Tag Archives: Jarosław Gowin

PiS ma swoich wolnościowców, czyli porozumienie z braku nadziei

PiS ma swoich wolnościowców, tak jak PO miała swoich socjaldemokratów czy narodowców, a sanacja – ludowców czy socjalistów. Dla opozycji to poważne ostrzeżenie: jej czas może jeszcze długo nie nadejść.

Macierewicz wiedział, że Gowin jako szef MON to blef

Poznaliśmy dziś skład nowego rządu. Dziennikarze o mentalności TVN-owskiej wiją się w konwulsjach, że w jego składzie znalazł się Antoni Macierewicz. I to jako szef jednego z najważniejszych resortów.

Antoni Macierewicz o prawie do broni i bieżącej polityce – „Gowin? Tak, słyszałem”…

Antoni Macierewicz, poseł PiS, spotkał się 22 października 2015 roku z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego. Rozmawiano nie tylko o zbliżających się wyborach.

Jarosław Gowin: Chcemy być bardziej skuteczni niż Janusz Korwin-Mikke

Wystawimy kandydatów do wszystkich czterech nadchodzących wyborów, a w razie porażki się nie poddamy bo jesteśmy ludźmi zahartowanymi. Stawiamy na wolność, przedsiębiorców i rodzinę. Nie zgadzamy się także z opresyjnością państwa – mówi portalowi tocowazne.pl Jarosław Gowin, lider ugrupowania Polska Razem.
Tocowazne.pl: Dlaczego zakłada Pan partię? Jarosław Gowin: Bo na polskiej scenie politycznej nie ma ugrupowania na prawdę wolnorynkowego. Te hasła od dawna głosi wprawdzie Janusz Korwin-Mikke, ale kolejne wcielania Unii Polityki Realnej nie mogą przebić się w wyborach do parlamentu. Myślę, że nasze ugrupowanie Polska Razem ze swoim programem, gdzie kładziemy nacisk na wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw, na wyrównywanie szans polskiego kapitału w konkurencji z zagranicznym stwarza nadzieję, że przedsiębiorcy będą mieć wreszcie swoją polityczną reprezentację. Ale czy chodzi Państwu wyłącznie o wolny rynek i wolność gospodarowania, czy też o szerzej rozumianą wolność, rozumianą jako zaufanie do jednostki? Dokładnie tak. Trzeba jednak pamiętać, że wolność gospodarcza jest fundamentem wolności człowieka. A obserwujemy obecnie szeroką ingerencję państwa nie tylko w gospodarkę. Polskie państwo jest coraz bardziej opresyjne – nazwałbym to miękką opresją nadopiekuńczej administracji. Najlepszym tego przykładem jest prawo rodzinne, które coraz głębiej ingeruje w życie polskich rodzin. Tegoroczna sprawa rodziny państwa Bajkowskich z Krakowa, którym sąd odebrał dzieci na podstawie wielce wątpliwych przesłanek, dowodzi że posuwa się to bardzo daleko. Ta spawa powinna być ostatnim dzwonkiem alarmowym, by ograniczyć możliwość ingerowania przez państwo w wewnętrzne spawy rodzin. Co ma pan do zaoferowania małemu i średniemu biznesowi w pierwszej odsłonie pana programu? Po pierwsze – ograniczanie sprawozdawczości. Rozpocząłem nad tym zagadnieniem prace jeszcze jako minister sprawiedliwości. Mieliśmy plan by ograniczyć te obowiązki o 20 proc. Oznaczałoby to likwidację około 1 tys. takich sprawozdawczych obowiązków. Po drugie? Konieczne jest uproszczenie systemu podatkowego. Obecny jest zupełnie nieczytelny, podatnicy są poddawani bardzo arbitralnym interpretacjom ze strony urzędu skarbowego. Co dalej? Wprowadziłbym, to po trzecie, zasadę domniemanej zgody – administracja miałby 60 dni by odpowiedzieć podatnikowi, obywatelowi, przedsiębiorcy w ich sprawie. Brak odpowiedzi byłby jednoznaczny z odpowiedzią pozytywną. Jeszcze coś? Po czwarte wreszcie trzeba zmienić ustawę o zamówieniach publicznych. Obecne przepisy  nie stoją na straży jakości usług, ani nie dają polskim przedsiębiorstwom równych szans w konkurowaniu w dużych przetargach. Drugi filar państwa programu to rodzina. Dlaczego tak dużą wagę przykładacie do tego zagadnienia? Rodzina jest podstawową wartością w życiu jednostki i życiu społeczeństwa. Ale przykładamy ogromną wagę do problematyki rodzinnej także dlatego, że nasza sytuacja demograficzna to obszar potężnych zagrożeń dla naszej gospodarki. Jako społeczeństwo kurczymy się w bardzo szybkim tempie. Do 2050 r. ma nas być o 8 mln mniej. To oznacza, że w międzyczasie – i to szybko bo w ciągu najbliższej dekady – załamie się system ubezpieczeń społecznych, w ślad za tym gospodarka i finanse publiczne. Przywiązujemy wagę do problematyki rodzinnej nie tylko dlatego, by wspierać wartości rodzinne, choć to jest ogromnie ważne, ale także dlatego by usuwać zagrożenia wiszące nad polską gospodarką. Wasza partia już się tworzy. Co później? Co przewiduje najbliższy kalendarz polityczny? Złożyliśmy już wniosek o rejestrację partii, czekamy na decyzję sądu. Mam nadzieję, że nie będzie to trwało długo. Kolejny krok to eurowybory. Czy wystawicie kandydatów we wszystkich okręgach? Oczywiście. To tym bardziej ważne, że rozpoczyna się czwórbój wyborczy. Będziemy wystawiać kandydatów w wyborach europejskich, samorządowych, prezydenckich i parlamentarnych. A gdyby zdarzyło się tak, że nie przekroczycie progu wyborczego w najbliższej elekcji. Czy zrezygnujecie albo formacja się rozpadnie? Nie. Zaciśniemy zęby i będziemy pracować jeszcze intensywniej. Akurat naszą partię tworzą albo ludzie nowi, których pierwsze niepowodzenie tak łatwo nie zniechęci, albo ludzie, którzy wyszli z Platformy Obywatelskiej lub Prawa i Sprawiedliwości nie dlatego, że czuli się tam marginalizowani tylko dlatego, że chcieli być wierni swoim poglądom. Czy to coś znaczy? Polityka rządzi się swoimi prawami. Przegrane demobilizują i zachęcają do politycznych wolt. Myślę, że dowiedliśmy, że mamy mocne kręgosłupy i dużą determinację do tego, by zmieniać Polskę. Ostatnio często słucham piosenki Kazika Staszewskiego „Prosto” gdzie śpiewa on „idę prosto nie biorę jeńców żadnych, idę prosto dopóki nie padnę”. To jest piosenka, która nawiązuje to klinczu PO-PIS z jakim mamy do czynienia na obecnej scenie politycznej. Kazik śpiewa też: „ mam w dupie obie wasze Polski” czy „nie należę do mafii, nie należę do sekty”. Ta pierwsza to PO ta druga PiS. Też mam poczucie, że polska scena polityczna zabetonowana jest jałową walką dwóch formacji partyjnych, dwóch liderów - Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Oni sami korzystają na tym konflikcie, ale z punktu widzenia polskiej gospodarki czy szerzej interesów Polski i Polaków to jest spór jałowy. W polskiej polityce właściwie nie doszło do wymiany pokoleniowej. Młodzi są w niej prawie nieobecni. Czy w najbliższym może się to zmienić? Czy jest szansa, że polska polityka zwrócona do nich placami odwróci się twarzą? Taki jest nasz cel. Chcemy otworzyć drogę do polityki nowym liderom - ludziom młodym, samorządowcom, przedstawicielom biznesu, ludziom z organizacji pozarządowych, ze środowiska akademickiego. To się nie dokona jednorazowo, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale będzie to ewolucja. Wymaga ona ciężkiej pracy. A czy zaprosicie do władz Waszej partii przedstawicieli młodego pokolenia? Oczywiście, że tak. To właśnie między innymi dlatego nawiązałem współpracę ze stowarzyszeniem Republikanie. Uważam, że to jedno z ciekawszych i bardzo obiecujących środowisk w pokoleniu 20-, 30-latków. Wywiad publikujemy za zgodą portalu tocowazne.pl

Bitwa o prawicę

Zastanawialiście się kiedyś państwo, czy jest w Polsce jakakolwiek partia, która nie nazywałaby siebie prawicową, o której opinia publiczna nie mówiłaby że ma  prawicowy program, której wyborcy nie byliby chociaż umiarkowanie konserwatywni?
No właśnie czy taka partia istnieje? Odpowiedź musi być jednoznaczna i brzmieć – Nie. Oczywiście nie będziemy w tym artykule zaczynać po raz kolejny całkowicie jałowej dyskusji na temat tego, która partia tak naprawdę jest prawicowa, a która nie. Taka dyskusja nie ma bowiem żadnego sensu, ponieważ rozróżnienie prawicy od lewicy odbywa się powszechnie drogą intuicyjną na zasadzie wolnych skojarzeń. Tak więc zamiast pisać o tym co faktycznie jest prawicą, napiszę o tym co za prawicę powszechnie uchodzi. Najbardziej pomocną definicję polskiej prawicy przedstawił publicysta Rafał Ziemkiewicz, powiedział on mianowicie, że można szeroko postrzegać prawicę w Polsce jako wszystkich tych którym nie podoba się pookrągłostołowy ład. Nie jest to do końca prawda, ale przynajmniej wspomniana powyżej definicja obejmuje wszystkie te ugrupowania, które oficjalnie lansują swoją prawicowość. Polska prawica W sejmie zasiadają obecnie posłowie sześciu partii, z których co najmniej trzy są zdecydowanie postrzegane jako ugrupowania prawicowe. Mam na myśli oczywiście: PiS, PO i SP. Prawo i Sprawiedliwość od lat przekonuje opinię publiczną, że jest jedyną w Polsce partią prawicową. W ten sposób PiS stara się zdobyć swoisty monopol na prawicę, oskarżając wszystkie pomniejsze ugrupowania odwołujące się do elektoratu prawicowego o dywersję, szkodzenie Polsce, działanie na rzecz komunistów i Bóg wie co jeszcze. Tak więc PiS do prawicy się przyznaję i powszechnie jest postrzegany jako partia prawicowa. Platforma Obywatelska nie podkreśla tak ostentacyjnie swojej prawicowości jak Prawo i Sprawiedliwość, jednak trzeba zauważyć, iż jest określana jako partia prawicowa (wszyscy doskonale pamiętamy prasowe nagłówki po wyborach w 2007 i 2011, które brzmiały: Prawica wygrała). Solidarna Polska w chwili swojego powstania od razu określiła się jako partia na prawo od PiS i za taką jest do tej pory uważana. Oprócz trzech wymienionych powyżej partii, mamy w sejmie jeszcze trzy, którym też nie możemy odmówić pewnych pierwiastków prawicowych. Weźmy taki PSL, który de facto nie jest żadną ogólnopolską partią tylko związkiem zawodowym rolników, ale mniejsza z tym. Czy PSL był kiedykolwiek nazywany lewicą? Nie przypominam sobie takiej sytuacji. A trzeba podkreślić, że wyborcy PSL-u są często bardzo konserwatywni. Podobnie ma się sprawa z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, który jak powszechnie wiadomo wśród swoich terenowych działaczy ma wielu, takich którzy są moralnymi konserwatystami. A Ruch Palikota? O konserwatyzm raczej trudno podejrzewać członków tego ugrupowania, ale… wszyscy doskonale pamiętamy jak Janusz Palikot i jego zgraja była w mediach określana jako partia o zdecydowanie prawicowym programie gospodarczym! A tzw. opozycja pozaparlamentarna? Mamy tu KNP, UPR, Ruch Narodowy, Republikanów, PJN, Prawice RP? Wszystkie te ugrupowania są postrzegane jako prawicowe! Gwoli podsumowania należy stwierdzić jedno -  zdaniem opinii publicznej lewica w Polsce praktycznie nie występuje a nawet kiedy już występuje to i tak w mniejszym lub większy stopniu odwołuje się do prawicowego elektoratu! Można by więc rzecz, że gdzie nie spluniesz to trafisz na jakiegoś prawicowca! Bitwa trwa Bitwa ugrupowań uważanych powszechnie za prawicowe lub też takich, które odwołują się w jakimś stopniu do elektoratu o prawicowych poglądach trwa. Bój toczy się o niemałą część elektoratu, ponieważ według różnych badań nawet 60% potencjalnych wyborców podkreśla swoje przywiązanie do prawicy, a jeszcze większa liczba do umiarkowanego konserwatyzmu. Tak więc w tym miejscu spróbujmy się zastanowić, które ugrupowania osiągną zwycięstwo, a które doznają gorzkiego smaku porażki. Obecnie według sondaży największym poparciem Polaków cieszy się Prawo i Sprawiedliwość. To partia, która jest już bardzo mocno zakorzeniona na polskiej scenie politycznej. Oprócz państwowych dotacji może również liczyć na poparcie sympatyzujących z tym ugrupowaniem mediów, takich jak: Gazeta Polska, Gazeta Polska Codziennie, Kluby Gazety Polskiej, Telewizja Republika, tygodnik Do Rzeczy, tygodnik w Sieci, Nasz Dziennik, Radio Maryja, Telewizja TRWAM, portal wPolityce.pl oraz wiele innych pomniejszych mediów. Prawo i Sprawiedliwość jest więc skazane na zwycięstwo czyli liczną reprezentacje w sejmie i senacie. Sprawą otwartą jest natomiast to czy PiS wygra wybory, jak na razie w sondażach prowadzi ale trzeba podkreślić, że do wyborów jeszcze  daleko. Drugie miejsce w sondażach zajmuję niedawny hegemon polskiej sceny politycznej czyli Platforma Obywatelska. Sytuacja w przypadku PO jest o tyle zagadkowa, że obecnie oddaje ona palmę pierwszeństwa PiS-owi praktycznie bez walki. Należy podkreślić, że ulubioną i niezwykle skuteczną bronią Platformy był nieustanny i brutalny atak na Prawo i Sprawiedliwość, swoją Wunderwaffe politycy PO odłożyli jednak ostatnio do kąta. Może to być spowodowane albo faktycznym kryzysem zaufania możnych tego świata w stosunku do PO (teoria spiskowa) albo też można by to wytłumaczyć w sposób niezwykle prosty, mianowicie politycy Platformy nie zamierzają bić się wtedy kiedy nie ma wojny (czytaj: wyborów) a do ataku przystąpią we właściwym momencie. Jeżeli pierwsza wymieniona przeze mnie przyczyna, byłaby prawdziwa to PiS ma ogromną szansę na wygranie wyborów (co nie oznacza wcale, iż uda im się wejść z kimkolwiek w koalicję i stworzyć rząd), natomiast jeżeli prawdziwą okazałaby się druga przyczyna kiepskich wyników sondażowych PO, to dobre notowania Prawa i Sprawiedliwości zostaną we właściwym czasie odpowiednio zredukowane, a Platforma po raz trzeci sięgnie po zwycięstwo. Obecny kryzys Platformy stara się wykorzystać Jarosław Gowin, który podczas sprawowania władzy przez rząd Donalda Tuska zawsze pozostawał wierny ale… do czasu. W tej chwili i on widocznie zwęszył swoją szansę, ponieważ nagle przypomniało mu się jakim to jest wielkim wolnorynkowcem i konserwatystą. Zaczął mówić o tym o czym wszyscy doskonale wiedzą już od dobrych paru lat, czyli o tym że Donald Tusk nie jest żadnym liberałem. Co ciekawe wtóruje mu w tym sam premier, który w jednym z wywiadów stwierdził, iż stał się socjaldemokratą. Jeżeli prawdą okazałoby się, że Tusk traci poparcie możnych tego świata, to wielce prawdopodobne mogłoby być przejęcie steru Platformy przez Gowina. Oznaczałoby to ni mniej ni więcej, tylko wymianę zużytego polityka jakim bez wątpienia jest Donald Tusk na nowego lidera, który to mógłby od nowa zacząć duraczyć ludzkość opowieścią o wielkim liberalizmie Platformy Obywatelskiej (ten scenariusz jest nadal aktualny pomimo formalnego odejścia z partii Jarosława Gowina). Od czasu kiedy Donald Tusk zaczął dryfować w stronę socjaldemokracji jak grzyby po deszczu wyrastają wolnościowe inicjatywy, oprócz wspomnianego wyżej Gowina uaktywnił się również były członek Prawa i Sprawiedliwości -  Przemysław Wipler. Przemianował swoją Fundację Republikańską na siłę polityczną i zamierza walczyć w wyborach - o prawicę a jakże! Zarówno Gowin jak i Wipler określają swoje poglądy jako konserwatywne w sferze moralnej oraz wolnościowe w sferze gospodarczej. Ciśnie się tu na usta konserwatywny -liberalizm ale Wipler liberałem nazywać się nie pozwala (co jak sądzę jest spowodowane ukąszeniem Kaczyńskiego). Jaka będzie przyszłość Gowina i Wiplera czas pokaże. Jak na razie większe szanse na wyborczy sukces daje Gowinowi, który po pierwsze ma większe pole manewru (może zostać szefem PO, może założyć własną partię lub też dołączyć do Wiplera) a po drugie jest zdecydowanie bardziej rozpoznawalny. Jeszcze inną nową inicjatywą polityczną, która pojawiła się w bitwie o prawicę jest Ruch Narodowy. Jak na razie sojusz kilku organizacji narodowych nie jest jeszcze partią polityczną ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już niedługo się nią stanie. Narodowcy głoszą mniej więcej te same hasła wyborcze co PiS, z tą malutką różnicą, że wydają się przy tym być znacznie radykalniejsi.  Bardziej znaczące jednak od różnic ideowych mogą okazać się różnice stricte PR-owe pomiędzy dwiema formacjami politycznymi, czyli podział na młodych (Ruch Narodowy) i starych (Prawo i Sprawiedliwość). Kto zwycięży? Za młodymi przemawia, przebojowość i siła, którymi mogą przyciągnąć niezagospodarowany do tej pory elektorat młodego pokolenia. Natomiast za starymi przemawiają atuty w stylu doświadczenia w polityce czy też gadanina o jedynej realnej prawicowej alternatywie. PiS mógłby jednakże w prosty sposób skutecznie zneutralizować, swojego politycznego przeciwnika, jeżeli tylko postawiłby na kilku młodych (a najlepiej na kilka młodych kobiet) w swoich partyjnych szeregach. Konsekwentna promocja kilku nowych twarzy powinna zminimalizować przepływ elektoratu do Ruchu Narodowego, praktycznie do zera. Kolejną partią prawicową, która powinna się włączyć do walki jest Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikeggo. Z pewnością nie jest to inicjatywa nowa, ale idea konserwatywnego liberalizmu, chyba wreszcie dojrzała w polskim społeczeństwie. Mija już bowiem ponad dwadzieścia lat od kiedy Janusz Korwin Mikke głosi swoje wolnorynkowe poglądy, dzięki czemu zdążył sobie wychować własne pokolenie wyborców. Korwin Mikke w III RP jest osobą, która miała zdecydowanie największy wpływ na młodych ludzi, to dzięki niemu mamy obecnie w Polsce całkiem pokaźną grupę osób myślących w kategoriach wolnościowych. Nie oznacza to jednak wcale tego, że KNP musi przy kolejnych wyborach koniecznie przekroczyć próg wyborczy i wprowadzić swoich posłów do sejmu. Największym przeciwnikiem KNP jest  marginalizm tego ugrupowania, zwykle bowiem kończy się na klasycznym już sformułowaniu znaczącej części naszego społeczeństwa, które brzmi - ,,Oni i tak nie wygrają, więc po co na nich głosować”. Jeżeli Kongres Nowej Prawicy zdoła przekonać opinię publiczną do tego, iż nie jest partią marginalną – to może liczyć na wejście do sejmu. Oczywiście wejście do sejmu w przypadku KNP, nie będzie oznaczało jakiś realnych zmian w polskim prawie, ale mam nadzieję że będzie oznaczało realną zmianę w  polskich obyczajach. To znaczy, iż nie możemy się łudzić, że Kongres Nowej Prawicy poprzez swoją reprezentacje w sejmie doprowadzi do wprowadzenia w Polsce wolnego rynku, ponieważ tego na chwilę obecną z wielu powodów nie można uczynić. Możemy natomiast oczekiwać, że wejście do sejmu KNP, będzie solidną reklamą dla myśli pro-wolnościowej na polskiej scenie politycznej. Inne ugrupowania prawicowe takie jak PJN, UPR (który ostatnio flirtuje z Ruchem Narodowym głosząc hasła w stylu ,,kapitał ma narodowość!” oraz ,,cła są dobre”) i Prawica RP są skazane na porażkę z wielu zasadniczych powodów, o których nie będę się tu rozwodził, ponieważ nie czas na to i miejsce. Damian Kubiak      

Polską rządzi obecnie margines błędu statystycznego

Jesteśmy teraz obserwatorami cyrku bez kółek pt.: „Wybory w PO”. Napisałam celowo, że bez kółek, aby nie pomylić z wielce wysłużonym już w poprzedniej epoce cyrkiem na kółkach. Jeszcze przed głosowaniem ogłoszono w TVP1, że Tusk wygra, a Gowina wyrzucą z Przewodniej Oligarchii  za to, że doprowadził do stresu premiera rządu propozycją debaty na tematy, o których Donald Tusk nie ma zbyt wielkiego pojęcia.
Potem okazało się, że głosowanie internetowe w PO jest równie wiarygodne jak dostępne w kawiarniach gry internetowe i każdy kto postawił pół litra kumplowi z PO mógł po wspólnym spożyciu jeszcze ćwiartki C2H5OH oddać wirtualny głos na Donalda Kryzysowego. Aby zapobiec wtórnemu analfabetyzmowi niektórych szeregowych członków PO zalecono głosowanie listowne, propagując hasło:… WNUCZKU NAPISZ ZA DZIADKA LUB W IMIENIU BABCI LIST Z GŁOSEM NA TUSKA! Kampania wyborcza kandydatów była szalenie intensywna, jednak zróżnicowana, bo Jarosław Gowin jeździł po kraju, natomiast Donald Tusk objeżdżał główne studia radiowe i telewizyjne. Była również wzajemna krytyka, aby dziennikarze mieli o czym pisać. W sumie Jarosław Gowin wykazał się znacznie większą inteligencją aniżeli Donald Tusk, jednak to może mu zaszkodzić, bo beton partyjny PO, który stanowi większość członków tej partii raczej inteligencją nie grzeszy. Jednak najbardziej bulwersującą informacją ujawnioną w tej kampanii wybiórczej jest liczba wszystkich członków Platformy Obywatelskiej, która wynosi ok. 40 000 osób obu płci! Zatem partia rządząca stanowi zaledwie ok. 1% obywateli III RP! Polacy mają teraz o czym myśleć, bowiem we wszelkich sondażach margines błędu statystycznego określa się w zakresie od 1 do 2% ! Czyli aktualnie rządzi Polską margines błędu statystycznego! Rajmund Pollak

Kolenda-Zaleska grozi palcem Gowinowi

Publicystka "Gazety Wyborczej" Katarzyna Kolenda-Zaleska zaatakowała Jarosława Gowina za "nielojalność" wobec Donalda Tuska i PO. Tymczasem trzy lata temu... wychwalała rozłamowców w PiS, m.in. Marka Migalskiego. "Trzeba wielkiej odwagi, by wystąpić przeciw zwierzchnikom" - pisała w 2010 r. dziennikarka.
"Gowin przekroczył Rubikon nielojalności" - to wiele mówiący tytuł dzisiejszego komentarza Kolendy-Zaleskiej. "Gowin, Godson i Żalek otwarcie występują przeciwko polityce rządu. Krytykują propozycje zmarginalizowania OFE, choć nie protestowali w 2011 r., gdy rząd zmniejszał składki przekazywane do OFE. Głosują dziś wbrew rządowi przy kluczowych decyzjach umożliwiających nowelizację budżetu. Tu już klauzula sumienia nie działa. Tu jest czysta polityka. Gowin nie działa w próżni, doskonale wie, że opozycja tylko zaciera ręce" - pisze Kolenda-Zaleska w "Gazecie Wyborczej". Dalej jeszcze ostrzej krytykuje nieposłuszeństwo wobec lidera PO: "Nie dziwię się, że Donald Tusk tak ostro zareagował na partyjną niesubordynację trzech posłów. Kiedy ktoś wstępuje do partii, zobowiązuje się do lojalności i akceptacji przywództwa. Na razie to Tusk jest przewodniczącym i premierem, on podejmuje decyzje. I tym decyzjom członkowie partii powinni się podporządkowywać. Jeśli się nie zgadzają, są wolni, mogą odejść". Ten hołd złożony przywództwu Donalda Tuska warto zestawić ze słowami Kolendy-Zaleskiej z 2010 r., gdy opisywała ona konflikt Marka Migalskiego z Jarosławem Kaczyńskim. Publicystka "Wyborczej" potępiała wówczas PiS za to, jak władze tej partii postąpiły z Migalskim, który otwarcie krytykował J. Kaczyńskiego. Oto, co pisała Kolenda-Zaleska: "Trzeba wiele cywilnej odwagi, by wystąpić przeciwko zwierzchnikom [...] Nikt w PiS nie ma prawa publicznie krytykować prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To powinna być preambuła w statucie partii. A jak się ktoś odważył, to won. W związku z tym w obronie Migalskiego nie wystąpił nikt. Ze strachu, że skończy tak jak on? [...] Trzeba mieć wiele odwagi, by wbrew okolicznościom bronić własnych poglądów i własnego systemu wartości". Kolenda-Zaleska znana była dotąd z wymyślenia słów o "prawdziwych Polakach", jakie rzekomo wypowiedział Jarosław Kaczyński. Teraz na listę swoich osiągnięć dziennikarka może wpisać swój dzisiejszy artykuł, który lojalność wobec Donalda Tuska umieszcza wśród najwyższych politycznych cnót działaczy PO. Filip Stankiewicz

Wipler, Gowin, Korwin, Ruch Narodowy, czyli zamieszanie na prawicy

Na rok przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i samorządowymi, a na dwa przed elekcjami prezydenckimi i parlamentarnymi sytuacja na prawicy robi się coraz ciekawsza. Ilość bytów politycznych, które mają duże aspiracje, aby zdobyć poparcie prawicowych wyborców jest coraz większa, w dodatku ostatnie wydarzenia na scenie politycznej komplikują sytuację i czynią ją coraz bardziej interesującą.
Bohaterem mediów został wybrany do Sejmu w 2011 roku z warszawskiej listy Prawa i Sprawiedliwości poseł Przemysław Wipler. Były prezes Fundacji Republikańskiej dał się poznać jako wyważony, dobrze przygotowany merytorycznie polityk, który zyskał sobie sympatię osób o poglądach konserwatywno-liberalnych. Wybrany został dzięki głosom zwolenników UPR/KNP (przypomnijmy, że w Warszawie nie było listy KNP, a sam Wipler tuż przed wyborami opublikował list do wolnościowców z prośbą o poparcie), a jego dotychczasowa praca poselska bardziej była doceniana przez osoby sceptycznie nastawione do PiS niż przez rdzenny elektorat tej partii. Przez cały ten czas przy każdej możliwej okazji Wipler zasypywany był sugestiami, że nie pasuje do swojej partii, ale dotychczas twardo trzymał się tego, że PiS prowadziło liberalną politykę podczas swoich rządów, a w partii jest możliwość prezentowania różnych poglądów, także wolnorynkowych. Wydaje się, że czarę goryczy mogła przelać sytuacja związana z inicjatywą Wiplera "Polska bez PIT". Poseł zainicjował akcję samodzielnie, twierdząc, że skoro związkowcy i etatystycznie nastawieni politycy PiS-u mogą "walczyć z umowami śmieciowymi", to i on może wybić się na niepodległość. Media donoszą, że skończyło się to klapą - po rozmowie z Mariuszem Błaszczakiem, wolnościowy poseł zrezygnował z udziału w konferencji o "Polsce bez PIT" tuż przed jej rozpoczęciem, mimo tego, że udział wzięli wszyscy pozostali mówcy - przedstawiciele organizacji pozarządowych. To wydarzenie jest dość symboliczne, bo dobrze opisuje to, co Wipler mówił, a co realnie mógł. Oczywiście ciężko mieć mu za złe, że medialnie starał się bronić swojej partii, bo na tym polega praca polityka. Ostatecznie Wipler wystąpił z partii i postanowił budować swój ruch polityczny. O takiej możliwości już kilka tygodni temu informował tygodnik "Uważam Rze". Wipler miał prowadzić rozmowy z Jarosławem Gowinem, aby stworzyć wspólną partię, jednak pomysł miał spalić na panewce. Dziś Wipler jest póki co jedyną znaną osobą, która w owym nowym ruchu ma wziąć udział. Czy ma więc szanse? Osobiście wydaje mi się, że są one nikłe. Przede wszystkim Przemysław Wipler nie jest politykiem rozpoznawalnym. Dla nałogowych użytkowników Facebooka, czy czytelników wolnościowych stron internetowych, były poseł PiS-u to osoba znana, jednak wydaje się, że dla szerszego grona wyborców, jest on wciąż anonimowy. Nawet tak popularny polityk jak Zbigniew Ziobro, gdy założył swoją partię, do dziś nie może przekroczyć progu wyborczego w badaniach opinii publicznej. Były prezes Fundacji Republikańskiej to też osoba, która nie ma charyzmy lidera, choć warto odnotować, że ma on bogate doświadczenie w pracy w sektorze pozarządowym - zdążył być już prezesem Stowarzyszenia KoLiber, Fundacji Odpowiedzialność Obywatelska, Ruchu 10 Kwietnia i wspomnianego już Ruchu Republikańskiego. Z tego wynika, że ma już bogaty staż w budowie struktur, jednak budowa partii politycznej, to wyzwanie dużo większe. Wydaje się wątpliwe, aby Wipler samodzielnie był zdolny stworzył partię zdolną powalczyć w wyborach. Pomysł powstania nowej, wolnorynkowej partii jest jednak sensowny, dlatego myślę, że były poseł PiS-u trochę pospieszył się ze swoją decyzją. Media o jego ruchu mogą szybko zapomnieć, sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby rzeczywiście odejście z partii połączył z ogłoszeniem powstania nowej centroprawicowej partii wraz z Jarosławem Gowinem, Pawłem Kowalem, a może nawet Romanem Giertychem (choć to może nazwisko zbyt na wyrost).  Taka partia mogłaby liczyć na szerszą uwagę w mediach. Widać przecież, że Wipler rozumie się z Gowinem, a ich spojrzenie na państwo jest bardzo podobne. Obaj wybrali jednak inne drogi, choć Gowin wydaje się, że wybrał lepiej. Ubieganie się o przewodnictwo PO jest dobrym posunięciem, bo ewentualna (bardzo prawdopodobna) porażka z Tuskiem, spowoduje, że Gowin będzie mógł odejść w blasku fleszy i z aurą tego, który walczył i odszedł za to, że chciał reformować. Wipler z kolei odszedł, został zmiażdżony przez twardy elektorat PiS, ale jego inicjatywa nie wydaje się być atrakcyjna medialnie. Dopiero dołączenie głośnego polityka, jakim jest Gowin, mogłoby nadać tej propozycji świeżość, choć pierwszą polityczną siłę nośną Wipler wytracił na swoje samodzielne odejście, za którym póki co nic konkretnego nie idzie (zapowiedział póki co stworzenie stowarzyszenia, choć sam twierdził, że jego cele są polityczne, także wyborcze). Odejście najbardziej wolnorynkowego posła PiS-u zauważył też Janusz Korwin-Mikke. Dość zaskakująco wyglądają ostatnie sondaże KNP, które dają tej partii nawet 5%. Ciężko powiedzieć, czym jest to spowodowane, ale każdy, kto dłużej obserwuje poczynania kolejnych inicjatyw Korwina wie, że nie należy zbytnio ekscytować się tymi sondażami, bo każdy wie, jak to z Korwinem jest. Prezes KNP od razu zareagował na decyzję Wiplera i wyraził chęć współpracy. Poseł wypowiadał się wielokrotnie na temat JKM i jasne jest, że będzie trzymał go na dystans, bo wie z czym wiąże się współpraca z Korwinem. Był w końcu rzecznikiem Unii Polityki Realnej. Niewykluczone jest jednak, że będzie współpracował z KNP, gdyż środowisko to wydaje się być dla niego naturalnym sojusznikiem. Kolejnym środowiskiem, które uaktywniło się w ostatnich dniach są narodowcy, którzy planują swój kongres, na którym poznamy szczegóły powstającego Ruchu Narodowego. Ruch ten nadal jest wielką niewiadomą, a wyborcy o poglądach wolnorynkowych nadal zasypują strony narodowców pytaniami o to, czy Ruch będzie "socjalistyczny", czy "liberalny". Wydaje się, że narodowcy celują do innego elektoratu niż Wipler/KNP, więc ci "liberalni" i tak większe nadzieje pokładają we wspomnianych już środowiskach. Trzeba jednak zauważyć, że w budowę Ruchu Narodowego włączyły się osoby o poglądach wolnorynkowych, liderami narodowców są przecież Krzysztof Bosak, Marian Kowalski (były członek UPR i KNP), Przemysław Holocher, Jerzy Wasiukiewicz, czy Bartosz Józwiak (prezes UPR). Te nazwiska dają nadzieję na to, że Ruch Narodowy pójdzie w stronę wolności gospodarczej, choć wolnościowcy sceptycznie patrzą na postać byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, Roberta Winnickiego, a także na często podnoszone przez nacjonalistów zarzuty wobec liberalizmu, czy wolności gospodarczej. Czy Ruch Narodowy ma szanse wyborcze? Wydaje mi się, że są one nawet mniejsze niż te KNP. Narodowcy mają bardzo negatywny wizerunek w mediach, który ciężko będzie zmienić, odwołują się do tradycji, która przedstawiana jest w mediach w sposób skrajnie zły i niesprawiedliwy. Ich naturalnym elektoratem są tylko zadeklarowani narodowcy, marginalne grupy skrajnie prawicowe i konserwatywne (choć nieprzejednanym krytykiem Ruchu Narodowego jest przecież prof. Wielomski), niewielkie liczebnie, a także kibice. Nie wydaje się, aby te wszystkie grupy dały duży wynik wyborczy, choć oczywiście Ruch Narodowy nie ogłosił żadnych politycznych aspiracji, to jednak wydają się one być naturalne. Jeżeli narodowcy dalej będą popełniać wizerunkowe gafy (akcje z zakłócaniem lewicowych wykładów, czy memy Artura Zawiszy o liberałach-pedałach), to niestety ich szanse na sukces są dość ograniczone. Sytuacja na prawicy jest więc ciekawa i wielonurtowa. Dzieje się dużo, a ostatecznie wydaje się, że wszystko rozegra się między poszczególnymi tworami i wygrać mogą ci, którzy pójdą na kompromis i sojusz. Wyborców prawicowych, którzy nie chcą głosować na PiS, jest wbrew pozorom całkiem sporo. Oczywiście Gowin/Wipler będą celować w elektorat centroprawicowy i wolnorynkowy, nastawiając się na przejęcie rozczarowanych Platformą, a o "ideowych" prawicowców będą walczyć KNP i Ruch Narodowy. Oczywiście możliwe są różne koalicje między organizacjami, co na pewno dodałoby entuzjazmu wyborcom, a zjednoczona prawica dostałaby punkty za jedność. Na dziś jednak KNP boryka się z problemem swojego lidera (który powoduje też niechęć pozostałych środowisk do koalicji z Kongresem), Przemysław Wipler z nierozpoznawalnością i polityczną samotnością (będzie mógł teraz aktywnie działać w Sejmie, nie patrząc już na klub parlamentarny, co może zwiększyć jego pozycję na prawicy), Ruch Narodowy z wizerunkiem i zamkniętymi możliwościami rozszerzenia bazy wyborczej, a Jarosław Gowin wybrał czekanie, choć naturalnym wyborem wydaje się Wipler i PJN. Sytuacja jest bardzo ciekawa i dynamiczna, a wyborcy konserwatywno-liberalni, wolnościowcy, prawicowcy i republikanie patrzą z wielką nadzieją na ruchy po prawej stronie. Czy to właśnie teraz nadejdzie koniec ery PO-PiS? Marcin Surowski Foto.: strims.p

Przemysław Wipler: Gowin mówi – „PO oszukała ludzi!”

"Bardzo cenię list posła Gowina, punktujący oszustwo jakim jest od 6 lat formacja rządząca naszym krajem. Gowin mówi w swoim liście coś takiego: Oszukaliśmy ludzi. Mieliśmy być partią niskich i prostych podatków, a w zeszłym roku wprowadzono 13 miliardów nowych danin publicznych" - powiedział poseł Przemysław Wipler z PiS podczas spotkania z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 27 maja 2013 roku.
Zapraszamy do obejrzenia relacji z tego fragmentu spotkania, który dotyczył listu posła Jarosława Gowina na temat sytuacji w Platformie Obywatelskiej. Pod filmem zapis tekstowy rozmowy posła Wiplera z publicznością. Wersja tekstowa: Przemysław Wipler: Gowin mówi – „PO oszukała ludzi!” Fragment spotkania posła Przemysława Wiplera z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 27 maja 2013 roku.... Pytanie z sali: Co Pan myśli o liście posła Jarosława Gowina o sytuacji w PO? Przemysław Wipler: Bardzo cenię list posła Gowina, punktujący oszustwo jakim jest od 6 lat formacja rządząca naszym krajem. Dopiero po 6 latach się obudził? Nie wiedział w czym uczestniczy? Moim zdaniem stracił on nadzieję, że coś istotnego w ramach Platformy da się jeszcze zrobić. Czy wyprowadzi kogoś z PO? Zobaczymy. Jestem bardzo ciekaw, niemniej ciekaw jak pan. W ogóle bardzo ciekawe rzeczy się dzieją. Moim zdaniem jest teraz taki czas, jak w roku 2001, kiedy powstały dwie duże formacje. Mamy bardzo ciekawy czas w polskiej polityce i to jest pierwszy, od właściwie 6 lat moment, kiedy to w Platformie pęka. Tam ludzie wychodzą. Na przykład poseł Godson, który mówi, że jest dyskryminowany w Platformie, nie ma dla niego miejsca, jego dni są policzone. Jest poseł Żalek, który wędruje po mediach i twardo swoich kolegów traktuje. No i jest wreszcie poseł Gowin, który właściwie napisał wczoraj: „Oszukaliśmy ludzi. Mieliśmy być partią niskich i prostych podatków, a w zeszłym roku wprowadzono 13 miliardów nowych danin publicznych. Podwyższono składkę rentową, zlikwidowano ulgę internetową... Składka rentowa to jest w skali roku 9 miliardów, składka internetowa to jest 400 milionów, likwidacja ulgi na wychowanie pierwszego dziecka dla 160 tysięcy rodzin, które mają łączny dochód powyżej 112 tysięcy zł, to jest kolejne 400 milionów zł. Wprowadzenie podatku od miedzi i srebra czyli de facto od KGHM to są 2 miliardy złotych. Jeszcze VAT! VAT podniesiony był już 2 lata temu i to jest 7 miliardów rocznie. Ale w zeszłym roku miało miejsce podniesienie, takie symboliczne, VAT-u od ubranek dla dzieci, z 7 procent na 23. I to jest mniej więcej 160 milionów zł zabranych rodzinom, które wychowują małe dzieci. I tak kawałek po kawałku wprowadzono w zeszłym roku 13 miliardów zł nowych podatków. Jest jeszcze zatrudnienie 100 tysięcy nowych urzędników, którym my musimy wszystkim płacić. Jest 350 miliardów nowego długu publicznego. Gowin mówi tak: Ktoś siedział na kolacji z kolegami. Nagle przychodzi rachunek i on mówi, hej, mamy płacić po równo, bo coś nie wychodzi, coś się tutaj nie zgadza, to jest dla mnie troszeczkę za dużo, za drogo, ja w to nie wchodzę, ja się tak nie będę bawił... Czy PiS przyjmie posła Gowina? Zobaczymy. To ciekawa kwestia... Podobno była już rozmowa? Nie mam pojęcia czy była rozmowa... W telewizji przed chwilą widziałem, że była rozmowa pana Gowina z prezesem Kaczyńskim. Ale słyszałem, że dementował wcześniej... Ale skoro prezes Kaczyński powiedział, że taka rozmowa była to nie będę się na ten temat wypowiadał. Relacja: Prokapitalizm.pl Foto.: ISz/Prokapitalizm.pl

Debata PROKAPA: Zmiany, zmiany, zmiany czyli krok do przodu – dwa do tyłu

Jak informuje ostatnimi dniami prasa, minister Gowin zainspirowany być może epokowymi czterema reformami premiera Buzka, a być może nawet reformami ministra Wilczka, postanowił dokonać wielkiego otwarcia. Zapowiadane po raz kolejny otwarcie zawodów adwokackich ma polegać między innymi na skróceniu okresu praktyki. Jednak nikt nie powiedział, że kancelarie będą masowo przyjmować absolwentów wydziałów prawa na tego typu praktyki. Innymi słowy mamy w tym przypadku do czynienia bardziej z uchyleniem niż otwarciem. Ale to tylko detal. Tym razem chodzi przede wszystkim o otwarcie zawodów objętych koncesjami i skomplikowanym systemem zawodowych uprawień. Pomysł świetny, bardzo potrzebny i być może wpływający z jakim stopniu na tzw. rynek pracy. Ale czy na pewno liberalizacja w pewnym obszarze rynku usług wpłynie na cokolwiek? Czy mamy do czynienia z prawdziwą reformą czy tylko ze świeżym lakierem położonym na zardzewiałą karoserię? Czas pokaże. Muszę przyznać, że kibicuję tym pomysłom jednak mam pewne wątpliwości.

Wojciech Popiela rozczarowuje

Zasmuciła mnie ostatnia notatka p. Wojciecha Popieli na stronie Prokapitalizm.pl, w której z jakąś nadmierną w Jego wydaniu dawką krytycyzmu odniósł się do ostatnich wpisów na stronie UPR nt. posła Gowina. Z tego smutku postanowiłem coś napisać w odpowiedzi. Zasmuciła mnie ostatnia notatka p. Wojciecha Popieli* na stronie Prokapitalizm.pl, w której z jakąś nadmierną w Jego wydaniu dawką krytycyzmu odniósł się do ostatnich wpisów na stronie UPR nt. posła Gowina. Z tego smutku postanowiłem coś napisać w odpowiedzi. Panie Wojciechu, mam wrażenie się Pan tym razem trochę czepia na siłę. Przede wszystkim jakie znowu „panegiryki”? To, co Pan przytacza, to ledwie ostrożna pochwała na zachętę. ;) Doszukiwanie się w tym lizusostwa jest chyba jednak strasznie nieżyczliwe. I nie sądzę, żeby ktoś w UPR miał jakieś wielkie złudzenia co do posła Gowina – ale miło przecież posłuchać, kiedy któryś poseł PO mówi do rzeczy, bo to niecodzienne zjawisko. Trzeba też przyznać, że jest to mimo wszystkich różnic jeden z niewielu polityków głównego nurtu, który daje się szanować. To nie jest żaden wstyd pochwalić kogoś, kiedy akurat powie coś do rzeczy. Nie musi to od razu oznaczać, że bierzemy go za libertariańskiego radykała. Nikt zdrowo myślący raczej nie oczekiwał, że usłyszymy od Gowina potępienie przymusu ubezpieczeń społecznych. Zwłaszcza że w jednym z licznych swoich występów w „Młodzież kontra” wprost już to wykluczył, odpowiadając zresztą na pytanie naszej młodzieżówki. W każdym razie nie odniosłem wrażenia, żeby z tego tekstu przebijała aż taka naiwność, jaką Pan stara się mu wmówić. O ile zresztą wiem, koalicji z PO w Krakowie nie będzie, więc podejrzenie o przylizywanie kontraktu też się najwyraźniej nie sprawdziło. Poza tym nie ma powodu, żeby członków PO wykluczać z grona odbiorców edukacyjnej misji UPR. Zwłaszcza jeśli ktoś zwraca się do nas z prośbą o pomoc w ogarnięciu jakiejś sprawy – odmowa udzielenia mu zbawiennej nauki byłaby przesadnym okrucieństwem. To nie ma nic wspólnego z koalicjami wyborczymi, którym zawsze byłem i jestem przeciwny. Koalicje niszczą wiarygodność i spójność naszego przekazu, zgodnie z którym wszystkie te bezideowe partie władzy, to jedna wielka banda niewiele się różniących wyzyskiwaczy i oszustów. To jednak nie wyklucza wspierania konkretnych rozsądnych działań. Bez zbędnego rozgłosu możemy więc np. pomóc napisać ustawę odrobinę lepszą niż ta, jaka powstałaby bez nas. Możemy zasiać jakieś ziarno zwątpienia w sens dotychczasowej polityki podczas szkoleń z ekonomii i myśli politycznej dla młodych karierowiczów. Byle nie w sposób, który by szerszej publiczności niesłusznie sugerował, że przestajemy ich uważać za wrogów wolności. Tak jak to się stało np. w przypadku nieszczęsnej koalicji z LPR... Co do anonimowego autorstwa – tekst, który się tak bardzo Panu nie spodobał był, podobnie jak wiele innych, pracą poniekąd zbiorową. W tym wypadku między innymi moją. Moje są zazwyczaj te najzabawniejsze kawałki – np. to cytowane przez Pan zdanie o brzmieniu po korwinowemu. ;) Ale to, że pomagam czasem zredagować jakąś informację, nie oznacza, że mogę się pod nią podpisać. Zwłaszcza że czasem ten wkład bywa niewielki. Dlatego takie teksty, nie zawierające jakichś wysoce zindywidualizowanych treści nie są podpisywane, co oznacza mniej więcej tyle, że podpisuje się pod nimi portal jako instytucja, a w ostatecznym rozrachunku odpowiedzialność spada na Prezesa. Tekst podpisany nazwiskiem wyraża jedynie pogląd autora (chyba że jest skądinąd jasne, że ma on prawo wypowiadać się oficjalnie). Naprawdę nie szukajmy dziury w całym. To piszę ja, Dobromir Gowin-Mikke, anonimowy gowinochwalca. ;) Dobromir Sosnierz

Stanisław Gowin-Mikke

Ja w ogóle jestem zwolennikiem radykalnych reform wolnorynkowych – zaczął kolejny wątek rozmowy nasz bohater odpytywany przez red. Wróbla w TOK.FM. – to znaczy podniesienia i zrównania wielu emerytalnego... - kontynuował. Tu nie przerwał, tylko dodał znany wtręt o KRUSie i przywilejach emerytalnych. Okazało się, że całe „wsparcie doświadczeniem i wiedzą z zakresu ekonomii” poszło w las... Od niedawna bowiem na stronie UPRowców związanych sentymentalnie z partią WiP pojawiały się panegiryki na temat posła Gowina. Co prawda z zasady nie podpisane przez nikogo, ale przygotowujące grunt pod ważną wiadomość lokalną. A to, że odbyła się seria spotkań pomiędzy przedstawicielami UPR a – „ceniącym UPR” - posłem PO Jarosławem Gowinem i jego współpracownikami. A to, że „UPR chce zachować polityczną samodzielność (łącząc się z partią WiP – przyp.WP), ale może wspomóc inicjatywę posła Gowina doświadczeniem i wiedzą z zakresu ekonomii i idei konserwatywno-wolnorynkowych, być może również pomocą w redagowaniu dokumentów programowych i projektów ustaw”. Aż do erupcji wazeliny typu: „Poseł Gowin ostatnio zyskuje w naszych oczach. A to w czasie rozmów szczerze wyzna nam, że programowo bliżej mu do UPR niż do znacznej części jego własnej partii, a to krytycznie oceni dotychczasowy dorobek rządów PO.” „Zabrzmiał – by tak rzec – wręcz po korwinowemu” – ukoronował panegiryk anonimowy Autor. Widać jednak, że jeszcze wiele do zrobienia i po kongresie zjednoczeniowym WiP i części UPR będzie to ważne zadanie edukacyjne. Jakiż to bowiem wolnorynkowiec, który deklaruje jako pierwszy symbol wolnorynkowości kontynuowanie przymusu ZUSowsko-OFEskiego tyle, że jeszcze dłużej, tak aby kwota zwracana za czterdzieści lat składek była jeszcze niższa niż obecne strzępy?  Jakaż to wolnorynkowość przebija z chęci wciągnięcia w system ZUS-OFE kolejnych nieszczęśników? Jaka wolnorynkowość przebija z efektów kilku lat rządów, które czynnie wspiera? Szczęśliwie pochwały w kierunku posła Gowina to tylko anonimowe (bo to i wstyd) kadzenie przedwyborcze i przygotowywanie zwolenników wolnego rynku do ewentualnego sojuszu na wawelskim podwórku. Ogólnopolski twór o roboczej nazwie „Stanisław Gowin-Mikke” nie powstanie, a poseł Gowin będzie mógł spokojnie, bez dziennikarskiego sprzeciwu, na własny rachunek  przedstawiać antywolnościowe i antykatolickie rozwiązania jako radykalne reformy kapitalistyczne i projekty ustaw zgodne z nauką Kościoła Katolickiego. Co w tym czasie będą robili polityczni przedstawiciele zwolenników wolnego rynku, zobaczymy niebawem. Wojciech Popiela