Tag Archives: korporacje

W obronie Ubera

Kilka lat temu poruszaliśmy sprawę deregulacji zawodów licencjonowanych a ściślej mówiąc wpływu uwolnieniu zawodu taksówkarza na stawki i taryfy kształtujące się na uwolnionym rynku przewoźniczym.

Fikcyjny dochód narodowy Polski

PKB, czyli Produkt Krajowy Brutto, którym operują nasi najbardziej eksponowani ekonomiści zarówno rządowi jak i z wyższych uczelni ekonomicznych jest jedną wielką mistyfikacją! 

W Stanach Zjednoczonych nie ma już takiego kapitalizmu, jaki znamy z podręczników

- W Stanach Zjednoczonych nie ma już takiego kapitalizmu, jaki znamy z podręczników a ogromną część rynku zagarnęły wielkie korporacje - twierdzi Leszek "Nick" Sadowski - wydawca nowojorskiego "Nowego Dziennika" będącego jednym z największych i najbardziej wpływowych polskich tytułów prasowych w Stanach Zjednoczonych.

PiS – propolska czy proamerykańska?

„Państwo to wielka fikcja, dzięki której każdy usiłuje żyć kosztem innych”- twierdził Fryderyk Bastiat. Bardzo słuszna uwaga, ale może nie każdy. Wielu być może, ale nie wszyscy. Gdyby wszyscy chcieli żyć na koszt innych, to nie byłoby komu pracować, żeby coś wytwarzać i żeby można było żyć na ich koszt. Żeby móc żyć na koszt innych, ktoś musi żyć na swój koszt. Chociaż niewielu, ale jednak… Jeszcze jest w Polsce kilka milionów ludzi, z owoców pracy których można żyć. Nie tylko biurokracja i budżetówka.

Nie daje, kto nie ma

Jak wiadomo rząd codziennie traci miliardy złotych tylko dlatego, że podatki są takie, jakie są, a nie wyższe. I choć politycy udają, że nie słyszeli o krzywej Laffera, to jakimś szóstym zmysłem wyczuwają, że dalsze podnoszenie podatków może się negatywnie przełożyć na słupki sondażowe a nawet wyniki przy urnach. Chcąc nie chcąc stosują więc różne sztuczki prawne i semantyczne, byle tylko korytko było pełne.

Jedyny sposób na odcięcie pieniędzy od polityki

Niedawne orzeczenie Sądu Najwyższego, znoszące zakaz finansowania kampanii wyborczych przez osoby prawne, jest zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem. Z jednej strony, usunięcie biurokratycznych barier dla wolności słowa zawsze jest krokiem w dobrym kierunku. Rząd nie powinien decydować, kto może zabrać głos albo z jakiego źródła ludzie powinni czerpać informacje. Tu chodzi o coś więcej niż o abstrakcyjną wolność; jest to bardziej praktyczne rozwiązanie. Im więcej dyskusji w polityce, tym lepiej. Rezultat nieskrępowanej debaty jest zazwyczaj korzystniejszy niż wynik kontrolowanego przepływu informacji. Jednak trzeba mieć na uwadze zagrożenie płynące z orzeczenia Sądu. Jak nauczyła nas historia ostatnich czasów, wielkie korporacje i związki zawodowe wykorzystają swą wolność słowa do promocji złych idei. Przez „złe idee” rozumiem propozycje zwiększenia ingerencji państwa w nasze życie i wolność (to oczywiście nie znaczy, że przed zniesieniem zakazu tego nie robiły). Mitem jest stwierdzenie, że firmy, a w szczególności wielkie korporacje, pragną zmniejszenia rządowego interwencjonizmu w gospodarce. Jest wręcz przeciwnie. Wielki biznes kocha państwową władzę, która zapewnia im korzyści nieosiągalne na wolnym, konkurencyjnym rynku, gdzie przemoc i oszustwo jest zabronione. Korporacje popierają i zabiegają o państwowe interwencje, mogące utrudnić działalność ich krajowym i zagranicznym konkurentom. Często widzi się firmy domagające się ceł i innych restrykcji względem importowanych towarów, które zbyt efektywnie konkurują z ich produktami. Branża rolnicza chętnie przyjmuje rządową pomoc (sponsorowaną przez podatników) w sprzedaży ich produktów na rynkach zagranicznych. Kochają też subsydia, zawyżanie cen oraz parcelację działek. Przedsiębiorcy, wbrew temu co się ogólnie twierdzi, wspierają regulacje narzucające produktom standardy i inne wymagania. Dlaczego? Ponieważ rządowe zarządzenia nie obciążają wszystkich przedsiębiorstw w tym samym wymiarze. Wielkie korporacje z działami prawnymi i księgowymi znacznie łatwiej poradzą sobie z dyrektywami niż małe przedsiębiorstwa — szczególnie te, które są jeszcze w wyobraźni przyszłego przedsiębiorcy. Ponadto, kiedy rząd dyktuje standardy produktów, na przykład w imię bezpieczeństwa, czynnik ten jest usunięty z areny walki konkurencyjnej. W rezultacie, małe przedsiębiorstwa nie mają szans pokonać konkurentów na tym polu. Oznacza to mniejsze zagrożenie dla dotychczasowego podziału rynku pomiędzy beneficjantami tego zapisu oraz mniejsze szanse dla nowych konkurentów, by ich prześcignąć. Dla klientów oznacza to wyższe ceny oraz gorszą jakość produktów. W historii Ameryki wielkie firmy stały za prawie wszystkimi państwowymi regulacjami. Dziś, nawet za czasów Barracka Obamy, nie jest inaczej. Łatwo jest dać się zwieść pozorom. Banki mogą oponować przeciwko nowej regulacji, ale tylko dlatego, bo wolą rządowe przywileje z jak najmniejszą ilością restrykcji. Wielkie korporacje lobbują za kontrolą i subsydiowaniem produkcji energii, nie przez wzgląd na środowisko, ale przez widmo zysków z „zielonej energii”. Rząd jest postrzegany jako narzędzie gwarantujące pomyślność inwestycji. Decyzje inwestycyjne nie są podejmowane przez przedsiębiorcę wyłącznie w oparciu o przewidywane preferencje klientów, lecz również o kumoterskie układy i inne polityczne czynniki. Często wielkie korporacje i związki zawodowe zgodnie popierają działania regulacyjne. Tak było w przypadku, kiedy kierownictwo Walmart oraz związek zawodowy Service Employess International Union ramię w ramię popierały ustawę zdrowotną Obamy. Jedyną kością niezgody jest sposób, w jaki rząd miałby sterować gospodarką. Debaty nigdy nie dotyczą tego, czy w ogóle rząd powinien się angażować w sprawy rynku. Co prawda, nikt tego publicznie tak nie przedstawi. Mówi się, że świat biznesu jest zwolennikiem deregulacji, podczas gdy postępowi intelektualiści wspierają oświecone przewodnictwo rządu. Tak naprawdę wielki biznes (część małych firm także) popadłby w panikę na myśl o laissez faire — o końcu wszystkich gwarancji rządowych. Książka Timothy Carneya, konserwatywnego pisarza, w pełni to obrazuje. Wielu ma interes w portretowaniu biznesu jako prowolnorynkowego, ponieważ bez tej szarady opinia publiczna mogłaby połapać się w oszustwie. Tak więc mamy dylemat. Ograniczenie wolności słowa korporacjom i związkom zawodowym godzi w nasze poczucie sprawiedliwości, te z kolei używają tej wolności, by wymusić korzyści dla siebie. Zatem, co powinniśmy zrobić? Odpowiedź jest prosta. Powinniśmy odebrać rządowi moc nadawania przywilejów komukolwiek. Jeśli tego dokonamy, problem pieniędzy w polityce zniknie. Sheldon Richman Tłumaczenie: Łukasz Buczek foto: PSz Tekst ukazał się na stronie The Future Of Freedom Foundation. Publikacja na Prokapitalizm.pl za zgodą źródła.

Ralph Hood: Czyżbym coś przeoczył? – czyli co jest dobre dla „trzeciego świata”

Moi amerykańscy przyjaciele z lewicy nader często opłakują wyzysk narodów "trzeciego świata" praktykowany rzekomo przez kapitalistów z zamożnych państw. "Musimy zaprzestać tego okropnego znęcania się nad biedotą uciskaną przez chciwe kapitalistyczne świnie" - powiadają. Otóż zadałem sobie niedawno trud znalezienia sytuacji dokładnie takiej, jaką moi lewicowi przyjaciele opłakują. Co więcej, łkający socjalidemokraci nie odkryli jeszcze jakoś tego "rażącego" przykładu, świetnie ilustrującego czerpanie zysków z wykorzystywania mas przez wielkie korporacje. Rozważmy więc ten prawdziwy i aktualny przykład. Pewna wielka międzynarodowa korporacja - jej nazwa znana jest na całym świecie - przeniosła się na teren, gdzie dochody ludności kształtują się na dość niskim poziomie, obiecując zapłatę wyższą, niż średnia płaca na tym terenie. Prawdę powiedziawszy, ta sama praca w tej korporacji jest na ogół wynagradzana lepiej, niemniej miejscowym zdaje się to nie przeszkadzać. Korporacja mówi, że zatrudni około 1500 osób. Tymczasem podania o przyjęcie złożyło około 30 tys. osób. Jest to ciekawe tym bardziej, że firma nie czyni żadnych socjalnych obiecanek, tak, jak ma to miejsce w tej samej firmie w innych krajach, gdzie bardzo silne wpływy mają związki zawodowe. Miejscowi są - jak widać - chętni porzucić swój tradycyjny sposób życia i skorzystać z nadarzającej się okazji podjęcia pracy w znanym przedsiębiorstwie. Lokalne władze połączyły z korporacją siły na każdy możliwy sposób. Między innymi zaoferowały korporacji bodziec finansowy, by zechciała się na jej terenie osiedlić i zatrudnić miejscową ludność. Lokalni kupcy oglądający się za każdym amerykańskim dolarem zawiązali "spisek", byle tylko zwabić tę słynną korporację na swój teren. Na każdym kroku daje się odczuć, jak czymś niezwykle pożądanym byłoby osiedlenie się owej korporacji właśnie tam. Kiedy wreszcie korporacja zdecydowała się na tym terenie zainwestować zapanowało ogólne ożywienie. Miejscowa ludność zaczęła chwalić lokalne władze za to, że skutecznie udało im się nakłonić przemysłowców do osiedlenia się na ich ziemi i tym samym, do stworzenia wielu nowych miejsc pracy. Nikt jednocześnie zdaje się nie uświadamiać sobie tego, że wszyscy dołączyli do tego "nikczemnego" schematu, który przyczyni się na zawsze do zmiany stylu życia, jaki wiedli tu od pokoleń. Czas wreszcie wyjaśnić, cóż to za korporacja i gdzie zainwestowała ona swoje pieniądze ... Firma nazywa się Honda, zaś miejsce inwestycji to ... Lincoln w stanie Alabama w USA. Honda, której nadskakiwało i którą usilnie wabiło do siebie amerykańskie miasto, hrabstwo i stan, buduje swoja fabrykę na obrzeżach Lincoln. Wszyscy zaangażowani, włączając w to członków obu wiodących w USA partii politycznych, zarówno socjaliści jak i konserwatyści, patrzą na to, co się dzieje, jako na wielkie dobrodziejstwo dla tego terenu. Miejsce to najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie było świadkiem wydarzenia, które niemalże przez wszystkich uznane zostało za niezwykle pożądane. Trudno się temu dziwić ... To zaiste dobra wiadomość i naprawdę wielkie wydarzenie. Jest ono dobre zarówno dla Alabamy, Hondy, konsumenta i dla kraju. Niewątpliwie przyczyni się ono do obniżenia ceny produktu, a jednocześnie podniesie wysokość średniej płacy w Lincoln. Jest to oczywiste. Jest jednak jedna rzecz, której nie mogę pojąć ... Jeśli bowiem jest to takie dobre dla Alabamy, jak to możliwe, by było to złe dla krajów "trzeciego świata"? Czyżbym coś przeoczył? Ralph Hood Tłum. Agnieszka Łaska (Tekst publikujemy za zgodą magazynu "Ideas on Liberty". Publikacja na SP - 2002 rok)