Tag Archives: Jarosław Kaczyński

PiS nie istnieje!

Afera taśmowa zakończyła się - póki co tak, jak to przewidział na naszych łamach nasz Autor, Karol Gajewy, czyli niczym. Pan Stanisław Michalkiewicz napisałby, że wszystko skończyło się wesołym oberkiem. Przy tej okazji obnażona została potężna miałkość PiS-u jako opozycji. Można by rzec, sytuacja przerosła tę partię.

Rafał Ziemkiewicz: Polska to typowa bananowa republika

Rafał Ziemkiewicz w szczerej i kontrowersyjnej rozmowie z Marcinem Rolą mówi m.in. o faszyzmie, Smoleńsku, Tusku, Kaczyńskim, lemingach, słoikach. Czy w Smoleńsku doszło do zamachu? Co zrobi Jarosław Kaczyński gdy dojdzie do władzy? Czy Polsce grozi fala faszyzmu? Dlaczego Polacy są tak biernym narodem? Co Rafał Ziemkiewicz sądzi na temat Janusza Korwin-Mikke?

Kaczyńskiego recepta na kryzys: więcej socjalizmu!

Jaka recepta wydawać by się mogła najwłaściwsza dla gospodarki kulejącej od nadmiaru socjalizmu? Logika podpowiada, że powinien to być wolny rynek, kapitalizm, więcej wolności gospodarczej i mniej etatyzmu. Niestety, logika nie jest ulubioną dyscypliną polityków. Dla nich, recepta na kryzys brzmi: jeszcze więcej socjalizmu.

Kaczyński i Tusk, lećcie ratować demokrację na Marsie i już nie wracajcie!

Jarosław Kaczyński pojechał na Ukrainę bronić demokracji. Donald Tusk oświadczył, że nie pozwoli, by polscy obywatele byli bici w Kijowie. Ambasador Ukrainy wezwany został do polskiego MSZ, gdzie przedstawiono mu stanowczy protest. Wszystko dlatego, że rząd Ukrainy wypiął się na UE.
Wyobraźmy sobie teraz taką sytuację... Rząd Ukrainy ogłasza triumfalnie kilka dni temu, że podpisał układ stowarzyszeniowy z Unią Europejską. Premier z radością oznajmia, że dzień, w którym "nasz kraj stanie się członkiem UE przybliżył się". Następnego dnia, albo nawet i tego samego, kiedy premier ogłasza "radosną nowinę", na kijowski Majdan wychodzą dziesiątki tysięcy Ukraińców protestować przeciwko wstępowaniu ich kraju do eurokołchozu. Demonstranci domagają się cofnięcia umowy stowarzyszeniowej i dymisji rządu. W nocy na centralny plac stolicy Ukrainy wpadają oddziały szturmowe specjalnej brygady milicji i brutalnie rozpędzają demonstrację. Leje się krew, są ranni, wśród nich dwóch Polaków.... Co dzieje się dalej? Czy wśród rządzącej Polską "elity" pojawiają się głosy oburzenia? Czy Tusk protestuje przeciwko brutalnej akcji milicji, i czy Kaczyński stroi się w rycerzyka i wyrusza do Kijowa bronić demokracji? Czy wreszcie polskie MSZ upomina ambasadora Ukrainy i przedstawia mu stanowczy protest, oraz czy zdecydowanie występuje w obronie Polaków pobitych w Kijowie podczas demonstracji? Otóż jestem przekonany, że nic takiego nie miałoby miejsca. Kaczyński powiedziałby, że Ukraina "dobrze wybrała" i że rząd zdoła oprzeć się protestom tych, którzy zniszczyć chcą demokrację, a Ukrainę pozostawić chcą w cywilizacyjnym skansenie. Poza tym to na pewno agenci Rosji, no bo któż inny może być przeciwko członkostwu w Unii Europejskiej. Tusk zapewne powiedziałby mniej więcej to samo, może tylko dałby lekkiego prztyczka Kaczyńskiemu, że nie jest do końca szczery, ponieważ z jednej strony sam krytykuje UE, twierdzi, że Polska traci niepodległość, a z drugiej zachęca do członkostwa w UE rząd w Kijowie. A co do Polaków pobitych przez ukraińską milicję? Pewnie uznani by zostali za delegaturę Ruchu Narodowego, albo za jakichś pseudokibiców, którzy dostali, co chcieli pakując się w "antydemokratyczne" demonstracje. Jeśli zaś któryś z polskich polityków odważyłby się pojechać do Kijowa wesprzeć demonstrantów, zapewne ochrzczony by został mianem faszysty i antydemokraty, którego należy potępić nie tylko za to, że jest faszystą i antydemokratą, ale również za to, że miesza się w wewnętrzne sprawy innego państwa. Tusk z Kaczyńskim zaraz też pewnie przeprosiliby za niego rząd w Kijowie... W takim oto świecie dziś żyjemy. Rządzą nami krętacze, drobni i grubsi cwaniaczkowie, lawiranci i hipokryci. Ech szkoda, że na Marsie nie ma życia i że tam nie odbywają się takie demonstracje, jak te, które trwają na Ukrainie. Może dla ratowania demokracji na Marsie, Kaczyński, Tusk, Sikorski, Miller, Piechociński, Palikot i cała reszta tej ferajny, udaliby się tam i nigdy już tutaj nie wrócili. "Czerwona planeta" byłaby dla nich jak najbardziej odpowiednia, idealnie pasująca do ich czerwonej mentalności... Paweł Sztąberek

Po Marszu – moja teoria spiskowa

To oczywiście tylko teoria spiskowa, ale trochę trzyma się kupy... Marsz Niepodległości leży na wątrobie wielu politycznym kacykom III RP, od Jarosław Kaczyńskiego aż po Donalda Tuska. Te dwa okopane na politycznej scenie organizmy nie mogą bez siebie żyć.
PiS od dawna dyskredytuje Marsz Niepodległości oraz jego organizatorów. Podobnie czyni środowisko "Gazety Polskiej". Wiadomo, polityczna konkurencja, która może naruszyć utrwalany przez lata układ sił. PiS robi wszystko, by nie być zepchniętym z zajmowanej pozycji, w myśl hasła "koryta raz zdobytego nie oddamy". Marsz Niepodległości i jego organizatorów tępi także Platforma Obywatelska. Minister Sienkiewicz ogłasza "wojnę z faszyzmem", Donald Tusk oświadcza, że "faszyzm nie przejdzie". Najprawdopodobniej chodzi jednak o to, by nie dopuścić, by obok PiS wyrosła jakaś nowa siła, a nie daj Boże - żeby ta siła PiS wyautowała. Wtedy zabawa mogłaby się skończyć, a dni Donalda Tuska i jego grandy rzeczywiście mogłyby być policzone. 11 listopada 2013 odbył się kolejny Marsz Niepodległości. Właściwie nie pozwolono mu na to, by się odbył. Jak zwykle bandy prowokatorów, bo tylko tak można nazwać kogoś, kto idzie czcić Święto Niepodległości z kamieniami i butelkami, od samego początku usiłowały zakłócać przebieg uroczystości. Trudno teraz przesądzać, kim owi prowokatorzy byli. Niemniej jeśli ktoś rozrabia na pokojowym marszu musi być prowokatorem. Władze tylko czekały na taki przebieg wydarzeń, a kto wie, czy same go nie wyreżyserowały. Ostatecznie warszawski ratusz podjął decyzję o rozwiązaniu marszu. Niestety nie udało się dojść do końca. Cel tych, którzy robili wszystko, by Marsz Niepodległości zdyskredytować, pokazać jako siedlisko "nazizmu" czy "faszyzmu", został osiągnięty. PiS i PO zacierają rączki. Rzadko oglądam telewizję. Potok kłamstw i głupoty jaki się z tego medium sączy jest trudny do strawienia. Ale dziś włączyłem TVN24. Ekran podzielony był na dwie części. W jednej z nich widać było rozbiegające się gdzieś na ulicach Warszawy grupki ludzi, policyjne kordony, pełno dymu i gazu łzawiącego - jednym słowem anarchia, chaos i przemoc, w drugiej zaś części ekranu Jarosław Kaczyński akurat w tym momencie wygłaszał swoje przemówienie z Krakowa, coś tam smęcąc o tym co zawsze - w każdym razie spokój, powaga i zdyscyplinowany tłum. Wszystko wróciło do normy. PiS i PO dalej rządzą Polakami! Wspólne koryto konsoliduje... No i jak Wam się podoba Wam moja teoria spiskowa? Paweł Sztąberek

Irracjonalizacja czyli gospodarka według PiS

Główną troską polityków są finanse publiczne co nie dziwi zważywszy, że sami się z nich utrzymują. A jak w kasie zabraknie, to może się okazać, że „przedstawiciele społeczeństwa” zamienią nam swoje diety poselskie na diety bezmięsne.
Problem w tym, że walcząc o naprawę finansów publicznych (a kto je popsuł?) zapominają, że owe finanse są pochodną zamożności społeczeństwa, nie odwrotnie. Choć rzecz jasna są tacy, którzy zbyt długo oderwani od rzeczywistości uważają, że to akurat urzędnicy tworzą miejsca pracy i pozwalają ludziom pracować. Jak rząd Tuska walczy o naprawę finansów publicznych – wiadomo. Kolejne pomysły to: zwiększenie uprawnień skarbówki, lustracja kont bankowych, ułatwienia fiskusowi zajmowania majątku podatników, osłabienia interpretacji podatkowych i rzecz jasna wpisanie w ordynacji podatkowej klauzuli obejścia prawa. Uzasadnienie dla tej ostatniej jest co najmniej kuriozalne: „ma uniemożliwić obniżenie sobie podatku lub jego uniknięcie legalnymi sposobami”. To po cholerę ustanawiać takie prawo, z którego korzystanie jest przestępstwem zagrożonym karami? A co proponuje w takim razie największa partia opozycyjna, czyli PiS? Pełnego programu nie ma, ale z kolejnych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wynika, że nie ma co liczyć na uwolnienie polskiej gospodarki. Zresztą sam Kaczyński mówi wprost, że „mechanizm wierzący w niewidzialną rękę rynku i skrajny indywidualizm jest zabójczy dla Polski”, choć jeszcze kilka dni wcześniej deklarował mówiąc o lustracji biznesu „Porządne państwo i dobrze działający rynek — gdzie nie trzeba łapówek i znajomości — same to uregulują”. Rzecz jasna państwo będzie czuwać nad „procesem racjonalizacji przedsiębiorstw działających na rynku”. Oto garść racjonalizatorskich pomysłów PiS: 39 procentowy PIT dla najlepiej zarabiających z ulgami inwestycyjnymi, podatek obrotowy od transakcji finansowych, hipermarketów, dużych sieci handlowych i telekomunikacyjnych, uszczelnienie systemu VAT, ulgi na dzieci i mieszkaniowe, karne podatki dla przedsiębiorców za mało płacących i wreszcie – przywrócenie prawa pracy. Problem w tym, że ta paskudna „niewidzialna ręka rynku” działa zawsze, niezależnie od systemu. Drobny przykład – gdy w PRL wprowadzono kartki na wódkę rozkwitły tzw. „meliny”. Nie inaczej będzie, gdy PiS zacznie realizować swój program gospodarczy, którego głównym skutkiem może być masowy exodus przedsiębiorców z Polski. Wszak nikt, ani lud pracujący miast i wsi tak przez wszystkich kochany, ani znienawidzeni przez wszystkich przedsiębiorcy nie pracują by płacić podatki, tylko żeby mieć z czego żyć na początek. Zamiast więc przywracać trzeci próg podatkowy onegdaj zlikwidowany przez rządy PiS (warto tutaj przypomnieć, że RPO z nadania PiS - Janusz Kochanowski – zaskarżył podatek progresywny do Trybunału Konstytucyjnego) i wprowadzać różne ulgi lepiej zwyczajnie wprowadzić podatek liniowy likwidując tym samym główną przyczynę unikania opodatkowania. Zamiast wprowadzać podatek obrotowy dla niektórych podmiotów – wprowadzić jeden dla wszystkich – podobnie nie będzie przesłanek do kombinowania jak to obejść. Wreszcie przestać się wygłupiać z karnymi podatkami za zbyt niskie płace, bo podatki po pierwsze nigdy nie są nagrodą, a po drugie przedsiębiorcy sami wiedzą lepiej od urzędników (bo kto to będzie ustalać czy płaca jest za niska?) ile mogą zapłacić pracownikowi i jeśli zatrudniają ludzi na umowach cywilno – prawnych, to w dużej mierze właśnie przez koszty pracy, w tym płacę minimalną. Tylko pozostawienie pieniędzy w rękach obywateli zwiększy konsumpcję, popyt a tym samym również podaż i przełoży się na racjonalny rozwój gospodarki, o który tak się martwi Jarosław Kaczyński. Jako podsumowanie tekstu przypomnę pewne zdarzenie – debata Donalda Tuska i Aleksandra Kwaśniewskiego. Tusk zapytał interlokutora „Czy wie pan, jak zakłada się w Polsce firmę? Tak krok po kroku” Kwaśniewski uczciwie odpowiedział „Nie jestem przedsiębiorcą. Ale mogę Panu powiedzieć jak się zakłada partię. Mogę też Panu powiedzieć jak się wygrywa wybory prezydenckie, krok po kroku”. Dlatego niech każdy się zajmie swoim – politycy polityką, pracownicy pracą a przedsiębiorcy – biznesem. Wszyscy na tym skorzystają. Michał Nawrocki

Korwin-Mikke już się widzi w koalicji z Kaczyńskim

W tygodniku "Najwyższy Czas!" (nr 37-38 z 7-14 września 2013 r.) Janusz Korwin-Mikke, lider Kongresu Nowej Prawicy rozważa możliwość zawarcia koalicji jego ugrupowania z Prawem i Sprawiedliwością. Stwierdza, że w PiS chyba narasta obrzydzenie niedawnym skrętem partii "na lewo".
Powodów do snucia takich rozważań dostarcza JKM sondaż dotyczący możliwych wyników wyborów do europarlamentu (niestety nie jest podane źródło tego sondażu), który daje KNP  5,9 proc. Korwin-Mikke pisze: "Obecne sondaże wyborcze napełniają mnie głębokim niepokojem". Jeszcze niedawno JKM szalał ze szczęścia, gdy jeden z sondaży dał partii 5 procent. Ale ten niepokój lider KNP zaraz uzasadnia: "Nasz optymistyczny scenariusz zakładał, że KNP, wszedłszy do sejmu, będzie mógł proponować koalicję na obydwie strony. Stawiając twarde warunki". Tymczasem okazuje się, że specjalnie żadnych warunków nie będzie mógł stawiać, a co najwyżej, będzie skazany na koalicję z PiS, o ile PiS będzie tego chciało. Janusz Korwin-Mikke ma już wizję tej ewentualnej koalicji. PiS mógłby się zajmować swoimi ulubionymi tematami, czyli lustracją, dekomunizacją itp. KNP natomiast mogłoby się zająć gospodarką. JKM zauważa, że w PiS narasta niechęć do skrętu partii w lewo i coraz więcej działaczy chciałoby rzeczywiście radykalnych reform. "Jeśli ten postulat zostanie przez PiS przyjęty to (oczywiście!!!) możemy postawić w rękach PiS całość władzy wykonawczej - skupiając się na reformie ustaw" - dodaje JKM, widząc w tej propozycji całkiem niezłą płaszczyznę porozumienia. Tymczasem w wydaniu dziennika "Rzeczpospolita" z 4 września 2013 r., Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie, że Polacy  powinni więcej zarabiać i że państwo powinno wymusić na pracodawcach wzrost zarobków, np. poprzez wprowadzenie karnych podatków. Tematu niestety nie rozwija, może raczej - dziennikarze dalej nie ciągną go za język, jednak dobrze by było, aby Janusz Korwin-Mikke, gdy tylko będzie miał okazję, zapytał prezesa PiS, co konkretnie ma na myśli. Póki co, Janusz Korwin-Mikke, w artykule w "NCz!" zauważa: "W PiS wyraźnie widać, że obecny skręt w lewo budzi pewne obrzydzenie. Jeśli Jarosław Kaczyński nie chce wspierać - nośnych przecież politycznie - protestów "S" i OPZZ, to znaczy, że albo już szykuje zwrot w prawo ... albo ma kolejny (mniej lub bardziej genialny...) plan taktyczny. Tak czy owak: nie mamy wyboru, będziemy musieli to chwalić (podkreśl. PROKAP)". A kolejnym zdaniu dodaje: "Pewną przeszkodą w sojuszu jest to, że do wyborów będziemy musieli PiS szczególnie mocno atakować - bo tylko w ten sposób przekonamy do siebie tych, którzy głosują na PO wyłącznie z rozpaczy, >>by nie doszedł do władzy PiS<<". I tu rodzi się pytanie... Czy rozważania JKM ktokolwiek może poważnie serio? Czy poważny polityk zdradza swoją taktykę wyborczą na forum publicznym, nawet jeśli jest to niskonakładowy "NCz!"? Jednym słowem, potencjalni, rozczarowani do PO i niechętni PiS-owi, wyborcy KNP już wiedzą, że głosując na JKM, głosują tak naprawdę na znienawidzonego Kaczyńskiego, a atakowanie PiS przez KNP to tylko taki teatrzyk, pic na wodę fotomontaż... Mam dla JKM propozycję... Pan prezes dużo jeździ po Polsce, właściwie cały czas. Spotyka się ze swoimi aktywistami gdzie tylko się da. Może niech na zamkniętych spotkaniach zdradza swoje polityczne scenariusze. Bo sposób w jaki dotychczas to robi nie jest poważny i od razu sugeruje, że JKM coś kręci albo się usprawiedliwia. A może najlepiej niech w ogóle zrobi sobie przerwę w jeżdżeniu po Polsce. Czasami dobrze jest spojrzeć na politykę, na kraj, na problemy nie z pozycji człowieka, który na spotkaniach ze sobą widzi tłumy, i myśli, że to cała Polska. Czasem dobrze jest powrócić trochę do rzeczywistości i zapomnieć na chwilę o tych 120 tys. lubiących na Facebooku i pełnych salach na spotkaniach. Pełna sala na spotykaniu z JKM nie znaczy, że zmieniły się społeczne nastroje. Bo te sale zazwyczaj na spotkaniach z nim były pełne. Już od ponad 20 lat! A czy wynik z jakiegoś (nie podano źródła) sondażu, który daje KNP prawie 6 proc. jest wystarczającym powodem do tego, by snuć plany koalicyjne na czas po wyborach, które mają się odbyć dopiero za 2 lata? I to na forum publicznym? Jarosław Kaczyński pewnie pęka ze śmiechu czytając rozważania Korwin-Mikkego w ostatnim "NCz!". A co mają myśleć wyborcy, którzy z niechęci do PiS-u byliby gotowi oddać na JKM swój głos? To już chyba lepiej głosować na PiS albo w ogóle nie iść na wybory... Paweł Sztąberek

Korwin kontra Czarnecki (Kaczyński)

Rozmowa w Polsat News: Janusz Korwin-Mikke (KNP) kontra Ryszard Czarnecki (PiS). Politycy odnoszą się m.in. do antykorwinowskiej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, sensowności utrzymywania podatku dochodowego, reformy emerytalnej, przymusu ubezpieczeń itp. Polecamy!
 

Kaczyński: Socjalizm tak! Wypaczenia nie!

No, może prezes Prawa i Sprawiedliwości nie mówi tego dosłownie, jednak wyraźnie sygnalizuje, w którym kierunku zamierza w najbliższym czasie iść jego partia. Teraz to już chyba najwięksi wolnorynkowi optymiści z PiS nie powinni mieć złudzeń. Jeśli wciąż tam są, znaczy to, że chyba już tylko dla kasy.
Polecamy fragment wywiadu z prezesem Jarosławem Kaczyńskim... Mówi on w nim m.in. o tym, że chciałby poszerzać PiS o nowe środowiska. Mamy pewne pomysły: PPS, KPP, PPP i inne lewactwo, którego - niestety - nie brakuje.

Przemysław Wipler: Gowin mówi – „PO oszukała ludzi!”

"Bardzo cenię list posła Gowina, punktujący oszustwo jakim jest od 6 lat formacja rządząca naszym krajem. Gowin mówi w swoim liście coś takiego: Oszukaliśmy ludzi. Mieliśmy być partią niskich i prostych podatków, a w zeszłym roku wprowadzono 13 miliardów nowych danin publicznych" - powiedział poseł Przemysław Wipler z PiS podczas spotkania z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 27 maja 2013 roku.
Zapraszamy do obejrzenia relacji z tego fragmentu spotkania, który dotyczył listu posła Jarosława Gowina na temat sytuacji w Platformie Obywatelskiej. Pod filmem zapis tekstowy rozmowy posła Wiplera z publicznością. Wersja tekstowa: Przemysław Wipler: Gowin mówi – „PO oszukała ludzi!” Fragment spotkania posła Przemysława Wiplera z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 27 maja 2013 roku.... Pytanie z sali: Co Pan myśli o liście posła Jarosława Gowina o sytuacji w PO? Przemysław Wipler: Bardzo cenię list posła Gowina, punktujący oszustwo jakim jest od 6 lat formacja rządząca naszym krajem. Dopiero po 6 latach się obudził? Nie wiedział w czym uczestniczy? Moim zdaniem stracił on nadzieję, że coś istotnego w ramach Platformy da się jeszcze zrobić. Czy wyprowadzi kogoś z PO? Zobaczymy. Jestem bardzo ciekaw, niemniej ciekaw jak pan. W ogóle bardzo ciekawe rzeczy się dzieją. Moim zdaniem jest teraz taki czas, jak w roku 2001, kiedy powstały dwie duże formacje. Mamy bardzo ciekawy czas w polskiej polityce i to jest pierwszy, od właściwie 6 lat moment, kiedy to w Platformie pęka. Tam ludzie wychodzą. Na przykład poseł Godson, który mówi, że jest dyskryminowany w Platformie, nie ma dla niego miejsca, jego dni są policzone. Jest poseł Żalek, który wędruje po mediach i twardo swoich kolegów traktuje. No i jest wreszcie poseł Gowin, który właściwie napisał wczoraj: „Oszukaliśmy ludzi. Mieliśmy być partią niskich i prostych podatków, a w zeszłym roku wprowadzono 13 miliardów nowych danin publicznych. Podwyższono składkę rentową, zlikwidowano ulgę internetową... Składka rentowa to jest w skali roku 9 miliardów, składka internetowa to jest 400 milionów, likwidacja ulgi na wychowanie pierwszego dziecka dla 160 tysięcy rodzin, które mają łączny dochód powyżej 112 tysięcy zł, to jest kolejne 400 milionów zł. Wprowadzenie podatku od miedzi i srebra czyli de facto od KGHM to są 2 miliardy złotych. Jeszcze VAT! VAT podniesiony był już 2 lata temu i to jest 7 miliardów rocznie. Ale w zeszłym roku miało miejsce podniesienie, takie symboliczne, VAT-u od ubranek dla dzieci, z 7 procent na 23. I to jest mniej więcej 160 milionów zł zabranych rodzinom, które wychowują małe dzieci. I tak kawałek po kawałku wprowadzono w zeszłym roku 13 miliardów zł nowych podatków. Jest jeszcze zatrudnienie 100 tysięcy nowych urzędników, którym my musimy wszystkim płacić. Jest 350 miliardów nowego długu publicznego. Gowin mówi tak: Ktoś siedział na kolacji z kolegami. Nagle przychodzi rachunek i on mówi, hej, mamy płacić po równo, bo coś nie wychodzi, coś się tutaj nie zgadza, to jest dla mnie troszeczkę za dużo, za drogo, ja w to nie wchodzę, ja się tak nie będę bawił... Czy PiS przyjmie posła Gowina? Zobaczymy. To ciekawa kwestia... Podobno była już rozmowa? Nie mam pojęcia czy była rozmowa... W telewizji przed chwilą widziałem, że była rozmowa pana Gowina z prezesem Kaczyńskim. Ale słyszałem, że dementował wcześniej... Ale skoro prezes Kaczyński powiedział, że taka rozmowa była to nie będę się na ten temat wypowiadał. Relacja: Prokapitalizm.pl Foto.: ISz/Prokapitalizm.pl

Stanisław Michalkiewicz: Być może Kaczyński wie, że TV Trwam nie dostanie koncesji

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl z redaktorem Stanisławem Michalkiewiczem. Red. Michalkiewicz mówi m.in. o niedawnej wolcie mec. Rogalskiego w sprawie smoleńskiej, o tym, kto jest czyim zakładnikiem w PiS, kto kręci partią Jarosława Kaczyńskiego i o nasilającym się konflikcie pomiędzy TV Republika a TV Trwam.

Polityczny teatrzyk w socjalistycznym bagnie

Zmora socjalizmu to ciągłe próby naprawiania tego, co wcześniej samemu się zepsuło. III RP jest najlepszym tego przykładem. Wyjałowieni z głębszych idei politycy dwoją się i troją, jakby tu rozwiązać "palące problemy" społeczeństwa.
Jeden z najważniejszych problemów to oczywiście bezrobocie. Można by pomyśleć, że walka z nim to największe zadanie polityków, wymagające olbrzymiego heroizmu i poświęcenia. Niemalże jak walka rycerza z krwiożerczym smokiem. Z jednej strony ziejące ogniem bezrobocie, z wielkimi pazurami, ryczące, że aż uszy puchną, a z drugiej dzielny polityk, z mieczem, tzn. z pakietem ustaw, wymachujący nimi na lewo i prawo i chcący bezrobocie pokonać... I zapewne nie byłoby to takie trudne, gdyby tego bezrobocia wcześniej nie dokarmiano, tak jak dokarmiano smoka podrzucając mu niewinne dziewice... Dziś jednak mało który politruk gotów jest przyznać, że wie, skąd się bierze bezrobocie. Klapki na oczach, często zapewne połączone ze zwykłym cynizmem to wystarczające alibi do ciągłego dokarmiania smoka, a tym samym do mnożenia kolejnych działań pozornych. Właśnie wicepremier Janusz Piechociński ogłosił, że planuje reformę urzędów pracy. Według jego pomysłu, urząd pracy służyć ma nie temu, aby zgłaszał się do niego bezrobotny i rejestrował się po to, by uzyskać ubezpieczenie, lecz po to, by odwiedzał go pracodawca z pracownikiem pytając, ile dofinansowania od państwa może uzyskać na owego pracownika. Rewelacyjne rozwiązanie, nieprawdaż? Niby coś nowego, ale tak naprawdę nie zmieniające istoty rzeczy - czyli systemu dalszej redystrybucji pieniędzy podatników. Politycy demokratyczni cierpią na nieuleczalną zmorę: czują się zobligowania do działania. Muszą coś robić, ciągle coś wymyślać, tworzyć, nowelizować. Najpierw wszystko partaczą, by za chwilę wymyślać "idealne" recepty, które skutki tego partactwa miałyby zniwelować. Zazwyczaj jednak jest odwrotnie - partactwo podnosi się do potęgi... Swoje rewelacje na temat walki z bezrobociem ogłosił także Jarosław Kaczyński. Podczas niedawnych spotkań z wyborcami w różnych częściach kraju stwierdził, że z bezrobociem można łatwo wygrać. Wystarczy tylko nakłonić młodych ludzi, by "zakładali firmy". Też rewelacyjne, nieprawdaż? Założyć radośnie firmę, po czym ... dzielić się swoją radością z ZUS-em, Urzędem Skarbowym oraz innymi urzędami, w których trzeba uiszczać przeróżne opłaty, np. za koncesje. Kaczyński uważa ponadto, że pieniądze, które mają być przeznaczone na działalność spółki Inwestycje Polskie można by przeznaczyć na aktywną walkę z bezrobociem w większych miastach. Jego zdaniem stworzyłoby to około 800 tysięcy nowych miejsc pracy. Zawsze zastanawiało mnie jak politycy wyliczają sobie (albo - kto im wylicza?) przeróżne kwoty z taką precyzją. Kaczyński wyliczył, że byłby w stanie stworzyć 800 tys. nowych miejsc pracy. Ale mniejsza z tym, bo ważne jest to, że właściwie żaden z polityków, zarówno z partii rządzących jak i z opozycji parlamentarnej, nie prezentuje pomysłów, które rzeczywiście mogłyby przyczynić się do rozwiązania choć trochę problemu bezrobocia. Każdy natomiast, w mniej lub bardziej jawnej formie, obiecuje rozwiązania, które oznaczały będą olbrzymie koszty dla podatników. Bo nawet jeśli Jarosław Kaczyński apeluje o zakładanie firm to jednocześnie obiecuje ulgi, które oczywiście pokrywane będą przez tych, co żadnych ulg mieć nie będą. Żaden z polityków nie zająknie się na temat wysokich kosztów pracy, nie zaproponuje obniżenia podatków, likwidacji ZUS-u czy zniesienia wszelkich koncesji oraz wycofania się państwa z gospodarki. Gdyby choć jeden z nich coś takiego zaproponował, można by taką propozycję potraktować serio. Bo w innej sytuacji mamy do czynienia jedynie z teatrzykiem. Aktorzy wypowiedzą swoje kwestie po czym wracają do domu, a życie w tym socjalistycznym bagnie toczy się dalej... Paweł Sztąberek Foto.:pupopoczno.pl