest zadaniem niezwykle trudnym, jeżeli wręcz nieosiągalnym, nawet dla opiniotwórców u progu XXI wieku. Dwa największe niepodległościowe zrywy, powstanie listopadowe i styczniowe, wymagają analizy na dwóch odmiennych płaszczyznach. Powstanie listopadowe Powstanie listopadowe było największą mitręga zbrojną w dziejach polskich walk niepodległościowych w przeciągu całego XIX stulecia. Niejednokrotnie zryw ten jest nazywany w historiografii powstaniem straconych szans. Nie tylko zdecydowana przewaga militarna Imperium Rosyjskiego (130 tys. armia, możliwości mobilizacji większych sił; Polska – ok. 70 tys., problemy z uzbrojeniem), ale przede wszystkim nieudolne, wręcz egoistyczne, konserwatywne dowództwo i lojalistyczna postawa wobec Rosji (wykluczała możliwość wywalczenia niepodległości i od początku szukała porozumienia z Petersburgiem) zdecydowała o klęsce powstania listopadowego. Choć to właśnie zachowawczy Rząd Tymczasowy mobilizował duchowo i materialnie polski naród do wojny o niepodległość, a jego pozytywna legenda odrodziła się w roku 1863. Pierwszy z przywódców powstania, Józef Chłopicki, pozostawiał w swoich planach ogromne niedociągnięcia. Fatalna w skutkach okazała się pozycja pertraktacji Chłopickiego z Rosjanami – pierwszy dyktator powstania nie wziął pod uwagę rokowań z caratem z silnej pozycji. Następca Michała Gedeona Radziwiłła, Jan Skrzynecki także nie sprawdził się na stanowisku wodza. Liczył na kompromis z Rojsanami, nie wierzył w zwycięstwo. Miał znakomitego doradcę, Ignacego Prądzyńskiego, którego plany (zdobycie magazynu w Siedlcach, ofensywa na Korpus Gwardii Rosyjskiej w okolicy Łomży i Ostrołęki oraz kolejny plan zasadzki pod Ostrołęką) całkowicie zaprzepaścił, w obawie (zupełnie niepotrzebnej) przed Iwanem Dybiczem. Podobnie też klęskę, początkowo dobrze rokującego, powstania na Litwie, sprokurowało fatalne dowodzenie – zdaniem Zajewskiego, nieudolne i niezdecydowane działanie gen. Giełguda i gen. Dwernickiego. Problem z kolei Związku Wysokiego polegał na tym, iż podchorążowie byli zdecydowani na walkę, ale tylko za zgodą doświadczonych polityków (np. Julian Ursyn Niemcewicz, Roman Sołtyk, Józef Chłopicki), niekoniecznie przychylnie nastawionych do powstania. Działania zbrojne prowadzone w Królestwie Kongresowym miały pokaźną zdolność oddziaływania na pozostałe ziemie polskie. Pobudziły świadomość narodową Ślązaków i Mazurów. Ochotnicze oddziały z Wielkiego Księstwa Poznańskiego wyłoniły wielu wybitnych działaczy regionu w kolejnych dziesięcioleciach (Tytus Działyński, Karol Marcinkowski, Karol Libelt, Walenty Stefański). Jedną z przyczyn klęski powstania była obojętność czy wręcz nawet wrogość rządów mocarstw zachodnich do sprawy polskiej. Spiskowcy szczególnie liczyli na pomoc Francji i Anglii, mając na uwadze również udane zrywy niepodległościowe w Grecji i Belgii. Tymczasem rządy angielski i francuski, wbrew rodzimej opinii publicznej, nie udzieliły oficjalnego wsparcia powstańcom. O ile sprawa belgijska była im bliska choćby ze względów geopolitycznych, to kwestię polskiego powstania uznawano za sprawę wewnętrzną Rosji, której (w przypadku ewentualnej interwencji) należałoby wypowiedzieć wojnę. Polska, pozbawiona aparatu dyplomatycznego, ambasad, w wyścigu o pozyskanie przychylności Europy była na straconej pozycji, a mimo to Polacy byli nieufni wobec własnej dyplomacji, która (jak na ówczesne warunki) zdołała zdziałać i tak wystarczająco wiele. Powstanie listopadowe wniosło znaczny wkład w poczet rewolucyjnych wystąpień XIX-wiecznej Europy. Zradykalizowało sytuację w Niemczech, ale przede wszystkim sparaliżowało inicjatywę Rosji w Belgii (car nie mógł pomóc swojemu zdetronizowanemu szwagrowi, Wilhelmowi I). Warto podkreślić, iż Belgowie nie pozostali dłużni i w czasie Wielkiej Emigracji chętnie udzielali Polakom pomocy materialnej. Powstanie styczniowe Zryw styczniowy był największym polskim powstaniem w XIX stuleciu. Wiązało walkę z reliktami feudalizmu, co nadaje powstaniu charakter postępowy. Przystąpienie do powstania wzmacniało pozycję czerwonych, którzy zmierzali do utrzymania wszystkich segmentów społeczeństwa we wspólnej walce z caratem. Umocniło integrację odmiennych warstw społeczeństwa, a także pokaźną pomoc materialną ze strony wyższych warstw. Często w historiografii przyjmuje się założenie, iż brzemienny w skutkach okazał się nieodpowiedni moment rozpoczęcia walk - w chwili, gdy w perspektywie był gospodarczy rozwój Polski. Wiele kontrowersji w tej kwestii wzbudza postać polskiego margrabiego, Aleksandra Wielkopolskiego, który (zarządzając brankę) wymierzył ogromny cios w spiskowców, którzy zostali zmuszeni wystąpić w najmniej odpowiedniej chwili. Według Macieja Kozłowskiego był on wręcz odpowiedzialny za wybuch powstania styczniowego. Lata 1856 – 1860 były okresem dobrej koniunktury gospodarczej, zwiększonego optymizmu – nastąpił wyż demograficzny, poprawa bilansu handlowego. Nad unowocześnieniem gospodarki pracowało Towarzystwo Rolnicze z Andrzejem Zamojskim na czele, które zostało rozwiązane właśnie przez margrabiego Wielopolskiego. Jak podkreślał Jerzy Wojciech Borejsza, Wielopolski nie propagował rusyfikacji, nie był na usłudze caratu, lecz po prostu nie miał zbieżnych poglądów ugrupowaniami zarówno białych, jak i czerwonych, dlatego też zwalczał ich działalność, powodując tym samym szkodę polskich wysiłków niepodległościowych. W trakcie powstania styczniowego powstał rozbudowany rząd podziemny, który ściągał podatki. Jednakże organizacja zrywu była niedopracowana w niektórych aspektach. Wydział Wojny Rządu Narodowego nie potrafił zapoczątkować w pełni ofensywnych działań – poszczególni dowódcy działali często na własną rękę mając do dyspozycji słabo wyszkolonych żołnierzy. Jedną z największych bolączek powstania było powolne tempo dostawy broni, wynikające z działań Wydziału Wojny, który składał duże, jednorodne zamówienia, spowalniając tym samym jego realizację, a także zwiększał ryzyko i koszt transakcji. Rosyjski zaborca zastosował surowe represje na terenie Królestwa Polskiego, które utraciło swoją autonomię (przy okazji zmiana nazwy na Kraj Przywiślański) odrębność ekonomiczną, kulturalną (przywrócono Warszawski Okręg Naukowy z kuratorem podległym bezpośrednio Ministerstwu Oświaty w Petersburgu; w 1869 roku zamknięto Szkołę Główną w Warszawie. Zlikwidowano centralne władze Królestwa. Wprowadzono system rządów policyjnych, zrusyfikowano administrację i szkolnictwo, a także dokonano egzekucji niektórych powstańców (około 2000 osób), konfiskowano majątki, zsyłano na Syberię. Rusyfikowano duże miasta m.in. Wilno, Mińsk, Kijów. Wśród kolejnych pokoleń wzrastało przeświadczenie o bezsensowności walk styczniowych, poczytywanie ich, jako całkowitej katastrofy. Jednakże większe straty dla rozwoju społeczeństwa, a w szczególności świadomości narodowej, powodowała nie sama klęska powstania, ale jego błędna interpretacja, zaintonowana zarówno zaraz po klęsce zrywu, jak i latach późniejszych. Wielkim zwycięstwem powstańców była trwałość tradycji 1863 roku przekazywana, nieraz w ścisłej konspiracji, następnym pokoleniom. Weterani otwarcie celebrowali rocznice zrywu poza granicami kraju. Do połowy XX wieku w powszechnym obiegu polskich rodzin były dziesiątki piosenek powstańczych, notorycznie pisanych w trakcie walk. Zarówno we wsiach, jak i miastach przekazywano ich melodię, słowa, a co najważniejsze – ideę powstańczej walki o wolności obywatelskie i sprawiedliwość społeczną. W kulcie powstania styczniowego wychowywany był Józef Piłsudski. W perspektywie dalszego kształtowania narodowej jedności, powstanie przyczyniło się do wzmocnienia struktur polskiego społeczeństwa, wzmocniło ogólnonarodowe więzi, skonsolidowało ludność w walce przeciwko zaborcy. Zanotowano powszechne i intensywne zaangażowanie wszystkich klas (nawet posiadających – mieli na uwadze rachubę na pomoc zbrojną z Zachodu), choć było ono zróżnicowane w zależności od miejsca i czasu. Nawet mieszczaństwo niemieckie bądź niemieckiego pochodzenia sympatyzowało z powstańcami (głównie w okręgu łódzkim), a Żydzi z całego Królestwa Polskiego także angażowali się w ruch patriotyczny. Powstanie uczyniło obywateli polskich z włościan, gdyż wcześniej eksploatowany chłop z trudem pojmował hasła niepodległościowe, a polskość utożsamiał z feudalnym uciskiem dworu szlacheckiego. Zryw styczniowy zamknął okres walk narodowyzwoleńczych o charakterze antyfeudalnym. Podobnie jak poprzednie powstania, to również pozostawiło ogromne przeżycia moralne, wpływając również na myśl polityczną następnych dziesięcioleci. Udokumentowało już bardzo dalekie stadium procesu uświadamiania narodowego Śląska, Pomorza, Warmii czy Mazur. Wywarło ogromny wpływ na twórczość artystów, malarzy, poetów czy powieściopisarzy. Powstańcze nastroje można odnaleźć w dziełach uczestników styczniowych walk, np. Adama Asnyka, Mieczysława Romanowskiego, Maksymiliana Gierymskiego czy Artura Grottgera. Czy mogło być inaczej? O brzemiennych skutkach narodowych zrywów, nie zdecydowała sama daremność idei walki zbrojnej, ale jej zastosowanie w praktyce, umiejętność włączenia jej do ówczesnych realiów, wreszcie, realizacja jej planów i założeń. Na klęskę polskiego ruchu niepodległościowego wpłynęła też niedostateczna aktywność niższych warstw społecznych, a także obawy rewolucjonistów przed zbyt radykalnym obliczem wystąpień ludu. Często wśród przedwojennych historyków i publicystów pojawiała się opinia, iż XIX-wieczne powstania zesłały same nieszczęścia i należało podążać drogą Czech, nie prokurując zbrojnych wystąpień. Z drugiej strony warto zauważyć, że Czesi byli pozbawieni swojej szlachty, a więc w zasadzie jedynego czynnika powstańczego w XIX wieku. Według Tomasza Schramma, historyka dziejów XX wieku, Polacy nie odzyskaliby niepodległości w 1918 roku, gdyby nie hołubili myśli o wyzwoleniu, nawet wbrew nadziei i rozsądkowi, w przeciągu całego XIX stulecia. Adam Karpiński

Seria „Polskie dramaty XIX stulecia” – od października na Prokapitalizm.pl

Wiek XIX to jeden z najbardziej intrygujących i przełomowych okresów w dziejach ludzkiej cywilizacji. Stanowi niejako wstęp do współczesności, podłoże oraz zwiastun dramatów XX wieku. W historii powszechnej uchodzi za stulecie piękna i łagodności, indywidualizmu i liberalizmu, po którym nastąpił okres totalitarnej tragedii. Na kartach historii Polski dzieje XIX-wiecznej epoki zapisały się niezwykle dramatycznie, wiążąc się przede wszystkim z rozżaleniem po czasach napoleońskich i kongresie wiedeńskim oraz tragicznymi zrywami niepodległościowymi. Jednak z drugiej strony zaszły niezliczone procesy społeczno-ekonomiczne: przemiany w przemyśle (industrializacja), rolnictwie (uwłaszczenie), a także ostatnie stadium formowania nowoczesnego narodu polskiego. Warto też zwrócić uwagę, że to właśnie w XIX stuleciu powstały podwaliny nowoczesnego kapitalizmu na ziemiach polskich. Przez całe XIX stulecie, ziemie polskie znajdowały się w obrębie trzech państw: Rosji, Prus i Austrii. Pod każdym z zaborów sytuacja tych obszarów była w istocie całkowicie odmienna, począwszy od płaszczyzny rozwoju demograficznego, gospodarczego, na politycznym i kulturalnym poprzestając. Ludność, świadoma swej polskości, boleśnie odczuwała kontrasty w płaszczyźnie politycznej, gospodarczej, czy obyczajowej pomiędzy Polakami mieszkającymi w rejonach innych zaborów Po dzień dzisiejszy, wydarzenia XIX wieku stanowią przedmiot sporu historyków, ponieważ są kluczem do zrozumienia dalszych dziejów naszego państwa i narodu. Warto więc przypomnieć tamte chwile. Począwszy od października na łamach serwisu Prokapitalizm.pl będą ukazywać się artykuły opowiadające dzieje tych lat. W imieniu całej redakcji oraz swoim własnym mam niezwykłą przyjemność zaprosić Państwa na fascynującą podróż do naszej historii. Adam Karpiński „Wraz ze światem rozpoczęła się wojna, która nie zakończy się wcześniej, jak ze światem: to wojna człowieka z naturą, umysłu z materią, wolności z przeznaczeniem. Historia nie jest niczym innym, jak opowieścią o tej niekończącej się walce.” Jules Michelet