Tag Archives: Jan Paweł II

Tę akcyzę można po prostu obniżyć

Na początku roku Mateusz Morawiecki mówił, że nie zamierza podnosić podatków. Od kilku miesięcy słyszałem, że rząd uszczelnia finanse publiczne i dzięki temu rosną dochody rządu. Tak dobrze jeszcze nigdy nie było.

„Historia chrześcijaństwa” Warrena Carrolla tom VI – spojrzenie nieco krytyczne

Monumentalne dzieło Warrena H. Carrolla "Historia chrześcijaństwa" znajduje wreszcie swoje zwieńczenie w postaci VI tomu, który ukazał się w ubiegłym roku w Polsce nakładem Wydawnictwa Wektory. Ostatnia część została ukończona i wydana już po śmierci autora przez jego żonę Anne.

Po co katolikowi państwo?

Za kilka dni będą kolejne wybory. Tym razem do Parlamentu Europejskiego. I po raz kolejny w dyskusji przedwyborczej brakuje pytania: Po co katolikowi państwo? Po co Unia Europejska?

Dobrowolne bezrobocie według św. Pawła

W swojej homilii z okazji wspomnienia św. Józefa Rzemieślnika Papież Franciszek powiedział,  że „dziś nie można już powiedzieć za św. Pawłem: ‚Kto nie chce pracować, niech też nie je’, ale trzeba powiedzieć: ‚Kto nie pracuje, utracił godność!’, ponieważ „nie znalazł możliwości pracy”. Wręcz owo społeczeństwo ogołociło ową osobę z godności.” (KAI).

Polski górnik został świętym

Kanonizacja Jana Pawła II, stała się okazją do wydania w ramach Pocztu Gwarków Śląskich książki pod tytułem „Polski górnik został świętym”. Pozycja zawiera opis drogi Karola Wojtyły do świętości począwszy od pracy jako robotnik w kamieniołomie w Zakrzówku koło Krakowa.

Antysocjalistyczna katolicka nauka społeczna

Współczesność stawia przed katolikami wiele wyzwań społecznych, gospodarczych i politycznych. Na część z nich starała się odpowiedzieć Konferencja Episkopatu Polski w ogłoszonym 29 marca 2012 dokumencie „W trosce o człowieka i dobro wspólne”. By prawidłowo odczytać dokument polskich biskupów należy odwołać się do katolickiej nauki społecznej zawartej w papieskich encyklikach społecznych. Są one doskonałą receptą na kłopoty współczesnych społeczeństw.
Wbrew kłamstwom (promowanym przez antykatolickie media, kreujących na autorytety posoborowych heretyków) katolicka nauka społeczna nie ma nic wspólnego z socjalizmem. Lektura encyklik papieskich (dziś najczęściej ukrywanych przed katolikami przez posoborowych fanatyków) uświadamia jak trafnie antysocjalistyczne są to dokumenty. Jak doskonale papieże definiowali przyczyny i przyszłe problemy wynikające z państwowej tyrani. Definiowali często dużo wcześniej niż one wystąpiły. Równocześnie nauczanie Kościoła Katolickiego ukazuje niezbędność moralności do funkcjonowania rynku (co jest świetną odtrutką na szkodliwe brednie części libertarian chcących wyzwolić ludzi z moralności i relacji społecznych). Prawowita władze i obowiązek buntu wobec tyrani W swym nauczaniu papieże wskazywali, że fundamentem dobrego państwa jest katolicyzm. Katolicyzm ukazujący służebność władzy wobec poddanych, obowiązek obrony przez władze praw i wolności. Potrzebę oparcia się w życiu społecznym na moralności. Potrzebę zapewnienia przez władze obywatelom bezpieczeństwa i możliwości kreatywnego funkcjonowania. Katolicka nauka społeczna ukazuje zagrożenia płynące z nieograniczonej władzy państwa. Leon XIII w encyklice z 1881 roku "Divturnum illud - o władzy politycznej" pisał o wynikającej z natury potrzebie istnienia władzy. Władza jest charyzmatem z natury pochodzącym od Boga, a nie od ludzi, choć to ludzie mogą obierać władców. Tym samym papież odrzucał teorie władzy wywodzącej się z umowy społecznej. Władza ze swej natury ma być sprawiedliwa i dążyć do dobra ogólnego. Naród ma prawo do przyjęcia formy rządów zgodnej z własną tożsamością kulturową. Kościół nakazuje posłuszeństwo prawowitej władzy (czym wprowadza rozróżnienie na władzę prawowitą i nie prawowitą). ”Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa naturalnego lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak i wykonanie go byłoby zbrodnią”. Władca występujący przeciw prawu naturalnemu i prawom Boga przestaje być władcą a staje się tyranią. Poddani zaś mają obowiązek nieposłuszeństwa wobec władzy tyrańskiej. Papież pouczał że „urzędy publiczne służyć powinny dobru rządzonych, a nie tych, którzy je piastują”. Leon XIII w encyklice „Immortale dei – o państwie chrześcijańskim" z 1885 roku pisał, że władza winna troszczyć się o dobro publiczne. Nie jest ważne, jaką formę przyjmuje władza ”byle publicznemu dobru przydatną”. „Rząd zatem ma być sprawiedliwy, nie despotyczny, ale na kształt ojcowskiej władzy”. "Sprawować rządy należy dla pożytku poddanych na to bowiem jedynie zwierzchnictwo posiadają władze, by się o dobro publiczne troszczyły” (kluczowe jest właśnie słowo "jedynie"). Zdaniem Ojca Świętego „nie godzi się żadną miarą, by [władza] dobru jednego lub kilku służyła”. Papież upomina o obowiązku posłuszeństwa prawowitej władzy, ”nie wolno pomiatać prawowitą władzą, bez względu na to, kto ją piastuje” [czym kolejny raz wprowadza niezwykle istotne dla katolicyzmu rozróżnienie prawowitej i nie prawowitej władzy]. Papież w swej encyklice pisał też o potrzebie ograniczenia kompetencji władzy, akceptacji Kościoła dla każdej zgodnej z dobrem powszechnym formy władzy, powszechnym obowiązku troski o dobro powszechne. Leon XIII w „Sapientiae Christianae - o obowiązkach chrześcijan jako obywateli” z 1889 pisał że ”grzechem jest poniewieranie praw Chrystusowych gwoli posłuszeństwa dla władz ziemskich” i że „więcej trzeba być posłusznym Bogu niż ludziom (Dz Ap 5. 29)”. Papież kolejny raz pisał też o Boskim pochodzeniu prawowitej władzy, której należy się posłuszeństwo. „Ale gdy prawa państwa zbaczają od prawa Bożego, gdy sprzeciwiają się prawom religii chrześcijańskiej i Kościoła [...] wtenczas zdrożnym jest ich słuchać, obowiązkiem zaś opierać się im i to nie tylko w interesie Kościoła, lecz także we własnym interesie państwa samego, na którego zgubę wszystko obrócić się musi, co się dzieje z krzywdą religii”. Papież Pius XI w encyklice „Divini Redemptoris” zobowiązał państwo do: powstrzymania propagandy komunistycznej, zapewnienia godnych warunków życia, gwarantowania wolności Kościołowi i nakłonienia klas posiadających do zapewnienia pracy ojcom rodzin. Z lektury encyklik papieskich wynika więc jednoznacznie, że katolik ma obowiązek walki z tyranią, obalenia nieprawowitej władzy. Ma obowiązek nieposłuszeństwa wobec tych osób i instytucji, które zmuszają go do płacenia podatków na, czy do akceptacji dla: aborcji, akceptacji zboczeń seksualnych, in vitro, antykoncepcji, socjalizmu, fiskalizmu, biurokracji, interwencjonizmu czy laicyzacji. Prawo Leon XIII w „Quod apostolici muneris” pisał, że „Gdyby zaś samowola ustawodawców i władców nakazywała lub wprowadzała, co zaprzeczałoby prawu Bożemu lub naturalnemu, to godność i obowiązek chrześcijańskiego imienia a także wskazanie apostolskie zalecają, >bardziej słuchać Boga niż ludzi< (Dz Ap 5. 29) ”. Leon XIII w „Immortale Dei” pisał że „ustawy mają [mieć] na celu dobro powszechne, nie zachcianki i namiętności ludu, nie kaprys i błędne mniemanie tłumu, ale prawdę i słuszność”. W „Sapientiae Christianae” papież stwierdził że ”Prawo nie jest niczym innym, jak rozporządzeniem wydanym przez prawowitą władzę odpowiednio dla zasad rozsądku, a ku ogólnemu dobru” [przepisy nieprawowitej władzy nie są więc prawem]. Papież głosił że „Przepisy ustanowione przeciw woli Bożej [...] nie są [...] prawem”. Dając tym samym prawo do walki z nieprawowitą władzą. „Jeżeli ustawy ludzkie zawierają cokolwiek, co jest przeciw prawu Bożemu, jest to rzeczą słuszną i obowiązkiem nie słuchać ich” [zwracam uwagę na to, że  nakaz sprzeciwu dotyczy nawet wtedy, gdy tylko część unormowań jest niemoralna]. Prawo według nauczania katolickiego musi być zgodne z dobrem powszechnym]. Pius XI w „Divini Redemptoris” kreślił katalog praw danych człowiekowi przez Boga. W katalogu tym znalazło się prawo do: życia, zdrowia, katolickiego stylu życia, zrzeszania się, własności i korzyści z niej płynących, zakładania rodziny. Z nauczania Kościoła jednoznacznie wynika że dla zbawienia własnego katolik nie może przestrzegać antykatolickich przepisów. To, że katolik ma obowiązek sabotowania tyranii, ma zakaz płacenia podatków nieprawowitej władzy (która te pieniądze wydaje na mordowanie nienarodzonych dzieci czy demoralizacje). Człowiek Dla Kościoła katolickiego (co wyraził Leon XIII w „Quod apostolici muneris”) „Równość ludzi polega na tym, że posiadamy wszyscy tą samą naturę” i że „będą pojedynczo sądzeni według tego samego prawa, otrzymując według zasług karę lub nagrodę” . A celem ludzi jest troska o dobro wspólne. W „Rerum Novarum” Leon XIII papież pisał że to „co w nas góruje i nas wyszczególnia, co człowieka czyni człowiekiem i jest rodzajowo zupełnie różne od zwierzęcia to umysł, czyli rozum”. Dla papieża prawo własności wynika z tego, że jesteśmy istotami rozumnymi. Kościół w swym nauczaniu dostrzegał istotną rolę społeczeństwa. Pius XI w „Divini Redemptoris” pisał, że „w społeczeństwie rozwijają się wszechstronnie wszystkie wrodzone człowiekowi zdolności indywidualne i społeczne”. Papież równocześnie dostrzegał że ”Tylko człowiek, osobowość człowieka, żadne zaś społeczeństwo nie jest obdarzone rozumem i wolną wolą” więc „Społeczeństwo nie może pozbawić człowieka praw przez Boga mu udzielonych [...] ani nie może też uniemożliwić posługiwanie się nimi”. Rodzina Na doniosłą rolę rodziny zwrócił uwagę Leon XIII w „Rerum Novarum”. W swej encyklice następca świętego Piotra pisał o tym, że rodzina jest uprzednia wobec państwa. Zdaniem papieża „Władza ojcowska nie może być obalona ani zagarnięta przez państwo”. „A żadna ustawa ludzka nie może odjąć człowiekowi naturalnego i pierwotnego prawa do zawarcia małżeństwa i prokreacji”. Dlatego też wyrazem posłuszeństwa wobec Kościoła jest walka z państwowym szkolnictwem edukacji. Pomoc potrzebującym Kościół Katolicki obowiązkiem pomocy obarczył jednostki, nie państwo. Leon XIII w „Rerum Novarum” pisał że „Nie ma też przyczyny, aby żądać ogólnej opieki państwa”. Katolik ma obowiązek pomocy potrzebującym z tego, co mu zbywa i nie jest mu potrzebne do życia . Obowiązek pomocy potrzebującym jest „obowiązkiem nie sprawiedliwości tylko miłości, do którego spełnienia w drodze prawnej nikogo przymuszać nie można”. Dodatkowo papież twierdził, że ”nie powinno państwo pochłaniać i słusznej samodzielności pozbawiać ani jednostki, ani rodziny”. Papież w encyklice „Graves de Communi” propagował bezpośrednią pomoc potrzebującym pisząc „nie tylko nie poniża ona w godności człowieka, ale raczej zacieśnia węzły towarzyskiego pożycia”. Odebranie ludziom tej możliwości przez publiczny system pomocy niszczy więzi społeczne a przez to niszczy społeczeństwo. Kościół głosi potrzebę wytworzenia w ludziach postawy samo odpowiedzialności i zapobiegliwości, postawy troski o słabszych. W encyklice „Quod apostolici muneris” papież ukazał jak przez wieki Kościół Katolicki dbał o pomoc potrzebującym. ”Kościół stara się, by wszędzie na ziemi budowano dla nich [ubogich] domy, szpitale i ośrodki, przyjmujące ich pod swoją opiekę”. Właściwy kształt systemu pomocy społecznej określił papież Pius XI w encyklice ”O małżeństwie chrześcijańskim”. Papież głosił, że powinna obowiązywać zasada pomocniczości, zgodnie z którą o swoje bezpieczeństwo socjalne mają dbać indywidualnie sami ludzie. Jeśli nie radzą sobie, mogą skorzystać z pomocy organizacji charytatywnej utrzymującej się z dobrowolnie otrzymanych środków. Pomocy tej nie można zmarnotrawić. Jeżeli ta pomoc nie starcza, mogą pomóc instytucje publiczne. Zdaniem papieża trzeba nauczyć potrzebujących jak pracą zdobyć środki na utrzymanie. Upowszechnić w społeczeństwie własność, by było z czego pomagać potrzebującym. Upowszechnić opiekę rodzin nad potrzebującymi, by reaktywować więzi rodzinne i niszczyć egoizm. Zdaniem papieża społeczeństwo nie może usuwać poza swój nawias potrzebujących. Organizacje katolickie i inne organizacje pozarządowe (bez korzystania ze środków publicznych) utrzymując się z darowizn i własnej działalności gospodarczej skuteczniej i taniej dostarczają pomoc niż państwo. Edukacja Dziś, często przy akceptacji środowisk pseudo katolickich, publiczna edukacja jest instrumentem ogłupiania i demoralizacji. Leon XIII w encyklice „Sapientiae Christianae" głosił że: „konieczną jest rzeczą, żeby rodzice się usilnie starali […] iżby [mieli] prawo wychowania dzieci po chrześcijańsku i nie posyłali ich do tych szkół, w których lękać się mogą, że im dzieci zatruwają nauką bezbożności”. Powstanie, niezbędnego dla przetrwania narodu, szkolnictwa katolickiego, może zapewnić tylko likwidacja publicznego systemu edukacji. Likwidacja monopolu laickiego państwa, pozwoli katolikom na stworzenie systemu katolickiej prywatnej edukacji. Moralność i efektywność wolnego rynku Papież Leon XIII bronił prywatnej własności, bo chroniła ona Kościół, rodzinę i jednostkę przed despotyzmem państwa. W encyklice z 1878 roku: „Quod apostolici muneris” o sekcie komunistów, socjalistów i nihilistów pisze, że „prawo własności usankcjonowane [jest] prawem natury”. W „Rerum Novarum” Leon XIII krytykował ograniczanie ilości podmiotów gospodarczych i barier dostępu do rynku. Zdaniem papieża „produkcja i handel stały się niemal monopolem niewielu, a w ten sposób garstka bogaczy nałożyła jarzmo prawie niewolnicze stanowi pracującemu”. Papież domaga się upowszechnienia własności, głosił że każdy „Człowiek ma prawo do prywatnego posiadania i własności”, podkreślał społeczną i socjalną aktywność Kościoła i robotników. Papież uświadamia współzależność pracy i kapitału, pracodawców i pracobiorców. Przeciwstawia się praktykom wykorzystywania pracowników przez pracodawców, cudzego nieszczęścia dla własnej korzyści. Głosił, że prawo własności jest podmiotowe dla człowieka. Zdaniem Ojca Świętego to właśnie dzięki własności człowiek może troszczyć się o własną przyszłość i realizować własne wybory. Własność pozwala trwać rodzinie i daje wolność. Papież państwu odmawia prawo redystrybucji własności, a przez to ograniczania wolności. Pius XI w encyklice „Quadragesimo Anno” o chrześcijańskim ustroju społecznym z 1931 roku ganił liberalizm gospodarczy za to, że „okazał się niezdolnym do sprawiedliwego rozwiązywania kwestii społecznych”. Nie oznacza to wcale krytyki wolnego rynku, lecz stwierdzenie, że odrzucenie moralności prowadzi do patologii. Papież upominał, że moralność i gospodarka są wzajemnie powiązane. Katolik ma moralny obowiązek inwestowania nadwyżek kapitału w nowe miejsca pracy. A system gospodarczy państwa ma umożliwić ubogim żyć w dobrobycie, a nie barierami nie dopuszczać ich do rynku. Papież postulował, by płace pozwoliły robotnikowi utrzymać rodzinę i żonę niepracującą poza domem. Jednocześnie Pius XI pisał, że „Niesłusznym byłoby żądanie tak nadmiernych płac, żeby ich przedsiębiorstwo nie mogło dać bez popadnięcia w ruinę i - co za tym idzie – bez klęski dla samych robotników”. Płaca nie może być ani za duża, ani za mała. Papież konkludował, że wolny rynek nie może być ograniczany ingerencją państwa. Kapitalizm mają ograniczać normy moralne, sprawiedliwość i miłosierdzie. Papież w swej encyklice dostrzegał wady przymusowego korporacjonizmu, takie jak ograniczanie przez państwo wolności jednostek, biurokrację i upolitycznienie. Papież domagał się dobrowolnego korporacjonizmu zgodnego z dobrem publicznym, a nie przymusowego faszystowskiego. Dobrowolność takich zrzeszeń całkowicie mieściła się w rzeczywistości kapitalistycznej. Papież popierał także tworzenie ponadnarodowych związków gospodarczych, co odczytać można jako potępienie ceł i innych barier. Według Piusa XI liberalizm gospodarczy „sam z siebie nie zasługuje na potępienie”. Patologią jest gdy korzyści monopolizują przedsiębiorcy (korporacje) kosztem robotników i całego społeczeństwa. Papież krytykował zjawisko monopolizacji bogactwa i władzy przez menadżerów będących nie właścicielami, a niekontrolowanymi zarządcami. Z krytyką Ojca Świętego spotkało się też zjawisko uzależnienia społeczeństwa od despotycznych kredytodawców, oraz zjawisko monopolizacji niszczącej wolny handel. Papież Jan XXIII głosił że państwo ma tworzyć jednostce dogodne warunki do przedsiębiorczości, likwidować bariery, wspierać i ochraniać drobną własność i przedsiębiorczość, umożliwiać realizację praw i wolności. Jan XXIII głosił że własność jest gwarantem wolności, a wolność daje nam możliwość życia moralnego i miłosiernego. Papież odrzucał utopie na rzecz realizmu. W swej encyklice „Mater et magistra” potwierdzał ważność prawa prywatnej własności. Pisał, że państwo ma powiększać zakres wolności. Jan Paweł II w swoich encyklikach potępiał socjalizm i trzecią drogę. W encyklice „Centisimus annus” z roku 1991 nawoływał kraje postsowieckie do przyjęcia gospodarki wolnorynkowej. Przestrzega przed opieką państwa, która uzależnionych od niej demoralizuje. W encyklice „Sollicitudo rei socialis” z 1987 roku Jan Paweł II pisał, że prawo do indywidualnej inicjatywy gospodarczej jest wyrazem twórczej podmiotowości człowieka. Godności wywodzącej się z jego wolności. Papież Polak nawoływał do zasady pomocniczości i ograniczenia rządu. Papież głosił, że rynek daje wybór będący wyznacznikiem wolności niezbędnej dla zachowania ludzkiej godności. W swoich encyklikach pisał o niezbywalnym prawie do prywatnej inicjatywy gospodarczej, która jest wyrazem podmiotowości i godności człowieka. Dla Jana Pawła II wolność ekonomiczna była aspektem wolności ludzkiej. Wolny rynek był dla Jana Pawła II lepszy nie ze względu na swoja efektywność, ale ze względu na swój fundament moralny. Lewica i socjalizm Papież Pius IX w encyklice z 1864 roku „Quanta Hurra i syllabusie błędów” występował przeciw: socjalizmowi, nieograniczonej władzy państwa i jego przepisów, świeckiej państwowej edukacji i ograniczeniu praw Kościoła. Papież Pius IX ogłosił socjalistyczną naukę o społeczeństwie jako niezgodną z chrześcijaństwem. Uważał że nie da się pogodzić socjalizmu z chrześcijaństwem. Krytykował socjalizm za ateizm, negowanie różnic, nieograniczenie państwa, negowanie własności prywatnej będącej podstawą praw człowieka. Leon XIII w encyklice z 1878 roku „Quod apostolici muneris - o sekcie komunistów, socjalistów i nihilistów” pisał, że lewica chce „rozbicia fundamentów społeczeństwa cywilizowanego”. Między lewicowymi „przewrotnymi dogmatami i najczystszą nauką Chrystusa jest tak wielka niezgodność, że większa nie może być”. Papież zarzucał socjalizmowi, że niszczy rodzinę. Zakazywał sprzyjania lewicy i nakazywał przeciwdziałać jej postępom. W encyklice „Immortale Dei” - o państwie chrześcijańskim z 1885 roku pisał, że komunizm „kiedy się dorwie do władzy, objawia nieprawdopodobną i straszliwą brutalność i nieludzkość”. Papież potępiał bezczynność wobec zagrożenia komunizmem. Twierdził, że socjalizmu „nie da się pogodzić z dogmatami Kościoła katolickiego” i że „nie można być równocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą”. W „Rerum Novarum” z 1891 roku Leon XIII stwierdzał, że „Program socjalistów sprzeciwia się sprawiedliwości bo: „sprzeciwia się naturalnemu prawu posiadania, jakie człowiek ma z natury, będąc obdarzonym rozumem i wolną wolą”. Zdaniem papieża „Człowiek ma prawo posiadania ze względu na rodzinę” a program socjalistów sprzeciwiając się własności sprzeciwiał się prawom rodziny. Papież stwierdzał, że „socjaliści stawiają więc powszechną opiekę państwa w miejsce opieki rodzicielskiej, wykraczając przeciw sprawiedliwości naturalnej i rozprzęgają węzły rodzinne”. Papież uważał, że konsekwencją socjalizmu jest „zamieszanie we wszystkich warstwach społecznych, ciężka niewola i zawisłość nieznośna od państwa, wrota na oścież otwarte zazdrości, niezadowoleniu i niezgodzie, brak bodźca do talentu i pilności, więc zatamowanie źródła, z którego płynie bogactwo, wreszcie zamiast wymarzonej równości, jednakowy u wszystkich niedostatek i jednakowa nędza”. Dlatego też Kościół wskazywał „że nauka Pana Jezusa jest przeciwna błędnym naukom socjalistów”, Kościół nawoływał do walki z lewicą i odrzucenia socjalizmu. Walce z socjalizmem służyć miała społeczna, gospodarcza, edukacyjna i kulturowa działalność Kościoła. W encyklice „Graves de Communi – o demokracji chrześcijańskiej” Leon XIII głosił, że „wielki tkwi błąd w zasadach socjalizmu i wielkie stąd grozi niebezpieczeństwo już nie tylko dla dóbr doczesnych żywota, ale także dla moralności i religii” i dodawał, że „przynależność do socjalizmu różni się od chrystianizmu”. Leon XIII w swoim nauczaniu oskarżał socjalizm o to, że myli się co do natury człowieka i rzeczywistości. Potępiał socjalizm jako zagrożenie dla rodziny, za przynoszenie robotnikom więcej szkody niż pożytku przez pobudzanie ich do zazdrości. Papież potępiał teorie walki klas (gdyż społeczeństwo opiera się na wzajemnych zależnościach i współpracy). Papież nawoływał do przeciwstawienia się socjalistycznemu dążeniu do kolektywnej własności. Odrzucał idee równości przyjmując, że różnorodność wynika z natury. Papież Pius XI w encyklice „Quadragesimo Anno” z 1931 roku pisał, że socjalizm „doradza lekarstwo, które jest stokroć gorsze od choroby i ludzkość wtrąciła w większe jeszcze niebezpieczeństwo”. W encyklice „Divini Redemptoris - o bezbożnym komunizmie” z 1937 roku przypomina o prześladowaniach przez lewicę chrześcijan w ZSRR, Hiszpanii i Meksyku. Papież komunizm oskarżał o to, że niszczy on społeczeństwo i własność. Nazywa go fałszywą obietnicą. Przypominał że komunizm prowadzi rabunkową gospodarkę, odbiera ludziom wolność i godność, niszczy rodzinę, nacjonalizuje dzieci, kolektywowi przyznaje prawo eksploatacji jednostki. Media oskarżał o skrywanie prawdziwej natury komunizmu. Papież Jan XXIII odmawiał państwu prawa do ograniczania: wolności człowieka, prawa własności i prywatnej inicjatywy jednostek. Oskarżał socjalizm, że prowadzi do tyranii, ubóstwa i marginalizacji. Papież Jan Paweł II w swoich encyklikach potępiał socjalizm i krytykował jego fundamenty. Odrzucał ograniczenie prywatnej inicjatywy i zniewolenie. W „Sollicitudo rei socialis” z 1988 roku pisał, że socjalizm jest nie tylko niefunkcjonalny, ale i niebezpieczny, bo zniewala i upadla. W „Centesimus annus” z 1991 roku zarzucał socjalizmowi, że dehumanizuje człowieka zamiast traktować go jako samodzielny byt, obraz i dzieło Boga. Papież przypominał że katolicka zasada pomocniczości zakłada, że państwo nie może ingerować tam gdzie jednostka, rodzina, społeczeństwo same sobie dają radę. Podatki Katolicka nauka społeczna uznawała wysokie podatki za sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego i amoralne. Kościół nakazuje więc płacić tylko niskie podatki. Co oznacza, że nie jest grzechem unikanie płacenia wysokich podatków. Leon XIII w „Rerum Novarum” napisał że „państwo nie powinno obciążać poddanych nadmiernymi podatkami”, które są zbrodnią sprzeczną z naturą. Jan Bodakowski Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Tajemnica popularności Jana Pawła II

Postać Jana Pawła II na ogół budzi entuzjazm i pozytywne skojarzenia w środowisku katolików, ale nie tylko katolików. Zbliżająca się beatyfikacja, zaplanowana na 1 maja 2011 roku, to okazja by na pontyfikat "polskiego papieża" spojrzeć z różnych punktów widzenia. Zdecydowaliśmy się na publikację artykułu, który, choć pisany przez katolika, daleki jednak jest od postrzegania postaci Jana Pawła II wyłącznie w różowych barwach, a eksponującego wątki tego pontyfikatu, na które wielu katolików nie zwraca uwagi. Zapraszamy do dyskusji nie tylko w formie komentarzy pod tekstem, ale również do nadsyłanych artykułów związanych z poruszoną w nim tematyką. *  *  * W 1974 r. abp Fulton J. Sheen powiedział: «Żyjemy w epoce emocji. Nie kierujemy się już wiarą, nie kierujemy się już rozumem. Kierujemy się emocjami». Prawdziwości tych słów dowodzi bezprecedensowe emocjonalne wrzenie po śmierci Jana Pawła II. Jest czymś normalnym, że katolicy na całym świecie odczuwają smutek i modlą się za zmarłego papieża – jest to wyraz synowskich uczuć względem niego. Jednak histeria, jaka miała miejsce po śmierci Jana Pawła II, stanowczo wykraczała poza te ramy. Kardynałowie, biskupi, kapłani i wierni świeccy jednym głosem domagali się kanonizowania go jako „Jana Pawła Wielkiego”. Niekatoliccy politycy i przywódcy państw wychwalali go za jego humanitaryzm i otwarcie na inne religie. Był chwalony za sposób sprawowania władzy, za popularność wśród młodych, za podróże, poezję, dzieła. Był wychwalany za swój błyskotliwy styl, za to, że był taki ludzki, za swoją „teologię ciała”, za zrozumienie roli mediów, za ewangelizację, za charyzmę, za poczucie humoru. Bono – gwiazda muzyki pop – nazywał go „fajnym papieżem” i „najlepszym przywódcą, jakiego Kościół kiedykolwiek miał”. Jednak w tym zalewie emocji nie znalazłem nikogo wychwalającego zmarłego za to, co stanowiło przecież główny element jego posługi: niezachwianą wierność odwiecznemu nauczaniu i Tradycji Kościoła katolickiego. Nie słyszałem, by ktokolwiek wychwalał go za zachowywanie czystości doktryny i utrzymywanie dyscypliny w Kościele na całym świecie. Jan Paweł II nie był za to chwalony, ponieważ tego nie robił. Dla papieża porażka na tym polu oznacza całkowitą porażkę. To prawda, że Jan Paweł II zachował stanowisko Kościoła wobec święceń kapłańskich kobiet i celibatu duchowieństwa oraz wypowiadał się konsekwentnie przeciwko rozwodom, aborcji i eutanazji. Był znienawidzony przez liberałów za podtrzymywanie tego nauczania i trzeba mu to policzyć za zasługę. Jednak wśród niekończących się pochlebstw wypowiadanych pod jego adresem nikt chyba nie pokusił się o ocenę jego pontyfikatu pod względem tego, co jedynie się liczy: nieomylnej i niezmiennej wiary katolickiej. Opinie i wspomnienia o papieżu bazowały jedynie na emocjach i uczuciach. Istnieje wiele powodów, dla których Jan Paweł II był tak kochany przez współczesny świat. Główną przyczyną był moim zdaniem centralny aspekt jego „nowej ewangelizacji” – nowe podejście, będące w istocie odejściem od głoszenia trudnej prawdy, której nauczanie czyniło przedsoborowych papieży tak niepopularnymi. Zaprzestawszy głosić tę fundamentalną prawdę, mógł łatwo obcować z wyznawcami wszelkich religii, nie obawiając się specjalnie, że wywoła ich irytację czy niezadowolenie.

Nowe podejście

W dniu śmierci Jana Pawła II zadzwoniła do mnie pewna pani z Nowej Zelandii, przyjaciółka mojej rodziny. Pracuje ona w środowisku, w którym nieustannie styka się z muzułmanami i hinduistami. Gdy mówi tym niekatolikom, z całą delikatnością i miłością, że aby zbawić swe dusze, muszą się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła katolickiego, muzułmanie i hinduiści śmieją się z niej. „Twój papież w to nie wierzy – śmieją się, mając na myśli Jana Pawła II. – Twój papież tak nie naucza. Jego inicjatywy międzyreligijne wcale o tym nie świadczą. Twój papież modli się z dalajlamą i hinduistami, odwiedza meczety i całuje Koran. Nie postępujesz zgodnie z tym, czego naucza twój własny papież. Dlaczego mielibyśmy cię słuchać?”. Również dwóch moich znajomych katolików zostało wyśmianych w rozmowie z protestanckim pastorem, gdy przekonywali go, że aby osiągnąć zbawienie, musi stać się katolikiem. „Co? – odpowiedział. – Nie czytacie pism własnego papieża? On modli się razem z protestantami. Chwali Marcina Lutra jako człowieka «głęboko religijnego». Nazywa protestantów «uczniami Chrystusa». Nigdy nie mówi, że w celu osiągnięcia zbawienia trzeba zostać katolikiem”. „Brat” Roger z ekumenicznej wspólnoty Taizé, tak drogiej sercu Jana Pawła II, powiedział, że podczas papieskiej wizyty w Taizé 5 października 1986 r. papież zasugerował wspólnocie drogę „komunii”. Powiedział:
Poprzez wasze pragnienie, by stać się „pomostem”, pomożecie wszystkim, których spotkacie, pozostać wiernymi tradycjom ich denominacji, owocowi ich wychowania i wyborowi ich sumienia.
Jan Paweł II zachęcał więc protestantów, by pozostali wierni fałszywym naukom uroczyście potępionym przez Sobór Trydencki. Nic nie wspominał o potrzebie nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego. Dzień po śmierci Jana Pawła II Abraham Foxman z Ligi Przeciwko Zniesławieniu B’nai B’rith zwołał konferencję prasową, na której wychwalał zmarłego papieża za jego stosunek do narodu żydowskiego. Foxman mówił o Janie Pawle II:
Co najważniejsze, papież odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji i uznał szczególne więzi między chrześcijaństwem a narodem żydowskim, traktując judaizm jako żywe dziedzictwo i uznając wieczną ważność przymierza Boga z narodem żydowskim.
Foxman chwalił więc Jana Pawła II za odrzucenie prawdy zawartej w Piśmie św. i zdefiniowanej uroczyście przez Kościół – prawdy, że Nowe Przymierze zastąpiło i zdezaktualizowało Stare. Foxman cieszy się z głoszenia błędu, że wyznawcy współczesnej religii żydowskiej mają niezależne przymierze z Bogiem i że aby osiągnąć zbawienie, nie muszą uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani nawrócić się do Kościoła katolickiego. Chwali Jana Pawła II za obronę tego błędu. Po raz kolejny widzimy, na czym polegał sekret popularności Jana Pawła II w stosunkach ze światem i fałszywymi religiami, dlaczego był kochany przez rzesze i dlaczego otwierały się przed nim niemal wszystkie drzwi. Jan Paweł II był człowiekiem, który mówił mieszkańcom świata, że wszystko nagle się zmieniło, że „tryumfalizm” Kościoła należy już do przeszłości, że nie muszą nawracać się do Kościoła, aby zbawić swe dusze. Cechą charakterystyczną tego pontyfikatu było przemilczanie dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Nie jest to bynajmniej oznaka wielkości, ale uległości wobec ducha czasu. Jest to ustępstwo, jakiego żaden papież w historii nie mógłby dokonać bez lekceważenia prawd wiary.

Poza Kościołem nie ma zbawienia

Odchodzenie od nauczania, że poza Kościołem nie ma zbawienia, nie rozpoczęło się z pontyfikatem Jana Pawła II. Dogmat ten przez ostatnie stulecia był znienawidzony przez liberałów, a zwłaszcza przez ciemne siły masońskiego „oświecenia”. Apostata Jan Jakub Rousseau pisał: „Ktokolwiek by twierdził, że poza Kościołem nie ma zbawienia, powinien być wypędzony z granic państwa”. Dogmat ten był podkopywany słowem i drukiem przez liberalnych katolików XIX wieku, czego dowodem są powtarzające się potępienia obojętności religijnej ze strony XIX­wiecznych papieży. Modernizm odrzucał ten centralny dogmat naszej wiary, a teologowie neomodernistyczni w dekadach poprzedzających II Sobór Watykański usiłowali podważać tę prawdę na rozliczne sposoby. Dwoma najbardziej wpływowymi progresistami, szczególnie aktywnymi w tej dziedzinie, byli ks. Henryk de Lubac i o. Iwon Congar. Obaj byli rzecznikami „nowej teologii”, wedle której religia musi zmieniać się wraz z czasem. Obaj byli uważani przez przedsoborowych papieży za teologicznych dysydentów. Pisma i działalność obu były potępiane przez Święte Oficjum, kierowane przez kard. Ottavianiego. A jednak obu, razem z innymi liberalnymi teologami, podczas Vaticanum II i w okresie posoborowym uznano za tych, którzy wytyczają nowe kierunki, mimo że nie zmienili swych heretyckich poglądów. Młody biskup Karol Wojtyła z Polski solidaryzował się na soborze z tymi postępowymi teologami. Ks. Ludwik Nemec napisał w 1978 r. o Janie Pawle II: „Biskup Wojtyła zajmował na soborze stanowisko progresywne” i „współpracował z postępowymi teologami”. Lata później Jan Paweł II uczynił de Lubaca i Congara kardynałami, pomimo tego, że nigdy nie wyrzekli się swych heterodoksyjnych poglądów. De Lubac był żarliwym obrońcą panteistycznego ewolucjonisty Teilharda de Chardin. Tak więc Jan Paweł II nagrodził purpurowymi kapeluszami dwóch modernistycznych teologów, których przedsoborowe – a również posoborowe – pisma negują zasadę „poza Kościołem nie ma zbawienia”.

Konwergencja zastępuje konwersję

Przełomowym wydarzeniem, które doprowadziło do usunięcia tego dogmatu w cień, był II Sobór Watykański. To prawda, że nigdzie w dokumentach soborowych nie znajdziemy twierdzenia, iż „dogmat «poza Kościołem nie ma zbawienia» jest już nieaktualny”, jednak cały ekumeniczny duch Vaticanum II implikuje to na niezliczone sposoby, zwłaszcza poprzez rozmyślne używanie dwuznacznego języka w dokumentach soborowych. Po soborze katoliccy hierarchowie poprzez swe słowa i działania utrwalali fałszywe przekonanie, że ten centralny dogmat wiary należy już do przeszłości. Dokumenty Vaticanum II były, jak przyznają to sami ich autorzy, przygotowane zgodnie z nowym, ekumenicznym duchem. (...) W opublikowanej w 1966 r. książce Theological Highlights of Vatican II Józef Ratzinger napisał, że dokument soborowy Lumen gentium został rozmyślnie ułożony zgodnie z wytycznymi ekumenicznymi, by położyć fundament pod dekret o ekumenizmie. Ratzinger twierdził, że zgodnie z Lumen gentium
Kościół katolicki nie ma prawa do wchłaniania innych Kościołów (...) zasadnicza jedność Kościołów, które pozostają Kościołami, a jednak stają się jednym Kościołem – musi zastąpić ideę konwersji, mimo że konwersja zachowuje swoje znaczenie dla tych, którzy pragną jej, postępując za głosem sumienia.
Ks. Ratzinger napisał tę książkę podczas obrad Vaticanum II. Jako współpracownik Karola Rahnera był mocno zaangażowany w sporządzanie szkiców dokumentów soborowych, ma więc odpowiednie kompetencje, by nam wyjaśnić, jakie były prawdziwe intencje architektów soboru. Otóż twierdzi, że prawdziwą intencją autorów dokumentów było przedstawienie konwersji jako opcji. Niekatolicy nie muszą się nawracać do prawdziwego Kościoła dla osiągnięcia jedności wiary i zbawienia. Zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji z niekatolikami. Od czasu soboru wszystko postępuje wedle tej reguły: zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji. Również inny liberalny peritus (‘ekspert’) soborowy – o. Edward Schillebeeckx – wyrażał radość z modernistycznej orientacji II Soboru Watykańskiego. Jak powiedział: „Podczas soboru Kościół katolicki oficjalnie odrzucił postawę monopolisty na religię chrześcijańską”. Protestancki obserwator na soborze, dr Robert McAfee Brown, bardzo szybko docenił to nowe podejście. Dobrze znał tradycyjne – sprzeczne z protestantyzmem – katolickie nauczanie i otwarcie cieszył się z zaskakującej zmiany stanowiska podczas Vaticanum II. W swojej książce The Ecumenical Revolution (1967) wychwalał soborowy dekret o ekumenizmie:
Dokument ten pokazuje, jak nowe jest obecne podejście. Nie ma w nim już mowy o „heretykach i schizmatykach”, ale raczej o „braciach odłączonych”. Nie ma w nim już władczego żądania, by dysydenci pokutując powrócili do Kościoła, który sam pokuty czynić nie potrzebuje; zamiast tego znajdujemy w nim uznanie, że obie strony ponoszą winę za grzech podziału i muszą szukać przebaczenia u siebie nawzajem. Protestantów nie nazywa się już „sektą” czy bytem jedynie psychologicznym, [ale] uznaje się, że w ich życiu można odnaleźć część „rzeczywistości eklezjalnej”.
To rewolucyjne podejście do fałszywych religii słusznie potępiłby każdy papież przed Vaticanum II. Kościół katolicki zawsze traktował protestantów jako indywidualnych heretyków i nigdy nie uznawał ich za spójną grupę wyznaniową, ponieważ ich „kościół” czy też „wspólnota eklezjalna” jest w rzeczywistości fikcją. Grupa protestantów jest jedynie zbiorowiskiem osób, które są wewnętrznie przekonane o swym zbawieniu w Chrystusie. Nie stanowią oni Kościoła. We wrześniu 1868 r., na krótko przed I Soborem Watykańskim, papież Pius IX ogłosił publiczny list zatytułowany Iam vos omnes, skierowany „do wszystkich protestantów i innych niekatolików”. Nie zapraszał ich na sobór, ale zachęcał do potraktowania go jako okazji do nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła. Pius IX celowo zaadresował swój list „do wszystkich protestantów”. Zwracał się do nich jako do jednostek. Komentując ten tekst w 1959 r., wybitny amerykański teolog ks. prał. Józef Clifford Fenton wskazywał, że Pius IX wybrał te słowa umyślnie, ponieważ grupy protestanckie „nie są Kościołami chrześcijańskimi”, ale „zgromadzeniami heretyckimi”. Wyjaśnia to, dlaczego dr McAfee Brown cieszył się z nowego stanowiska Vaticanum II, wedle którego owe zgromadzenia heretyków nagle zaczęły być określane mętnym i nieokreślonym terminem „rzeczywistości eklezjalne”. Twierdzenie, że protestanci nie muszą „pokutując powrócić do Kościoła”, jest kpiną z nieomylnego dogmatu Soboru Florenckiego, wedle którego poza Kościołem nie ma zbawienia. (...)

Człowiek soboru

Posoborowe ekumeniczne błędy niepowstrzymanie szerzyły się podczas pontyfikatu Pawła VI, a jego nowa Msza stanowi ukoronowanie koncesji poczynionych wobec protestantyzmu. Nic nie wiadomo, żeby Jan Paweł I planował oczyszczenie Kościoła z ekumenicznej zarazy. Jeśli tak nawet było, to nie żył on dostatecznie długo, żeby tego dokonać. Gdy w październiku 1978 r. polski kardynał Karol Wojtyła został wybrany papieżem, każdy, kto miał oczy do patrzenia, wiedział, czego może oczekiwać. Od samego początku nowy papież demonstrował swoje zaangażowanie na rzecz reform Vaticanum II, a zwłaszcza ekumenizmu. W pierwszym przemówieniu Jan Paweł II nie mówił o swoim obowiązku obrony czystości doktryny katolickiej przeciwko licznym współczesnym błędom, jak to uczynił św. Pius X. 17 października 1978 r. nowo wybrany papież powiedział:
Słusznie więc sądzimy, że Naszym pierwszym obowiązkiem jest jak najbardziej sumienne staranie o wykonywanie dekretów, norm i wskazań tego powszechnego soboru; będziemy to czynić w sposób równocześnie roztropny i pobudzający, starając się zwłaszcza, by najpierw umocnił się właściwy sposób myślenia; trzeba bowiem, by umysły zestroiły się z soborem, zanim zaczną realizować w życiu to, co on ogłosił, i aby te sprawy, które w dziele soboru są – jak to się mówi – zawarte implicite, można było wydobyć i wyjaśnić w świetle tych doświadczeń, jakie już zostały dokonane, i postulatów, jakie w nowych okolicznościach zostały wysunięte.
Nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II dotrzymał danego słowa. (...) Dostosował swój 25­ letni pontyfikat do nowej, ekumenicznej doktryny, zgodnie z którą nawracanie niekatolików ustąpiło miejsca konwergencji z niekatolikami. Działalność Jana Pawła II na płaszczyźnie dialogu międzyreligijnego, szeroko opisywana na łamach „Catholic Family News” i innych periodyków, jest tego przekonującym dowodem. Spotkanie w Asyżu, podczas którego wyznawcy wszelkich religii razem modlili się o pokój, rzekomo współdziałając na rzecz polepszenia losu całego rodzaju ludzkiego – podobne przedsięwzięcia potępił wcześniej św. Pius X w swym liście przeciwko Sillonowi – jest doskonałą ilustracją pontyfikatu papieża Polaka. W październiku 1986 r., podczas pierwszego zorganizowanego przez papieża panreligijnego spotkania w Asyżu, katolicy, protestanci, prawosławni, żydzi, muzułmanie, czciciele węży, Indianie północnoamerykańscy i przedstawiciele innych religii zebrali się, by wspólnie modlić się o pokój. Przedstawiciele różnych religii stanęli obok Jana Pawła II, a ten widok przyczynił się w wielkim stopniu do utrwalenia głównego błędu naszych czasów, wedle którego zbawienie można osiągnąć dzięki praktykowaniu jakiejkolwiek religii. Podczas tego spotkania przedstawicieli różnych wyznań zachęcano do sprawowania ich własnych, fałszywych kultów. Muzułmanie wyśpiewywali chwałę fałszywego bożka Allaha; afrykańscy animiści w kolorowych szatach wzywali duchy drzew, by przyszły wesprzeć starania o pokój; amerykańscy Indianie sprawowali pogański obrzęd, zawodząc tubalnymi głosami przeciwko złym duchom i machając słomianymi wachlarzami niczym magicznymi różdżkami. Na sprawowanie fałszywych kultów zezwolono również w katolickich świątyniach. W kościele pw. Św. Piotra buddyści pod przewodem dalajlamy umieścili na tabernakulum figurę Buddy, okadzali ją i obracali przed nią swoje młynki modlitewne. Nawet kard. Oddi wyraził wtedy publicznie swoją dezaprobatę:
Tego dnia (...) spacerowałem po Asyżu (...) i widziałem w niektórych miejscach modlitwy prawdziwe świętokradztwa. Widziałem buddystów tańczących wokół ołtarza, na którym na miejscu Chrystusa został umieszczony Budda, okadzających go i oddających mu cześć. Pewien benedyktyn protestował i został usunięty przez policję. (...) Na twarzach katolików, którzy uczestniczyli w tej ceremonii, malowała się dezorientacja.

Duch Asyżu

O ile kardynał Oddi był przerażony odbywającymi się w Asyżu ekscesami, o tyle Jan Paweł II otwarcie demonstrował swą radość. Dwa miesiące później, w przemówieniu bożonarodzeniowym wygłoszonym do kardynałów, a opublikowanym na łamach „L’Osservatore Romano”, powiedział: „Dzień spotkania w Asyżu, w którym [świat ujrzał], jak Kościół katolicki wyciąga ręce do braci z innych wyznań, stanowił realizację deklaracji II Soboru Watykańskiego”. Papież nie postrzegał więc panreligijnego spotkania jako tragicznej nadinterpretacji Vaticanum II, lecz uznał je za godną najwyższego uznania, praktyczną realizację nauczania soboru. W swym wystąpieniu posunął się nawet do wychwalania tego wydarzenia jako drogowskazu na przyszłość:
Spotkanie w Asyżu może więc być traktowane jako wyrażona w sposób przystępny dla wszystkich katecheza, egzegeza czy też ilustracja tego, co w istocie oznacza (...) zaangażowanie na rzecz ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, tak gorąco zalecane i popierane przez II Sobór Watykański.
Kończąc przemówienie, Jan Paweł II zachęcał kardynałów, by postępowali dalej rozpoczętą przez niego drogą: „Pielęgnujcie w sobie ducha Asyżu jako przesłankę do nadziei na przyszłość”. (...) Postępując zgodnie z zaleceniem papieża, w ciągu kolejnych 18 lat kardynałowie i biskupi niestrudzenie szerzyli ducha Asyżu, co znalazło wyraz w niezliczonych przejawach aktywności panreligijnej. Jednym z ostatnich wydarzeń tego typu był międzyreligijny kongres w Fatimie w 2003 r., podczas którego ks. Jakub Dupuis nazwał „przerażającym tekstem” deklarację dogmatyczną Soboru Florenckiego: „poza Kościołem nie ma zbawienia”, spotykając się z aplauzem katolickiego w przeważającej mierze audytorium. Organizatorzy i mówcy, włączając w to przybyłego z Watykanu abp. Michała Fitzgeralda, motywowali organizację tej imprezy asyską inicjatywą Jana Pawła II. Duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że 5 maja 2004 r. ksiądz rektor Guerra pozwolił, by hinduistyczny kapłan czcił fałszywe bóstwa przy katolickim ołtarzu w sanktuarium fatimskim – a świętokradztwo to nigdy nie spotkało się z potępieniem ze strony Jana Pawła II. Nowa, panreligijna orientacja wywiera wpływ na życie nas wszystkich, ponieważ jej skutkiem jest fałszywy obraz Kościoła katolickiego. Po dekadach oddziaływania nowej, ekumenicznej religii, po latach oglądania zdjęć i filmów z coraz to nowymi festiwalami ekumenicznymi Jana Pawła II większość ludzi – niezależnie od tego, czy są katolikami, czy nie – traktuje ten panreligijny kierunek jako prawdziwe oblicze religii katolickiej. Nikomu nie przeszkadza, że był on w przeszłości wielokrotnie potępiany przez papieży, przede wszystkim przez Piusa XI w encyklice Mortalium animos. Duch Asyżu jest obecnie postrzegany jako prawdziwe oblicze katolicyzmu. To właśnie duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że muzułmanie i hinduiści wyśmiewają się z katolików pouczających ich, iż w celu osiągnięcia zbawienia muszą nawrócić się na prawdziwą wiarę – zarzucając im, że nie są posłuszni nauczaniu papieża. To właśnie dzięki tej nowej ekumenicznej orientacji ewangelicki pastor może twierdzić, że katolik nie jest wierny katolickiemu Magisterium, gdy przypomina protestantowi, iż aby zbawić swoją duszę, musi się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego. To właśnie dlatego żydowscy przywódcy religijni mogą dziś wyrażać zadowolenie z tego, że według Jana Pawła II nie muszą uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani przyłączyć się do jedynego Kościoła Chrystusowego. Na tym właśnie polega największe „osiągnięcie” Jana Pawła II. Udało mu się sprawić, że katolicy wiernie wyznający dogmat „poza Kościołem nie ma zbawienia” są dziś postrzegani jako szaleńcy. Dzięki rewolucyjnemu pontyfikatowi Jana Pawła II katolicy, którzy wierzą i praktykują to, czego nauczali Eugeniusz IV, św. Pius V, Grzegorz XVI, Pius IX, św. Pius X, Pius XI i Pius XII są traktowani jak grupka szaleńców o wątpliwej ortodoksji. Ci, którzy opierają się modernistycznej orientacji Jana Pawła II i pozostają wierni papieżom wszystkich wieków, są w wielu przypadkach oczerniani jako wrogowie wiary.

Jan Paweł II i koncepcja substytucji

Nauczanie Jana Pawła II o współczesnym judaizmie potwierdza to w sposób dramatyczny. Jest to jeden z najbardziej ewidentnych dowodów na brak ciągłości między nauczaniem polskiego papieża a doktryną głoszoną przez jego poprzedników na Stolicy Piotrowej. Współcześni Żydzi chwalą go, gdyż są w pełni świadomi głębi dokonywanych przez niego zmian. Ci, którzy opierają się temu nowemu nauczaniu, są piętnowani jako antysemici, jako niewierni nauczaniu II Soboru Watykańskiego czy – jak to ujęto na pewnej stronie internetowej – „ekstremalni zwolennicy teorii substytucji”. Na pierwszy rzut oka twierdzenie, że Jan Paweł II odrzucił naukę, iż Nowe Przymierze zastąpiło Stare, może wydawać się pochopne. To nie do pomyślenia, by papież mógł zanegować tak fundamentalną prawdę, tak jasno wyrażoną w Piśmie św. i doktrynie katolickiej. W kwestii absolutnej konieczności wyznawania wiary katolickiej do osiągnięcia zbawienia mamy przede wszystkim wyznanie wiary św. Atanazego, które zaczyna się od słów:
Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie.
Należy pamiętać, że wyznanie św. Atanazego było częścią publicznego kultu Kościoła. Przed Vaticanum II było recytowane podczas prymy w uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Żaden papież nie ma władzy stwierdzić, że to uroczyste wyznanie wiary nagle przestało obowiązywać. Doktryna „poza Kościołem nie ma zbawienia” została trzykrotnie zdefiniowana w sposób uroczysty. Najdobitniej i z największą mocą uczynił to Sobór Florencki za pontyfikatu Eugeniusza IV. Kościół stwierdził wówczas nieomylnie:
Święty Kościół Rzymski mocno wierzy, wyznaje i głosi, że nikt, kto nie jest w Kościele katolickim, nie tylko poganie, ale i żydzi, albo heretycy i schizmatycy, nie mogą dostąpić żywota wiecznego, lecz pójdą w ogień wieczny, „który zgotowany jest diabłu i aniołom jego” (Mt 25, 41), jeżeli przed końcem życia nie będą przyłączeni do niego [Kościoła]. (...) Nikt też, choćby nie wiedzieć jakie dawał jałmużny, a nawet przelał krew dla Imienia Chrystusowego, nie może być zbawiony, jeżeli nie wytrwa w łonie i jedności Kościoła katolickiego.
Prawdy tej nauczali papieże, doktorzy Kościoła oraz święci. W tym łańcuchu przekazu doktrynalnego nie ma żadnych przerw – jest to jedna i niezmienna doktryna głoszona od czasów apostolskich. Wedle stałego nauczania Kościoła, I Soboru Watykańskiego oraz Przysięgi antymodernistycznej papieżowi nie wolno zmienić żadnego elementu nauczania Kościoła, gdyż nie jest ono jego własnością. Nie jest też możliwe, by papież zmienił obiektywną prawdę wiary objawioną przez Boga. Żadnemu papieżowi nie wolno wyjaśniać nauki wiary w sposób odmienny od tego, co Kościół zawsze utrzymywał; musi on nauczać doktryny – wedle słów I Soboru Watykańskiego i Przysięgi antymodernistycznej – „w tym samym sensie i w tym samym rozumieniu”. Przez 2000 lat papieże wiernie nauczali doktryny „poza Kościołem nie ma zbawienia”, ponieważ wiedzieli, że jest to prawda pochodząca od Chrystusa i Apostołów. Jednym z XX­wiecznych dowodów na ciągłość tego nauczania jest katechizm św. Piusa X, w którym czytamy: „Poza prawdziwym Kościołem znajdują się: niewierni, Żydzi, heretycy, apostaci, schizmatycy i ekskomunikowani”. I dalej czytamy: „Nikt nie może dostąpić zbawienia poza Kościołem katolickim, apostolskim i rzymskim, podobnie jak nikt nie mógł uratować się z potopu poza Arką Noego, która była figurą Kościoła”.

Nowe Przymierze znosi Stare

O ile prawda wiary o konieczności przynależności do Kościoła katolickiego w celu osiągnięcia zbawienia jest jasna, o tyle konieczność nawrócenia Żydów do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego jest jeszcze bardziej oczywista. Nowy Testament nieustannie powtarza tę prawdę, a Kościół katolicki nauczał jej począwszy od pierwszego kazania św. Piotra, wygłoszonego w ranek Zielonych Świątek. Jest to nauczanie pochodzące bezpośrednio od Zbawiciela. Pan Jezus powiedział do Żydów: „Jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach waszych” (J 8, 24). W innym miejscu powiedział: „Badajcie Pisma, gdyż wam się zdaje, że w nich życie wieczne macie; a one są, które świadectwo dają o mnie, a do mnie przyjść nie chcecie, abyście życie mieli” (J 5, 39­­–40). Święty Piotr w swym pierwszym kazaniu publicznie napominał Żydów, którzy zgromadzili się, by go wysłuchać, że muszą przyjąć chrzest i stać się członkami prawdziwego Kościoła Chrystusowego (Dz 2). Nie powiedział im, że posiadają własne ważne przymierze, niezależne od Chrystusa. Komentując ten ustęp Pisma św., wybitny teolog amerykański ks. prałat Józef Clifford Fenton wskazywał, że św. Piotr nie kierował tych słów do ludzi niereligijnych – przemawiał do pobożnych Żydów, którzy przybyli z różnych części świata, żeby uczestniczyć w obrzędach religijnych w świątyni jerozolimskiej. A jednak powiedział pobożnym, mającym bez wątpienia dobre intencje Żydom, że religia Starego Przymierza nie może dać im zbawienia, że muszą przystąpić do Nowego Przymierza zrodzonego z krwi Jezusa Chrystusa, czyli do Kościoła katolickiego. Również Pismo św. naucza, że Stare Przymierze zostało zastąpione Nowym. Święty Paweł stwierdza wyraźnie, że Przymierze Chrystusa Pana „przedawniło poprzednie” (Hbr 8, 13). Nauka o zniesieniu Starego Przymierza przez Nowe należy do powszechnego i niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego. Jest to zdefiniowany artykuł wiary, w który katolicy mają obowiązek wierzyć. Uroczyste wyznanie wiary Soboru Florenckiego, sformułowane za pontyfikatu Eugeniusza IV, stwierdza:
Święty Kościół Rzymski (...) mocno wierzy, wyznaje i naucza, że to, co odnosi się do Starego Przymierza, prawa mojżeszowego, obejmującego różne obrzędy, ceremonie, ofiary i sakramenty, z tego powodu, iż zostały one ustanowione jako figury rzeczy przyszłych, choć były odpowiednie dla kultu Bożego tego czasu, jednak po przyjściu Zbawiciela, które zapowiadały, wygasły, a nastały sakramenty Nowego Przymierza. (...) Wszystkich więc, którzy po tym czasie przestrzegają obrzezania i szabatu oraz innych wymogów [starego] prawa [Kościół katolicki] ogłasza za odstępców od wiary chrześcijańskiej i niegodnych uczestnictwa w wiecznym zbawieniu, chyba że w przyszłości wyrzekną się swych błędów.
Jest więc jasne, że żaden papież, który pragnął zachować wierność prawdzie katolickiej, nie mógł zlekceważyć dogmatu opartego o Pismo św. Jednak po śmierci Jana Pawła II światowe media hałaśliwie powtarzały, że odrzucił on tę fundamentalną doktrynę, że ona już nie obowiązuje. Oto kilka przykładów: — Jak już wspomnieliśmy, Abraham Foxman z Ligi Przeciwko Zniesławieniu B’nai B’rith wychwalał Jana Pawła II za to, że „odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji”, innymi słowy – odrzucił katolicką naukę, że Nowe Przymierze Jezusa Chrystusa zniosło i zdezaktualizowało Stare. — Dziennik „The Jerusalem Post” opublikował artykuł pod tytułem Co pozostanie po najlepszym papieżu, jakiego Żydzi kiedykolwiek mieli?, również wychwalając Jana Pawła II za odejście od dotychczasowego nauczania Kościoła. — Nowe podejście do judaizmu zostało również docenione przez izraelskiego ambasadora w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Sergiusza Izaaka Minerbiego. Mimo że odniósł się on krytycznie do rzekomych prób „schrystianizowania [przez papieża] Holocaustu”, nie szczędził mu jednak pochwał:
Przez wieki Kościół twierdził, że jest prawdziwym Izraelem, będącym prawowitym następcą judaizmu. Tym większe znaczenie mają słowa wypowiedziane przez papieża na spotkaniu ze społecznością żydowską w Mainz 17 listopada 1980 r., podczas którego wyraził on swój szacunek dla „ludu Bożego, ludu Starego Przymierza, które nigdy nie zostało unieważnione przez Boga”.
— Podobnie „The Boston Globe” podkreślał „znaczące zaangażowanie Jana Pawła II w rozwój stosunków z narodem żydowskim”. „Mówił on o szczególnych związkach między Żydami a Kościołem oraz podkreślał, że Stare Przymierze nigdy nie zostało unieważnione. Jego słowa stworzyły dla teologów nowe możliwości, które nie zostały jeszcze w pełni zbadane”. — Dzień po śmierci Jana Pawła II ks. Dawid Maria Jaeger powiedział:
W badaniach opinii publicznej opublikowanych pod koniec roku pielgrzymki papieskiej do Ziemi Świętej (...) przeważająca większość ankietowanych Żydów wymieniała go jako najlepszego kandydata na naczelnego rabina Izraela!.
Jaki to smutny dzień dla Kościoła katolickiego – oto Wikariusz Chrystusa uważany jest za najlepszego kandydata na stanowisko naczelnego rabina – i to Izraela! (...) Żydzi nigdy nie wychwalaliby tak Jana Pawła II – nigdy nie traktowaliby go jako jednego z nich – gdyby powtarzał nauczanie św. Piotra, św. Pawła i Soboru Florenckiego o zastąpieniu Starego Przymierza przez Nowe.

Wypaczanie doktryny

Czy to jednak prawda? Czy Jan Paweł II rzeczywiście mówił takie rzeczy? Dla naszych czytelników pytanie to jest retoryczne. Odpowiedź brzmi – niestety, to prawda. Podejmując próbę uczynienia „jasnym” tego, co było „niejasne” w deklaracji Nostra ætate, podczas przemówienia wygłoszonego do społeczności żydowskiej w Mainz 17 listopada 1980 r. Jan Paweł II powiedział:
Pierwszym skutkiem tego dialogu, czyli spotkania ludu Starego Przymierza, Przymierza nigdy nie unieważnionego przez Boga, z ludem Nowego Przymierza, jest (...) dialog w obrębie naszego Kościoła, dialog pomiędzy pierwszą a drugą częścią jego Biblii. (...) Żydzi i chrześcijanie jako dzieci Abrahama są wezwani do tego, by być błogosławieństwem dla świata poprzez wspólne angażowanie się na rzecz pokoju i sprawiedliwości pomiędzy narodami. (...)
Te słowa cytuje się w wielu najnowszych dokumentach Kościoła jako argument na rzecz nowego, odrzucającego „substytucję” nauczania. W 1985 r. Watykan opublikował Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego. We wstępie do tego dokumentu proponuje się czytelnikom zwrócenie „szczególnej uwagi” na paragraf 3, „który mówi o judaizmie jako rzeczywistości aktualnej, a nie jedynie historycznej”. Gdy dochodzimy do paragrafu 3, widzimy, że Uwagi... powołują się na wspomniane przemówienie Jana Pawła II, w której papież mówi o „ludzie Bożym Starego Przymierza”, które „nie zostało unieważnione”. Sam Jan Paweł II w żaden sposób nie dał do zrozumienia, że wspomniany wyżej dokument zawiera nadinterpretację jego słów, co więcej – udzielił mu bezkrytycznego poparcia. 28 października 1985 r. powiedział:
Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego są dowodem na stałe zainteresowanie i zaangażowanie Stolicy Apostolskiej na rzecz odnowienia relacji pomiędzy Kościołem a narodem żydowskim.
Papież dodał, że Uwagi...
będą wielką pomocą w uwalnianiu naszego katechetycznego i religijnego nauczania od negatywnego lub błędnego wizerunku Żydów i judaizmu w kontekście wiary katolickiej.
Istnieją więc niezbite dowody na to, że opinie Żydów o Janie Pawle II są prawdziwe, a przytaczane przez nich wypowiedzi papieża można z łatwością odnaleźć w zaaprobowanych przez niego dokumentach. Jednak z kazania św. Piotra wygłoszonego w Zielone Świątki wiemy, że Stare Przymierze już nie obowiązuje, (...) że nie jest w stanie dać nam zbawienia. Ze słów samego Chrystusa Pana wiemy, że ci, którzy w Niego nie uwierzą, pomrą w swoich grzechach. Z Listu św. Jana wiemy, że ten, kto przeczy, iż Jezus jest Chrystusem – jest antychrystem. Z Listu św. Pawła do Żydów wiemy, że Nowe Przymierze unieważniło Stare. A nieomylny Sobór Florencki uczy nas, że Stare Przymierze wygasło wraz z ustanowieniem Nowego Testamentu przez Jezusa Chrystusa. Mamy więc pewność, że odrzucenie przez Jana Pawła II substytucji jest błędem, którego nie wolno nam akceptować ani pochwalać. Katolicy mają obowiązek stawiania oporu nowemu nauczaniu Jana Pawła II, ponieważ lekceważy ono Pismo św. i Tradycję. Pozostawia niekatolików w mroku ich błędów i pozbawia ich łaski uświęcającej oraz zagraża wiecznemu przeznaczeniu niezliczonej liczby dusz. Opierając się tej nowej doktrynie, postępujemy za nakazem Innocentego III, który nauczał, że jeśli papież odchodzi od powszechnego nauczania i zwyczajów Kościoła, „nie trzeba go [w tym] słuchać”. Św. Robert Bellarmin dodaje, że należy mu się również opierać.

Santo subito?

Dwa tygodnie przed podwójną beatyfikacją Piusa IX i Jana XXIII liberalny „Common­wealth” pisał:
Absurdalność tego wydarzenia pojmiemy, gdy uprzytomnimy sobie, że zarówno Jan XXIII, jak i Jan Paweł II zostaliby potępieni za swe idee i wypowiedzi, gdyby wygłaszali je za pontyfikatu Piusa IX.
Zaangażowanie Jana Pawła II na rzecz liberalnych reform II Soboru Watykańskiego z pewnością ściągnęłoby na niego potępienie Piusa IX. Jego pontyfikat skutecznie odwodzi współczesnych katolików od wierności nauczaniu jego poprzedników na tronie św. Piotra. Bardzo niewielu przedstawicieli mediów uznaje ten fakt, a ci, którzy to czynią, postrzegają go jako zjawisko pozytywne. Jednym z tych nielicznych był generalnie niezbyt przychylnie do Kościoła nastawiony Jakub Carroll, którego niedawny komentarz opublikowany na łamach „Time” skutecznie rozwiewa mit o rzekomym konserwatyzmie Jana Pawła II:
Być może uważacie, że Jan Paweł II był konserwatywnym papieżem, że jego pontyfikat cechowało ożywienie katolicyzmu i potępianie różnych przejawów liberalizmu. Pamięta się Jana Pawła II przede wszystkim jako papieża wzmacniającego struktury przeszłości.
Ten obraz jest nieprawdziwy. Jan Paweł II śmiało wspierał polityczną i teologiczną rewolucję w obrębie katolicyzmu. Był on – być może wbrew sobie – papieżem przełomu, papieżem, który dokonał dwóch radykalnych zwrotów: zmiany stosunku Kościoła do wojny oraz do narodu żydowskiego. Była to najbardziej doniosła zmiana w historii Kościoła i stanowi ona fundament pod przyszłe reformy, które mogą pójść dalej, niż papież przewidywał czy nawet pragnął. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jan Paweł II doprowadził do praktycznej realizacji tego, co zainicjowali jego poprzednicy, Jan XXIII i Paweł VI, na II Soborze Watykańskim.
Jakub Carroll postrzega rewolucję Jana Pawła II jako przejaw „dojrzewania” myśli katolickiej. Św. Pius X nazwałby to po imieniu: modernizmem w działaniu. Również Pius XII zaliczyłby Jana Pawła II do tych postępowych teologów, przed którymi ostrzegał w encyklice Humani generis, teologów, którzy „pomniejszają znaczenie konieczności przynależności do Kościoła w celu osiągnięcia wiecznego zbawienia”. Jak to jednak widzieliśmy podczas Mszy pogrzebowej Jana Pawła II, fakty te zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia w obecnej epoce sentymentalizmu i płytkiej uczuciowości. Duchowni i świeccy wierni wzywali do natychmiastowej kanonizacji (Santo subito!) polskiego papieża. Jednak skutków jego pontyfikatu w żaden sposób nie można nazwać budującymi. Józef (Joe) Sobran napisał:
Prawowierni katolicy zadają pytanie, czy jego pontyfikat należy uznać za sukces. Wydaje się, że Jan Paweł II zachował naiwną wiarę lat 60. w dialog ekumeniczny, niezależnie od tego, jak bardzo okazał się on bezowocny. Choroby, które wyniszczają Kościół od czasu II Soboru Watykańskiego (którego był on entuzjastycznym uczestnikiem) nie zostały uleczone – w dalszym ciągu mamy do czynienia z kryzysem liturgicznym, spadkiem uczestnictwa we Mszy św., degradacją katolickiej edukacji, wygłaszającymi heterodoksyjne opinie biskupami i heretyckimi teologami. Za jego pontyfikatu wybuchł też jeden z najgorszych skandali w historii Kościoła – ujawniono, że księża­homoseksualiści molestowali nieletnich chłopców. Jest to naturalny skutek dominacji homoseksualistów w amerykańskich (i prawdopodobnie nie tylko amerykańskich) seminariach, która narastała od lat 60., już przed pontyfikatem Jana Pawła II, wydaje się jednak, że nie miał on pojęcia, iż zjawisko to trwa nadal, i nie mógł uwierzyć w fakty, o których mu donoszono. Wszystko to nie wydaje najlepszego świadectwa o jego rządach.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Jan Paweł II spotkał się już ze swym Sędzią, który – wedle słów św. Piusa X – wymaga ścisłego rachunku z pełnienia urzędu papieskiego. Celem tego artykułu nie jest sąd nad duszą Jana Pawła II, ponieważ to należy jedynie do Boga. Niemniej katolicy są uprawnieni do osądzania słów i uczynków zmarłego papieża wedle jedynego istotnego w tym kontekście kryterium: według niezmiennej i nieomylnej wiary katolickiej wszystkich wieków. Oceniany wedle tego kryterium Jan Paweł II wypada źle, a udawanie, że jest inaczej, nie ma żadnego sensu. Modlimy się za jego duszę, jednak nie naśladujemy go w jego postępowych inicjatywach. Był papieżem, który dawał zły przykład. Jako katolicy mamy obowiązek unikania płytkich emocji i sentymentalizmu. Nie możemy chwalić papieża, który mówi wyznawcom fałszywych religii to, co chcą usłyszeć: że mogą znaleźć zbawienie, pozostając przy swych błędach. (...) Naszym obowiązkiem jest trzymanie się wyznania wiary św. Atanazego:
Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie.
Musimy się modlić, by przyszły papież podjął ryzyko narażenia się na niepopularność i ponownie pouczył katolików o tej fundamentalnej prawdzie wiary. Dobrym początkiem mogłoby być włączenie do przyszłej encykliki łagodnych, lecz mocnych słów wybitnego teologa, ks. Franciszka Connella:
Wystrzegając się negowania ekskluzywnego charakteru religii katolickiej, przy każdej nadarzającej się okazji należy pouczać wiernych, a uświadamiać niekatolików, że niezależnie od szlachetności ich intencji pozostający poza Kościołem są pozbawieni zwykłych środków zbawienia.
Jan Vennari
Tłum. Tomasz Maszczyk
Tekst ukazał się w miesięczniku „Zawsze Wierni”. Za „Catholic Family News”

Nie oczekujmy od papieża, że nam podpowie ustrój ekonomiczny

O zadaniach chrześcijanina w polityce z Prof. Michałem Wojciechowskim rozmawia Piotr Bryła Można śmiało stwierdzić - wielu ludziom polityka, a zwłaszcza politycy nie kojarzą się dobrze. Polityka jest dla nich synonimem brudu, kłamstw, zdrady przyjaciół i ciemnych interesów. Na pierwszy rzut oka wydaje się być sprzeczna z poważnym traktowaniem Ewangelii. Co Pan na to? Odpowiedź zależy oczywiście od tego, jak się politykę pojmie. Jeśli ma ona sprowadzać się do prób uzyskania monopolu władzy i podejrzanych biznesów, jak te hazardowe, będzie z Ewangelią sprzeczna. I taka jest znaczna część naszej polityki. Ale polityka powinna być czymś innym: służbą bliźnim poprzez udział w życiu publicznym. Wtedy jest realizacją Ewangelii, i to realizacją nieodzowną. Czy katolik musi zajmować się polityką? Czy nie może ograniczyć się do biernego udziału? Jedno z Jezusowych błogosławieństw wymienia „pokój czyniących”. Otóż biblijne pojęcie pokoju jest źle tłumaczone. Słowo szalom znaczy raczej pomyślność i dobrobyt. Chodzi więc o to, że dzieci Boże powinny zabiegać o pomyślność powszechną. Tej zaś bez rozwiązania problemów politycznych się nie da osiągnąć. Nie należy od służby bliźnim uciekać w duchowość. Natomiast formę tej służby należy dobrać do możliwości – nie każdy ma dane do czynnego udziału w polityce, choć każdy może zagłosować na uczciwszego i mądrzejszego. Przeważa jednak opinia, że mamy do wyboru tylko inteligentnych cwaniaków oraz uczciwych, ale głupich… I że po sprawdzeniu okazuje się, że cwaniacy wcale nie są tacy bystrzy, a głupi tacy uczciwi. Nie musi tak jednak być. W każdym razie uczciwość jest ważniejsza. Uczciwy może się dowiedzieć, co jest słuszne i to zrobić, inteligentny łobuz na pewno zaszkodzi. Notabene, gdy przy ostatnich wyborach mówiłem, że zagłosuję na uczciwszego, także zwolennicy mniej uczciwego zgadywali, o kogo chodzi. Skoro obserwuje Pan współczesny świat, proszę powiedzieć, które zasady Ewangelii i Kościoła katolickiego uważa Pan za najtrudniejsze – jeżeli chodzi o dochowanie im wierności w polityce? Chyba to, że sprawy Boże mają pierwszeństwo przed cesarskimi. Obecne państwa egzekwują bowiem od swoich funkcjonariuszy zasadę odwrotną, żądając posłuszeństwa złemu prawu. Powiedzenie „nie” może oznaczać nie tylko koniec kariery, lecz także utratę źródła utrzymania. Jeżeli tak wyglądają realia to czy w ogóle polityk może wykonywać swoje obowiązki zgodnie z wartościami chrześcijańskimi? Na pewno może, ale ponosi wtedy spore ryzyko. Jednakże każdy człowiek żyjący po chrześcijańsku naraża się na represje, a także na pogorszenie sytuacji materialnej i zniesławienie. Tak jest od starożytności. Wielu polityków prawicy powołuje się w swoich wypowiedziach na „wartości chrześcijańskie”. Czym one są według Pana? Są to wartości ludzkie, powszechne, ogłoszone i potwierdzone przez Boga w Piśmie Świętym: miłość, prawda; prawo do życia, do rodziny, do wolności, do godności, do posiadania rzeczy. Sprzeciwia się im odpowiednio wykorzystywanie ludzi, kłamliwa propaganda i obmowa, ludobójstwo, aborcja i eutanazja, porzucanie bliskich i zboczenia, zniewolenie przez władzę, wyśmiewanie tego, co dobre, wyzysk przez oszustwa i nadmierne podatki. Te wartości i wynikające z nich zachowania mają charakter ogólnoludzki można by rzec, że wynikają z prawa naturalnego - czy więc istnieje chrześcijańska polityka? Może raczej trzeba by mówić o polityce prowadzonej przez chrześcijan? Trafniej chrześcijańska: trafiają się bowiem niewierzący konserwatyści, którzy uważają, że trzeba budować społeczeństwo zgodnie z zasadami chrześcijańskimi, dając należyte miejsce religii i moralności. Jest też polityka chrześcijan, czczących bożki demokracji, biurokracji, socjalizmu, zupełnie niechrześcijańska. Po czynach i owocach poznamy ich. Polityków kierujących się swoją wiarą w polityce oskarża się o to, że mieszają dwa porządki: kościelny i świecki. Jak odeprzeć taki zarzut? A skąd wiadomo, że mają być rozdzielone? To co „świeckie”, czyli z tego świata, też pochodzi od Boga. Zarzut zacytowany jest też głęboko nielogiczny. Jeśli Bóg istnieje, należy mu podporządkować wszystko. Jeśli nie istnieje, nie ma powodu wydzielać religijności z życia ludzkiego, traktowanego jako zjawisko naturalne. Starożytni, traktujący religijność jako część natury ludzkiej i życia społecznego, nie wyobrażali sobie nawet oddzielenia polityki i religii. Plutarch zauważył, że państwo łatwiej zbudować w powietrzu niż bez religii. Może rację mają jednak zwolennicy państwa laickiego, którzy twierdzą, że chrześcijaństwo to prywatna sprawa i argumentów wiary nie można mieszać do publicznej debaty? Mamy tu dwa problemy. Po pierwsze, państwo laickie to propagandowy szyld, wiszący na antyreligijnym państwie totalitarnej biurokracji, która chce zająć miejsce Boga jako ostateczna wyrocznia i opiekuńcza wybawicielka. Państwo laickie ma sens, gdy jest państwem minimum, gdy ogranicza się do obrony narodowej i bezpieczeństwa obywateli, choć nawet wtedy winno respektować w prawodawstwie typowe dla danej społeczności przekonania moralne. Państwo nadopiekuńcze, zajmujące się prawie wszystkim, jak dzisiejsze, wkracza nieustannie na teren życia osobistego, moralnego i religijnego. Gdy do tego jest konsekwentnie świeckie, eliminuje religię z życia publicznego, co stanowi jawną dyskryminację obywateli wierzących i gwałt na ich przekonaniach. Druga sprawa. Chrześcijaństwo w ślad za św. Pawłem mniema, że można odkryć rozumem, co jest moralnie słuszne. Podpowiada to następującą metodę formułowania programu politycznego. Korzystając ze światła wiary, pokazujemy zarazem, że zasady proponowane są rozumniejsze i uczciwsze także w porządku naturalnym. Obrona życia ludzkiego jest zasadą etyki ogólnoludzkiej, a trzymiesięczne dziecko nienarodzone jest człowiekiem, choć na wcześniejszym etapie rozwoju. Szacunek dla własności zdobytej pracą, pomysłowością czy przez dziedziczenie jest i moralnie słuszny, i korzystny dla ogólnego dobrobytu. Itd. Czy polityk – katolik może przystępować do Komunii Świętej i równocześnie publicznie deklarować swoje poparcie dla aborcji, eutanazji, in vitro? Nie powinien. Jeśli ktoś odrzuca zasady Dekalogu i elementarną etykę, streszczoną w przykazaniu „nie zabijaj”, niech nie udaje chrześcijanina. Jest to bowiem obłudnik z rodzaju tych, których katolicyzm sprowadza się do odwiedzania biskupów krótko przed wyborami. Jak Pan ocenia - czy bliżej jest współczesnemu politykowi do władcy czy sługi? Oczywiście politycy w większości dążą do władzy i pieniędzy, a reszta to propaganda. Są jednak i tacy, którzy służą swojemu krajowi jak potrafią. Czy katolik może zdecydować się na „nieposłuszeństwo obywatelskie” wobec państwa, które narusza jego prawa naturalne dotyczące życia, wolności, rodziny czy własności? Jak funkcjonować w zetatyzowanym państwie? Nie tylko może, lecz nawet ma obowiązek. „Co Bożego, Bogu!”. Praw niemoralnych nie wolno przestrzegać ani stosować. Na dłuższą metę jedyną szansą jest zresztą powiedzenie biurokracji „nie!”. Politycy, zarówno deklarujący się jako wierzący (kierujący się wartościami chrześcijańskimi w polityce) jak i Ci niewierzący, chętnie nakładają nowe podatki daniny publiczne uzasadniając to solidarnością oraz potrzebą rozwiązania problemów społecznych. Czy takie postępowanie jest zgodne z Biblią oraz nauczaniem Kościoła Katolickiego? Są w Biblii krytyki wysokich podatków. Najwymowniejsza: Król umacnia kraj sprawiedliwością, a niszczy go uciskiem podatkowym (Księga Przysłów 29,4). O zdzierstwie podatkowym mówią też 1 Księga Samuela 8, 11-18; Jeremiasz 22, 13. 17-19. Zalecenia płacenia podatków dotyczą danin umiarkowanych: dziesięcina na rzecz świątyni i potrzebujących, rzymskie podatki cesarskie, w czasach Nowego Testamentu niezbyt wielkie (Marek 13, 17 i równoległe; List do Rzymian 13, 1-7). Z nauki Kościoła wspomnę encyklikę Leona XIII Rerum novarum, która uznała wysokie podatki za zamach na święte prawo własności („święte” oznacza tu pochodzące od Boga, a nie sakralne samoistnie). Ale i bez tych tekstów można stwierdzić, że wysokie podatki są formą kradzieży, gdyż dochodzi wtedy do nieuprawnionego zawłaszczania i marnowania owoców cudzej pracy przez aparat urzędniczy i nierobów. Niestety, politycy uchodzący za chrześcijańskich często się o to nie troszczą. Wśród polityków i intelektualistów odżyła podczas „kryzysu finansowego” dyskusja o ocenie właściwego dla chrześcijaństwa ustroju ekonomicznego. Czy patrząc przez pryzmat Pisma Św. można ocenić czy kapitalizm (wolny rynek) jest dobrym ustrojem dla katolików czy właściwa jest społeczna gospodarka rynkowa, czy może jeszcze inna forma? Kryzys został wywołany przez dwa czynniki: manipulowanie rynkami finansowymi i stopami procentowymi przez państwo amerykańskie oraz tolerowaniem przez nie bankierów, wypuszczających „instrumenty finansowe”, czyli papiery bez pokrycia. Na pewno nie na tym polega klasyczny kapitalizm. Nazwa kapitalizm odwraca jednak uwagę od istoty rzeczy, gdyż sugeruje dyktat i kult pieniądza. Tymczasem chodzi o ustrój moralny. Potrzebny jest więc ustrój oparty na szacunku dla cudzego dorobku, czyli na przykazaniu „nie kradnij”, oraz na wolności dysponowania tym, co się posiada. Co chciał nam przekazać w encyklice „Caritas in Veritate” Ojciec Św. Benedykt XVI? Czy było to zaproszenie do etycznego kapitalizmu czy propozycja nowego ustroju chrześcijańskiego? Nie oczekujmy od papieża, że nam podpowie ustrój ekonomiczny! Odczytuję encyklikę jako apel o ustrój moralny oraz przypomnienie, że w każdym ustroju trzeba się troszczyć o bliźnich. Sformułowanie tego apelu jest jednak dość ogólne. Encyklika Centesimu annus Jana Pawła II była pod tym względem konkretniejsza. Wracając do polityki chrześcijańskiej: jak ocenia Pan aktywność mediów katolickich? Czy spełnia ona oczekiwania świeckich? W dziedzinie prasy nie jest najgorzej. Powoli, ale skutecznie rozwijają się strony internetowe. Gnębienie „Gościa Niedzielnego” procesami to dowód, że pismo to spełnia swoje zadanie. Rośnie też jego sprzedaż. Są oczywiście dalsze podobnego i innego rodzaju pisma. Jeśli chodzi o telewizję i radio, dziś ważniejsze, problem polega na tym, że tort w postaci możliwości nadawania, a tym samym korzyści z rynku reklam, podzielono dwadzieścia lat temu między swoich. Radio Maryja, choć niedoskonałe, wyrwało z paszczy Lewiatana spory kęs, więc jest znienawidzone. Szansa na innego typu radio i telewizję została niestety zmarnowana przez powierzenie ich osobom nieodpowiedzialnym, dla których była to chwilowa okazja... Niestety Kościół instytucjonalny za mało rozumie znaczenie mediów w duszpasterstwie. Przykładem jest dystrybucja tylko jednego pisma w danej diecezji. Gdyby tę zasadę odrzucić i zaoferować trzy-cztery równolegle, w skali kraju ich łączna sprzedaż by znacznie wzrosła. Dziś jest przeważnie tak, że komu niezbyt opowiada tradycyjna „Niedziela”, nie może się przerzucić na „Gościa” czy zamknięte w Warszawie dynamiczne „Idziemy”. Nie widzę też zachęcania wiernych do dobrych stron internetowych. Wielu księży mówi o Radiu Maryja, ale większość nie. Co wzbudza Pana sprzeciw w Kościele Katolickim jako instytucji? Uleganie złym wzorom państwa. Tak zawsze było, więc nie myślę utopijnie, że to zjawisko da się wyeliminować, ale trzeba je ograniczać. Obecnie państwo jest zbyt rozbudowane, biurokratyczne; tu ważni funkcjonariusze, tam bierni i roszczeniowi obywatele. Ta zaraza przerzuca się i na duchownych, i na świeckich. Duchowni chcą się wszystkim zająć, a świeccy gderają. Jest Pan świeckim teologiem, co Pana zdaniem sprawia, że tak wielu młodych omija Kościół szerokim łukiem? Czy jest na to rada? Różne. Nasze błędy, działania przeciwników, zjawiska społeczne. Przy poprzednim pytaniu już zasygnalizowałem jedną z przyczyn. Następna, jak sądzę, to za mała troska o poziom intelektualny duchownych i świeckich, za mały udział katolików w kulturze, za słaby udział teologów w humanistyce, "gettowość", za niskie wymagania na studiach, które dają potem niedouczonych księży, nudzących na kazaniach, i katechetów, którzy słabo wypadają w zestawieniu z innymi nauczycielami, przecież nie najlepszymi, i nie potrafią przekonać krytycznej młodzieży. Lepiej by mieć mniej absolwentów, a lepszych. Teraz przyczyny zewnętrzne. Biurokratyczne państwo chce wyprzeć Kościół z życia publicznego, podporządkować ludzi sobie. O tym już mówiłem. Media z natury swojej konkurują z Kościołem, gdyż dążą do kierowania umysłami. Dlatego stale wprost lub pośrednio Kościół zwalczają, a siła to potężna. Młodsi nie mają doświadczenia z komuną, więc bezwstydną antychrześcijańską propagandę łykają gładko jak gęsi pokarm. Przyczyny obiektywne też są. Większość ludzi dopiero z wiekiem mądrzeje na tyle, by docenić wiarę. Sowieci stwierdzili, że do cerkwi chodzą tylko babuszki, więc religia zniknie. Po pięćdziesięciu latach komsomołki stały się jednak babuszkami… Mówię katechetom, by się nie zniechęcali oporną młodzieżą, bo ich uczniowie przypomną sobie religię za wiele lat. Z wiersza „Przy sadzeniu róż”: „…może już nie ujrzym kwiatu, ale sadźmy je dla innych…”. Druga przyczyna tego rodzaju to rosnący w obecnej kulturze indywidualizm. Ludzie młodzi unikają życia zbiorowego, w tym religijnego. Do Boga się zwracają, ale nie przez Kościół. Z jego strony powinna odpowiadać temu troska o kontakt indywidualny. Powtarzam, gdy tylko mogę: kolęda powinna trwać cały rok i polegać na godzinnej szczerej rozmowie w każdym domu. Mówię proboszczowi, głową kiwa, po czym zalicza kolędę w dwa-trzy tygodnie, a na dodatek chodzi z ministrantem. Jak więc mamy wychować młode pokolenie by w świecie konsumpcji i relatywizmu znowu doczekać się świętych polityków? Świętych powołuje Bóg, nie są oni owocem naszych zabiegów wychowawczych. Katon z uporem i skutecznie powtarzał w kółko, że Kartaginę należy zburzyć, więc powtarzajmy, że politykę należy podporządkować prawu Bożemu. Kto dla Pana jest autorytetem? Ludzki autorytet zawsze jest częściowy. Więc, choć nie lubię wielkich słów, odpowiem, że Słowo Boże w Piśmie Świętym głoszone w Kościele. Czy chrześcijaństwo ma przyszłość, czy jest skazane na wymarcie? Kto wierzy w Chrystusa, wie, że ma przyszłość. Jest też naturalny powód: bezbożność nie rozwiązuje problemów egzystencjalnych i moralnych. Nie oznacza to jednak, że chrześcijaństwo przetrwa w konkretnym kraju, jak Polska. Nie oznacza też, że zdobędzie większość. Ale potrzeba odwagi. Czy rozumiemy, że potężne gospodarczo i cywilizacyjnie Chiny nie mają religii odpowiedniej do ich pozycji w innych dziedzinach? Kiedyś w tej sytuacji było cesarstwo rzymskie… Teraz Chiny! Niestety, z racji wieku i małej muzykalności już się nie nauczę chińskiego. Dziękuję za rozmowę Rozmawiał Piotr Bryła *  *  * Prof. dr hab. Michał Wojciechowski (ur. 1953) – biblista, profesor Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego, ekspert Centrum im. Adama Smitha, przewodniczący Rady Programowej Fundacji PAFERE, pierwszy katolik świecki w Polsce, który został profesorem teologii. Napisał około 100 artykułów naukowych oraz 27 książek w większości z dziedziny biblistyki, kultury starożytnej i etyki społecznej m.in. „Etyka Biblii”, „Moralna wyższość wolnej gospodarki”, „Między polityką a religią”. Piotr Bryła – prawnik, analityk Instytutu Sobieskiego, publikował w tygodnikach i czasopismach naukowych.

Dwaj ludzie z Galicji

Śmierć zmarłego przed pięcioma laty Jana Pawła II stała się okazją do porównań dorobku intelektualnego zmarłego papieża z osiągnięciami Ludwika von Misesa. Porównanie takie jest jak najbardziej trafne, jako że obaj mieli ze sobą dużo wspólnego. Wiadomo dość dobrze, że ich życie ukształtowały doświadczenia związane z dwudziestowiecznym totalitaryzmem, mniej zaś, że swoją młodość obaj myśliciele spędzili w tym samym regionie Polski – zarówno Lwów, w którym przyszedł na świat Mises, jak i Kraków, gdzie większą część życia spędził Jan Paweł II, leżą w części Polski zwanej Galicją. Mises dorastał w czasach, kiedy u władzy pozostawali Habsburgowie, a Galicji nie objęła jeszcze fala przemian i modernizacji, która przetoczyła się przez Europę. Sam był zresztą dozgonnym przyjacielem Ottona von Habsburga. Wpływy rodziny cesarskiej były tu silne jeszcze niespełna dwa pokolenia później, gdy na świat przyszedł Jan Paweł II. W październiku 2004 r., w czasie uroczystości beatyfikacyjnych cesarza Karola w Rzymie, krążyła wiadomość, że papież Jan Paweł II, poprzednio kardynał Karol Wojtyła, ochrzczony został tym imieniem właśnie na cześć Karola Habsburga. (W momencie narodzin Jana Pawła II męczeństwo błogosławionego cesarza, zmagającego się z militarystami owej epoki, było już powszechnie znane. Wygnany cesarz zmarł dwa lata później.) Tak więc dwaj czołowi intelektualiści w dziedzinie nauk humanistycznych – Mises i Jan Paweł – wychowani zostali w atmosferze dominacji kultury katolickiej, arystokratycznej, a także nieco niedemokratycznej. Ich formacja intelektualna – odzwierciedlająca wielowiekowy wpływ scholastyków na myśl europejską – kontrastowała z tendencjami modernistycznymi panującymi w Europie w czasach, kiedy najpopularniejszym filozofem Niemiec był wciąż Hegel. W Austrii i w Austro-Węgrzech w chwili poprzedzającej wybuch I wojny światowej dominowały wtedy idee arystotelesowskie. Zarówno Mises, jak i Jan Paweł budowali swoje filozofie na osobie ludzkiej, co widać chociażby po tytułach ich najważniejszych prac Misesa: "Human Action" ("Ludzkie działanie") i Jana Pawła "Osoba i czyn" (tytuł anglojęzyczny The Acting Person można przełożyć jako „Człowiek działający”). Obaj myśliciele kładą w swoich pracach niezwykle silny nacisk na świętość i centralną pozycję jednostki. Różnica między nimi polega na tym, że Jan Paweł szerzej przedstawia fundamenty filozoficzne ludzkiego działania (i jak to działanie wpływa na zrozumienie przez nas, jako jednostek, tego, co to znaczy być człowiekiem.) Przedmiot zainteresowań Misesa jest natomiast węższy, jako że chce on wytłumaczyć jedynie istotę ludzkiego działania. Tym niemniej wysiłki obu intelektualistów uzupełniają się wzajemnie, odzwierciedlając podobne podejście do nauk społecznych. Ich prace podkreślają znaczenie ludzkiej wolności, a także społeczną szkodliwość nadmiernej centralizacji i biurokracji. Każdy z nich, na swój sposób, poświęcił swe życie ochronie i rozwojowi cywilizacji. Ich działalność ma charakter naukowy, z naciskiem na tradycyjną metafizykę i prawo naturalne. Żadnego z nich nie można uznać za utylitarystę w Benthamowskim sensie, co wymagałoby obiektywnego pomiaru użyteczności. Aprioryczna metoda Misesa była podejściem Starej Europy, przeciwnym tendencjom centralistycznym końca XIX w. i wieku XX. Było to podejście prawdziwie radykalne. Jego zamiar polegał na sprowadzeniu pozytywnych nauk społecznych do ich oryginalnych, antyutylitarystycznych korzeni. Tym bardziej, że działo się to w czasie, kiedy nauka i państwo połączyły się w fałszywej nadziei osiągnięcia pokoju i rozwoju ludzkiego. W chwili publikacji "Ludzkiego działania" podejście to uważane było już za anachroniczne, zaś większość literatury głównego nurtu ekonomii skupiała się na tym, jak najskuteczniej manipulować człowiekiem, by osiągnąć cele zamierzone przez państwo. W literaturze tej osoba ludzka stała się jedynie ekonomicznym odczynnikiem na szalce Petriego nauk społecznych. Tradycje Irvinga Fishera, Johna Maynarda Keynesa, Paula Samuelsona i Miltona Friedmana cementowały ideę, w myśl której głównym celem istnienia ekonomii jest formułowanie polityki państwa. Historię tę dobrze dzisiaj znają studenci austriackiej szkoły ekonomii. Jest raczej mało prawdopodobne, by przyszły papież nie zapoznał się z pismami Misesa w 1969 r., kiedy wydawał "The Acting Person", chociaż nie ma na to żadnego dowodu. Tak czy inaczej, podobieństwa w filozoficznym podejściu odzwierciedlają ich geograficzne i kulturowe wpływy. Wiele kwestii może zachwycić austriaków w filozoficznych pismach przyszłego Jana Pawła II. Oto kilka cytatów z książki Osoba i czyn, które odzwierciedlają ten punkt widzenia. „Stajemy bowiem na stanowisku, że czyn jest szczególnym momentem danym w oglądzie – czyli doświadczeniu – osoby. Oczywiście, że doświadczenie to jest zarazem ściśle określonym zrozumieniem. Jest to ogląd intelektualny, dany na gruncie faktu «człowiek działa» w całej jego niezliczonej częstotliwości […] Fakt «człowiek działa» w swej pełnej doświadczalnej zawartości pozwala się w ten sposób zrozumieć: pozwala się mianowicie zrozumieć jako czyn osoby”. „Czyn niewątpliwie jest działaniem. Działanie odpowiada różnym działaczom. Jednakże takiego działania, które jest czynem, nie możemy stanowczo przypisać żadnemu innemu działaczowi – tylko osobie. W tym ujęciu czyn zakłada osobę. Takiego ujęcia trzymano się w różnych dziedzinach wiedzy, która miała za przedmiot działanie ludzkie – w szczególności trzymało się tego ujęcia w etyce. Była ona i jest nauką o czynie, który zakłada osobę: człowieka jako osobę”. „Czyny są szczególnym momentem oglądu, a więc doświadczalnego poznania osoby. Stanowią niejako najwłaściwszy punkt wyjścia zrozumienia jej dynamicznej istoty”. „Jeżeli zaś chodzi o jej strukturę – określana tutaj stale poprzez samoposiadanie i samopanowanie – to w strukturze takiej z pewnością mieści się samoodpowiedzialność. Jeżeli człowiek jako osoba jest tym, który sam siebie posiada i sam sobie panuje, to także dlatego, że zarówno sam za siebie odpowiada, jak też poniekąd sam przed sobą odpowiada. Taka struktura osoby, jak to już wcześniej zaznaczono, wskazuje na swoistą złożoność człowieka-osoby. Jest on bowiem równocześnie tym, kto posiada – i tym, kto jest przez siebie posiadany, tym, kto panuje – i tym, komu ów panujący panuje. Jest także tym, kto odpowiada – i także tym, za kogo i przed kim odpowiada ten, kto odpowiada”. „Człowiek bowiem nie tylko «z natury» bytuje wspólnie z innymi i musi też wspólnie z innymi działać, ale może w działaniu i bytowaniu «wspólnie z innymi» osiągać właściwą sobie dojrzałość, która jest zarazem istotną dojrzałością osoby. Dlatego też każdemu człowiekowi trzeba przyznać zasadnicze prawo do działania, czyli wolność czynu, który spełniając, osoba spełnia zarazem siebie”. Mises i Jan Paweł II są słusznie zaliczani do najważniejszych myślicieli XX w. Obaj koncentrują się na ludzkiej osobie. To zainteresowanie prowadzi Jana Pawła do uzyskania wiedzy o istnieniu i znaczeniu samoposiadania dla pełni życia, a Misesa – do uzyskania wiedzy na temat ekonomii i cywilizacji, jak również kosztów interwencjonizmu i wojny. Ten przedmiot badań skłania ich do krytyki systemów społecznych, które krępują ludzką wolność, by mogły funkcjonować. Doświadczenie totalitarnych reżimów przez każdego człowieka prowadzi do wniosku, że systemy społeczne istnieją dla ludzi, a nie człowiek dla nich. Jan Paweł napisał najbardziej prorynkową encyklikę w historii Kościoła katolickiego, otwarcie opowiadając się za ekonomią rynkową. Nie jest również zaskoczeniem, że jego publiczne wypowiedzi potępiające inwazję Stanów Zjednoczonych na Irak brzmią tak, jakby pochodziły z 34 rozdziału "Ludzkiego działania" („Ekonomia wojny”). Z całą pewnością Mises poddałby krytycznej ocenie personalizm Jana Pawła, ale Jan Paweł nie był austriackim ekonomistą. Obaj jednak mieli głębokie przekonanie o potrzebie ochrony własności prywatnej, egzekwowania umów i niezbędnej zależności między handlem i cywilizacją. To niezwykłe, że dwaj ludzie z Galicji, z których jeden był Żydem-agnostykiem, a drugi katolickim prałatem, wnieśli znaczący wkład do sprawy ludzkiej wolności w XX w. Można mieć nadzieję, że mieli szansę się spotkać. Christopher Westley Tłum. Jan M. Fijor Christopher Westley jest profesorem ekonomii na Jacksonville State University. Tekst ukazał się w kwietniu 2005 r. na stronie www.mises.org , a obecnie stanowi wstęp do książki o. Jacka Gniadka "Dwaj ludzie z Galicji. Koncepcja osoby ludzkiej według Ludwiga von Misesa i Karola Wojtyły".

Mises w Kościele

Ukazała się właśnie nowa książka o. Jacka Gniadka SVD - „Dwaj ludzie z Galicji. Koncepcja osoby ludzkiej według Ludwiga von Misesa i Karola Wojtyły”. Jest ona teologiczno-moralnym studium koncepcji osoby ludzkiej u Ludwiga von Misesa, przedstawiciela austriackiej szkoły ekonomii, z punktu widzenia społecznej nauki Kościoła. Nauczanie to zostało zdominowane przez myśl Jana Pawła II, spod którego pióra wyszła najbardziej prorynkowa encyklika społeczna Centesimus annus. Austriacki ekonomista i papież byli głęboko przekonani, że ludzka godność realizuje się w wolnym działaniu. Ostatecznie – co nie było pierwotnym zamierzeniem autora – otrzymaliśmy pracę, w której analizie poddano twórczość dwóch wielkich myślicieli XX w. pochodzących z Galicji. Książka powstała w oparciu o rozprawę doktorską z teologii moralnej pt. "Człowiek i jego działanie w przestrzeni społeczno-ekonomicznej u Ludwika von Misesa – przedstawiciela austriackiej szkoły w ekonomii. Studium teologiczno-moralne", napisanej pod kierunkiem ks. prof. dr hab. Pawła Góralczyka SAC na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (2009). J. Jacek Gniadek SVD - "Dwaj ludzie z Galicji. Koncepcja osoby ludzkiej według Ludwiga von Misesa i Karola Wojtyły" Wydawnictwo Fijor Publishing, Warszawa 2011, s. 335. Książkę zamówić można w księgarni internetowej Multibook.pl...

Jesteśmy znów na wirażu historii

Usunięcie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego na dzień przed rocznicą inwazji ZSRR na Polskę jest zniewagą nie tylko 96 ofiar katastrofy smoleńskiej, ale również zniewagą dla oficerów poległych w Katyniu i sprzeniewierzeniem nauki papieża Polaka. Jan Paweł II na wzgórzu "Kaplicówka" w Skoczowie w 1995 roku powiedział m.in.: ..."Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji, w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia."... W 1995 roku, to była jedyna nieoficjalna wizyta biskupa Rzymu w Polsce, bo Karol Wojtyła przyjechał tak przy okazji wizyty w Czechach i na Morawach. Przybył tylko na 10 godzin właściwie do swoich korzeni, bo wtedy było to jeszcze województwo bielskie, w skład którego wchodziły zarówno Cieszyn, Bielsko-Biała i Skoczów, jak i Oświęcim, Wadowice i Sucha Beskidzka. Rodzice Karola Wojtyły pochodzili z Bielska, a jego brat umarł w Bielsku jako lekarz niosący pomoc chorym. Ostatnią wizytację jako biskup krakowski dokonał Karol Wojtyła w 1978 roku w Parafii w Białej, która należała jeszcze wtedy do diecezji krakowskiej. W historii Kościoła w Polsce papież Jan Paweł II dokonał nowej nobilitacji hasła Bóg, Honor Ojczyzna, a w historii kościoła Podbeskidzia, utworzył nową diecezję - bielsko-żywiecką. Warto zacytować następne zdanie z pamiętnej homilii: ..." W dniu dzisiejszym dane mi jest przebywać w Skoczowie, na ziemi śląskiej, na terenie nowej diecezji bielsko-żywieckiej. Tu właśnie, w Skoczowie, przyszedł na świat św. Jan Sarkander, kapłan i męczennik, którego życie związało się zarówno ze Śląskiem Cieszyńskim, jak też i sąsiednim Ołomuńcem na Morawach. Dlatego czcimy go jako patrona Śląska i Moraw. Poniósł śmierć męczeńską jako proboszcz w Holeszowie. Żył w trudnym okresie poreformacyjnym, kiedy społeczeństwa Europy rządziły się nieludzką zasadą: cuius regio eius religio, w imię której to zasady panujący - gwałcąc podstawowe prawa sumienia - narzucali przemocą własne przekonania religijne swoim poddanym."... Wkrótce potem Jan Paweł II wypowiedział zdania, które dzisiaj są nadal aktualne: ..."Świadectwo męczenników jest dla nas zawsze jakimś wyzwaniem - ono prowokuje, zmusza do zastanowienia. Ktoś, kto woli raczej oddać życie, niż sprzeniewierzyć się głosowi własnego sumienia, może budzić podziw albo nienawiść, ale z pewnością nie można wobec takiego człowieka przejść obojętnie. Męczennicy mają nam więc wiele do powiedzenia. Jednak przede wszystkim oni pytają nas o stan naszych sumień - pytają o naszą wierność własnemu sumieniu."... ...."Nasza Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia! Być człowiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło,".... Zachęcam wszystkich do zapoznania się z całą homilią Jana Pawła II, wygłoszoną w Skoczowie w 1995 roku, a teraz przytoczę jeszcze cytat, który można byłoby określić proroctwem aktualnych sporów toczących się w naszym kraju: ....."Na naszej polskiej ziemi krzyż ma długą, już ponad tysiącletnią historię. Jest to historia zbawienia, która wpisuje się w historię tej wielkiej wspólnoty ludzkiej, jaką jest naród. W okresach najcięższych dziejowych prób naród szukał i znajdował siłę do przetrwania i do powstania z dziejowych klęsk właśnie w nim - w Chrystusowym Krzyżu! I nigdy się nie zawiódł. Był mocny mocą i mądrością Krzyża! Czy można o tym nie pamiętać?! Przychodzą mi w tym momencie na pamięć słowa, które wypowiedziałem na Błoniach krakowskich w czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w r. 1979. Upłynęło od tego momentu szesnaście lat, a aktualność tamtych słów ciągle rośnie. Mówiłem wtedy: "Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale - pytanie zasadnicze: czy wolno? I: w imię czego «wolno»? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć «nie» temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło". Dzisiaj, kiedy Polska kładzie podwaliny pod swój wolny i suwerenny byt - po tylu latach doświadczeń totalitaryzmu - trzeba te słowa przypomnieć. Trzeba po szesnastu latach zrobić w ich świetle dogłębny rachunek sumienia: Dokąd idziemy? W którą stronę podążają sumienia? Drodzy Bracia i Siostry - drodzy Rodacy! Na tym wielkim wirażu ojczystej historii, kiedy decyduje się przyszły kształt Rzeczypospolitej, papież - wasz rodak, nie przestaje was prosić, abyście to dziedzictwo Chrystusowego krzyża na nowo z wiarą i miłością przyjęli. Abyście krzyż Chrystusa na nowo, w sposób wolny i dojrzały wybrali, tak jak wybrał go kiedyś św. Jan Sarkander i tylu innych świętych i męczenników. Abyście podjęli odpowiedzialność za obecność krzyża w życiu każdego i każdej z was, w życiu waszych rodzin i w życiu tej wielkiej wspólnoty, jaką jest Polska. Brońcie go!"... Od 10 kwietnia 2010 roku znowu jesteśmy na wirażu historii, a jednak te właśnie twarde słowa Jana Pawła II, są obecnie pomijane zarówno przez publiczną telewizję jak i media komercyjne oraz przez cały chór polityków, szermujących hasłami "tolerancji i europejskości" tak, jakby zapomniano, że papież Polak też był europejczykiem. Co w naszych przywódcach pozostało z tych wspaniałych nauk biskupa Karola Wojtyły i papieża Jana Pawła II? Rajmund Pollak Foto. PSz

Kardynał Dziwisz opóźnia beatyfikację?

Jak podaje Dziennik.pl... "Proces beatyfikacyjny Jana Pawła II napotkał poważne trudności i opóźnia się - donosi włoski tygodnik "Panorama". Powodem jest fakt, że kardynał Stanisław Dziwisz nie udostępnił komisji prywatnych notatek papieża. Brakuje też zeznań jednego z kluczowych świadków. Watykanista tygodnika Ignazio Ingrao napisał o "niepokojących szczegółach, rzucających cień na proces beatyfikacyjny". Według jego informacji, wśród zeznań około 120 świadków kolejnych etapów życia polskiego papieża brakuje świadectwa jednego z jego najbliższych współpracowników - byłego watykańskiego sekretarza stanu kardynała Angelo Sodano. Włoski watykanista twierdzi, że odmówił on złożenia zeznań. Tym samym - zauważa - w "rekonstrukcji życia Jana Pawła II" brakuje relacji o decydującym znaczeniu. Jako kolejny "cień" Ingrao wymienia kłopoty komisji historycznej, kierowanej przez księdza Michała Jagosza. Jak stwierdza, komisja ta nie mogła przestudiować wszystkich dokumentów, będących w posiadaniu kardynała Stanisława Dziwisza. "Panorama" przypomina, że w swym testamencie Jan Paweł II nakazał spalić wszystkie swe osobiste notatki, jednak jego były sekretarz tego nie zrobił. Archiwum, przeniesione z Rzymu, nie zostało do tej pory nawet zinwentaryzowane - utrzymuje tygodnik. Według watykanisty kardynał Dziwisz nie umożliwił ekspertom wglądu w te osobiste materiały. " Źródło: www.dziennik.pl