Tag Archives: kara śmierci

Zbrodnia i kara – wszystkiemu winni Polacy

Karać, czy nie karać? Oto jest pytanie. W „państwie teoretycznym”, jakim była Polska za rządów PO-PSL, winą była już sama chęć poznania prawdy, a karą, co najmniej wykluczenie z klubu tych, którym forsa się należała za samo pochodzenie. Dzięki vetu prezydenta stan ten ma szanse przedłużyć się co najmniej, do chwili przedawnienia zbrodni popełnianych przez prominentów.

Czy kara śmierci to jest zabicie?

Stanisław Michalkiewicz w artykule Kara śmierci i chrześcijanie trafnie zauważył, że brutalny gwałt na polskiej turystce w Rimini wywołał wiele komentarzy nie tylko na temat „uchodźców”. O. Grzegorz Kramer SJ zareagował bardzo emocjonalnie na słowa ministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który na Twitterze napisał, że okrutni sprawcy powinni być skazani na karę śmierci. Jezuita odpisał: „Kara śmierci to jest zabicie, nie »środek zaradczy«”.

Cieszę się, że wreszcie mogę zagłosować na dobro, a nie na „mniejsze zło”!

Człowiek o poglądach prawicowo-liberalnych ma w wyborach prezydenckich komfortową sytuację. Jeszcze nigdy nie było tak, aby aż pięciu kandydatów odwoływało się do wartości wolnorynkowych i to nie dlatego, że tak jest fajnie czy modnie, lecz dlatego, że mają za sobą bogaty bagaż walki o te wartości.

Janusz Korwin-Mikke: Trynkiewicz powinien wisieć 25 lat temu

Janusz Korwin-Mikke podczas spotkania w Piotrkowie Trybunalskim odpowiada na pytania dotyczące wielokrotnego zabójcy pedofila z Piotrkowa, Mariusza Trynkiewicza, który wkrótce ma wyjść na wolność. Mówi ponadto o sprawiedliwości społecznej, prawach więźniów, ZUS-ie i OFE. Spotkanie odbyło się w 2013 roku.

Sprawa Trynkiewicza: amnestia dla „szatana z Piotrkowa” była niezgodna z prawem

Polska ma nowego bohatera. W cudzysłowie oczywiście, ale jednak. Czy jest w Polsce ktoś, kto, dzięki niezawodnym jak zwykle mediom, nie wiedziałby kim jest Mariusz Trynkiewicz? Zakładając, że każdy wie, przejdę do meritum.

Kara śmierci – poglądowa transformacja

Janusz Korwin-Mikke powiedziałby, że mnie przerobili, zmiękczyli, że na państwowej uczelni zrobili ze mnie osobę przeintelektualizowaną, co prawda nie uważającą, że prawda nie istnieje, ale przekonaną, dużo bardziej niż kiedyś, że znalezienie prawdy przez człowieka, istotę wybitnie ułomną, jest niezwykle trudne, często wręcz niemożliwe. Ja odpowiadam, że pokazali mi po prostu inny sposób postrzegania rzeczywistości, pokazali, że zawsze trzeba wysłuchać argumentów drugiej strony i wtedy artykułować swój osąd. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka postawa jest dużo łatwiejsza – przywoływać zawsze argumenty dwóch stron i generalnie uchylać się od opinii lub wyrażać ją z zastrzeżeniem, że może być błędna, ale to nieprawda, jest wręcz przeciwnie – najłatwiej znać tylko jeden punkt widzenia i swobodnie wyrokować, ale znać dwa bądź dużo, dużo więcej poglądów i starać się o wystosowanie jak najsprawiedliwszej oceny to jest sztuka.
Piszę o tym, ponieważ chciałbym odnieść się do problemu kary śmierci. Jeszcze niedawno zauroczony logicznymi wywodami środowiska skupionego wokół Janusza Korwin-Mikkego, dawnej Unii Polityki Realnej, obecnego Kongresu Nowej Prawicy, byłem przekonany, że kara śmierci dla mordercy, który z premedytacją pozbawia życia niewinnego człowieka, jest karą słuszną i że państwo nie może jej się wyrzekać z powodu wyższych, humanitarnych idei. Uważałem, że kara ma być sprawiedliwa, tzn. funkcjonować w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb (jakże płytka to definicja sprawiedliwości), odstraszać i generalnie porządkować świat, skupiając się na usuwania ze społeczeństwa jednostek, które swoim jednym czynem, przekreślają swoją wartość dla świata ostatecznie i nieodwołalnie. Przyznam obecnie, że to bardzo ciekawe i logiczne ujęcie problemu, aczkolwiek, rzekłbym, ujęcie nie wyczerpujące. Należy bowiem pamiętać, że nie ma ludzi nie popełniających błędów. Niektórzy popełniają większe pomyłki, inni mniejsze, a zdrowy umysłowo człowiek (a tylko taki może być winny popełnienia zbrodni, ponieważ musi być świadom, tego co robi i się na to godzić) po prostu z zasady nie morduje, ponieważ jest to sprzeczne z jego naturą, elementarnymi normami moralnymi wyprowadzanymi z jego rozumu, otoczenia i rodziny, tradycji oraz obyczajów, a jeśli już pozbawi kogoś życia, popełnia zwyczajnie błąd, którego kara śmierci naprawić już w żadnej mierze nie umożliwia. Nie można pozbawiać ludzi prawa do naprawiania swoich błędów. Wypada także zauważyć, że szeroko pojęte środowisko liberalne politycznie i gospodarczo, skupia się przecież w swoich rozważaniach na temat państwa i prawa na zakresie ingerencji władzy państwowej w sferę wolności obywateli. Łatwo spostrzec, iż w tym państwie, w którym w kodeksie karnym znajduje się zapis o możliwości wykonywania kary śmierci, w razie ewentualnego zaognienia konfliktów społecznych, protestów, buntów na szeroką skalę, aparat państwa ma w swoich rękach potężną broń, jaką jest kara śmierci, która z pewnością jest łatwiej orzekana w czasach trudnych, gdy obowiązywała w czasach spokojnych. Odnośnie funkcji spełnianych przez karę (która ma między innymi odstraszać – to prawda), trzeba wspomnieć także o innych realnie przez nią spełnianych zadaniach. Kara może także wychowywać, promować pewne wartości, ganić zachowania niewłaściwe, a w końcu resocjalizować. Środowisko zwolenników kary śmierci przywołuje argument, że kara więzienia tak naprawdę nie resocjalizuje, bo jak można się resocjalizować, gdy idzie się do paki, w której uczy się tylko nowych sposobów popełniania przestępstw. Oczywiście, w jakimś stopniu, taki wpływ kary pozbawienia wolności na pewno istnieje, nie można jednakże zapominać o tym, że generalnie kara więzienia niejednego, dzięki przebywaniu w zamknięciu i jako takim odosobnieniu, zmusiła do refleksji, której nigdy by nie podjął lub nie zdołałby podjąć (gdyby funkcjonowała kara śmierci), przez co zmieniła na lepsze. Poza tym więzienie w zasadzie w jakiś sposób bardziej kieruje do życia przestępczego tylko ludzi odsiadujących krótkie wyroki – młody człowiek idzie na jakiś czas do więzienia, pozna ileś tam więcej nowych „sztuczek” i wraca do swojego miasta, osiedla, podwórka, spotyka starych znajomych, kumpli po fachu i chwali się nowymi zdolnościami. Aczkolwiek gdy taki młodzieniec odsiedzi swoje 5 czy 10 lat za poważniejsze przestępstwo, wraca z więzienia do otoczenia, które zmieniło się w tym czasie nie do poznania, wtedy znacząco spada prawdopodobieństwo recydywy, albowiem – pokazują to liczne przykłady z życia – człowiekowi najciężej odejść od życia na bakier z prawem z powodu przebywania w tym samym, przestępczym środowisku. Trwa także, faktycznie chyba już od tysiącleci, konflikt pomiędzy zwolennikami koncepcji determinizmu i indeterminizmu – z jednej strony człowiek jest produktem otoczenia, środowiska, rodziny, przypadków losowych, a więc ciężko winić 12-letniego chłopca w zalanym krwią afrykańskim kraju, że zabija, strzelając z karabinu, innych ludzi, ponieważ tak naprawdę nie ma pojęcia, co robi. Z drugiej strony człowiek posiada wolną wolę i podejmuje świadome decyzje, gdyż jest człowiekiem, istotą wolną, odpowiedzialną i ponoszącą konsekwencje swoich czynów. Prawdą jest, że dwa ujęcia tej materii są bez wątpienia trafne i słuszne. Szkopuł w tym, jak wyznaczyć proporcje pomiędzy wpływem tego, co wkoło nas, co od nas niezależne, a naszej woli, dzięki której możemy przeciwstawiać się nieprzewidzianej fortunie. Tak, jak jeszcze niedawno byłem zagorzałym zwolennikiem kary śmierci, potem się wahałem, teraz jestem jej przeciwnikiem. Za dużo bowiem związanych z nią wątpliwości moralnych. I tak, jak kiedyś się śmiałem z argumentu, że kara śmierci robi z nas takich samych barbarzyńców, jakimi są mordercy, teraz dostrzegam w tych słowach wiele prawdy i co więcej wydaje mi się, że zastosowanie środka ostatecznego jest niejako pójściem na łatwiznę. Cywilizowanym ludziom taka postawa po prostu nie przystoi.  Jakub Zaboklicki

Ach ta inkwizycja…

Inkwizycja to ulubiony motyw krytyki antyklerykałów wobec kościoła. Tymczasem Trybunały Inkwizycyjne były dokładnym przeciwieństwem tego, co się o nich głosi, zwalczając to, o co same były oskarżane: nierozumną wiarę, fanatyzm, upolitycznienie religii, przemoc i arbitralność prawa.

Szwajcaria przywróci karę śmierci?

Jak podaje "Nasz Dziennik", rząd szwajcarski zezwolił na zbieranie podpisów na rzecz rozpisania referendum w sprawie przywrócenia kary śmierci. Zdaniem władz Szwajcarii, dokumenty złożone przez działaczy opowiadających się za przywróceniem w Szwajcarii po 70 latach kary śmierci spełniają wymogi formalne. Grupa działaczy ma teraz czas do 24 lutego 2012 r. na zebranie 100 tys. podpisów za przywróceniem kary śmierci w przypadku zabójstw połączonych z przemocą seksualną. Rzecznik rządu André Simonazzi zaznaczył, że władze muszą jeszcze ustalić, czy kara śmierci byłaby zgodna ze szwajcarską konstytucją i zobowiązaniami międzynarodowymi Szwajcarii. Kraj ten zniósł karę śmierci w 1942 r., a ostatnią egzekucję wykonano tam w 1944 roku. PTP

Rozprawa z demokracją

W czasach świetności demokracji ludziom wydaje się, że ten ustrój jest najlepszy z możliwych, że lepszego jak dotąd nie wymyślono. Nic dziwnego, że przeciwnicy tego ponoć najlepszego modelu państwowego są w tych czasach uważni za osoby o skrajnych poglądach. Kiedy na świecie dominowała monarchia, przeciwnicy tego ustroju także byli uważani za dziwaków. Tak to już jest, że człowiek przyzwyczaja się do dominujących trendów. Obecne elity polityczne w Polsce jak i na świecie nie potrafią wyobrazić sobie życia bez demokracji. Charakterystyka Nazwa wywodzi się od słów: demos „lud” i „krateo” rządzę, czyli „rządy ludu”. Co to może oznaczać? Kto jest tym ludem? Kiedyś w czasach starożytnych, a przede wszystkim w starożytnych Atenach rządziła pewna grupa ludzi, ale nie wszyscy jej mieszkańcy. O przyszłości polis (miasto – państwo) decydowały jedynie najważniejsze rody. Także kobiety nie miały praw wyborczych. Czasy się zmieniły. Demokracja ateńska upadła. W Polsce od XVI wieku wytworzyła się inna forma demokracji – szlachecka. Znaczące wpływy w państwie zyskała szlachta. Często miała ona większe uprawnienia, niż król. Ale i wtedy nie można było powiedzieć, że o losie państwa decydowali wszyscy mieszkańcy Rzeczypospolitej. Dopiero w czasach nam współczesnych niemal każdy może decydować o państwie, w którym żyje. Jak widać w zależności od danych okresów historycznych różnie demokrację postrzegano. Bowiem w tym ustroju decydują wyborcy, czyli pełnoprawni obywatele, ale ten obywatel za kogo innego był uważany np. w starożytności, a inaczej na niego patrzy się teraz. Świadczy to o tym, że na świecie istniało już wiele najróżniejszych modeli demokracji. Jest jednak coś, co łączy wszystkie te mutacje – zasada, że większość ma rację. Demokratyczna III Rzeczpospolita III Rzeczpospolita jest państwem demokratycznym. Co do tego nie ma chyba nikt wątpliwości. Od 21 lat praktycznie każdy Polak może decydować o losie tego państwa. Nie zamierzam tutaj przedstawiać swojego stanowiska na temat sukcesów i porażek III RP, tym bardziej, że już to uczyniłem rok temu [http://www.prokapitalizm.pl/konkurs-na-artykul-o-iiirp-iiirp-zrobila-ludziom-wode-z-mozgu.html], a poza tym każdy i tak ma własne zdanie. W ciągu tych dwudziestu jeden lat demokracji w Polsce zdarzały się momenty, w których nie przestrzegano demokratycznych reguł. To państwo demokratyczne mimo akcji wielu środowisk, sprzeciwiających się wejściu w życie traktatu z Lizbony, za sprawą rządu, parlamentu i prezydenta nie zorganizowało referendum w tej ważnej sprawie. Polskie władze same postanowiły zgodzić się na ratyfikację wspomnianego dokumentu, który już ograniczył polską suwerenność. Ale polscy politycy – demokraci mają także za nic opinię większości polskiego społeczeństwa w stosunku do wprowadzenia kary śmierci. Z wielu sondaży wynika, że Polacy są za ponownym wprowadzeniem tej formy kary. Mimo to nasze władze ani myślą nawet o debacie publicznej na ten temat. Takich przykładów nie przestrzegania zasad demokratycznych można by wymieniać wiele. Warto wspomnieć również wielokrotne łamanie przez naszych polityków Konstytucji III RP, która mówi, że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” Demokratyczna Unia Europejska Sporo osób byłoby skłonnych postawić znak równości między wspomnianą organizacją międzynarodową a demokracją. Tymczasem ta wspaniała unia nie jest do końca demokratyczna, choć sama uważa się za taką. Udowodniła to w momencie, gdy wprowadzała w życie wspomniany traktat lizboński. Pierwotnie miał on być bez problemu zaakceptowany przez wszystkie państwa UE. Zgodnie z planem miał wejść w życie od 1 stycznia 2009 roku. Jednak w Irlandii w demokratycznym referendum większość obywateli zdecydowała, że nie chce wejścia w życie tego traktatu. Zgodnie z prawem unijnym nowy traktat mógł obowiązywać, jeśli został wcześniej zaakceptowany przez wszystkie państwa Unii Europejskiej. Jeśli któreś z nich powiedziałoby „nie”, wówczas dokument musiałby trafić „do kosza”. Tak powinno stać się w 2008 roku. Naród irlandzki w demokratyczny sposób odrzucił traktat lizboński, a mimo to Unia Europejska wbrew swym prawom demokratycznym dalej dążyła do jego przeforsowania. Nakazała Irlandii powtórkę referendum. Tym razem większość obywateli wspomnianego kraju zaakceptowała „Lizbonę”. I dopiero wtedy po podpisaniu tego ważnego dokumentu przez Lecha Kaczyńskiego i Vaclava Klausa mógł zacząć obowiązywać od 1 grudnia ubiegłego roku. Kościół katolicki wobec demokracji W czasach nam współczesnych spora część hierarchów Kościoła katolickiego przychylnie wypowiada się wobec omawianego przeze mnie ustroju politycznego. Próżno szukać jakiejś krytyki demokracji u takich biskupów, jak Kazimierz Nycz, Stanisław Dziwisz, Tadeusz Gocłowski, czy Józef Życiński. Czy dobrze się dzieje, że hierarchowie Kościoła katolickiego nie mówią nic złego o demokracji? Jak przekonuje ksiądz Karol Stehlin także demokracja przyczynia się do kryzysu w Kościele. Od Soboru Watykańskiego II, jak twierdzi ks. Stehlin, katolicyzm przestał nawracać ludzi na wiarę Jezusa Chrystusa, ale zaczął z innowiercami prowadzić dialog. Istotnie w czasach demokratycznych wielokrotnie mamy do czynienia z dialogiem. Prowadzi się go, ale w żadnym razie nie nawraca się innowierców na wiarę w Chrystusa. Takie popieranie dialogu i demokracji wśród sporej części hierarchii katolickiej doprowadza do kryzysu w Kościele. Widać więc, że demokracja zostaje także wykorzystywana do destrukcji, niszczenia wielu instytucji, a niekiedy nawet i państw. O wybranych państwach demokratycznych Z historycznego punktu widzenia nie można dziś jednoznacznie stwierdzić, że demokracja była odpowiedzialna za rozbiory i ostateczny upadek Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku. Warto jednak zastanowić się nad tym, jaki ustrój polityczny funkcjonował w czasach agonii I RP. Wówczas mieliśmy do czynienia z tzw. demokracją szlachecką. Polegała ona na tym, że szlachta jako uprzywilejowany stan w Polsce na sejmach decydował o najważniejszych sprawach w państwie. Wybierała swego władcę na sejmie elekcyjnym. Decydowała o podatkach. Król musiał pytać ich o zdanie, gdy chciał np. prowadzić wojnę. Na sejmach i sejmikach ścierały się różne grupy interesów, co osłabiało całe państwo. W końcu od 1652 roku szlachta zaczęła wykorzystywać procedurę „liberum veto” do zrywania sejmów, co jeszcze bardziej pogłębiało kryzys. Ostatecznie rozbiory państwa polskiego zostały zaakceptowane przez naszą przekupną szlachtę na sejmach rozbiorowych. Demokracja wyszła nam bokiem. Innym państwem, które ostatecznie źle zniosło demokrację była III Rzesza. Mimo, że w planach miała istnieć 1000 lat, ostatecznie skończyła się szybko i marnie. Lider tego państwa Adolf Hitler miał ogromne poparcie społeczne. Całe tłumy szły za nim. Większość zdecydowała, że chce mieć takiego przywódcę. Tymczasem on sam doprowadził Niemcy do prawdziwej klęski. W filmie „Upadek Hitlera” główny bohater na skraju „przepaści” stwierdził, że naród niemiecki sam jest sobie winien, że wybrał takiego przywódcę III Rzeszy, więc teraz niech ten naród cierpi za jego błędne decyzje. Jest jednak taki kraj, gdzie omawiany ustrój polityczny dobrze się przyjął. Stany Zjednoczone, bo o nich mowa, w jakiś dziwny sposób właśnie tam zbudowały prawdziwy kapitalizm, wbrew temu, co mówił później Karol Marks, że „na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację”. O demokracji w Ameryce pisał m.in. Alexis de Tocqueville, który wychwalał ten model polityczny. Dostrzegał on jednak zagrożenie, że ta demokracja może z czasem przeobrazić się w ochlokrację, czyli nieudolne rządy tłumu. Wnioski Nie można jednoznacznie stwierdzić, że demokracja jest największym złem, ale nie można też powiedzieć, że jak dotąd niczego lepszego nie wymyślono. Są kraje, w których przynajmniej kiedyś omawiany ustrój polityczny dobrze służył, a w innych wręcz przeciwnie doprowadzał w ostateczności do upadku, wojen, klęsk. Jest jednak coś takiego w demokracji, co wskazuje, że lepiej trzymać się od niej z daleka. Tym czymś jest zasada, że większość ma rację. Nie jest istotna waga argumentów, ale to, ile osób zdoła się przekonać do swojego pomysłu. Wtedy już tylko krótka droga do korupcji, przekupstwa. I choćby dlatego demokrację należy ograniczać, lub po prostu ją zlikwidować. Ten ustrój polityczny może być niebezpieczny dla ludzkiej wolności. Politycy – demokraci mogą w taki sposób zmanipulować obywateli, że ci uwierzą we wszystko. W razie czego demokratyczna władza może przerzucić odpowiedzialność za złe rządzenie na głupi lud, który przecież sam wybrał sobie takich przywódców. Mateusz Teska

Kościół wobec idei konserwatywno-liberalnej

Już niedługo większość z nas będzie obchodzić święta Wielkanocne. Będziemy przeżywać te ostatnie chwile z życia Jezusa Chrystusa, jego śmierć i Zmartwychwstanie. Jest to idealny moment do tego, by na poważnie zastanowić się nie tylko nad swoim życiem osobistym, ale także nad Kościołem świętym, do którego większość z nas należy. Ten, kto jest członkiem wspólnoty ludzi wierzących, powinien znać przynajmniej podstawowe reguły, jakimi kieruje się jego religia. Niedawno słyszałem o dość dziwnej sytuacji, do jakiej doszło w Częstochowie. Przebywała tam mała grupka Rodziny Radia Maryja. Zostało im zadane następujące pytanie: czy Maryja była Żydówką? Ich reakcja była jednoznaczna – nie. W końcu jedna z kobiet dała pytającemu do zrozumienia, że Maryja oczywiście była Polką. Dlaczego? Przecież nawet Pismo święte jest napisane po polsku, więc jak w ogóle można zadawać tego typu pytania? Ja oczywiście nie zamierzam tutaj udowadniać, że Radio Maryja stoi na stanowisku, iż Maryja była Polką. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że wiele osób wierzących w Boga nie zdaje sobie sprawy z tego, w kogo tak naprawdę wierzy i nie zna się na religii, którą wyznaje. Wielu z nas nie wie, jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach dotyczących życia społecznego i politycznego.

Kara śmierci