Tag Archives: nazizm

Rząd Wszechmogący – Gdy ludzie stawiają się ponad Boga…

Instytut Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa oddaje w ręce czytelnika polskie tłumaczenie książki pt. "Rząd wszechmogący. Narodziny państwa totalnego i wojny totalnej". Została ona po raz pierwszy wydana w 1944 roku, kiedy uwagę całego ówczesnego świata przykuwała walka z nazizmem. Ludwig von Mises (1881–1973) był już od czterech lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie z powodu swojego żydowskiego pochodzenia wyemigrował w obawie o swoje życie.

Rząd tańczy wokół „dupków” – prowokacja się udała

Okazuje się, że odpowiedź na takie proste pytanie, wcale nie jest prosta. Nowy rząd ma z tym nie lada kłopot, poczynając od odpowiedzi na pytanie podstawowe, czemu konkretnie ta roszada w gabinecie ministrów miała służyć.

Antoni Macierewicz o powodach ataków na polską armię (POLECAMY!!!)

"Pan prezydent Duda ma doradców, którzy nie zawsze dobrze mu doradzają. Dyskusja bywa ostra, ale nikt nas nie skłóci... Niedoczekanie!" - grzmiał szef MON Antoni Macierewicz podczas spotkania z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 27 XI 2017r.

Nazizm znów obecny w mentalności elit Niemiec

Do napisania tego artykułu skłoniła mnie oficjalna niemiecka telewizja, która w ostatnim okresie szydzi z Polaków, z Węgrów oraz wszystkich tych nacji, które nie podporządkowują się ideologii Angeli Merkel, Martina Schulza i Brigit Sippel.

Widmo internacjonalizmu znów krąży po Europie

W sobotę 12 grudnia 2015 roku Polityczni Oszuści (PO), Podupadłe Sługusy Lukracji (PSL) oraz nowocześni wodolejcy (Nowoczesna.pl), zorganizowali demonstracje nostalgii za propagandą internacjonalizmu.

Ponowne narodziny NAZIZMU – Islamski TERRORYZM

Nazizm – inaczej Narodowy Socjalizm. Jak wszyscy wiemy, jest to ideologia i ruch polityczny stworzony i wdrożony dość skutecznie przez Adolfa Hitlera. Przetrwał on do 1945r. Potem upadł wraz z wojenną klęską Niemiec i samobójstwem Hitlera. Ale spustoszenie jakie zasiał jest ciągle żywe w pamięci ludzkości. Sam Hitler jest utożsamieniem najokrutniejszego zła, a jego upadła III Rzesza jest symbolem skrajnego totalitaryzmu, którego powrotu boją się wszyscy, od zwykłych ludzi do najbardziej wpływowych polityków.

Wierni uczniowie Adolfa Hitlera i Josepha Goebbelsa

Kto? Środowiska antykatolickie (nie wchodzę już w szczegóły, ale np. mendia głównego ścieku, bo tak należy je nazwać). Od razu przechodzę do rzeczy.

R. Hess broni Unii Europejskiej

71 lat temu porażka III Rzeszy w II wojnie światowej była już tylko kwestią czasu. 6 czerwca 1944 roku alianci rozpoczęli lądowanie w Normandii, Związek Radziecki przygotowywał się do powolnego miażdżenia kruchej już potęgi Hitlera, mieszkańcy Warszawy czekali na swoją kolej, by 1 sierpnia wyjść na ulice i pokazać światu swoją siłę. 70 lat temu III Rzesza nie istniała, wysocy rangą członkowie państwa byli sądzeni, wlk adm. Karl Dönitz ogłosił rozwiązanie NSDAP.

Z pamiętnika młodego prawaka: Wiwisekcja socjalizmu

Kapitalizm w dzisiejszych czasach służy jako chłopiec do bicia, winny wszelkiemu złu na świecie. Często używa się określenia „dziki kapitalizm”, mającego uosabiać chciwość, przedkładanie profitów ponad wartości moralne i wyzysk biednych ludzi. Ale jest coś znacznie gorszego nawet od „dzikiego kapitalizmu”. Jest to socjalizm.
Najpierw powiedzmy sobie: co to w ogóle jest socjalizm? Jest to utopijny pomysł środowisk lewicowych XIX wieku mający na celu zniesienie nierówności społecznych i wprowadzenie ogólnej szczęśliwości. Tak w dużym skrócie. Brzmi pięknie, prawda? Lecz nie dajmy się zwieść pozorom. Jak już wspomniałem, socjalizm zakłada zniesienie różnic społecznych. Stara się to robić na różne sposoby, między innymi przez redystrybucję dóbr, czyli działanie Janosika – zabieramy bogatym, dajemy biednym. Na wysokich podatkach, mających podobno służyć wyrównywaniu różnic społecznych, skorzystali najbardziej pośrednicy, czyli biurokracja, która napasła się i rozrosła do niebotycznych rozmiarów. Szczytem absurdu jest podatek dla najbogatszych, wynoszący we Francji 75%. Doszło tam nawet do sytuacji, że kilka tysięcy gospodarstw zapłaciło podatek wyższy od swoich dochodów. Poza tym podatek progresywny jest łamaniem zasady praworządności państwa, która zakłada równość wszystkich obywateli wobec prawa. W teorii zabiera się bogatym i daje biednym, a przynajmniej powinno. Część pieniędzy z redystrybucji zabierze biurokracja i rządzący, część (raczej niewielka) pójdzie na cele państwowe, a reszta wróci do różnych grup nacisku, które raczej na biedę nie narzekają. A potrzebujący zostaną z ręką w nocniku. Socjaliści czynią to szermując pojęciem „sprawiedliwość społeczna”. Jak zauważono mądrze, określenie to jest co najmniej podejrzane. Dlaczego? Bo narusza zasadę brzytwy Ockhama – nie mnoży się bytów ponad potrzeby. Jeśli sprawiedliwość społeczna to to samo co sprawiedliwość, to po co dodawać przymiotnik? Chyba, że nie jest tym samym. Wtedy mamy problem. Jeśli sprawiedliwość społeczna nie jest sprawiedliwością, to musi być niesprawiedliwością. Tertium non datur. Dochodzimy więc do sedna – wszelka redystrybucja dóbr jest niesprawiedliwa. A socjalizm wyrósł na łamaniu dziesiątego przykazania: Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego. Nie tylko kradzież, ale samo pożądanie jest złem. A to ono było motorem napędowym bolszewików i innych „łobuzów od historii”. Za pięknymi hasłami socjalizmu stoją paskudne czyny. Socjalizm działa na zasadzie „cel uświęca środki”. Jest bandyckim ustrojem, w którym w imię wyrównywania różnic społecznych, zagłodzono na Ukrainie miliony ludzi. Polskę socjalizm zdegenerował, wepchnął na skraj bankructwa. A ten zły, paskudny, odrażający kapitalizm, czy wyrządził podobne krzywdy? Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za śmierć i nędzę milionów ludzi? Ten „dziki kapitalizm” z zadupia jakim były Stany Zjednoczone, zrobił pierwsze mocarstwo świata. Gdzie Polacy w drugiej połowie XIX wieku emigrowali? Do USA, gdzie panował „dziki kapitalizm”. Innym przejawem socjalizmu jest jego wersja niemiecka, nazywana narodowym socjalizmem albo nazizmem. Do szału doprowadzają mnie stwierdzenia, jakoby nazizm był ideologią skrajnie prawicową. Jest to absolutną głupotą. Narodowy socjalizm był na prawo od marksizmu-leninizmu – szanował w dość ograniczonej formie prywatność środków produkcji (rzecz jasna pod kontrolą państwa) – ale to nie powód, by nazywać nazistów prawicowcami. III Rzesza była państwem socjalnym i wypierającym się chrześcijańskich wartości, czyli całkowitą odwrotnością prawicy. Poza tym, jaki szanujący się prawicowiec nazwałby swoją partię socjalistyczną i robotników? Dziwnym trafem narodowych socjalistów mianują prawicą ludzie ze środowisk lewackich. Czyżby chcieli odwrócić uwagę od swoich ideologicznych antenatów? Kolejną spuścizną socjalizmu są związki zawodowe, których działalność określiłbym jako co najmniej szkodliwą. Primo: związki zawodowe są finansowane w większości przez pracodawców. Pracodawca nie będzie dopłacał do interesu, dlatego koszt przeniesie na konsumentów. Ludzie, którzy nie są w związku, a nawet nie są robotnikami, łożą na ten cel ze swoich kieszeni, chcąc czy nie chcąc. W cenę produktu producent wlicza koszt utrzymania związków zawodowych. Poza tym jest to łamanie (znowu) zasady praworządności państwa i równości wobec prawa – związki zawodowe jak i inne grupy mają przywileje, które są właśnie łamaniem tych zasad. Związki zawodowe to jedna z wielu sitw, która chce się jak najbardziej nachapać, a dobro wspólne, czyli państwo, ma tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Secundo: to, co postulują związki zawodowe jest szkodliwe dla gospodarki państwa, dla konsumentów, dla ludzi szukających pracy, a nawet dla tych, którzy pracują. Wyjaśnię po kolei. Związki zawodowe domagają się podwyższenia płacy minimalnej i zabezpieczeń dla pracowników. Ma to być z zyskiem dla pracowników, ale efekt jest odwrotny do zamierzonego. Podniesienie płacy minimalnej powoduje zwiększenie kosztu utrzymania pracownika przez pracodawcę. Nawet jeśli ktoś chciałby pracować za mniej niż płaca minimalna, to nie może zostać zatrudniony. Pracodawca zaś, działający tak, by minimalizować wydatki, a maksymalizować zysk, będzie musiał zwolnić część pracowników. Pewne jest też, że przedsiębiorca przerzuci podwyższony koszt utrzymania pracownika na konsumentów w postaci wzrostu cen, o czym już wspominałem. Poza tym działa tu jedna z podstawowych zasad ekonomii – im wyżej opodatkowane dobro, tym jest go mniej. Wysokie bezrobocie w Polsce jest spowodowane zbyt wysokim kosztem pracy. Jak widać na działalności związków zawodowych tracą wszyscy, oprócz samych działaczy. Los Detroit jest tego dowodem. Socjalizm generuje wszelkiej maści patologie społeczne. W jednym z krajów afrykańskich, bodajże w RPA, istnieje zasiłek socjalny dla kobiet, które urodzą niepełnosprawne dzieci. Co w takim razie robią kobiety? Zachodzą w ciążę i w jej trakcie piją alkohol. Socjalizm, kusząc możliwością zdobycia łatwych pieniędzy, degeneruje moralnie ludzi. Promuje również lenistwo i cwaniactwo. Jeśli wszyscy mają mieć po równo, niezależnie od umiejętności, to po co się starać? Tak niszczy się wybitne jednostki z aspiracjami. Łatwy dostęp do świadczeń społecznych zniechęca do podjęcia pracy, a przez to demoralizuje. Socjalizm wychowuje ludzi, którzy chcą brać, a nie chcą dawać. Uczy postawy „mnie się należy, a reszta mnie nie obchodzi”. Socjalizm, a nie kapitalizm robi z ludzi egoistów, choć w teorii wydaje się odwrotnie. „Nie pytajcie, co kraj może zrobić dla was; pytajcie, co wy możecie zrobić dla kraju”, powiedział John Fitzgerald Kennedy. Niby socjalista, a jednak wymyślił coś mądrego. Problemem jest system obowiązkowych ubezpieczeń społecznych, który dno osiągnął w Polsce pod postacią ZUS. Postulaty obowiązkowych ubezpieczeń zdjął z czerwonych sztandarów Żelazny Kanclerz Otto von Bismarck, wprowadzając tzw. Triadę Bismarckowską (ubezpieczenia na wypadek choroby – 1883 rok, ubezpieczenie od wypadków przy pracy – 1884 rok, ubezpieczenie w razie starości i inwalidztwa – 1889 rok). Obowiązkowe ubezpieczenia społeczne są sprzeczne z kolejną zasadą ekonomii, że jeśli jakieś dobro lub jakaś usługa jest obowiązkowa, to jej cena rośnie. Gdyby nie brali nam pieniędzy na ZUS, to od razu zmalałoby bezrobocie (zmniejszenie obciążeń pracodawców – zatrudniliby więcej ludzi), a ceny ubezpieczeń zmalałyby, bo prywatne ubezpieczalnie konkurowałyby na wolnym rynku, nieograniczonym przez monopolistę (ZUS). Socjalizm chce kontrolować wszystko z góry. Zatrudnia armię urzędników. Socjalizm w państwach bloku wschodniego upadł, bo był niewydolny ekonomicznie. Grecja upada, bo jest w niej za dużo socjalizmu. Budżetówka wynosiła tam 20%. Państwo socjalistyczne to państwa duże, ale słabe – sięga głęboko w wiele aspektów życia, utrudniając je, a nie potrafi wypełnić swoich podstawowych funkcji. Jest przeciwieństwem państwa minimum – małego, ale silnego, zajmującego się tylko sprawami ogólnonarodowymi, a ludziom dającego swobodę. Żeby państwo było tanie musi działać społeczeństwo obywatelskie. A najlepszym podłożem do społeczeństwa obywatelskiego jest chrześcijańska zasada miłości bliźniego. Gdyby zamiast zabierać nam pieniądze z podatków i nieefektywnie je wydawać, przy okazji pasąc urzędników, nie lepiej zostawić te pieniądze ludziom? Ludzie lepiej je wydadzą bez pośredników. I wierzę, że będą sobie pomagać, bo mają to w naturze. Socjalizm traktuje ludzi jak bydło, nie wiedzące jak wydawać swoje pieniądze, a ci, którzy promują socjalizm pod płaszczykiem pomocniczości (socjalizm jest wszak karykaturą chrześcijaństwa) chyba nie wierzą w to, że ludzie mogą sobie pomagać w odruchu bezinteresowności, na przykład przez organizacje charytatywne. Urzędnik, choćby na szczytny cel, ze złotówki z naszego podatku, weźmie połowę dla siebie. A organizacja pozarządowa weźmie tylko 10% na swoje utrzymanie. Co jest więc bardziej efektywne? Parafrazując przeinaczony cytat Churchilla, kapitalizm nie jest najlepszy, ale nic lepszego do tej pory nie wymyślono. Socjalizm jest z gruntu zły, bo zbudowany na fałszywych przesłankach. Kapitalizm jest aksjologicznie neutralny i zależny od moralności ludzi. Jeśli braknie moralności, to posypie się nawet kapitalizm. (Tylko niech lekarstwem na problemy kapitalizmu nie będzie socjalistyczny interwencjonizm, bo to bardziej szkodliwe od choroby, niczym „syropy” rtęciowe na kiłę w XVI i XVII wieku). I nie wierzę, że „dziki kapitalizm” uczyni ludzi biednymi. W Chinach po reformach wolnorynkowych zmalała liczba ludzi żyjących poniżej poziomu socjalnego. Reformy wolnorynkowe Margaret Thatcher wyciągnęły Wielką Brytanię z kryzysu, w który wpędziły ją rządy SOCJALISTYCZNYCH laburzystów. Przykłady można mnożyć, ale nie o to chodzi. Konkludując, socjalizm należy wyeliminować z życia społecznego, politycznego i ekonomicznego, a wszystkim to wyjdzie na dobre. Dlatego pamiętajcie, gdzie jest jego miejsce: Zaglądali do kufrów, zaglądali do waliz, nie zajrzeli do dupy – tam miałem socjalizm. Tam go miejcie, czego wam życzę. Maciej Mierzwa Artykuł pochodzi z kwartalnika "Nowa Strategia" (nr 2/2013). Przedruk za zgodą redakcji.

Po Marszu – moja teoria spiskowa

To oczywiście tylko teoria spiskowa, ale trochę trzyma się kupy... Marsz Niepodległości leży na wątrobie wielu politycznym kacykom III RP, od Jarosław Kaczyńskiego aż po Donalda Tuska. Te dwa okopane na politycznej scenie organizmy nie mogą bez siebie żyć.
PiS od dawna dyskredytuje Marsz Niepodległości oraz jego organizatorów. Podobnie czyni środowisko "Gazety Polskiej". Wiadomo, polityczna konkurencja, która może naruszyć utrwalany przez lata układ sił. PiS robi wszystko, by nie być zepchniętym z zajmowanej pozycji, w myśl hasła "koryta raz zdobytego nie oddamy". Marsz Niepodległości i jego organizatorów tępi także Platforma Obywatelska. Minister Sienkiewicz ogłasza "wojnę z faszyzmem", Donald Tusk oświadcza, że "faszyzm nie przejdzie". Najprawdopodobniej chodzi jednak o to, by nie dopuścić, by obok PiS wyrosła jakaś nowa siła, a nie daj Boże - żeby ta siła PiS wyautowała. Wtedy zabawa mogłaby się skończyć, a dni Donalda Tuska i jego grandy rzeczywiście mogłyby być policzone. 11 listopada 2013 odbył się kolejny Marsz Niepodległości. Właściwie nie pozwolono mu na to, by się odbył. Jak zwykle bandy prowokatorów, bo tylko tak można nazwać kogoś, kto idzie czcić Święto Niepodległości z kamieniami i butelkami, od samego początku usiłowały zakłócać przebieg uroczystości. Trudno teraz przesądzać, kim owi prowokatorzy byli. Niemniej jeśli ktoś rozrabia na pokojowym marszu musi być prowokatorem. Władze tylko czekały na taki przebieg wydarzeń, a kto wie, czy same go nie wyreżyserowały. Ostatecznie warszawski ratusz podjął decyzję o rozwiązaniu marszu. Niestety nie udało się dojść do końca. Cel tych, którzy robili wszystko, by Marsz Niepodległości zdyskredytować, pokazać jako siedlisko "nazizmu" czy "faszyzmu", został osiągnięty. PiS i PO zacierają rączki. Rzadko oglądam telewizję. Potok kłamstw i głupoty jaki się z tego medium sączy jest trudny do strawienia. Ale dziś włączyłem TVN24. Ekran podzielony był na dwie części. W jednej z nich widać było rozbiegające się gdzieś na ulicach Warszawy grupki ludzi, policyjne kordony, pełno dymu i gazu łzawiącego - jednym słowem anarchia, chaos i przemoc, w drugiej zaś części ekranu Jarosław Kaczyński akurat w tym momencie wygłaszał swoje przemówienie z Krakowa, coś tam smęcąc o tym co zawsze - w każdym razie spokój, powaga i zdyscyplinowany tłum. Wszystko wróciło do normy. PiS i PO dalej rządzą Polakami! Wspólne koryto konsoliduje... No i jak Wam się podoba Wam moja teoria spiskowa? Paweł Sztąberek

Polacy powinni być dumni…

We współczesnym świecie coraz częściej zafałszowuje się historię II Wojny Światowej, a zwłaszcza przemilcza się fakt, że Polacy byli pierwszym narodem, który zbrojnie wystąpił przeciwko czerwonej koalicji faszyzmu z komunizmem.
Kto dzisiaj w UE w ogóle wspomina, że koalicję faszystowską stanowiła oś Berlin-Rzym-Tokio? Kto w USA, w Japonii, czy w zachodnich krajach UE w ogóle wie, że 17 września 1939 roku Armia Czerwona uderzyła na Rzeczpospolitą? W takich krajach jak USA, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Francja, Japonia czy Izrael rzadko pisze się w mediach, że pierwsze zbrodnie wojenne w 1939 i w 1940 roku zostały dokonane właśnie na Polakach. Przemilcza się nawet fakt, że pierwszymi więźniami i ofiarami obozu zagłady w Auschwitz byli Polacy. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku Polska miała przestać istnieć. Od września 1939 r do czerwca 1941 roku Gestapo ściśle współpracowało z NKWD w zwalczaniu polskiego ruchu oporu i niszczeniu polskiej inteligencji. Zarówno hitlerowcy jak i czerwonoarmiejcy mordowali polskich profesorów, księży, nauczycieli, urzędników i wszelką inteligencję. Z niewiadomych przyczyn nie nagłaśnia się planów III Rzeszy i Rosji sowieckiej, aby unicestwić Naród Polski. Hitlerowcy planowali pozostawić przy życiu tylko niewykształconych Polaków jako tanią siłę roboczą do prac, których Niemcy nie chcieli się imać. Sowieci natomiast dokonywali systemowej wywózki całych rodzin Polaków na Sybir też w celach budowania potęgi ZSRR w nieludzkich warunkach mrozów i obozów pracy sowieckich obozach pracy czyli gułagach. Oficerów polskich wziętych do niewoli KGB i NKWD, próbowało podzielić wewnętrznie i sowietyzować. Prowadzono rozmowy w cztery oczy, aby wydobyć grupę zdrajców, przyjazną dla Armii Czerwonej. Najbardziej bohaterską kartą oficerów polskich jest fakt, że tych zdrajców znalazło się zaledwie kilku, a znakomita większość odpowiedziała radzieckim agitatorom, że nie będzie współpracować z reżimem stalinowskim. Rozkaz wymordowania kwiatu inteligencji polskiej uzasadniły władze Rosji sowieckiej …”brakiem możliwości pozyskania tych ludzi dla szerzenia internacjonalizmu i komunizmu….” Ludobójstwa sowieci dokonali nie tylko w Katyniu, ale również w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku, Miednoje i wielu innych nieodkrytych jeszcze miejscach kaźni polskiego kwiatu inteligencji. Okrutnie armia radziecka rozprawiła się z elitami polskiej Policji dokonując ludobójstwa w Miednoje. W obecnej Unii Europejskiej odwraca się role katów i ofiar II Wojny Światowej. Coraz mniej mówi się o zbrodniach Wehrmachtu na pocztowcach Gdańska we wrześniu 1939 roku, o ludobójstwie hitlerowców w trakcie Powstania Warszawskiego, o Palmirach, o wysiedlaniu Polaków z Żywiecczyzny przez Niemców, o mordowaniu i wypędzaniu Polaków z Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, natomiast w centrum uwagi jest fałszerz historii Erika Steinbach i „centrum wypędzonych” tworzone w Berlinie. W ten sposób w Berlinie każdy turysta będzie poznawał „nową” historię II Wojny Światowej z Niemcami w roli ofiar wypędzeń, a Polakami w roli winnych za nieudostępnienie Hitlerowi korytarza do Gdańska. Polacy jako pierwsi na świecie wystąpili zbrojnie przeciwko faszyzmowi, a teraz w niektórych gazetach polskojęzycznych nazwano marsz niepodległości….” marszem faszystów”. Chciałoby się powiedzieć : „Panie Boże wybacz tym dziennikarzom, bo nie wiedzą co piszą”, ale oni dobrze wiedzą, że szkalują Polaków. Polacy są narodem, którzy spośród wszystkich nacji Europy uratowali od zagłady przez hitlerowców najwięcej Żydów i wielu Polaków straciło własne życie dla ratowania Żydów, a dziś media, zwłaszcza niemieckie i amerykańskie oskarżają nas o… antysemityzm. Mój ojciec Tadeusz, który był żołnierzem września 1939 roku. Najpierw walczył z hitlerowcami, a potem przeciw czerwonej zarazie ze wschodu i dostał się do niewoli sowieckiej, z której udało mu się wraz z kolegą uciec. Powtarzał mi, że faszyzm i komunizm to są dwie strony tego samego medalu, który zwie się totalitaryzmem. Ojciec został odznaczony medalem za udział w wojnie obronnej 1939 roku oraz krzyżem AK, a już po wojnie wspierał NSZ. Bohaterstwo zgrupowania NSZ słynnego „Bartka” znałem od ojca już w dzieciństwie, w latach, kiedy w oficjalnej historii w PRL szkalowano tych dzielnych antykomunistów epitetem "bandyci". Dziś niewiele w UE i w USA pisze się o zdradzie dokonanej w Jałcie kosztem niepodległości sojuszniczej Polski. W trakcie corocznych uroczystości na cześć zwycięstwa w Moskwie w ogóle nie wspomina się zbrodni ludobójstwa jakich dokonywało NKWD, KGB i armia radziecka już po wojnie na żołnierzach AK i NSZ. W Niemczech i wielu innych krajach UE fałszuje się również najnowszą historię obalenia komunizmu, tworząc mit, że zrobili to wspólnie obywatele NRD i RFN, burząc mur berliński. Dlaczego nasze elity pozwoliły po 1989 roku na to, że dziś symbolem obalenia komuny nie jest w UE i w USA powstanie NSZZ”Solidarność”, ani stocznia w Gdańsku, ani kopalnia „Wujek”, tylko rozwalenie muru berlińskiego? Kto pozwolił na to aby symbol „Solidarności” jakim była Stocznia w Gdańsku, stał się stocznią widmo, w której żurawie już niczego nie podnoszą, suwnice niczego nie przenoszą, doki są puste, a hale wymarłe, bo statków już się tam nie produkuje? Jak to jest możliwe, że w katolickim kraju szydzi się z eleganckich ludzi mających tradycjonalistyczne poglądy, oskarżając ich o homofobię, a niektóre gazety pod niebiosa wychwalają marsze byle jako ubranych, a czasem nawet roznegliżowanych homoseksualistów, nazywane dla celów propagandowych marszami równości? Patriotyzm też się wyszydza w niektórych mediach, nazywając go bezpodstawnie nacjonalizmem, a ludzi wyznających prastarą polską ideę Boga, honoru i Ojczyzny- moherowymi beretami. Tragedia z 10.04.2010 roku była dla Polaków czasem żałoby, ale też powinna pobudzać nas do refleksji, co my możemy teraz uczynić dla Polski? Mówi się o zjednoczonej Europie, a gdzie były elity tej Unii Europejskiej, gdy odbywał się w Krakowie pogrzeb Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką? Przestraszyli się jednej chmury, czy po prostu byli obojętni na tragedię całego Narodu Polskiego? W dniu 10 kwietnia 2010 roku zginęło pod Smoleńskiem wielu wspaniałych Polaków. Profesor Lech Kaczyński zanim został prezydentem był aktywnym działaczem NSZZ „Solidarność”, a potem szefem Najwyższej Izby Kontroli . Wdzięczny mu jestem za raport NIK z 1999 roku ze skandalicznie przeprowadzonej prywatyzacji FSM, podczas której ponad 25.000 pracowników byłego FSM pozbawiono praw do akcji pracowniczych. Ten raport dawał podstawy do rewizji całej umowy definitywnej, zawartej między rządem RP a Fiatem, ale niestety dotychczas żaden rząd się na taką rewizję nie odważył. Wielką zasługą Lecha Kaczyńskiego jeszcze jako Prezydenta Warszawy było stworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego. Przez tyle dziesięcioleci żaden władca PRL-u i RP nie odważył się utworzyć takiego muzeum, bo szkoła szyderców przeszkolonych w Kujbyszewie w ZSRR, chciała Powstanie Warszawskie wymazać z historii Polski. Warto pamiętać, że w dniu 10.kwietnia 2010 roku zginął jeszcze jeden nasz prezydent Ryszard Kaczorowski, który był w II Rzeczypospolitej znanym harcerzem, w czasie wojny walczył z hitlerowcami, a po wojnie na obczyźnie walczył o godność Polski zdradzonej tak haniebnie w Jałcie. Nie wolno nam zapomnieć o Prezesie IPN Januszu Kurtyce, na którego niektóre gazety i niektórzy politycy zorganizowali przed śmiercią prawdziwą nagonkę. Zginęła również Anna Walentynowicz, która stała się symbolem prawdziwej „Solidarności” i jako jedna z pierwszych zdemaskowała oszustwa okrągłostołowe oraz prawdziwe oblicze Lecha Wałęsy. Wartą wspomnienia postacią jest Maciej Płażyński, który starał się o umożliwienie powrotu do Ojczyzny rodzinom polskim wywiezionym kiedyś przez sowietów na Sybir i do Kazachstanu. Na pokładzie Tu 154 M były też rodziny zamordowanych w Katyniu oficerów polskich i w ten sposób jakby koło historii połączyło Katyń 1940 ze Smoleńskiem 2010 tragedia śmierci. My, Polacy którzy pozostaliśmy przy życiu nie tylko nie możemy zapomnieć o ofiarach Katynia 1940 i Smoleńska 2010, ale mamy obowiązek dać z siebie dla Polski znacznie więcej niż dotychczas. Nie pytaj Polski co Ona ci dała lecz spytaj siebie, co Ty dałeś i co jeszcze możesz dać Polsce, bo nasi oficerowie w 1940 roku i nasi rodacy, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku dali dla Rzeczypospolitej to, co mieli najlepsze, czyli życie. Prymas tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński powiedział kiedyś, że … non possumus, nie możemy się poddać. Nasz wielki biskup Karol Wojtyła bronił krzyża w Nowej Hucie, a gdy został Papieżem dumnie głosił na całym świecie, że jest Polakiem, synem tej ziemi. Jan Paweł II mawiał : …”Taka Polska, która by od ciebie niczego nie wymagała byłaby niewiele warta”. I wreszcie kapelan „Solidarności” ks. Jerzy Popiełuszko nauczał nas : …” Zło dobrem zwyciężaj”…ale mawiał też (o czym rzadziej się wspomina), że żadna władza nie może opierać się na kłamstwie i nieprawości. To nie jest prawda, że zwykły obywatel niewiele może. Może nie kupować gazet szkalujących Polaków, może nie płacić za programy telewizji komercyjnych, które szydzą z wiary i z Rzeczypospolitej, może nie głosować na polityków wspierających obce interesy, może nie kupować antypolskich książek, a przede wszystkim może bronić honoru Polski w każdym miejscu, w którym Polacy są wyszydzani lub szkalowani. Polacy powinni również wspierać się nawzajem. Nasi politycy często martwią się o Irak, o Afganistan, o Libię, Syrię itd., a równocześnie zapominają o Polsce. Powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami, spadkobiercami pięknych i chwalebnych dziejów Rzeczypospolitej. Rajmund Pollak

Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

Celem tego wystąpienia są dwie rzeczy. Po pierwsze, chcę pokazać, dlaczego nazistowskie Niemcy były państwem socjalistycznym, a nie kapitalistycznym. Po drugie, chcę pokazać, dlaczego socjalizm — rozumiany jako system gospodarczy opierający się na państwowej własności środków produkcji — pociąga za sobą dyktaturę totalitarną.
Opisanie nazistowskich Niemiec jako państwa socjalistycznego było jednym z wielkich dokonań Ludwiga von Misesa. Kiedy przypomnimy, że słowo „nazi” jest skrótem od „Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei” (w tłumaczeniu – Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza), uwagi Misesa mogą nie wydać się niczym szczególnym. Jaki system gospodarczy ma być bowiem w państwie, rządzonym przez partię ze słowem „socjalistyczna” w nazwie, jeśli nie socjalizm? Jednakże, prócz Misesa i jego czytelników, praktycznie nikt nie uważa nazistowskich Niemiec za państwo socjalistyczne. Dalece bardziej powszechnym jest mniemanie — tak uważali komuniści i inni marksiści — że reprezentuje ono pewną formę kapitalizmu. Podstawą tezy, że nazistowskie Niemcy były państwem kapitalistycznym, był fakt, iż większość przemysłu pozostawała tam rzekomo w rękach prywatnych. Mises wykazał, że prywatna własność środków produkcji istniała jedynie z nazwy pod rządami nazistów. Rzeczywistym właścicielem środków produkcji był niemiecki rząd. Dlatego też to rząd, a nie nominalni właściciele, decydował o tym, co będzie wytwarzane, w jakiej ilości, w jaki sposób i komu będzie sprzedawane. Podobnie też ustalane były ceny oraz zarobki, a także wysokości dywidend, jakie mieli otrzymywać nominalni właściciele. Jak pokazał Mises, pozycja rzekomych właścicieli prywatnych była w zasadzie zredukowana do bycia rządowymi zarządcami. De facto państwowa własność środków produkcji — jak określał ją Mises — logicznie wynika z fundamentalnej zasady kolektywizmu przejętej przez nazistów. Stanowi ona, że dobro wspólne ma prymat nad dobrem prywatnym, zaś jednostka jest środkiem do osiągania celów państwa. Jeśli więc jednostka jest środkiem do osiągania celów państwa, to oczywiste jest, że jej własność także. Tak jak jednostka jest własnością państwa, tak to, co ona posiada, jest nią również. Jednak tym, co de facto ustanowiło w nazistowskich Niemczech socjalizm, było wprowadzenie kontroli cen i zarobków w 1936 r. Stanowiło to odpowiedź na inflację pieniądza, która pojawiła się wraz z początkiem reżymu w 1933 r. Reżym nazistowski wywołał inflację, aby sfinansować ogromne wydatki rządu związane z programami robót publicznych, subsydiami i zbrojeniami. Kontrola cen i zarobków została wprowadzona w odpowiedzi na wzrost cen, który był wynikiem inflacji. Skutkiem połączenia inflacji z kontrolą cen i zarobków są niedobory. Są to sytuacje, w których ilość dóbr, jaką ludzie chcą nabyć, przewyższa ilość dostępną w sprzedaży. Niedobory z kolei wywołują gospodarczy chaos. Nie chodzi tylko o to, że klienci, którzy pojawiają się w sklepie wcześnie rano, mogą wykupić całe zapasy towaru i zostawić tych, którzy przybędą później, z niczym. To sytuacja, na którą rząd zwykle odpowiada wprowadzeniem reglamentacji. Niedobory skutkują chaosem w systemie gospodarczym. Wprowadzają przypadkowość do dystrybucji zaopatrzenia pomiędzy różne regiony geograficzne, do rozdziału czynnika produkcji pomiędzy różne towary, do alokacji pracy i kapitału pomiędzy różne gałęzie systemu gospodarczego. Wynikające z połączenia niedoborów z kontrolą cen i zarobków zjawisko spadku podaży dóbr nie powoduje — jak ma to miejsce na wolnym rynku — wzrostu ich cen i wzrostu opłacalności ich produkcji. W ten sposób dalszy spadek podaży uległby zahamowaniu. Kontrola cen zapobiega ich wzrostowi i tym samym wzrostowi opłacalności produkcji. W tym samym czasie niedobory spowodowane kontrolą cen zapobiegają wzrostowi podaży przez odgórne ograniczenie wysokości cen i rentowności. Kiedy dochodzi do niedoboru, zjawisko wzrostu podaży jedynie łagodzi dolegliwości związane z brakiem towarów. Tylko wtedy, gdy niedobór jest całkowicie zlikwidowany, wzrost podaży wywołuje spadek cen i prowadzi do spadku opłacalności produkcji. W rezultacie połączenie kontroli cen z niedoborami powoduje przypadkowe zmiany w podaży bez żadnego efektu dla poziomu cen i opłacalności. W takiej sytuacji produkcja najbardziej trywialnych i nieistotnych dóbr, jak na przykład kamieni-zwierzątek, jest rozwijana kosztem produkcji najpilniej potrzebnych i ważnych towarów, jak leki. Nie ma to przy tym wpływu na cenę lub opłacalność produkcji żadnego z tych towarów. Kontrola cen zapobiega wzrostowi opłacalności produkcji leków w sytuacji spadku ich podaży oraz powstrzymuje spadek opłacalności produkcji kamieni-zwierzątek w sytuacji wzrostu ich podaży. Jak wykazał Mises, aby poradzić sobie z tymi niezamierzonymi skutkami kontroli cen, rząd musi albo ją znieść, albo sięgnąć po dalsze interwencje. Mianowicie może wprowadzić kontrolę nad tym, co jest produkowane, w jakiej ilości, jakimi metodami i do kogo ma być dystrybuowane, na co wskazałem już wcześniej. Połączenie kontroli cen ze zbiorem tych dalszych regulacji skutkuje de facto socjalizacją systemu gospodarczego. Oznacza to, iż rząd wykonuje wszystkie prawa wynikające z własności. Taki był socjalizm zaprowadzony przez nazistów. Mises nazywał go socjalizmem na niemiecką lub nazistowską modłę. Odróżniał się on od bardziej oczywistego socjalizmu Sowietów, który Mises zwał socjalizmem na wzór rosyjski lub bolszewicki. Oczywiście, socjalizm nie kończy chaosu spowodowanego zniszczeniem systemu cen. On go podtrzymuje. Jeśli jest wprowadzony bez wcześniej istniejącej kontroli cen, jego efektem jest początek wielkiego chaosu. Jest tak, ponieważ socjalizm właściwie nie jest żadnym alternatywnym systemem gospodarczym. Jest zaledwie zaprzeczeniem kapitalizmu i jego systemu cen. Natura socjalizmu jako taka jest jedna i ta sama co w przypadku chaosu gospodarczego, wynikającego ze zniszczenia systemu cen przez kontrolę cen i zarobków. (Chciałbym zaznaczyć, że narzucony przez bolszewicki model socjalizmu system kwot produkcji, z wszędobylskimi zachętami do przekraczania tych kwot, jest pewnym przepisem na powszechne niedobory — tak jak zresztą panowanie kontroli cen i zarobków). W najlepszym razie socjalizm zmienia zaledwie kierunek chaosu. Kontrola rządu nad produkcją może umożliwiać większą produkcję pewnych dóbr — szczególnie tych ważnych dla samego rządu. Rząd osiąga to jednak kosztem wywołania zamieszania w obrębie reszty systemu gospodarczego. Wynika to z tego, że rząd nie ma żadnej wiedzy na temat skutków, jakie niesie zabezpieczenie produkcji dóbr, którym przypisuje szczególną wartość, dla reszty systemu gospodarczego. Wymogi wprowadzenia systemu kontroli cen i zarobków rzucają światło na totalitarną naturę socjalizmu —zarówno na nazistowski, jak i na sowiecki wariant. Możemy zacząć od faktu, że w finansowym interesie sprzedawcy, działającego w ramach kontroli cen, jest unikanie tejże kontroli oraz podnoszenie cen swoich towarów. Z drugiej strony kupujący, którzy nie mogą nabywać dóbr, są skłonni płacić wyższą cenę, aby zapewnić sobie to, czego pragną. Co w takich okolicznościach może powstrzymać wzrost cen i rozwój czarnego rynku? Odpowiedzią jest połączenie surowych kar z dużym prawdopodobieństwem schwytania i poniesienia tych kar. Zwyczajne grzywny nie zwiększają zbytnio efektu odstraszania. Stanowią one jedynie dodatkowy koszt biznesowy. Jeśli rząd poważnie traktuje kontrolę cen, niezbędne jest wprowadzenie kar porównywalnych do tych za ciężkie przestępstwa. Lecz zwyczajne obowiązywanie takich kar nie wystarczy. Rząd musi uczynić je rzeczywiście dolegliwymi, by ograniczyć prowadzenie czarnorynkowych transakcji. Musi przestraszyć ludzi, że prowadzenie takich transakcji może zostać odkryte przez policję i rzeczywiście zakończyć się uwięzieniem. Aby wytworzyć taki strach, rząd musi rozwinąć armię szpiegów i tajnych informatorów. Dla przykładu, rząd musi nastraszyć sklepikarza i jego klienta, że jeśli zaangażują w transakcję na czarnym rynku, jakiś inny klient tego sklepu doniesie o tym. Z uwagi na prywatność i tajność transakcji czarnorynkowych rząd musi także przestraszyć każdego, kto planuje handel na czarnym rynku, że druga strona może okazać się agentem policji, próbującym go ująć. Rząd musi zniechęcić ludzi nawet do wieloletnich współpracowników, nawet do ich przyjaciół i krewnych, ponieważ i oni mogą okazać się informatorami. Wreszcie, aby wydawać wyroki skazujące, rząd musi przekazać uprawnienia do decydowania o niewinności lub winie w sprawie handlu na czarnym rynku na ręce trybunału administracyjnego lub jego policyjnych agentów na miejscu. Nie może ona zależeć od ławy przysięgłych. Mało który sędzia bowiem orzekłby o winie człowieka sprzedającego kilka kilogramów mięsa lub parę butów po cenie wyższej niż obowiązująca, skazując go na kilka lat więzienia. Dlatego też, podsumowując, postulaty wprowadzenia kontroli cen oznaczają akceptację dla kluczowych elementów państwa totalitarnego. Chodzi tu mianowicie o ustanowienie kategorii „przestępstw gospodarczych”, które bezkonfliktową pogoń za własnym interesem traktują jako czyn przestępczy, i ustanowienie totalitarnego aparatu policji pełnego szpiegów i informatorów oraz władzy arbitralnego aresztowania i uwięzienia. Jak widać, wprowadzenie kontroli cen wymaga władzy podobnej do tej w Niemczech Hitlera czy Rosji Stalina. W takim modelu praktycznie każdy może okazać się szpiegiem aparatu państwa. Działa także tajna policja, która może aresztować i więzić ludzi. Jeśli rząd jest nieskory, by iść tak daleko, wtedy kontrola cen okazuje się do pewnego stopnia niewykonalna i po prostu załamuje się. Wtedy czarny rynek rozrasta się. (Nawiasem mówiąc, nic z tego, o czym powiedzieliśmy, nie sugeruje, by kontrola cen była przyczyną władzy terroru ustanowionej przez nazistów. Tego rodzaju rządy naziści zaprowadzili długo zanim ustanowili kontrolę cen. W rezultacie ustanowili ją w okolicznościach już do tego przygotowanych). Aktywność na czarnym rynku pociąga za sobą popełnianie szeregu przestępstw. W systemie de facto socjalistycznym produkcja i sprzedaż dóbr na czarnym rynku oznacza pór wobec rządowych regulacji, dotyczących produkcji i dystrybucji, a także opór wobec kontroli cen. Dla przykładu, dobra sprzedawane na czarnym rynku przeznaczane są przez rząd do dystrybucji zgodnej z jego planem, nie zaś za czarnym rynku. Podobnie też środki produkcji, użyte do wytworzenia tych dóbr, przeznaczone są przez rząd do użycia zgodnego z jego planem, nie zaś do zaopatrzenia czarnego rynku. W systemie de iure socjalistycznym, takim jak w Związku Sowieckim, gdzie prawo państwowe otwarcie i wprost czyni rząd właścicielem środków produkcji, cała aktywność na czarnym rynku z konieczności pociąga za sobą przywłaszczenie lub kradzież własności państwowej. Dla przykładu robotnicy fabryczni czy kierownicy w Związku Sowieckim, którzy produkowali towary sprzedawane potem przez nich na czarnym rynku, byli uważani za złodziei materiałów dostarczanych przez państwo. Co więcej, w jakimkolwiek rodzaju państwa socjalistycznego — nazistowskim czy komunistycznym — plan gospodarczy rządu jest najwyższym prawem w kraju. Dobrze wiemy, jak chaotyczny jest tzw. proces planowania w socjalizmie. Jego dalsze zakłócania przez pracowników i kierowników, wyprowadzających materiały i zapasy do produkowania na czarnym rynku, jest czymś, co socjalistyczne państwo logicznie upoważnia do traktowania jako akt sabotowania swojego planu gospodarczego. Prawo państwa socjalistycznego traktuje to właśnie jako sabotaż. To powoduje, że działalność na czarnym rynku w kraju socjalistycznym często pociąga za sobą karę śmierci. Uważam, że fundamentalną przyczyną wyjaśniającą powszechne rządy terroru w socjalizmie jest niewiarygodny problem, dotyczący tego, w jakiej relacji państwo socjalistyczne powinno znajdować się wobec swoich obywateli. Z jednej strony, zakłada ono pełną odpowiedzialność za pomyślność ekonomiczną jednostek. Rosyjski czy też bolszewicki model socjalizmu otwarcie zaświadcza o tej odpowiedzialności — jest to główne źródło jego atrakcyjności wśród ludu. Z drugiej strony, państwo socjalistyczne w każdy sposób, w jaki można to sobie wyobrazić, partaczy tę robotę Czyni życie jednostek koszmarem. Obywatel państwa socjalistycznego każdego dnia swojego życia musi marnować czas w niekończących się kolejkach. Problemy, jakich doświadczali Amerykanie w latach 70. XX w. w związku z niedoborem paliw, są dla niego normalne. Tylko, że nie doświadcza on ich w stosunku do paliw, ponieważ nie posiada samochodu ani nadziei na jego kupno. Jego problemy wiążą się z brakiem odzieży, warzyw czy nawet chleba. Często jest on zmuszony do pracy, której sobie nie wybierał i której przez to nienawidzi. (Na skutek niedoborów rząd decyduje się na przydział pracy dokładnie w taki sposób, jak czyni to z przydziałem materialnych środków produkcji). Żyje w warunkach niesamowitego przeludnienia, niemal bez szans na prywatność. (W obliczu niedoboru domów, lokatorzy przypisani są do mieszkań, a rodziny zmuszone są dzielić je z innymi. Aby ograniczyć uciążliwość tego niedoboru, wprowadzony jest system paszportów wewnętrznych i wiz w najbardziej atrakcyjnych obszarach kraju. Mówiąc delikatnie, osoba zmuszona do życia w takich warunkach musi kipieć z oburzenia i złości). Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci? Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie  obywateli pod butem. W rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód. Jeśli rząd jest właścicielem wszystkich gazet i domów wydawniczych, jeśli decyduje, do jakich celów może być wykorzystywany papier gazetowy, wtedy oczywiście nie można wydać niczego, na co rząd się nie zgadza. Jeśli jest on właścicielem wszystkich sal zebrań, wtedy nie może odbyć się żadne publiczne spotkanie czy wykład, na który rząd nie wyraża zgody. Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi. Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partii. Powodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia. Przyczyną tego jest strach przywódców i ich desperacka potrzeba wskazywania kozła ofiarnego za porażki socjalizmu. Dlatego też prasa w kraju socjalistycznym pełna jest doniesień o zagranicznych spiskach i sabotażach, o niegospodarności części urzędników. Czasami niezbędne okazuje się odkrycie wewnętrznego spisku na dużą skalę, by poświęcić wysokich funkcjonariuszy, a nawet całą frakcję w gigantycznej czystce. To z powodu swojego strachu i desperackiej potrzeby dławienia każdego przejawu nawet potencjalnej opozycji socjalistyczni przywódcy nie zezwalają na żadną czysto kulturalną działalność, która nie jest kontrolowana przez władze. Jeśli ludzie licznie zgromadzą się na pokazie sztuki czy odczycie poezji niekontrolowanym przez rządzących, przywódcy mogą obawiać się rozpowszechniania niebezpiecznych idei. Każda niedozwolona idea jest ideą niebezpieczną. Może ona sprawić, że ludzie zaczną myśleć samodzielnie i zastanawiać się nad istotą socjalizmu oraz nad jego przywódcami. Przywódcy boją się spontanicznych zgromadzeń nawet kilku ludzi w pokoju. Muszą zatem sięgać po tajną policję i aparat szpiegów i informatorów, a także terror, aby nie dopuścić do takich spotkań lub upewnić się, że poruszane na nich tematy są całkowicie nieszkodliwe z punktu widzenia państwa. Socjalizm nie może na dłuższą metę panować bez terroru. Gdy tylko terror się rozluźnia, oburzenie i wrogość zwracają się przeciwko rządzącym. Okres ten przynosi zatem rewolucję lub wojnę domową. W rzeczywistości, socjalizm pozbawiony terroru lub, ściślej rzecz biorąc, odpowiedniego jego poziomu, opisany może być jako niekończąca się seria rewolucji i wojen domowych. Każda kolejna grupa nowych przywódców okazuje się niezdolna do uczynienia socjalizmu dobrze funkcjonującym, podobnie jak ich poprzednicy. Nieuniknionym wnioskiem, jaki się nasuwa, jest to, że terror rzeczywiście doświadczany w państwach socjalistycznych nie był po prostu robotą złego człowieka, takiego jak Stalin. Wynikał on z natury systemu socjalistycznego. Stalin wysunął się na czoło, ponieważ jego niezwykła determinacja i przebiegłość w stosowaniu terroru stanowiły właściwości najbardziej pożądane na stanowisku przywódcy socjalistycznego, by móc utrzymać się u władzy. Dotarł do szczytu na skutek naturalnej selekcji w socjalizmie: selekcji najgorszych. Muszę uprzedzić możliwe nieporozumienie dotyczące mojej tezy, że socjalizm jest totalitarny ze swej natury. Dotyczy to rzekomo socjalistycznych państw rządzonych przez socjaldemokratów, takich jak Szwecja czy inne kraje skandynawskie, które oczywiście nie są totalitarnymi dyktaturami. W takich przypadkach niezbędnym jest zdać sobie sprawę z tego, że tak jak państwa te nie są totalitarne, tak też nie są socjalistyczne. Partie tam rządzące mogą przyjmować socjalizm jako swoją filozofię czy jako swój ostateczny cel, ale system gospodarczy, jaki wdrażają, socjalizmem nie jest. Ich rzeczywistym modelem gospodarczym jest skrępowana gospodarka rynkowa, jak to określił Mises. Choć bardziej skrępowany od naszego (chodzi o USA — przyp. red.), ich system gospodarczy jest zasadniczo podobny do tego u nas w tym sensie, że główną siłą napędową produkcji i aktywności ekonomicznej jest nie dekret rządu, lecz inicjatywa prywatnych właścicieli, motywowanych wizją prywatnego zysku. Powodem, dla którego socjaldemokraci nie wprowadzają socjalizmu po dojściu do władzy, jest to, że nie są w stanie zrobić tego, co byłoby wymagane. Wprowadzenie socjalizmu jako systemu gospodarczego wymaga masowego aktu kradzieży — środki produkcji muszą zostać przejęte od ich właścicieli i przyznane państwu. Przejęcie takie z pewnością wywołałoby opór ze strony części właścicieli — opór, który mógłby zostać przełamany tylko dzięki zastosowaniu szeroko zakrojonego przymusu. Komuniści próbowali i próbują nadal zastosować taką siłę, jakiej użyto w Związku Sowieckim. Komuniści byli niczym uzbrojeni rabusie gotowi zabić, jeśli będzie to niezbędne dla dokonania kradzieży. W przeciwieństwie do nich socjaldemokraci są bardziej jak kieszonkowcy, którzy marzą o wyciągnięciu dużych pieniędzy pewnego dnia, lecz w rzeczywistości nie są w stanie zabić, jeśli to konieczne i poddają się przy najmniejszych oznakach poważniejszego oporu. Co do nazistów, generalnie nie musieli oni zabijać, by przejąć własność Niemców, nie licząc Żydów. Było tak, ponieważ, jak widzieliśmy, wprowadzili socjalizm poprzez kradzież, kontrolę cen, która służyła utrzymaniu zewnętrznych pozorów prywatnej własności. Prywatni właściciele byli w ten sposób pozbawieni swojej własności bez wiedzy o tym i dlatego nie czuli potrzeby obrony jej siłą. Myślę, że pokazałem, iż socjalizm — prawdziwy socjalizm — jest totalitarny ze swej natury. Współcześnie w Stanach Zjednoczonych nie mamy socjalizmu w jakiejkolwiek formie. Nie mamy też do czynienia z dyktaturą, nie mówiąc już o dyktaturze totalitarnej. Nie mamy jeszcze także faszyzmu, choć się do niego zbliżamy. Wśród kluczowych elementów, których wciąż brakuje, jest brak rządów jednej partii oraz cenzury. Wciąż cieszymy się wolnością wypowiedzi i prasy, a także wolnymi wyborami, choć swobody te są podkopywane, a ich dalsze funkcjonowanie nie jest zagwarantowane. Mamy za to skrępowaną gospodarkę rynkową, która staje się coraz bardziej skrępowana przez coraz większe interwencje rządu. Wiąże się to z rosnącym zanikiem indywidualnej wolności. Wzrost ekonomicznej interwencji rządu jest równoznaczny z zanikiem indywidualnej wolności, ponieważ oznacza rosnące inicjowanie użycia siły fizycznej, by zmusić ludzi do robienia tego, czego nie wybraliby z własnej woli, lub odwieść ich od zrobienia tego, co z własnej woli by wybrali. Jednostka sama wie najlepiej, co leży w jej interesie oraz zazwyczaj czyni to, co leży w jej zakresie, a także unika robienia tego, co w niego godzi. Wynika z tego, że im większy zakres ingerencji rządu, w tym większym stopniu jednostki nie mogą czynić tego, co daje im korzyści, i zamiast tego są zmuszone czynić to, co powoduje u nich straty. Obecnie wydatki rządowe w USA — federalne, stanowe i lokalne — urosły do poziomu niemal połowy dochodów pieniężnych tych, którzy są zatrudnieni poza sektorem rządowym. Piętnaście departamentów federalnych i dużo większa liczba federalnych agencji regulacyjnych — w większości przypadków wraz ze swoimi odpowiednikami na poziomie stanowym i lokalnym — razem stale przeszkadza w praktycznie każdej sferze życia pojedynczego obywatela. Na niezliczone sposoby jest on obkładany podatkami, nakazami i zakazami. Efektem takiej masowej ingerencji rządu jest bezrobocie, rosnące ceny, spadające realne płace, potrzeba pracowania dłużej i ciężej oraz rosnący brak bezpieczeństwa ekonomicznego. Długofalowym efektem jest rosnąca złość i oburzenie. Choć interwencjonistyczna polityka rządu celem powinna być naturalnym obiektem ich ataków, złość i oburzenie, które odczuwają ludzie, zwykle skierowane są wobec przedsiębiorców i bogatych. To nieporozumienie w dużej mierze napędzane jest przez niedouczoną i zawistną elitę intelektualną oraz media. W zgodzie z tą postawą od czasu pęknięcia bańki na giełdzie (która w rzeczywistości stworzona została przez politykę Rezerwy Federalnej rozdawania kredytów i przekłuta tymczasowym odejściem od tej polityki) rządowi oskarżyciele rozpoczęli szczególnie mściwą politykę przeciwko dyrektorom winnym finansowej nieuczciwości, tak jakby ich działania były odpowiedzialne za rozprzestrzenienie się strat wynikających z pęknięcia bańki. W ten sposób były szef ważnej kompanii telekomunikacyjnej został ostatnio skazany na 25 lat więzienia. Inni wysocy dyrektorzy zostali potraktowani podobnie. Co bardziej niepokojące, władza rządu do stawiania w stan oskarżenia staje się równoznaczna z władzą niszczenia firm, czego dowodem przypadek spółki Arthur Andersen, dużej korporacji audytorskiej i doradczej. Zagrożenie użycia tej władzy było dostatecznym powodem do zmuszenia głównych pośredników ubezpieczeniowych w Stanach Zjednoczonych do zmiany swoich zarządów, aby zadowolić prokuratora generalnego stanu Nowy Jork. Nie da się tego opisać inaczej jak skazanie i kara bez rozprawy sądowej i jak wymuszenie ze strony rządu. To znamienne kroki na bardzo niebezpiecznej ścieżce. Na szczęście wciąż mamy dostatecznie szeroką wolność w Stanach Zjednoczonych, aby naprawić wszelkie szkody, jakie poczyniono. Przede wszystkim mamy wolność publicznego nazywania rzeczy po imieniu i donoszenia o szkodliwych działaniach rządu. Co ważniejsze, mamy wolność analizowania i obalania idei, które leżą u podstaw destrukcyjnych polityk, jakie zostały lub mogą zostać wdrożone. Bowiem fundamentalnym czynnikiem, leżącym u podstaw interwencjonizmu i, rzecz jasna, socjalizmu — czy to nazistowskiego, czy komunistycznego — jest nic innego jak błędne idee, przede wszystkim te ekonomiczne i filozoficzne. Istnieje rozległy i rosnący zbiór literatury, prezentującej zdrowe idee z zakresu tych dwóch żywotnych dziedzin. Według mnie dwoje najważniejszych autorów w tym zakresie to Ludwig von Mises i Ayn Rand. Rozległa wiedza na temat ich twórczości jest warunkiem niezbędnym, by odnieść sukces w obronie indywidualnej wolności i wolnego rynku. George Reisman Tłumaczenie: Grzegorz Dmitruk Treść wystąpienia przedstawionego na „The Economics of Fascism” — Supporters Summit zorganizowanym przez Ludwig von Mises Institute w 2005 r. Polskie tłumaczenie ukazało się na mises.pl