Tag Archives: młodzież

Grzegorz Braun: Dlaczego wielu dzisiejszych wolnościowców nienawidzi Kościoła katolickiego?

Grzegorz Braun mówi m.in. o nowej generacji tzw. wolnościowców, którzy za wroga nr 1 upatrzyli sobie Kościół katolicki. Co proponują w zamian? Czy są świadomi faktu, jaki jest wkład Kościoła w wolnościowe oblicze cywilizacji łacińskiej?

O. Jacek Gniadek: Jak uczyć młodzież o zysku?

Na zakończenie ubiegłego roku szkolnego włączyłem się w program „Lekcje Ekonomii dla Młodzieży” organizowany przez Instytut Misesa i Stowarzyszenie KoLiber. Przez jeden tydzień zamieniłem się w nauczyciela podstaw ekonomii w IV Liceum Ogólnokształcącym im. św. Jana Pawła II w Tarnowie. Lekcje prowadziłem w ramach zajęć z podstaw przedsiębiorczości, a także w miejsce katechezy. Co ekonomia ma wspólnego z religią?

Porażka europejskich „Gwarancji dla młodzieży”

W grudniu 2012 r. Komisja Europejska ogłosiła program „Gwarancje dla młodzieży”. Miał polepszyć perspektywy zawodowe młodych ludzi w obliczu wysokiego bezrobocia osób w wieku 18-25 lat. Po trzech latach funkcjonowania nie widać efektów tego hucznie ogłoszonego programu. W ślad za politycznymi hasłami i doraźnymi rozwiązaniami nie poszły zmiany systemowe.

Polska młodzież – pokolenie odwracające się od demokracji

Każdy ustrój polityczny posiada własną formę legitymizacji, która uzasadnia jego istnienie. Ma ją również demokracja, która jest przedstawiana, jako „rządy większości”, choć bardziej pasuje do niej określenie „tyrania większości”. Jej podstawą jest procedura wyborów, których wyniki są ważne niezależnie od występującej frekwencji. System demokratyczny można jednak traktować, jako „tyranie mniejszości”, jeśli większość obywateli nie uczestniczy w wybieraniu władz.

Szkoła (nie)tolerancji

Ostatnio wśród polskich uczniów stały się modne petycje w sprawie zdejmowania krzyży ze szkolnych ścian. Zasadniczym argumentem, mającym uzasadniać słuszność składanych petycji, jest postulat neutralności światopoglądowej szkoły. Obok tego pojawiają się też twierdzenia, że wiszący w szkolnej sali krzyż dyskryminuje osoby o innym światopoglądzie. Szkopuł w tym, że neutralność światopoglądowa szkoły publicznej jest bzdurą absolutną. Wynika to ni mniej, nie więcej właśnie z faktu upaństwowienia systemu edukacji. Za wyjątkiem reformy  systemu szkolnictwa z 1990 r., wprowadzającej finansowanie placówek szkolnych przez samorządy terytorialne, oraz reformy ustroju szkolnego, wszystkie zmiany odnosiły się do programów nauczania. Wynikiem tego jest z jednej strony upolitycznienie treści nauczania, uzależnionych od zmieniających się partyjnych ministrów edukacji, z drugiej – dominacja partyjnych samorządowców nad zatrudnianiem dyrektorów i nauczycieli. Zwrócić też uwagę trzeba na fakt, że zakres programów nauczania nie jest wyznaczany przez specjalistów w danych dziedzinach, ale właśnie polityków. Ktoś pewnie zaprotestuje, że to nie kwestia upolityczniania szkoły ale wyraz troski o poziom edukacji. Jako pierwszy kontrargument przychodzi mi na myśl wrzawa, jaką co jakiś czas wywołuje zmiana kanonu lektur szkolnych. Ale to nie wszystko. Na stronach MEN można znaleźć zakładkę o reformie programowej wprowadzonej w 2009 r. I cóż to takiego czytamy na stronach 7 – 9 publikacji, sygnowanej przez minister Katarzynę Hall? Oto potrzeba reformy uzasadniana jest takimi słowy: Jeszcze kilka lat temu tylko około 50% uczniów z każdego rocznika podejmowało naukę w szkołach umożliwiających zdawanie matury. Dziś (2009), po ukończeniu gimnazjum, takie szkoły wybiera ponad 80% uczniów. Spośród nich około 80% z powodzeniem zdaje maturę [...] Założenie, że ponad 80% rocznika potrafi skutecznie i równie szybko nauczyć się tego wszystkiego, co było zaplanowane dla zdolniejszych 50%, jest źródłem paradoksu: pomimo nie mniejszego niż dawniej wysiłku wkładanego przez nauczycieli oraz zwiększonego zainteresowania uczniów zdobyciem wyższego wykształcenia, polskiej szkole nie udaje się osiągnąć satysfakcjonujących efektów kształcenia [zatem konieczna jest taka organizacja procesu nauczania, która] pozwoli uczniom w każdym z wybranych przedmiotów osiągnąć poziom, którego oczekiwaliśmy od absolwentów liceów w latach ich świetności. Czyli argument o „podnoszeniu jakości” między bajki można włożyć, skoro wszystkie kolejne próby kończą się obniżeniem tegoż poziomu. Nawiasem mówiąc należałoby przed wprowadzeniem zmian zastanowić się nad źródłami wysokiego poziomu nauczania „liceów w latach ich świetności” oraz przyczynami spadku poziomu nauczania. Znacznie ważniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie, czy wiszący w klasie krzyż jest faktycznie źródłem dyskryminacji światopoglądowej? Przede wszystkim nikt nie narzuca uczniom szkół publicznych przymusu uczestnictwa w praktykach religijnych. Z drugiej zaś strony kompletnie nie jest brany przez przeciwników krzyży w salach szkolnych fakt, że są one symbolami pewnego systemu uniwersalnych wartości – w tym poszanowania życia, wolności, ludzkiej godności i własności, które wpajać ma właśnie szkoła. Spora część przeciwników krzyży w szkołach argumentuje, że niewierzący też współfinansują państwowe szkolnictwo. Jest w tym paradoks, że domagają się poszanowania tych właśnie praw negując zbudowaną na nich religię, a proszę wierzyć – dzieci momentalnie wychwycą sprzeczność. W okresie szkolnym człowiek dopiero kształtuje swój system wartości i swoje relacje ze światem. Religia, niezależnie od tego czy się komuś to podoba, czy nie, jest w tym przypadku idealnym środkiem wyjaśnienia tak skomplikowanych wartości jak dobro i zło. Spór o krzyże na szkolnych ścianach uczy młodych ludzi jednego – że można siłą narzucić swoją wolę innym. A to jest bardzo niebezpieczne, bo o ile krucyfiks czy modlitwa nikomu jeszcze  nie zaszkodziły, o tyle siłowe narzucanie swoich poglądów (pamiętajmy, że to tylko incydenty, nie żądania masowe) innym – owszem. Michał Nawrocki