Tag Archives: Lech Kaczyński

Michalkiewicz kontra Płużański – w sprawie reparacji wojennych

"W sprawie reparacji wojennych niektórym endorfiny za bardzo uderzyły do głowy" - stwierdził Stanisław Michalkiewicz podczas spotkania w Bełchatowie w dniu 23 września 2017 roku. Była to odpowiedź na entuzjastyczną opinię Tadeusza Płużańskiego, innego uczestnika spotkania, w sprawie zgłoszenia przez środowisko PiS postulatu domagania się od Niemców odszkodowań za straty wojenne.

Lista Sorosa – o tych, co szkodzą Polsce

Niedawno ujawniona, wzbudziła chwilowe zainteresowanie, i gwiazda zgasła - nic takiego. Co tam Lista Sorosa - mamy propagandę patriotyzmu, wieńce, msze, latają samoloty. Znowu „katastrofa smoleńska”, nowa tablica w Krzesinach, ale nie ma napisane,że to „Zamach smoleński”,ale jest napisane”Katastrofa smoleńska”.

Czy Polska jest dziś niepodległa?

Tematem, którym fascynują się obecnie media, oraz umiejętnie podpuszczana przez nie pewna część społeczeństwa polskiego, jest kwestia wszczęcia przez Komisję Europejską procedury sprawdzania czy w naszym kraju panuje praworządność na unijną modłę. Procedura ta wszczęta jest - co się szczególnie podkreśla - po raz pierwszy odkąd istnieje Unia.

Antoni Macierewicz o Ukrainie: My im pomagamy za friko, a oni na nas plują!

Zamieszczamy kolejny fragment ze spotkania z posłem Antonim Macierewiczem, które odbyło się w Piotrkowie Trybunalskim w dniu 22 października 2015 roku (wcześniejszy TU...)..

Prawicowe dzieci – blef „niepokornych”?

Książka "Prawicowe dzieci czyli blef IV RP" nie spodoba się pewnym środowiskom, wręcz uznana zostanie za pozycję obrazoburczą, zaś jej autor zniknie pewnie w mrokach zapomnienia, gdyż co to za ptak, co własne gniazdo kala...

Jak Prokapitalizm.pl walczył z Traktatem Lizbońskim – przypomnienie

13 grudnia 2014 roku mija 7 rocznica podpisania w Lizbonie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawia Polskę wielu atrybutów państwowej suwerenności. To znamienne wydarzenie miało miejsce dokładnie w 26 rocznicę wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego. Zbieżność smutnych w naszej historii dat. Przypominamy nasze skromne portalowe boje o to, by Traktat ten został przez Polskę odrzucony. Starsi Czytelnicy pewnie pamiętają. Młodsi niech czytają i słuchają.

Przemysł pogardy czyli jak niszczono Lecha Kaczyńskiego

"Niszczenie wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w latach 2005-2010 oraz po jego śmierci" to podtytuł wydanej właśnie przez Wydawnictwo "PROHIBITA" książki Sławomira Kmiecika "Przemysł pogardy". Jak tworzył się ów przemysł, kto w nim uczestniczył i jak dalej - w najlepsze - rozwijał się nawet po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego?
Sławomir Kmiecik spotyka się obecnie z czytelnikami w całej Polsce, by opowiadać o tym, jak wielka była skala nienawiści skierowana ze wszystkich stron życia publicznego a wymierzona w nieżyjącego już prezydenta. Można mieć o Lechu Kaczyńskim różne opinie, również bardzo krytyczne, ale niezależnie od tego warto prześledzić bardzo dobrze udokumentowany proces niszczenia człowieka. Aż nieprawdopodobne, jak łatwo to wszystko przebiega, gdy tylko jakaś Tajemnicza Siła da ku temu przyzwolenie. 9 lutego 2013 roku Sławomir Kmiecik odwiedził Piotrków Trybunalski. Zapraszamy do obejrzenia relacji wideo ze spotkania z nim. Książkę "Przemysł pogardy" nabyć można w księgarni internetowej Multibook.pl...

„Anatomia upadku” kontra „Śmierć prezydenta”

Sprawa katastrofy w Smoleńsku ciągle jest aktualna. W Polsce jest to tak drażliwy temat, że wielu Polaków zapomina już o coraz trudniejszej sytuacji gospodarczej naszego kraju, o kolejnych pomysłach z fotoradarami, o przyznawaniu wysokich premii dla najważniejszych osób w państwie.
W starciu z kwestią katastrofy smoleńskiej sprawy te są coraz częściej przemilczane. Zostaną one pominięte także w tym artykule, który poświęcony będzie analizie dwóch filmów na temat katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. Chodzi oczywiście o filmy: Anity Gargas „Anatomia upadku” i „Śmierć prezydenta” wyemitowany przez National Geographic. Mimo, że oba filmy opowiadają o jednej i tej samej katastrofie lotniczej, to jednak przedstawiają zupełnie odmienne poglądy dotyczące przyczyn tego wypadku. Według „Anatomii upadku” na pokładzie Tu-154M miał miejsce wybuch, co w efekcie doprowadziło do katastrofy. Z kolei film „Śmierć prezydenta” opierał się przede wszystkim na raportach Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i Jerzego Millera. W filmie Anity Gargas wypowiadali się świadkowie tamtego zdarzenia, którzy nie zostali przesłuchani przez rosyjską, ani polską prokuraturę. Przedstawiono także niezależne badania przeprowadzone przez ekspertów, zajmujących się katastrofami lotniczymi. Z „Anatomii upadku” możemy dowiedzieć się, że Tupolew nie mógł ulec wypadkowi w wyniku uderzenia w słynną brzozę, ponieważ kilka metrów dalej do dnia dzisiejszego rosną drzewa. Eksperci przekonywali, że skoro samolot „skosił” jedną brzozę, to kilka metrów dalej powinien ściąć kolejne drzewa, a te stoją do dnia dzisiejszego. Rozmawiano także ze świadkami tragedii z 10 kwietnia. Jeden z nich stwierdził, że słyszał wybuch, inny z kolei widział kilkumetrową smugę ognia. Niezależni eksperci przekonywali, że przeprowadzili wiele badań, symulacji i okazało się, że tego typu zniszczenia samolotu, z jakimi mieliśmy do czynienia zaraz po katastrofie mogły powstać tylko za sprawą wybuchu. Są to najważniejsze dowody świadczące o tym, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu. Nikt w filmie oczywiście nie powiedział wprost, kto mógłby tego dokonać, ale sugestia jednego z anonimowych świadków była chyba puentą całego filmu. „Anatomia upadku” to bardzo emocjonalny film, który daje odbiorcy wiele do myślenia. Film ten pokazał inny punkt widzenia na temat katastrofy smoleńskiej i trzeba za to pochwalić Anitę Gargas. Nie oznacza to jednak, że film ten jest idealny. Ma on kilka dość istotnych wad. Z tego filmu wynika, że niezależni eksperci, którzy mówią o wybuchu w Tupolewie nie badali tego wraku „na żywo”. W takiej sytuacji musieli korzystać jedynie ze zdjęć, a nie prawdziwych szczątków samolotu, a to oznacza, że ciężko w tym przypadku mówić o poważnych badaniach naukowych i wysuwać tak daleko idące wnioski. Podobno ci niezależni eksperci (niepotwierdzone na 100%) nie byli nawet w Smoleńsku i nie badali tego terenu, co też świadczyłoby o pewnej niekompetencji. Poza tym warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt – zbyt niskiego lądowania Tupolewa. W „Anatomii upadku” nie obwinia się pilotów za spowodowanie katastrofy, choć nawet wypowiadający się w tym filmie świadkowie przyznawali, że polski samolot leciał wyjątkowo nisko, co zresztą wzbudziło ciekawość mieszkańców, ale oczywiście tego wątku w filmie Anity Gargas już nie poruszono. Zupełnie do innych wniosków doszli twórcy filmu „Śmierć prezydenta”, który miał swoją światową premierę 27 stycznia 2013 roku na kanale National Geographic. Opierał się przede wszystkim o oficjalne raporty MAK-u i komisji Millera. A to oznacza, że w tym filmie dawano do zrozumienia, że polski samolot rozbił się w wyniku zderzenia z drzewami, w tym ze słynną brzozą, co doprowadziło do oderwania części skrzydła Tupolewa i tym samym do katastrofy. W filmie „Śmierć prezydenta” również badano różne warianty, które doprowadziły do tej tragedii, ale nie podjętą analizy ewentualnego zamachu, choć dano do zrozumienia, że w Polsce zaraz po katastrofie, jak i do dnia dzisiejszego wiele osób snuje teorie spiskowe na ten temat. Zastanawiano się nad tym, jak to było możliwe, że brzoza została ścięta na 11 metrach, a z zapisu czarnych skrzynek wynikało, że do tego zderzenia doszło na wysokości 20 metrów. Sugerowano, że piloci zmieniali wskaźniki wysokości, niekoniecznie w złej wierze. Zwrócono jednak uwagę na to, że teren w okolicach lotniska w Smoleńsku był nierówny i wskaźniki wysokości w Tupolewie mogły wprowadzić pilotów w błąd. Poruszono kwestię gęstej mgły, która w znaczący sposób utrudniała lodowanie, czy ogromnej presji, jaka spoczywała na pilotach, którzy w trudnych warunkach musieli sprostać ogromnemu zadaniu, by dowieść najważniejsze osoby w państwie na uroczystości do Katynia. Film „Śmierć prezydenta” był dobrze wyreżyserowany. Grający tam aktorzy byli dopasowani do swojej roli, może poza prezydentem Polski, który w filmie wcale nie przypominał Lecha Kaczyńskiego. Są to jednak mało istotne kwestie, ale nawet one dają widzowi sporo do myślenia. Oglądając ten film ma się wrażenie, że współpraca pomiędzy polskimi, a rosyjskimi śledczymi układała się dość dobrze, że jeżeli polski śledczy zadawał pytania, to Rosjanin od razu wyczerpująco mu odpowiadał. Z „Anatomii upadku” wynikało, że ta współpraca nie układała się najlepiej, co poniekąd potwierdził płk. Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Z filmu „Śmierć prezydenta” nie można było się dowiedzieć o tym, że wrak Tupolewa wciąż znajduje się w Rosji, ani tego, że pomylono ciała ofiar tej katastrofy. Na koniec ogólne wrażenia. Trzeba uczciwie powiedzieć, że oba filmy wniosły do sprawy katastrofy smoleńskiej wiele ciekawych informacji. Mimo, że w niektórych momentach tezy w nich zawarte wykluczały się, to jednak w znaczący sposób przybliżyły tą tematykę. Warto byłoby, gdyby przeciwnicy teorii o zamachu w Smoleńsku obejrzeli film „Anatomia upadku”, a już na pewno ci, którzy głęboko wierzą w to, że wszystko, co powie i zrobi obecny polski rząd jest słuszne. Z kolei zwolennicy teorii o zamachu powinni obejrzeć film „Śmierć prezydenta”, by jednak mogli spojrzeć na tą katastrofę z innego punktu widzenia, nie jako zamach, ale splot złych decyzji zarówno po stronie rosyjskiej, jak i polskiej. Trzeba pochwalić film Anity Gargas szczególnie za końcówkę jej filmu, gdzie pokazała, że wbrew oficjalnym władzom RP, państwo polskie nie zdało egzaminu z katastrofy w Smoleńsku. Afera z ciałami ofiar katastrofy pokazała, jak bardzo polscy śledczy zaniedbali tę sprawę, a politycy rządzącej partii kłamali w żywe oczy. Z kolei film „Śmierć prezydenta” wbrew pozorom pokazał w dobrym świetle Lecha Kaczyńskiego, co jest o tyle ważne, że ten film mogli obejrzeć widzowie w wielu krajach świata i dowiedzieli się, że ówczesny prezydent Polski był prawdziwym mężem stanu, kochającym swój kraj i w piękny sposób chciał uczcić pamięć pomordowanych w Katyniu Polaków. I skąd te zarzuty, że film „Śmierć prezydenta” powstał na zamówienie Rosji? Mateusz Teska

Jak Prokapitalizm.pl walczył z Traktatem Lizbońskim

13 grudnia 2014 roku mija 7 rocznica podpisania w Lizbonie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawia Polskę wielu atrybutów państwowej suwerenności. To znamienne wydarzenie miało miejsce dokładnie w 26 rocznicę wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego. Zbieżność smutnych w naszej historii dat. Przypominamy nasze skromne portalowe boje o to, by Traktat ten został przez Polskę odrzucony. Starsi Czytelnicy pewnie pamiętają. Młodsi niech czytają i słuchają.

Czy Maria Konopnicka była lesbijką? Czy w Smoleńsku był zamach?

W powszechnej opinii uważa się, że osoby popierające wolny rynek i tym samym znaczne ograniczenie ingerencji państwa wobec obywateli, to ludzie o skrajnych poglądach. Bo przecież w dzisiejszych czasach trudno jest sobie wyobrazić, aby państwo miało zaprzestać wypłacania świadczeń socjalnych, czy zlikwidować państwową służbę zdrowia.
Takie rzeczy po prostu muszą istnieć i jakby ktoś powątpiewał w ten system, to od razu zostałby uznany za osobę o skrajnych, radykalnych poglądach. Zwolennicy tych socjalnych świadczeń nie muszą się jednak obawiać, bowiem z tego państwo raczej nie zrezygnuje. Nie grozi nam zatem wprowadzenie „skrajnych”, „radykalnych” propozycji, głoszonych przez zwolenników wolnego rynku. Grożą nam za to inne rzeczy. Zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju państwa mogą okazać się radykalne poglądy, głoszone zarówno przez naszą lewicę, jak i prawicę. Chodzi o to, że czasami z pozoru słuszne, szlachetne postanowienia mogą przyczynić się do ogromnego konfliktu społecznego, a w najgorszym razie nawet do wojny domowej. Okazuje się jednak, że te skrajne poglądy są nieustannie propagowane przez wiele wpływowych mediów, organizacji i w ten sposób sporo ludzi zaczyna głęboko wierzyć w określone tezy. Przyjrzyjmy się zatem, jak to robią dziś środowiska lewicowe i prawicowe. „Maria Konopnicka była lesbijką” Na wielu popularnych portalach internetowych podano „szokującą” informację, że znana polska pisarka dziewiętnastowieczna, która zasłynęła ze swoich patriotycznych wierszy była lesbijką. Tak twierdzą współczesne środowiska homoseksualne, powołując się na badaczy nurtu gender. Informację tą przedstawia się w taki sposób, by zakomunikować wszystkim „zatwardziałym” konserwatystom, że dotychczas przedstawiana jako wzorowa matka-Polka Konopnicka tak naprawdę była lesbijką. A oto dowody, które miałyby świadczyć o wiarygodności wspomnianej tezy. Konopnicka po 10 latach małżeństwa odeszła od swego męża Jarosława Konopnickiego, głównie dlatego, że chciała się wyzwolić spod jego dominacji. Ona chciała robić karierę, pisząc patriotyczne wiersze, a nie siedzieć w domu i gotować obiady. Ponadto miała ona bogate życie erotyczne. Jej kochankami byli młodzi mężczyźni. Jednak najistotniejszym argumentem, świadczącym o homoseksualnych zapędach Konopnickiej było to, iż od 1889 r. spędzała wiele czasu z malarką Marią Dulębianką. Razem jeździły po wielu krajach Europy Zachodniej, walczyły na rzecz kobiet, angażując się w ruchach sufrażystek. Wszystko to, zdaniem współczesnych środowisk homoseksualnych, musi świadczyć o tym, że jedna z najwybitniejszych polskich poetek XIX w. była lesbijką. Jest to właśnie przykład dość radykalnego poglądu, ponieważ osoby lansujące taką teorię nie mają żadnych dowodów na potwierdzenie swej tezy. Sugerowanie, że Maria Konopnicka była lesbijką, ponieważ przez ostatnie lata swojego życia dużo czasu spędzała z Marią Dulębianką, to jeszcze nie powód, by stawiać tak jednoznaczne tezy. Środowiska homoseksualne mają to do siebie, że we wszystkim dopatrują się podtekstów seksualnych, wszystko kojarzy im się z seksem. Z pewności nie przyjęłyby do wiadomości takiej tezy, że obie Marie były po prostu przyjaciółkami. Niestety osoby próbujące udowodnić, że ktoś jest homoseksualistą dopatrują się wielu podtekstów. Dla nich zwykła przyjaźń mężczyzny z mężczyzną, czy kobiety z kobietą od razu daje do zrozumienia, że są to objawy homoseksualizmu. Udowodnienie za wszelką cenę tezy, jakoby Maria Konopnicka była lesbijką jest śmieszne, ponieważ osoby badające tę sprawę nie są w stanie tego udowodnić i opierają się jedynie na przypuszczeniach, a nie na konkretnych badaniach naukowych. „Zamach w Smoleńsku” Nie tylko lewica próbuje interpretować pewne fakty, by dowieść swojej racji. Także środowiska prawicowe, lub jak kto woli uważające się za prawicowe, posługują się podobnymi mechanizmami. Uważają one, że katastrofa rządowego samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. nastąpiła za sprawą zamachu, którego mieliby dokonać Rosjanie, być może przy udziale polskiego rządu. Skąd się wzięły takie teorie? Głównie z tego, że od początku śledztwo ws. wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy były prowadzone nieprofesjonalnie, do dnia dzisiejszego Rosja nie oddała nam wraku samolotu, istnieją podejrzenia, że we wraku samolotu znajdował się trotyl, co oznacza, że mogło tam dojść do wybuchu. Poza tym zwolennicy teorii o zamachu w Smoleńsku wyśmiewają tych, którzy wierzą w tzw. „pancerną brzozę”, która miałaby podciąć skrzydła Tu-154M i doprowadzić do katastrofy. Jednak najważniejszym argumentem, świadczącym o zamachu są badania, przeprowadzone przez „niezależnych” ekspertów amerykańskich z NASA, którzy dowodzą, że na pokładzie polskiego samolotu doszło do wybuchu. Niestety, w przypadku „Smoleńska” również najprawdopodobniej mamy do czynienia z wyciąganiem pochopnych wniosków. To, że Rosjanie nie oddają Polsce wraku samolotu i dopuszczają się wielu nieprawidłowości nie oznacza jeszcze, że dokonali zamachu na najwyższe władze państwa polskiego. Środowiska lansujące teorię o zamachu w Smoleńsku nie przyjmują do wiadomości możliwości, że był to po prostu nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego śmierć ponieśli przedstawiciele państwa polskiego, z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. Jeśli chodzi o dowody amerykańskich naukowców, to oczywiście nie można ich pomijać, ale z drugiej strony można też założyć, że ich badania zostały zrobione na zlecenie określonych opcji politycznych, by te mogły udowodnić słuszność swoich tez. Ten rzekomy zamach miałby także udowodnić tezę, że prezydent Lech Kaczyński był śmiertelnym zagrożeniem dla Rosji i dlatego chciano zapobiec ewentualnej reelekcji Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, które miały się odbyć na jesieni 2010 r. Ta teoria jest w sposób oczywisty niewiarygodna, ponieważ prezydent Kaczyński nie stanowił żadnego zagrożenia dla Rosji i nic nie wskazywało, by miał wygrać kolejne wybory prezydenckie. *  *  * Powyższe to typowe przykłady dość skrajnych, radykalnych poglądów. Zarówno teza o homoseksualnych skłonnościach Marii Konopnickiej, jak i wiara w zamach smoleński są mało prawdopodobne. Środowiska lansujące tego typu teorie tak naprawdę mają wiele ze sobą wspólnego, nie zdając sobie z tego sprawy. Wszędzie doszukują się jakichś podtekstów, spisków, zamachów. Bazują oni na udowodnieniu jakiejś tezy za wszelką cenę, bo tylko wtedy będą mogli pokazać niezdecydowanym, że mieli oni rację, a cała reszta przez lata żyła w kłamstwie. Mateusz Teska

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Polska albo postawi na region albo będzie klientem Niemiec

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl z dr Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim, politologiem z Uniwersytetu Łódzkiego. Rozmówca naszego portalu mówi m.in. o ewolucji Unii Europejskiej, o tym, czy Polacy mogą czuć się oszukani, o kulisach podpisania Traktatu lizbońskiego i o tym czy Vaclav Klaus może czuć się zdradzony przez Lecha Kaczyńskiego. Wywiad prezentujemy w wersji tekstowej oraz dźwiękowej.
Prokapitalizm.pl: Panie doktorze, w 2004 roku Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Za akcesją w referendum opowiedziała się duża część Polaków. Czy ci, którzy wówczas głosowali za Unia mogą się poczuć dziś w jakimś sensie oszukani? Przemysław Żurawski vel Grajewski: Pewnie mogą, natomiast nie rozpatrywałbym tego w tych kategoriach, albowiem z natury rzeczy gra polityczna jest dynamiczna, jej istotą jest zmiana. W warunkach roku 2004 a właściwie 2003, bo wtedy było referendum, należało oczywiście podjąć decyzję pozytywną, należało podjąć to wyzwanie. Gdybyśmy tak nie uczynili postawilibyśmy się w politycznej pozycji miast w Polsce wieku XV, które mogły wejść do sejmu, ale nie chciały, bo bały się, że to sejm będzie rządził miastami zamiast rad miejskich. W tym sensie było to zatem przysiądnięcie się do stołu przy którym miały zapadać decyzje, przy całkiem dobrych uwarunkowaniach formalnych, przy dużej sile głosu Polski w tych instytucjach. I przy zręcznym rządzeniu. Bo oczywiście to były warunki wstępne i zawsze można było te dogodne warunki zmarnować, co niestety nastąpiło. Przy zręcznym rządzeniu można było znacznie więcej osiągnąć. Obecnie, niestety, te uwarunkowania się zmieniły, mamy drastyczną redukcję znaczenia, i formalnego i nieformalnego, Polski we wspólnotach, jak i też erozję znaczenia politycznego samych instytucji wspólnotowych. Decyzje zaczynają być przesuwane poza nie. I w tym rozumieniu postępująca marginalizacja Polski i nieskuteczność instrumentarium unijnego w ograniczaniu samowoli mocarstw, które zaczynają zmierzać do dyrektoriatu, systemu znanego z XIX wieku, możemy czuć się rozczarowani co do miejsca, w którym się znaleźliśmy. A ten osiągnięty wynik jest składową, zarówno składającej się na naszą niekorzyść sytuacji zewnętrznej, jak i błędów w polityce polskiej. Oszukani to może złe słowo, bo nikt nam przecież nie obiecywał, że raz przyjęte decyzje będą obowiązywały na zawsze. Gdyby to nam obiecywano a my byśmy uwierzyli to znaczy, że bylibyśmy naiwni. Już wtedy były w Polsce grupy ludzi, które przestrzegały przed członkostwem naszego kraju w Unii. Czy dzisiaj powiedziałby im Pan: „Tak, mieliście rację”? Nie, nie powiedziałbym tak, ponieważ argumenty jakie wówczas padały nie potwierdziły się. Nie zalały nas 2 miliony imigrantów tureckich, nie wykupiono nam ziemi. Nie jest tak, że tutaj właścicielami wszystkich gruntów są Niemcy czy Holendrzy, a my patrzymy na tafle jezior z daleka, tęsknym wzrokiem. Ale już na przykład tworzenie z poszczególnych państw Unii czegoś w rodzaju Generalnych Guberni powoli zaczyna się sprawdzać. Już wówczas byli tacy, którzy przed tym przestrzegali. Myślę, że nie wolno używać tego typu porównań ponieważ one są szkodliwe dla naszych możliwości obronnych. To są źle zidentyfikowane zagrożenia. Wówczas mieliśmy spór o własność nieruchomości, gruntów, który był przedstawiany w aurze XIX-wiecznej walki o ziemię bauerów i Ślimaka ze słynnej „Placówki”, podczas gdy tak naprawdę chodziło o spekulacyjny wykup gruntów na trasach planowanych wówczas autostrad i wokół rozwijających się wielkich miast, na których obrzeża przenosili się ludzie. Nieprecyzyjne nazwanie zagrożeń faktycznie ułatwia naszym przeciwnikom w tej grze odnoszenie sukcesów. „Generalna Gubernia” źle się przysłuża sprawie. Tu nie ma żadnego porównania. Porównanie – owszem - źle się Polakom kojarzy, ale zapewniam Pana, że osoby, które wówczas były przeciwko członkostwu Polski w Unii Europejskiej i przestrzegały przed dominacją Niemiec, bynajmniej nie odczuwają satysfakcji z tego, że tak się dzieje. Ja rozumiem... Ale, po pierwsze - to nie było przesądzone, po drugie – pozostawanie poza Unią w sytuacji gdy do Unii przystąpiłyby Czechy, Słowacja, Węgry, państwa bałtyckie, Rumunia itd... powodowałoby izolowanie Polski czyli umieszczenie nas w sytuacji Norwegii, tyle że bez ropy naftowej z Morza Północnego, albo Szwajcarii, tyle że bez banków... Albo gór... Góry rozpatrywałbym tu bardziej jako źródło dochodów finansowych z uwagi na ich atrakcyjność turystyczną, a nie barierę obronną. Wracając do Unii i Polski... W sytuacji, gdyby Polska do UE nie weszła, faktycznie decydowalibyśmy się na przyjmowanie regulacji unijnych nie mając żadnego wpływu na ich tworzenie. Są państwa, które chcą handlować z największym rynkiem europejskim czyli rynkiem unijnym, na którym obowiązują normy ustalane w Brukseli. Żeby swoje towary na ten rynek wprowadzić trzeba te normy wypełnić. Nie mając wpływu na ich tworzenie stawialibyśmy się w złej pozycji. Natomiast to, co nas teraz rozczarowuje to skuteczność prób jakie podjęto w zakresie marginalizacji naszego wpływu na proces decyzyjny tworzący te regulacje. Czy wina nie leży po stronie naszych elit? Tak, ale nie wyłącznie oczywiście, a być może nawet nie w przeważającej mierze. Wina leży bowiem nie tylko po stronie elit, ale i współobywateli, albowiem jednym z elementów skuteczności polityki zagranicznej Polski, w tym polityki unijnej, jest niezdolność polskiej opinii publicznej do poparcia własnego rządu w sytuacji, w której interes państwa wymaga wejścia w spór polityczny z podmiotem zewnętrznym. Rząd, który prowadzi taką politykę jest odbierany jako rząd awanturniczy, nieeuropejski, prowincjonalny, podczas gdy inne kraje, np. Irlandia, w obronie swoich interesów potrafiła przecież wetować zarówno traktat nicejski, jak i traktat lizboński, Dania, która ma 5 milionów mieszkańców, a nie tak jak Polska 38 milionów, potrafiła zawetować pierwszy traktat z Maastricht, Grecja skutecznie zablokowała uznanie Macedonii wyłącznie z przyczyn prestiżowych. Wszyscy wiemy, że Grecja ma w Unii niski prestiż, a jednak jej opinia publiczna poparła takie rozwiązanie, odwołujące się do tradycji sprzed 2300 lat. Polacy tak nie potrafią więc tracą. A może jest tak, że nasze elity polityczne, nasi rządzący nie potrzebują opinii Polaków w takich sytuacjach. Czy ktoś pytał Polaków o to, czy chcą ratyfikować Traktat lizboński? Czy ktoś pytał Polaków o to, czy są za ratyfikacją paktu fiskalnego? Niestety nie. Trzeba jednak zauważyć, że jest to już powszechna tendencja w Europie z wyjątkiem państwa, które ma zapis konstytucyjny o konieczności prowadzenia tego typu konsultacji z obywatelami czyli Irlandii. Po doświadczeniach negatywnego wyniku referendum we Francji i w Holandii na temat traktatu konstytucyjnego, kolejne kraje zrezygnowały z referendów. Ostatnio Grecja, kiedy próbowała zapytać się swoich obywateli, co dalej w związku z kryzysem, znalazła się pod tak silną presją, że upadł rząd. Stało się to na mocy decyzji zewnętrznych a nie decyzji obywateli, co źle świadczy o poziomie demokracji w tej zmieniającej się Unii Europejskiej, zwłaszcza w krajach peryferyjnych. Oczywiście można się przed tym bronić, czego przykład dają Węgrzy. Proszę zauważyć, że Węgry znajdujące się pod silną presją zewnętrzną mają bardzo wysokie poparcie współobywateli dla rządu Viktora Orbana. Rząd ten weryfikację przejdzie dopiero przed własnymi wyborcami, a nie przed gremiami zewnętrznymi. Zatem determinacja własna jest tutaj rozstrzygająca. Polakom jej brak i dlatego uważam, że zadaniem elit jest kształcenie obywateli w zakresie zrozumienia tej sytuacji, aż wreszcie w swej masie obywatele polscy będą w stanie podjąć grę, jako obywatele właśnie, a nie jako poddani czy mieszkańcy, którymi się zarządza. Na czym, Pańskim zdaniem, w otaczającej nas rzeczywistości unijnej powinna polegać polityka realna polskiego rządu? Przede wszystkim uważam, że Polska powinna szukać poparcia w regionie, wśród mniejszych partnerów, naszych sąsiadów, począwszy od państw bałtyckich a skończywszy na Grupie Wyszehradzkiej czy Rumunii - nie chcę tu przywiązywać się do terminów, gdyż rozumiem, że Grupa Wyszehradzka jest obecnie bardziej fantomem politycznym, ale chodzi mi oczywiście o Czechy, Węgry i Słowację - a nie poszukiwać swojego własnego miejsca w tym tworzącym się dyrektoriacie mocarstw, albowiem Polska w takiej grupie będzie izolowana i nie będzie miała żadnej innej możliwości działania, jak tylko na zasadzie klienta Niemiec. Tylko one byłyby zainteresowane wejściem Polski do takiej grupy, pod warunkiem, że Polska będzie z automatu udzielała poparcia koncepcjom niemieckim. A jeśli przestanie to robić to zostanie z tej grupy usunięta, bo nikt inny nie jest naszym uczestnictwem zainteresowany. Istnieje tzw. Trójkąt Weimarski, gdzie oprócz Polski mamy Francję i Niemcy. Myślę jednak, że wszelkie opowieści o tym, że Polska może coś tam zdziałać są na wyrost. Wszyscy się zgodzą, że w razie sprzeczności interesów między Polską a Francją, Niemcy poprą raczej Francję niż Polskę, a w razie sprzeczności polsko-niemieckich, Francja raczej poprze Niemcy niż Polskę. Zatem możliwości manewru są tu nieduże. Polska nie powinna, izolując się z własnego regionu, od swoich mniejszych sąsiadów, dobijać się do stanowiska, które nie da jej żadnego pola manewru, bowiem będzie tam samotna i izolowana, a jednocześnie będzie pogarszała swoje relacje z sąsiadami i będzie ukazywała się jako państwo niesamodzielne, a zatem takie, o którego względy nie warto zabiegać, a zdania nie warto poznawać. Czy nie sądzi Pan, że na przykład Czechy mogą się w jakiś sposób czuć zdradzone przez Polskę? Prezydent Vaclav Klaus wstrzymywał się długo z ratyfikacją traktatu lizbońskiego. Zrobił to dopiero wówczas, gdy traktat podpisał śp. prezydent Lech Kaczyński. Czy nie był to taki przejaw bezsilności: zostaliśmy sami, nic nie możemy już zrobić... Moim zdaniem ta gra była dobrze przez Polskę prowadzona, a to z tego powodu, że istotą gry była próba doczekania wyborów w Wielkiej Brytanii, gdzie kalendarz wyborczy już cykał, i gdzie ówczesny szef opozycji a dzisiejszy premier, David Cameron, obiecywał referendum na temat traktatu lizbońskiego. W momencie, gdy stało się jasne, że Brytyjczycy ze swoimi wyborami nie zdążą, dalsze płacenie ceny politycznej samotnej walki z tym traktatem było już bezzasadne po referendum irlandzkim. Irlandczycy dawali nam ten czas. Polska nie była na pierwszej linii, zatem ten ogień krytyki, wbrew temu co było napisane w polskich mediach, nie dotyczył przede wszystkim Polski. Proszę też pamiętać, że Niemcy jeszcze wówczas nie ratyfikowały traktatu lizbońskiego. Dopiero wyrok z Karlsruhe to zmieniał. Polska w tamtym momencie, nie płacąc ceny politycznej, wspierała delikatnie Irlandię, grając na czas i czekając na referendum brytyjskie. W momencie, gdy możliwość doczekania się tego referendum znikła, dalsze granie w tę grę straciło sens i stąd decyzja prezydenta Kaczyńskiego. Jeśli prezydent Klaus dobrze rozumiał te uwarunkowania to nie powinien mieć pretensji. Uwarunkowania się zmieniły i należało wyjść z tej gry. Jakby Pan skomentował sam sposób podpisywania traktatu lizbońskiego przez prezydentów Kaczyńskiego i Klausa. Prezydent Kaczyński zrobił to w świetle jupiterów, obiektywów kamer, pełna gala. Długopis mu się co prawda zaciął, ale podstawili mu nowy... Natomiast prezydent Klaus podpisał traktat w samotności, bez mediów... No i kilka miesięcy później... Proszę jednak pamiętać o tym, że prezydent Kaczyński podpisywał de facto własny sukces negocjacyjny, który polskie media interpretowały w sposób wypaczony. Ten sukces nie polegał na kształcie przyjętych regulacji tylko na osiągnięciu wyniku odkładającego w czasie wejście w życie tych regulacji o dziesięć lat – z 2007 na 2017 rok, czyli na stwierdzeniu, że gra jest zawieszona i wrócimy do rozgrywki za lat dziesięć, po dwóch i pół kadencjach parlamentarnych i w zupełnie nowej konfiguracji politycznej. I w tym sensie, w sensie sukcesu taktycznego prezydent Kaczyński doprowadził do niepodjęcia faktycznej decyzji i odłożenia tego starcia. To starcie oczywiście nastąpiło zgodnie z kalendarzem politycznym a nie kalendarzem formalnym, czyli w momencie wybuchu kryzysu, kiedy decydowało się członkostwo bądź brak członkostwa w gremium decyzyjnym strefy euro, z którego Polska została wykluczona. Ale to już jest odpowiedzialność następnego rządu, PO – PSL i prezydenta Komorowskiego, którzy zgodzili się na pakt fiskalny, w ramach którego Polska przy stole decyzyjnym nie zasiada. To nie prezydent Klaus wywalczył odłożenie wejścia w życie Lizbony o lat dziesięć, tylko prezydent Kaczyński, w związku z czym, z innych pozycji wewnętrznych wobec własnych wyborców obaj prezydenci startowali. Myślę, że stąd ta różnica w sposobie podpisywania Traktatu lizbońskiego. Jest jeszcze jeden bardzo ważny element gry geopolitycznej czyli Rosja. Czy Pańskim zdaniem Rosja odpuści Europę? To bardzo ciekawe pytanie... Rosja z całą pewnością nie będzie chciała odpuścić Europie, natomiast jest pytanie, czy będzie w stanie podtrzymywać swoje twarde stanowisko. To z kolei zależy od bardzo wielu czynników, przede wszystkim od zmiany na rynku surowcowym, która – jak sądzę – jest w toku. Słynna rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych zmienia kwestię podaży i popytu gazu na rynkach międzynarodowych, a zatem zmniejsza dochody do budżetu Federacji Rosyjskiej, więc i zdolność jej oddziaływania na środowisko międzynarodowe. Zależy to także od wydarzeń politycznych czy wręcz militarnych, od tego jak rozwinie się konflikt wokół Syrii, od tego czy wybuchnie czy nie wybuchnie konflikt na tle irańskiego programu nuklearnego, czy rywalizacja rosyjsko-chińska-amerykańska o trasy przesyłu w dawnej sowieckiej Azji Centralnej doprowadzi do jakichś napięć, od tego, kto będzie lokatorem Białego Domu, jaką będzie prowadził politykę, czy będzie kontynuacja „resetu” czy też będzie powrót Amerykanów do aktywnej polityki w naszym regionie. Jak zatem widzimy jest dużo zmiennych i trudno na to odpowiedzieć jednoznacznie. Jeszcze raz powtórzę: Rosja nie będzie chciała odpuścić Europie, ale czy będzie w stanie realizować swój program? Mam nadzieję, że nie. Jak Pan ocenia przyszłość Unii Europejskiej? Czy nastąpi rozpad strefy euro i czy pociągnie to za sobą rozpad całej Unii? Czy też siłą inercji będzie to się dalej toczyć, mutować, przeistaczać?... Jeśli chodzi o strefę euro to scenariusz rozpadu jest wysoce prawdopodobny. Natomiast co do Unii Europejskiej jako takiej to sądzę, że będzie ona ewoluowała w stronę dekoracji politycznej. Będzie rodzajem teatru, w którym będą rozgrywane rozmaite rytuały, natomiast rzeczywiste pole decyzji politycznych będzie przesuwane do instytucji czy gremiów pozaunijnych. Proszę jeszcze na koniec powiedzieć, czy ucieszył się Pan, jako obywatel Unii Europejskiej, z przyznania Pokojowej Nagrody Nobla Unii? Mamy przecież kolejnego noblistę... Nie ucieszyłem się. Pokojowa Nagroda Nobla powinna być przyznawana osobom fizycznym, które znajdują się w sytuacji zagrożenia życia z uwagi na ich działalność na rzecz pokoju czy praw człowieka. Albowiem znacznie trudniej jest zabić w wyniku działania „nieznanych sprawców” czy zaniedbań w więzieniu noblistę, niż człowieka pozbawionego tej nagrody. Zatem jest to pewne koło ratunkowe, które wolny świat może rzucić osobie w potrzebie. Unia Europejska nie jest osobą fizyczną i nie jest w potrzebie. Był to zatem gest w ramach klubu wzajemnej adoracji, pozbawiony istotnego znaczenia politycznego. Abstrahując od obecnej roli Lecha Wałęsy i całej jego historii życiowej, kiedy jemu przyznawano Pokojową Nagrodę Nobla był internowany. Gdyby przyznano dziś tę nagrodę któremuś z uwięzionych opozycjonistów białoruskich miałoby to znaczenie chroniące jego życie czy zdrowie. Przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Unii Europejskiej jest tylko gestem pod adresem elit europejskich i okazją do bankietu i wzajemnej wymiany uprzejmości. Nie ma tego głębszego sensu w rozumieniu rzeczywistej gry podjętej z autentycznym złem. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Paweł Sztąberek Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Pobierz wywiad w wersji dźwiękowej... Wywiad z Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim (MP3, 7,5 MB) Wywiad przeprowadzony został 21 października 2012 roku w Łodzi, podczas konferencji PAFERE Liberty Weekend, której dr Przemysław Żurawski vel Grajewski był jednym z gości.

Publikacje PROKAPA o katastrofie smoleńskiej

W związku z ostatnimi wydarzeniami w sprawie katastrofy smoleńskiej, które być może - mimo pewnego wahnięcia do tyłu - mogą jednak okazać się przełomem, przypominamy, co w ostatnich latach pisaliśmy na temat tej tragedii. Bez wątpienia najważniejszym materiałem, który odbił się szerokim echem w mediach głównego nurtu, był wywiad z ks. Stanisławem Małkowskim.
Oto ten wywiad z ks. Małkowskim, przeprowadzony 15 sierpnia 2010 roku. Tekstowa wersja wywiadu... Medialne echa wywiadu... Poniżej zamieszczamy zlokalizowane przez nas linki do dużych, znanych serwisów internetowych, które poinformowały o wywiadzie ks. Małkowskiego dla naszego portalu… http://www.polskatimes.pl/stronaglowna/296535,byly-kapelan-solidarnosci-pod-smolenskiem-popelniono,id,t.html http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37930 http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/58/3451 http://wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Ostre-slowa-b-kapelana-Solidarnosci-pod-Smolenskiem-zbrodnia-z-zimna-krwia,wid,12587507,wiadomosc.html http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul183819.html http://www.fakt.pl/Znany-ksiadz-Katastrofa-byla-planowana-od-wielu-miesiecy-,artykuly,80109,1.html Wywiad z Janem Pospieszalskim... Obserwujemy zamach na naszą państwowość Wywiad z Wojciechem Cejrowskim... III RP to kraj pozorówStanisławm Michalkiewiczem. Olejnik we łzach i Lis zapuchnięty od płaczu to widok niezapomniany Opublikowaliśmy ponadto obszerną relację wideo ze spotkania z posłem Antonim Macierewiczem ze stycznia 2011 roku, poświęconego w całości katastrofie smoleńskiej… Tusk ukrywał prawdę o Smoleńsku… …zapis MP3 spotkania z panem posłem Macierewiczem, które odbyło się dwa dni po katastrofie smoleńskiej. Lech Kaczyński był rycerzem …oraz relację ze spotkania z posłem Arturem Górskim, które odbyło się kilka dni po katastrofie. Nigdy do końca nie poznamy prawdy Przypominamy też słynną wypowiedź prezydenta Komorowskiego wypowiedzianą zanim jeszcze został prezydentem III RP, o tym, że Prezydent Kaczyńskim "będzie gdzieś leciał..."...