Tag Archives: katastrofa

Katastrofalna lufa z historii

W 2010 r. rząd Donalda Tuska w ramach zrzutki na pomoc dla „powodzian” wszystkim, a więc poszkodowanym przez powódź także, „tymczasowo” podniósł stawkę podatku VAT, z maksymalną granicą 23%.

Panie ministrze Miller, publikuj Pan raport po polsku!

Jest to kuriozum na skalę ogólnoświatową, że minister spraw wewnętrznych niepodległego kraju, tłumaczy się , że nie może podać do publicznej wiadomości raportu na temat śledztwa o przyczynach  katastrofy smoleńskiej polskiego samolotu, w której zginął Prezydent RP wraz z małżonką i spora grupa polskich elit, gdyż…."raport nie został jeszcze przetłumaczony na język rosyjski i na język angielski"!… Czyżby pan minister Jerzy Miller nie wiedział , że Polacy wolą czytać po polsku, aniżeli po rosyjsku lub po angielsku? Wszyscy pamiętamy, że raport MAK wydano po rosyjsku i nikt się na Kremlu nie przejmował, że  nie jest on przetłumaczony na język polski, lecz musieliśmy sami sobie go przetłumaczyć. Każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z faktu, że opóźnienie publikacji raportu Millera na temat przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem, jest grą polityczną koalicji PO-PSL, ale czy MSWiA mające w swoich szeregach ponoć znakomitych fachowców uważa, że wciskanie własnemu narodowi propagandowego kitu….”  o konieczności tłumaczenia raportu na rosyjski i angielski przed jego upublicznieniem”… wpłynie korzystnie na sondaże POparcia dla rządzących naszym  krajem? A może minister  ma po prostu nadzieję, że opóźniając publiczną publikację,  pogłębi przyjaźń tusko-putinowską? Czyżby pan Jerzy Miller nie przeczytał w podstawówce co wiele setek lat temu napisał Mikołaj Rej? Panie  Ministrze Miller powinien Pan powtarzać trzy razy dziennie słowa naszego wspaniałego poety: „A niechaj  narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi i swój język mają”. My nie jesteśmy biednymi krewnymi ani Rosjan ani Anglików i możemy dumnie posługiwać się własnym językiem w naszych sprawach. Zatem wystarczy upublicznić raport po polsku, a obcokrajowcy i tak sami go sobie przetłumaczą. Rajmund Pollak Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Metafora zniszczonej elektrowni

Bryan Caplan broni w swojej książce pt. „The Myth of the Rational Voter” zdroworozsądkowej rzekomo tezy, iż eksperci, w przeciwieństwie do laików, mają jednak na ogół rację w odniesieniu do kwestii, którymi zawodowo się zajmują. Ciekaw jestem, jak w związku z tym odniósłby się on do zjawiska pojawiających się nagminnie w następstwie każdej wielkoskalowej katastrofy obwieszczeń „ekspertów”, jakoby „paradoksalnie” jej skutki mogły wyjść gospodarce dotkniętego obszaru na dobre. Casus niedawnego tsunami w Japonii nie jest oczywiście od tego zjawiska odstępstwem. O rzekomo korzystnym wpływie efektów kataklizmu na „krajowy wzrost” i „globalny popyt” pisze np. popularny lewicowy portal informacyjny The Huffington Post; w podobnym tonie wypowiedział się także w wywiadzie dla telewizji CNBC Larry Summers, były dyrektor narodowej rady ekonomicznej przy Białym Domu i były rektor Uniwersytetu Harvarda. Być może podobne stwierdzenia byłyby mniej niepokojące, gdyby padały z ust politycznych populistów. Jeśli jednak formułowane są one przez osoby uchodzące za zawodowych ekonomistów, i w dodatku pojawiają się w odpowiednich momentach z regularnością godną prawa natury, to teza Caplana wydaje się nie do końca wiarygodna. Tego rodzaju przypadki uświadamiają nam, że dorobku rzetelnej wiedzy ekonomicznej nigdy nie można traktować jako rzeczy bezpiecznej, nienaruszalnej z racji cieszenia się powszechnym rzekomo szacunkiem, podobnym do tego, jakim darzy się prawa fizyki, biologii czy matematyki. Tak długo, jak istnieją grupy specjalnych interesów i roszczeniowy stosunek do rzeczywistości, tak długo istnieć będą również próby negacji uniwersalnych i logicznie koniecznych praw rządzących rzeczywistością, często przebrane w kostium fachowej analizy. Zadaniem ekonomisty, prawdziwego, nie tytularnego – a więc osoby rozumiejącej logiczne konsekwencje rzadkości dóbr i praktycznej nieograniczoności zapotrzebowania na nie – jest obnażać te próby oraz cierpliwie i niestrudzenie wykazywać ich intelektualną jałowość. Warto zwrócić uwagę na panglossjańską retorykę powyższych opinii, apelującą do podejścia, iż „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Istotnie, podejście to można uznać za zdrowe, jeśli przykre doświadczenia niosą w sobie naukę na przyszłość. Trudno jednak twierdzić, że jakąkolwiek stosowną naukę niesie w sobie niepowstrzymany kataklizm o nieprzewidywalnych rozmiarach. Wyważony sens szukania korzyści w nieszczęściu zastępuje się więc bałamutnie dialektycznym „im gorzej, tym lepiej”, doskonale opisanym przez Fryderyka Bastiata w ramach opowieści o zbitej szybie. O ile Bastiat (jak również wybitny kontynuator myśli Bastiata Henry Hazlitt) zdaje się sugerować, że wiara w podobne miraże wynika przede wszystkim z krótkowzroczności – ze skupiania się na rezultatach danego wydarzenia tylko dla pewnych uczestników rynku – ja myślę, że jest w niej jednak więcej z zawiści rodem z bajek Ezopa: oto żyliśmy w indyferentnym społeczeństwie podzielonym różnicami majątkowymi, a teraz jesteśmy wszyscy solidarni w biedzie i nieszczęściu. Powrót do punktu zero przy takiej mentalności musi być lepszy niż wznoszenie się ponad ten punkt w atmosferze „chciwości” i „wyzysku”. Tylko, jeśli to gwałtowny i śmiercionośny powrót do stanu ubóstwa ma się traktować jako moment wielkiej odnowy moralnej, jaki cel mają mieć jakiekolwiek próby wydobycia się z niego? Czy nie lepiej jak najdłużej pozostać w stanie czcigodnego, egalitarnego cierpiętnictwa? Nie oczekuję, że odpowiedzi na to retoryczne pytanie udzielą mi napawający się swoją rolą lekarzy dusz keynesistowscy besserwisserzy. W powyższych komentarzach można też natknąć się na sformułowanie, iż „Matka Natura w krótkim czasie zdołała dokonać tego, czego przez lata nie zdołał dokonać japoński rząd i bank centralny”. Stwierdzenie to dobrze opisuje jałowość dominującego w ekonomii głównego nurtu paradygmatu pozytywistycznego. Bo dlaczegóż to nie mielibyśmy uznać, że trwająca od dwóch dekad japońska stagnacja utrzymuje się z powodu, a nie pomimo bodźców fiskalnych i monetarnych aplikowanych tamtejszej gospodarce przez aparat urzędniczy? Spór pomiędzy wzajemnie przeczącymi sobie wyjaśnieniami może rozsądzić to, które z nich zgodne jest z logicznie spójną teorię. Ekonomia głównonurtowa wzdraga się jednak przed metodą teoretyczną i przed kryterium logicznej spójności jako przed scholastycznymi przeżytkami. Warto zadać sobie pytanie, jak długo stosując podobne podejście można dziwić się, że rzeki nie chcą płynąć pod prąd, a z dwóch i dwóch nie chce wynikać dwanaście. Prawdopodobnie nie bez przesady można skonstatować, że niezakłócony rozwój cywilizacyjny stoi pod znakiem zapytania tak długo, jak długo kolejne wcielenia metafory zbitej szyby i innych życzeniowych panaceów, rozgłaszane przez medialnych „ekspertów”,  będą kształtować świadomość gospodarczą społeczeństw. A będzie to z pewnością trwało tak długo, jak długo logiczna analiza zjawisk gospodarczych nie będzie dawała podobnym rewelacjom natychmiastowej i twardej kontry. Jakub Bożydar Wiśniewski

Książka Prokapa – Hołd Katyński

Piękne pamiątkowe wydanie: najwyższy poziom artystyczny, aż 160 stron! 240x300 mm, kreda błyszcząca 170g, oprawa twarda lakierowana, obwoluta. kaczynski_wawelPonad 170 poruszających fotografii m.in: Lech i Maria Kaczyńscy podczas pełnienia obowiązków, a także ich mniej formalne fotografie rodzinne, dramat katastrofy, modlitewne skupienie podczas uroczystości żałobnych: Katyń, Wawel, archikatedra św. Jana Chrzciciela, plac Piłsudskiego. Ostatnia droga pary prezydenckiej: Okęcie, Pałac Prezydencki, archikatedra św. Jana, Bazylika Mariacka. Szczegółowo ukazane pożegnanie na Wawelu, unikatowe ujęcia ze złożenia trumien w sarkofagu. Spontaniczne zgromadzenia w hołdzie zmarłym przed Pałacem Prezydenckim, pod Krzyżem Katyńskim w Krakowie, w Częstochowie, Marsz Pamięci w Krakowie. kaczynski_pogrzebPonadto: „Polacy wiedzieli bardzo mało” - esej Ryszarda Legutko charakteryzujący Lecha Kaczyńskiego jako męża stanu, patriotę i orędownika marginalizowanych grup społecznych. „Wolność i prawda” – niewygłoszone przemówienie Lecha Kaczyńskiego przygotowane na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, homilie i przemówienia wygłoszone podczas Mszy św. żałobnych kard. Stanisława Dziwisza, kard. Stanisława Nagyego, abp. Kazimierza Nycza, abp. Józefa Michalika, kard. Angelo Sodano, abp. Henryka Muszyńskiego, Janusza Śniadka. Modlitwa, pozdrowienie i błogosławieństwo Papieża Benedykta XVI, „Pamięć Katynia: łańcuch niewidzialny” – esej prof. Andrzeja Nowaka o dążeniu do sowietyzacji Polski i kłamstwie katyńskim. Dla Czytelników Prokapitalizm.pl wydawnictwo Biały Kruk udziela 10% rabatu na zakup albumu czyli album jest po 62 zł/szt zamiast 69 zł/szt.. Kontakty do wydawnictwa, gdzie można zamawiać album:  "Hołd Katyński":12/254-56-02, 12/254-56-26, 12/260-32-90, e-mail:  handlowy@bialykruk.pl , www.bialykruk.pl (kupując przez stronę internetową wydawnictwa należy się powołać na rabat dla Czytelników Prokapitalizm.pl) Koszty przesyłki w wysokości 12 zł przy zamówieniu powyżej 120 zł  ponosi wydawnictwo.

Nie ma wojny, jest walka o prawdę

Jarosław Kaczyński jak mało kto w Polsce ma prawo głośno domagać się całej prawdy o katastrofie smoleńskiej z dnia 10.04.2010 roku. Wdowa po Prezesie IPN Zuzanna Kurtyka jak nikt inny miała prawo założyć stowarzyszenie "Katyń 2010" i domagać się zwrotu Polsce szczątków samolotu, który w niewyjaśnionych okolicznościach nie doleciał do pasa lotniska. Tymczasem obłudnicy zaczynają atakować każdego, kto walczy o prawdę na temat Katynia 2010. Wywiad Jarosława Kaczyńskiego w "Gazecie Polskiej" ujawnia fakty, których nikt do tej pory nie odważył się ujawnić. Ten wywiad nie ma nic wspólnego z polityką i tylko marni publicyści i pokrętni gracze polityczni znajdują w tych wypowiedziach treści, których tam nie ma. Jarosław Kaczyński odważył się stwierdzić, że to nie był prezydencki samolot, tylko samolot rządowy! To jest sama prawda i tylko prawda, bo faktycznie prezydent RP nie posiadał własnego samolotu. Przyznam się i od razu przepraszam, że ja również zostałem wprowadzony w błąd urzędową i medialną propagandą, która głosiła, że 10.04.2010 r rozbił się prezydencki samolot. Powinno się prawidłowo mówić i pisać, że to była katastrofa rządowego samolotu z Prezydentem RP na pokładzie. Jarosław Kaczyński ujawnił jak bardzo on i jego przyjaciele byli poniżani kontrolą paszportową na lotnisku rosyjskim i fakt, że Pani Magdalena Gosiewska była w laptopie rosyjskich służb specjalnych zaznaczona na czerwono... Jest to informacja bezcenna! Otóż, choć nie napisano tego w "Gazecie Polskiej" , to na przykład w starożytnych Chinach na czerwono wypisywano nazwiska skazańców, a zatem to daje dużo do myślenia ten zapis w rosyjskim laptopie tuż po katastrofie samolotu rządowego Rzeczypospolitej Polski w dniu 10.04.2010 r., w której zginął Prezydent RP, jego małżonka, prezes IPN Kurtyka, poseł Przemysław Gosiewski i 92 innych zacnych Polek i Polaków. Nie będę streszczał całego wywiadu zamieszczonego w "Gazecie Polskiej" z 14 lipca 2010 r, ale zwracam się do wszystkich publicystów i blogerów, aby uszanowali prawo rodzin poległych w dniu 10.04.2010 roku, do własnego zdania na temat tej katastrofy, a przede wszystkim ich prawa do dociekania całej prawdy. Można Pana Jarosława Kaczyńskiego krytykować za jego wypowiedzi na temat Napieralskiego czy Gierka, ale nie wolno podważać jego prawa do mówienia prawdy o katastrofie smoleńskiej czyli Katyniu 2010 r. Od 14 lipca trwa nagonka medialna nie tylko na prawdę o Smoleńsku ujawnioną przez Jarosława Kaczyńskiego, ale również na stowarzyszenie "Katyń 2010", na Jana Pospieszalskiego i film "Solidarni 2010", na krzyż przed Pałacem Prezydenckim i na każdego, kto ośmiela się żądać całej prawdy o dniu 10.04.2010 roku. Nawet ceniony przez wielu Szymon Hołownia przyłączył się do tego chóru nagonki na krzyż i na odsłonięcie całej prawdy o przyczynach katastrofy samolotu rządowego z Prezydentem RP i 95 wspaniałymi Polkami i Polakami na pokładzie. Ktoś bardzo chciałby wywołać wojnę domową, ale mu się to nie udało i teraz następuje próba wywołania wojny propagandowej . Polsko-polskiej wojny nie ma, lecz jest tylko kompromitacja tych, którzy nie umieją uszanować prawa rodzin elit Rzeczypospolitej Polskiej, poległych pod Smoleńskiem w dniu 10.04.2010 roku do odkrycia całej prawdy o Katyniu 2010 r. Rajmund Pollak

Najpierw kilkanaście minut, a potem kilkanaście sekund oszustwa

Pierwsze oszustwo miało miejsce już w momencie rozbicia się polskiego samolotu, bo Rosjanie podali fałszywy czas katastrofy w dniu 10.04.2010r, „myląc się” o kilkanaście minut. Mocarstwo atomowe, które potrafi mierzyć czas z dokładnością do milionowej części sekundy pomyliło się o kilkanaście minut ? Kto w to uwierzy? Ja nie wierzę i jestem pewien, że to było świadome i perfidne oszustwo! Służby specjalne przez ten oszukany dla opinii publicznej czas penetrowały szczątki samolotu i prowadziły działania szpiegowskie, kopiując dane informatyczne i dokumenty, a niektórzy rosyjscy żołnierze mieli czas na okradanie ciał Polaków. Gdy wyszło na jaw zarówno oszustwo co do czasu katastrofy jak i złodziejstwo żolnierzy, to Rosjanie wcale nie zmienili sposobu prowadzenia śledztwa i dalej próbują oszukiwać i zacierać ślady. Z wielkim medialnym hałasem przekazali wersję nr 1 kopii nagrań z czarnych skrzynek, aż tu okazało się nagle, że brakuje 16 sekund. 16 sekund dla samolotu, który podchodził do lądowania z prędkością ok. 360 km/h to jest ponad półtora kilometra lotu, czyli mniej więcej tyle, ile zabrakło do pasa lotniska. Putin obejmujący Tuska na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu, coraz bardziej urasta do symbolu obłudy i najbardziej perfidnego zakłamania rosyjskich władz wobec Polski. Dla światowych telewizji, dla rosyjskiej propagandy, dla łatwowiernych członków aktualnych elit władzy w RP, którzy uwierzyli w dobre intencje Rosji i zmianę mocarstwowego kursu Moskwy , potrzebny był obrazek ...” troskliwego” Putina i „partnersko” nastawionego do nas Miedwiediewa. Wszyscy zobaczyli jak Putin obejmuje premiera RP, aby go pocieszyć i jak potem Miedwiediew wraz z Premierem Rosji modlą się w cerkwii i zapalają świece, a w tym samym czasie rosyjskie służby specjalne miały czas na spokojne niszczenie dowodów mogących wskazać na winę Rosji za katastrofę pod Smoleńskiem, polskiego samolotu w dniu 10.04.2010 roku. Ostatnio pojawiła się informacja, że wreszcie podobno jest zgoda Rosji na przyjazd polskich archeologów po ponad 80 dnach od katastrofy, ale to nie może być alibi oczyszczające Rosjan, bo 80 dni to okres, w którym można było bardzo wiele śladów zupełnie zniszczyć. Strzeżmy się fałszywych przyjaciół w osobach Putina i Miedwiediewa, bo fałszywi przyjaciele bywają nieraz znacznie gorsi od prawdziwych wrogów. Rajmund Pollak

Stowarzyszenie Katyń 2010

To nie debaty telewizyjne dwóch kandydatów na prezydenta powinny się znajdować na czołówkach gazet i portali internetowych w ostatnich dniach, ale wiadomość, że Pani Zuzanna Kurtyka, dzielna i mężna Polka założyła 27.06.2010 stowarzyszenie Katyń 2010. Wdowa po Prezesie IPN wyjaśnia dla "Rzeczypospolitej" , że : ...Stowarzyszenie "Katyń 2010", które powstało w niedzielę, to stowarzyszenie rodzin ofiar tragedii smoleńskiej." "Chcemy, by znaleźli się w nim wszyscy bliscy osób, które w niej zginęły. Na razie jest grupa założycielska składająca się m. in. z pani Kochanowskiej, pana Melaka, rodziny pani Łojek oraz rodziny pana Merty." Coraz wyraźniejsze są postulaty rodzin ofiar katastrofy z dnia 10.04.2010 roku, aby wreszcie zaczęto pisać i mówić całą prawdę o przyczynach tej tragedii. Miało być sprawne i profesjonalne postępowanie prowadzone przez rosyjskich śledczych, a do tej pory to mamy zacieranie śladów, złodziejstwo rosyjskich żołnierzy, szpiegostwo federalnych służb specjalnych Rosji, fałszerstwo o 16 sekund pierwszej wersji nagrań z czarnych skrzynek dokonane przez Rosjan i oszczerstwa pod adresem polskich pilotów. Zatem sprawa smoleńska, stała się już nowym Katyniem. Jest to Katyń 2010 . Chylę czoła przed Panią Zuzanną Kurtyka, bo trzeba niezwykłego hartu ducha i niezwykłej odwagi, aby po takiej tragedii nie poddać się propagandzie wyższości rzekomej dobrej woli Rosjan nad zdrowym rozsądkiem. Wszelkie logiczne pytania płynące od internautów, były zagłuszane lekceważącym stwierdzeniem rusofili, że... " to wszystko są spiskowe teorie"... Profesjonalne wątpliwości ekspertów kwitowano teoriami o tajemnicy śledztwa. Polskich archeologów nie wpuszczono w ogóle na teren katastrofy bo...." nielzja" Nie wolno i już. Wszelka krytyka śledztwa ze strony rodzin ofiar była niejednokrotnie zagłuszana wypowiedziami psychologów na temat traumy i wychodzenia ze smutku po utracie bliskich. Pamiętam jak za czasów komuny wyciszano śledztwo w sprawie przyczyn śmierci Stanisława Pyjasa, księdza Stanisława Suchowolca, księdza Sylwestra Zycha i ponad 100 innych zabójstw przez "nieznanych sprawców". To wszystko były metody KGB, którego kiedyś szefem był Władimir Putin i ten sam Putin teraz miałby nagle dopilnować rzetelności śledztwa w sprawie Katynia 2010r... Za czasów PRL były prymitywne metody zagłuszania prawdy w postaci stacji nadających przeraźliwie głośne trzaski jakby zatartej piły tarczowej na tych samych częstotliwościach, co emitowało Radio Wolna Europa i Głos Ameryki. Dzisiaj metody zagłuszania prawdy zostały znacznie unowocześnione. Po prostu bombarduje się ludzi szumem dezinformacji, kpiny z prawdy, albo prostackiej rozrywki. Ileż to razy słyszeliśmy ostatnio, że dość już tej żałoby? Iluż to ekspertów stwierdziło, że dość już tych domysłów w sprawie katastrofy z 10.04.2010r i poczekajmy na oficjalne wyniki śledztwa... Mamy zatem czekać rok , może dwa , a może 70 lat na oficjalne, nowe rosyjskie kłamstwa? Wyciszanie śledztwa też odbywa się nowocześniej, bo nie ma cenzury, tylko dla mediów są sprawy coraz ważniejsze od Katynia 2010, jak "Mundial", debata telewizyjna, gry partyjne, pozew wyborczy, kryzys grecki, formuła I, wygłupy Palikota itd. itp. Bicie piany wyborczej nie powinno być uznawane przez redaktorów naczelnych i wydawców za ważniejsze od wiadomości o powstaniu stowarzyszenia Katyń 2010r. Rajmund Pollak

Kryminalne aspekty sprawy smoleńskiej

Katastrofa prezydenckiego samolotu RP z dnia 10.04.2010r stała się dla rosyjskich służb specjalnych największą operacją szpiegowską, a równocześnie najbardziej odrażającym złodziejstwem. Rosyjska armia od dawien dawna słynęła ze złodziejstwa. W XIX wieku w okresie rozbiorów Polski carscy sołdaci rabowali na terenach Rzeczypospolitej nie tylko dwory i pałace, ale również chaty chłopskie. Największą jednak „sprawność rabunkową” osiągnęła dopiero Armia Czerwona, która od 17 września 1939 roku na Kresach Wschodnich RP dokonywała kradzieży i zaboru mienia na chwałę ZSRR. W Katyniu, Kozielsku, Miednoje i innych miejscach kaźni, najpierw Polaków mordowano, a potem okradano ich. Ciekawe, że w trakcie ekshumacji zwłok polskich oficerów w lasku katyńskim niewiele znaleziono srebrnych przedwojennych monet i banknotów (przed II wojną światową w Polsce wszystkie monety obiegowe od 2 zł wzwyż były ze srebra), a przecież oficerowie dobrze zarabiali i nikt nie szedł na wojnę bez grosza. Prawda jest wstrząsająca – mordercy z NKWD byli dodatkowo złodziejami. Zbrodnia katyńska była tak potwornym ludobójstwem jeńców wojennych, że w opracowaniach historycznych niewiele się pisało o towarzyszących tej zbrodni przeciw ludzkości złodziejstwu NKWD i czerwonoarmiejców. 70 lat później armia rosyjska jednak niewiele się zmieniła i ponownie okradała Polaków, którzy zginęli w dniu 10.04.2010 roku w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. W dniu 1 maja br. napisałem artykuł pt.: „Rosyjskie służby specjalne działały w Smoleńsku jak złodzieje własności intelektualnej i pozbawieni skrupułów szpiedzy!” Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że niektórzy żołnierze rosyjscy zachowywali się jak hieny cmentarne, bo ordynarnie okradali martwych ludzi. (Mianem hien cmentarnych określa się najgorszy rodzaj złodziei, którzy nie mają skrupułów okradać groby i grobowce). Gdy w Smoleńsku w dniu 10.04.2010r elitarne oddziały rosyjskie dokładnie strzegły miejsca rozbicia się prezydenckiego samolotu, to ich koledzy mogli bezkarnie okradać Polaków, którzy zginęli w katastrofie. Gdyby dopuścili polskich kamerzystów, to byłoby mniej możliwości do penetrowania komputerów, kopiowania kart telefonicznych, fotografowania dokumentów i....okradania ofiar. Sprawa smoleńska rozrasta się do największej operacji rosyjskich służb specjalnych w całej historii Rosji, lecz równocześnie do prymitywnego, kryminalnego złodziejstwa dokonanego pod osłoną dwugłowego, moskiewskiego orła. Po ujawnieniu kradzieży, fałszerstwa, defraudacji i korupcji rosyjskich żołnierzy jest to już sprawa kryminalna, bo ktoś dał rozkaz w dniu 10.04.2010r aby podać fałszywy czas katastrofy i ktoś zezwolił na zbieranie telefonów komórkowych, laptopów, notatników elektronicznych oraz przeszukiwanie kieszeni i portfeli zmarłych. Z karty kredytowej Andrzeja Przewoźnika dokonano wypłat zaledwie w godzinę i dwadzieścia minut po katastrofie pod Smoleńskiem - w sumie dokonano 11 wypłat na kwotę ok. sześć tysięcy złotych. Ciało sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który zginął w katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku, ograbiono z dwóch kart kredytowych. Podjęto też sześć nieudanych prób wypłaty pieniędzy z drugiej karty należącej do Przewoźnika. 31.05.2010 r. w artykule pt. „Czarna magia zamiast czarnych skrzynek” wpisałem taką oto refleksję: Najbardziej zaskakujące są napisy na stenogramach rosyjskich (uczyłem się rosyjskiego w sumie 15 lat), które w tłumaczeniu na język polski brzmią: "WERSJA NR 1". Zatem nasuwa się pytanie ile istnieje rosyjskich wersji stenogramów z czarnych skrzynek??? Nie trzeba było długo czekać, bo już w czerwcu okazało się, że trzeba....” ponownie nagrać końcówkę, bo taśmy....szły wolno”... No i będziemy mieli (albo już mamy) wersję nr2... Poczekamy cierpliwie na 3 wersję? Co to za gra rosyjskich służb specjalnych? Dlaczego nie oddali jeszcze Polsce oryginalnych taśm i czarnych skrzynek? Minęły trzy miesiące, a Rosjanie nie ujawnili nawet czy ich kontrolerzy lotniczy byli w dniu 10.04.2010r trzeźwi. Wiemy natomiast na pewno, że przed katastrofą nie byli badani alkomatem, a zaraz po katastrofie jeden Rosjanin uciekł z wieży kontroli lotów. Wiemy od świadka, że powinien ich zbadać felczer, ale akurat w tym dniu nie zbadał . Czy badano trzeźwość kontrolerów lotu po katastrofie? Czy pobrano od nich krew i badano czy nie byli pod wpływem narkotyków, albo leków psychotropowych? Tego Rosja nie ujawnia! Wiemy , że Rosjanie odmówili wpuszczenia na teren katastrofy polskich archeologów, bo pewno obawiają się profesjonalnych badań śladów, które ponoć już zbadali, albo boją się, że wyjdą na jaw nowe dowody, których nie zdążyli jeszcze ukryć ? Nie wiemy ile gotówki ukradli przedstawiciele rosyjskich służb specjalnych ofiarom katastrofy smoleńskiej, bo to jest rosyjska tajemnica wojskowa . Wiemy, że tuż przed katastrofą nie wpuszczono żadnego Polaka do smoleńskiej wieży (a raczej szopy) kontroli lotów, ale nadal nie wiemy dlaczego. Rosja zasłania się tajemnicą śledztwa, ale my wiemy, że im ciszej o tym śledztwie tym gorzej dla wykrycia całej prawdy o przyczynach katastrofy lotniczej z dnia 10.04.2010 r. Rajmund Pollak

Rozmowa braci kluczem do tragedii?

"Rozmowa między braćmi to klucz do tragedii" - powiedział Lecha Wałęsa w wywiadzie dla TVN 24. Dziś w "Faktach po Faktach" były prezydent zasugerował, że powinno się upublicznić przebieg rozmowy telefonicznej między Lechem a Jarosławem Kaczyńskimi. Rozmowa ta - jak twierdzi Wałęsa - miała miejsce na kilka minut przed smoleńską katastrofą. "Jeśli klucz zostanie upubliczniony, to znaczy rozmowa braci, to będzie wszystko jasne. To będzie klucz do wszystkiego. Tam była konsultacja i były stwierdzenia co do dalszego działania, ja nie mam najmniejszych wątpliwości i to trzeba sprawdzić i pokazać" - powiedział Wałęsa w TVN 24. P.

Czarne skrzynki czy czarna magia?

"Łapać złodzieja", krzyczał kiedyś kieszonkowiec, który ukradł w autobusie torebkę kobiecie z małym dzieckiem na rękach i wszystkich podejrzewano oprócz tego , który krzyczał. Oficjalny komunikat prasowy z dnia 31.05.2010r. brzmi następująco : ..."Strona polska otrzymała trzy płyty CD. Każda z nich zawiera autentyczną kopię nagrania każdego z trzech rejestratorów samolotu Tu-154, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem." Kto gwarantuje autentyczność kopii ? Tatiana Adonina, szefowa MAK , która stwierdziła wcześniej, że lotnisko w Smoleńsku było dopuszczone przez MAK do przyjmowania samolotów Tu-154.  Wszyscy członkowie MAK, którzy byli odpowiedzialni za dopuszczenie lotniska w Smoleńsku do lądowań samolotów Tu-154 powinni zaraz po takiej tragedii zostać zamknięci w areszcie, a oni prowadzą śledztwo we własnej sprawie. Teraz już wiadomo dlaczego tak pilnie strzeżono teren wokół pasa startowego od polskich kamer : 1. Oświetlenie pasa startowego było niekompletne. 2. Nie było żadnej wieży kontroli , bo trudno takim mianem określić jakąś szopę niższą od średniej wysokości drzew otaczających smoleńskie lotnisko. 3. Kontrolerzy lotu nie dysponowali wystarczającymi środkami technicznymi do naprowadzania samolotu na lądowisko w warunkach mgły, a mimo to nie zamknęli lotniska. 4. Oprócz kontrolerów lotu w pomieszczeniu szopki kontroli lotów, znajdował się tajemniczy Rosjanin w jeszcze bardziej tajemniczym celu, którego MAK w ogóle bał się przesłuchać, a pani Adonina nie uznała nawet za stosowne udostępnić stronie polskiej nazwisko tego jegomościa. 5. Śledztwo prowadzone przez MAK zawiera tak gigantyczne zaniedbania w zakresie zabezpieczenia materiału dowodowego na miejscu katastrofy samolotu, że można to uznać za świadome zacieranie śladów mogących w jakikolwiek sposób wskazywać na co najmniej współodpowiedzialność strony rosyjskiej w doprowadzeniu do tej tragedii z 10.04.2010r. PRZEJDŹMY TERAZ DO SAMYCH CZARNYCH SKRZYNEK . W KRYMINOLOGII NIE MA POJĘCIA "AUTENTYCZNEJ KOPII", BO AUTENTYCZNY MOŻE BYĆ TYLKO ORYGINAŁ! Zatem płyty CD przekazane przez Rosjan w najbardziej optymistycznym przypadku, zawierają tylko skopiowane nagrania zapisów czarnych skrzynek, natomiast jedynie na oryginalnych nośnikach informacji można zbadać czy coś było zatarte, skrócone, albo zgłuszone szumem. Poza tym istotne są wszystkie odgłosy, nie tylko zapisy rozmów, ale także dźwięki, które mogą być wskazówką dla kryminologów i analizatorów pracy urządzeń pokładowych. Zatem Rosjanie zwlekają ze zwrotem czarnych skrzynek, łudząc nas jak iluzjonista na scenie, że na płytach CD oddali to samo co zabrali z miejsca katastrofy, czyli stosują czarną magię dla wykazania, że płyta CD to jest to samo co czarna skrzynka . Twierdzenie o otwartości i dobrej woli śledczych rosyjskich sprawdzili już polscy archeolodzy, którzy natrafili na gigantyczne trudności z uzyskaniem zgody na przeprowadzenie badań terenu katastrofy. Propaganda o obiektywizmie rosyjskich prokuratorów jest mniej wiarygodna od jakiejkolwiek bajki z tysiąca i jednej nocy, bo dotychczas nie przekazano polskim prokuratorom nawet kopii nagrań z rozmów prowadzonych na lotnisku wewnątrz pomieszczenia kontroli lotów ani kopii rozmów pilotów rosyjskiego samolotu wojskowego, który krążył nad Smoleńskiem krótko przed katastrofą polskiego TU 154 i podchodził nawet do lądowania , ale w końcu odleciał . Rosjanie są mistrzami mistyfikacji i dla nich nie stanowi wielkiego problemu odegrać spektakl swojej niewinności, której mają dowodzić płyty CD, natomiast czarne skrzynki są nadal w ich rękach i żaden polski prokurator nie ma możliwości 24 godziny na dobę nieprzerwanie kontrolować czy spece od nagrań nie majstrują nad oryginalną zawartością czarnych skrzynek Rajmund Pollak

Katastrofa moskiewskiego śledztwa

Sprawa smoleńska to dwie następujące po sobie katastrofy! Ta pierwsza z dnia 10 kwietnia 2010r., która wstrząsnęła całą Polską, a obecnie następuje druga, też bardzo bolesna dla Polaków, która ujawnia katastrofalnie prowadzone rosyjskie śledztwo. Tatiana Adonina, szefowa MAK ujawniła w Moskwie informacje, które kompromitują całe rosyjskie śledztwo. Stwierdzenie, że lotnisko w Smoleńsku było dopuszczone przez MAK do przyjmowania samolotów Tu-154 i zapewnienia szefowej MAK, że lotnisko było w dniu 10.04.2010r wystarczająco przygotowane, podważa jakiekolwiek uprawnienia pani Adoniny i jej rosyjskich podwładnych do jakiegokolwiek udziału w jakiejkolwiek komisji do zbadania przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu. Wszyscy członkowie MAK, którzy byli odpowiedzialni za dopuszczenie lotniska w Smoleńsku do lądowań samolotów Tu-154 powinni zaraz po takiej tragedii zostać zamknięci w areszcie i to w osobnych celach, aby nie mieli możliwości uzgadniania linii obrony. Tymczasem osoby, które mogą teoretycznie ponosić współodpowiedzialność za tę katastrofę lotniczą, jako pierwsze miały dostęp do czarnych skrzynek. Tatiana Adonina oficjalnie zakomunikowała, że nie ma zamiaru oddać Polsce czarnych skrzynek, a jedynie .....stenogramy z rozmów...., a zatem kopie z kopii, czyli to co Rosjanie łaskawie zechcą ujawnić. Warto zdać sobie sprawę z faktu, że wiarygodność czarnych skrzynek maleje z upływem czasu, bo tylko w momencie otwarcia czarnej skrzynki jej zawartość ma wartość autentyczną, a Rosjanie już przecież przyznali się do faktu, że....."wyciszali niepotrzebne szumy i dźwięki, które "zakłócały wyrazistość rozmów"... Co jeszcze robili Rosjanie z zapisami czarnych skrzynek? Tego szefowa MAK nie chciała ujawnić. Dobre laboratorium kryminalistyczne jest w stanie wykryć, w których miejscach rejestratorów z czarnych skrzynek były dokonane manipulacje lub zatarcia, dlatego rosyjski MAK nie chce oddać oryginalnych zawartości czarnych skrzynek, lecz tylko stenogramy i kopie nagrań. Tatiana Anodina przez przypadek, jednak przyznała się do katastrofy śledztwa, bo wyszedł na światło dzienne fakt, że to rosyjska wieża kontrolna zaproponowała polskim pilotom, aby zeszli na wysokość 100 m i wtedy zdecydowali czy lądować czy nie. Mataczenie i kłamstwa mają to do siebie, że krętacze i oszuści w pewnym momencie się gubią i podają coraz to nowe wersje, aby ukryć prawdę . Wersja o tym, że ...."polscy piloci ponoszą winę"... legła jednak w gruzach matactwa, bo do dnia konferencji prasowej MAK, strona rosyjska twierdziła, że wieża kontrolna zalecała lądowanie na lotnisku zapasowym, aż tu nagle wyszło szydło z worka i wydało się, że kontrola lotów zaleciła coś zupełnie innego! Każdy kto miał choć trochę do czynienia z lotnictwem wie, że jeśli rosyjski kontroler lotniczy zalecił zejście samolotu na 100m, to oznacza, że wieża kontrolna nie tylko wyraziła zgodę na lądowanie, ale to podejście do lądowania cały czas monitorowała i polski pilot kierował się właśnie jej zaleceniami, w pełnym zaufaniu do profesjonalizmu i znajomości terenu przez rosyjskich kontrolerów lotu. Zatem rosyjscy krętacze z MAK, odczepcie się wreszcie od polskich pilotów i uderzcie we własne piersi mówiąc: to nasza rosyjska wina... Ważną wiadomością z Moskwy była też informacja, że Jak40 przekazał polskiej załodze samolotu prezydenckiego 11 minut przed katastrofą, iż wojskowy IŁ 76 odleciał na zapasowe lotnisko po dwóch nieudanych podejściach do lądowania. To nasuwa jednak następne pytanie: dlaczego takiej informacji nie podała rosyjska wieża kontrolna? Te 11 minut to już w tej chwili może być dowód w sprawie , bo początkowo Rosjanie sfałszowali czas katastrofy, gdyż zdawali sobie sprawę, że turbulencje powietrza i smuga dymu z odlatującego, rosyjskiego samolotu mogły zakłócić sterowność polskiego Tu-154, a chodziło o ukrycie faktycznej różnicy czasu między odlotem rosyjskiego IŁ, a podejściem do lądowania Tu154 (pisałem o tym w poprzednim artykule,choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że chodzi tylko o 11 minut ). Różnica między pierwotnie podanym czasem katastrofy, a momentem faktycznego uderzenie o ziemię, ujawnionym z czarnych skrzynek wynosiła około 11 minut ( może kilka minut więcej). Zatem Rosjanie mieli powody, aby opóźnić moment katastrofy w celu wydłużenia faktycznego przedziału czasu między krążącym nad Smoleńskiem rosyjskim samolotem wojskowym, a katastrofą naszego Tu-154. Rosyjska komisja pośrednio przyznała się do katastrofy śledztwa, bo nadal lansuje ułożoną w dniu 10.04.2010roku propagandę o ..."nieostrożnych polskich pilotach, sprawnym rosyjskim samolocie i wykluczeniu zamachu".... Na prokuraturę Rosji też nie ma co liczyć, bo śledztwo nadzoruje zasłużony dla Putina prokurator, który wsadzał do więzień krytyków obecnego premiera Federacji Rosyjskiej i zrobił wszystko co było w jego mocy, aby sprawcy morderstwa rosyjskiej opozycyjnej dziennikarki, oraz prowadzącego niezależne śledztwo Litwinienki, nie zostali aresztowani ani nawet wykryci. Przypomnę, że Prokuratura Rosji odmówiła wydania Wielkiej Brytanii  agenta służb specjalnych Federacji Rosyjskiej podejrzanego o otrucie polonem Liwinienki. Litwinienko prowadził śledztwo w sprawie zamordowania w Moskwie dziennikarki Anny Politkowskiej. Podobnie jak i ona był przeciwnikiem polityki ówczesnego prezydenta Putina i łamania praw człowieka w Czeczenii... Obydwoje za swoją dociekliwość zapłacili najwyższą cenę. Ewentualność zamachu z terenów wokół smoleńskiego lotniska, w ogóle nie była badana przez Rosjan, co jasno wynika z raportu wstępnego MAK, a zatem śledztwo prowadzone jest według sprawdzonej w Katyniu zasady NKWD: "dajcie mi człowieka, a władza rosyjska już mu sama winę znajdzie" , no i....MAK znalazła.... winę u polskich pilotów! To też KGB-owski zwyczaj, że albo się kogoś pozbawia prawa do obrony, albo oskarża ludzi, którzy sami bronić już się nie mogą. Nie wiem na co czeka Rząd R.P. i dlaczego jeszcze nie zwrócono się do ONZ i do NATO o powołanie niezależnej od władz Rosji komisji międzynarodowej do zbadania przyczyn katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem w dniu 10.kwietnia 2010 r? Rajmund Pollak

No business like show business

Artyści i jednocześnie właściciele prywatnych teatrów chcą pieniędzy od państwa za żałobę narodową w wyniku której musieli na chwilę zawiesić spektakle. Straty liczą w setkach tysięcy złotych. Można powiedzieć: bezczelność, draństwo, nie liczenie się wyższymi racjami. Tak to prawda. Można znaleźć analogię do słynnej petycji producentów świec. Można wreszcie popatrzeć na sprawę obiektywnie i tak jak niegdyś Cimoszewicz radził w 1997 roku powodzianom: „trzeba się było ubezpieczyć”. Podobno nie jest sztuką znaleźć odpowiedź. Sztuką w poszukiwaniu prawy jest już samo postawienie pytania. Pytam więc: Dlaczego podatnik ma dopłacać to prywatnego interesu i to na dodatek teatralnego? A przecież wiadomo że: „no business like show business”. Otóż odpowiedz jest prosta i zaskakująca zarazem. Tego typu biznes jest u nas postawiony na głowie i tkwi głęboko w realnym socjalizmie. Większość teatrów w Polsce to teatry budżetowe. Sama Warszawa utrzymuje ze swej kasy (publicznej i samorządowej) 22 teatry! Berlin ma ich zaledwie 10, choć stolica Niemiec jak same Niemcy tonie w socjalizmie. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać, aby mały, prywatny teatr wytrzymał konkurencję z dodatkowym molochem. I tu tkwi źródło patologi. Pogłębia ją jeszcze fakt, że ci nieliczni, którzy postanowili pójść na swoje są nauczeni tego, że im się należy. Patologia „polskiej sztuki budżetowej” nie dotyczy wyłącznie teatru. Sięga także kina i innych sztuk wpływając negatywnie na artystyczną jakość. Problem ten został kiedyś świetnie opisany w Rzeczpospolitej z tekście Mariusza Cieślika  pt. „Komu Joanna Szczepkowska pokazała pośladki?” Zachęcam do jego lektury. Można pójść dalej. Owi twórcy nauczeni zostali myśleć w stosowny sposób zgodnie z prawidłami tego chorego systemu, więc nie mają nawet najmniejszych skrupułów aby cofnąć rękę wyciągniętą po jałmużnę. Homo sovieticus w wersji teatralnej? Kiedyś słyszałem chyba z ust Stanisława Michalkiewicza następujący dowcip... Pod kościołem siedzi żebrak, który od tego samego człowieka po każdej niedzielnej mszy otrzymywał tę samą kwotę jałmużny. Pewnego dnia dostał połowę tej kwoty.  Zapytał swego dobrodzieja dlaczego tylko tyle? Tamten odpowiedział, że wysłał syna do szkoły i nie ma tyle pieniędzy co wcześniej. - Dobrze, że syn poszedł do szkoły, ale dlaczego moim kosztem?! -  powiedział żebrak Co należy zrobić? Przestać dotować teatry za wyjątkiem jednego – wyjątkowego, narodowego. Zrobi się wtedy prawdziwy rynek. Ludzie będą chodzić na niedotowane przedstawienia. Te bardziej komercyjne będą przynosiły świetne dochody i nikomu nawet nie przyjdzie do głowy pomysł wyciągnięcia ręki po publiczne pieniądze. Inna sprawa, że rozlegnie się wtedy wrzask wszelkiej maści budżetowo - artystycznych miernot. Ale dla kelnerów czy barmanów jest przecież zajęcie, a żadna praca nie hańbi. Czy po atakach na WTC w 2001 roku właściciele teatrów na Broadwayu chcieli rekompensat? Pewnie nie! Na pewno zmienili repertuar i zaczęli grać sztuki patriotyczne, na które waliły tłumy. Bo: „no business like show business”. Adam Kalicki Foto: PSz