Tag Archives: monarchia

Wolą księcia od demokracji*

1 lipca 2012 roku odbyło się w Księstwie Liechtenstein referendum, w którym mieszkańcy zdecydowanie opowiedzieli się za utrzymaniem silnej władzy swojego monarchy. Przeciwko pomysłom lewicy, aby pozbawić wielkiego księcia Hansa Adama II von und zu Liechtenstein prawa absolutnego weta do ustaw i wyników ogólnokrajowych referendów, opowiedziało się 76 proc. głosujących.

Grzegorz Braun: Kiedyś eksportowaliśmy wolność, a dziś…

Grzegorz Braun, niezależny kandydat na prezydenta, w rozmowie z nowojorskim "Nowym Dziennikiem" mówi o swojej wizji państwa, o tym, o jakiej Polsce marzy i dlaczego kandyduje w demokratycznych wyborach mimo że deklaruje się jako monarchista.

Powrót króla?

Grzegorz Braun powiedział niedawno, że powrót monarchii to tylko kwestia czasu. Np. w Portugalii monarchiści już dziś rosną w siłę. Czy Portugalczycy mają już dość demokracji?

Chrześcijanin nie może nie być monarchistą

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie obserwowane od lat zjawisko bezmyślnego powtarzania pewnych formułek i tekstów. W tym wypadku nie chodzi jednak o powtarzanie tego, co podaje do myślenia pewna gazeta, którą Grzegorz Braun nazywa „Gwiazdą śmierci”, lecz o bezrefleksyjne powtarzanie tekstów będących dla chrześcijan chlebem codziennym.
Podczas spotkań z Grzegorzem Braunem częstokroć pada pytanie o monarchistyczne przekonania znanego reżysera, przy czym pytający zazwyczaj sprawiają wrażenie ludzi szczerze zdziwionych faktem, że ktoś może nie być demokratą. Dlaczego mnie to intryguje? Ano dlatego, że często są to ludzie, którzy właśnie wyszli z wieczornej Mszy św., gdzie powtarzali „Przyjdź KRÓLESTWO Twoje” albo śpiewali „My chcemy Boga, my PODDANI” czy „Maryjo, KRÓLOWO Polski”. Odmawiali, śpiewali, a potem wracali do swoich demokratycznych czy niekiedy nawet socjalistycznych postaw i poglądów. Istne (jak by powiedział Nikodem Dyzma) „fiksum dyrdum”. Jeszcze bardziej dziwię się niektórym księżom, którzy w kazaniach mówią coś o „obywatelach Królestwa Bożego”.... Chrześcijanin powinien pamiętać, że Bóg JEST KRÓLEM, że Jego Syn, Jezus Chrystus JEST KRÓLEM i dlatego też nie ma co walczyć o Jego intronizację. Bóg NIE JEST królem elekcyjnym i NIKT nie ustanowił Go królem. Tak samo Jego Syn. Przy okazji warto zauważyć, że jeśli ktoś ma prawo „intronizować” to ma też prawo „detronizować” i nikt mi nie zagwarantuje, że kiedyś jakaś „demokratycznie wybrana większość” nie pokusi się o akt detronizacji. Sprawa jest prosta: albo to uznajemy, albo nie mówmy, że jesteśmy chrześcijanami i nie powtarzajmy tekstów, z którymi nie współgrają nasze postawy i poglądy. Nie można być jednocześnie monarchistą i (co nie daj Boże!) socjalistą. Żadne gremium z Kolegium Kardynalskim i Soborem Powszechnym włącznie nie jest władne obalić MONARCHII Bożej. Bóg nie da się zmienić w „obywatela Boga” jak nieszczęsny król Ludwik XVI w „obywatela Capet”. Chrześcijanin NIE MOŻE nie być monarchistą i tyle. Oczywiście, Królestwo Boże jest przykładem monarchii idealnej, której nie dorównuje żadna ludzka instytucja o tej nazwie. Ale Pan Bóg pokazuje ludziom, że to ON ustanawia warunki i nikt nie znajdzie się w Jego Królestwie inaczej, niż je spełniając. Z Panem Bogiem nie ma dyskusji. W Królestwie Bożym nie ma parlamentu, debat, głosowań ani wyborów powszechnych. I chrześcijanie powinni MYŚLEĆ nad treścią, tego, co mówią i śpiewają. Cóż, nie każdy jest chrześcijaninem i nie każdy być nim musi. Bóg nikogo do niczego nie przymusza. Nie każdy musi być chrześcijaninem, ale skoro nim już jest, niech wie, że nie do niego należy ustalanie reguł gry. Jan Przybył Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

E. Michael Jones: Iluminaci i początek zmierzchu Zachodu

Po czterech latach zwłoki, 7 sierpnia 1773 roku, papież Klemens XIV uległ w końcu naciskom Burbonów oraz ich masońskich ministrów i rozwiązał znany na całym świecie zakon Towarzystwa Jezusowego. Jezuitów usunięto już wcześniej z Portugalii i Francji; zlikwidowanie ich zakonu przez Kościół, któremu pragnęli służyć, było posunięciem o nieprzewidzianych konsekwencjach dla Europy. Zaledwie jedno pokolenie później każda z dynastii, która przyłożyła rękę do jego rozwiązania, w tym również samo papiestwo, stanęły w obliczu rewolucji.

Demokracja już sto pięćdziesiąt razy obnażyła swoją wstrętną mordę

Nie jestem demokratą. Nie wierzę we frazes demokratyczny. Nie jest to kwestia wiary tylko rozpoznania, ponieważ frazes demokratyczny nie ma pokrycia w realu, to jest ściema, to jest zasłona dymna, to jest mgła. Demokratyzm to jest jeden z przesądów, któremu hołduje polska inteligencja.
Jeżeli ma tutaj jakieś nowe rozdanie nastąpić, jeśli ma być Polska za lat już nie dwieście, jak licytuje szatan w „dziadach” tylko krótkoterminowo, powiedzmy piętnaście – pięćdziesiąt jeśli ma być Polska, no to w te pędy trzeba wyzwolić się z tego przesądu demokratyzmu, z tego złudzenia, że się tę Polską przegłosuje. Gdyby demokratyczne wybory miały przynieść jakąkolwiek zmianę realną to byłyby zakazane. To nie jest mój bon mot, tylko powtarzam, ale to myślę jest dobre rozpoznanie rzeczywistości. Jestem monarchistą, modlę się o powrót króla. Jak by to miało nastąpić to jest osobna zupełnie historia. Państwo już tutaj zdążyliście się uśmiechnąć. Zaproście mnie na osobną dłuższą rozmowę na ten temat, ale nie zbywajcie tego lekceważącym uśmiechem. Demokracja już sto pięćdziesiąt razy doszła do ściany, obnażyła swoją wstrętną mordę i swoją prawdziwą naturę, i tutaj nie ma się co w tę twarz wpatrywać, już inaczej nie będzie. Natomiast jaki jest poza demokratyzmem zestaw tych przesądów, które powodują, że po 20 latach, od kiedy już nie filtruje naszej rozmowy sowiecki cenzor, od kiedy od czasu do czasu możemy sobie pogadać w takiej tutaj terapii zajęciowej w domu wariatów czy na jakiejś łączce w jakimś rezerwacie dla polskich Indian – możemy sobie pogadać, nikt nie stoi z pałką nad nami, i po 20 latach jesteśmy także w punkcie wyjścia w tych gawędach… A więc demokratyzm, a więc etatyzm, wiara w to, że to władza musi budować koniecznie jakąś gminę, Gdynię, jakieś koleje kłaść, porty budować i uczyć historii w szkołach. To wszystko jest etatyzm – wiara w to, że Polacy sobie tego wszystkiego sami nie zrobią, jeśli nie będzie władzy w Warszawie, która im każe się im Polski uczyć, która im każe Polskę budować, etatyzm. Etatyzm to jest drugi przesąd. Trzeci, w istocie hierarchicznie najważniejszy to będzie, nazwijmy to, ale to będzie w skrócie – modernizm polskiej inteligencji w podejściu do najważniejszej kwestii życia i śmierci, to znaczy w stosunku do Kościoła Katolickiego. Inteligencja polska jest zmodernizowana doszczętnie i nie traktuje poważnie Kościoła, i nie przychodzi mu na ratunek. Nie tylko nie przychodzi mu na ratunek, ale go zdradza po raz kolejny, nie wiadomo, który. Inteligencja polska nie kocha, nie szanuje tradycji tak, jak tradycja na to zasługuje. To trzeci przesąd. Jaki jest przesąd czwarty, bardzo istotny? I tu muszę się odwołać się do tej gawędy, dygresję zrobię. Wysłuchałem tego tutaj przeglądu wydarzeń, który trwał dobrych kilkadziesiąt minut i jestem lekko stremowany, to znaczy bardzo mi zaimponowali koledzy tą zdolnością do takiego błyskotliwego rozbawiania się rzeczywistością. Ja już się nie bawię – mnie się zdaje, że, tak jak to zresztą kolega Ziemkiewicz powiedział, przypomniał, że to błąd był w 39. roku nie ogłosić, że mamy wojnę z sowietami. Otóż ja mam wrażenie, że kolega Ziemkiewicz, dostrzegając tamten błąd, dzisiaj zachowuje się tak, jakby nie było wojny. Moja chata z kraja, ja jestem z prowincji, mentalnie jestem z lasu świętokrzyskiego, i nie rozumiem, jak wy, przepraszam państwa wszystkich, tutaj w Warszawie możecie tak jednak bywać nawzajem u siebie. Już pal sześć tego grilla, ale jak to w ogóle jest możliwe. Liczyłem na to, że zastanę tutaj kolegę redaktora Warzechę i wreszcie się dowiem, kto był jego, jak to mówią, mentorem czy tutorem w tym collegium invisibilium, takim jakimś Latającym Holendrze polskiego życia akademickiego. Tam i Bronisław Geremek i różne inne demony naszej historii najnowszej były w radzie naukowej tej instytucji, i kolega Warzecha, który, jak wyczytałem, pobierał tam jakieś nauki w latach 90-tych, a dzisiaj jest tym, kto na łamach stołecznego dziennika chwali pana premiera Kaczyńskiego za to, że wygłosił wreszcie ten akt kapitulacji, to znaczy już na szczęście nic nie wspomniał o zamachu smoleńskim i kolega redaktor Warzecha chwali premiera Kaczyńskiego za to, że wreszcie pomachał białą flagą. No, jakoś ja mam zupełnie inny przegląd wydarzeń tego ostatniego tygodnia niż tutaj państwo mogliście usłyszeć. Ja mam wrażenie, że to jest jakiś inny świat, mam wrażenie, że tutaj kule powinny świstać, a jest kabaret, są jakieś żarty. Bo tu jest kolejny przesąd polskiej inteligencji – pacyfizm. Wiara w to, że można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną wyprawieni na tamten świat w sposób nagły, drastyczny i nieprzyjemny… no, powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów Wyborczej i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych – TVN. Nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli, ze starego reżimu przeszli w nowe lata suchą stopą. Bo jeśli się tego nie rozstrzela co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma. Skoro nie jest karana karą główną zdrada państwa, no to jest popyt, jest rynek na zdradę i zaprzaństwo. Ja oczywiście rozumiem, że nawet jak byśmy się tu skrzyknęli, moglibyśmy dzisiejszego wieczora nie za wiele dokazać na latarniach okolicznych, ale my nawet, w tych przesądach inteligenckich, im z góry obiecujemy, że takiej kary nie będzie. My im obiecujemy, że broń Boże. No i ostatni przesąd polskiej inteligencji, którego istnienie wysnuję znowu z tego przeglądu prasy, który tutaj był. Wymienione zostały różne stolice, w których urzędują ludzie nie chcący niepodległej Polski, to znaczy jak zwykle Moskwa, Berlin, Bruksela. Gdzieś tam majaczy Waszyngton. Jeżeli ktoś opowiada, snuje narrację współczesną, politologiczną i nie wspomina o tym, co tam w Tel Awiwie piszczy, to kpi albo o drogę pyta, po prostu nie da się tej układanki… nie da się tego poukładać. Ja zaglądam obsesyjnie od kwartału, od roku na portale izraelskie, czytam gazety, doniesienia agencyjne w języku angielskim, bo tamtejszym nie władam, i tam codziennie o wojnie piszą – jako o realności, czy ta wojna będzie jutro, czy pojutrze. W naszych przeglądach prasy tego nie ma. To nie jest takie dziwne, że w „Gazecie Wyborczej” państwo o tym nie przeczytacie, że Gwiazda Śmierci robi tę propagandę, prowojenną propagandę przez przemilczenie. Ale że państwo w gazetach – jak tutaj słyszę takie słowo „nasi” – w „Gazecie Polskiej” w „Nowym Państwie”… „Nowe Państwo” z ostatniego miesiąca ma taką okładkę: w mundurze SS-mana prezydent Ahmadineżad, i tam jest napisane: „Czy Iran podpali świat?” No, to jest sowiecka propaganda. No, na miłość Boską, po pierwsze nawet, jeśli umówimy się, że w Teheranie urzędują jacyś goście, którzy nie są bohaterami naszego romansu, to jest jakaś inna planeta, ale ja nie czytałem na przykład, żeby jakiś irański artysta zrobił taki happening: „Trzy miliony Irańczyków ma przyjechać do Polski”, nie słyszałem. Natomiast mam być sojusznikiem państwa w tej wojnie, na którą mnie prowadzą, prowadzi mnie pospołu redakcja Gwiazdy Śmierci z Czerskiej i redakcja jednej, drugiej i trzeciej gazety, które udają, że tego czynnika nie ma w polskiej polityce i w polityce globalnej, prowadzą mnie na wojnę – za co? Jeszcze raz pójdziemy – byliśmy już na paru wojnach. Pojechał nowy kontyngent ze Szczecina do Afganistanu. I ja generalnie właśnie staram się nie być pacyfistą, tak się przezbrajam, bo jestem przecież polskim inteligentem ochwaconym w powiciu, więc się leczę z tego wszystkiego, więc generalnie nie mam nic przeciwko temu, żeby oni latali na jakąś wojnę, jeśli tam się czegoś uczą. Ale widzę taki problem, że jeżeli polscy żołnierze gdzieś w jakiejś wojnie za górami są używani do tego, żeby pełnić rolę żandarmów, to oni nie uczą się tego, co będzie im potrzebne, żeby bronić, powiedzmy, tych post-peerelowskich granic, nawet żeby to obronili. Więc to złudzenie, które z tego braku przekazu wysnuwam, z tej nieobecności w narracji, nawet w naszej poczciwej, patriotycznej, nieobecności słonia w menażerii – to złudzenie nazwijmy judeoidealizmem, w odróżnieniu od tego, co nazwałbym judeorealizmem. Wzywam do judeorealizmu, to znaczy do dostrzegania tego, że w polityce i w polskiej historii, i w aktualnej, współczesnej układance politycznej nie da się rozwiązać sensownie rebusa, jeśli się udaje, że słoń w menażerii nie stoi, a on stoi tymczasem na poczesnym miejscu. Grzegorz Braun Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Jest to wypowiedź Grzegorza Brauna wygłoszona 10 września 2012 roku w Klubie Ronina. To właśnie ta wypowiedź spowodowała ostatnio wrzawę w postępackich mediach, ale również w niektórych środowiskach tzw. prawicy, wśród niektórych publicystów i polityków. Za: prawica.net

Starcie monarchii z demokracją

W 2007 roku na ekrany polskich kin wszedł film pt. „Królowa” w reżyserii Stephena Frearsa. Akcja tego filmu skupia się na tygodniu następującym po tragicznej śmierci księżnej Diany Spencer w sierpniu 1997 roku. Była ona pierwszą żoną księcia Karola. Mimo tego, że na rok przed swoją śmiercią rozwiodła się z następcą do tronu brytyjskiego, można powiedzieć, że była ona nadal blisko związana z brytyjską rodziną królewską. Najbliższe otoczenie królowej Elżbiety II nie ukrywało, że czuje niechęć do byłej żony księcia Karola. I w zasadzie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. W końcu każdy poważny polityk, a już tym bardziej monarcha ma prawo kogoś nie lubić. Jest to prywatna sprawa dworu królewskiego. We wspomnianym filmie Frears dał do zrozumienia, że nie jest to prawdą. Wszystko zaczyna się od tragicznej śmierci Diany Spencer 31 VIII 1997 roku w Paryżu. Cały Świat był wstrząśnięty tą informacją. Wspomniana była żona księcia Karola angażowała się bowiem w działalność charytatywną, dzięki czemu zyskała sobie sympatię wśród tzw. ludu. Z całego świata przychodziły głębokie wyrazy współczucia po stracie tak ważnej osobistości. Każdy szanujący się polityk zareagował na tę tragiczną wieść, oprócz królowej Elżbiety II. Jej najbliższe otoczenie nie zdecydowało się na żadne oświadczenie dla prasy. Królowa wówczas zdecydowała się wyjechać do swej letniej rezydencji. Tymczasem nowy rząd Tony’ego Blaira prowadził w tej sprawie zupełnie inną politykę. Chciał on, by królowa natychmiast wróciła do Londynu, ponieważ tego dopominali się…ludzie. Film „Królowa” prezentuje nam dwa modele rządzenia, które w różny sposób widzą śmierć księżnej Diany. Elżbieta II, która reprezentowała królewski, konserwatywny sposób rządzenia kategorycznie sprzeciwiała się organizowaniu publicznego pogrzebu wspomnianej księżnej. W jej opinii Diana nie była osobą na tyle ważną w rodzinie królewskiej, by przeprowadzać takie publiczne „przedstawienie”. Twierdziła, że wystarczy jej prywatne nabożeństwo żałobne w gronie rodzinnym. Rzeczą niedopuszczalną dla królowej Wielkiej Brytanii było publiczne wystąpienie przed kamerami w związku ze śmiercią wspomnianej osoby. Premier Tony Blair reprezentował demokratyczny model rządzenia. Uważał on, że w obecnej sytuacji należy słuchać się zwykłych ludzi. To w końcu oni większością głosów zdecydowali, że został premierem Wielkiej Brytanii. Jak nietrudno się domyśleć, lud zaczął popierać premiera Blaira. Większość społeczeństwa angielskiego za sprawą mediów była przekonywana, że rodzina królewska źle postępowała, ignorując sprawę pogrzebu ukochanej księżnej Diany. Gazety krytykowały dwór Elżbiety II. W końcu zaczęły publikować sondaże, z których jednoznacznie wynikało, że większość społeczeństwa angielskiego chce zniesienia monarchii. Co w związku z tym mogła zrobić władczyni Wielkiej Brytanii? Nie miała wyboru. W końcu musiała ulec namowom Tony’ego Blaira. Zgodnie z rozkazem premiera, wybranego w wyborach demokratycznych, królowa wróciła ze swej rezydencji z powrotem do Londynu. Wzięła udział w publicznym pogrzebie księżnej Diany. Zdecydowała się także na publiczne wystąpienie w orędziu telewizyjnym. W filmie Stephena Frearsa wszystko skończyło się dobrze – w tym sensie, że konserwatywna królowa zaczęła prowadzić politykę bardziej demokratyczną. Film „Królowa” miał za zadanie ośmieszyć konserwatywne myślenie królowej Elżbiety. W dzisiejszych czasach media co chwilę powtarzają nam, że trzeba iść z biegiem czasu, że należy być tolerancyjnym i wierzyć, że demokracja to najlepszy z możliwych ustrojów politycznych. Dlatego dzisiaj prawdziwy przywódca powinien słuchać się społeczeństwa i nie powinien mieć własnego zdania. Nawet, jeśli to społeczeństwo źle doradza politykowi, to i tak należy wystrzegać się konserwatyzmu, czyli zdrowego rozsądku, bowiem nie wypada tak myśleć w XXI wieku. Dziś niektórzy dziwią się, dlaczego mamy tak niekompetentnych polityków na najwyższych szczytach władzy? Taka sytuacja spowodowana jest tym, że obecnie prawdziwy polityk w wielu ważnych dla kraju sprawach nie ma swojego, własnego zdania. Teraz prawdziwy przywódca powinien słuchać się zwykłych ludzi, którzy mu powiedzą, w jaki sposób powinien prowadzić politykę. Jeśli ktoś zaczyna mówić o konkretach, natychmiast zostaje mu przypięta łatka osoby konserwatywnej, kontrowersyjnej, a w najgorszym razie nietolerancyjnej. Tacy politycy natychmiast są spychani na boczny tor życia politycznego. Zachęcam do obejrzenia „Królowej” Stephena Frearsa, choć z góry zastrzegam, że ten film jest właściwie o niczym. Opowiada bowiem o przygotowaniach do pogrzebu księżnej Diany. Został tam wytworzony sztuczny problem, polegający na tym, że królowa Elżbieta II po prostu nie lubiła byłej żony Karola, co nie spodobało się tamtejszej opinii publicznej. Tę sytuację wykorzystał premier Tony Blair, który zyskał sobie poparcie zwykłych ludzi nie za to, że poprawił ich sytuację materialną (np. obniżając podatki), ale za to, że namówił konserwatywną królową do zmiany jej planów co do wspomnianego pogrzebu. W ten oto błahy sposób można dziś zostać liderem w sondażach. Janusz Korwin – Mikke dość często przypomina słowa współzałożyciela Unii Polityki Realnej Stefana Kisielewskiego, który stwierdził, że socjalizm to taki ustrój, w którym bohatersko rozwiązuje się problemy nieznane w żadnym innym ustroju. Myślę, że to samo można powiedzieć o demokracji. Tylko w tego typu państwach rozwiązuje się tak „poważne” problemy jak przygotowania do pogrzebu byłej żony księcia Karola. Mateusz Teska Foto: http://malarstwo.awardspace.info P.S. Artykuł „Starcie monarchii z demokracją” napisałem kilkanaście godzin przed tragiczną śmiercią przywódców III Rzeczypospolitej. W Polsce wprowadzono tygodniową żałobę narodową. Obowiązki prezydenta RP zgodnie z naszą Konstytucją sprawuje marszałek Sejmu, czyli Bronisław Komorowski. W związku z zaistniałą sytuacją, w najbliższym czasie dojdzie do przyspieszonych wyborów prezydenckich. Miejmy nadzieję, że polscy politycy nie będą wykorzystywać żałoby do prowadzenia kampanii wyborczej, jak to zrobił Tony Blair w filmie „Królowa”.

W rocznicę śmierci króla

Z naszej poczty... Organizacja Monarchistów Polskich, małopolska dzielnica Falangi oraz małopolski oddział Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego zapraszają do udziału w upamiętnieniu rocznicy zamordowania króla Ludwika XVI podczas zbrodniczej Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej, która stała się początkiem cywilizacyjnej i politycznej degrengolady Francji i Europy, obserwowanej przez świat do dziś. W ramach upamiętnienia planowana jest modlitwa o przywrócenie monarchii przy grobach królów na Wawelu, a następnie przemarsz pod konsulat państwa francuskiego i złożenie pod nim kwiatów. Uczestnicy spotkają się 21 stycznia (czwartek), o godz. 14:45 w Krakowie, przed wejściem do Katedry Wawelskiej. Adrian Nikiel Strona Autora: www.legitymizm.org