Tag Archives: ipn

Wolta PiS – jak „dobra zmiana” okazała się zmianą udawaną

22 marca 2018 roku przyniósł dwie ważne informacje. Pierwsza to deklaracja ministra Ziobry o niekonstytucyjności nowelizacji ustawy o IPN, druga to wniesienie do sejmu projektów ustaw nowelizujących ustawy sądowe.

PiS-owska „dobra zmiana” – od optymizmu do agonii

Odnieść można wrażenie, że tempo "dobrej zmiany" w ostatnich tygodniach wyraźnie spadło. Rząd PiS jest obecnie jakby w fazie chwalenia się dotychczasowymi osiągnięciami, bądź poprawianiem tego, co zrobił. Czy stanie się tak też z nowelizacją ustawy o IPN?

Cimoszewicz: Żydów, którzy uniknęli getta mordowali Polacy

Włodzimierz Cimoszewicz stwierdził na łamach dziennika "Rzeczpospolita", że "Polacy brali udział w Holokauście". Były premier rządu III RP uważa, że nowelizacja ustawy o IPN bazuje na niewiedzy i manipulacji Polakami.

Polska znów pod pręgierzem! Tym razem za prawdę o „polskich obozach śmierci”

"Dlaczego Izrael, przyjazny - podobno - Polsce kraj stawia na szali dobre – podobno – stosunki, walcząc z prawdą i utrwalając łgarstwa? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dużo pytań – mało odpowiedzi" - pisze na portalu Salon24.pl Wojciech Sumliński.

Kanapowe miernoty dziennikarskie relacjonują z Sejmu

Kto nie miał okazji zobaczyć na własne oczy indolencji i bierności większości dziennikarzy snujących się po korytarzach Sejmu R.P. jak oślepione jasnym światłem ćmy, ten nie wie,  jak bardzo zmanipulowane i podretuszowane są przekazy mediów z wnętrza parlamentu na ulicy Wiejskiej w Warszawie.

Zemsta generała Kiszczaka…

Syn z łazienki do mamy: - Mamo , jaką koszulę mi dziś dasz do szkoły? Z długimi, czy z krótkimi rękawami?
- Z krótkimi, a czemu pytasz?
- Bo nie wiem, dokąd mam umyć ręce…

Prawicowe dzieci – blef „niepokornych”?

Książka "Prawicowe dzieci czyli blef IV RP" nie spodoba się pewnym środowiskom, wręcz uznana zostanie za pozycję obrazoburczą, zaś jej autor zniknie pewnie w mrokach zapomnienia, gdyż co to za ptak, co własne gniazdo kala...

Katyń – 5 marca Dzień Pamięci

5 marca 1940 r. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego podjęło uchwałę o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych przebywających w sowieckich obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz polskich więźniów przetrzymywanych przez NKWD na obszarze przedwojennych wschodnich województw Rzeczypospolitej. W wyniku tej decyzji zgładzono około 22 tys. obywateli polskich.
W przededniu 73. rocznicy tamtych wydarzeń w Sali Kolumnowej Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej odbyła się kolejna już Konferencja dla uczniów szkól warszawskich pt. „Katyń - 5 marca Dzień Pamięci”. Jej pomysłodawcą był śp. ks. prałat Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski - cudem ocalony świadek Katynia. Konferencję każdego roku organizują nauczyciele z Solidarności oświatowej z Warszawy i Fundacja „Golgota Wschodu”. - Losy jeńców wojennych wykuwały się dosyć długo, ponad pół roku. Początkowo nie do końca władze sowieckie zmierzały w kierunku, jak się wydaje, rozstrzygnięcia tej sprawy metodą eksterminacji jeńców - powiedział jeden z prelegentów dr Sławomir Kalbarczyk z Instytutu Pamięci Narodowej. Historyk przyznał, że z początku planowano jedynie ukaranie policjantów przetrzymywanych w obozie w Ostaszkowie poprzez skazanie ich na obozy pracy na Kamczatce. - Jednakże, właśnie owego 5 marca, ta forma rozprawienia się z polskimi jeńcami, w której nie zakładano żadnej formy represjonowana oficerów przetrzymywanych w Kozielsku i Starobielsku została radykalnie zmieniona poprzez propozycję szefa NKWD Ławrientija Berię. Zaproponował on rozstrzelanie wszystkich jeńców przetrzymywanych w trzech obozach: Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie i dodatkowo zgładzenie 11 tysięcy osób przetrzymywanych w więzieniach na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Kalbarczyk przyznał, że motywy i cel tej decyzji wydają się w świetle propozycji Berii dość jednoznacznie określone. Chodziło o likwidację osób, które potencjalnie dla władzy sowieckiej mogłyby być niebezpieczne. Ponieważ nie udało ich się metodami propagandowymi, ani żadnymi innymi 'przerobić' na zwolenników komunizm, pozostawała jedyna metoda na ich unieszkodliwienie, czyli sprawienie, że przestaną być niebezpieczni dla władzy sowieckiej. Ta decyzja, zdaniem pracownika IPN - oznaczała, że polscy jeńcy przestaną myśleć o odbudowie suwerennej Polski. Miało to się stać właśnie wskutek ich rozstrzelania, czyli fizycznej eksterminacji. Milczenie Zachodu zielonym światłem dla Stalina Dlaczego zbrodnia katyńska była tak zakłamywana wyjaśnił kolejny prelegent prawnik Grzegorz Jędrejek, profesor UKSW. Po pierwsze, zbrodnia ta dała początek dwubiegunowemu podziałowi świata – na komunistyczny i demokratyczny Zachodu. Jędrejek przypomniał, że kiedy w kwietniu 1943 roku, gdy losy II wojny światowej nie były jeszcze przesądzone, radio berlińskie podało informację: „odkryto groby katyńskie, polscy oficerowie rozstrzelani przez Rosjan”. Choć Jędrejek zauważył, że Niemcy mieli swój cel w rozpowszechnianiu tego typu wiadomości, to jednak zdumiewa reakcja tzw. „cywilizowanego świata Zachodu”, a więc reakcja rządu angielskiego i amerykańskiego. Była taka jak później w Jałcie, czyli całkowite milczenie. Zdaniem profesora UKSW był to jasny sygnał dla Stalina, że skoro jest milczenie, skoro ten tzw. „cywilizowany świat zachodni” zezwala mu na wszystko, to będzie on mógł kontynuować ludobójstwo, gdyż i tak mu za to nic nie grozi. Nawiązując do dokumentu zagłady z 5 marca 1940 r. Jędrejek powiedział - zaznaczając, iż mówi to jako prawnik - że ten dokument jest ewenementem na skalę światową. - Nikt nie znalazł nigdy rozkazu wymordowania Żydów. Nie ma takiego rozkazu podpisanego przez Hitlera czy Himmlera. Nie ma w historii świata żadnego dokumentu ludobójstwa podpisanego przez najwyższe władze państwowe – zauważył prelegent. Jego zdaniem nie oznacza to, że nie było ludobójstwa w historii, oczywiście, że było – zaznaczył, lecz dodał, iż ten dokument oznacza, że zbrodnia katyńska jest zbrodnią państwową. Stąd, niechęć współczesnych władz rosyjskich do tego zagadnienia, bo skoro była to zbrodnia państwowa i mamy na to dowód, to muszą być tego konsekwencje, również konsekwencje w sferze prawnej. Profesor UKSW zauważył również, że w skali światowej nie ma porównywanej zbrodni pod względem wymordowania tak dużej liczby kadry oficerskiej. Jędrejek przypomniał, że jeśli polscy oficerowie dostawali się do niewoli niemieckiej, to w zasadzie przeżywali. Dlaczego? Ponieważ Wehrmacht się obawiał, że jeśli będą mordowali polskich oficerów, to alianci wymordują ich. Ludzie Stalina absolutnie takich ograniczeń nie mieli – podsumował prawnik. To nie jest opowieść o klęskach Ostatnią prelegentką była socjolog Barbara Fedyszak-Radziejowska z Polskiej Akademii Nauk. Zauważyła, że często daje się słyszeć w dyskursie publicznym, iż nie można budować tożsamości narodowej na klęskach, niepowodzeniach, męczeństwie i martyrologii - bo to czyni Polaków rozemocjonowanymi, zajętymi własnymi nieszczęściami. Jednak zdaniem Fedyszak-Radziejowskiej jest to tylko kwesta zrozumienia tego, co tak naprawdę tkwi w tych wydarzeniach. W tym kontekście prelegentka przypomniała historię pewnego oficera, który tuż przed swoją śmiercią w Bykowni wyrył na plastikowym grzebyku swoje nazwisko. Socjolog zauważyła, że w sytuacji, zdawałoby się dramatycznej, po wkroczeniu sowietów, ten oficer miał w głowie wiarę w swoich Rodaków i polskie państwo, że może kiedyś ten grzebień zostanie odnaleziony i ktoś, a może jego rodzina, będą wiedzieli gdzie on został pochowany. Zdaniem prelegentki z perspektywy przestrzeni, zbrodni, totalitaryzmu i tamtych czasów to się wydaje absurdalne, ale ten oficer miał rację. - Grzebyk został znaleziony, ekshumacja w Bykowni odbyła się, polscy archeolodzy i patolodzy tam pojechali i my, Polacy ten grzebyk odnaleźliśmy, więc to nie jest martyrologia klęski – zauważyła Fedyszak-Radziejowska. Jej zdaniem, w gruncie rzeczy jest to pokazanie, że ta tożsamość narodowa, poczucie własnej wartości, więzi i wspólnoty, kiedyś temu oficerowi dały nadzieję, że warto to nazwisko na grzebieniu wyżłobić. Okazało się, że miał rację licząc na swoje państwo, nawet takie ułomne po PRL-u. Okazało się, że ta batalia z systemem totalitarnym może budować naszą tożsamość narodową, bardzo mocną w poczuciu własnej wartości – bo to nie jest opowieść o klęskach – podsumowała przedstawicielka Polskiej Akademii Nauk. Nawiązując do idei Konferencji o Katyniu - jedna z organizatorek Halina Kurpińska wyraziła nadzieję, że taki ładunek wiedzy i emocji pomoże tym młodym ludziom uświadomić sobie, że są Polakami, że reprezentują spadkobierców tamtych ludzi, dla których Honor i Ojczyzna były warte najwyższej ceny. Oprócz konferencji „Katyń - 5 marca Dzień Pamięci” nauczyciele z Solidarności oświatowej z Warszawy i Fundacja „Golgota Wschodu” organizują konkurs na temat wiedzy o zbrodni katyńskiej. Jak co roku, jego laureaci - uczniowie szkół warszawskich - pojadą w kwietniu na pielgrzymkę do Smoleńska i Katynia. Agnieszka Piwar Artykuł pochodzi ze strony Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Dziękujemy za udostępnienie go naszemu portalowi.

Pamięć.pl nr 2

Nie miałem okazji zapoznać się z pierwszym numerem Pamięci.pl. Udało mi się jednak przeczytać numer drugi tego historycznego czasopisma wydawanego przez Instytut Pamięci Narodowej. Czyta się je z ogromną przyjemnością. Wydawane jest w formacie A4, na kredowym papieże, z wieloma ilustracjami. Teksty są pisane przez historyków (co pozwala czasopismo czytać bez strachu że kolejny idiota z zagranicznego koncernu medialnego defekuje nam świadomość). Pismo prosto i przystępnie przybliżają czytelnikom wiedzę historyczną i wzbudzają zainteresowanie tą dziedziną wiedzy. Sympatyczna jest też pewna interaktywność pisma. Pomimo przystępnej ceny 6 zł do czasopisma dołączony jest dokument filmowy na DVD (poświęcony pomocy Niemców z RFN dla Polaków w PRL w latach stanu wojennego). Czasopismo oferuje bibliotekom darmowe komplety książek z IPN, ogłasza dla czytelników konkurs na pamiętnik z okresu stanu wojennego. Jak można dowiedzieć się z strony internetowej 5000 egzemplarzy pisma rozsyłane jest przez IPN do bibliotek.
Numer drugi rozpoczynają informacje o działaniach edukacyjnych IPN, kalendarium wydarzeń z historii Polski i wybór tekstów z prasy polskiej XX wieku (będące okazją do przypomnienia podstawowych informacji o wydarzeniach i osobach z historii Polski i Europy). W kolejnych artykułach: Maciej Rosalak wspomina biedę i rozwarstwienie ekonomiczne na przedmieściach Warszawy w 1970 roku, Tomasz Stempowski oficjalne i nieoficjalne obchody 1 maja w 1986 roku, Roland Jahn szef niemieckiego Urzędu Gaucka terror komunistyczny w NRD i proces lustracji po zjednoczeniu Niemiec. Grzegorz Majchrzak opisuje fałszywki drukowane przez SB które miały na celu dezintegracje Solidarności. Opisując zamach majowy w 1926, Bogusław Kubisz skupia się na wykreśleniu laurki Piłsudskiemu, a Antoni Dudek opisuje likwidacje demokracji w II RP w sposób bardziej realistyczny. Norbert Wojtowicz opisuje współprace duńskiego ruchu oporu z Polakami podczas II wojny światowej. Temat niemieckich zbrodni na Polakach jest dziś przemilczany (zasługa w tym stypendiów niemieckich dla uczelni nie poruszających tego tematu), dobrze więc że Anna Jagodzińska opisała zbrodnie Niemców w obozie koncentracyjnym Dachau (było w nim więzionych 2720 księży katolickich w tym 1780 z Polski). Przemysław Gasztold-Seń przybliżył czytelnikom współpracę PRL z organizacjami terrorystycznymi. Filip Gańczak pomoc Niemców z RFN dla Polaków w PRL podczas stanu wojennego. Andrzej Zawistowski opisał historie budowy autostrad w PRL. Jan Olaszek skale nielegalnych wydawnictwa w PRL (6500 tytułów książek i 5500 tytułów czasopism), Jerzy Eisler kino historyczne w PRL. Tomasz Zawistowski przybliżył dzieje Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Michał Mackiewicz niemiecką broń strzelecką podczas II wojny światowej, a Tomasz Stańczyk polskie konstrukcje samolotowe przed II wojną światową. Numer drugi Pamięć.pl kończy spór Piotra Zaremby z Jerzym Bracisiewiczem o słuszność reformy edukacji historii, bardzo krytyczna recenzja gry planszowej wydanej przez Egmont „Pan tu nie stał” autorstwa Karola Madeja, artykuł Filipa Gańczaka o zabużańskiej twórczości filmowej opisującej zbrodnie komunizmu, recenzje książek, oraz artykuł o satyrze politycznej w PRL. Niewątpliwie wielką zasługą redakcji pisma jest to, że nie popadła ona w manierę opisywania życia codziennego prezesa IPN (co niektórym branżowym periodykom się zdarza). Jan Bodakowski

PRL i SB wobec naukowców

Nakładem Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się praca zbiorowa, pod redakcją Piotra Franaszka, „Naukowcy władzy, władza naukowcom”. Redaktor tomu we wstępie do publikacji przypomniał że przyczyną infiltracji uczelni i instytutów badawczych była ich kluczowa pozycja dla gospodarki, oraz kontakty z za granicą, kościołem i żydami. Naukowców rozpracowywał przede wszystkim wydział III Służby Bezpieczeństwa. Inteligencja znajdowała się też w orbicie zainteresowań wydziału I (wywiadu cywilnego), wydziału II (kontrwywiadu), i wydziały IV (którego celem było zwalczanie kościoła). Wobec niepokornych naukowców bezpieka podejmowała gry operacyjne i prześladowania.  
W pierwszym rozdziale pracy zbiorowej „Polityczna weryfikacja kadry naukowej w latach osiemdziesiątych. Założenia – realizacja- efekty” Dorota Gałaszewska-Chilczuk opisała dwukrotną po stanie wojennym weryfikacje kadry naukowej. W czasie karnawału Solidarności większość młodych naukowców zaangażowała się w działalność opozycji. Nieliczni bronili PZPR. W maju 1981 roku na uczelniach wyższych wybrano niezależne od partii władze uczelni. W wyborach zwyciężyli kandydaci Solidarności (kandydaci PZPR ponieśli klęskę). W stanie wojennym partia narzuciła uczelniom nowe prokomunistyczne władze. Podczas dwustopniowej weryfikacji usuwano nie lojalnych wobec PZPR wykładowców. Weryfikacji dokonywały kolegia złożone z: nowych władz uczelni, działaczy PZPR, członków Wojewódzkich Komitetów Obrony, przedstawicieli ministerstwa. Zweryfikowano 42.252 nauczycieli akademickich. Z uczelni wyrzucono 1329 wykładowców, 1110 osunięto od kontaktów z studentami. Część uczelni zignorowała weryfikacje (np. Uniwersytet Warszawski). Podczas drugiej weryfikacji w 1987 roku z uczelni wyrzucono 125 wykładowców.W drugim rozdziale „Uczelnie wyższe w PRL jako obiekt kontroli operacyjnej ze strony SB (wybrane problemy na przykładzie Krakowa w latach 1975-1989)” Henryk Głębocki (autor świetnej pracy „Policja tajna przy robocie” zawierającej w aneksie instrukcje operacyjne SB - JB) przybliżył czytelnikom prace bezpieki w Krakowie. SB infiltrowała uczelnie bo były one dla komunistów instrumentem indoktrynacji. Wykładowców i studentów bo ludzie z wyższym wykształceniem byli bardziej krytyczni wobec ustroju. Kwestia infiltracji dla SB była tak ważna ze bezpieka dbała nawet o rozplanowanie budynków uczelnianych tak by sprzyjało to infiltracji. Młode pokolenia były w latach osiemdziesiątych realnym zagrożeniem dla systemu. Na przełomie 1981 i 1982 roku PRL zamieszkiwało 18 milionów ludzi młodszych niż 30 lat. W samym Krakowie studiowało 37.000 osób. Uczelnie były zapleczem dla opozycji. Jej powstanie w Krakowie wiązało się z zamordowaniem przez komunistów Stanisława Pyjasa w 1977 roku. Dodatkowo świat akademicki miał kontakty z cudzoziemcami. Na informatorów SB werbowała nie tylko obywateli PRL ale też i studentów z zagranicy. By zyskać agenturę wśród wykładowców, SB reglamentowała dostęp do paszportów. Paszporty, więc i możliwość skorzystania z zagranicznego wyjazdu naukowego, dostawali naukowcy za cenę podjęcia współpracy z bezpieką. Naukowcy współpracowali z SB też jako konsultanci. Dla resortu szczególnie cennymi byli najinteligentniejsi, najlepiej się uczący, z wiedzą techniczną i aktywni w sporcie, studenci. SB użyczała sobie wzajemnie z innymi służbami (w tym i wojskowymi) swoich osobowych źródeł informacji. Nowi oficerowie SB byli kierowani do infiltracji swoich macierzystych uczelni. Skala zainteresowania SB była ogromna. Wydział I SB w 1987 interesował się 17.000 pracowników naukowych, 39.000 studentów, 25.000 innych pracowników oświaty. W Krakowie SB infiltrowała szczególnie UJ i AGH. Niektórzy pracownicy uczelni byli na etatach niejawnych w MSW. Każdy wydział SB miał na uczelniach swoją odrębną sieć agentury. Uczelnie kontrolowały też organizacje partyjne PZPR, ZNP i SZSP . Po powstaniu Solidarności spadło znaczenie PZPR na uczelniach. Partia zrzeszała na uczelniach głównie pracowników administracji i obsługi. Rezydenci SB na uczelniach mieli swoje sieci Osobowych Źródeł Informacji które starali się umieszczać w centrum życia studenckiego. Paweł Piotr Warot w rozdziale „Rektorzy uwikłani” na przykładzie rektorów olsztyńskich uczelni wyższych opisał współpracę władz uniwersyteckich z SB. Autor z przykrością zauważył że dziś władze uniwersyteckie odmawiają dostępu do archiwów uczelnianych by naukowcy nie mogli upublicznić szczegółów współpracy władz uniwersyteckich z władzami PRL. Władze PRL obsadzały władze uniwersyteckie ludźmi zaufanymi wychodząc z założenia że edukacja jest narzędziem indoktrynacji. PZPR przez SB ograniczało nawet kontakty polskich naukowców z naukowcami z zachodu by zachód nie zdemoralizował ideowo polskich naukowców. Jednym z najbardziej bulwersujących przykładów współpracy rektorów z SB była współpraca księdza profesora Władysława Turka. Rektora seminarium w latach 1970 – 1982 i tajnego współpracownika SB w latach 1967-1986 (ksiądz Turek od 1987 roku był diecezjalnym ojcem duchownym kapłanów, od 1988 referentem duszpasterstwa wczasowego i turystycznego, od 1992 wykładowcą teologii pastoralnej w Ełku, od 1993 dyrektorem Kolegium Teologicznego w Kaliningradzie – JB). Za rozpoczęcie współpracy dostał paszport i radioodbiornik „Sokół”. Dzięki niemu SB miała „kontrolę nad rekrutacją alumnów” i wprowadzaniem w szeregi seminarzystów swoich agentów. Ksiądz Turek umożliwiał SB oddziaływanie na profesorów i alumnów, kształtowanie w księżach postawy lojalności wobec PRL. Ksiądz Turek usuwał z seminariów „niewygodnych dla SB alumnów”. Czyli łamiących przepisy PRL i takich którzy nie nadających się do wykorzystania operacyjnego (co oznacza że świadomie pozostawiał w szeregach kleru również tych których można było skłonić do współpracy – homoseksualistów, alkoholików, pedofilów – dzisiejsze skandale w kościele nie są więc takim spontanicznym zjawiskiem – JB). Dodatkowo ksiądz Turek donosił do SB na seminarzystów i innych duchownych. Informował SB o grzechach kleryków, i dawał SB psychologiczne charakterystyki seminarzystów. Zakres inwigilacji Uniwersytetu Jagielońskiego przybliżył czytelnikom Piotr Franaszek w artykule „Agentura Służby Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach osiemdziesiątych”. Uniwersytet Jagielloński infiltrowały trzy kategorie osobowych źródeł informacji:tajni współpracownicy, kontakty operacyjne i kontakty służbowe. Dodatkowo działania SB wspierali konsultanci (fachowcy piszący na zlecenie SB ekspertyzy). Najbardziej sformalizowana była współpraca tajnych współpracowników. Pospisywali oni zobowiązania do współpracy. Często bezpieka wynagradzała ich służbę. Tajni współpracownicy sobie dobierali lub mieli nadane przez funkcjonariuszy pseudonimy sami. Kontaktami operacyjnymi byli członkowie PZPR którzy za swoją służbę wynagradzani byli drogimi prezentami. Kontaktami służbowymi byli członkowie nomenklatury PZPR utrzymujący służbowe kontakty z SB. Często nie byli świadomi tego ze SB uznaje ich za osobowe źródła informacji (OZI). Zdawali sobie jednak sprawę że współpracowali z SB. Dzięki temu że biurokracja SB była bardzo rozbudowana dziś można znaleźć wiele akt z spraw operacyjnego sprawdzenia, spraw operacyjnego rozpracowania i spraw obiektowych. Bardzo cennym źródłem wiedzy dla historyków są też kwestionariusze ewidencyjne. Na 174 tajnych współpracowników na UJ większość współpracowała z pobudek ideologicznych. Tylko jeden zmuszony materiałami kompromitującymi posiadanymi przez SB, a 26 współpracowało by uniknąć odpowiedzialności karnej. Większość (60%) spotkań funkcjonariuszy SB z OZI odbywała się w lokalach gastronomicznych (SB fundowała posiłek). „Czasami pracownicy SB przychodzili do pracy lub do mieszkania tajnego współpracownika. Najcenniejsi agenci byli przyjmowani w tzw lokalach kontaktowych lub mieszkaniach konspiracyjnych”. Czasami TW mieli opory przed korzystaniem z lokali konspiracyjnych (współpracujące z SB niezamężne kobiety nie chciały być widziane jak przychodzą do mieszkania samotnego mężczyzny). Do spotkań używano też samochodów i miejsc na świeżym powietrzu. „Wiarygodność tajnych współpracowników sprawdzano dzięki donosom innych agentów, kontroli korespondencji i podsłuchowi telefonicznemu zakładanemu u tajnego współpracownika. Surowej ocenie podlegała efektywność współpracy”. SB krytycznie oceniała efektywność większości swoich TW. Tajni współpracownicy, kontakty służbowe i kontakty operacyjne służyły SB do wyszukiwania kolejnych tajnych współpracowników. W latach osiemdziesiątych liczba TW SB była tak duża jak w czasach stalinowskich. Tajni współpracownicy byli wynagradzani z Funduszu Operacyjnego. Najbardziej znanymi TW SB w Krakowie byli Lesław Maleszka i Henryk Karkosza. Adam Dziuba i Mariusz Mrzyk w artykule „Skala i metody inwigilacji Uniwersytetu Śląskiego w latach osiemdziesiątych” ukazali jak SB wykorzystała TW do dostarczania ogólnych informacji o uczelni, szczegółowych informacji o aspektach życia akademickiego, i informacji o konkretnych osobach. Jednego figuranta (czyli osobę rozpracowywaną przez SB) donosiło kilku nie znających się TW. Rozpad kontroli PZPR nad uczelniami wyższymi w czasie karnawału Solidarności sprawił że SB musiała rozwinąć agenturę by móc dalej kontrolować uczelni. W czasie istnienia pierwszej Solidarności miała miejsce erozja monopolu ideologicznego PZPR. Likwidowano wykłady z komunizmu, a rektorami zostawali bezpartyjni. Do swoich głównych wrogów na uczelniach SB zaliczyła działaczy Solidarności, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, duszpasterstw akademickich. Po stanie wojennym prócz wysiłku wkładanego w inwigilacje SB angażowała się w represje: internowania, aresztowania, zwolnienia z pracy, odbieranie paszportów. Prawie całość (90%) informacji operacyjnych SB miała od OZI. SB miała szeroki wachlarz metod pracy. Stosowała inwigilacje operacyjną. Manipulowało za pomocą inspiracji operacyjnej (SB tak oddziaływała na manipulowanego by manipulowany zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami bezpieki). Dezinformowała w celu skłócenia opozycji (budowała kompromitujące plotki wykorzystując sytuacje rodzinną figuranta). W ramach kombinacji operacyjnej stosowała zespół skoordynowanych działań mających doprowadzić do pożądanych przez SB zachowań opozycji. Mirosław Sikora w artykule „Osobowe źródła informacji Służby Bezpieczeństwa wśród kadry naukowej Politechniki Śląskie wybrane przykłady od lat sześćdziesiątych do końca PRL” przypomniał że werbunek był przeprowadzany przez SB planowo. Tak by SB dysponowała kompletną siecią agentury. Dodatkowo korzystając z nadarzającej się okazji, nawet jak nie było potrzeby, werbowano na TW. Współpraca z SB zapewniała TW karierę zawodową i korzyści materialne. W kolejnych artykułach Krzysztof Sychowicz opisał „Działania władz i aparatu bezpieczeństwa wobec środowiska naukowego uczelni białostockich w latach 1980-1989”. Edyta Krężołek w artykule „Kontrola operacyjna Politechniki Świętokrzyskiej w Kielcach w świetle sprawy obiektowej „Bem”” dostrzegła że SB widziała zagrożenie duszpasterstwach akademickich i kontaktach międzynarodowych polskich naukowców. Maciej Maciejowski w tekście „Dyskryminacja wyznaniowa jako przykład represji SB wobec pracowników Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Szczecinie w połowie lat siedemdziesiątych” opisał dyskryminację katolików w tej uczelni. Tadeusz Paweł Rutkowski przybliżył czytelnikom stosunek „Władz PRL wobec Polskiej Akademii Nauk w latach 1982-1984”. A Patryk Pleskot w artykule „Jak wyjechać na Zachód? Procedury wyjazdów polskich uczonych do państw kapitalistycznych z ramienia uczelni wyższych i PAN w latach 1955-1989” . Aleksandra Pietrowicz opisała „Działaniach aparatu bezpieczeństwa wobec Instytutu Zachodniego w Poznaniu w latach 1945-1955. Krzysztof Kawalec w tekście „Casus Jana Trzynadlowskiego” opisał postać tego TW SB, a Andrzej Czyżewski „Leszka Koiakowskiego boje o paszport”. Paweł Spodenkiewicz antysemickie czystki w LWP w 1968 roku „,, Charakteryzowany jako sprytny i cwany Żyd… “. Fabrykowanie zarzutów wobec lekarzy pochodzenia żydowskiego w Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi w drugiej połowie lat sześćdziesiątych”. Tematowi inwigilacji naukowców przez SB poświęcona jest też druga praca zbiorowa IPN pod redakcją Piotra Franaszka „Stłamszona nauka? Inwigilacja środowisk akademickich i naukowych przez aparat bezpieczeństwa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku”. Na jej kartach Aleksandra Pietrowicz opisała „ „Ochronę” Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przez Służbę Bezpieczeństwa w latach 1970–1979 w świetle materiałów operacyjnych do sprawy obiektowej „Collegium””. Adam Dziuba i Mariusz Mrzyk „Represje stanu wojennego wobec naukowców Uniwersytetu Śląskiego”. Edyta Krężołek „Aparat bezpieczeństwa wobec środowiska naukowego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Kielcach w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych”. Krzysztof Sychowicz „Sprawę obiektową kryptonim „Kuźnia” – rozpracowywanie środowiska Politechniki Białostockiej przez Służbę Bezpieczeństwa”. Maciej Maciejowski „Inwigilacje pracowników Instytutu Historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Szczecinie, późniejszego Uniwersytetu Szczecińskiego, w latach 1982–1989”. Patryk Pleskot „„Władców paszportów”. Biuro Współpracy Naukowej z Zagranicą PAN”. Piotr Franaszek „Działania Służby Bezpieczeństwa wobec studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego w okresie stanu wojennego – sprawa operacyjnego rozpracowania „Ważny””. Paweł Spodenkiewicz „Lokatorów hotelu Cracovia. Inwigilacje uczestników V Zjazdu Socjologicznego w 1977 roku”. Mirosław Sikora „„Troglodyte” tajny współpracownika Służby Bezpieczeństwa na Politechnice Śląskiej 1970–1976 (1979)”. A Tadeusz Paweł Rutkowski „Jan Borkowski – kontrowersyjnego historyk ruchu ludowego”. Jan Bodakowski

Dziennikarze w PRL. Między cenzurą, PZPR a SB

W serii „Dziennikarze – Twórcy – Naukowcy” (opisujących role ludzi kultury i nauki w PRL) Instytut Pamięci Narodowej opublikował pracę zbiorową „Dziennikarze władzy, władza dziennikarzom. Aparat represji wobec środowiska dziennikarskiego”. Publikacja ta, licząca 456 stron, powstała pod redakcją Tadeusza Wolszy i Sebastiana Ligarskiego.
W rozdziale „Metody pracy cenzury w PRL” jeden z autorów publikacji Zbigniew Romek przybliżył czytelnikom zagadnienia dotyczące metod pracy Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Cenzurę (w okupowanej przez komunistów Polsce) powołał w 1945 roku Jakuba Bermana. Dekret o powstaniu cenzury przewidywał że cenzurowane będą teksty: krytykujące ustrój, ujawniające tajemnice państwową, krytykujące sojusz komunistycznej „Polski” z ZSRR, krytykujące ZSRR, naruszające prawo i dobre obyczaje, podające nieprawdziwe informacje. Cenzura była strażniczką komunistycznej dyktatury i instrumentem komunistycznej indoktrynacji społeczeństwa. Celem działania cenzury była realizacja polityki PPR PZPR. Wytyczne co i jak cenzurować cenzorzy dostawali z wydziałów prasy, propagandy czy nauki PZPR. PZPR organizowała cykliczne szkolenia dla cenzorów. Cenzorzy utrzymywali nieustanny kontakt z PZPR. Cenzura była ściśle powiązana z PZPR. Musiała być na bieżąco z aktualną polityką PZPR (która była nieznana społeczeństwu). Cenzorzy byli zobowiązani by wszelkie wątpliwości rozwiewać prosząc o pomoc aparat PZPR. Partia nie dawała cenzurze samodzielności, PZPR ściśle określała jakie treści są zakazane a jakie dopuszczalne. Kontrola PZPR nad cenzurą była dla partii niezbędna do sprawnego przeprowadzania intryg. Fanatyzm i gorliwość cenzorów czasami przeszkadzała w misternych grach partii. Cenzorzy zamiast ewolucyjnych zmian chcieli permanentnej rewolucji. W latach czterdziestych cenzorzy z KPP chcieli od razu zniszczyć kościół katolicki, PZPR wiedziała że nie może sobie pozwolić na otwarte prześladowania kościoła bo chłopi i robotnicy były zbyt religijni. Posłuszna zaleceniom PZPR cenzura niszczyła więc tylko te czasopisma katolickie które pisały o sprawach społecznych. By manipulować skutecznie informacjami i osiągać zamierzone efekty propagandowe PZPR szczerze informowała cenzorów o sytuacji w kraju i na świecie, o prawdziwych intencjach komunizmu. Podczas kursów cenzorzy byli uczeni z zakazanych podręczników. PZPR co poniektórym pisarzom i wydawnictwom pozostawiała więcej swobody by tworzyć pozory swobody, cenzura miała równocześnie pamiętać że wobec wszystkich innych ma pozostać surowa. Działalność cenzury miała była przykładem demonicznej przewrotności komunizmu. Komuniści głosili że są demokratami i zwolennikami wolności słowa. Cenzura według komunistów miała być gwarantem wolności słowa. Inne niż komunistyczne przekonania były przez komunistów traktowane jako atak na wolność słowa i demokracje. Cenzura była typowym przejawem niepraworządności PRL. Działała wbrew prawu (konstytucja PRL gwarantowała wolność słowa) i poza prawem (urząd nie podlegał prawu administracyjnemu). Nie uzasadniała swoich decyzji. Faktyczne realia działalności cenzury nie miały odzwierciedlenia w przepisach PRL. Komunistyczne władze stosowały cenzurę prewencyjną. Teksty przed publikacją były czytane przez cenzorów. Cenzorzy po lekturze decydowali czy tekst może być opublikowany czy nie. Mechanizm ten pozawalał PZPR na „skuteczne blokowanie wszelkich niewygodnych dla rządu treści” i dowolne manipulowanie informacjami. Cenzorzy arbitralnie (a nie w oparciu o jakieś zapisane kryteria) decydowali o dopuszczeniu lub nie tekst do publikacji. Cenzura zakazywała wspominania w mediach o swoim istnieniu. Uniemożliwiała krytykę PZPR, ZSRR, ustroju, niskiego poziomu artystycznego kultury komunistycznej, podważanie sowieckiej okupacji Kresów. By chronić wizerunek PRL cenzura blokowała teksty pro komunistyczne rażące fanatyzmem, popadające w śmieszność, zbyt nudne. Dopuszczano konstruktywną krytykę pro socjalistyczną, cenzurując krytykę anty socjalistyczną. Książka w PRL przed wydrukowaniem była przez cenzurę kontrolowana cztery razy. Artykuły w pismach trzy razy. Najpierw cenzor czytał maszynopis. Za drugim razem wydruki z matryc. Za trzecim razem egzemplarze przeznaczane do sprzedaży (też by kontrolować pracę cenzury – gdy okazywało się że cenzor stracił czujność nakład książki czy czasopisma był wycofywany z sprzedaży i niszczony). Książka wznawiana w innym wydawnictwie podlegała ponownej cenzurze. Cenzor każdy tekst traktował jako bieżący komentarz polityczny. Błędy drukarskie traktowano jako dywersje polityczną. Podobnie oceniano układ tekstu i fotografii, cytowanie klasyków komunizmu niezgodnie z linią partii lub błędnie. Cenzurze podlegały nawet teksty modlitw i pieśni liturgicznych. W pracy cenzorów władze komunistyczne doceniały umiejętność minimalnej (ale za to najbardziej celnej) ingerencji. Wbrew oficjalnej ideologi gloryfikującej klasę robotnicza cenzura werbowała pracowników z inteligencji. Cenzorzy szkoleni byli tak by być sympatycznymi dla autorów i zdobywać ich sympatie. Celem cenzury było skłonienie autorów do współpracy, do tego by sami autorzy cenzurowali swoje teksty. Zbigniew Romek w swoim rozdziale przypomniał też postać Tomasza Strzyżewskiego cenzora z krakowskiej delegatury Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk który w 1977 roku wywiózł do Szwecji dokumenty cenzury które zostały opublikowane jako „Czarna księga cenzury PRL”. W kolejnych artykułach zamieszczonych na łamach pracy „Dziennikarze władzy, władza dziennikarzom” Andrzej Grajewski w tekście „Inwigilacja tygodnika katolickiego „Gość Niedzielny” w latach 1945–1989. Zarys problematyki” przypomniał historie tego założonego w 1934 roku tygodnika katolickiego. Kamil Churski opisał „Rozpracowywanie „Ilustrowanego Kuriera Polskiego” w latach 1947–1956”. Dominika Rafalska w tekście „ Agonia „Po Prostu”. Próby zachowania pamięci o jednym z najpoczytniejszych tygodników lat pięćdziesiątych XX wieku” przypomniała losy redakcji łączącej takie postaci jak Jan Olszewski i Jerzy Urban. Joanna Keńska w tekście „Burżuazyjne wymysły „Po Prostu”, czyli potyczki tygodnika z cenzurą w 1957 roku” przypomniała teksty ocenzurowane wytłuszczając fragmenty usunięte przez cenzurę. Anna Pyżewska w artykule „ Tygodnik „Niwa” w początkowym okresie istnienia – okoliczności powstania i nadzór ze strony aparatu bezpieczeństwa” opisała czasopismo mniejszości białoruskiej w PRL. Roman Graczyk w tekście „Środowisko „Tygodnika Powszechnego” „w zainteresowaniu” Służby Bezpieczeństwa – wybrane problemy” przybliżył czytelnikom sprawy opisane w swojej poczytnej książce o krakowskim tygodniku. Permanentną inwigilacje dziennikarzy i czytelników prasy lokalnej opisał: Przemysław Wójtowicz w swoim tekście „Służba Bezpieczeństwa wobec bydgoskich dziennikarzy w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku”, Piotr Kardela w tekście „Służba Bezpieczeństwa wobec olsztyńskich mediów prasowych, radiowych i telewizyjnych w latach 1970–1990”, Katarzyna Chmielowiec w artykule „ Aparat bezpieczeństwa wobec dziennikarzy na Podkarpaciu w latach osiemdziesiątych XX wieku Zarys problematyki”. Ciekawe informacje o współpracy Ryszarda Kapuścińskiego z organami bezpieczeństwa PRL zamieścił w swoim tekście „Załamanie na froncie ideologicznym: o Nadzwyczajnym Zjeździe Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 29–31 października 1980 roku” Daniel Wicenty. „Weryfikacji dziennikarzy w okresie stanu wojennego” poświęcony był tekst Grzegorza Majchrzaka. Po wprowadzeniu stanu wojennego komisje weryfikacyjne składające się z aktywistów PZPR, żołnierzy LWP, pracowników cenzury, usuwały z mediów dziennikarzy nie podzielających dogmatów komunistycznych (o kierowniczej roli PZPR w życiu społecznopolitycznym, gospodarce i mediach, sojuszu z ZSRR, szkodliwości opozycji). Dziennikarzy ZSL weryfikowali aktywiści ZSL, dziennikarzy z SD aktywiści SD. Weryfikowano na indywidualnych spotkaniach. Skutkiem akcji weryfikacyjnej było usunięcie z mediów nie komunistycznych dziennikarzy. Z radia i telewizji zwolniono 513 osób, z prasy 30% dziennikarzy [warto pamiętać że dzisiejsze gwiazdy mediów swoją karierę zbudowały na fundamencie lojalności dla komunistycznej tyranii]. W nagrodę za zwalczanie Solidarności weryfikacji uniknął współpracownik SB Krzysztof Teodor Toeplitz, współpracownik SB Daniel Passent, oraz Andrzej Krzysztof Wróblewski. Pracę operacyjną bezpieki wśród emigrantów opisał Witold Bagieński w tekście „Przyczynek do historii emigracyjnej prasy „pro krajowej””. By zdezorganizować emigracje na zachodzie i uniemożliwić jej oddziaływanie na rodaków w kraju komunistyczna bezpieka wspierała emigracyjne czasopisma pro krajowe. Czasopisma te skłócały emigrantów, kompromitowały emigracje, sugerowały bezsens oporu, przejaskrawiały spory, ujawniały wstydliwe epizody z przeszłości emigrantów. Komunistycznej bezpiece sprzyjało zachowanie samych działaczy emigracyjnych „angażujących się w zażarte kłótnie o rzeczy nieraz błahe” dzięki czemu można było głosić pod ich adresem szyderstwa i kpiny. Na kartach prasy pro krajowej nagłaśniano „wszelkie inicjatywy mające na celu zbliżenie z” PRL, publikowano artykuły o rozwoju PRL i wzbudzano sentyment za krajem. Niestety wśród współpracowników PRL znaleźli się też i narodowcy. Płatny agent bezpieki Jan Matłachowski i wydawany przez niego „Tygodnik” . Wydawca i księgarz Bolesław Świderski. Uzależnione od PRL było też czasopismo „Horyzonty” Witolda Olszewskiego. Publicystą „Horyzontów” był Jędrzej Giertych. Czasopismo akceptowała uzależnienie PRL od ZSRR, ale żyło złudzeniami że możliwa jest stopniowa dekomunizacja ustroju społecznego PRL. Olszewski za kasę z PRL (prenumeratę 200 egz) zgodził się: zaprzestać krytyki PRL, krytykować RFN i nieprzejednaną emigracje. W sumie od 1966 do 1970 roku Olszewski od PRL dostał 5500 dolarów (bez wsparcia PRL pismo przestało się ukazywać). Bezpieka zaakceptowała zachowanie katolickiego i narodowego charakteru pisma by nie wzbudzać podejrzeń francuskiego kontrwywiadu. Współpraca jednak układała się niezbyt dobrze, Olszewski nie wypełniał wszystkich poleceń i dążył do niezależności. Problemem dla SB był Jędrzej Giertych który z jednej strony radował komunistów bzdurną krytyką protestów robotniczych w PRL, a z drugiej strony martwił swoim przywiązaniem do katolicyzmu. Na sympatię „Horyzontów” i jego publicystów z awersją reagowały oficjalne struktury narodowców. W 1960 roku z Stronnictwa Narodowego wyrzucono publicystów pisma, w tym i Olszewskiego i Giertycha. Temat inwigilacji emigracji przez bezpiekę kontynuował Paweł Ziętara w tekście „Aparat bezpieczeństwa PRL wobec londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” w latach 1955–1970”. Anna Maria Jackowska w niezwykle interesującym tekście „Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Sekcji Polskiej Radia Francuskiego. Zarys problematyki” przybliżyła czytelnikom w prace polskich emigrantów w francuskim kontrwywiadzie po II wojnie światowej. Podczas II wojny światowej na terenie Francji działała sieć wywiadowcza Stronnictwa Narodowego o kryptonimie F2. Szpiegowała ona na rzecz aliantów. Po II wojnie światowej weszła w skład 7 sekcji. Sekcja 7 realizowała dla kontrwywiadu francuskiego zadania mające na celu zwalczanie agentów komunistycznych. Pracę „Dziennikarze władzy, władza dziennikarzom” kończą teksty: Tadeusz Wolsza „Aparat bezpieczeństwa wobec polskich dziennikarzy wizytujących w 1943 roku miejsce sowieckiej zbrodni w Katyniu. Przypadek Władysława Kaweckiego” (opisujący współpracę tego publicysty z prasą gadzinową a potem w PRL z bezpieką), Pawła Szulca „„Przełomowy okres” w Polskim Radiu Szczecin. Sprawa Władysława Daniszewskiego” i Andrzej W. Kaczorowski „Jerzy Ślaski – redaktor naczelny „WTK” i „Słowa Powszechnego” w materiałach Służby Bezpieczeństwa”. Jan Bodakowski

Komiks IPN o Orliku, żołnierzu wyklętym

Nakładem Instytutu Pamięci Narodowej ukazał się drugi komiks z serii Wilcze Tropy opisującej bohaterstwo żołnierzy podziemia antykomunistycznego podczas II wojny światowej i w pierwszych latach komunistycznej okupacji.
Komiks "Orlik" powstał na podstawie scenariusz Sławomira Zajączkowskiego. Autorem jak zwykle doskonałych rysunków jest Krzysztof Wyrzykowski. Wkładkę historyczną, opisującą losy Orlika i walki jego oddziału przygotowali Kazimierz Krajewski i Tomasz Łabuszewski. Tytułowy Orlik czyli Marian Bernaciak urodził się w 1917 roku na Mazowszu w rodzinie rzemieślniczej. Ukończył w Puławach gimnazjum i szkołę podchorążych. Walczył w 1939 roku. Uciekł z niewoli sowieckiej. Pod okupacją niemiecką prowadził w Rykach księgarnię, a w Dęblinie drukarnię (w której fałszował dokumenty dla AK). W 1943 roku zagrożony aresztowaniem przez Gestapo został dowódcą oddziału partyzanckiego. W 1944 roku w ramach akcji Burza prowadził walki z niemieckim okupantem i likwidował bandy rabunkowe. Pod okupacją komunistyczną kontynuował walkę z sowietami i ich polskojęzycznymi kolaborantami. Do jego najsławniejszych akcji należało uwolnienie polskich patriotów eksterminowanych w więzieniach UB. Zginął bohatersko w 1946 roku. Na akcję komiksu składają się walki podczas II wojny światowej z Waffen SS, tworzenie przez bandy rabunkowe AL Milicji Obywatelskiej, zapis terroru sowietów i ich polskojęzycznych kolaborantów, likwidacja komunistycznych oprawców, akcje antykomunistycznego podziemia (w tym dwie najsłynniejsze akcje uwolnienia polskich patriotów z więzień UB). Jan Bodakowski