Tag Archives: Jarosław Kaczyńsi

Retoryczny stan wojenny

Zaczynający się polityczny sezon nie będzie okresem rozstrzygających wyborów – parlamentarnych, prezydenckich czy choćby samorządowych. Mimo to może przynieść istotne w dłuższej perspektywie zmiany na scenie politycznej. W najbliższych tygodniach przekonamy się, jak silna będzie dekompozycja obozu rządzącego, a także jaka będzie dynamika zmian w opozycji, wywołana lekcją lipcowych protestów. Jeżeli zarysowane latem zmiany nabiorą cech tendencji, mogą w istotny sposób wpłynąć także na wynik kluczowego sporu między PiS a resztą politycznego świata.

Czy weta prezydenta to ustawka? I Salomon by się tego nie powstydził!

Im dłużej słucham wszelkiej maści polityków i publicystów rozwodzących się nad decyzją Prezydenta Andrzeja Dudy wetującą ustawy sądowe, tym bardziej zaczynam dochodzić do przekonania, że sprawa prezydenckiego veta wcale nie jest taka jak starają się nam wcisnąć gadające głowy w przeróżnych stacjach mainstreamu. I z każdą chwilą zaczynam dostrzegać w tym posunięciu pewną ukrytą dla ogółu myśl. Powiem więcej, genialną myśl. Wiem, może to brzmieć jak jakaś herezja, jednak spróbuję się z tej "herezji" wytłumaczyć.

Tyrania status quo

Naród polski znowu bezczelnie zakpił z demokracji, bo zamiast dopisać swoich kandydatów na kartach głosowania, poszedł na łatwiznę i skreślał nazwiska wyłącznie finalistów. I wyszło mniej więcej po połowie. Polacy podzieleni. Jutro obudzimy się w nowej Polsce – egzaltycznie obwieszcza proroczy głos z telewizyjnego odbiornika. Mimo bariery czwartej ściany, zapach napięcia w studiach TVN i TVP jest wyraźnie wyczuwalny. Dziennikarze od tych pierwszych chcieliby już odetchnąć z ulgą i otworzyć większego szampana. Od tych drugich wciąż nie wierzą. Jutro będzie inaczej. A którzy czekali błyskawic i gromów, Są zawiedzeni. A którzy czekali znaków i archanielskich trąb, Nie wierzą, że staje się już. Błyskotliwy wywód Czesława Miłosza zdaje się nie wystarczać. Mimo, że łatwiej i skuteczniej ufać temu, co się pamięta, niż temu, co się widzi (ściślej: temu, co inni pokazują). A może i dlatego właśnie? Komorowski, choć wygrał, to czeka. Kaczyński już wie. Że choć przegrał, to wygrał. W duchu Piłsudczykowskiej zasady. Jednak i takim zwycięstwem można się zachłysnąć. I do takich zwycięstw przyzwyczaić. Sławomir Nowak śpieszy z kwiatami, które uprzednio otrzymał prezydent-elekt, do Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Po chwili tej oryginalnej kurtuazji łyżkę dziegciu do słodkiej obfitości doda Stefan Niesiołowski wespół z Elżbietą Jakubiak. Tak na poprawę pamięci. A może i na koncentrację. Żeby ciżby popisowskich fanatyków pamiętały o żelaznej zasadzie – wojna to pokój. Nie ma wolności bez solidarności, nie ma solidarności bez wolności – powtarza jak mantrę, Bronisław Komorowski (tym razem bez kartki). Choć lada moment rzeczywistość sparafrazuje te słowa ze znamienną dla siebie złośliwą precyzją – nie ma Platformy bez PiS-u, nie ma PiS-u bez Platformy. Będzie inaczej, ale jutro. Proces licytacji na mniejsze zło nie wyszedł na zdrowie niektórym pragmatykom przyklejonym do prawicowo-liberalnej kanapy. Bo już nie tylko doszli do wniosku, że lepiej, by w prezydenckim pałacu zagnieździł się socjalkonserwatysta (co jeszcze można wytłumaczyć), ale w ferworze walki o elekcję przecież nie swojego kandydata, dalece zabrnęli w modną ostatnio antymonopartyjną retorykę. Nieświadomie udowadniając, że istotnie lepiej sięgać do własnej pamięci, niż pożerać plony publicystycznych wybiegów, także tych „antysalonowych”. Bo jakieś pięć lat temu po sensacyjnym rozstrzygnięciu wyborów parlamentarnych, a tuż przed konfrontacją prezydencką, nikt inny, jak Donald Tusk ostrzegał przed systemem rządów jednej partii. I nikt inny, jak Lech Kaczyński, nadmieniał o potrzebie współpracy rządu z prezydentem. W założeniu, że wszyscy wywodzą się oczywiście z jednego ugrupowania. Platforma naturalnie nie będzie sama dźwigać ciężaru odpowiedzialności. Za takie bluźniercze przeświadczenie, ignorujące obecny układ sił w sejmie, Ludowcy najchętniej by już teraz wyszli z koalicji, ażeby z tradycji podkreślenia swojej odrębności na rok przed wyborami stała się zadość. Ale jeszcze chwila, zbyt wiele jest do ugrania w obecnej sytuacji. „Jeżeli tylko PSL poprze projekt”. I oni muszą uważać. W końcu Platforma może powiedzieć „sprawdzam”, zarządzając przedwczesne wybory. Klęska gotowa. Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, Powiada przewiązując pomidory: Innego końca świata nie będzie, Innego końca świata nie będzie. Adam Karpiński Foto. AK Wykorzystano fragmenty wiersza Czesława Miłosza „Piosenka o końcu świata”

Filozofia świętego spokoju

Od pewnego czasu obserwuję bardzo niepokojące zjawisko: wszyscy zakopują się w swoich "norkach" i zajęci codzienną krzątaniną i zmartwieniami chcą mieć święty spokój. Życie społeczne jest kompletnie zatomizowane, a jego instytucjonalizacja powoduję, że pewne naturalne integracje schodzą do podziemia. Zmęczenie materiału będące wynikiem – jak to nazywa R. Ziemkiewicz – codziennego „pływania w kisielu” przekroczyło chyba dopuszczalne normy wytrzymałości. Ludzie więc siedli i odpoczywają. Kilka lat temu modne stały się algi. Ludzie hodowlami je i rozdawali sobie na wzajem. Miały być uniwersalnym środkiem leczniczym i kosmetycznym. Wtedy jeden z mych przyjaciół wysnuł śmiałą teorię – nieomal rodem z Filipa K. Dick’a o tym, że być może dokonuje się właśnie wielki ewolucyjny fenomen. Inteligentne algi tak pokierowały ewolucją i naszymi zachowaniami, że znalazły idealnego żywiciela i reproduktora w postaci człowieka. Może coś w tym jest? Czy już jesteśmy stadem barnów, które tylko od czasu do czasu rażone prądem z elektrycznego pastucha jakim była smoleńska tragedia znowu wraca na wyznaczony przez juhasów kawałek łąki? Juhasi i baca doją nas bez reszty. A może na tym polega nasza strategia na przetrwanie? Chodzi o to, aby spokojnie pogryzać swój kawałeczek łąki i za bardzo nie rozglądać się dookoła. Bo czy czegoś nam jeszcze do szczęścia potrzeba? Być może stado baranów myśli podobnie: "baca i juhasi to tylko służba na ich dworze i dbają oni tylko o to aby "żyło się lepiej". Aby "papu" było na czas, aby nikt nam nie przeszkadzał. Przecież obcięcie runa to tylko zabieg kosmetyczny, a to że od czasu do czasu ktoś nas wydoi to też przecież nic złego. Za chwilę co jakiś czas ktoś zginie zabrany przez juhasów bo już będzie za stary. Ale przecież to też dla naszego dobra, bo starość jest taka "obleśna"." Do drugiej tury wyborów dostało się dwóch przewodników stada. Obaj opowiadają nam historie o wspaniałych pastwiskach i o chłodnych szemrzący strumykach. Obaj mają poparcie bacy i juhasów, bo tak naprawdę to nie jest ważne kto będzie przewodnikiem stada – ważne aby stado robiło co należy i było zajęte od czasu do czasu wzajemnym trykaniem. Wtedy nikt nie zapyta: "jak wykręcić bezpieczniki od elektrycznego pastucha?" Niestety prawda jest brutalna: barany i owce już nie potrafią żyć na wolności. A czy my potrafimy? Adam Kalicki Foto. PSz