Tag Archives: Lech Kaczyński

Wolta PiS – jak „dobra zmiana” okazała się zmianą udawaną

22 marca 2018 roku przyniósł dwie ważne informacje. Pierwsza to deklaracja ministra Ziobry o niekonstytucyjności nowelizacji ustawy o IPN, druga to wniesienie do sejmu projektów ustaw nowelizujących ustawy sądowe.

Sumliński: Trzeba wznowić śledztwo w Jedwabnem!

Wojciech Sumliński nie rezygnuje z dochodzenia do prawdy w kwestii obecnego konfliktu polsko - izraelskiego. Dlaczego doszło do takiej sytuacji i kiedy nastąpił tragiczny dla Polski moment? Znany dziennikarz śledczy ocenia na łamach Salon24.pl, że jedno z takich ważniejszych wydarzeń to wstrzymania ekshumacji w Jedwabnem.

Michalkiewicz kontra Płużański – w sprawie reparacji wojennych

"W sprawie reparacji wojennych niektórym endorfiny za bardzo uderzyły do głowy" - stwierdził Stanisław Michalkiewicz podczas spotkania w Bełchatowie w dniu 23 września 2017 roku. Była to odpowiedź na entuzjastyczną opinię Tadeusza Płużańskiego, innego uczestnika spotkania, w sprawie zgłoszenia przez środowisko PiS postulatu domagania się od Niemców odszkodowań za straty wojenne.

Lista Sorosa – o tych, co szkodzą Polsce

Niedawno ujawniona, wzbudziła chwilowe zainteresowanie, i gwiazda zgasła - nic takiego. Co tam Lista Sorosa - mamy propagandę patriotyzmu, wieńce, msze, latają samoloty. Znowu „katastrofa smoleńska”, nowa tablica w Krzesinach, ale nie ma napisane,że to „Zamach smoleński”,ale jest napisane”Katastrofa smoleńska”.

Czy Polska jest dziś niepodległa?

Tematem, którym fascynują się obecnie media, oraz umiejętnie podpuszczana przez nie pewna część społeczeństwa polskiego, jest kwestia wszczęcia przez Komisję Europejską procedury sprawdzania czy w naszym kraju panuje praworządność na unijną modłę. Procedura ta wszczęta jest - co się szczególnie podkreśla - po raz pierwszy odkąd istnieje Unia.

Antoni Macierewicz o Ukrainie: My im pomagamy za friko, a oni na nas plują!

Zamieszczamy kolejny fragment ze spotkania z posłem Antonim Macierewiczem, które odbyło się w Piotrkowie Trybunalskim w dniu 22 października 2015 roku (wcześniejszy TU...)..

Prawicowe dzieci – blef „niepokornych”?

Książka "Prawicowe dzieci czyli blef IV RP" nie spodoba się pewnym środowiskom, wręcz uznana zostanie za pozycję obrazoburczą, zaś jej autor zniknie pewnie w mrokach zapomnienia, gdyż co to za ptak, co własne gniazdo kala...

Jak Prokapitalizm.pl walczył z Traktatem Lizbońskim – przypomnienie

13 grudnia 2014 roku mija 7 rocznica podpisania w Lizbonie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawia Polskę wielu atrybutów państwowej suwerenności. To znamienne wydarzenie miało miejsce dokładnie w 26 rocznicę wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego. Zbieżność smutnych w naszej historii dat. Przypominamy nasze skromne portalowe boje o to, by Traktat ten został przez Polskę odrzucony. Starsi Czytelnicy pewnie pamiętają. Młodsi niech czytają i słuchają.

Przemysł pogardy czyli jak niszczono Lecha Kaczyńskiego

"Niszczenie wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w latach 2005-2010 oraz po jego śmierci" to podtytuł wydanej właśnie przez Wydawnictwo "PROHIBITA" książki Sławomira Kmiecika "Przemysł pogardy". Jak tworzył się ów przemysł, kto w nim uczestniczył i jak dalej - w najlepsze - rozwijał się nawet po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego?
Sławomir Kmiecik spotyka się obecnie z czytelnikami w całej Polsce, by opowiadać o tym, jak wielka była skala nienawiści skierowana ze wszystkich stron życia publicznego a wymierzona w nieżyjącego już prezydenta. Można mieć o Lechu Kaczyńskim różne opinie, również bardzo krytyczne, ale niezależnie od tego warto prześledzić bardzo dobrze udokumentowany proces niszczenia człowieka. Aż nieprawdopodobne, jak łatwo to wszystko przebiega, gdy tylko jakaś Tajemnicza Siła da ku temu przyzwolenie. 9 lutego 2013 roku Sławomir Kmiecik odwiedził Piotrków Trybunalski. Zapraszamy do obejrzenia relacji wideo ze spotkania z nim. Książkę "Przemysł pogardy" nabyć można w księgarni internetowej Multibook.pl...

„Anatomia upadku” kontra „Śmierć prezydenta”

Sprawa katastrofy w Smoleńsku ciągle jest aktualna. W Polsce jest to tak drażliwy temat, że wielu Polaków zapomina już o coraz trudniejszej sytuacji gospodarczej naszego kraju, o kolejnych pomysłach z fotoradarami, o przyznawaniu wysokich premii dla najważniejszych osób w państwie.
W starciu z kwestią katastrofy smoleńskiej sprawy te są coraz częściej przemilczane. Zostaną one pominięte także w tym artykule, który poświęcony będzie analizie dwóch filmów na temat katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. Chodzi oczywiście o filmy: Anity Gargas „Anatomia upadku” i „Śmierć prezydenta” wyemitowany przez National Geographic. Mimo, że oba filmy opowiadają o jednej i tej samej katastrofie lotniczej, to jednak przedstawiają zupełnie odmienne poglądy dotyczące przyczyn tego wypadku. Według „Anatomii upadku” na pokładzie Tu-154M miał miejsce wybuch, co w efekcie doprowadziło do katastrofy. Z kolei film „Śmierć prezydenta” opierał się przede wszystkim na raportach Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i Jerzego Millera. W filmie Anity Gargas wypowiadali się świadkowie tamtego zdarzenia, którzy nie zostali przesłuchani przez rosyjską, ani polską prokuraturę. Przedstawiono także niezależne badania przeprowadzone przez ekspertów, zajmujących się katastrofami lotniczymi. Z „Anatomii upadku” możemy dowiedzieć się, że Tupolew nie mógł ulec wypadkowi w wyniku uderzenia w słynną brzozę, ponieważ kilka metrów dalej do dnia dzisiejszego rosną drzewa. Eksperci przekonywali, że skoro samolot „skosił” jedną brzozę, to kilka metrów dalej powinien ściąć kolejne drzewa, a te stoją do dnia dzisiejszego. Rozmawiano także ze świadkami tragedii z 10 kwietnia. Jeden z nich stwierdził, że słyszał wybuch, inny z kolei widział kilkumetrową smugę ognia. Niezależni eksperci przekonywali, że przeprowadzili wiele badań, symulacji i okazało się, że tego typu zniszczenia samolotu, z jakimi mieliśmy do czynienia zaraz po katastrofie mogły powstać tylko za sprawą wybuchu. Są to najważniejsze dowody świadczące o tym, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu. Nikt w filmie oczywiście nie powiedział wprost, kto mógłby tego dokonać, ale sugestia jednego z anonimowych świadków była chyba puentą całego filmu. „Anatomia upadku” to bardzo emocjonalny film, który daje odbiorcy wiele do myślenia. Film ten pokazał inny punkt widzenia na temat katastrofy smoleńskiej i trzeba za to pochwalić Anitę Gargas. Nie oznacza to jednak, że film ten jest idealny. Ma on kilka dość istotnych wad. Z tego filmu wynika, że niezależni eksperci, którzy mówią o wybuchu w Tupolewie nie badali tego wraku „na żywo”. W takiej sytuacji musieli korzystać jedynie ze zdjęć, a nie prawdziwych szczątków samolotu, a to oznacza, że ciężko w tym przypadku mówić o poważnych badaniach naukowych i wysuwać tak daleko idące wnioski. Podobno ci niezależni eksperci (niepotwierdzone na 100%) nie byli nawet w Smoleńsku i nie badali tego terenu, co też świadczyłoby o pewnej niekompetencji. Poza tym warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt – zbyt niskiego lądowania Tupolewa. W „Anatomii upadku” nie obwinia się pilotów za spowodowanie katastrofy, choć nawet wypowiadający się w tym filmie świadkowie przyznawali, że polski samolot leciał wyjątkowo nisko, co zresztą wzbudziło ciekawość mieszkańców, ale oczywiście tego wątku w filmie Anity Gargas już nie poruszono. Zupełnie do innych wniosków doszli twórcy filmu „Śmierć prezydenta”, który miał swoją światową premierę 27 stycznia 2013 roku na kanale National Geographic. Opierał się przede wszystkim o oficjalne raporty MAK-u i komisji Millera. A to oznacza, że w tym filmie dawano do zrozumienia, że polski samolot rozbił się w wyniku zderzenia z drzewami, w tym ze słynną brzozą, co doprowadziło do oderwania części skrzydła Tupolewa i tym samym do katastrofy. W filmie „Śmierć prezydenta” również badano różne warianty, które doprowadziły do tej tragedii, ale nie podjętą analizy ewentualnego zamachu, choć dano do zrozumienia, że w Polsce zaraz po katastrofie, jak i do dnia dzisiejszego wiele osób snuje teorie spiskowe na ten temat. Zastanawiano się nad tym, jak to było możliwe, że brzoza została ścięta na 11 metrach, a z zapisu czarnych skrzynek wynikało, że do tego zderzenia doszło na wysokości 20 metrów. Sugerowano, że piloci zmieniali wskaźniki wysokości, niekoniecznie w złej wierze. Zwrócono jednak uwagę na to, że teren w okolicach lotniska w Smoleńsku był nierówny i wskaźniki wysokości w Tupolewie mogły wprowadzić pilotów w błąd. Poruszono kwestię gęstej mgły, która w znaczący sposób utrudniała lodowanie, czy ogromnej presji, jaka spoczywała na pilotach, którzy w trudnych warunkach musieli sprostać ogromnemu zadaniu, by dowieść najważniejsze osoby w państwie na uroczystości do Katynia. Film „Śmierć prezydenta” był dobrze wyreżyserowany. Grający tam aktorzy byli dopasowani do swojej roli, może poza prezydentem Polski, który w filmie wcale nie przypominał Lecha Kaczyńskiego. Są to jednak mało istotne kwestie, ale nawet one dają widzowi sporo do myślenia. Oglądając ten film ma się wrażenie, że współpraca pomiędzy polskimi, a rosyjskimi śledczymi układała się dość dobrze, że jeżeli polski śledczy zadawał pytania, to Rosjanin od razu wyczerpująco mu odpowiadał. Z „Anatomii upadku” wynikało, że ta współpraca nie układała się najlepiej, co poniekąd potwierdził płk. Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Z filmu „Śmierć prezydenta” nie można było się dowiedzieć o tym, że wrak Tupolewa wciąż znajduje się w Rosji, ani tego, że pomylono ciała ofiar tej katastrofy. Na koniec ogólne wrażenia. Trzeba uczciwie powiedzieć, że oba filmy wniosły do sprawy katastrofy smoleńskiej wiele ciekawych informacji. Mimo, że w niektórych momentach tezy w nich zawarte wykluczały się, to jednak w znaczący sposób przybliżyły tą tematykę. Warto byłoby, gdyby przeciwnicy teorii o zamachu w Smoleńsku obejrzeli film „Anatomia upadku”, a już na pewno ci, którzy głęboko wierzą w to, że wszystko, co powie i zrobi obecny polski rząd jest słuszne. Z kolei zwolennicy teorii o zamachu powinni obejrzeć film „Śmierć prezydenta”, by jednak mogli spojrzeć na tą katastrofę z innego punktu widzenia, nie jako zamach, ale splot złych decyzji zarówno po stronie rosyjskiej, jak i polskiej. Trzeba pochwalić film Anity Gargas szczególnie za końcówkę jej filmu, gdzie pokazała, że wbrew oficjalnym władzom RP, państwo polskie nie zdało egzaminu z katastrofy w Smoleńsku. Afera z ciałami ofiar katastrofy pokazała, jak bardzo polscy śledczy zaniedbali tę sprawę, a politycy rządzącej partii kłamali w żywe oczy. Z kolei film „Śmierć prezydenta” wbrew pozorom pokazał w dobrym świetle Lecha Kaczyńskiego, co jest o tyle ważne, że ten film mogli obejrzeć widzowie w wielu krajach świata i dowiedzieli się, że ówczesny prezydent Polski był prawdziwym mężem stanu, kochającym swój kraj i w piękny sposób chciał uczcić pamięć pomordowanych w Katyniu Polaków. I skąd te zarzuty, że film „Śmierć prezydenta” powstał na zamówienie Rosji? Mateusz Teska

Jak Prokapitalizm.pl walczył z Traktatem Lizbońskim

13 grudnia 2014 roku mija 7 rocznica podpisania w Lizbonie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawia Polskę wielu atrybutów państwowej suwerenności. To znamienne wydarzenie miało miejsce dokładnie w 26 rocznicę wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego. Zbieżność smutnych w naszej historii dat. Przypominamy nasze skromne portalowe boje o to, by Traktat ten został przez Polskę odrzucony. Starsi Czytelnicy pewnie pamiętają. Młodsi niech czytają i słuchają.

Czy Maria Konopnicka była lesbijką? Czy w Smoleńsku był zamach?

W powszechnej opinii uważa się, że osoby popierające wolny rynek i tym samym znaczne ograniczenie ingerencji państwa wobec obywateli, to ludzie o skrajnych poglądach. Bo przecież w dzisiejszych czasach trudno jest sobie wyobrazić, aby państwo miało zaprzestać wypłacania świadczeń socjalnych, czy zlikwidować państwową służbę zdrowia.
Takie rzeczy po prostu muszą istnieć i jakby ktoś powątpiewał w ten system, to od razu zostałby uznany za osobę o skrajnych, radykalnych poglądach. Zwolennicy tych socjalnych świadczeń nie muszą się jednak obawiać, bowiem z tego państwo raczej nie zrezygnuje. Nie grozi nam zatem wprowadzenie „skrajnych”, „radykalnych” propozycji, głoszonych przez zwolenników wolnego rynku. Grożą nam za to inne rzeczy. Zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju państwa mogą okazać się radykalne poglądy, głoszone zarówno przez naszą lewicę, jak i prawicę. Chodzi o to, że czasami z pozoru słuszne, szlachetne postanowienia mogą przyczynić się do ogromnego konfliktu społecznego, a w najgorszym razie nawet do wojny domowej. Okazuje się jednak, że te skrajne poglądy są nieustannie propagowane przez wiele wpływowych mediów, organizacji i w ten sposób sporo ludzi zaczyna głęboko wierzyć w określone tezy. Przyjrzyjmy się zatem, jak to robią dziś środowiska lewicowe i prawicowe. „Maria Konopnicka była lesbijką” Na wielu popularnych portalach internetowych podano „szokującą” informację, że znana polska pisarka dziewiętnastowieczna, która zasłynęła ze swoich patriotycznych wierszy była lesbijką. Tak twierdzą współczesne środowiska homoseksualne, powołując się na badaczy nurtu gender. Informację tą przedstawia się w taki sposób, by zakomunikować wszystkim „zatwardziałym” konserwatystom, że dotychczas przedstawiana jako wzorowa matka-Polka Konopnicka tak naprawdę była lesbijką. A oto dowody, które miałyby świadczyć o wiarygodności wspomnianej tezy. Konopnicka po 10 latach małżeństwa odeszła od swego męża Jarosława Konopnickiego, głównie dlatego, że chciała się wyzwolić spod jego dominacji. Ona chciała robić karierę, pisząc patriotyczne wiersze, a nie siedzieć w domu i gotować obiady. Ponadto miała ona bogate życie erotyczne. Jej kochankami byli młodzi mężczyźni. Jednak najistotniejszym argumentem, świadczącym o homoseksualnych zapędach Konopnickiej było to, iż od 1889 r. spędzała wiele czasu z malarką Marią Dulębianką. Razem jeździły po wielu krajach Europy Zachodniej, walczyły na rzecz kobiet, angażując się w ruchach sufrażystek. Wszystko to, zdaniem współczesnych środowisk homoseksualnych, musi świadczyć o tym, że jedna z najwybitniejszych polskich poetek XIX w. była lesbijką. Jest to właśnie przykład dość radykalnego poglądu, ponieważ osoby lansujące taką teorię nie mają żadnych dowodów na potwierdzenie swej tezy. Sugerowanie, że Maria Konopnicka była lesbijką, ponieważ przez ostatnie lata swojego życia dużo czasu spędzała z Marią Dulębianką, to jeszcze nie powód, by stawiać tak jednoznaczne tezy. Środowiska homoseksualne mają to do siebie, że we wszystkim dopatrują się podtekstów seksualnych, wszystko kojarzy im się z seksem. Z pewności nie przyjęłyby do wiadomości takiej tezy, że obie Marie były po prostu przyjaciółkami. Niestety osoby próbujące udowodnić, że ktoś jest homoseksualistą dopatrują się wielu podtekstów. Dla nich zwykła przyjaźń mężczyzny z mężczyzną, czy kobiety z kobietą od razu daje do zrozumienia, że są to objawy homoseksualizmu. Udowodnienie za wszelką cenę tezy, jakoby Maria Konopnicka była lesbijką jest śmieszne, ponieważ osoby badające tę sprawę nie są w stanie tego udowodnić i opierają się jedynie na przypuszczeniach, a nie na konkretnych badaniach naukowych. „Zamach w Smoleńsku” Nie tylko lewica próbuje interpretować pewne fakty, by dowieść swojej racji. Także środowiska prawicowe, lub jak kto woli uważające się za prawicowe, posługują się podobnymi mechanizmami. Uważają one, że katastrofa rządowego samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. nastąpiła za sprawą zamachu, którego mieliby dokonać Rosjanie, być może przy udziale polskiego rządu. Skąd się wzięły takie teorie? Głównie z tego, że od początku śledztwo ws. wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy były prowadzone nieprofesjonalnie, do dnia dzisiejszego Rosja nie oddała nam wraku samolotu, istnieją podejrzenia, że we wraku samolotu znajdował się trotyl, co oznacza, że mogło tam dojść do wybuchu. Poza tym zwolennicy teorii o zamachu w Smoleńsku wyśmiewają tych, którzy wierzą w tzw. „pancerną brzozę”, która miałaby podciąć skrzydła Tu-154M i doprowadzić do katastrofy. Jednak najważniejszym argumentem, świadczącym o zamachu są badania, przeprowadzone przez „niezależnych” ekspertów amerykańskich z NASA, którzy dowodzą, że na pokładzie polskiego samolotu doszło do wybuchu. Niestety, w przypadku „Smoleńska” również najprawdopodobniej mamy do czynienia z wyciąganiem pochopnych wniosków. To, że Rosjanie nie oddają Polsce wraku samolotu i dopuszczają się wielu nieprawidłowości nie oznacza jeszcze, że dokonali zamachu na najwyższe władze państwa polskiego. Środowiska lansujące teorię o zamachu w Smoleńsku nie przyjmują do wiadomości możliwości, że był to po prostu nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego śmierć ponieśli przedstawiciele państwa polskiego, z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. Jeśli chodzi o dowody amerykańskich naukowców, to oczywiście nie można ich pomijać, ale z drugiej strony można też założyć, że ich badania zostały zrobione na zlecenie określonych opcji politycznych, by te mogły udowodnić słuszność swoich tez. Ten rzekomy zamach miałby także udowodnić tezę, że prezydent Lech Kaczyński był śmiertelnym zagrożeniem dla Rosji i dlatego chciano zapobiec ewentualnej reelekcji Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, które miały się odbyć na jesieni 2010 r. Ta teoria jest w sposób oczywisty niewiarygodna, ponieważ prezydent Kaczyński nie stanowił żadnego zagrożenia dla Rosji i nic nie wskazywało, by miał wygrać kolejne wybory prezydenckie. *  *  * Powyższe to typowe przykłady dość skrajnych, radykalnych poglądów. Zarówno teza o homoseksualnych skłonnościach Marii Konopnickiej, jak i wiara w zamach smoleński są mało prawdopodobne. Środowiska lansujące tego typu teorie tak naprawdę mają wiele ze sobą wspólnego, nie zdając sobie z tego sprawy. Wszędzie doszukują się jakichś podtekstów, spisków, zamachów. Bazują oni na udowodnieniu jakiejś tezy za wszelką cenę, bo tylko wtedy będą mogli pokazać niezdecydowanym, że mieli oni rację, a cała reszta przez lata żyła w kłamstwie. Mateusz Teska