Tag Archives: konsument

Bojkot firmy jubilerskiej KRUK zgodny z grą wolnorynkową

Rafał A. Ziemkiewicz zaproponował kilka dni temu na swoim facebooku konsumencki bojkot produktów jubilerskiej firmy KRUK. Sponsorowanie konkursu, w którym wygrywa ktoś tylko dlatego, że dokonuje aborcji, ponieważ nie chce mu się poszukać większego mieszkania, nie pasuje również do moich standardów.

Straszne rzeczy się dzieją!

Politycy wpadają w panikę! Czy to jakiś kataklizm nadchodzi? Czy to już koniec? Minister Finansów zapowiada, że "ryzyko jest duże", a szef NBP, że "tego nie można ignorować".

„W trosce o konsumenta”

Następny ostry atak ministerstwa na małych i średnich przedsiębiorców został ogłoszony w najmniej spodziewanym momencie. Przez jakiś czas już było spokojnie i nagle jak grom z jasnego nieba: Musicie wymienić kasy fiskalne na nowe, bo ministerstwo doszło do wniosku, że obecnie taśma papieru jest zbyt wąska. Swoją drogą czekam, kiedy urzędasy zarządzą zmianę szerokości zupełnie innych rolek papieru.
Najbardziej ciekawa jest argumentacja. Mianowicie urzędasy wykombinowały w swoich przestrzeniach międzykomórkowych, że to dla dobra klienta, bo ten, nie jest w stanie odczytać na kwitku co kupił. Argumentacja mocno naciągana z dwóch powodów: Po pierwsze. Robiąc zakupy w zwykłym małym sklepiku zazwyczaj kupujemy kilka artykułów i bardzo łatwo możemy zorientować się, która pozycja co oznacza. Ponadto jesteśmy w bezpośrednim kontakcie ze sprzedającym i możemy dopytać się co ile kosztuje, co zresztą czasami czynimy. Inna sytuacja jest w wielkich marketach, gdzie jesteśmy obsługiwani taśmowo i robimy o wiele większe zakupy. Pozycji na takim rachunku może być i trzydzieści, wtedy pojawiają się problemy. Dlatego projekt ten mógłby odnosić się do takich właśnie sklepów. Po drugie. Czy zmuszanie sprzedawcy do wydania kilku tysięcy złotych (koszt kasy, fiskalizacji, czyli urzędowego uruchomienia kasy, i koszt zaprogramowania, do tego stracony czas) jest działaniem na rzecz klienta? Przecież sprzedawca będzie musiał podnieść ceny albo po prostu zamknie sklepik. I jedno i drugie rozwiązanie godzi w interesy klienta. Co jest przyczyną tak kuriozalnie głupich działań? Chęć wykazania się przed przełożonymi połączona z zapalczywością? Nieznajomość tematu? Głupota? Biorąc pod uwagę to, że na całej tej akcji zarobi kilka firm produkujących i sprzedających kasy, a wszyscy inni stracą, pytania można by mnożyć. Zastanawiam się nawet, czy zmiana kas nie jest pomysłem na urzędniczo rozbójnicze wymuszenie opłat mających podreperować budżet? Koszt wymiany kasy to w potężnej części ukryty podatek. Podwyżka cen to podwyżka wpływów z podatków… itd. Pomysł wydaje się tak głupi, że całkiem realny. Przypomnijmy sobie akcję z fotoradarami. Znowu wszyscy na tym stracimy. Wiele sklepów padnie, a handel przejmą wielkie markety i sieciówki wyspecjalizowane w niepłaceniu podatków i transferowaniu zysków za granicę. Wzrostu wpływów z podatków nie będzie! I wreszcie najważniejsze pytanie: Czy można inaczej, tak normalnie, po ludzku? Oczywiście, że można. Przepis powinien dotyczyć tylko nowo sprzedawanych kas fiskalnych. Każda kasa i tak ma ograniczony czas działania i ilość operacji. Po kilku latach trzeba ją wymienić. W przeciągu paru lat sama dokona się wymiana na lepsze, bez szkodliwych skutków urzędniczej nadgorliwości. A odczuwana poprawa będzie już w ciągu roku, dwóch, bowiem w ciągu roku wymienia się ok. 15% kas, do tego dochodzą te nowo kupowane. Na koniec prośba do ministerialnych wybździbąków (poza tymi nielicznymi normalnymi ludźmi w urzędach). Nie zachowujcie się jak słoń w składzie porcelany. Wystarczy tylko trochę pomyśleć. Jeżeli macie z tym kłopot, zawsze służę pomocą. Dyplomowany Technik Budowlany: Konrad Osmycki Ruch Wolności

Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia? – degradacja pojęć

Wyjściem do rozważań na temat drogi Polski do gospodarczego zniewolenia jest analiza pojęć, które leżą u podstaw tego zagadnienia. Chodzi przede wszystkim o definicję gospodarczego zniewolenia i jego antonimu, czyli wolności gospodarczej.
Wnikliwa analiza tych terminów z pewnością doprowadzi wiele osób do zaskakujących dla nich wniosków. Okaże się bowiem, że to co dziś potencjalnie nazywane jest wolnością gospodarczą wcale nią nie jest. Jednak poznanie tego zagadnienia wymaga analizy trzech słów: wolności, zniewolenia i gospodarki. Zaczniemy od gospodarki. Jak współcześnie definiowana jest gospodarka? Jak definiowany jest rezultat gospodarczy? Jak definiowane jest we współczesnym ujęciu bogactwo? W odpowiedziach na te pytania znajdziemy pewne niedorzeczności. Po pierwsze w wielu definicjach gospodarki pomijana jest kwestia konsumenta. Zapomina się, że to co dzieje się w gospodarce jest w uproszczeniu wypadkową zachowań konsumentów i zgłaszanego przez nich zapotrzebowania. Zatem to nie produkcja jest tutaj najważniejsza. Można produkować i jednocześnie nie znajdować na wyprodukowane dobro nabywcy. Jaki sens miałoby dziś produkowanie w Polsce butów pasujących na obie nogi? Dawniej takowe produkowano. Dlaczego dziś praktycznie się ich nie produkuje? Bo zmieniły się preferencje konsumentów, którzy zgłaszali popyt na nowocześniejszy model butów. Zatem to nie producent jest najważniejszym uczestnikiem procesów gospodarczych, a konsument. Innym zdegenerowanym współcześnie pojęciem odnoszącym się do gospodarki jest bogactwo narodu. Dziś bogactwo odnosi się do ujęcia pieniężnego. Jest to podejście niewłaściwe, z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze oparte jest ono o wiarę w fikcję – wiarę w to, że współczesny pieniądz ma jakąkolwiek wartość. Pieniądz nie ma pokrycia praktycznie w żadnym towarze jak to było dawniej. Z tego nieporozumienia wynika druga sprzeczność w postrzeganiu bogactwa. Przez to, że pieniądz oparty jest na fikcyjnej wartości zaczęto mylić funkcję środka wymiany z realnym bogactwem. Pieniądz jest tylko ogniwem, które wymianę ułatwia. Otrzymanie zapłaty za wykonaną usługę lub wyprodukowane dobro nie kończy procesu wymiany. Aby proces ten dobiegł końca potrzebna jest jeszcze wymiana na dobro lub usługę, którą za otrzymane pieniądze można nabyć. Zatem celem jest wymiana dobra lub usługi na inne dobro lub usługę. Pieniądz w tym tylko pośredniczy. Pieniądz nie jest bogactwem. Bogactwem jest to, co uzyskano w zamian. Aby rozwiać wszystkie wątpliwości proponuję zadać sobie pytania: czy na pustyni za bogactwo będę uważał bukłak wody, czy oparte na fikcyjnej wartości kwity pieniężne? Czy najem się chlebem za 3 złote, czy też dziś na talerzu wylądują monety? Pozostają jeszcze wolność i zniewolenie. Terminy te należy analizować równolegle z tego powodu, że dziś w wielu przypadkach wolność traktowana jest jak zniewolenie i odwrotnie zniewolenie uważane jest za wolność. Jak to możliwe? Idąc za tokiem rozważań Friedricha von Hayeka łatwo można dojść do pewnych konkluzji. Po pierwsze ludzie zapomnieli lub została u nich zatarta wiedza na temat tego, że to wolność jest stymulantem rozwoju i bogactwa, a nie rozrastający się rząd, który w dłuższym okresie będzie dążył za wszelką cenę do kontroli każdej ludzkiej aktywności – w tym gospodarczej. Po drugie ludzie rodzą się w pewnym momencie i zastany stan uznają za coś stałego, coś co było od zawsze. Daje to miejsce do niebezpiecznej degeneracji pojęć. Jeżeli pojawia się nagle instytucja, która mówi, że coś komuś da za darmo (np. zasiłek, mieszkanie itd.) to naturalnie człowiek ten będzie chciał z tego korzystać. Jeżeli w tym momencie powie mu się, że to zasługa wolności to nie ma co się dziwić, że młodzi ludzie chcą mieć wolność „do” (np. do posiadania mieszkania). Użycie w tym znaczeniu słowa wolność jest niebezpieczne bo ma charakter roszczeniowy. Ktoś kto pragnie wolności „do” tak naprawdę chce zniewolenia tego, kto ma przyczynić się do spełnienia jego postulatów. Podobnie jest w drugą stronę. To co nazywa się zniewoleniem ma często jak najbardziej znamiona wolności. Weźmy bardziej kontrowersyjny przykład – szumne hasło krwiożerczego kapitalizmu i wyzysku pracowników. Uznając fakt nazywania dziś jakiegoś systemu kapitalistycznym za dobry żart zwróćmy uwagę, że powszechnie wyzysk uważany jest za zniewalanie pracownika. Tymczasem nikt nie zadaje sobie pytania: dlaczego ten pracownik nie odejdzie z tej pracy? Przecież nikt go do niej nie zmusza. Zatem słuszne jest wnioskowanie, że to jego wolny wybór powoduje, że podejmuje on pracę w tym, a nie innym miejscu, że wykonuje pracę najemną, a nie próbuje swoich sił jako przedsiębiorca itd. Zatem w tym wypadku zniewolenie jest w rzeczywistości wolnością, a nie odwrotnie jak współcześnie zostałoby to zinterpretowane. Ktoś może powiedzieć: to tylko teoretyczne gdybanie, a jak ma się to do gospodarczego zniewolenia Polski? Przykładów potwierdzających słuszność powyższych rozważań jest bardzo dużo. Jednak w niniejszym artykule zostaną przywołane tylko wybrane z nich. Nie chodzi bowiem o wskazywanie wszystkich niedoskonałości, a jedynie o pokazanie jak degradacja i odwrócenie pojęć wpływają na obecną sytuację Polski. Przykładem doskonale ilustrującym degradację pojęć są wszelkiej maści świadczenia o charakterze socjalnym. Państwo dokonuje następującej operacji: daje pod pozorem wolności i równości obywatelowi X, jednocześnie pod przymusem zabierając obywatelowi Y. Działanie to zniewala tego drugiego, ponieważ ogranicza jego swobodę dysponowania swoim mieniem, swoimi pieniędzmi. W tym przykładzie pojawia się jeszcze kwestia podatków. Im podatki wyższe, tym wyższy stopień zniewolenia. Na potwierdzenie tej tezy wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wolnością jest odbieranie komuś pod przymusem jego dochodów i rozporządzanie nimi za niego? Mechanizm ten charakteryzuje raczej ustroje niewolnicze, a nie oparte na wolności. Kolejnym przykładem gospodarczego zniewalania są wszelkiego rodzaju regulacje prawne w zakresie licencjonowania zawodów, czy poszczególnych sektorów gospodarki. Zniewolenie w tym zakresie polega na podporządkowaniu grupie przedsiębiorców czy pracowników pozostałych jednostek. Ponadto hamuje to spadek wzrostu realnego bogactwa narodu, ponieważ ograniczanie dostępu do zawodów czy branż powoduje wzrost cen. W efekcie konsumenci płacą więcej za dobro, które w wolnorynkowych warunkach byłoby tańsze. Idąc w ślad za Fryderykiem Bastiatem można stwierdzić, że rzadko zdarza się, aby większość zniewalała mniejszość. Zazwyczaj to mniejszość zniewala większość. Przykłady ograniczania wolności gospodarczej, a tym samym zniewalania gospodarczego można by mnożyć. Stanowiące osnowę dla zniewalania prawo, przymus ubezpieczeń, wszelkiego rodzaju dotacje, kontrola urzędnicza – to tylko nieliczne z nich. Mało optymistyczna jest sytuacja, w której zniewolenie odbywa się pod przykrywką wolności. Zatem można wysunąć tezę, że Polska znajduje się na drodze do gospodarczego zniewolenia, a w pewnych obszarach już ono występuje. Jeszcze gorsze jest to, że gospodarcze zniewolenie prowadzi do zniewolenia w każdej dziedzinie życia. Skoro można kogoś zniewolić w jakimkolwiek zakresie, to dlaczego nie zniewolić go całkowicie? Paweł Ryndak Artykuł nadesłany na Konkurs PROKAPA „Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia?”. W konkursie wygrać można książkę Fryderyka Augusta von Hayek’a „Nadużycie rozumu”. Konkurs zakończony został z 9 na 10 maja 2013 roku o północy. Wyniki ogłoszone zostaną do 15 czerwca 2013 roku.

Związki przestępcze czyli konsument przede wszystkim

Co jakiś czas, gdy zaczyna dojrzewać we mnie przekonanie, że w zasadzie wszystko co było do powiedzenia o ludzkich motywach i zachowaniach zostało już skatalogowane i opisane, biorę do ręki, książkę jednego z ulubionych autorów i przeglądam, własne, pisane na marginesie komentarze, poczynione w trakcie czytania. Ostatnio przeglądając Frederica Bastiata („Obfitość i niedostatek”), ponownie prześledziłem argumentację opatrzoną przeze mnie uwagą jak wyżej. Rozpoczyna ją Bastiat od stwierdzenia „ Człowiek produkuje, żeby konsumować. Jest jednocześnie producentem i konsumentem...: konsument bogaci się o tyle o ile taniej wszystko kupuje... a to zależy od ich obfitości. Jako sprzedawcy jesteśmy zainteresowani wysokimi cenami, a w konsekwencji niedoborem”. Dalej stwierdza, że sprzeczność tych oczekiwań, zmusza nas do ustalenia która z nich łączy się z interesem „rodzaju ludzkiego”.

Gdyby człowiek sam zaspokajał swoje potrzeby (bez pośrednictwa wymiany), wtedy obfitość dóbr stanowiłaby dla niego korzyść, niezależnie od źródła pochodzenia. Stawiając przed sobą cele, planuje działanie tak by przy możliwie najmniejszym wysiłku osiągnąć je w największym zakresie. Każda oszczędność na pracy to postęp, pozwalający tworzyć nowe dobra dotychczas nieosiągalne, to uwolnienie od przymusu wyniszczającego wysiłku, chronicznego niedożywienia i zmęczenia. Każde utrudnienie, ograniczając produktywność tworzy stałe niedobory, jest więc sprzeczne z interesem społecznym, jest działaniem prowadzącym do nędzy całe grupy społeczne (patrz Kuba, Korea Pół., Zimbabwe). To podporządkowanie wytwarzania, wymogom konsumpcji, zostało rozerwane przez wymianę. Mitręgą produkcji nie osładza już bezpośrednio perspektywa konsumpcji, przerwa w wysiłku nie jest tożsama z rezygnacją z jakiejś części pożądanych dóbr, ponieważ wysiłek nagradzany jest przez innych i może mieć różną cenę niekoniecznie zgodną z rzeczywistym wkładem. Pragnieniu producenta, by najmniejszym wysiłkiem uzyskać jak najwięcej, przeszkadza: konkurencja i ciągła zmiana oczekiwań ze strony odbiorców. Tylko eliminacja konkurencji lub zmowa pozwala ograniczyć podaż produktów a tym samym wymusić na nabywcy, akceptację ceny i jakości tego co mu oferujemy. To co w autarkii jest niewykonalne, da się wykonać przy wymianie, z zachowaniem pozorów jej całkowitej wolności.