Tag Archives: odpowiedzialność

Skąd się biorą somalijscy piraci?

Bardzo dawno temu wspominałem o Marcelu Maussie i o jego obserwacji zachowań australijskich żołnierzy w czasie I Wojny Światowej. Byli oni dziwnie czyści jak na okopowe standardy. Wszystkie inne regimenty umorusane – a Australijczycy czyści.

Kto ma spłacać kredyty brane we frankach?

Szerokim echem w mediach odbiły się niedawne decyzje rządów kilku europejskich państw, m.in. Chorwacji, Węgier i Portugalii, by wspomóc tych obywateli, którzy zaciągnęli swego czasu kredyty we frankach szwajcarskich.
Wiadomo, gdy ludzie kredyty zaciągali, frank kosztował niejednokrotnie połowę tej ceny, co obecnie. Problem dotyczy także Polski, gdzie osób zobowiązanych do spłaty rat swoich kredytów po obecnie obowiązującym kursie franka jest około 700 tysięcy. Nie można się zatem dziwić, że pomysł rządów wymienionych państw został natychmiast podchwycony przez polskich polityków z opozycji (konkretnie PiS i PJN). Domagają się oni, by państwo wsparło tych, którzy muszą spłacać kredyty, które zaciągali w szwajcarskiej walucie. Inaczej mówiąc, domagają się oni, by to podatnicy zrzucili się na tych, którzy dziś mają niejednokrotnie problem z realizacją swoich zobowiązań. Pytanie tylko, dlaczego ci, którzy nie brali takich kredytów, nigdy nie partycypowali w korzyściach jakie wynikły z ich wzięcia, oraz nigdy zapewne nie ujrzą na własne oczy tych, którzy je wzięli (pomijając osoby z własnego otoczenia), mieliby robić zrzutkę na tych, co je wzięli, gdy frank był tani, licząc się zapewne z tym, że kiedyś może być droższy? To samo pytanie stawia sobie na portalu Salon24.pl były jego szef Igor Janke. Pisze on: "Sam, przyznaję,  mam kredyt we frankach, więc wiem o czym mowa. Powinienem więc wspierać te pomysły i chwalić. Ale nie wspieram i nie chwalę". I dalej dodaje: "Dlaczego państwo, czyli inni podatnicy (ci którzy nie brali kredytów we frankach) ma pomagać tym, którzy chcieli ryzykować? Dlaczego jedni obywatele mają się składać na drugich i to na tych ciut zamożniejszych, bo biednym kredytów nie dawali? (...) Teraz państwo powinno oszczędzać, likwidować wydatki, niż dokładać sobie nowe. Nasza dziura i zadłużenie rośnie. Nie przerzucajmy długów na nasze dzieci, tylko zaciśnijmy zęby, pracujmy i sami płaćmy za nasze rachunki. Moim zdaniem to nierozsądne i nie uczące odpowiedzialności. Sami musimy wypić piwo, którego sobie nawarzyliśmy, zwłaszcza, że ciągle nie ma dramatu. Oczywiście, gdyby ktoś z Państwa chciał wziąć udział w spłacie mojego kredytu, to serdecznie zapraszam! Nie chcę jednak, by państwo polskie Was do tego zmuszało". Igor Janke uczciwie stawia sprawę. Również ja, kilka lat temu poniosłem pewne straty wykładając pieniądze na coś, co miało być "pewną inwestycją". Cóż, wykazałem się naiwnością i zapłaciłem za to określoną cenę. Ale nigdy nawet przez sekundę nie przyszło mi do głowy, by domagać się od rządu, by zrekompensował mi moją stratę kosztem innych. Politycy są jednak w swoich złodziejskich zapędach niezawodni, więc nie zdziwię się jeśli któregoś dnia i ten chory postulat wcielą w życie. Wówczas, istotnie, po raz kolejny okaże się, że tak naprawdę oszczędne życie się nie opłaca, że życie odpowiedzialne jest jedynie dla frajerów, bo i tak oni za wszystko zapłacą. I jeszcze jedna uwaga... Pan Igor Janke szefował kiedyś finansowanemu przez Unię Europejską, czyli za pieniądze podatników, portalowi, Salon24.pl. Jakiś czas temu odszedł z tego portalu do - jak sam się wyraził - działalności biznesowej oraz do pracy w Instytucie Wolności. W okresie, gdy pracował w Salonie24.pl bronił niejednokrotnie etatyzmu i uzasadniał konieczność wspierania przez państwo, czyli przez podatników pewnych inicjatyw. Teraz, jak widać, optyka zaczyna się zmieniać. Na szczęście we właściwym kierunku... Paweł Sztąberek

Socjalizm na skrzyżowaniu

Zwykle staram się nie oglądać reżimowej telewizji. Zmieniając jednak kilka dni temu kanały natknąłem się na dość interesujący materiał. O dziwo okazało się potem, że były to „Wiadomości” w TVP 1! Materiał dotyczył pewnego holenderskiego miasteczka, w którym burmistrz usuwa ze skrzyżowań sygnalizację świetlną. Okazuje się, że gdy nikt ani nic ruchem nie kieruje jest znacznie mniej wypadków. Z materiału można się było także dowiedzieć, że działa specjalna organizacja promująca „naturalny ruch uliczny”. Urzędnicy przekonywali, że w takich krajach jak Bangladesz czy Indie nikt nie kieruje ruchem, a ludzie i samochody na siebie nie wpadają, nie ma korków, ruch jest płynny. Pewnie idea sprowadza się na mniej uczęszczanych drogach... Pomyślałem sobie od razu o ruchu pieszych na chodnikach. Oczywiście ludzie na siebie wpadają przez nieuwagę, czasami są złamania, stłuczenia, ale zwykle kończy się to uśmiechem i przeprosinami. Ludzie na chodniku po prostu uważają na siebie i na innych są odpowiedzialni. Zdałem sobie też sprawę, że dawno nie widziałem bardziej antysocjalistycznego materiału! Bo im więcej wolności, tym więcej odpowiedzialności, a ludzie w swej masie nie lubią być odpowiedzialni. Socjalizm podobnie jak sygnalizacja świetlna daje ludziom ułudę zwolnienia z niej zwolnienia. Jest cała masa okoliczności i wypadków, które nigdy nie miałyby miejsca gdyby nie to pozorne zwolnienie. Jak mawiał Kisiel: "Socjalizm to system, który bohatersko rozwiązuje problemy nie znane w żadnym systemie". Okazuje się, że ta zasada dotyczy również sygnalizacji świetlnej. Ile kosztuje taka sygnalizacja? I tu zaskoczenie... Słono, nawet kilkaset tysięcy. Dlaczego? Pewnie dlatego, że to publiczne pieniądze. Czyli mamy płacić kupę pieniędzy za coś co kosztuje fortunę, powoduje wypadki i demoralizuje społeczeństwo! Płacimy za socjalizm nawet na skrzyżowaniach. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko socjalizm jest na rozdrożu i zawędruje ostatecznie w ślepą uliczkę historii. Trzeba tylko, aby ludzie tak jak w holenderskim miasteczku wzięli sprawy w swoje ręce "olewając" socjalistyczną nadbudowę. Adam Kalicki