Tag Archives: katastrofa smoleńska

Problem drugiego etapu

10 kwietnia 2010 roku rozbił się na terytorium Rosji polski samolot wojskowy z Prezydentem RP i częścią państwowej elity na pokładzie. Ta tragedia zelektryzowała cały kraj. Nie wiemy do dziś co tak naprawdę się stało i jaka była tego przyczyna.

4 lata po Smoleńsku. Fakty i mity – Cezary Gmyz i Marek Poznański

Zapraszamy do obejrzenia debaty pomiędzy Cezarym Gmyzem i Markiem Poznańskim poświęconej katastrofie smoleńskiej. Rozmowę prowadzi Marcin Rola.

Rafał Ziemkiewicz: Polska to typowa bananowa republika

Rafał Ziemkiewicz w szczerej i kontrowersyjnej rozmowie z Marcinem Rolą mówi m.in. o faszyzmie, Smoleńsku, Tusku, Kaczyńskim, lemingach, słoikach. Czy w Smoleńsku doszło do zamachu? Co zrobi Jarosław Kaczyński gdy dojdzie do władzy? Czy Polsce grozi fala faszyzmu? Dlaczego Polacy są tak biernym narodem? Co Rafał Ziemkiewicz sądzi na temat Janusza Korwin-Mikke?

Stanisław Michalkiewicz: Nie mam oficera prowadzącego

29 października 2013 roku red. Stanisław Michalkiewicz był gościem Superstacji. Rozmowa dotyczyła m.in. śledztwa smoleńskiego i prac komisji Macierewicza i Laska oraz wyborów władz Platformy Obywatelskiej. Rozmawiano również o agenturze w środowisku dziennikarzy. Polecamy!

Cezary Gmyz: Jestem fanatycznym wyznawcą teorii spiskowych

Serwis internetowy Marcina Roli publikuje wywiad z red. Cezarym Gmyzem z tygodnika "Do Rzeczy". Publicysta mówi w nim m.in. o tym czy istnieje obiektywne dziennikarstwo, o katastrofie smoleńskiej, czy możliwy jest konflikt z Rosją. "Rosyjski czołg jest w stanie przejechać przez Polskę w ciągu doby" - mówi Gmyz.  

Polacy powinni być dumni…

We współczesnym świecie coraz częściej zafałszowuje się historię II Wojny Światowej, a zwłaszcza przemilcza się fakt, że Polacy byli pierwszym narodem, który zbrojnie wystąpił przeciwko czerwonej koalicji faszyzmu z komunizmem.
Kto dzisiaj w UE w ogóle wspomina, że koalicję faszystowską stanowiła oś Berlin-Rzym-Tokio? Kto w USA, w Japonii, czy w zachodnich krajach UE w ogóle wie, że 17 września 1939 roku Armia Czerwona uderzyła na Rzeczpospolitą? W takich krajach jak USA, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Francja, Japonia czy Izrael rzadko pisze się w mediach, że pierwsze zbrodnie wojenne w 1939 i w 1940 roku zostały dokonane właśnie na Polakach. Przemilcza się nawet fakt, że pierwszymi więźniami i ofiarami obozu zagłady w Auschwitz byli Polacy. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku Polska miała przestać istnieć. Od września 1939 r do czerwca 1941 roku Gestapo ściśle współpracowało z NKWD w zwalczaniu polskiego ruchu oporu i niszczeniu polskiej inteligencji. Zarówno hitlerowcy jak i czerwonoarmiejcy mordowali polskich profesorów, księży, nauczycieli, urzędników i wszelką inteligencję. Z niewiadomych przyczyn nie nagłaśnia się planów III Rzeszy i Rosji sowieckiej, aby unicestwić Naród Polski. Hitlerowcy planowali pozostawić przy życiu tylko niewykształconych Polaków jako tanią siłę roboczą do prac, których Niemcy nie chcieli się imać. Sowieci natomiast dokonywali systemowej wywózki całych rodzin Polaków na Sybir też w celach budowania potęgi ZSRR w nieludzkich warunkach mrozów i obozów pracy sowieckich obozach pracy czyli gułagach. Oficerów polskich wziętych do niewoli KGB i NKWD, próbowało podzielić wewnętrznie i sowietyzować. Prowadzono rozmowy w cztery oczy, aby wydobyć grupę zdrajców, przyjazną dla Armii Czerwonej. Najbardziej bohaterską kartą oficerów polskich jest fakt, że tych zdrajców znalazło się zaledwie kilku, a znakomita większość odpowiedziała radzieckim agitatorom, że nie będzie współpracować z reżimem stalinowskim. Rozkaz wymordowania kwiatu inteligencji polskiej uzasadniły władze Rosji sowieckiej …”brakiem możliwości pozyskania tych ludzi dla szerzenia internacjonalizmu i komunizmu….” Ludobójstwa sowieci dokonali nie tylko w Katyniu, ale również w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku, Miednoje i wielu innych nieodkrytych jeszcze miejscach kaźni polskiego kwiatu inteligencji. Okrutnie armia radziecka rozprawiła się z elitami polskiej Policji dokonując ludobójstwa w Miednoje. W obecnej Unii Europejskiej odwraca się role katów i ofiar II Wojny Światowej. Coraz mniej mówi się o zbrodniach Wehrmachtu na pocztowcach Gdańska we wrześniu 1939 roku, o ludobójstwie hitlerowców w trakcie Powstania Warszawskiego, o Palmirach, o wysiedlaniu Polaków z Żywiecczyzny przez Niemców, o mordowaniu i wypędzaniu Polaków z Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, natomiast w centrum uwagi jest fałszerz historii Erika Steinbach i „centrum wypędzonych” tworzone w Berlinie. W ten sposób w Berlinie każdy turysta będzie poznawał „nową” historię II Wojny Światowej z Niemcami w roli ofiar wypędzeń, a Polakami w roli winnych za nieudostępnienie Hitlerowi korytarza do Gdańska. Polacy jako pierwsi na świecie wystąpili zbrojnie przeciwko faszyzmowi, a teraz w niektórych gazetach polskojęzycznych nazwano marsz niepodległości….” marszem faszystów”. Chciałoby się powiedzieć : „Panie Boże wybacz tym dziennikarzom, bo nie wiedzą co piszą”, ale oni dobrze wiedzą, że szkalują Polaków. Polacy są narodem, którzy spośród wszystkich nacji Europy uratowali od zagłady przez hitlerowców najwięcej Żydów i wielu Polaków straciło własne życie dla ratowania Żydów, a dziś media, zwłaszcza niemieckie i amerykańskie oskarżają nas o… antysemityzm. Mój ojciec Tadeusz, który był żołnierzem września 1939 roku. Najpierw walczył z hitlerowcami, a potem przeciw czerwonej zarazie ze wschodu i dostał się do niewoli sowieckiej, z której udało mu się wraz z kolegą uciec. Powtarzał mi, że faszyzm i komunizm to są dwie strony tego samego medalu, który zwie się totalitaryzmem. Ojciec został odznaczony medalem za udział w wojnie obronnej 1939 roku oraz krzyżem AK, a już po wojnie wspierał NSZ. Bohaterstwo zgrupowania NSZ słynnego „Bartka” znałem od ojca już w dzieciństwie, w latach, kiedy w oficjalnej historii w PRL szkalowano tych dzielnych antykomunistów epitetem "bandyci". Dziś niewiele w UE i w USA pisze się o zdradzie dokonanej w Jałcie kosztem niepodległości sojuszniczej Polski. W trakcie corocznych uroczystości na cześć zwycięstwa w Moskwie w ogóle nie wspomina się zbrodni ludobójstwa jakich dokonywało NKWD, KGB i armia radziecka już po wojnie na żołnierzach AK i NSZ. W Niemczech i wielu innych krajach UE fałszuje się również najnowszą historię obalenia komunizmu, tworząc mit, że zrobili to wspólnie obywatele NRD i RFN, burząc mur berliński. Dlaczego nasze elity pozwoliły po 1989 roku na to, że dziś symbolem obalenia komuny nie jest w UE i w USA powstanie NSZZ”Solidarność”, ani stocznia w Gdańsku, ani kopalnia „Wujek”, tylko rozwalenie muru berlińskiego? Kto pozwolił na to aby symbol „Solidarności” jakim była Stocznia w Gdańsku, stał się stocznią widmo, w której żurawie już niczego nie podnoszą, suwnice niczego nie przenoszą, doki są puste, a hale wymarłe, bo statków już się tam nie produkuje? Jak to jest możliwe, że w katolickim kraju szydzi się z eleganckich ludzi mających tradycjonalistyczne poglądy, oskarżając ich o homofobię, a niektóre gazety pod niebiosa wychwalają marsze byle jako ubranych, a czasem nawet roznegliżowanych homoseksualistów, nazywane dla celów propagandowych marszami równości? Patriotyzm też się wyszydza w niektórych mediach, nazywając go bezpodstawnie nacjonalizmem, a ludzi wyznających prastarą polską ideę Boga, honoru i Ojczyzny- moherowymi beretami. Tragedia z 10.04.2010 roku była dla Polaków czasem żałoby, ale też powinna pobudzać nas do refleksji, co my możemy teraz uczynić dla Polski? Mówi się o zjednoczonej Europie, a gdzie były elity tej Unii Europejskiej, gdy odbywał się w Krakowie pogrzeb Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką? Przestraszyli się jednej chmury, czy po prostu byli obojętni na tragedię całego Narodu Polskiego? W dniu 10 kwietnia 2010 roku zginęło pod Smoleńskiem wielu wspaniałych Polaków. Profesor Lech Kaczyński zanim został prezydentem był aktywnym działaczem NSZZ „Solidarność”, a potem szefem Najwyższej Izby Kontroli . Wdzięczny mu jestem za raport NIK z 1999 roku ze skandalicznie przeprowadzonej prywatyzacji FSM, podczas której ponad 25.000 pracowników byłego FSM pozbawiono praw do akcji pracowniczych. Ten raport dawał podstawy do rewizji całej umowy definitywnej, zawartej między rządem RP a Fiatem, ale niestety dotychczas żaden rząd się na taką rewizję nie odważył. Wielką zasługą Lecha Kaczyńskiego jeszcze jako Prezydenta Warszawy było stworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego. Przez tyle dziesięcioleci żaden władca PRL-u i RP nie odważył się utworzyć takiego muzeum, bo szkoła szyderców przeszkolonych w Kujbyszewie w ZSRR, chciała Powstanie Warszawskie wymazać z historii Polski. Warto pamiętać, że w dniu 10.kwietnia 2010 roku zginął jeszcze jeden nasz prezydent Ryszard Kaczorowski, który był w II Rzeczypospolitej znanym harcerzem, w czasie wojny walczył z hitlerowcami, a po wojnie na obczyźnie walczył o godność Polski zdradzonej tak haniebnie w Jałcie. Nie wolno nam zapomnieć o Prezesie IPN Januszu Kurtyce, na którego niektóre gazety i niektórzy politycy zorganizowali przed śmiercią prawdziwą nagonkę. Zginęła również Anna Walentynowicz, która stała się symbolem prawdziwej „Solidarności” i jako jedna z pierwszych zdemaskowała oszustwa okrągłostołowe oraz prawdziwe oblicze Lecha Wałęsy. Wartą wspomnienia postacią jest Maciej Płażyński, który starał się o umożliwienie powrotu do Ojczyzny rodzinom polskim wywiezionym kiedyś przez sowietów na Sybir i do Kazachstanu. Na pokładzie Tu 154 M były też rodziny zamordowanych w Katyniu oficerów polskich i w ten sposób jakby koło historii połączyło Katyń 1940 ze Smoleńskiem 2010 tragedia śmierci. My, Polacy którzy pozostaliśmy przy życiu nie tylko nie możemy zapomnieć o ofiarach Katynia 1940 i Smoleńska 2010, ale mamy obowiązek dać z siebie dla Polski znacznie więcej niż dotychczas. Nie pytaj Polski co Ona ci dała lecz spytaj siebie, co Ty dałeś i co jeszcze możesz dać Polsce, bo nasi oficerowie w 1940 roku i nasi rodacy, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku dali dla Rzeczypospolitej to, co mieli najlepsze, czyli życie. Prymas tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński powiedział kiedyś, że … non possumus, nie możemy się poddać. Nasz wielki biskup Karol Wojtyła bronił krzyża w Nowej Hucie, a gdy został Papieżem dumnie głosił na całym świecie, że jest Polakiem, synem tej ziemi. Jan Paweł II mawiał : …”Taka Polska, która by od ciebie niczego nie wymagała byłaby niewiele warta”. I wreszcie kapelan „Solidarności” ks. Jerzy Popiełuszko nauczał nas : …” Zło dobrem zwyciężaj”…ale mawiał też (o czym rzadziej się wspomina), że żadna władza nie może opierać się na kłamstwie i nieprawości. To nie jest prawda, że zwykły obywatel niewiele może. Może nie kupować gazet szkalujących Polaków, może nie płacić za programy telewizji komercyjnych, które szydzą z wiary i z Rzeczypospolitej, może nie głosować na polityków wspierających obce interesy, może nie kupować antypolskich książek, a przede wszystkim może bronić honoru Polski w każdym miejscu, w którym Polacy są wyszydzani lub szkalowani. Polacy powinni również wspierać się nawzajem. Nasi politycy często martwią się o Irak, o Afganistan, o Libię, Syrię itd., a równocześnie zapominają o Polsce. Powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami, spadkobiercami pięknych i chwalebnych dziejów Rzeczypospolitej. Rajmund Pollak

Janusz Korwin-Mikke w TV Republika: „Sprawę Kiszczaka trzeba przedawnić”

Jeszcze kilkanaście dni temu podczas spotkania w Piotrkowie Trybunalskim Janusz Korwin-Mikke twierdził, że nie ogląda TV Republika a tymczasem wczoraj był już jej gościem. Zapraszamy do obejrzenia wywiadu z nim, podczas którego szef Kongresu Nowej Prawicy twierdzi, że najwyższy czas dać spokój Kiszczakowi i Jaruzelskiemu. Snuje też dość oryginalną hipotezę dotyczącą katastrofy smoleńskiej.
 

Stanisław Michalkiewicz: Być może Kaczyński wie, że TV Trwam nie dostanie koncesji

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl z redaktorem Stanisławem Michalkiewiczem. Red. Michalkiewicz mówi m.in. o niedawnej wolcie mec. Rogalskiego w sprawie smoleńskiej, o tym, kto jest czyim zakładnikiem w PiS, kto kręci partią Jarosława Kaczyńskiego i o nasilającym się konflikcie pomiędzy TV Republika a TV Trwam.

Smoleńska sprzeczność Anity Gargas

Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej stała się dla obozu politycznego związanego ze zmarłym prezydentem, śp. Lechem Kaczyńskim, okazją do utwierdzania się w przekonaniu, że polska delegacja lecąca 10 kwietnia 2010 roku do Katynia zginęła w zamachu. Ci, co prezydenta nienawidzili, wciąż podtrzymują, że była to zwykła katastrofa lotnicza.
Jeśli o mnie chodzi, nie wiem, co wydarzyło się w kwietniowy poranek, 3 lata temu, w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Po prostu nie wiem. Wersji o zamachu nie wykluczam, podobnie przypuszczam, że jeśli była to katastrofa, to też nie zwyczajna. A będąca skutkiem "przedobrzenia" przez rosyjską obsługę lotniska, na rozkaz być może centrali w Moskwie, procedur przyjmowania polskiego samolotu w Smoleńsku. Chodzi o podawanie błędnych parametrów, złe naprowadzanie itp... Ot, po prostu Rosjanie chcieli się z Polakami co nieco pobawić, jednak zabawa ta skończyła się tragicznie. W tym kontekście można by było mówić o nieumyślnym doprowadzeniu do katastrofy, jednak gdyby można było udowodnić, że "zabawa ta" miała na celu doprowadzenie do rozbicia się samolotu, wówczas mielibyśmy do czynienia rzeczywiście ze zbrodnią. Ale jak było naprawdę nie wiem... Tymczasem środowiska skupione wokół posła Antoniego Macierewicza, PiS-u czy "Gazety Polskiej" wiedzą na sto procent, że w Smoleńsku miał miejsce zamach. Dowodzi tego również wywiad z autorką filmu "Anatomia upadku", Anitą Gargas, jaki ukazał się w ostatnim numerze "Do Rzeczy". Przez większą część wywiadu dziennikarka "Gazety Polskiej" przekonuje jak to Rosjanie świadomie zatajają dowody, niszczą je, zastraszają świadków - jednym słowem robią wszystko, by ukryć swoją zbrodnię. Ale w jednym miejscu pani redaktor Gargas wpada w pułapkę, której zapewne sama nie zauważyła, mimo że - jak przypuszczam - autoryzowała wywiad. Otóż w części wywiadu, kiedy to Anita Gargas poddaje krytyce polski rząd i polski aparat sprawiedliwości za wszelkie zaniechania związane ze śledztwem i kiedy przytacza przykład polskiego prokuratora, który 10 kwietnia 2010 roku nie zbadał miejsca katastrofy, stwierdza: "Nawet nie próbował wejść na teren katastrofy. To było w momencie, gdy strona rosyjska była gotowa na wspólne prowadzenie śledztwa, tylko nikomu z naszej strony nie przyszło do głowy, by to wyegzekwować". Nie wiem jak inni, ale dostrzegam pewną niespójność tego toku myślenia. Bo albo Rosjanie zrobili zamach i od razu czynili wszystko, by go maksymalnie, najlepiej jak się da, zatuszować, albo też "strona rosyjska była gotowa na wspólne prowadzenie śledztwa". Moim zdaniem, trochę się to kupy nie trzyma. Można to po trosze wytłumaczyć ogólnym chaosem z jakim w całej sprawie, po obu stronach sporu, mamy do czynienia. Chyba wszyscy, w swojej zapalczywości, po trosze się w tym pogubili. O ile jednak dla zwolenników tezy o zamachu przyszłość może pokazać co najwyżej, że król jednak jest nagi, o tyle dla obrońców tezy, że był to zwykły wypadek lotniczy, skutki pogubienia mogą okazać się znacznie bardziej surowe - tzn. kryminał. Bo co do tego, że po stronie polskich władz miały miejsce kłamstwa, manipulacje, zaniechania i tuszowanie własnej odpowiedzialności, nie ma raczej żadnych wątpliwości. Paweł Sztąberek

Czego red. Wybranowski nie napisał w tygodniku „Do Rzeczy”?

W najnowszym numerze tygodnika "Do Rzeczy" (nr 11/2013) ukazał się artykuł Wojciecha Wybranowskiego poświęcony sylwetce posła Antoniego Macierewicza "Desperado w pojedynku z III RP". A konkretnie jego zasługom na niwie wyrywania Polski z PRL-owskich łańcuchów, które pod nazwą III RP oplotły ją ze wszystkich stron.
Pan Wybranowski skupił się, niestety, tylko na najbardziej medialnych aspektach działalności polityka PiS, tj. lustracja, likwidacja WSI oraz badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej (co oznacza, że dziennikarze z mainstreamowych mediów są raczej leniwi i zbytnio nie chce im się szperać - choćby w internecie), umknął mu natomiast epizod z działalności posła Macierewicza, który, na upartego, też można by uznać za jego sporą zasługę. A mianowicie jako jedyny poseł (podobny wniosek złożył jeszcze senator Piotr Andrzejewski) miał on odwagę, ale i samozaparcie, by zaskarżyć w Trybunale Konstytucyjnym Traktat lizboński, pozbawiający nasz kraj wielu aspektów państwowej suwerenności. Poseł Macierewicz uczynił to co prawda pod silną presją środowiska związanego z naszym portalem, a także licznych apeli płynących do niego ze strony wyborców okręgu piotrkowskiego, z którego został on wybrany parlamentarzystą, niemniej uczynił to. Gdyby tak red. Wybranowski wspomniał o tym wątku, jego tekst zyskałby zapewne na oryginalności i czymś przynajmniej różniłby się od wielu artykułów, które na temat posła Macierewicza powstawały w przeszłości. Co prawda sprawa z zaskarżeniem Traktatu skończyła się niepowodzeniem, przy niemałej zresztą zasłudze samego wnioskodawcy czyli posła Antoniego Macierewicza, jednak coś próbował on zrobić, w odróżnieniu od całej gromady leni zasiadających w parlamencie, w tym również w jego ugrupowaniu. Gdyby red. Wybranowski odnalazł materiały na ten temat w internecie, artykuł na pewno byłby ciekawszy, a tak - wyszła jedynie laurka na temat jednego z posłów. Jest jeszcze jeden wątek z artykułu red. Wojciecha Wybranowskiego, na który chciałbym tu zwrócić uwagę, który pokazuje, że dystans do tego, co się czyta, nawet w tzw. prawicowej prasie, jest bardziej niż wskazany. Chodzi o historię z ujawnieniem zasobów archiwalnych UB i SB w 1992 roku. Antoni Macierewicz, ówczesny minister spraw wewnętrznych, zobligowany został do wykonania uchwały lustracyjnej autorstwa Janusza Korwin-Mikkego. Na tzw. liście Macierewicza, wśród agentów UB i SB znalazł się ówczesny marszałek sejmu, polityk ZChN, nieżyjący już Wiesław Chrzanowski. Red. Wybranowski wspomina ten wątek w swoim tekście. Ale znów, pojawia się wątpliwość, która artykuł publicysty "Do Rzeczy" czyni trochę jakby niedopracowanym. Autor tekstu cytuje posła PO Konstantego Miodowicza: "Działanie lustracyjne Macierewicza, które było ukoronowaniem jego pracy jako szefa MSW zakończyło się w sposób źle świadczący o jego przygotowaniu. Lista Macierewicza była przygotowana zbyt szybko, znalazły się na niej osoby, które agentami nie były". Po wypowiedzi Miodowicza pojawia się podsumowanie red. Wybranowskiego: "Rzeczywiście, wpisanie na listę Wiesława Chrzanowskiego było błędem". Z kontekstu wynikałoby, że nie było to błędem politycznym, lecz merytorycznym, tzn. że Wiesław Chrzanowski nigdy żadnym agentem nie był... Zobaczmy tymczasem, co o całej historii powiedział w październiku 2012 roku naszemu portalowi poseł Piotr Naimski, szef Urzędu Ochrony Państwa za rządów Jana Olszewskiego, bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. W wywiadzie pt. "Wciąż płacimy wysoką cenę za kłamstwo roku 1992" (wersja dźwiękowa - MP3), na moje pytanie o słynną "nocną zmianę": "(...) czy spodziewali się Państwo wówczas takiej reakcji Lecha Wałęsy, że zmobilizuje wokół siebie te środowiska?", Naimski odpowiedział: "Ja powiem inaczej. Ja liczyłem na inną reakcję ówczesnego marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Gdyby ówczesny marszałek sejmu zareagował". Na mój wtręt: "A dziwi to Pana, że jego reakcja była taka, jaka była?", szef UOP z 1992 roku stwierdził: "Tak, byłem zdziwiony, dlatego, że … A właściwie może nie zdziwiony, ale rozgoryczony, dlatego że byłem jedną z osób, które mu ufały i uważałem go za bardzo przyzwoitego człowieka. Kiedy dowiedziałem się o jego uwikłaniach liczyłem na to, że zachowa się jak mężczyzna i patriota tzn. po prostu opowie o tym. A my Polacy jako zbiorowość jesteśmy bardzo miłosierni. Myślę, że gdyby Wiesław Chrzanowski wyszedł wtedy na mównicę sejmową i opowiedział swój życiorys w całości i wyjaśnił te wszystkie problemy, to prawdopodobnie byłby prezydentem Polski i my żylibyśmy dziś w innej Polsce. Ale on postanowił inaczej, on poszedł do Wałęsy i po dwóch godzinach, czy też po półtorej, rozmowy z Wałęsą obydwaj postanowili, że będą kłamać." Można powiedzieć, że to już historia, niemniej dobrze jednak byłoby wiedzieć (skoro wciąż się o tym pisze), jaka była prawda. Czy to jest prawdą, co o marszałku Wiesławie Chrzanowskim pisze red. Wybranowski czy też prawdą jest to, co mówi poseł Naimski, człowiek, który miał dostęp do materiałów UB i SB i którego uznać można za jednego z lepiej poinformowanych o zasobach archiwalnych PRL-owskiej bezpieki. Być może red. Wybranowski, również opisując ten wątek, tylko prześlizgnął się przez temat (mógł w końcu o marszałku Chrzanowskim w swoim artykule nie wspominać). Cóż, nie chciało się poszperać w internecie, a już zwłaszcza poszperać po jakichś tam niszowych portalach? Czytanie PROKAPA nie jest oczywiście żadnym obowiązkiem, niemniej prawda jest taka, że na niszowych serwisach czy blogach można niekiedy trafić na interesujące informacje, z których też coś można wyczytać . Trzeba tylko chcieć zrobić nieco więcej niż tylko odwalić kolejny artykuł do poczytnego tygodnika... Chełpienie się sloganem "dziennikarz niezależny", "niepokorny", czy jaki tam jeszcze, to zbyt mało. Potrzebna jest jeszcze przynajmniej solidność. Paweł Sztąberek

W Pyrzowicach nie dopuszczono do takiej tragedii jak w Smoleńsku

We wtorek 12.03.2013 roku ok. godz. 19 samolot Boeing 737 czeskich linii lotniczych Travel Service, na pokładzie którego było 179 pasażerów wypadł z pasa podczas lądowania na lotnisku w Pyrzowicach. Nikomu nic się nie stało.
Maszyna zatrzymała się prawymi kołami podwozia za końcem pasa startowego. Piloci nie byli w stanie zatrzymać samolotu ze względu na złe warunki pogodowe na lotnisku. [caption id="attachment_20947" align="alignnone" width="460"] Boeing 737 po wylądowaniu w Pyrzowicach[/caption] Po rozmowie z rzecznikiem prasowym Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego Międzynarodowy Port Lotniczy w Pyrzowicach dokonałem porównania procedur zastosowanych w Katowicach w 2013 roku i w Smoleńsku w 2010 roku. [caption id="attachment_20948" align="alignnone" width="460"] Fragment samolotu Tu 154M po zamachu nad Smoleńskiem w dniu 10.04.2010 r.[/caption] Oto moja relacja z rozmowy z  rzecznikiem prasowym Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego S.A i porównania z sytuacją w Smoleńsku. Pyrzowice 12.03.2013: RP: Czy piloci lądującego samolotu byli poinformowani drogą radiową o ciężkich warunkach atmosferycznych na lotnisku w dniu 12.03.2013roku? Cezary Orzech Rzecznik Prasowy Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego S.A.: - Pilot otrzymał precyzyjną informacje o widoczności i stanie pasa lotniska, a konkretnie, że prószy śnieg oraz wyniki pomiaru przyczepności. Wieża kontroli lotów przekazała, że warunki do lądowania są trudne – współczynnik przyczepności 3 w pięciostopniowej skali (0 oznacza beznadziejne warunki, a 5 idealne warunki). Kapitan Boeinga mógł poprosić o zmianę kategorii przyczepności nawierzchni, co pracownikom lotniska zajęłoby ok. 15 minut, ale zdecydował się na natychmiastowe lądowanie. Czy pilotom zaproponowano lądowanie na lotnisku zapasowym np. w Krakowie? - Decyzje o lądowaniu podejmuje kapitan. Powinien Pan wiedzieć, że lotnisko zapasowe jest zawsze zaplanowane przed startem samolotu. To tylko 10 kwietnia 2010 roku był taki bałagan z organizacją lotu Prezydenta RP, że dopiero po starcie ktoś o tym pomyślał. Kto podjął 12 marca 2013 roku ostateczną decyzję o lądowaniu - piloci, czy wieża kontroli lotów? - Powtarzam, decyzje po poznaniu sytuacji na lotnisku podejmuje zawsze kapitan. Ile razy samolot podchodził do lądowania? - Wylądował od razu. Długość pasa startowego w Pyrzowicach wynosi 2.800 m i 60 m szerokości, natomiast samolot rozpoczął kołowanie między 500 a 600 metrem lądowiska. Linie lotnicze jakiego państwa są właścicielem tego samolotu? - Czechy - linie lotnicze Travel Service Czy dziennikarze mieli swobodny dostęp do miejsca wypadku, czy może policja i wojsko otoczyły kordonem samolot? - Nie było wojska ani policji, tylko SOL( Służba Ochrony Lotniska) Dziennikarze obserwowali sytuacje zza płotu, ekipom ratowniczym nie można było przeszkadzać na pasie lotniska, ale poza pasem to były nawet wozy transmisyjne różnych telewizji z antenami satelitarnymi. [caption id="attachment_20949" align="alignnone" width="460"] Żadnego kordonu wojska czy Policji, tylko strażacy i służby do wyciągania samolotu[/caption] Według jakiej konwencji międzynarodowej będą badane przyczyny tego wypadku lotniczego? - Nie wiem, proszę zapytać w KBWL, to nie był wypadek tylko incydent lotniczy. Natychmiast powiadomiono Czechów i oni zwrócili się do nas  o zgodę na przyjazd do Pyrzowic ich sprzętu i ich ludzi do zbadania miejsca i ściągnięcia samolotu z powrotem na pas startowy. Procedura wydania zgody władz lotniska trwała dosłownie kilka minut. Byłem tam dwadzieścia minut po lądowaniu i jedną z pierwszych wiadomości już po ewakuacji pasażerów była informacja, że Czesi już jadą z Ostrawy z ciężkim sprzętem i ludźmi! I nikt nie utrudniał Czechom w wydobyciu Boeinga z grzęzawiska poza pasem lotniska? - W nocy nie wolno wjeżdżać na pas startowy ciężkim sprzętem ani prowadzić prac, ale już od świtu czeskie dźwigi i ciągniki pracowały, a obsługa lotniska udzieliła im niezbędnej pomocy. Boeinga 737 odtransportowano do hangaru aby nie był narażony na czynniki atmosferyczne. Byli przedstawiciele ULC,  sprawą z  urzędu zainteresowała się prokuratura. Czy ktokolwiek wypowiadał się w dniu 12.03.2013 r. na temat przyczyn tego wypadku lotniczego? - Nie. Nikt się nie wypowiadał ani 12 ani 13 marca. Czy ktokolwiek z władz GTL lub Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wypowiadał się w dniu 12 lub w dniu 13 marca 2013 r. na temat hipotetycznych przyczyn wypadku lotniczego? - Nie. Czy  po lądowaniu  zbadano pilotów alkomatem? - Zostali przesłuchani, czy badano ich alkomatem, nie wiem. Czy po lądowaniu dokonano zabezpieczenia rejestratorów rozmów między wieżą kontroli lotów a pilotami lądującego samolotu? - Tak. Wszystkie rejestratory rozmów zostały zabezpieczone. *  *  * A teraz przypomnę Smoleńsk 10.04.2010 r. Analiza pierwszej wersji odczytu z czarnych skrzynek wskazuje na niedostateczne informowanie polskich pilotów przez rosyjskich kontrolerów lotu i błędne naprowadzanie na pas lotniska gdyż: lotnisko nie zostało zamknięte, co wyklucza rosyjskie twierdzenia o warunkach uniemożliwiających lądowanie, bo przepisy międzynarodowe wymagają wydania zakazu lądowania w przypadku złych warunków atmosferycznych. Zatem albo kontrolerzy i kierujący nimi pułkownik K. z jednostki bojowej, świadomie chcieli doprowadzić do katastrofy, albo zaniedbali swoje obowiązki z innych powodów. Komunikaty kontrolerów tuż przed katastrofą były następujące: - PLF 1-0-1, wysokość 500m ? - zrozumiałem -500metrów, na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście? - Reflektory z lewej z prawej na początek pasa - 1-0-1 wykonujcie trzeci, radialna 19 - Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg - 8 na kursie i na ścieżce, - Pas wolny - 4 na kursie i na ścieżce - 3 na kursie i na ścieżce - reflektory włączcie - 2 na kursie i na ścieżce - Horyzont 101 (na 11 sekund przed katastrofą) - kontrola wysokości, horyzont( na 5 sekund przed katastrofą) - odejdźcie na drugi krąg! (już po  katastrofie) Dodać do tego należy jeszcze jeden z pierwszych komunikatów kontrolerów lotu, który informował o widoczności 400 metrów. (dosł. Na Korsarzu mgła, widzialność 400 metrów). 4-0-0 meters. Zatem kontrolerzy lotu nie podawali polskim pilotom komunikatu o widzialności ograniczonej do 200 metrów. Z czarnych skrzynek jasno wynika, że radar na lotnisku Siewiernyj nie działał prawidłowo: - kontroler LF101, tu Korsarz. - I pilot: Odpowiadamy. - kontroler: Zajęliście 500 metrów - I pilot: Na razie nie, 1000, schodzimy Dopiero po tym komunikacie odzywa się ponownie wieża lotniska : - kontroler : PLF 1-0-1, wysokość 500? - I pilot : podchodzimy do 500 metrów. - kontroler: zrozumiałem. - kontroler: 500 m na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście? - I pilot: tak oczywiście - kontroler: reflektory z prawej i lewej na początek pasa Zatem z powyższego dialogu nie wynika, aby w ostatniej fazie lotu kontrolerzy rosyjscy ostrzegali przed pogarszającą się widocznością, natomiast bez żadnych wątpliwości wynika, że wieża kontroli lotu albo nie wiedziała na jakiej aktualnie wysokości znajduje się polski samolot, co mogło wynikać z wadliwego radaru na lotnisku, albo woli celowego wprowadzania w błąd polskich pilotów co do wysokości na jakiej się faktycznie znajdują. Pierwsza wersja odczytów z czarnych skrzynek została przez Rosjan zafałszowana o 16 sekund, a zatem fakt, że brakuje odczytu głosu pierwszego pilota polskiego samolotu w ostatniej fazie lotu może świadczyć o manipulacji rosyjskich członków Komisji MAK. Z uwagi na fakt, że władze rosyjskie w dniu 10.04.2010 roku podały sfałszowany o kilkanaście minut czas katastrofy, zachodzi poważne podejrzenie, że to opóźnienie podania do publicznej wiadomości momentu zaistnienia tragedii było potrzebne Rosji aby wycofać z okolic tragedii wojskowych, wyszkolonych w zakresie dywersji w czasie pokoju. Odmowa wydania Polsce czarnych skrzynek, a następnie przekazanie Prokuraturze pierwszej wersji nagrań, skróconych o kilkanaście sekund, stanowi następną poszlakę do podejrzeń, że to nie był nieszczęśliwy wypadek, lecz misternie wykonana operacja dywersyjna wojskowych z Federacji Rosyjskiej. Początkowa odmowa Rosji wpuszczenia na teren katastrofy polskich archeologów, przy równoczesnej penetracji ciał ofiar, laptopów, telefonów komórkowych i szczątków samolotu przez rosyjskie służby specjalne, oraz prymitywne kradzieże dokonane przez żołnierzy rosyjskich stanowią dowody, do czego są zdolni dowódcy jednostek bojowych i specjalnych Federacji Rosyjskiej oraz ich podwładni. Zwlekanie z wydaniem Polsce szczątków samolotu i świadome wystawienie tych szczątków na skutki działań atmosferycznych stanowi dowód złej woli strony rosyjskiej w sprawie doprowadzenia do wykrycia prawdziwych przyczyn katastrofy. *  *  * Ktoś mógłby mi zarzucić, że trudno porównywać tragedię z 10.04.2010 roku  z incydentem lotniczym w Pyrzowicach w roku 2013... Na taki zarzut jest prosta odpowiedź. Ja nie porównywałem skali tragedii z 10 kwietnia 2010 roku z tym co wydarzyło się w Pyrzowicach w dniu 12 marca 2013 roku, lecz pokazałem jak faktycznie wyglądają procedury postępowania przy każdym, nawet drobnym incydencie lotniczym! Od prawie 3lat TVP1 i rządowe media wciskają nam kłamliwe informacje na temat międzynarodowych procedur lotniczych, a tu okazuje się, że prawda jest zupełnie inna. Jeżeli państwo, które jest właścicielem samolotu zażąda, że chce własnym sprzętem i własnymi ludźmi usuwać skutki wypadku lotniczego, to nikt  nie odmawia wypełnienia takiego postulatu! Pozostaje pytanie: Dlaczego rząd koalicji PO-PSL nie zwrócili się z natychmiastową  propozycją do Rosjan, że to Polacy przyjadą do Smoleńska z własnymi specjalistami i własnym sprzętem aby zbadać teren i usunąć wrak samolotu do hangaru dla zabezpieczenia przed czynnikami atmosferycznymi? Czy Pan premier Tusk wolał wpaść w objęcia Putina niż zadbać o rację stanu Rzeczypospolitej? Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica. Nawet przy drobnym incydencie lotniczym, po którym nie było żadnych ofiar zabezpieczono w Pyrzowicach rejestratory rozmów wieży kontroli lotów z pilotami samolotu, natomiast w Smoleńsku ślad po tych rejestratorach zaginął w czeluściach MAK. A na koniec sprawa równie istotna. Nikt z władz lotniska w Pyrzowicach ani z prokuratury nie wypowiada się o przyczynach incydentu z dnia 12 marca 2013 roku, natomiast Rosjanie już w dniu tragedii 10 kwietnia 2010 roku ogłosili na cały świat, że...”winny był polski pilot”! Jak można było bez jakichkolwiek analiz merytorycznych formułować wobec poległych pilotów, w dokonanym nad Smoleńskiem zamachu, tak potworne oszczerstwa w dniu 10.04.2010 r., w którym ponieśli oni śmierć? Rajmund Pollak

Triumf brukselskiego żebractwa ze smoleńską brzozą w tle

Jak przewidywałem ledwie dwa dni temu, Tusk ogłosił zwycięstwo. Ten drobny cwaniaczek nie pisywałby ckliwych liścików na Twitterze, żeby trzymać kciuki, że to dla niego sprawa życia itp., gdyby nie wiedział, że wszystko już jest ustawione.
Według relacji rzecznika rządu III RP, Grasia, tego co to według jednego z tabloidów robił u Niemca za ciecia,  Polska otrzyma z unijnego budżetu w latach 2014-2020 nawet więcej niż Platforma obiecywała w kampanii wyborczej. Ma nam skapnąć ponad obiecywane 300 mld zł. Można by pomyśleć, że takie scenariusze dzieją się tylko w kiepskich serialach brazylijskich albo TVN-owskich. A tu masz... jedzie Donek pożebrać do Brukseli z misją życia, wszyscy wokół wieszczą, że przywiezie figę z makiem, z kol. Ziemkiewiczem na czele, a tymczasem... "YES, YES, YES". Ciekawe czy prezes Kaczyński pobiegł już dziś do kancelarii premiera z gratulacjami. Trzymał w końcu za Donka kciuki... Albo więc nasz cienki Donek wcale nie jest taki cienki i na czym jak na czym, ale na żebractwie to się zna, albo też Donek przywiózł swoje "YES, YES, YES" za cenę, której jeszcze nie znamy, a o czym pewnie z czasem ze zdziwieniem będziemy się dowiadywać. W każdym razie, nie ma co, z Donka wyrasta nam rzeczywiście świetny materiał na Ludowego Komisarza Unijnego Sowietu. Tymczasem media donoszą dziś, że według ekspertów prokuratury wojskowej, brzoza, o którą miał uderzyć tupolew z prezydentem Kaczyńskim na pokładzie, złamana jest 3 metry wyżej niż podała to w swoim raporcie komisja Millera. Nie zgadza się również obwód brzozy jaki podała komisja z tym co wyliczyli eksperci prokuratury. Moment całkowitego obalenia mitu pancernej brzozy jest chyba coraz bliżej. "Cieć u Niemca"... tzn. rzecznik rządu III RP pytany o te niezgodności wyjaśnia ze spokojem, że katastrofa nastąpiła nie ze względu na zderzenie z brzozą ale na zbyt niskie zejście samolotu. Pan rzecznik nie podtrzymuje już, że samolot uderzył w brzozę. A skoro nie uderzył to co ze słynnym obrotem o 180 stopni tuż nad ziemią, spowodowanym rzekomym urwaniem skrzydła o brzozę, który to obrót spowodował z kolei, że samolot spadł na plecy? Niestety dziennikarz RMF taktownie tego pytania nie zadał, chyba żeby nie psuć atmosfery święta po brukselskich żebrach. Chyba czas, aby nie tylko tzw. rzecznik rządu zabrał w tej sprawie głos, ale także ktoś z komisji Millera, no chyba że nawet w przypadku tak wielkiej katastrofy, jak smoleńska, 3 metry w tę czy wewte nie odgrywają żadnej roli. Na koniec pytanie: komu znów zależało na tym, żeby w dniu wielkiego triumfu brukselskiego żebractwa wypuszczać w świat newsa o tej brzozie? I to znów w gazecie Hajdarowicza? Czy przez pomyłkę wciśnięto nie ten guzik co trzeba, czy też wszystko idzie zgodnie z jakimś, gdzieś tam ustalonym planem? I już zupełnie na koniec znów zacytuję naszego Czytelnika Lorenzo von Matterhorna: "Spoko, ja nadal mam silne wrażenie, że na wiosnę koalicja się rozpadnie i będą wybory. Dlatego Partia Libertariańska, Ruch Narodowy i Kongres Nowej Prawicy powinny się szykować (Ci pierwsi zarejestrować)". Mam nadzieję chłopie, że masz sprawdzone i wiarygodne informacje ;) Paweł Sztąberek