Tag Archives: liberalizm

Warzywniaki dla rolników

Włosi otwierają rynek aptek. Zauważyli, że regulacje dławią gospodarkę, która wpada w stagnację, a klienci płacąc więcej za towary i usługi. A jeszcze nie tak dawno jednym z argumentów PiSu za wprowadzeniem ustawy „apteka dla aptekarzy” było to, że tak jest we Włoszech. W ekonomii najlepiej odwoływać się do obiektywnych praw ekonomicznych lub po prostu zdrowego rozsądku. Dlaczego tego nie zrobili? Czy nie wymagam od nich za dużo, skoro nie robi tego nawet Rafał Łętocha, autor książki „Ekonomia współczesna, Katolicka nauka społeczna wobec wyzwań globalnego kapitalizmu”.

Mises – persona non grata

Samuel Gregg w artykule "John Henry Newman’s long war on liberalism" przypomina słynną mowę, jaką kard. J.H. Newman (+1890) napisał w podziękowaniu za przyjęcie go do grona kardynalskiego, znaną dziś jako „Biglietto Speech”. Zgadzam się z S. Greggiem, że na wielu teologicznych uniwersytetach angielski teolog za swoje poglądy byłby uznany dzisiaj za persona non grata.

Białoruska nomenklatura chce prywatyzować gospodarkę w swoim interesie

Na Białorusi państwowe firmy wytwarzają ok. 70 proc. PKB. Władze zapowiedziały ostatnio prywatyzację 500 przedsiębiorstw, w tym kilku flagowych. Zdaniem białoruskiego ekonomisty Jarosława Romańczuka nie ma się co spodziewać szybkiej i otwartej prywatyzacji, gdyż nie jest to w interesie rządzących.

O „Dziejach kapitalizmu”

Historia finansów i kapitalizmu to tematyka, po którą rodzimi autorzy sięgają rzadko, w wyniku czego polski czytelnik zapoznaje się najczęściej z narracją stworzoną w krajach anglosaskich, która jest daleka od obiektywizmu.

O klasycznym liberalizmie

W Wielkiej Brytanii ukazała się niedawno książka zawierająca wybrane eseje uznanego za jednego z najwybitniejszych brytyjskich libertarian swojej epoki - Chrisa Tame'a. Oryginalny tytuł tego zbioru to "The Science of Liberty: Selected Essays on Politics, Culture and Economics".

Podstaw rozwoju kraju należy szukać w ideach liberalnych

Neoliberalizm atakowany jest ze wszystkich możliwych stron. W Rzeczpospolitej (23 czerwca 2016 r) ukazała się moja polemika z prof. Elżbietą Mączyńska i posłem Januszem Szewczakiem (skan obu wywiadów jest dostępny tutaj, pdf z moją polemiką tutaj).

Odczarować kapitalizm

Nie zagłębiając się w polityczne aspekty niedawnego sukcesu wyborczego Kongresu Nowej Prawicy, postanowiłem poruszyć temat aktualny ­ wydaje się, że niezmiennie, od lat. Temat ten przy okazji przekroczenia progu wyborczego przez partię Janusza Korwin-­Mikkego będzie coraz bardziej widoczny, a dla osób określających się mianem ­ szeroko ujmując ­ leseferystów, coraz bardziej palący.

Liberalizm, OC i szlachetne zdrowie

O rozwoju rynku ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce oraz relacji sektora publicznego z niepublicznym napisano wiele. Temat właściwie stał się nudny i ciężkostrawny. Proponuję zatem odświeżyć nieco dyskusję i spojrzeć na system ochrony zdrowia okiem liberałki, która zawsze broni i popiera zasadę: mniej protekcjonizmu – więcej wolności w każdej dziedzinie życia.

Kościół domem liberała i etatysty

Prawdopodobnie niektóre fragmenty ostatniej adhortacji papieża Franciszka staną się wodą na młyn zwolenników komunitaryzmu i różnych mniej wolnorynkowych frakcji w Kościele.
Powstały setki książek i artykułów na temat związków religii i ekonomii oraz poszukujących systemu ekonomicznego zgodnego z wolą Boga. W pewnym sensie efektem tych poszukiwań jest katolicka nauka społeczna. Jednak nie znajdziemy tam opisu tego „złotego środka”, a jedynie metody na wykluczenie pewnych skrajności: komunizmu z jednej strony i anarchokapitalizmu z drugiej. Pole wyboru pozostaje niezmiernie szerokie, więc w zależności od poglądów aktualnych hierarchów kościelnych oraz ogółu wiernych preferencje dryfują raz w jedną, raz w drugą stronę. Jednak czy poszukiwanie katolickiego modelu gospodarki ma sens? Czy powoływanie się na naukę Kościoła w debacie o bankach centralnych, standardzie złota bądź rynkach kapitałowych jest w czymkolwiek pomocne? Kościół katolicki jest wspólnotą ludzi o podobnych przekonaniach religijnych, etycznych i moralnych. Ukoronowaniem tych przekonań są prawdy wiary. Na ich podstawie katolik określa, jak powinien postępować i co jest w życiu dobre, a co złe. Oprócz prawd wiary istotnym elementem katolicyzmu są różnego rodzaju obrzędy i uzasadniające je sakramenty. Na czele Kościoła stoi papież. Jak napisałem wyżej, Kościół jest wspólnotą. Każda wspólnota zbudowana jest z poszczególnych ludzi. Wszyscy oni mogą mieć w wielu sprawach zupełnie różne poglądy. Tak samo jest we wspólnocie zwanej rodziną. Są tam pewne wspólne przekonania (oczywiście mówimy o zdrowej rodzinie), takie jak szacunek do rodziców, troska o dzieci, ale matka i ojciec mogą w wyborach do parlamentu głosować na innych polityków. Każdy z nich może mieć inne zdanie na temat przeczytanej właśnie gazety bądź książki. Czy możemy w takim razie mówić o konfrontacji neoliberalizmu z katolicyzmem bądź keynesizmu z katolicyzmem? Chyba nie, tak samo jak nie da się rozstrzygnąć konfrontacji firmy Microsoft z katolicyzmem bądź rodziny Kowalskich z katolicyzmem. W takiej relacji zawsze pozostaje jednostka, a nie wspólnota, ponieważ wspólnota to nie to samo, co kolektyw czy sekta, gdzie poglądy na wszystkie sprawy są niemal identyczne. Każdy katolik, od Papieża zaczynając, a na Kowalskim kończąc, wyznaje prawdy wiary, natomiast w innych sprawach ma różne poglądy. Jeśli jakiś hierarcha kościelny wypowiada się na tematy niezwiązane z prawdami wiary bądź obrządkiem, nie są one wiążące dla katolika, lecz są jedynie poglądami tego człowieka na pewien temat. Inny katolik może mieć w tej sprawie zupełnie inne zdanie. Dobrym przykładem może tu być polemika kardynała Petera Turksona z księdzem Robertem Sirico na temat istnienia światowego banku centralnego i odrzucenia „apriorycznej ekonomii”. Poglądy społeczno-gospodarcze mają zawsze poszczególni członkowie Kościoła, a nie Kościół jako instytucja. Nie trzeba się spowiadać z decyzji gospodarczych ani stosować pod rygorem grzechu do poszczególnych wypowiedzi hierarchów Kościoła, łącznie z papieżem, o ile nie dotyczą one prawd wiary. Katolik może być zarówno socjaldemokratą, jak i liberałem. Kościół jest wspólnotą ludzi akcentującą doktrynę katolicyzmu. Tę wspólnotę ustanawia coś zupełnie innego niż pogląd na progresję podatkową bądź bank centralny. Tworzenie jedynego i słusznego katolickiego poglądu na gospodarkę, politykę, kulturę rozbija tę wspólnotę i świadczy o zupełnym niezrozumieniu celu, dla którego powstał Kościół katolicki. Marek Steinhoff-Traczewski Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Artykuł ukazał się na portalu jagiellonski24.pl. Przedruk na PROKAPIE za zgodą Autora

Wierzę, że kiedyś nadejdą zmiany wolnorynkowe

Portal Tocowazne.pl opublikował niedawno wywiad z prof. Witoldem Kwaśnickim, ekonomistą z Uniwersytetu Wrocławskiego, doradcą Fundacji PAFERE. Zachęcamy do przeczytania tego wywiadu.
Piotr Aleksandrowicz, Tocowazne.pl: Czy skala etatyzmu w Polsce aktualnie jest większa czy mniejsza niż na początku XXI wieku? Prof. Witold Kwaśnicki: Jeżeli mierzyć zakres etatyzmu klasycznymi wskaźnikami takimi jak rozmiar wydatków publicznych, udział sektora publicznego w tworzeniu PKB czy rozmiar zatrudnienia w sektorze publicznym, to zakres etatyzmu w Polsce od początku XXI wieku niewiele się zmienił, choć po wejściu do Unii Europejskiej w 2004 roku można zaobserwować wyraźny wzrost zatrudnienia w administracji rządowej i samorządowej. Warto może wspomnieć, że kiedy zaczynaliśmy polską transformację w 1990 roku to przez pierwsze lata żyliśmy nadzieją ograniczenia etatyzmu w  „nowym systemie” i taka tendencja była przez ok. trzy pierwsze lata, ale już od połowy lat 90. ten trend został zatrzymany i od tego czasu obserwujemy stały rozrost sektora publicznego w Polsce. Osobnym problemem jest rozrost ingerencji państwa w Polsce, który nie jest bezpośrednio mierzalny, ale odczuwalny np. przez przedsiębiorców. Liczba różnego rodzaju rozporządzeń, zarządzeń, ograniczeń działalności gospodarczej jest bardzo duża i w ostatnich latach rośnie. Efektem jest wzrastająca liczba przedsiębiorców rozważających zarejestrowanie swej działalności w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy nawet na Litwie. Czy istnieją siły polityczne w Polsce dopominające się o ograniczenie rozmiarów państwa? Są, np. Kongres Nowej Prawicy i środowiska związane z Januszem Korwin-Mikkem (także Unia Polityki Realnej), Środowisko Republikańskie skupione wokół Przemysława Wiplera, czy krąg polityków popierających działalność Jarosława Gowina. Działają one jednak na marginesie życia politycznego i ich realny wpływ (obecnie) jest minimalny. Niepokojące jest to, że jeśli jakiekolwiek tendencje w kierunku ograniczania rozmiarów państwa pojawiają się w kręgu władzy (patrz przykład Jarosława Gowina, a znacznie wcześniej Janusza Palikota) to szybko są one albo neutralizowane, albo eliminowane. Jeszcze bardziej niepokojące i zasmucające jest to, że politycy z Platformy Obywatelskiej (w tym zwłaszcza premier Donald Tusk, ale także Janusz Lewandowski, czy Jan Krzysztof Bielecki) zapomnieli o swoich dawnych marzeniach liberalnych. Podobno Donald Tusk powiedział kiedyś, że liberalizm nie nadaje się do rządzenia, że w realnej praktyce politycznej jego dawne przekonania musiały przegrać. Jeżeli taki jest stosunek i „bezideowość” lidera PO, to czego możemy oczekiwać od innych „dawnych liberałów”? Zatem środowiska wolnorynkowe, antyetatystyczne istnieją, ale są słabe. Dlaczego tak się według Pana dzieje? Przyczyny są dwojakiego rodzaju. Z jednej strony swego rodzaju „marazm społeczny”. Odnoszę wrażenie, że Polacy, zarówno młodzi jak i starsi, nie wierzą w to, że można coś zmienić, że mają na cokolwiek wpływ. Z drugiej strony mamy zachowanie polityków, które Ronald Reagan ujął w powiedzeniu: „Politycy mają tendencję do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu”.  Nieszczęściem jest to, że w Polsce brak autorytetów, którym społeczeństwo mogłoby zawierzyć, i które byłyby w stanie zaproponować drogę radykalnych, ale realnych zmian (może nawet w stylu churchillowskiego „nie mam nic do zaoferowania, tylko krew, trud, łzy i pot" (I have nothing to offer but blood, toil, tears and sweat). Dodałbym też ogromną rolę mediów (zwłaszcza tych najpopularniejszych i opiniotwórczych), które od wielu lat zobrzydzają idee wolnorynkowe, winiąc np. za wszelkie zło tzw. neoliberalizm, który z prawdziwym liberalizmem ma niewiele wspólnego, ale etykieta robi swoje i tworzy negatywny obraz liberalizmu. Czy faktycznie wolnorynkowy, klasyczny liberalizm nie ma racji bytu w Polsce? Mimo wszystko jestem optymistą i wierzę, że liberalne, wolnorynkowe zmiany nastąpią (nadal ta moja prognoza sprzed 15 lat wydaje mi się zasadna). To może nastąpić  w nieoczekiwany sposób. Myślę, że sytuacja powoli przypomina tę z końca lat 80., kiedy już bardzo niewielu wierzyło w to, że cokolwiek się zmieni i, że w tym marazmie będziemy jeszcze długo tkwić. A potem mieliśmy polską „wiosnę ludów”, potem aksamitną rewolucję i „jesień ludów” w Europie Centralnej. Jak będzie wyglądała Polska od strony systemu gospodarczego w 2023 roku? To zależeć będzie od tego, czy w tym okresie wystąpi, czy nie, nowy globalny kryzys finansowy (gospodarczy). Niebezpieczeństwo takiego globalnego kryzysu w perspektywie 10 lat jest bardzo duże. Jeśli kryzys by wystąpił, to mielibyśmy powtórkę tego, co wydarzyło się po 2008 roku i w 2023 mielibyśmy coś na kształt obecnej sytuacji. Jeśli udałoby się uniknąć takiego kryzysu, to sytuacja może być znacznie lepsza. Przyszłość Europy jest generalnie nie najlepsza (patrz też ta druga prognoza) – w najbliższych dekadach Europa będzie traciła swoją pozycję w stosunku do innych regionów świata. Jeśli zwiążemy się zbytnio z Unią Europejską, to wpłynie to na pogorszenie się sytuacji gospodarczej Polski. Celem naszym powinno być wypracowanie sobie w UE pozycji państwa niezależnego (co najmniej tak, jak to wypracowała sobie Wielka Brytania). Jeśli to by się udało, to za 10-15 lat powinniśmy się cieszyć szybkim wzrostem gospodarczym, Czy w polskim etatyzmie widać obecnie tendencje autorytarne? Zwrócił na to uwagę prof. Hausner w rozmowie, którą opublikowaliśmy na Tocowazne.pl. Tutaj zgodziłbym się z opinią prof. Hausnera – widać to wyraźnie, zwłaszcza w zakresie polityki fiskalnej rządu. Czy uważa Pan, że po nacjonalizacji OFE możliwe są jeszcze przed wyborami w 2015 roku dalsze tego typu posunięcia np. nałożenie nadzwyczajnych podatków majątkowych (np. od rezydencji), podatek solidarnościowy od depozytów itd.? Raczej nie, ale po ewentualnych wygranych wyborach i coraz trudniejszej sytuacji budżetowej taki krok nie jest wykluczony. Czy według Pana doświadczeń akademickich młodzi Polacy są zwolennikami wolności czy etatyzmu, czy w ogóle się tym nie zajmują? Trudno generalizować. Opinie są rozrzucone. Co jakiś czas robię studentom ‘Najmniejszy quiz polityczny świata”. Od wielu lat dominują poglądy centrowe i socjaldemokratyczne, ale jest spory odsetek konserwatystów i liberałów (libertarian). Nie przekracza on jednak 20-25%. Pewnym optymizmem powiało w tym roku, kiedy zrobiłem ten quiz na czwartym roku studiów, kiedy było to ok. 35%. Nadzieją dla mnie jest (na razie) niewielka grupa młodych, aktywnych ludzi, którym bliskie są poglądy wolnorynkowe, skupionych np. wokół Instytutu MisesaFundacji PAFERE, KoLibra . Może to oni będą kształtować naszą przyszłość? Oby! Rozmawiał Piotr Aleksandrowicz Wywiad ukazał się na portalu Tocowazne.pl...

Oświecenie, liberalizm i pomieszanie z poplątaniem

Studiując uważnie tak zwaną „prawicową prasę” nie trudno oprzeć się wrażeniu, że pomimo rozlicznych dzielących poszczególne ugrupowania „prawicowe” różnic, jest kilka takich obszarów, w których przemawia ona jednym głosem. Najczęściej wówczas, gdy chodzi o „wspólnego wroga”. Takowy oczywiście istnieje, jednakże rzecz w tym, żeby go prawidłowo identyfikować.
Ujmując słowo „prawicowa” w cudzysłów chcę przez to zaznaczyć, że mam poważne wątpliwości co do „prawicowości” takiego czy innego podmiotu politycznego Jeśli bowiem zapytamy, co jest wyznacznikiem owej „prawicowości”, otrzymamy odpowiedzi wzajemnie się wykluczające, przy czym każda ze stron będzie twierdzić, że jej interpretacja jest „jedynie słuszna”. Czy wyznacznikiem owej prawicowości miałby być patriotyzm, stosunek do katolicyzmu i tradycyjnej moralności przy jednoczesnym na wskroś lewicowym podejściu do kwestii gospodarczych czy też stosunek do kwestii własności, wolności i wolnego rynku jakże często pozostawiający na uboczu kwestie religijne, patriotyczne czy moralne ? Sądzę, że najwyższy już czas precyzyjnie ustalić pojęcia i umożliwić tak zwanemu prostemu człowiekowi zorientowanie się w całej sytuacji. W licznych felietonach zamieszczanych na łamach co niektórych uważanych (i określających się jako takie) za „prawicowe” czasopism raz po raz pojawia się wróg identyfikowany jako „liberalizm”, przy czym zupełnie miesza się pojęcia, wprowadzając tym samym zamęt w umysły ludzi, którzy tak wytresowani już na samo hasło „liberalizm” reagują agresją, kojarząc je z tym wszystkim, co wiąże się z wrogim stosunkiem do religii, zwłaszcza chrześcijaństwa, ateizmem, wyuzdaniem obyczajowym czy polityczną poprawnością. Jakby i tego było jeszcze mało, hasło „liberalizm” raz po raz pojawia się w sąsiedztwie takich haseł, jak „postmodernizm” i „ideologia oświeceniowa”. Istne materii pomieszanie. Zamęt dodatkowo powiększa określanie liberałów mianem prawicy oraz samookreślanie się tychże mianem prawicy. Najzabawniejsze jednak jest to, że podział lewica-prawica jest podziałem czysto technicznym, określonym przez miejsce zajmowane przez poszczególne frakcje podczas posiedzeń francuskiej izby rewolucyjnej mającej rozstrzygnąć los monarchii i biednego króla Ludwika XVI. Tymczasem - jak wkrótce się przekonamy - ludzie zwani w wiekach XVIII i XIX liberałami byli jak najdalsi od wielu spraw i zjawisk, do których przylepia się dziś etykietkę liberalizmu. Aby całą kwestię dokładnie wyjaśnić, zobaczmy wpierw, skąd się ów (prawdziwy, oryginalny) liberalizm wziął. Od razu przy tym zaznaczam, że mam na myśli LIBERALIZM FILOZOFICZNY, nie GOSPODARCZY, bo to inna bajka. W swych początkach był on nieodłącznie kojarzony ze światopoglądem oświeceniowym, wiec warto by zaraz na wstępie wyjaśnić, na czym tak naprawdę opierał się ów światopogląd, zwłaszcza że wiele z obecnych dziś idei (na przykład antyklerykalizm, ateizm, deizm, agnostycyzm czy wrogość wobec chrześcijaństwa) w nim właśnie ma swoje korzenie. Zaraz na wstępie należy wyjaśnić, że w wieku XVIII i XIX mianem liberałów określano głosicieli idei wolnościowych, a więc głównie: 1. Przeciwników reżimów autorytarnych (wszelkie formy absolutyzmu) 2. Zwolenników monarchii konstytucyjnej (parlamentarnej). 3. Przeciwników monarchii, zwolenników ustroju republikańskiego. 4. Ludzi opowiadających się za zniesieniem przywilejów stanowych (Byli wśród nich także przedstawiciele stanów uprzywilejowanych, czyli szlachta, arystokraci czy duchowni!) 5. Przeciwników niewolnictwa 6. Ludzi walczących o wolność słowa, stowarzyszeń i druku, przeciwników cenzury (królewskiej i kościelnej) 7. Zwolenników wolności religijnej Warto przy tym zauważyć, że wyznawca światopoglądu oświeceniowego nie musiał wcale być liberałem na polu polityki. Przykładem są choćby tacy „oświeceni despoci” jak caryca Katarzyna II, król Prus Fryderyk II czy cesarz Józef II, natomiast tym, co z reguły łączyło wyznawców światopoglądu oświeceniowego była niechęć, czy wręcz nienawiść do katolicyzmu i Kościoła rzymskokatolickiego oraz przynależność do lóż wolnomularskich. Światopogląd oświeceniowy Religia Bóg (wbrew temu, co sądzi wielu ludzi, myśliciele Oświecenia w znakomitej większości przyjmowali istnienie Boga!), jako Najwyższa Inteligencja, stworzył świat niczym genialny architekt (stąd też nazywany bywa -zwłaszcza w kręgach wolnomularskich - „Wielkim Architektem” czy „Wielkim Budownikiem”) bądź zegarmistrz. Stworzony przez Niego świat został zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach, wprawiony w ruch i...pozostawiony samemu sobie. Tak właśnie w skrócie przedstawia się światopogląd deistyczny. Jako Absolut, czyli Byt Najdoskonalszy, Bóg stworzył świat doskonałym, który to świat od momentu wprawienia go w ruch funkcjonuje samodzielnie w oparciu o prawa nadane mu przez Stwórcę,. Owe prawa są zaś tak doskonałe, że sam Stwórca nie może już niczego zmienić. Z tego rodzaju postawy wynikają następujące konsekwencje: 1. Świat, jako twór Najwyższego Rozumu jest na wskroś racjonalny i aby go poznać wystarczy znać prawa rządzące występującymi w nim procesami. To, czego nie wiemy dziś ze względu na niedostatek wiedzy bądź niedoskonałość narzędzi badawczych, będziemy wiedzieli jutro, a zatem jest to tylko kwestia czasu (optymizm poznawczy). Nie dysponując odpowiednią wiedzą oraz/bądź odpowiednimi instrumentami badawczymi, ludzie próbowali „wyjaśniać” świat za pomocą mitów bądź religii, odwołując się przy tym do „sił nadprzyrodzonych”, którym przypisywali możliwość bezpośredniej ingerencji w zachodzące w przyrodzie zjawiska, nie wiedząc, że wszystko, co dokonuje się w świecie, kierowane jest prawami ustanowionymi przez Stwórcę i Pierwszego Poruszyciela, które to prawa (zwane „prawami natury”) są wieczne i niezmienne. Prawda, że brzmi to zupełnie współcześnie? 2. Bóg – Stwórca (Genialny Architekt, Zegarmistrz, Budownik) nie ingeruje w to, co dzieje się w stworzonym przez Niego świecie (deizm) . Nie ingeruje w „prawa natury”, dzieje ludzkości czy losy jednostek, czyli nie istnieje coś, co ludzie nazywają Opatrznością. Z tego wynikają kolejne konsekwencje: a/ Skoro Bóg nie ingeruje w sprawy stworzonego przez siebie świata, nie ma najmniejszego sensu o cokolwiek Go prosić, a zatem modlitwa do Niego skierowana jest aktem bezsensownym. Immanuel Kant powiedział, że człowiek wykształcony przyłapany na modlitwie powinien się wstydzić, ponieważ dokonał „aktu autoalienacji”. Stąd też wszelkie kościelne ceremonie pozbawione są jakiegokolwiek sensu i stanowią, jak to później określił Karol Marks, „opium dla ludu”. b/ Religia to nic innego jak przednaukowy stosunek człowieka do świata natury. Tak zwane „święte księgi” to nic innego jak zapis doświadczeń człowieka bądź zbiorowości w zetknięciu z NIEZNANYM. Ponieważ „prawa natury” są niewzruszalne, wszelkie wzmianki o tak zwanych cudach, występujące w literaturze religijnej (wskrzeszenia zmarłych, chodzenie po wodzie, rozmnażanie chleba, zamiana wody w wino itp.) są mitami. A zatem należy przeprowadzić badania tekstów świętych (lingwistyczne, literackie, historyczne itp.) w celu oczyszczenia tychże tekstów z mitów (tak zwana „demitologizacja” Pisma św.) Tak „oczyszczone” Pismo św. stanie się zasadniczo kodeksem etycznym ( Dekalog i inne teksty odnoszące się do postępowania człowieka, jak choćby Kazanie na Górze) a sama religia zredukowana do moralności. Ponieważ nie istnieje nic takiego jak sfera nadprzyrodzona, zasadniczym zadaniem religii jest podtrzymywanie – jak to wówczas nazywano- „moralności publicznej”, z tym, że ludzie wykształceni nie potrzebują. religii by prowadzić porządne życie. Wyraźnie formułuje to mieszkający w Badenii polski filozof okresu Romantyzmu Bronisław Trentowski (mason najwyższych stopni) w swym olbrzymim traktacie zatytułowanym Chowanna, czyli system pedagogiki narodowej, gdzie pisze, że religia „katechizmowa” jest dla kobiet, służby i prostego ludu, zaś chłopcom wystarczy filozofia religii. Instytucje religijne (Kościoły, zgromadzenia zakonne) Radykalni myśliciele oświeceniowi uważali instytucje kościelne za główną podporę monarchii, gdzie kapłani ze swej strony utwierdzali lud w przekonaniu o boskim pochodzeniu władzy i za pomocą strachu przed karami wiecznymi utrzymywali ludy w posłuszeństwie władzy, a ta ze swej strony odwdzięczała się służąc tak zwanym „świeckim ramieniem”. Ów „sojusz tronu i ołtarza” był zatem ich zdaniem główną przeszkodą stojącą na drodze wolności ludów i pełnego szczęścia. Powstawało całe mnóstwo traktatów ów spisek książąt i kapłanów „demaskujących”. W Polsce takim traktatem był Ród ludzki autorstwa... księdza (deisty) Stanisława Staszica, który umierając nie życzył sobie kapłana i miał ponoć oświadczyć, że skoro za chwilę stanie przed Panem, to nie ma potrzeby teraz rozmawiać z Jego sługą. Odrzucając religię objawioną, istnienie Opatrzności Bożej, sfery nadprzyrodzonej i sakramentów, „oświeceni” ze szczególnym zacięciem walczyli o likwidacje zakonów kontemplacyjnych, widząc w nich „gniazda zabobonu” a samych mnichów i mniszki uważając za zgraję darmozjadów. W całej Europie krążyły zjadliwe satyry i ordynarne paszkwile wyszydzające życie zakonne i oskarżające zakonników o wszelkie możliwe bezeceństwa. Cesarz-mason Józef II przeprowadził zakrojoną na szeroką skalę (także na ziemiach polskich, które Austria zagarnęła w I rozbiorze) akcję likwidacji zakonów, zwaną „reformami józefińskimi”. Sporą część budynków poklasztornych zamieniono na wiezienia. Na razie pozostawiono zgromadzenia zajmujące się prowadzeniem szpitali, przytułków, sierocińców czy szkół. Moralność Odrzucając religię objawioną, „oświeceni” nie odrzucali bynajmniej zawartych w niej treści moralnych, powszechnie uznając Dekalog i Kazanie na Górze. za podstawę wszelakich kodeksów etycznych. Wyraźne odniesienia do Biblii zawierają dokumenty założycielskie Stanów Zjednoczonych Ameryki, choć jak wiadomo, „Ojcowie Założyciele” byli w znakomitej większości masonami. Wbrew temu, co często słyszy się w kręgach tzw. „prawicy”, myśliciele oświeceniowi propagowali surową moralność. Jakiekolwiek dewiacje czy zboczenia oceniane były tak, jak na to zasługują a ich propagatorów i zwolenników traktowano jak osobniki niespełna rozumu i częstokroć umieszczano w więzieniach (jak na przykład słynnego markiza de Sade). Propagowanie rozwiązłości NIE MA NIC WSPÓLNEGO z liberalizmem, bowiem tego typu postawy określano mianem LIBERTYNIZMU. Niby podobnie brzmi, ale zupełnie co innego znaczy. Powtórzmy raz jeszcze: kojarzenie LIBERTYNIZMU z liberalizmem wynika z niedouczenia, bowiem ten pierwszy, choć często się do niego odwoływał, nie ma nic wspólnego ze światopoglądem oświeceniowym. Fałszywa antropologia i społeczne utopie „Oświeceni” twierdzili, że człowiek rodzi się jako istota doskonała, nie obarczona żadnym mrocznym dziedzictwem w postaci takich czy innych skłonności. Rodzi się jako tabula rasa i będzie takim, na jakiego zostanie wychowany. Przyczyną zła w człowieku nie jest naturalna skłonność będąca rezultatem jakiegoś grzechu pierworodnego, lecz zły wpływ otoczenia (rodziny, społeczeństwa). W tym miejscu warto zauważyć stały element wszystkich utopii społecznych: skoro społeczeństwo czy rodzina nie pasują do wydumanego przez „oświeconych” ideału, należy STWORZYĆ NOWE SPOŁECZEŃSTWO czy NOWĄ RODZINĘ. Czyż z takimi właśnie próbami nie mamy do czynienia od czasów niesławnej „Rewolucji Francuskiej” ? Czyż na przykładzie rozlicznych prób tworzenia nowego człowieka i nowego społeczeństwa nie widzimy wyraźnie, że dla wszystkich tych „dobroczyńców i miłośników ludzkości” (wszelakich Robespierrów, Leninów, Trockich, Stalinów, Mao, Pol Potów, Castro, „CHE” Ho i innych) nie liczą się ani setki milionów ofiar ani morze cierpień poddanych ich eksperymentowi (bynajmniej nie dobrowolnie!) ludzkich „królików doświadczalnych”? Warto o tym wszystkim pamiętać, bo oświeceniowa utopia społeczna bynajmniej nie umarła: ona nieustannie przepoczwarza się, przyjmując postać na przykład Unii Europejskiej, koncepcji „rządu światowego”. „wspólnej waluty” czy „europejczyka” zamiast Polaka, Niemca czy Francuza. Pod wpływem Woltera i Rousseau mnożą się opowiastki o „dobrym dzikusie”, który dopiero w kontakcie z zepsutym otoczeniem pozbywa się „wrodzonej moralności” i uczy rzeczy złych. Ową naiwną wiarę w „dobroć natury” zburzył dopiero Karol Darwin, pokazując, że natura wcale nie jest taka niewinna; że w naturze toczy się nieustanna i okrutna walka o przeżycie. Wolterowskie „powiastki filozoficzne” stały się wzorem dla wielu innych literatów, jak chociażby nasz książę biskup Ignacy Krasicki, którego Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki to charakterystyczny dla literatury tego kręgu przykład „smrodku dydaktycznego”. Gdybyśmy uważnie przestudiowali treść artykułów publikowanych w czasopiśmie Monitor, od razu odkrylibyśmy źródła inspiracji ich autorów. Skoro człowiek jest takim, jakim kształtuje go otoczenie, należy stworzyć warunki, w których możliwym będzie takie wychowanie przyszłych pokoleń, które zaowocuje wcieleniem zasad oświeceniowych w życie narodów i państw. Ponieważ oświeceniowa utopia zakładała, że człowiek zły = człowiek pozbawiony oświaty, zaczęły powstawać różnorakie instytucje, mające za zadanie UJEDNOLICENIE metod i programów nauczania oraz poddanie oświaty pod ścisły nadzór państwa, a tak naprawdę elity inicjowanej w lożach wolnomularskich. Aby móc zrealizować swe szaleńcze (a jak pokazują dzieje – w praktyce zbrodnicze) koncepcje, „oświeceni” dążą do zapewnienia sobie monopolu na wychowanie młodzieży. Komisja Edukacji Narodowej była dziełem wolnomularzy, którzy też zajmowali w niej główne stanowiska. Stąd też nieustające działania mające na celu zdyskredytowanie szkolnictwa niepaństwowego, zwłaszcza szkół prowadzonych przez duchowieństwo. Tylko człowiek złej woli, naiwny bądź niedouczony może twierdzić, że jest rzeczą przypadku, iż na czele Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w utworzonym po Kongresie Wiedeńskim Królestwie Polskim stał Stanisław Kostka Potocki - mason najwyższych stopni, autor antyklerykalnej książki Podróż do Ciemnogrodu. W czasach nam współczesnych, gdy szkolnictwo niemalże w całości znalazło się pod kontrolą państwa, dochodzi do tego dążenie do opanowania wszelkich nośników informacji i zamienienie ich w propagandowe tuby „postępu” i narzędzia służące praniu mózgów. Zapędy w kierunku tworzenia „nowego człowieka” i „nowego społeczeństwa” bynajmniej nie ustały. Co istotne, przybrały na intensywności i wykorzystują coraz to subtelniejsze metody. Jedną z nich jest nieustanna manipulacja słowami i pojęciami, które co rusz zmieniają znaczenie, powodując zapaść semantyczną. Ponieważ człowiek myśli SŁOWAMI, zmiana ich znaczenia automatycznie owocuje zmianą świadomości.. I słysząc słowa takie, jak „tolerancja”, „faszyzm” czy „skrajna prawica” nie wolno nam o tym zapominać. W czasach nam współczesnych „podpieranie się” światopoglądem oświeceniowym to domena nielicznych. Tak zwani „ludzie oświecenia” byli z reguły ludźmi doskonale wykształconymi klasycznie, znającymi języki obce światowcami. Język oraz argumenty przez nich wykorzystywane byłyby dziś dla miażdżącej większości ludzi niezrozumiałe. Dlatego też nie ma co dziś mówić o jakimś „światopoglądzie oświeceniowym”, którym kieruje się garstka ludzi naprawdę wykształconych. Dla całej reszty spreparowano „wersję dla ubogich” złożoną z myśli i cytatów wyrwanych z oryginalnych kontekstów, wymieszanych z psychoanalizą, marksizmem, przewrotnie interpretowanym darwinizmem i ateizmem MARGINESU myśli oświeceniowej. Widzimy więc, jak ważną rzeczą jest rzetelna informacja i precyzyjne ustalanie pojęć. Dlatego tez właśnie rządzącym zależy na tym, by ludzie pozbawieni byli jednego i drugiego. W mętnej wodzie łatwiej łowić ryby. Jan Przybył

Pojęciowe zamieszanie – o co chodzi Ruchowi Wolności?

Zapewne, jak wielu Czytelników portalu Prokapitalizm.pl, z zainteresowaniem obserwuję powstanie i rozwój nowych formacji na polskiej scenie politycznej – Narodowców i Republikanów. Dlatego też z niepokojem przyjąłem tekst Jerzego Wasiukiewicza „Idziemy własną drogą, czyli wolnościowcy w Ruchu Narodowym”.