Tag Archives: moralność

Moralność kapitalizmu: Ten zyskuje najwięcej, kto najlepiej służy

„Najlepszym atakiem jest dobra obrona” - strategia ta może być przydatna do wyłonienia zwycięzców i przegranych na wojnie albo w różnych konkurencyjnych sportach. Ale taka ofensywno-obronna terminologia jest myląca w odniesieniu do wolnorynkowej konkurencji.

Dwa oblicza moralności

Zagadki życia nie jesteśmy w stanie rozwiązać. Urodziliśmy się, ale nie wiadomo dlaczego? W pewnym momencie musimy umrzeć, ale nie wiadomo kiedy, gdzie i jak. Wszystko o co możemy pytać to: "Czego człowiek szuka w życiu? Czego człowiek chce od życia?"

O klasycznym liberalizmie

W Wielkiej Brytanii ukazała się niedawno książka zawierająca wybrane eseje uznanego za jednego z najwybitniejszych brytyjskich libertarian swojej epoki - Chrisa Tame'a. Oryginalny tytuł tego zbioru to "The Science of Liberty: Selected Essays on Politics, Culture and Economics".

O moralności podatkowej państwa

Prace nad nową ordynacją podatkową toczą się w zaciszu ministerialnych gabinetów. Z przecieków docierających do najbardziej zainteresowanych, czyli do zwykłych ludzi docierają szczątkowe wieści. Ale nietrudno się domyślić, że "znowu wygra interes budżetu, a nie obywateli", co na łamach "Naszego Dziennika" zauważa dr hab. Feliks Grądalski.

Antysocjalistyczna katolicka nauka społeczna

Współczesność stawia przed katolikami wiele wyzwań społecznych, gospodarczych i politycznych. Na część z nich starała się odpowiedzieć Konferencja Episkopatu Polski w ogłoszonym 29 marca 2012 dokumencie „W trosce o człowieka i dobro wspólne”. By prawidłowo odczytać dokument polskich biskupów należy odwołać się do katolickiej nauki społecznej zawartej w papieskich encyklikach społecznych. Są one doskonałą receptą na kłopoty współczesnych społeczeństw.
Wbrew kłamstwom (promowanym przez antykatolickie media, kreujących na autorytety posoborowych heretyków) katolicka nauka społeczna nie ma nic wspólnego z socjalizmem. Lektura encyklik papieskich (dziś najczęściej ukrywanych przed katolikami przez posoborowych fanatyków) uświadamia jak trafnie antysocjalistyczne są to dokumenty. Jak doskonale papieże definiowali przyczyny i przyszłe problemy wynikające z państwowej tyrani. Definiowali często dużo wcześniej niż one wystąpiły. Równocześnie nauczanie Kościoła Katolickiego ukazuje niezbędność moralności do funkcjonowania rynku (co jest świetną odtrutką na szkodliwe brednie części libertarian chcących wyzwolić ludzi z moralności i relacji społecznych). Prawowita władze i obowiązek buntu wobec tyrani W swym nauczaniu papieże wskazywali, że fundamentem dobrego państwa jest katolicyzm. Katolicyzm ukazujący służebność władzy wobec poddanych, obowiązek obrony przez władze praw i wolności. Potrzebę oparcia się w życiu społecznym na moralności. Potrzebę zapewnienia przez władze obywatelom bezpieczeństwa i możliwości kreatywnego funkcjonowania. Katolicka nauka społeczna ukazuje zagrożenia płynące z nieograniczonej władzy państwa. Leon XIII w encyklice z 1881 roku "Divturnum illud - o władzy politycznej" pisał o wynikającej z natury potrzebie istnienia władzy. Władza jest charyzmatem z natury pochodzącym od Boga, a nie od ludzi, choć to ludzie mogą obierać władców. Tym samym papież odrzucał teorie władzy wywodzącej się z umowy społecznej. Władza ze swej natury ma być sprawiedliwa i dążyć do dobra ogólnego. Naród ma prawo do przyjęcia formy rządów zgodnej z własną tożsamością kulturową. Kościół nakazuje posłuszeństwo prawowitej władzy (czym wprowadza rozróżnienie na władzę prawowitą i nie prawowitą). ”Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa naturalnego lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak i wykonanie go byłoby zbrodnią”. Władca występujący przeciw prawu naturalnemu i prawom Boga przestaje być władcą a staje się tyranią. Poddani zaś mają obowiązek nieposłuszeństwa wobec władzy tyrańskiej. Papież pouczał że „urzędy publiczne służyć powinny dobru rządzonych, a nie tych, którzy je piastują”. Leon XIII w encyklice „Immortale dei – o państwie chrześcijańskim" z 1885 roku pisał, że władza winna troszczyć się o dobro publiczne. Nie jest ważne, jaką formę przyjmuje władza ”byle publicznemu dobru przydatną”. „Rząd zatem ma być sprawiedliwy, nie despotyczny, ale na kształt ojcowskiej władzy”. "Sprawować rządy należy dla pożytku poddanych na to bowiem jedynie zwierzchnictwo posiadają władze, by się o dobro publiczne troszczyły” (kluczowe jest właśnie słowo "jedynie"). Zdaniem Ojca Świętego „nie godzi się żadną miarą, by [władza] dobru jednego lub kilku służyła”. Papież upomina o obowiązku posłuszeństwa prawowitej władzy, ”nie wolno pomiatać prawowitą władzą, bez względu na to, kto ją piastuje” [czym kolejny raz wprowadza niezwykle istotne dla katolicyzmu rozróżnienie prawowitej i nie prawowitej władzy]. Papież w swej encyklice pisał też o potrzebie ograniczenia kompetencji władzy, akceptacji Kościoła dla każdej zgodnej z dobrem powszechnym formy władzy, powszechnym obowiązku troski o dobro powszechne. Leon XIII w „Sapientiae Christianae - o obowiązkach chrześcijan jako obywateli” z 1889 pisał że ”grzechem jest poniewieranie praw Chrystusowych gwoli posłuszeństwa dla władz ziemskich” i że „więcej trzeba być posłusznym Bogu niż ludziom (Dz Ap 5. 29)”. Papież kolejny raz pisał też o Boskim pochodzeniu prawowitej władzy, której należy się posłuszeństwo. „Ale gdy prawa państwa zbaczają od prawa Bożego, gdy sprzeciwiają się prawom religii chrześcijańskiej i Kościoła [...] wtenczas zdrożnym jest ich słuchać, obowiązkiem zaś opierać się im i to nie tylko w interesie Kościoła, lecz także we własnym interesie państwa samego, na którego zgubę wszystko obrócić się musi, co się dzieje z krzywdą religii”. Papież Pius XI w encyklice „Divini Redemptoris” zobowiązał państwo do: powstrzymania propagandy komunistycznej, zapewnienia godnych warunków życia, gwarantowania wolności Kościołowi i nakłonienia klas posiadających do zapewnienia pracy ojcom rodzin. Z lektury encyklik papieskich wynika więc jednoznacznie, że katolik ma obowiązek walki z tyranią, obalenia nieprawowitej władzy. Ma obowiązek nieposłuszeństwa wobec tych osób i instytucji, które zmuszają go do płacenia podatków na, czy do akceptacji dla: aborcji, akceptacji zboczeń seksualnych, in vitro, antykoncepcji, socjalizmu, fiskalizmu, biurokracji, interwencjonizmu czy laicyzacji. Prawo Leon XIII w „Quod apostolici muneris” pisał, że „Gdyby zaś samowola ustawodawców i władców nakazywała lub wprowadzała, co zaprzeczałoby prawu Bożemu lub naturalnemu, to godność i obowiązek chrześcijańskiego imienia a także wskazanie apostolskie zalecają, >bardziej słuchać Boga niż ludzi< (Dz Ap 5. 29) ”. Leon XIII w „Immortale Dei” pisał że „ustawy mają [mieć] na celu dobro powszechne, nie zachcianki i namiętności ludu, nie kaprys i błędne mniemanie tłumu, ale prawdę i słuszność”. W „Sapientiae Christianae” papież stwierdził że ”Prawo nie jest niczym innym, jak rozporządzeniem wydanym przez prawowitą władzę odpowiednio dla zasad rozsądku, a ku ogólnemu dobru” [przepisy nieprawowitej władzy nie są więc prawem]. Papież głosił że „Przepisy ustanowione przeciw woli Bożej [...] nie są [...] prawem”. Dając tym samym prawo do walki z nieprawowitą władzą. „Jeżeli ustawy ludzkie zawierają cokolwiek, co jest przeciw prawu Bożemu, jest to rzeczą słuszną i obowiązkiem nie słuchać ich” [zwracam uwagę na to, że  nakaz sprzeciwu dotyczy nawet wtedy, gdy tylko część unormowań jest niemoralna]. Prawo według nauczania katolickiego musi być zgodne z dobrem powszechnym]. Pius XI w „Divini Redemptoris” kreślił katalog praw danych człowiekowi przez Boga. W katalogu tym znalazło się prawo do: życia, zdrowia, katolickiego stylu życia, zrzeszania się, własności i korzyści z niej płynących, zakładania rodziny. Z nauczania Kościoła jednoznacznie wynika że dla zbawienia własnego katolik nie może przestrzegać antykatolickich przepisów. To, że katolik ma obowiązek sabotowania tyranii, ma zakaz płacenia podatków nieprawowitej władzy (która te pieniądze wydaje na mordowanie nienarodzonych dzieci czy demoralizacje). Człowiek Dla Kościoła katolickiego (co wyraził Leon XIII w „Quod apostolici muneris”) „Równość ludzi polega na tym, że posiadamy wszyscy tą samą naturę” i że „będą pojedynczo sądzeni według tego samego prawa, otrzymując według zasług karę lub nagrodę” . A celem ludzi jest troska o dobro wspólne. W „Rerum Novarum” Leon XIII papież pisał że to „co w nas góruje i nas wyszczególnia, co człowieka czyni człowiekiem i jest rodzajowo zupełnie różne od zwierzęcia to umysł, czyli rozum”. Dla papieża prawo własności wynika z tego, że jesteśmy istotami rozumnymi. Kościół w swym nauczaniu dostrzegał istotną rolę społeczeństwa. Pius XI w „Divini Redemptoris” pisał, że „w społeczeństwie rozwijają się wszechstronnie wszystkie wrodzone człowiekowi zdolności indywidualne i społeczne”. Papież równocześnie dostrzegał że ”Tylko człowiek, osobowość człowieka, żadne zaś społeczeństwo nie jest obdarzone rozumem i wolną wolą” więc „Społeczeństwo nie może pozbawić człowieka praw przez Boga mu udzielonych [...] ani nie może też uniemożliwić posługiwanie się nimi”. Rodzina Na doniosłą rolę rodziny zwrócił uwagę Leon XIII w „Rerum Novarum”. W swej encyklice następca świętego Piotra pisał o tym, że rodzina jest uprzednia wobec państwa. Zdaniem papieża „Władza ojcowska nie może być obalona ani zagarnięta przez państwo”. „A żadna ustawa ludzka nie może odjąć człowiekowi naturalnego i pierwotnego prawa do zawarcia małżeństwa i prokreacji”. Dlatego też wyrazem posłuszeństwa wobec Kościoła jest walka z państwowym szkolnictwem edukacji. Pomoc potrzebującym Kościół Katolicki obowiązkiem pomocy obarczył jednostki, nie państwo. Leon XIII w „Rerum Novarum” pisał że „Nie ma też przyczyny, aby żądać ogólnej opieki państwa”. Katolik ma obowiązek pomocy potrzebującym z tego, co mu zbywa i nie jest mu potrzebne do życia . Obowiązek pomocy potrzebującym jest „obowiązkiem nie sprawiedliwości tylko miłości, do którego spełnienia w drodze prawnej nikogo przymuszać nie można”. Dodatkowo papież twierdził, że ”nie powinno państwo pochłaniać i słusznej samodzielności pozbawiać ani jednostki, ani rodziny”. Papież w encyklice „Graves de Communi” propagował bezpośrednią pomoc potrzebującym pisząc „nie tylko nie poniża ona w godności człowieka, ale raczej zacieśnia węzły towarzyskiego pożycia”. Odebranie ludziom tej możliwości przez publiczny system pomocy niszczy więzi społeczne a przez to niszczy społeczeństwo. Kościół głosi potrzebę wytworzenia w ludziach postawy samo odpowiedzialności i zapobiegliwości, postawy troski o słabszych. W encyklice „Quod apostolici muneris” papież ukazał jak przez wieki Kościół Katolicki dbał o pomoc potrzebującym. ”Kościół stara się, by wszędzie na ziemi budowano dla nich [ubogich] domy, szpitale i ośrodki, przyjmujące ich pod swoją opiekę”. Właściwy kształt systemu pomocy społecznej określił papież Pius XI w encyklice ”O małżeństwie chrześcijańskim”. Papież głosił, że powinna obowiązywać zasada pomocniczości, zgodnie z którą o swoje bezpieczeństwo socjalne mają dbać indywidualnie sami ludzie. Jeśli nie radzą sobie, mogą skorzystać z pomocy organizacji charytatywnej utrzymującej się z dobrowolnie otrzymanych środków. Pomocy tej nie można zmarnotrawić. Jeżeli ta pomoc nie starcza, mogą pomóc instytucje publiczne. Zdaniem papieża trzeba nauczyć potrzebujących jak pracą zdobyć środki na utrzymanie. Upowszechnić w społeczeństwie własność, by było z czego pomagać potrzebującym. Upowszechnić opiekę rodzin nad potrzebującymi, by reaktywować więzi rodzinne i niszczyć egoizm. Zdaniem papieża społeczeństwo nie może usuwać poza swój nawias potrzebujących. Organizacje katolickie i inne organizacje pozarządowe (bez korzystania ze środków publicznych) utrzymując się z darowizn i własnej działalności gospodarczej skuteczniej i taniej dostarczają pomoc niż państwo. Edukacja Dziś, często przy akceptacji środowisk pseudo katolickich, publiczna edukacja jest instrumentem ogłupiania i demoralizacji. Leon XIII w encyklice „Sapientiae Christianae" głosił że: „konieczną jest rzeczą, żeby rodzice się usilnie starali […] iżby [mieli] prawo wychowania dzieci po chrześcijańsku i nie posyłali ich do tych szkół, w których lękać się mogą, że im dzieci zatruwają nauką bezbożności”. Powstanie, niezbędnego dla przetrwania narodu, szkolnictwa katolickiego, może zapewnić tylko likwidacja publicznego systemu edukacji. Likwidacja monopolu laickiego państwa, pozwoli katolikom na stworzenie systemu katolickiej prywatnej edukacji. Moralność i efektywność wolnego rynku Papież Leon XIII bronił prywatnej własności, bo chroniła ona Kościół, rodzinę i jednostkę przed despotyzmem państwa. W encyklice z 1878 roku: „Quod apostolici muneris” o sekcie komunistów, socjalistów i nihilistów pisze, że „prawo własności usankcjonowane [jest] prawem natury”. W „Rerum Novarum” Leon XIII krytykował ograniczanie ilości podmiotów gospodarczych i barier dostępu do rynku. Zdaniem papieża „produkcja i handel stały się niemal monopolem niewielu, a w ten sposób garstka bogaczy nałożyła jarzmo prawie niewolnicze stanowi pracującemu”. Papież domaga się upowszechnienia własności, głosił że każdy „Człowiek ma prawo do prywatnego posiadania i własności”, podkreślał społeczną i socjalną aktywność Kościoła i robotników. Papież uświadamia współzależność pracy i kapitału, pracodawców i pracobiorców. Przeciwstawia się praktykom wykorzystywania pracowników przez pracodawców, cudzego nieszczęścia dla własnej korzyści. Głosił, że prawo własności jest podmiotowe dla człowieka. Zdaniem Ojca Świętego to właśnie dzięki własności człowiek może troszczyć się o własną przyszłość i realizować własne wybory. Własność pozwala trwać rodzinie i daje wolność. Papież państwu odmawia prawo redystrybucji własności, a przez to ograniczania wolności. Pius XI w encyklice „Quadragesimo Anno” o chrześcijańskim ustroju społecznym z 1931 roku ganił liberalizm gospodarczy za to, że „okazał się niezdolnym do sprawiedliwego rozwiązywania kwestii społecznych”. Nie oznacza to wcale krytyki wolnego rynku, lecz stwierdzenie, że odrzucenie moralności prowadzi do patologii. Papież upominał, że moralność i gospodarka są wzajemnie powiązane. Katolik ma moralny obowiązek inwestowania nadwyżek kapitału w nowe miejsca pracy. A system gospodarczy państwa ma umożliwić ubogim żyć w dobrobycie, a nie barierami nie dopuszczać ich do rynku. Papież postulował, by płace pozwoliły robotnikowi utrzymać rodzinę i żonę niepracującą poza domem. Jednocześnie Pius XI pisał, że „Niesłusznym byłoby żądanie tak nadmiernych płac, żeby ich przedsiębiorstwo nie mogło dać bez popadnięcia w ruinę i - co za tym idzie – bez klęski dla samych robotników”. Płaca nie może być ani za duża, ani za mała. Papież konkludował, że wolny rynek nie może być ograniczany ingerencją państwa. Kapitalizm mają ograniczać normy moralne, sprawiedliwość i miłosierdzie. Papież w swej encyklice dostrzegał wady przymusowego korporacjonizmu, takie jak ograniczanie przez państwo wolności jednostek, biurokrację i upolitycznienie. Papież domagał się dobrowolnego korporacjonizmu zgodnego z dobrem publicznym, a nie przymusowego faszystowskiego. Dobrowolność takich zrzeszeń całkowicie mieściła się w rzeczywistości kapitalistycznej. Papież popierał także tworzenie ponadnarodowych związków gospodarczych, co odczytać można jako potępienie ceł i innych barier. Według Piusa XI liberalizm gospodarczy „sam z siebie nie zasługuje na potępienie”. Patologią jest gdy korzyści monopolizują przedsiębiorcy (korporacje) kosztem robotników i całego społeczeństwa. Papież krytykował zjawisko monopolizacji bogactwa i władzy przez menadżerów będących nie właścicielami, a niekontrolowanymi zarządcami. Z krytyką Ojca Świętego spotkało się też zjawisko uzależnienia społeczeństwa od despotycznych kredytodawców, oraz zjawisko monopolizacji niszczącej wolny handel. Papież Jan XXIII głosił że państwo ma tworzyć jednostce dogodne warunki do przedsiębiorczości, likwidować bariery, wspierać i ochraniać drobną własność i przedsiębiorczość, umożliwiać realizację praw i wolności. Jan XXIII głosił że własność jest gwarantem wolności, a wolność daje nam możliwość życia moralnego i miłosiernego. Papież odrzucał utopie na rzecz realizmu. W swej encyklice „Mater et magistra” potwierdzał ważność prawa prywatnej własności. Pisał, że państwo ma powiększać zakres wolności. Jan Paweł II w swoich encyklikach potępiał socjalizm i trzecią drogę. W encyklice „Centisimus annus” z roku 1991 nawoływał kraje postsowieckie do przyjęcia gospodarki wolnorynkowej. Przestrzega przed opieką państwa, która uzależnionych od niej demoralizuje. W encyklice „Sollicitudo rei socialis” z 1987 roku Jan Paweł II pisał, że prawo do indywidualnej inicjatywy gospodarczej jest wyrazem twórczej podmiotowości człowieka. Godności wywodzącej się z jego wolności. Papież Polak nawoływał do zasady pomocniczości i ograniczenia rządu. Papież głosił, że rynek daje wybór będący wyznacznikiem wolności niezbędnej dla zachowania ludzkiej godności. W swoich encyklikach pisał o niezbywalnym prawie do prywatnej inicjatywy gospodarczej, która jest wyrazem podmiotowości i godności człowieka. Dla Jana Pawła II wolność ekonomiczna była aspektem wolności ludzkiej. Wolny rynek był dla Jana Pawła II lepszy nie ze względu na swoja efektywność, ale ze względu na swój fundament moralny. Lewica i socjalizm Papież Pius IX w encyklice z 1864 roku „Quanta Hurra i syllabusie błędów” występował przeciw: socjalizmowi, nieograniczonej władzy państwa i jego przepisów, świeckiej państwowej edukacji i ograniczeniu praw Kościoła. Papież Pius IX ogłosił socjalistyczną naukę o społeczeństwie jako niezgodną z chrześcijaństwem. Uważał że nie da się pogodzić socjalizmu z chrześcijaństwem. Krytykował socjalizm za ateizm, negowanie różnic, nieograniczenie państwa, negowanie własności prywatnej będącej podstawą praw człowieka. Leon XIII w encyklice z 1878 roku „Quod apostolici muneris - o sekcie komunistów, socjalistów i nihilistów” pisał, że lewica chce „rozbicia fundamentów społeczeństwa cywilizowanego”. Między lewicowymi „przewrotnymi dogmatami i najczystszą nauką Chrystusa jest tak wielka niezgodność, że większa nie może być”. Papież zarzucał socjalizmowi, że niszczy rodzinę. Zakazywał sprzyjania lewicy i nakazywał przeciwdziałać jej postępom. W encyklice „Immortale Dei” - o państwie chrześcijańskim z 1885 roku pisał, że komunizm „kiedy się dorwie do władzy, objawia nieprawdopodobną i straszliwą brutalność i nieludzkość”. Papież potępiał bezczynność wobec zagrożenia komunizmem. Twierdził, że socjalizmu „nie da się pogodzić z dogmatami Kościoła katolickiego” i że „nie można być równocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą”. W „Rerum Novarum” z 1891 roku Leon XIII stwierdzał, że „Program socjalistów sprzeciwia się sprawiedliwości bo: „sprzeciwia się naturalnemu prawu posiadania, jakie człowiek ma z natury, będąc obdarzonym rozumem i wolną wolą”. Zdaniem papieża „Człowiek ma prawo posiadania ze względu na rodzinę” a program socjalistów sprzeciwiając się własności sprzeciwiał się prawom rodziny. Papież stwierdzał, że „socjaliści stawiają więc powszechną opiekę państwa w miejsce opieki rodzicielskiej, wykraczając przeciw sprawiedliwości naturalnej i rozprzęgają węzły rodzinne”. Papież uważał, że konsekwencją socjalizmu jest „zamieszanie we wszystkich warstwach społecznych, ciężka niewola i zawisłość nieznośna od państwa, wrota na oścież otwarte zazdrości, niezadowoleniu i niezgodzie, brak bodźca do talentu i pilności, więc zatamowanie źródła, z którego płynie bogactwo, wreszcie zamiast wymarzonej równości, jednakowy u wszystkich niedostatek i jednakowa nędza”. Dlatego też Kościół wskazywał „że nauka Pana Jezusa jest przeciwna błędnym naukom socjalistów”, Kościół nawoływał do walki z lewicą i odrzucenia socjalizmu. Walce z socjalizmem służyć miała społeczna, gospodarcza, edukacyjna i kulturowa działalność Kościoła. W encyklice „Graves de Communi – o demokracji chrześcijańskiej” Leon XIII głosił, że „wielki tkwi błąd w zasadach socjalizmu i wielkie stąd grozi niebezpieczeństwo już nie tylko dla dóbr doczesnych żywota, ale także dla moralności i religii” i dodawał, że „przynależność do socjalizmu różni się od chrystianizmu”. Leon XIII w swoim nauczaniu oskarżał socjalizm o to, że myli się co do natury człowieka i rzeczywistości. Potępiał socjalizm jako zagrożenie dla rodziny, za przynoszenie robotnikom więcej szkody niż pożytku przez pobudzanie ich do zazdrości. Papież potępiał teorie walki klas (gdyż społeczeństwo opiera się na wzajemnych zależnościach i współpracy). Papież nawoływał do przeciwstawienia się socjalistycznemu dążeniu do kolektywnej własności. Odrzucał idee równości przyjmując, że różnorodność wynika z natury. Papież Pius XI w encyklice „Quadragesimo Anno” z 1931 roku pisał, że socjalizm „doradza lekarstwo, które jest stokroć gorsze od choroby i ludzkość wtrąciła w większe jeszcze niebezpieczeństwo”. W encyklice „Divini Redemptoris - o bezbożnym komunizmie” z 1937 roku przypomina o prześladowaniach przez lewicę chrześcijan w ZSRR, Hiszpanii i Meksyku. Papież komunizm oskarżał o to, że niszczy on społeczeństwo i własność. Nazywa go fałszywą obietnicą. Przypominał że komunizm prowadzi rabunkową gospodarkę, odbiera ludziom wolność i godność, niszczy rodzinę, nacjonalizuje dzieci, kolektywowi przyznaje prawo eksploatacji jednostki. Media oskarżał o skrywanie prawdziwej natury komunizmu. Papież Jan XXIII odmawiał państwu prawa do ograniczania: wolności człowieka, prawa własności i prywatnej inicjatywy jednostek. Oskarżał socjalizm, że prowadzi do tyranii, ubóstwa i marginalizacji. Papież Jan Paweł II w swoich encyklikach potępiał socjalizm i krytykował jego fundamenty. Odrzucał ograniczenie prywatnej inicjatywy i zniewolenie. W „Sollicitudo rei socialis” z 1988 roku pisał, że socjalizm jest nie tylko niefunkcjonalny, ale i niebezpieczny, bo zniewala i upadla. W „Centesimus annus” z 1991 roku zarzucał socjalizmowi, że dehumanizuje człowieka zamiast traktować go jako samodzielny byt, obraz i dzieło Boga. Papież przypominał że katolicka zasada pomocniczości zakłada, że państwo nie może ingerować tam gdzie jednostka, rodzina, społeczeństwo same sobie dają radę. Podatki Katolicka nauka społeczna uznawała wysokie podatki za sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego i amoralne. Kościół nakazuje więc płacić tylko niskie podatki. Co oznacza, że nie jest grzechem unikanie płacenia wysokich podatków. Leon XIII w „Rerum Novarum” napisał że „państwo nie powinno obciążać poddanych nadmiernymi podatkami”, które są zbrodnią sprzeczną z naturą. Jan Bodakowski Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Moralność a polityka

Włoski renesansowy myśliciel polityczny Mikołaj Machiavelli uchodzi za ojca współczesnej polityki. Współczesnej i tym samym amoralnej. Słynne jest stwierdzenie Machiavellego ”Cel uświęca środki”. Różni politykierzy ochoczo powołują się na nie, by uzasadnić różnorodne swoje szwindle. Ja pozwolę sobie na polemikę z nim i zwrócenie uwagi na jeszcze jedną kwestię. Mottem współczesnej polityki jest wynikające z nauki Machiavellego  przekonanie, że polityk niemoralny to polityk skuteczny. Być może, jeżeli ktoś rozumie politykę li tylko jako“działalność zmierzającą do zdobycia i utrzymania władzy”. Ale jeżeli jako „roztropną troskę o dobro wspólne”(definicja Jana Pawła II)? Jan Paweł II jest tu kontynuatorem myśli genialnego filozofa starożytności – Arystotelesa, który stawiał znak równości pomiędzy polityką a etyką! Godne podkreślenia, że takie poglądy pochodzą od przedchrześcijańskiego filozofa (celowo nie używam słowa „pogańskiego”, ze względu na jego domniemany monoteizm, podobnie jak Sokratesa i Platona). Wracam jednak do zasadniczej swojej myśli. Otóż śmiem wątpić w to, że polityk niemoralny to polityk skuteczny na dłuższą metę. Zobrazuję to kilkoma przykładami. Czy cesarz rzymski narodu niemieckiego Henryk V każący przywiązać do machin oblężniczych bezbronne dzieci obrońców grodu w Głogowie, oprócz zyskania sławy bezwzględnego mordercy coś osiągnął? Czy wygrał wojnę z Bolesławem Krzywoustym? Jakie ostateczne konsekwencje przyniosło Zakonowi Krzyżackiemu postępowanie oparte jedynie na zdradzie i zbrodni? A z nowszych czasów: pewien naród uważający się za wyższy nad inne narody ściągnął na siebie straszliwą katastrofę, gdy w latach 30 – tych i później Niemcy zaczęli uważać się sami za naród wybrany. A sam Adolf Hitler (wybitny przywódca socjalistyczny, jak go określa nieoceniony redaktor Stanisław Michalkiewicz) miał wielką szansę na zajętych ziemiach, wcześniej należących do ZSRR, pozyskać ludzi mających dosyć stalinowskiego terroru. Cóż, wolał postępować z bezgranicznym okrucieństwem i bezwzględnością, uważając Słowian za podludzi (podobnie jak w Polsce już od września 1939 r.). Niemcy zyskali tym powszechną nienawiść na zajętych terenach, co w niemałym stopniu przyczyniło się również do ich porażki w starciu z potęgą militarną ZSRR. A władza komunistyczna swoją bezwzględnością, tyraństwem w czasach stalinowskich, w roku1970, w stanie wojennym – czyż budowała sobie jakikolwiek autorytet wśród obywateli czy raczej powszechną wrogość i pogardę i w konsekwencji swój upadek (niestety na 4 łapy!)? To samo tyczy się USA pod rządami Busha – wywołanie niesprawiedliwej wojny pod fałszywymi pretekstami, poniżanie w wymyślny i wyrafinowany sposób przeciwników w Al – Grahib, tortury w Guantanamo, przetrzymywanie tam więźniów bez postanowienia sądowego (niektóre osoby tam więzione okazały się zupełnie niewinne) – po pierwsze zaszkodziły bardzo obrazowi USA w świecie, po II spotęgowały wrogość świata arabskiego do USA i cywilizacji zachodniej (pomijam już tu ślepe popieranie przez USA polityki Izraela i przymykanie oczu na zbrodnie tego państwa oraz kwestię, czy to coś na Zachodzie można jeszcze nazwać cywilizacją). Mam nadzieję, że chyba wystarczająco pokazałem „skuteczność” na dłuższą metę niemoralności w polityce, a przynajmniej sprowokowałem wiele osób do przemyśleń. Jacek Łukasik Na zdjęciu: Mikołaj Machiavelli Ps. A jednocześnie uważam, że argumentów moralnych w polityce nie należy nadużywać, ponieważ paradoksalnie im więcej ich się tam stosuje, tym polityka jest bardziej niemoralna. Klasyczny przykład takiego postępowania stanowi rozpętanie przez ekipę Busha juniora awantury irackiej pod hasłami obrony demokracji, wolności, praw, człowieka czyli współczesnego kodeksu moralnego polityki, dla mnie nota bene wysoce wątpliwego. Przeciwnika przedstawia się jako Szatana, a siebie jako samo dobro, dając sobie niejako prawo do postępowania cynicznego i bezwzględnego. Gdyby wojnę w Iraku uzasadniono argumentami politycznymi, a nie „moralnymi”, uważałbym to za uczciwsze. Jako ciekawostkę podam fakt, że ze względów moralnych przeciwko awanturze irackiej była prawdziwa prawica w USA (paleokonserwatyści skupieni wokół Patricka Buchanana – katolika, oraz libertarianie).

Człowiek przyszłością kapitalizmu

Publikujemy artykuł autorstwa p. Pawła Sieka, przesłany do naszej redakcji w ramach konkursu na tekst o kapitalizmie Afirmacja podstawowych założeń kapitalizmu (efektywność, wzrost gospodarczy, rozwój, gospodarność, rentowność czy zysk1) jest we współczesnym świecie bardzo często demonizowana. Powyższe wartości ukazywane są jako sposób i cel życia ludzi czy przedsiębiorstw skoncentrowanych jedynie na wytwarzaniu dóbr czy usług. W tej wizji egzystencja poszczególnych osób o tyle jest uzasadniona, o ile uczestniczy w realizacji wymienionych wartości. Człowiek – osoba jest elementem tego systemu tylko w perspektywie bycia klientem bądź wytwórcą danego produktu. Jednakże nawet powierzchowna analiza pojęcia „kapitalizm” kreśli zupełnie odmienną treść niż wskazuje na to jego mylna interpretacja. Elementarna definicja kapitalizmu mówi, iż jest to „ustrój oparty na pieniądzu i bogactwie”2, w żadnej zaś mierze nie neguje wartości i godności osoby ludzkiej. Kapitalizm jest więc  sposobem nie zaś podstawącelem bytowania człowieka. Termin „kapitalizm” przejrzyście określił już na progu XX wieku M. Weber akcentując jego cechy charakterystyczne. „W każdym razie kapitalizm jest dążeniem do zysku w sposób trwały, racjonalnie kapitalistyczny: do ciągle nowych zysków, do  rentowności.”3 Zysk i rentowność stanowią elementarną zasadę prowadzenia życia społeczno-ekonomicznego we współczesnym  społeczeństwie. W naszej, to jest polskiej, myśli filozoficznej znaczącą rolę odegrał filozof i etyk T. Kotarbiński. Ten wybitny prakseolog, autor koncepcji „opiekuna spolegliwego”, poświecił swoje prace zagadnieniu sprawnego działania człowieka. Według niego funkcjonowanie osoby powinno służyć przede wszystkim godziwym celom.4 Cele te mają być określone przy pomocy rozumu, gdyż jest on źródłem życia zgodnego z naturą, gdy człowiek „pragnie naprawdę być człowiekiem.”5 Cytując tego filozofa możemy już na wstępie rozważań zauważyć, iż centralnym punktem powinien jawić się człowiek – osoba. Elementarną zasadą przyświecającą podejmowaniu działania, również na niwie ekonomicznej, ma być więc osoba. To ona stanowi punkt wyjścia, jak i centrum jakichkolwiek rozważań teoretycznych oraz podejmowanych działań ekonomicznych. Przełom XIX i XX wieku wraz z szybkim rozwojem techniki pracy umożliwił początkującym przedsiębiorcom na modyfikację pojęcia czym jest kapitalizm. Nie był to już jedynie sposób na prowadzenie rodzinnego przedsięwzięcia („kapitalizm feudalny”) lecz wytworzyła się sytuacja, w której każdy człowiek mógł tworzyć dobrobyt własny oraz wspólnoty ludzkiej. Pozyskiwany kapitał dawał możliwość odpowiedniego jego  wykorzystania, co prowadziło w konsekwencji do zwiększania inwestycji. Zwiększona inwestycja zaś dawała w perspektywie podniesienie poziomu życia innym członkom wspólnoty przy jednocześnie niższych kosztach pracy. Zarys powyższy jest dość okrojony lecz ma on na celu wskazanie pozytywnej strony początkowej fazy kapitalizmu. Rozwój tej postawy pośród ludzi szczególnie był widoczny w Stanach Zjednoczonych już w początkach XX wieku. Powstała tam też nowa rzeczywistość społeczna, to jest pracowników niebędących bezpośrednimi posiadaczami lecz posiadających odpowiednie narzędzia do współuczestnictwie w działalności firmy.6 Ta sfera społeczna umiejscowiona była wokół korporacji przemysłowych. Nakreślony powyżej dość pobieżny szkic działania w początkowej erze kapitalizmu nie daje żadnych podstaw do nakreślenia negatywnej jej oceny. Czy więc zysk bądź podniesienie poziomu życia jest zjawiskiem negatywnym? Bogacenie się, prowadzenie działalności gospodarczej staje się według niektórych zjawiskiem złym, gdyż prowadzi do dehumanizacji życia społecznego.7 Czy postawa ta jest jednak zgodna z rzeczywistością? W realnym świecie działań ludzkich nie jest możliwe oddzielenie ich od moralności osoby czy społeczeństwa. Proces zaś tworzenia wartości ekonomicznych nie może odbywać się w próżni etycznej. Człowiek „będąc człowiekiem” działa nie tyle drogą własnej natury (instynktu) lecz podejmuje decyzje z uwzględnieniem wyznawanych wartości. Rozwój ekonomiczny, a przez to rozwój cywilizacyjny, powodowany jest dzięki obecności wartości wyższych w życiu jednostki. Jedynie też osoba ludzka, wraz z całą jej różnorodnością, dokonuje realizacji rozwoju gospodarczego, zysku czy efektywności poprzez własną pracę. Istotnym elementem tworzenia się kultury danej społeczności są czynniki ekonomiczne. Nie stanowią one podstawy dla kultury wyższej (wartości duchowych, moralnych czy etycznych, sztuki) lecz wpływają w sposób pośredni na jej działalność gospodarczą. Wspólnym elementem kultury nie jest „to co widzialne i namacalne, przedmioty stworzone przez człowieka, ale wspólne dla grupy pojmowanie i interpretowanie świata.”8 Podstawowe założenia, jakie niesie ze sobą dana kultura ludzka, kreują sposób ich realizacji w działalności gospodarczej. Również, wspomniane na początku rozważań, założenia kapitalizmu stanowią drogę dla rozwoju społeczności ludzkiej w globalnym świecie, w jakim żyjemy. Rozbudzanie poczucia przynależności i współodpowiedzialności za przedsiębiorstwo jest drogą, na której pracownik nie tylko wykonuje swoje cele (utrzymanie zatrudnienia, poczucie stabilizacji, status ekonomiczny) lecz ma świadomość uczestnictwa w tworzeniu nowej i lepszej sytuacji danej wspólnoty. A. Russell-Hochschild prezentując wyniki swych badań przeprowadzonych w amerykańskiej firmie wskazała na istotną rolę, jaką odgrywa filozofia kapitalistyczna. Nie jest ona jedynie sposobem prowadzenia działalności gospodarczej lecz wykracza poza własną dziedzinę życia jednostki czy społeczności. „Tym samym kapitalizm okazał się tym, czym jest w istocie: nie tylko ustrojem gospodarczym, ale również kulturą.”9 Pracownicy, po odbyciu kosztownych szkoleń oraz przy właściwej polityce firmy, coraz głębiej utożsamiają się z firmą, w której pracują.10 Jednakże na podstawie zaprezentowanego powyżej jednego przykładu trudno nakreślić globalną cechę kapitalizmu. Oponenci mogą stwierdzić, iż jest to ewenement w skali światowej, gdzie pracownicy są współtwórcami społeczności w której pracują. Niedawne wydarzenia w gospodarce światowej, kryzys jaki dotknął jeden z większych rynków, może być argumentem przeciwko filozofii kapitalistycznej. Nieumiarkowana chęć zysku, nieuczciwość czy korupcja istnieją jednak niezależnie od „obowiązującego” systemu gospodarczego. Kapitalizm czy socjalizm nie są w tym odosobnione. Blisko 50-letnia historia Polski powojennej uczy nas o tych zjawiskach w sposób jak najbardziej widoczny. Powstaje jednak pytanie o uwarunkowania w jakich negatywne zjawiska mogą się pojawić. „Człowiek – jak pisał R. Ingarden – (...) wytwarza sobie pewną zupełnie nową rzeczywistość lub, jakby może ktoś chciał powiedzieć, quasi-rzeczywistość.”11 Rzeczywistość ta, w odróżnieniu od świata zwierzęcego ugruntowana jest na sferze duchowej, której „produktem” jest kultura. W historii myśli ludzkiej poczesne miejsce zajmuje filozofia wraz z własnym zastanowieniem się nad działaniem człowieka – etyką. Za ojca tej dziedziny nauki uważany jest Arystoteles będący autorem między innymi dzieła pod tytułem Etyka wielka. To już Arystoteles, w IV wieku przed naszą erą, wskazał, iż postępowanie człowieka jest uwarunkowane jego naturą. Może dokonywać on wyborów dobrych bądź złych, jedynie na podstawie własnego osądu. „A przyczyną postępowania szlachetnego i złego jest postanowienie i chcenie, i wszystko, co ma związek z rozumem.”12 Wszelkie więc wybory nie są zdeterminowane instynktem lecz płyną z woli osoby, która ich dokonuje. Również prowadzenie działalności gospodarczej nie jest zjawiskiem dokonującym się niezależnie od woli człowieka. To właśnie człowiek-osoba realizuje, właściwie bądź nie, założenia w oparciu o indywidualnie przyjętą hierarchię wartości. M. Środa, we wstępie do książki Biznes i moralność autorstwa J. Jackson, przedstawia wyniki badań przeprowadzonych w jednej z polskich szkół biznesu na początku lat dziewięćdziesiątych. „Ponad połowa ankietowanych uważała, że firma jako jednostka ekonomiczna nie powinna się kierować innymi celami niż ekonomiczne, czyli że nie jest obowiązkiem jej kierownictwa zajmowanie się takimi sprawami, jak np. zabezpieczenie socjalne pracowników, dbanie o środowisko naturalne, odpowiedzialność społeczna.”13 Pojęcia z zakresu etyki, nakreślone już w czasach starożytnych, nie mają racji bytu wobec takich postaw jak ukazane w Słowie wstępnym przez M. Środę. Czy więc usankcjonowane jest stwierdzenie, iż kapitalizm jest złem, którego należy unikać jak ognia? Że jedynym środkiem do zapewnienia „szczęśliwości całego rodzaju ludzkiego” jest socjalizm? Kapitalizm, jak podkreśliłem wyżej, nie może być oceniany jedynie poprzez negatywne zjawiska. W odróżnieniu od socjalizmu czy komunizmu kapitalizm jest jedynym systemem ekonomicznym, w którym osoba ludzka ma możliwość kreacji rzeczywistości, w której istnieje. Szczególnym tego wyrazem jest społeczeństwo amerykańskie, które „wpływało na tworzenie nowych norm, określających akceptowalne zachowania organizacji gospodarczych.”14 Te „akceptowalne zachowania” wymusiły na przedsiębiorcach stworzenie właściwej polityki w realizacji podstawowego celu, jakim jest zysk. Poprzez istnienie interesariuszy działające firmy zaczęły realizować plan odpowiedzialnego prowadzenia działalności ekonomicznej. Przestał liczyć się j e d y n i e  zysk czy rentowność, lecz czynnikiem  p o w o d u j ą c y m  je zaczęła być właściwa polityka firmy. W tym miejscu możemy zadać hipotetyczne pytanie, czy w komunizmie jest możliwa dbałość o klienta w sytuacji braku możliwości swobodnej konkurencji? Samo jednak istnienie zewnętrznych zobowiązań czy nacisków nie daje jeszcze wystarczającego imperatywu dla podejmowania etycznego prowadzenia działalności. Prawa państwowe, respektowanie wszelkich norm moralnych czy etycznych, koncentracja na przestrzeganiu wartości i norm obecnych w kulturach regionalnych nie są wystarczające. Już od początków rodzaju ludzkiego handel był możliwy dzięki niepisanym zasadom i wartościom akceptowanym przez obie strony.15 Również we współczesnym świecie, tak mocno zróżnicowanym co do różnorodności kultur, warunkiem sine qua non jest jak najlepsza doskonałość moralna każdego z graczy wolnego rynku. Podejmowane działania, bądź zaniechanie niektórych, nie mogą istnieć, jak powiedzieliśmy wyżej, w próżni etycznej. Firma, jako czynnik sprawczy, nie może być odpowiedzialna za dany czyn. Każde działanie jest podejmowane przez konkretne osoby, niezależnie od pełnionych funkcji w przedsiębiorstwie. Osoba dojrzała widzi w istniejących prawach czy normach nie tyle ograniczenie własnej wolności lecz pewną drogę, na której dokonuje się współistnienie z innymi członkami społeczności.16 Człowiek jest istotą która potrzebuje innych do pełnego bycia człowiekiem. Uwarunkowanie etyczne, z samego swojego założenia, domaga się pełnej dojrzałości osoby ludzkiej. Z jednej strony poziom rozwoju moralnego i uznawany system moralny, z drugiej zaś etyczna strona działania firmy są podstawą dla dobrego jej funkcjonowania. Kodeksy etyczne, szkolenia czy polityka prospołeczne przedsiębiorstwa pozostaną pustym frazesem, jeśli nie są ugruntowane w konkretnej osobie-pracowniku. Zło, jakie niesie według niektórych oponentów kapitalizm, nie jest złem realnym. Brak ugruntowanych wartości uniwersalnych (dobro, sprawiedliwość czy umiarkowanie) stanowią jednak zagrożenie dla przyszłości kapitalizmu. Żaden z jego celów, nakreślonych już na wstępie, nie jest zły z samej swej definicji. Dopiero „czynnik ludzki” powoduje zniekształcenie tych wartości. Wszelkie zło jakie zostało popełnione w historii ludzkości było dokonywane przez jednostki. Podobnie jak i wszelkie dobro jest sprawą ludzkiego działania. Zmysł społeczny, jakim charakteryzuje się kapitalizm, jest integralną cechą człowieka. R. Ingarden w następujący sposób naszkicował zmysł społeczny człowieka: „Jest jednak czymś specyficznie ludzkim działać wyłącznie dla cudzego dobra czy szczęścia i w wypadkach wyjątkowych oddać swe życie dla uratowania cudzego życia, czasem kogoś nawet zupełnie obcego.”17 Możemy więc postawić pytanie o przyszłość kapitalizmu. Czy jest on drogą rozwoju społecznego i możliwością realizacji natury człowieka? Odpowiedź jest twierdząca, o ile człowiek będzie realizować te cele z uwzględnieniem wartości nadrzędnej, jaką jest godność człowieka – osoby, gdyż ma on wartość bezwzględną.18 Paweł Siek Przypisy: 1. Por. A. Dylus, Gospodarka. Moralność. Chrześcijaństwo, „Kontrast”, Wydawnictwo Fundacji ATK, Warszawa 1994, s. 105 2. M. Wojciechowski, Moralna wyższość wolnej gospodarki. Etyka chrześcijańska a ekonomia, Wydawnictwo PROHIBITA, Warszawa 2008, s. 22. 3. M. Weber, Etyka protestancka…, s. 5. 4.  Por. T. Kotarbiński, Hasło dobrej roboty, Wiedza Powszechna, Warszawa 1975, s. 188. 5. T. Kotarbiński, Medytacje o życiu godziwym, Wiedza Powszechna, Warszawa 1986, s. 43. 6. Jeden z elementów oddziaływania pracownika na przedsiębiorstwo zostanie przedstawiony niżej. 7. Klemens Aleksandryjski, jeden z wybitnych pisarzy chrześcijańskich, pisał w II wieku o możliwości zbawienia bogaczy. W dziele Który człowiek może być zbawiony? wskazuje, iż posiadanie bogactwa predestynuje do potępienia lecz wybór osobisty człowieka i pokładanie wszelkiej nadziei w bogactwie może doprowadzić do niego. 8. F. Trompenaars, Ch. Hampden-Turner, Siedem wymiarów kultury, tłum. B. Nawrot, Oficyna Ekonomiczna, Kraków 2002, s. 15. 9. A. Russell-Hochschild, Kapitalizm, sfery nacisku i racjonalizacja czasu prywatnego, tłum. A. Pawelec, [w]: Koniec tysiąclecia. O czasie i drogach nowożytności. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, Kraków 1999, s. 147. 10. „Kiedy pytałam pracowników Amerco. W której sferze czują się bardziej kompetentni – zawodowej czy domowej – często odpowiadali: „w zawodowej”. Kiedy pytałam ich, w którym miejscu są bardziej odprężeni – w pracy czy w domu – wielokrotnie odpowiadali: „ w pracy”.” tamże, s. 148. 11. R. Ingarden, Książeczka o człowieku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, s. 30. 12. Arystoteles, Etyka wielka, tłum. W. Wróblewski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010, s. 29. 13. Słowo wstępne. Biznes i cnoty. [w]:  J. Jackson, Biznes i moralność, tłum. R. Pucek, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999, s. IX. 14. M. Rybak, Etyka menedżera – społeczna odpowiedzialność przedsiębiorstwa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 17. 15. Por. L. Kołakowski, Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2009, s. 155-156. 16. Por. M. Rybak, Etyka menedżera..., s. 113. 17. R. Ingarden, Książeczka o człowieku, s. 22. 18. Por. Z. Szawarski, Godność i odpowiedzialność [w]: Studia Filozoficzne, nr 8-9 (213-214), 1983, s. 94.

Syndrom moralnej dysocjacji

Jak świat długi i szeroki, myślenie znacznej części społeczeństw na tematy gospodarcze zdaje się być obciążone przypadłością, którą można by określić jako syndrom moralnej dysocjacji. Syndrom ten streścić można w następujących dwóch tezach: 1) światopogląd moralny jednostki jest wysoce rozczłonkowany i labilny, a to, który jego człon wypłynie na powierzchnię, uwarunkowany jest przyjęciem przez jednostkę takiej lub innej roli 2) pozornie przeciwstawne cele moralne (bądź elementy światopoglądu moralnego) nie mogą być realizowane w obrębie jednej roli. Nie zamierzam dociekać tutaj, jakie są źródła tak znacznego rozpowszechnienia się rzeczonej przypadłości. Być może pewną rolę odgrywa tu błędne przenoszenie na grunt moralny zasady podziału pracy albo uproszczone myślenie na temat społeczeństw w kategoriach klasowych, oderwane od rzetelnej teorii własności. Kilka innych potencjalnych powodów próbowałem też nakreślić w tekście pt. „Imperatyw Kontroli”. Tutaj natomiast chcę skupić się na opisie samego zjawiska i naszkicowaniu jego struktury, co może okazać się pożyteczne w zakresie wypracowywania efektywnych metod uwalniania innych spod jego wpływu. Wnioski wypływające z przyjęcia pierwszej tezy składającej się na tytułowy syndrom opierają się na argumencie a contrario – skoro centralną rolę w światopoglądzie moralnym przedsiębiorców, właścicieli film i „magnatów” sektora prywatnego odgrywa mgliście rozumiany „interes własny” oraz nieco konkretniej rozumiana „maksymalizacja zysków” (pieniężnych), osią światopoglądu przedstawicieli tzw. „służby publicznej” – a więc polityków, urzędników i biurokratów – musi być równie mgliście rozumiany „interes ogółu” oraz maksymalizacja „zysków moralnych”. Być może budowanie tego rodzaju przeciwieństw bierze się z naturalnej chęci wiary w to, że skoro istnieją osoby zaabsorbowane interesem własnym, muszą też istnieć osoby zatroskane o interes cudzy. Dlaczego więc nie mieliby być to ci, którzy, technicznie rzecz biorąc, nie są w stanie maksymalizować swych zysków finansowych w taki sposób, w jaki robią to posiadacze aktywów kapitałowych, gdyż sami nie są właścicielami zarządzanych przez siebie zasobów, lecz ich kadencyjnymi opiekunami? Nasuwająca się tu nieodparcie gorzka prawda jest taka, że jakkolwiek kuszące (i może przez to naturalne) jest powyższe rozumowanie, jest ono również zupełnie bezpodstawne. Jeśli nie istnieje żaden niearbitralny powód, by po danej grupie spodziewać się doskonalszego moralnie zachowania (jakim to powodem mogłoby być wywodzenie się z rasy aniołów, ale jakim z pewnością nie są deklaracje wyborcze ani solenne zapewnienia), to należy spodziewać się po niej dokładnie tego, co po wszystkich innych grupach, biorąc jednocześnie poprawkę na środowiskową strukturę pobudek. Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje w sposób absolutny, jeśli zaś przez władzę rozumiemy między innymi brak możliwości bankructwa w przypadku miernego spełniania życzeń swych protegowanych, to istnieją poważne powody, by przedstawicieli sektora publicznego uważać nie tylko za równie samolubnych co przedstawicieli sektora prywatnego, lecz również za dalece mierniejszych w zakresie wypracowywania jakichkolwiek społecznie pożądanych dóbr i usług. Jakkolwiek zdroworozsądkowy i pozornie oczywisty, powyższy wniosek był przez całe tysiąclecia wypierany ze świadomości społeczeństw, o czym świadczyć może fakt, że jego wyraźne i dogłębne wyartykułowanie w wieku XX przez przedstawicieli Szkoły Wyboru Publicznego i Szkoły Austriackiej zostało uznane za nowatorską i odkrywczą obserwację. Ale nawet w świetle powyższych konkluzji syndrom moralnej dysocjacji nie zwalnia swojego uchwytu. Zdecydowana większość wciąż obstaje przy istnieniu sektora publicznego jako koniecznego dopełnienia dla sektora prywatnego, podchodząc do sprawy jak do transakcji wiązanej – owszem, nadużycia związane z brakiem ograniczeń w postaci rachunku ekonomicznego i groźby bankructwa są bardzo groźne, ale mimo wszystko jeszcze groźniejszy byłby brak istnienia pewnych form pomocy społecznej, których dostarczyć mogą wyłącznie instytucje pozarynkowe. Niniejsze rozumowanie uwidacznia wpływ drugiej tezy składającej się na tytułowy syndrom – w opinii przyklaskujących jej osób bycie dbającym o zysk przedsiębiorcą wyklucza jednoczesne bycie bezinteresownym i skutecznym dobroczyńcą, a przynajmniej bycie dobroczyńcą równie skutecznym, co państwowy urzędnik. Innymi słowy, teza ta wymusza przekonanie, że tak jak do wytwarzania zysków pieniężnych niezbędna jest klasa zawodowych przedsiębiorców, tak do przekuwania tychże zysków w społeczny dobrobyt niezbędna jest klasa zawodowych rozdzielców. Żadna z tych klas nie jest w stanie spełniać celów drugiej z uwagi na swoją ściśle ograniczoną rolę moralną, zdeterminowaną przez działalność, w jaką się angażuje. W związku z tym żadna z tych klas nie jest też w stanie przejąć metod działania drugiej, a więc jako że rozdzielcy nie zajmują się wytwarzaniem zysków, a przedsiębiorcy nie są skłonni dobrowolnie oddawać ich części na cele społeczne, ci pierwsi – aby uzyskać konieczne dla swej działalności fundusze – muszą uciec się do rozwiązań przemocowych. Podobnie jak w przypadku rozumowania wypływającego z tezy pierwszej, powyższy wywód jest całkowicie nieuzasadniony. Jeśli tylko zgodzić się z wyprowadzonym wcześniej wnioskiem, iż struktura pobudek urzędniczych bądź politycznych sprzyja wytwarzaniu społecznie pożądanych dóbr i usług w znacznie mniejszym stopniu niż ta typowa dla sektora prywatnego, tym bardziej nieprawdopodobne staje się twierdzenie, iż świadczyć w odpowiedniej ilości nieodpłatną pomoc społeczną można tylko albo miernie, albo wcale. Innymi słowy, tym bardziej niewiarygodną staje się dychotomia skazująca na wybór pomiędzy systemem pełnej swobody gospodarczej i zerowej pomocy społecznej a systemem ograniczonej swobody gospodarczej zrównoważonej należytym zakresem pomocy społecznej. Podsumowując, z jednej strony nie jest tak, że byt mający określać świadomość jest fatalnie rozczłonkowany i w pełni zmieniający się wraz ze zmianą ról społecznych, z drugiej zaś strony nie jest tak, że (przynajmniej z pozoru) bardzo odrębne cele nie mogą być realizowane w obrębie jednej roli. Powyższe wnioski, połączone z tymi wypływającymi z rzetelnej analizy ekonomicznej, podważają z kolei tezę o jakiejkolwiek pozytywnej funkcji spełnianej przez podmioty działające na zasadach nierynkowych i przemocowych. Wydawałoby się też, że niniejsze rozważania sugerują, iż zdemaskowanie syndromu moralnej dysocjacji jako zupełnie bezzasadnego uprzedzenia wymaga wcześniejszego uczulenia rozmówcy na konieczność uwolnienia się od innych, bardziej generalnych przypadłości, w znakomity sposób opisanych przez Fryderyka Bastiata – przypadłości patrzenia tylko na to, co widać, nie zaś również na to, czego nie widać, oraz patrzenia tylko na to, co jest, nie zaś również na to, co by być mogło. Wypracowanie jak najskuteczniejszych metod podobnego uczulania stanowi już jednak część szerszej strategii edukacyjnej, którą – jak sądzę – każdy zwolennik dobrowolności i swobody działania musi zaplanować i wykształcić osobiście. W czym wszelkiego powodzenia mu życzę. Jakub Bożydar Wiśniewski

Samobójcza krucjata przeciw moralności

Inżynieria społeczna sprowadzająca się do dłubania przy moralności społeczeństwa, podważaniu sensu podstawowych zasad postępowania, gdy już odnosiła sukces niszczyła swoich autorów i orędowników. Na własnych karkach przekonywali się o tym zwolennicy budowania lepszego jutra na gruzach „przeżytków” moralności dnia dzisiejszego w XVIII – wiecznej Francji, XX – wiecznych ZSRR, III Rzeszy, Chinach i wielu innych miejscach. Georges Danton swego słynnego powiedzenia „Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci” nie uzupełnił o „ojców” prawdopodobnie tylko dlatego, że przeszkodziła mu w tym gilotyna. Może zresztą i uzupełnił, ale historia jego słów nie odnotowała, co w sumie na jedno wychodzi.