Tag Archives: inwigilacja

Czy kończy się kasa z „uszczelniania” i nadchodzi czas represji?

Czy Polskę zaleje już wkrótce fala represji skarbowej? Wydawać by się mogło, że po tylu działaniach okrzyczanych jako sukcesy rządu, lepiej już być nie może. Uszczelniony system podatkowy i walka z szarą strefą... Ale - jak wiadomo - wszystko kiedyś się kończy. Czyżby kończyły się wpływy z "uszczelniania"?

Będą inwigilować konta! Każdy jest podejrzany

Wizja George'a Orwella zbliża się wielkimi krokami. Wielki Brat już patrzy i wiele widzi, a widział będzie jeszcze więcej.

ONR chce wyjaśnień w sprawie inwigilacji

Obóz Narodowo-Radykalny domaga się od ministra Mariusza Kamińskiego wyjaśnień w sprawie inwigilacji ich środowiska, jaka miała miejsce za rządów PO-PSL. O tym, że ONR-owców namierzano przyznał nawet były szef ABW z czasów poprzedniej koalicji, Krzysztof Bondaryk.

Podsłuchy i taśmy jak w czasach SB, a inwigilacja internetu jako unowocześnienie metod KGB

Nie ma dzisiaj potrzeby angażowania setek tysięcy ciemnych typów w przyciemnianych okularach, ani tysięcy cenzorów pilnujących „czystości ideologicznej” mediów, bo wymyślono znacznie skuteczniejsze metody powszechnej już inwigilacji obywateli przez specsłużby ekip rządzących.
W dużych miastach porozmieszczano kamery już tak gęsto, że w trakcie demonstracji ulicznych bardzo szybko można skierować siły pałkarzy i miotaczy gazu łzawiącego w kominiarkach w dowolnie wybraną przez władze grupę manifestantów. Wprawdzie w słuchawkach nie słychać ostrzeżenia: „rozmowa kontrolowana”, ale bilingi rozmów przez telefony komórkowe są powszechnie przekazywane służbom specjalnym i podsłuchiwacze wiedzą kto zdradza męża, kto krytykuje rząd, kto przygotowuje strajk, kto uzgadnia terminy następnych demonstracji, komu nie podoba się premier, a także kto nie ufa prezydentowi. Każde wypowiedzi antyrządowe i antyprezydenckie są starannie analizowane, a szczególnej inwigilacji podlega internet, którym zajął się najważniejszy miłośnik demokracji czyli CIA USA. Szpiedzy Putina i specsłużby Federacji Rosyjskiej nie pozostają w tyle i chętnie zatrudniają specjalistów od tajnych operacji w internecie, którzy postanowili więcej zarobić na inwigilacji dla Rosji niż zarabiali w CIA dla USA. Innym narzędziem inwigilacji są karty płatnicze i karty kredytowe. Na żądanie służb specjalnych każdy bank udostępnia wszystkie transakcje dokonane przez obywatela plastikową kartą. Władza wie o jego upodobaniach, podróżach, hotelach, w których nocował, przelewach, płatnościach, a nawet długach wobec banków. Gdy ostatnio ujawniono nagrania rozmów Donalda Tuska z dygnitarzami PO, i gdy dziennikarze TVP1 zastanawiają się, kto tego dokonał, to roześmiałem się! Oj naiwni, naiwni! Czy wy tam w TVP1, Polsat, TVN itp. nie wiecie, że służby specjalne puszczają w obieg tylko te nagrania, które nie zaszkodzą ich mocodawcom? Chodzi o to, aby tak namieszać w mediach, aby nikt się nie zorientował, że rządzi cały czas ta sama sitwa, a premier i cała jego ekipa to tylko marionetki mocodawców speców od manipulacji i inwigilacji! Rajmund Pollak

Do Ruchu Narodowego: Strzeżcie się agentów!

Pan Jan Bodakowski, w swoim artykule opublikowanym niedawno na PROKAPIE - "Ruch Narodowy – czyli wiadomo, że nic nie wiadomo", dość dramatycznie oznajmił, że nie ma na kogo głosować. W stosunku do rodzącego się powoli Ruchu Narodowego wyraził zaniepokojenie: "Partia której nie ma, nie wiadomo czy będzie, a jak będzie to nie wiadomo jaka będzie".
Myślę, że w kwestii Ruchu Narodowego należy wykazać spokój i cierpliwość. Trzeba pozwolić mu się wykluwać. Może to zająć jeszcze jakiś czas, a może też nigdy się nie dokonać. Osobiście wolałbym tę pierwszą opcję, bo - póki co - również nie mam na kogo głosować. Uważam zresztą, że im dłużej potrwa budowanie Ruchu Narodowego tym lepiej. Wrogów bowiem wokół jest pełno, a lokują się oni w szeregach każdego gangu, który aktualnie zasiada w sejmie. W tygodniku "Do Rzeczy" ukazał się kilka tygodni temu bardzo ciekawy tekst Adama Tycnera "Agenci kradną tożsamość". Autor omawia w nim głośną ostatnio w Wielkiej Brytanii aferę dotyczącą inwigilowania przez tamtejsze służby specjalne różnych organizacji (przeważnie o lewicowym zabarwieniu, ale nie to ma w tym przypadku znaczenie). Okazuje się, że w drugiej połowie lat 60-tych powołano na Wyspach tajną komórkę, którą nazwano Special Demonstration Squad. Jej głównym zadaniem było kontrolowanie działalności - jak to określano - "antysystemowych ugrupowań". Agenci podkradali tożsamość zmarłych wcześniej osób, głównie dzieci z prowincji. Każdy policjant wyposażany był w odpowiednie dokumenty wystawiane na sfałszowaną tożsamość. Okazuje się, że przez kilka lat działalności skradziono tożsamość około 80 dzieci. Tajniacy przenikali do różnych organizacji wyrosłych na fali studenckich protestów z końca lat 60-tych czy tzw. rewolucji seksualnej, ruchów antyglobalistycznych itp. Sprawa się w końcu rypła po tym, gdy jedna z zakochanych lewackich aktywistek, została porzucona przez agenta, po którym ślad zaginął. Postanowiła go odnaleźć, mając jako drogowskaz jedynie jego imię i nazwisko. Gdy trafiła do małej miejscowości, z której jej ukochany rzekomo pochodził, okazało się, że osoba o tym imieniu i nazwisku nawet w niej mieszka, tyle że na cmentarzu, w grobie zmarłego przed laty ośmioletniego chłopca. Ale nie dramatyzm tej historii jest tu najważniejszy, nawet sama historia jest mało istotna. Chodzi o pokazanie, że w czasach pokoju służby specjalne "nie zasypiają gruszek w popiele" i też muszą coś robić. I skoro robią to w Wielkiej Brytanii to robią to pewnie również w III RP. Rodzący się Ruch Narodowy to idealny obiekt do tego, by objąć go kompleksową inwigilacją. I to jest największe niebezpieczeństwo, które może doprowadzić do unicestwienia tej szlachetnej inicjatywy zanim jeszcze na dobre się ona narodzi. Warto pamiętać, że powstanie nowej, znaczącej siły politycznej w III RP, a zwłaszcza takiej, która nosi charakter siły antyestabliszmentowej, nie leży w interesie tych, co na scenie politycznej brylują już od zarania "okrągłego stołu". Widać to aż nadto. Można by przekornie rzec, że wreszcie rodzi nam się oczekiwany kilka lat temu przez wielu Polaków tzw. PO-PiS. Mamy wreszcie koalicję obu partii. Tyle, że nie jest to koalicja dla dobra Polski, lecz by unicestwić Ruch Narodowy, ugrupowanie, które przynajmniej deklaruje, że chce uwolnić Polskę o okupującej ją okrągłostołowej bandy. Podczas debaty w Klubie Ronina, w której uczestniczył Jerzy Wasiukiewicz z Ruchu Narodowego oraz Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny PiS-owskiego organu "Gazeta Polska", szef "GP" kiedy tylko mógł starał się, rzekomo z troski, dyskredytować RN zarzucając mu m.in. tajemniczość. Że niby nie wiemy, z czym tak naprawdę mamy do czynienia, że RN to jakieś widmo i że właściwie nie wiadomo z kim rozmawiać i o czym. Aż nadto widać było, że ta troska jest podszyta fałszem. Bo wiadomo, dla redaktora Sakiewicza liczy się tylko PiS. Tylko partia Jarosława Kaczyńskiego może być alternatywą dla PO. Tyle tylko, że to alternatywa fałszywa. Pan Jan Bodakowski, we wspomnianym na wstępie tego artykułu tekście, niecierpliwi się, chciałby żeby Ruch Narodowy już się określił, już powstał. Ja mam inne podejście do tej kwestii. Zastanawiam się, czy najlepszą strategią nie byłoby przeczekanie jeszcze rok, może półtora. Czy nie lepiej byłoby powołać formalnie nowy byt polityczny na krótko przed kolejnymi wyborami, po to, by jego wrogowie mieli mało czasu na jego dyskredytację? Liderzy RN muszą zdawać sobie sprawę, że będą mieli przeciwko sobie nie tylko wszystkie partie, które żyją z grabieży podatników, największe media, które jeśli tylko chcą każdego mogą wdeptać w ziemię, jak również całą brukselską biurokrację, jeśli tylko RN zdecyduje się kwestię naszego członkostwa w UE postawić jednoznacznie, tzn. że "poza Unią też jest życie!"(na co zresztą gorąco liczę). No i oczywiście na karku będzie miał RN bezpiekę, która zapewne już wzięła się za rozpracowywanie nowego ugrupowania. Jak mawiał marszałek Piłsudski: "W czasach kryzysów strzeżcie się agentów". Wracając do Pana Bodakowskiego... Myślę, Panie Janku, że nieco więcej cierpliwości nie zaszkodzi... Co do mnie, to nie obiecuję sobie nie wiadomo czego. Tyle już politycznych rozczarowań przeżyłem, że sam się sobie dziwię, że cokolwiek jeszcze mi się chce, nawet na niwie tego skromnego publicystycznego poletka, które uprawiam. Kto wie, być może agenci już opanowali Ruch Narodowy i w odpowiednim momencie zrobią wszystko, by go skompromitować, więc cała nasza troska, nasze oczekiwanie warte są funta kłaków. I przy okazji kolejnych wyborów pozostanie nam długa wycieczka rowerowa, rozpoczęta przed otwarciem lokali wyborczych a zakończona po ich zamknięciu. Ale póki co - nie przesądzajmy. Dajmy czas sobie i nowej politycznej inicjatywie. Bo to, że tylko COŚ nowego może rozbić to szambo zwane III RP, nie ulega wątpliwości. Paweł Sztąberek Foto.: JB