Tag Archives: internet

Zaciągamy niskie kwoty pożyczek w sieci

Firma badawcza ARC Rynek i Opinia na przełomie maja i czerwca 2017 roku przeprowadziła badania dotyczące preferencji Polaków w kwestii zaciągania pożyczek pozabankowych, tzw. chwilówek. Wykazało ono, że 20 proc. pożyczek branych za pośrednictwem Internetu, nie przekracza kwoty 500 zł.
   

3 zasady szybkiej i bezpiecznej pożyczki przez Internet

Sieć Internetowa w dzisiejszych czasach stała się największym źródłem usług finansowych. Oferty w zakresie wsparcia finansowego drogą online proponują nie tylko znane placówki bankowe, ale również poza bankowe instytucje finansowe. Możliwość uzyskania pożyczki drogą internetową docenia coraz większa rzesza współczesnego społeczeństwa. Jednak, żeby skorzystać z rzetelnych i konkurencyjnych ofert warto kierować się polecanymi przez specjalistów z branży finansowej zasadami.

Pierwsze kroki młodego krawca w internecie

Twoją pasją od zawsze było krawiectwo i projektowanie ubrań czy dopiero stosunkowo niedawno złapałeś bakcyla i postanowiłeś oddać się szyciu i ustalaniu najświeższych trendów? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, warto, żebyś zapoznał się z tym jak powinny wyglądać Twoje pierwsze kroki w sieci jako projektanta.

Nowe, internetowe oblicze urządzeń komunikacyjnych

Dzięki rozwojowi sieci internetowej otworzyły się nie tylko nowe możliwości komunikacyjne, ale wiele urządzeń znanych dotychczas w jedynie tradycyjnej formie zyskało drugiego życia. Pozwoliło to w znacznym stopniu podnieść komfort korzystania z nich oraz ograniczyć koszty eksploatacji. Postęp techniczny w tym zakresie jest zadziwiający i w najbliższych latach na pewno nie straci rozpędu technologicznego.

Giganci biznesu: Jeffrey Bezos

Innowacje biznesowe są we współczesnych czasach czynnikiem decydującym o sukcesie danej firmy. Zastosowanie nowatorskiego pomysłu sprzyja wzrostowi konkurencyjności, a także przyczynia się między innymi do spadku kosztów wytwarzania produktów, lub świadczenia usług.

Szybkie pożyczki przez SMS

Szybkie pożyczki zwane powszechnie chwilówkami cieszą się coraz większym zainteresowaniem konsumentów. Jest to spowodowane bardzo prostym dostępem do takiej formy wsparcia finansowego (w zasadzie taką pożyczkę może otrzymać każda osoba pełnoletnia, bez względu na wysokość dochodów i zatrudnienie). Na rynku polskim działa wiele firm finansowych – tak zwanych parabanków – które specjalizują się w udzielaniu takich pożyczek. Przykładem takiej firmy, cieszącej się dobrymi opiniami, może być Vivus.

Zakupy przez Internet najwygodniejszą metodą kupowania prezentów?

Mają sprawić radość drugiej osobie, a jednocześnie zaskoczyć oryginalnością. Nie muszą być drogie, lecz mają symbolizować naszą sympatię i pamięć, a dodatkowo powinny być starannie dobrane do preferencji i gustu obdarowanego. O tym, jak trudno wybrać gwiazdkowy prezent dla najbliższych wie każdy z nas. Kolejny zestaw kosmetyków, kapcie czy szalik – to nudne i dość banalne rozwiązania. Gdzie szukać podarunków, które zachwycą i sprawią, że czas świąteczny stanie się jeszcze radośniejszy?

Libertyńscy hipokryci walczą z pornografią

Premier Wielkiej Brytanii, David Cameron zapowiedział walkę z pornografią. Ma ona doprowadzić do niemalże całkowitego zakazu pornografii w internecie. Według projektu Camerona, administratorzy sieci mają zakładać filtry uniemożliwiające oglądanie stron porno. Jeśli jednak ktoś chciałby oglądać będzie musiał wystąpić o to z pisemną prośbą.
Jeśli osoba chcąca oglądać pornografię w sieci jest w związku małżeńskim, prośba będzie musiała być podpisana zarówno przez męża jak i żonę. Ciekawe czy pederaści też będą musieli występować o zgodę wspólnie, tzn. jako mąż i żona, a właściwie jako dwóch mężów, albo dwie żony?... I tu obnaża się cała hipokryzja Camerona. Człowiek, który z całym sercem zaangażował się w legalizację zboczonych związków na Wyspach teraz zamierza wszczynać walkę o moralność. Cameron tłumaczy swoje działania na rzecz zakazania pornografii troską o morale dzieci i młodzieży. "Trzeba chronić najmłodszych" - grzmi premier Wielkiej Brytanii. Szkoda, że nie grzmiał w ten sposób, gdy forsował zboczone związki. Szkoda, że nie rozpoczyna swojej aktywności na tym polu od zakazu edukacji seksualnej w szkołach, skoro pragnie ratować morale dzieci. David Cameron to zwykły lawirant, libertyn, który ubrał się w szatki konserwatysty. Najpierw zasmrodził własny kraj homomałżeństwami, wykonał lewy sierpowy w stronę rodziny, a teraz udaje świętoszka zatroskanego o najmłodszych. Tak naprawdę jednak podejmuje działania, by choć trochę odzyskać wiarygodność w oczach co bardziej konserwatywnych "konserwatystów" z własnej partii. Oczywiście temat przebija się powoli także do polskiej polityki. Premier Donald Tusk już zapowiedział, że będzie bronił wolności w internecie. Co prawda jego minister (spraw wewnętrznych) wyrusza na "wojnę z faszyzmem", co pewnie dotknie również internet, jednak cóż szkodzi ubierać się w szatki wielkiego obrońcy wolności. Zwłaszcza, że premier Tusk ma coraz mniej do stracenia i właściwie może robić już z siebie pajaca od wszystkiego... Zresztą co tu mówić w III RP o walce z pornografią, skoro to nasze ukochane państwo nie jest w stanie poradzić sobie z tym problemem już na poziomie podstawowym, tzn. z wyeliminowaniem pornografii z salonów prasowych czy tzw. kiosków Ruchu. Owszem, może najprościej byłoby zakazać pornografii w internecie (wystarczy zmusić administratorów do blokady tego typu stron), ale jak odciąć dzieci i młodzież od pornografii w kioskach, skoro przez 20 lat nie udało się tego zrobić? Widać jest u nas jakaś siła, która to uniemożliwia. I pewnie tak już zostanie... A Cameron? Cóż, pokrzyczy, pokrzyczy... I też zostanie tak jak jest. Zboczki mu nie pozwolą. Ale potem zawsze powie: "Próbowałem"... Paweł Sztąberek Foto.: gazeta.ie

Wolność mediów w Polsce

W demokratycznym państwie prawa realizującym zasady sprawiedliwości społecznej władza zwierzchnia należy do Narodu, który sprawuje ją przez przedstawicieli lub bezpośrednio. Tak przynajmniej stanowi Konstytucja RP, która wszelako nie wymienia o który Naród konkretnie chodzi, co może budzić pewne podejrzenia. Załóżmy jednak na chwilę, że z tą demokracją i Konstytucją, to wszystko na poważnie.
Na co dzień Naród, jako suweren, zajęty jest zdobywaniem środków na życie i spożycie, więc nie ma czasu na bezpośrednie sprawowanie władzy, jak również kontrolowanie radosnej twórczości swych przedstawicieli. Obowiązek kontroli poczynań władzy spoczywa zatem na barkach dziennikarzy, którzy winni informować Naród o działaniach władzy zagrażających wolności. Teoretycznie. Władza też jest tego świadoma, dlatego usilnie dąży do spacyfikowania / zblatowania mediów w duchu jedności frontu przekazu, zgodnie z leninowską dewizą o organizatorskiej roli prasy. Widać to chociażby w konstytucyjnych zapisach dotyczących wolności prasy. Art. 54 każdemu zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Z kolei art. 14 zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. I tu, jak mawiał pułkownik Wieniawa – Długoszowski, kończą się żarty, a zaczynają schody. Albowiem drugi ustęp przywołanego art. 54 stanowi, co następuje: Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. W ewidentnej zatem sprzeczności z postanowieniami Konstytucji stoją podejmowane przez władzę działania na froncie walki z „mową nienawiści” czy wymierzone w niezależność internetu porozumienia typu ACTA, zresztą nie pierwsze i niewątpliwie nie ostatnie. Niemniej ciekawe jest  poznanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego koncesjonowanie prasy jest passe, ale radia i telewizji już nie? Czyżby dlatego, że zdecydowana większość Narodu swą wiedzę o otaczającej rzeczywistości czerpie jednak z radia i telewizji, a nie gazet? Konsekwencją tego stanu prawnego jest łatwo zauważalny fakt, że o ile prasa drukowana czy internet mają zróżnicowane komentarze, to tyle radio i telewizje, zarówno komercyjne jak i publiczne, są zadziwiająco zbieżne w ocenach. A ponieważ władza, która „może” koncesjonować radio i telewizję skwapliwie korzysta z tej możliwości, gdy już nie ma innego wyjścia – podnosi ad absurdum stawki opłat koncesyjnych tak, by uciszyć niepokornych, np. Radio Maryja i TV Trwam. Jeśli ktoś z Państwa miał okazję porównać serwis informacyjny „zaprzyjaźnionych z władzą mediów” z serwisami informacyjnymi mediów toruńskiego redemptorysty, to zapewne poczuł się jak w innej rzeczywistości. Jeśli nie – to zachęcam, chociażby do odwiedzenia stron internetowych Radia Maryja czy TV Trwam i porównania treści z innymi portalami opiniotwórczymi. Swoją drogą, to ciekawe co by się stało, gdyby blisko 2,5 miliona osób, które podpisały petycję w obronie TV Trwam wystąpiło z inicjatywą ustawodawczą znoszącą koncesjonowanie radia i telewizji? Z tą wolnością prasy, to po prawdzie też pic na wodę. Bo wprawdzie Konstytucja zabrania prewencyjnej cenzury, ale nie zabrania zamieszczania reklam. I tak zaprzyjaźnione z władzą media mogą liczyć na dopływ „państwowej” (czytaj: podatników) gotówki poprzez reklamy, a pozostali mogą co najwyżej pomarzyć. Kuriozalnym przykładem jest to, że „największy opiniotwórczy dziennik w Polsce” jednego dnia zamieszcza 5 reklam prywatnych oraz 30 publicznych . Jak wpływa to na finanse konkretnych tytułów prasowych, chyba nie trzeba tłumaczyć.  A przecież ta sama władza wydaje biuletyny informacyjne oraz zamieszcza ogłoszenia w internecie na rządowych stronach. Wszystko finansowane z podatków. Albert Einstein twierdził, że wolność nauczania i wyrażania opinii w książkach i prasie stanowi podstawę zdrowego i naturalnego rozwoju każdego społeczeństwa, zatem każda forma cenzury (oficjalnej bądź ekonomicznej) prowadzi do degeneracji społeczeństwa. Otwarta pozostaje kwestia, czy w takiej sytuacji elity degenerują na obraz i podobieństwo społeczeństwa, czy też jest dokładnie odwrotnie? Michał Nawrocki

Walczymy z wykluczeniem … cyfrowym

Tak zwani "wykluczeni" to ulubiony target wszelkiej maści współczesnych demokratycznych polityków. Im więcej na "wykluczonych" można zbić kapuchy i politycznego kapitału, tym coraz to nowe ich rzesze się wymyśla.
W III RP mieliśmy nawet swego czasu pełnomocnika "wykluczonych". Zbyt wiele to on oczywiście nie zdziałał, bo cóż miałby biedaczysko zdziałać... Odegrał określoną rolę polityczną, coś tam pobredził w duchu współczesnej lewackiej nowomowy i zniknął, by objawić się obecnie jako minister zdrowia. Ale walka z wykluczeniem trwa w najlepsze. Ostatnio natknąłem się na plakat pt. (cytuję z pamięci): "Program walki z wykluczeniem cyfrowym". Jego uczestnicy, którzy jakoś tam zostaną do niego zakwalifikowani, mają otrzymać za darmo komputer z dostępem do internetu oraz przejść "darmowe" szkolenie komputerowe. Program ma być realizowany przy - jakże by inaczej - wsparciu pieniędzy z Unii Europejskiej w ramach projektu "Innowacyjna gospodarka". Podobne programy realizowane już były w różnych miastach. Jak wieść niesie część komputerów dość szybko trafiała na serwisy aukcyjne. Co niektórzy "wykluczeni" okazywali się - jak widać - dość zaradni. Nie jest zresztą tajemnicą, że z pomocy finansowej Unii Europejskiej w wielu krajach korzystają zorganizowane grupy przestępcze, a we Włoszech są to także mafie. Niedawno ujawniono, że włoscy mafiosi nawet siedząc w więzieniach inkasowali unijną pomoc np. ramach dotacji dla rolnictwa. Sprawa "walki" z cyfrowym wykluczeniem to oczywiście inna skala, no chyba że ilość tych "darmowych" komputerów szła by w tysiące. Niemniej zawsze to jakaś okazja dla drobnych złodziejaszków i przeróżnych cwaniaczków (nie wspominając o producentach komputerów i firmach szkolących, które za darmo swoich usług świadczyć przecież nie będą). Okazja, czy - jak kto woli - darmocha, czyni złodzieja. Politycy lubią się chwalić swoimi osiągnięciami. Do katalogu tych osiągnięć dojdzie już wkrótce kolejne: ile to komputerów rozdali na swoim terenie w walce z "cyfrowym wykluczeniem". Będą się fotografować w towarzystwie szczęśliwców mogących wreszcie pooglądać za darmo pornochy. Dzisiejsze czasy to zalew nie tylko różnych rzesz "wykluczonych" ale również wszelkiego rodzaju współczesnych chorób: alkoholizm, narkomania, seksoholizm... Teraz do tego katalogu dochodzi powoli uzależnienie od komputera czy od internetu. Komputeroholizm? Jak zwał tak zwał... Pewnie za jakiś czas te same władze miast, które dziś walczą z "wykluczeniem cyfrowym" organizować będą darmowe programy terapeutyczne dla uzależnionych od komputerów. Kto wie zresztą czy o to właśnie nie chodzi. W końcu cały ten biznes jakoś się musi kręcić... A swoją drogą... Co to ma wszystko wspólnego z innowacyjną gospodarką? K

Kronika postępującego totalitaryzmu

Socjaliści wszelkiej maści (nie wyłączając ichtiolowej), wszelkich kolorów i odcieni, jak mantrę od lat powtarzają, że „kapitalizm zbankrutował”. Jednocześnie z uporem godnym lepszej sprawy nie chcą zauważyć, że socjalizm też zbankrutował, dosłownie i w przenośni. I wciąż uszczęśliwiają „lud pracujący miast i wsi”. Przegląd ostatnich wydarzeń pokazuje dobitnie, że socjaliści nie tylko się nie poddają, ale intensyfikują swoje działania zmierzające do budowy socjalistycznego raju na ziemi. Szkopuł w tym, że główną przeszkodą w realizacji utopii jest wszelka wolność, z wolnością słowa na czele.
Po licznych próbach wprowadzenia cenzury internetu, np. pod pretekstem walki z pornografią dziecięcą, choć jednocześnie prowadzą walkę o „godne warunki bytowe więźniów” i łagodzenie sankcji kodeksu karnego, socjaliści znowu wzięli się za walkę z wolnością słowa. Tym razem pod pretekstem „ochrony praw autorskich” pojawił się dokument znany jako ACTA. Tego, że porozumienie owo wprowadza „formalne i nieformalne (sic!) zespoły” o nieokreślonych źródłach finansowania oraz represje w przypadku „podejrzenia podejrzenia” i „bez wysłuchania drugiej strony”, jakoś media tzw. głównego nurtu nie wyłapały. Podobnie jak innych „kwiatków”, takich jak brak jednoznacznej definicji „własności intelektualnej”. O jednoznacznie totalitarnym sposobie „negocjowania” i wprowadzania „porozumienia” nie wspominając, choć polski rząd zarzekał się, że „walczył o jawność negocjacji ACTA”, czemu przeczą wyciekające dokumenty. Gdy Polskę ogarnęła fala protestów „internautów” (a może raczej obywateli?), sprawę bagatelizowano i próbowano zdyskredytować protestujących, a gdy to się nie udało – spróbowano przykryć rzecz kłamstwami  i propagandą. Minister Boni M. twierdził, że wszyscy już podpisali, więc i Polska musi; jednocześnie uspokajał bajając coś o dołączeniu klauzul do gotowego porozumienia. Jak się okazało – z prawdą było mu nie po drodze. Wspierał go w tym zresztą minister Zdrojewski B. Ponieważ nic to nie dało, premier Tusk D. rozpoczął „konsultacje”, ale dopiero po podpisaniu porozumienia, co zostało słusznie odebrane, jako jedna wielka lipa. W końcu, pod naciskiem opadających słupków sondażowych premier zapowiedział w piątek (17 lutego) wysłanie listu do premierów krajów UE, w których rządzą ugrupowania zrzeszone w Europejskiej Partii Ludowej, by nie przyjmować ACTA. I znów wpadka, bo okazało się, że kilka dni wcześniej szef EPL w PE, Francuz Joseph Daul oświadczył, że EurParLud nie poprze porozumienia, co zapewne zostało wcześniej skonsultowane z szefami rządów. Kolejny pomysł ograniczenia wolności słowa spalił na panewce, ponownie dzięki wolności słowa w internecie. Ponieważ awantura o ACTA zaczęła się Polsce, więc polski rząd podjął kroki zaradcze. Chodzi o projekt zmian w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz zmian w kodeksie cywilnym. Nowe przepisy mają umożliwić urzędnikom blokowanie i dostęp do bezprawnych informacji. Szczególnie niebezpiecznie wygląda zapis, mówiący o „informacjach które naruszają prawa lub przedmiot działalności uprawnionego, do których dostęp powinien zostać zablokowany” w wyniku „braku autoryzacji” lub „niezgodności z prawdą”. Centrala, czyli Parlament Europejski, również nie próżnuje i cichcem usiłuje wprowadzić restrykcyjne zapisy kontroli towarów importowanych. Przygotowywane rozporządzenie daje Służbie Celnej możliwość kontrolowania małych paczek spoza UE i niszczenia ich bez wyroku sądu, jeśli celnicy uznają, że zawartość to podróbki. Szczególnie kuriozalne jest tutaj rozciągnięcie odpowiedzialności za zawartość paczek na przewoźników i kurierów. W Norwegii Ministerstwo Rodziny, Dzieci i Spraw Socjalnych (sic!) pod przewodnictwem Auduna Lisbakkena  postuluje  wprowadzenie nowych kryteriów oceny dobrego samopoczucia dzieci. Jeśli urzędnik uzna, że przebywające na terenie Norwegii dziecko jest niezadowolone, zostanie ono odebrane rodzicom. Jak uzasadnia Lisbakken „Rodzice nie powinni zakładać, że jest to ich życie prywatne. W przeciwnym razie, w jaki sposób społeczeństwo, które ma na celu ochronę dzieci, ma być informowane o nieprawidłowościach?". Nie bez powodu piszę o skandynawskich pomysłach, albowiem stają się one wzorem regulacji przygotowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), walczącej ze szkodliwością alkoholu. I tak już w kwietniu może się okazać, że alkohol będzie można kupić wyłącznie w państwowych sklepach, zlokalizowanych na obrzeżach miast i otwartych tylko przez osiem godzin dziennie. Przygotowany przez WHO dokument zaakceptowały wszystkie kraje UE, w tym polskie Ministerstwo Zdrowia, które nie ma żadnych zastrzeżeń. Jak wiadomo nie ma tak dobrego pomysłu, którego nie można by wyrzucić do kosza. Niestety, najwyraźniej nie ma też takiej głupoty, której nie próbowano by wprowadzić w imię „wyższych racji”, dzięki czemu stalinowska maksyma o kontroli jako dowodzie zaufania odradza się w wyjątkowo parszywym wydaniu. Michał Nawrocki Fot.: Strona Prokapitalistyczna

Rzecznik Praw Obywatelskich o ACTA

Premier Tusk, mimo ogromnej skali sprzeciwu społecznego, wciąż zapowiada podpisanie porozumienia ACTA. W związku z tym 25 stycznia 2012 r. Rzecznik Praw Obywatelskich, pani Irena Lipowicz, skierowała do Premiera pismo, przedstawiające stanowisko RPO. W piśmie p. Lipowicz powołując się na artykuł 2 Konstytucji RP przypomina, że dotyczy on również trybu sankcjonowania prawa międzynarodowego. Przywołuje stanowisko Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie pisząc: „Zgodnie z poglądami Trybunału Konstytucyjnego, „zasada zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa opiera się na pewności prawa a więc takim zespole cech przysługujących prawu, które zapewniają jednostce bezpieczeństwo prawne; umożliwiają jej decydowanie o swoim postępowaniu w oparciu o pełną znajomość przesłanek działania organów państwowych oraz konsekwencji prawnych, jakie jej działania mogą pociągnąć za sobą. Jednostka winna mieć możliwość określenia zarówno konsekwencji poszczególnych zachowań i zdarzeń na gruncie obowiązującego w danym momencie stanu prawnego jak też oczekiwać, że prawodawca nie zmieni ich w sposób arbitralny. Bezpieczeństwo prawne jednostki związane z pewnością prawa umożliwia więc przewidywalność działań organów państwa a także prognozowanie działań własnych." Z kolei odwołując się do stanowiska GIODO Irena Lipowicz pisze: „W tym kontekście również pozostawienie wielu rozwiązań szczegółowych, które będą miały kluczowe znaczenie dla stopnia ingerencji w prawa jednostki, wyłącznie praktyce stosowania procedur budzi mój najwyższy niepokój z punktu widzenia polskiego systemu ochrony praw człowieka”. Zachęcam do przeczytania pisma p. Ireny Lipowicz, Rzecznika Praw Obywatelskich RP – tekst tutaj. Nie składają też broni internauci, którzy występują właśnie do Rzecznika Praw Obywatelskich z wnioskiem o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zbadania zgodności umowy ACTA z Konstytucją RP. Treść wniosku do RPO dostępna na fb: http://www.facebook.com/events/307054316012370/ Uwaga: termin składania wniosku upływa w czwartek (26 stycznia 2012) o godzinie 8:30!!! Oprac.: Sarmata Fot.: internet (jeszcze można tak napisać) Przedruk ze strony http://opornik.nowyekran.pl.nowyekran.pl/post/49705,rzecznik-praw-obywatelskich-o-acta za zgodą Autora.