Tag Archives: Ministerstwo Finansów

Już wkrótce nowy podatek? Ministerstwo Finansów potwierdza

Ministerstwo Finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego nie próżnuje. W resorcie trwają pracę na wdrożeniem do naszego systemu nowego podatku. Oficjalnie potwierdził to wiceminister Paweł Gruza.

Czy kończy się kasa z „uszczelniania” i nadchodzi czas represji?

Czy Polskę zaleje już wkrótce fala represji skarbowej? Wydawać by się mogło, że po tylu działaniach okrzyczanych jako sukcesy rządu, lepiej już być nie może. Uszczelniony system podatkowy i walka z szarą strefą... Ale - jak wiadomo - wszystko kiedyś się kończy. Czyżby kończyły się wpływy z "uszczelniania"?

Między ketchupem a musztardą – rząd ujednolica VAT!

Ech, jak niewiele wiemy o państwie polskim. W każdym razie odnoszę to do siebie. Nie przyszłoby mi bowiem nigdy do głowy, że ustawy państwowe są po to, by pisać w nich o ... ketchupie i musztardzie...

Podatki płacimy, aby żyć w cywilizowanym kraju

Wczoraj pan prezydent RP Andrzej Duda powołał mnie na ministra finansów w rządzie pani premier Beaty Szydło. Od Ministra Finansów zależy zdolność państwa do wypełniania swoich zadań: obrony kraju, szkół, ścigania przestępców, budowy kolei i dróg, kultury. Aby je sfinansować parlament uchwala podatki.

Ministerstwo Finansów pisze jadłospis

Opinię publiczną III RP zelektryzowała niedawno straszna wiadomość! Otóż Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że zlikwiduje ... dotacje dla barów mlecznych. Jako powód podano, iż  serwują one potrawy zawierające więcej przypraw aniżeli tylko sól i pieprz. A za takie ponoć należą się dotacje.

PIT ze sklepu

W Ministerstwie Finansów trwa nieustająca burza mózgów, choć po rezultatach sądząc, z jakowymś wspomaganiem. Tak czy siak w ostatnim czasie mamy istny wysyp pomysłów.

Raj podatkowy – wersja krajowa

Tyle się ostatnio działo: dziesięciolecie Polski w UE (czytaj: dekada proszalnego dziada), wybory do PE, ćwierćwiecze „wolności”, że aż przegapiliśmy wiekopomne wydarzenie. „Polska jest rajem podatkowym dla przedsiębiorców” - orzekli eksperci. Statystyczna firma w 2013 r. odprowadziła do budżetu 12,9% zysku zaś „dochody” rządu z CIT – u spadły o 1/4, ca. 2 miliardy zł.

Rostowski nie śpi. Szykują się nowe podwyżki podatków

Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce wzrosną koszta życia wielu Polaków. Jak podaje serwis Money.pl, ministerstwo finansów, z ministrem Jackiem Rostowskim na czele, szykuje kolejne zmiany w podatkach.
Zmiany, oczywiście, w górę. Widać moda na obniżanie podatków do Polski szybko chyba nie zawita. Najważniejsza, dla przeciętnego Polaka zmiana, to wzrost akcyzy na gaz ziemny stosowany w celach opałowych. Dotknie ona tych wszystkich, którzy korzystają za gazowego ogrzewania swoich mieszkań. Jakby tego było mało, ministerstwo finansów obmyśliło sobie, że podwyżka nastąpi od listopada 2013 roku czyli na przywitanie sezonu grzewczego. Ministerstwo tłumaczy ten ruch koniecznością wdrażania przepisów unijnych. „31 października br. przestanie bowiem obowiązywać zwolnienie z akcyzy dotyczące gazu ziemnego przeznaczonego do celów opałowych. MF zaplanowało wprowadzenie stawki w wysokości 1,28 zł/1GJ, co oznacza, że podatek będzie stanowił ok. 3 proc. średniej ceny hurtowej gazu” - podaje Money.pl. Od przyszłego roku minister Rostowski planuje opodatkowanie tzw. polisolokat czyli lokat bankowych połączonych z różnymi formami ubezpieczenia. Dotychczas istniała możliwość ominięcia przez banki opodatkowania tych form oszczędzania, co stanowiło dla wielu ludzi zachętę do tego, by takie formy oszczędzania wybierać. Od stycznia przyszłego roku będzie to zapewne nieopłacalne. Smutne, że rząd, który często podkreśla, że trzeba oszczędzać robi wszystko, by do tego oszczędzania zniechęcać. Według Money.pl ministerstwo finansów proponuje także „rozszerzenie zakresu informacji, których organy podatkowe mogą żądać od banków i innych instytucji finansowych”. Zmiany dotyczyć również mają kontroli podatkowych. Po ich wprowadzeniu kontrole – jak ocenia ministerstwo - mają być szybsze i dokładniejsze. Szykują się również znaczące wzrosty opłat podatkowych dla firm z branży wydobywczej. Część z nich planowana jest co prawda na rok 2020, jednak jedna z nich, wprowadzająca podatek węglowodorowy obowiązywać ma od 2015 roku. Ocenia się, że obciążenia z tytułu wszystkich podatków i opłat pobieranych od spółek branży wydobywczej wyniosłyby ok. 40 proc. ich zysków brutto. Nie trzeba się domyślać, że za wzrostami dla firm wydobywczych pójdą wzrosty opłat np. za gaz czy paliwo, które odczują już zwykli konsumenci. Paweł Sztąberek Za pafere.org

Głucha złota rybka

Niczym grom z jasnego nieba na mieszkańców zielonej jak szczaw wyspy, oczekujących  niecierpliwie aż mirabelki dojrzeją, spadła informacja – ziściły się wyborcze opowieści Donalda Tuska o Unii Europejskiej i 300 milionach. Ba, do jej ziszczenia przyczynił się nie kto inny, lecz sam komisarz UE ds. budżetu, Janusz Lewandowski, który swego czasu występował w stosownym spocie reklamowym.
Co prawda i tym razem wyszło jak zawsze – jest UE, jest 300 „baniek”, tylko kierunek się nie zgadza. To nie Polska dostanie kasę, tylko będzie musiała ją wpłacić. Cóż, wygląda na to, że złota rybka, która spełnia życzenia premiera jest przygłucha. Doprawdy, logika konieczności dorzucenia się do unijnego budżetu zwala z nóg. Janusz Lewandowski oznajmił, że w budżecie unijnym brakuje pieniędzy na rok 2013, więc Polska musi dopłacić, żeby UE miała na dopłaty zwane funduszami. Także dla Polski. A minister finansów Jacek Vincent Rostowski przekonuje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo Polska i tak jest „beneficjentem netto” i „polskie podmioty zyskują dużo więcej niż będziemy wpłacali". Hm, dziewięć lat polskiego członkostwa w UE minęło, a jakoś bilansu zysków i strat, tego, co wpłaciliśmy, co dostaliśmy, a przede wszystkim – ile kosztowało Polskę wprowadzanie unijnych dyrektyw  nie widać. A właściwie – jeden taki dokument powstał – Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej opublikowała „Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu?”, znany lepiej pod nazwą Raportu Hausnera. Jest on ogólnie dostępny w internecie. Nic dziwnego, że politycy i przywiązane do władzy media pomijają ten dokument milczeniem – po co babcię denerwować mówiąc, że z tych unijnych funduszy to więcej problemów niż pożytku? Że polska gospodarka dzięki unijnej redystrybucji zwija się miast rozwijać i w końcu zostaniemy z kosztami i długami, których nie będzie jak spłacić? Tak czy owak skądś trzeba ściągnąć pieniądze na potrzeby UE. A tu w kasie coraz bardziej pusto – Polska w pierwszym kwartale wyrobiła 70% normy deficytu budżetowego. Czyli trzeba sięgnąć do kieszeni podatników, najlepiej pod pozorem walki z oszustami. Na tej podstawie powstają dwa projekty. Pierwszy zakłada wprowadzenie w ordynacji podatkowej przepisów o klauzuli obejścia prawa podatkowego. Dzięki temu fiskus będzie interpretować działania podatników, czy aby nie próbują oni obchodzić prawa by obniżyć podatki, a jeśli uzna, że tak – wlepi urzędowy domiar i urzędową karę. Ponieważ w 2012 r. skarbówka wydała 36,8 tysiąca indywidualnych interpretacji prawa podatkowego, więc ściągalność powinna być duża. Drugi projekt zakłada powstanie dwu instytucji, w tym Rady ds. Unikania Opodatkowania, której członkowie za 700 tysięcy pln rocznie będą wyszukiwać luki w prawie i jednocześnie pełnić rolę biegłych w postępowaniach podatkowych. W tym kontekście nie ma się co cieszyć z pomysłu, by to urzędy skarbowe rozliczały nasze podatki. Przedsiębiorcy dostaną dodatkowe obowiązki, ale jeśli ktoś liczy, że w ten sposób to skarbówka będzie ponosić odpowiedzialność za źle rozliczone PIT – y, to jest w błędzie. Jak zwykle po kieszeni dostaną podatnicy. Michał Nawrocki Fot.: internet / MN

Rostowski uszczelnia system podatkowy

Urzędnik, zwłaszcza z ministerstwa finansów, to specyficzna persona. Znajomy opowiadał mi kiedyś jak jeden z wiceministrów powiedział mu (znali się z lat szkolnych), że jego nie interesuje to, jak żyje się ludziom, a jedynie to, co zrobić, by do budżetu państwa spłynęło jak najwięcej kasy.
Cóż, to się nazywa chyba właśnie profesjonalizmem. Człek zna swą powinność i bez uczuć wyższych stara się wypełnić ją jak najlepiej potrafi. Profesjonalne wyciskanie obywatela, niczym cytryny. Tak skonstruować system, aby nawet grosik, który mógłby zasilić kasę rządu, nie umknął gdzieś boczkiem. Minister Rostowski również należy do profesjonalistów, wie, gdzie szukać, żeby znaleźć. O tym, że nasz Vincent nie marnuje czasu informuje "Puls Biznesu", który "dotarł" do planów ministerstwa finansów zmierzających do uszczelnienia systemu podatkowego. Urzędnicy MF poszukują wszelkich luk w prawie, tak by legalnie dotąd ratowane przez podatników pieniądze wyrwać nam niczym złodziejaszek. "Ministerstwo Finansów (MF) rusza z krucjatą przeciwko zgodnym z prawem możliwościom unikania przez firmy podatków oraz dziurom w przepisach, pozwalającym zaoszczędzić kosztem budżetu państwa. Przedstawiło projekt zmian w ustawie o CIT i PIT, którego celem jest wycięcie szeregu metod tzw. optymalizacji podatkowej." - pisze "PB". Wszędzie, gdzie podatek dochodowy może być płacony - ma być płacony! To rozkaz ministra Rostowskiego. M.in. tzw. polisolokaty, które miały być wolną od "podatku Belki" alternatywą po tym, jak MF opodatkowały codziennie kapitalizowane lokaty, już wolne od podatku nie będą. Ciekawe, że w sukurs ministrowi Rostowskiemu idzie prof. Witold Modzelewski, który stanowi obecnie część gabinetu cieni "premiera technicznego" z namaszczenia PiS, prof. Glińskiego. Dla "PB" mówi on: "W Polsce łatwo się unika opodatkowania. Resort finansów powinien się za to wziąć już 5 lat temu. Jednak lepiej późno niż wcale. Widać, że katastrofa dochodów budżetowych czegoś nauczyła MF". Ja w związku z tym już teraz bardzo dziękuję za "premiera technicznego" i jego gabinet cieni. Jedni i drudzy to niezgorsze opryszki, jak się okazuje. Najpierw długi czas obserwują swoją ofiarę, poznają jej rozkład dnia, by w najbardziej odpowiednim momencie zrobić zamach na jej majątek. I co na to wszystko Wielki Dziad Proszalny czyli nasz Naczelny Żebrak Kraju, Donald Żebrzący? Ponoć kocha przedsiębiorczość i chce dla niej ułatwień. Czy ruszając wkrótce w kraj swoim Żebro-busem (co zapowiedział niedawno) będzie przepraszał za Rostowskiego? I że on chce, ale ten podły Vincent przydusza i nie pozwala? Paweł Sztąberek

Ministerstwo Finansów – największy wróg człowieka!

Ministerstwo Finansów rządu III RP ogłosiło w czwartek, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Mowa oczywiście o stanie naszego długu publicznego. Rzeczniczka ministra Jacka Vincenta Rostowskiego zapewniła, że na pewno nie zbliżymy się w tym roku do ryzykownych progów. Słynny księgowy, bardzo zresztą kreatywny, Jacek V. Rostowski (może kiedyś będziemy pisać Jacek R. - oskarżony o fałszowanie dokumentów) ogłosił, ustami swojej rzeczniczki, pani Brzozy, że ma nowe propozycje. Co prawda dług ma być liczony według tej samej metodologii (zastrzega się Jacek R. tzn. minister Jacek Rostowski), ale "nowe propozycje mają skorygować wady związane z funkcjonowaniem w praktyce dotychczasowych zapisów związanych z uruchamianiem sankcji po przekroczeniu przez relację długu do PKB poziomu 50 proc. i 55 proc.".
Jak podaje portal Money.pl, Brzoza opisała to tak: "jednorazowe i przejściowe wydarzenia na koniec danego roku (x) mogą oznaczać, że w roku x+2 konieczne będzie uruchomienie sankcji, ze względu na przyczyny, które już dawno minęły, a nie ze względu na złą sytuację finansów publicznych. Sankcje te w okresie spowolnienia gospodarczego mogą spowodować dalsze ograniczenie tempa wzrostu gospodarczego, a tym samym dalszy wzrost relacji długu do PKB, nawet przy zahamowaniu wzrostu długu już w roku x+1.". Jak ktoś chce niech nad tym duma. Ministerstwo Finansów to - jakby ktoś nie wiedział - taki twór, który ma dbać o to, by państwo (rząd) miało jak najwięcej kasy, a jak najmniej problemów. Jednak pewnych problemów uniknąć się już nie da, o czym świadczą te wszystkie sztuczki, o czynieniu których ustami pani Brzozy komunikuje nam pan minister Rostowski. Jeśli ktoś myśli jeszcze, że ministerstwo finansów istnieje po to, by Polakom żyło się lepiej to jest w grubym błędzie. To tak jakby myśleć: "dobrze, że zostaliśmy okradzeni, bo dzięki temu złodziejowi będzie się żyło lepiej". Ministerstwo Finansów to największy wróg każdego człowieka, a budżet państwa to największy wróg budżetów domowych. A w tak rozbuchanym wydatkami potworze jak III RP (bękart "okrągłego stołu") jest to wróg szczególny. Troska ministra finansów o stan długu publicznego czy o kondycję budżetu państwa to nic innego jak zastanawianie się nad tym, jakby tu jeszcze bardziej oskubać współcześnie żyjących oraz przyszłe pokolenia. Nowe, "rewelacyjne" pomysły pana Vincenta to kolejna odsłona nieustannego strzyżenia owiec. A owcom tymczasem już się nawet beczeć nie chce. Paweł Sztąberek

A jednak „zielona wyspa”!

Minister Jacek Rostowski nie traci świetnego samopoczucia. Właśnie dowiedzieliśmy się z jego ust, iż nie dziwota, że polskie 5-latki (nie plany, nie, nie, lecz obligacje) osiągnęły najniższą w historii rentowność. "W piątek 3 sierpnia o godz. 15.30 rentowność obligacji 5-letnich emitowanych w złotych wyniosła 4,25 proc. i osiągnęła najniższy poziom w historii na rynku wtórnym. Poprzednio najniższy poziom miał miejsce 21 września 2005 r. i 28 lutego 2006 r., gdy wynosił 4,28 proc." - czytamy w komunikacie ministerstwa finansów. Sam minister Rostowski twierdzi, że ów stan to jedynie dowód na to, że inwestorzy doceniają rząd RP oraz prowadzoną przez niego politykę fiskalną. Minister dodał, że nawet gdyby po rządach PO doszli do władzy jacyś populiści to i tak nie uda im się zepsuć zbyt szybko tego, co w sferze porządkowania finansów publicznych osiągnął rząd.
Czyli jednak "zielona wyspa"! A może dalsze "rżnięcie głupa" przez pana ministra? W ostatnich dniach silnie, w stosunku do obcych walut, umocniła się złotówka. Zbieżność tego faktu z tym, że akurat teraz rząd wypuszczał kolejne obligacje może jest, a może nie jest przypadkowa. Pewnie niedługo dowiemy się ile eurosów wypuścił na rynek rządowy Bank Gospodarstwa Krajowego i ile złotówek za nie wchłonął, byleby tylko wzmocnić polską walutę, czyli tym samym - obniżyć wartość naszego długu? Poza tym zobaczmy jakie retoryczne kuriozum stosuje minister w swojej wypowiedzi: "w kryzysie Polska doznała jednego z najniższych wzrostów zadłużenia w relacji do PKB w całej Unii Europejskiej". Czyli zadłużamy się dalej, co prawda z "mniejszym przyrostem" ale jednak. To tak jakbyśmy obcinali sobie systematycznie po kawałku nogę, ale w pewnym momencie postanowilibyśmy, że od dziś będą to nieco mniejsze kawałki. Mistrz Rostowski, nie ma co! Paweł Sztąberek