Tag Archives: Paweł Sztąberek

Stefan Oleszczuk: Wygrała antyrynkowa wizja samorządu

Stefan Oleszczuk, b. burmistrz Kamienia Pomorskiego, będzie jutro (8 IV) specjalnym gościem podczas gali wręczania nagród konkursu Magister PAFERE. Będzie mówił m.in. o tym, czy można być wolnorynkowcem w dzisiejszym samorządzie. Przypominamy wywiad Stefana Oleszczuka poświęcony właśnie sprawom samorządowym, jakiego udzielił naszemu portalowi w 2010 roku.

Pięć lat PAFERE – wrażenia z konferencji

Rany, jak ja nie cierpię pisać relacji! Serio, mam wrażenie, że się do tego zwyczajnie nie nadaję. Felieton, recenzję, wywiad – proszę bardzo. Ale relację? Apage satanas! Jak tu u diaska przekazać wszystko, co się wydarzyło? Jak ktoś uważa, że to takie proste – niech spróbuje, życzę powodzenia.
Piąta rocznica Fundacji PAFERE. Okolicznościowa konferencja połączona z galą III edycji konkursu Magister PAFERE. Umawiam się z Pawłem Sztąberkiem. W drodze na spotkanie doznaję dysonansu poznawczego w temacie „organizacja transportu publicznego w mieście stołecznym Warszawa”. Potem już jest „z górki” - Rafał A. Ziemkiewicz przepytany na ulicy na okoliczność okoliczności spotkania, Marszałek Ewa Kopacz nie przepytana – pancerna limuzyna mknąca ulicami stołecznego grodu jest wyjątkowo odporna na indagacje. Widać poseł Antonii Macierewicz zdążył na nas naskarżyć. Konferencja rozpoczyna się ze znacznym opóźnieniem. Tyle tylko, że oficjalnie. Nieoficjalnie trwa w kuluarach. Pan Jan M. Małek, profesor Claar, Andrzej Barański, Wojciech Kubań, Wojciech Popiela, Paweł Toboła–Pertkiewicz... Do każdego można podejść, porozmawiać. Poważnie o niepoważnych tematach, niepoważnie o poważnych... Wreszcie wchodzimy na salę. Czym jest szara strefa tłumaczyć nie trzeba. Faktem jest, że uczciwa to ona nie jest, o czym przypomina Jan M. Małek. Ale z drugiej strony – a administracja państwowa to jest? Inflacja, deficyt, rozdawane lekką ręką przywileje, korupcja... Z czego to wynika i jak się przed tym bronić? W pierwszym rzędzie należy wymienić realizację ubóstwianej przez społeczeństwo utopii państwa opiekuńczego, opartego na fiskalizmie i redystrybucji, w konsekwencji prowadzących do bankructwa. Ważne jest wsparcie ze strony makroekonomicznych teorii Keynesa, ogłoszonych w latach Wielkiego Kryzysu. Ich krótkoterminowa ocena skutków rządowego interwencjonizmu pozwala politykom stwarzać wrażenie, że robią coś konkretnego dla podatników – wyborców, o czym mówił prof. Victor Claar z Instytutu Actona. Widać tu zresztą pewne pokrewieństwo – politycy myślą w kategoriach kadencji, podobnie jak zwolennicy keynesizmu zakładający, że ważne jest to, co tu i teraz. O resztę niech się martwią przyszłe pokolenia, w imieniu których politycy wydają (propagandowo sensownie, rzecz jasna) ich pieniądze. W efekcie dochodzi do paradoksu, wykazanego przez prof. M. Wojciechowskiego – nieuczciwość, jaką jest łamanie prawa przez przedsiębiorców szarej strefy, jest zjawiskiem korzystnym dla konsumentów, a więc – moralnie pozytywnym. Skutek prymatu biurokracji i fiskalizmu nad przedsiębiorczością prowadzi do sytuacji, w której „Gdyby zatem chcieć przestrzegać wszystkich przepisów to gospodarka musiałaby chyba całkowicie stanąć”. Nieuczciwi wobec państwa przedsiębiorcy szarej strefy mogą bowiem oferować tańsze towary / usługi, gdyż nie korzystają z protekcji państwa, stwarzającej możliwości stosowania praktyk monopolistycznych, za które płacą rzecz jasna konsumenci. O negatywnych skutkach nadmiaru państwowego interwencjonizmu i protekcjonizmu zaświadczyli zaproszeni przedsiębiorcy - Andrzej Barański, Wojciech Kubań, Piotr Lisiecki oraz Marcin Nowacki. Podkreślali oni fakt istnienia niekorzystnych dla przedsiębiorców rozwiązań (np. obowiązek odprowadzania podatku VAT / PTU z tytułu wystawienia faktury, nie zaś uzyskania przychodu) czy absurdalność rozwiązań, koncentrujących państwowe kontrole na porządku w „papierach”, co skutkuje pojawianiem się afer typu „jajek w proszku”. W konsekwencji należałoby zrewidować obiegowe poglądy o niższej efektywności polskich przedsiębiorców na europejskim tle. Tylko kto to weźmie pod rozwagę na „zielonej wyspie”? Niewątpliwie najbardziej optymistycznym akcentem była gala wręczenia nagród III edycji konkursu Magister PAFERE. Pokazała ona bowiem, że w Polsce nie brak inteligentnych ludzi, którym nawet studia nie zaszkodziły. Że nie wszyscy absolwenci uczelni wyższych są jedynie beneficjentami systemu, którego jedynym celem jest wyposażyć młodego człowieka w dyplom. Po krótkim omówieniu prac przez jurorów głos zabrali laureaci i trzeba powiedzieć szczerze – było czego posłuchać. Zwycięskie i wyróżnione prace są już opublikowane, więc nie będę odbierać Czytelnikom przyjemności samodzielnego zapoznania się z ich dorobkiem. Michał Nawrocki

Realna wartość współdecydowania

Stanisław Michalkiewicz przypomina, że w kampanii akcesyjnej do UE w 2003 r. jednym z argumentów za przystąpieniem było, iż dzięki temu Polacy będą mogli współdecydować o swoim losie. S. Michalkiewicz z właściwą sobie ironią nie zapomina w takich sytuacjach dodać, że właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego współdecydowanie ma być lepsze od samodzielnego decydowania. Inna sprawa, że można by argument prounijny odwrócić i zapytać, czy skoro współdecydowanie jest tak wielką wartością, to w jakim stopniu Polska pomiędzy 1989 a 2004 r. była faktycznie państwem suwerennym?
Cóż, Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, a że jak wiadomo od czasów Lenina „w miarę postępów socjalizmu walka klas zaostrza się”, więc i nasze współdecydowanie też się pogłębia. I nie tylko nasze, o czym przypomniał Paweł Sztąberek. W ramach owego współdecydowania Polska nie prowadzi już np. polityki zagranicznej, bo są od tego starsi i mądrzejsi. Wbrew wszelkiej logice prawo polskie dostosowywane jest do „wymogów unijnych” takich jak zastąpienie normalnych żarówek „energooszczędnymi” świetlówkami, których utylizacja jest wyjątkowo skomplikowana. No, i rzecz jasna istnieje konieczność wypełniania dyrektyw różnych Komisji Europejskich, dzięki którym np. w Polsce zlikwidowany został przemysł stoczniowy. Ale za to mamy gazrurę pod Bałtykiem, która blokuje wejście do portu w Szczecinie. Oczywiście, „w razie czego” rurę się przesunie jak będzie zanadto przeszkadzać, jak uspokajająco zapowiadają Niemcy i Rosjanie. Tyle, że moim zdaniem owe zapewnienia są warte dokładnie tyle, co zapewnienia ministra Boniego, że do podpisanego porozumienia ACTA można dopisać jakieś nowe protokoły. Wracając jeszcze na chwilę do rurociągu Nord Stream, warto przypomnieć, że protesty z Polski czy Litwy w kwestii budowy rurociągu podkreślały stricte polityczny charakter przedsięwzięcia nie mający żadnego uzasadnienia ekonomicznego. I co? Dzisiaj z kolei Polska musi wysłuchać protestów niemieckich w sprawie programu budowy elektrowni atomowych, bo jest to wymóg prawa UE, co zapewne przesądza sprawę. Ostatnim, kuriozalnym w swej wymowie aktem świadczącym o realnej wartości współdecydowania było oświadczenie ministra Zdrojewskiego, że nawet jeśli Polska nie ratyfikuje porozumienia ACTA, to i tak będzie ono u nas obowiązywać, jako zobowiązanie unijne. Cóż, jeśli jeszcze ktoś wierzy, że zgodnie z zapisami Konstytucji RP suwerenem w Polsce jest Naród, to może się już wyzbyć złudzeń. Ale to nie wszystko. Najwyraźniej bowiem Niemcy, zgodnie z oczekiwaniami wyrażonymi onegdaj w Berlinie przez mieszkańca „strefy zdekomunizowanej”, Radosława S., postanowili przejść na ręczne sterowanie również polskim społeczeństwem. Jeszcze w ubiegłym roku w niemieckiej prasie pojawiły się alarmistyczne doniesienia, że „Prawica w Polsce jest coraz groźniejsza". Świadczyć o tym mają między innymi antysemickie incydenty w Jedwabnem (profanacja pomnika poświęconego pamięci Żydów zamordowanych przez Polaków), niszczenie dwujęzycznych polsko – litewskich tablic, dewastacja synagogi w Orli czy podpalenie Centrum Muzułmańskiego. No i rzecz jasna frekwencja na Marszu Niepodległości 11 listopada 2011 r. Do jednego worka wrzucani są zarówno narodowcy jak i kibice – w sumie jedna wielka banda chuliganów i bandytów zdaniem niemieckich mediów. Tego, że Marsz Niepodległości przebiegał zupełnie inaczej, niż pokazywały polskojęzyczne media, niemieccy żurnaliści najwyraźniej nie wiedzą. Chyba też nie wiedzą też o grupie niemieckiego lewactwa, która przyjechała w listopadzie 2011 r. „fizycznie blokować faszyzm” pokojowo, czyli przy użyciu pałek i kastetów na ulicach Warszawy. Najwyraźniej też w Niemczech nie ma problemów z chuliganami stadionowymi czy przejawami rasizmu w wydaniu ideologicznych spadkobierców Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera, szczególnie w rocznice ich urodzin. Komu przeszkadza prawica? Wiadomo – lewicy, z ideologii której wywodzą się tak „humanitarne” ustroje jak komunizm czy niemiecki narodowy socjalizm, którego „dokonania” w „ostatecznym rozwiązywaniu kwestii żydowskiej” są dobrze udokumentowane. Tak zwani polscy politycy przy okazji wyborów Prezydenckich, Parlamentarnych, czy do PE za każdym razem podkreślają, że ich celem jest Polska zamożna, szczęśliwa i licząca się na forum międzynarodowym. Jeśli o mnie chodzi, to mam do nich jedno pytanie – a Niemcy i UE pozwolą? Michał Nawrocki Fot.: MN

Tadeusz Syryjczyk: Ludzie Kiszczaka nie blokowali reform

Tadeusz Syryjczyk, minister przemysłu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989-90, oraz minister transportu i gospodarki morskiej w latach 1998-2000, działacz Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego, w wywiadzie dla Prokapitalizm.pl mówi m.in.
  - o początkach tzw. transformacji ustrojowej, - o barierach i zaniechaniach w ówczesnych działaniach reformatorskich, - o środowisku politycznym w którym przez wiele lat działał, - o tym, co dziś należałoby jeszcze zrobić dla poprawy sytuacji gospodarczej, - o największych zagrożeniach dla kapitalizmu... Wywiad dostępny jest w wersji dźwiękowej (MP3)... Pobierz plik z wywiadem z T. Syryjczykiem... (MP3, 7,5 MB) Rozmawiał: Paweł Sztąberek Foto. PSz/Prokapitalizm.pl Wywiad przeprowadzono 24 października 2010 w Krakowie podczas PAFERE Liberty Weekend *  *  * Tadeusz Syryjczyk dla Prokapitalizm.pl: Wersja tekstowa wywiadu - fragmenty... „Jeśli chodzi o otoczenie rządowe – Balcerowicz, Dąbrowski, to oni myśleli podobnie jak ja, mieliśmy wspólne intencje. Największe zderzenie idei z rzeczywistością polegało na tym, że większość ludzi dobrej woli, także zasłużonych dla opozycji nie bardzo rozumiała czym jest kapitalizm i nie zdawała sobie sprawy z tego, że niektóre rozwiązania są zbędne. Np. debata o tym, czy można znieść rozdzielnictwo papieru i wprowadzić ceny rynkowe na papier. Wielu wtedy mówiło, że „przecież kultura upadnie”. Takich spraw było mnóstwo. Widać było, że wielu ludzi nie rozpatrywało intelektualnie kwestii kapitalizmu w ogóle... Nie zdawali sobie sprawy, że rynek, zwłaszcza w takich sytuacjach, bardzo szybko doprowadza do społecznej równowagi... „ „W PZPR było jednak trochę ludzi, którzy rozumieli, że socjalizmu już nie ma... Wilczek, Jastrzębski, których ściągnął Rakowski, byli „ciałem obcym” w tym układzie, ale on im dał prawo do robienia pewnych rzeczy i w końcu jakoś to wszystko poszło... „ „Kiszczak i jego ekipa nie przeszkadzali w reformowaniu kraju. W klubie PZPR panowało przeświadczenie: „Niech ktoś wreszcie te reformy zrobi”...” „Środowiska, które teoretycznie popierały reprywatyzację, nie chciały przystać na rozwiązania będące w zasięgu ręki, bo wierzyły, że będą lepsze.... W 1992 roku nie było pewnego problemu, który wystąpił w 2000 roku, tzn. że reprywatyzujemy także dla osób, które aktualnie mieszkają za granicą, a były obywatelami polskimi w chwili utraty majątku. To jest duża część uchodźctwa żydowskiego, tj. Polonia amerykańska. Uważałem i mój rząd też, że trzeba to uszanować.... Jednak ustawa przeszła w kształcie, że ma dotyczyć tylko tych, którzy dziś są obywatelami polskimi. I prezydent Kwaśniewski z tego powodu jej nie podpisał...” „Moje wrażenie jest takie, że w środowiskach prawicowych, liberalnych panuje niesamowite sekciarstwo i w zasadzie nie udaje się nigdy uzgodnić czegoś, co by przeszło. Tym bardziej, że gdyby przeszło, to łatwiej jest potem dokonywać uzupełnień...” „Gdyby dziś doszli do władzy wolnorynkowcy z krwi i kości i gdyby mieli wolę działania i oparcie w parlamencie, to parę rzeczy da się zrobić. Górnictwo np. można sprywatyzować. Jeszcze parę rzeczy da się zrobić bez większego wysiłku ustawowego, choć przy dużej wrzawie. Np. „Bogdankę” udało się sprywatyzować. Inne kopalnie też by się dało. Tylko, że trzeba mieć odwagę  pokonać opory polityczne... Dokończenie prywatyzacji to największy problem...” „Mamy do czynienia z zagrożeniem dla kapitalizmu natury intelektualnej. Jest mianowicie nawrót myślenia, że jest kryzys kapitalizmu, a nie kryzys w kapitalizmie... Co do Polski, to widzę mniej zagrożeń dla rynku i konkurencji, choć i tu jest za dużo biurokracji, ale bardziej niepokoi mnie narastanie długu. To jest poważne zagrożenie...” Rozmawiał Paweł Sztąberek Cały wywiad w wersji dźwiękowej...

Jan Łopuszański: Polityczno-medialna gra zastąpiła prawdziwą debatę

Prokapitalizm.pl rozmawia z Janem Łopuszańskim, jednym z założycieli ZCh-N, posłem na Sejm III RP w latach 1989 – 2005. Wywiad publikujemy w wersji dźwiękowej (MP3) i tekstowej.

St. Michalkiewicz: Prezydent Komorowski próbuje wykorzystać świeżego trupa

Stanisław Michalkiewicz dla Prokapitalizm.pl.

Ustawa o przemocy … na podatnikach

Prof. Michał Wojciechowski, w swoim artykule „Ustawa przeciwko rodzinie” zamieszczonym w dzienniku „Rzeczpospolita” z 30 lipca 2010 roku, pisząc o ustawie „o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie”, zwrócił uwagę na zapisy tej ustawy groźne dla spójności i prawidłowego funkcjonowania podstawowej komórki społecznej, a także na niezgodność szeregu zapisów tej ustawy z aktami wyższego rzędu, np. z konstytucją III RP.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt owego prawa, mianowicie na koszty, jakie polski podatnik będzie musiał ponieść w związku z wejściem w życie tej ustawy. W kontekście decyzji o podwyżce podatków pośrednich od przyszłego roku i ciągłym nawoływaniu rządzących do oszczędności, zakrawa to na wyjątkową hipokryzję. Zważywszy jednak na to, że państwo polskie praktycznie straciło wszelkie atrybuty, by jeszcze móc nazywać je państwem, nie powinno to dziwić... Ustawodawcy oraz rządzący nie zdają sobie zapewne nawet sprawy z tego, że realizując swoje ideologiczne (zniszczenie rodziny!) zapędy, popadają w sprzeczności. Choć, z drugiej strony, może to jest właśnie metoda i o to właśnie chodzi... Ograbianie rodzin z ich dochodów rodzić może róże problemy, w tym również te, którymi zajmować się mają instytucje powoływane na mocy nowej ustawy.

Książka PROKAPA na lato – poleca Paweł Sztąberek

Polityką można się w końcu znudzić, a już na pewno od czasu do czasu dobrze jest od niej odpocząć. Zamiast słuchać na okrągło o przekrętach Bronka, Donka, Rycha, Zdzicha i innych drapichrustów, zająłem się innym przekrętem. „Wytrawny przekręt”, bo taki tytuł nosi lekki kryminał Petera Mayle'a (Wyd. Prószyński i S-ka). Powinien on zainteresować przynajmniej winiarską, niemałą – jak się domyślam – frakcję Czytelników naszego portalu :)

wytrawny_przekretW skrócie: amerykański milioner z Los Angeles zostaje okradziony z całej kolekcji swoich cennych win francuskich. Są wśród nich najznamienitsze Bordeaux, osiągające niebotyczne ceny. Ofiara kradzieży szacuje straty na kilka milionów. Firma ubezpieczeniowa, która obsługiwała owego milionera wynajmuje prywatnego detektywa, którego nos zaprowadza najpierw do Paryża i Bordeaux, gdzie wpada on na trop najbogatszego człowieka w tym kraju, który mógłby okazać się potencjalnym złodziejem. Podróż kończy się ostatecznie w Marsylii, gdzie milioner mieszka na stałe. Zanim zagadka zostanie rozwiązana bohaterowie przeżywają różne perypetie, by wreszcie w finale, gdy po nitce do kłębka odkrywają tajemnicę tytułowego przekrętu, sami dopuszczają się... Zresztą, nie będę zdradzał finału.

Dukaczewski i Gierek wygrali

Wyniku Bronisława Komorowskiego nie ma sensu komentować: generał Dukaczewski już pewnie otworzył szampana. Dziś małego, jutro dużego – jak słusznie zauważył sam kandydat w swoim pierwszym wystąpieniu.

Co do Jarosława Kaczyńskiego... Cóż, właściwie mógłby zameldować wykonanie zadania. Pytanie tylko, komu? Misterny plan genialnego stratega, by nie wygrać tych wyborów, został zrealizowany w stu procentach. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości tak bardzo chciał być lewicowy, że skutecznie zraził do siebie część prawicowego elektoratu. Kandydat PiS tak bardzo chciał się przypodobać wszystkim, że skutecznie wybił z głowy myśl o głosowaniu na siebie tym, którzy w polityce cenią nie tylko prawdomówność, ale i zdrowy rozsądek. Wreszcie, Jarosław Kaczyński tak cudownie, rzutem na taśmę, uczynił z Edwarda Gierka - który nawet do konstytucji PRL wpisał artykuł o dozgonnym poddaństwie wobec Sowietów - polskiego patriotę, że właściwie dalsze komentarze są zbędne. Oczami wyobraźni już widzę powstające w całej Polsce, jak grzyby po deszczu, komitety budowy pomników Edwarda Gierka, inicjatywy nadawania nazw ulic imieniem tego komunistycznego kacyka. I już widzę we wnioskach powoływanie się na słowa prezesa Kaczyńskiego. W końcu w Polsce stawia się pomniki zmarłym patriotom. W moim mieście było już rondo Gierka. Od jakiegoś czasu go nie ma. Ale teraz, gdy komitet honorowy zasilą takie tuzy, jak np. poseł z mojego okręgu, Antoni Macierewicz, pewnie rondo wróci... Będzie się z czego śmiać... Szkoda, że przez łzy...

O strategii niektórych kandydatów – krótka refleksja

Wybory, wybory i po wyborach... Czas na kilka refleksji, które być może przydadzą się niektórym politykom na przyszłość w ich kampaniach wyborczych, a być może nie...

Portal Prokapitalizm.pl starał się aktywnie relacjonować to, co działo się w kampanii wyborczej. Poza własnymi materiałami, które do nas napływały, a które mogły zostać przez niektórych uznane za stronnicze, staraliśmy się dać wszystkim kandydatom szansę zaprezentowania na naszych łamach swoich poglądów. W związku z tym portal przygotował zestaw 25 krótkich pytań skierowanych do każdego kandydata rozesłał je do nich osobiście lub do ich sztabów. Na zaproszenie do naszej debaty wyborczej odpowiedziało pozytywnie tylko dwóch kandydatów. Byli to: Andrzej Lepper oraz Grzegorz Napieralski. Czyli, co tu ukrywać, politycy, po których nie spodziewałbym się, że w ogóle się odezwą. A jednak się odezwali i wywiady z nimi ukazały się na Prokapie. Odezwał się jeszcze sztab Bronisława Komorowskiego, zapowiadając, że zrobi co może, by kandydat odpowiedział na nasze pytania, jednak odpowiedzi od marszałka sejmu ostatecznie nie nadeszły.

Unia Europejska walczy z wykluczeniem

Cóż, jak już raz się zabrnie w socjalistyczne g...., trudno z niego wyjść. Unia Europejska jest tego najlepszym przykładem. Właśnie tamtejsi specjaliści od rozwiązywania "problemów społecznych" ogłosili nową strategię. Do niedawna była tzw. strategia lizbońska, względnie rozsądna propozycja, która nigdy nie została zrealizowana. Mamy za to traktat lizboński i kartę praw podstawowych, które stanowić mogą idealny fundament do tworzenia socjalistycznego superpaństwa. A więc ta nowa strategia obliczona jest - podobnie jak lizbońska - na 10 lat i finał jej realizacji przypaść ma na rok 2010. Głównym zadaniem tej nowej „radosnej twórczości” unijnych urzędników ma być tzw. walka z bezrobociem oraz z "wykluczeniem społecznym". Z „walką z bezrobociem” wiadomo mniej więcej o co chodzi, natomiast co do "społecznego wykluczenia", sprawa nie jest już taka oczywista. Może zajmę się jednym, z aspektów tejże „walki z wykluczeniem”...

W latach 60-tych niejaki Herbert Marcuse, jeden z głównych ideologów studenckiej rewolty, sformułował pogląd, że - pisząc w uproszczeniu - lumpy są przyszłością ludzkości. We wszelkiej maści wyrzutkach upatrywał nadzieję na jakąś nową socjalistyczną rewoltę, która obali "burżuazyjne ustroje" państw zachodu, czyli inaczej mówiąc - kapitalistyczne społeczeństwo. Bezdomni, narkomani, alkoholicy itp... Oni mieli stanowić podstawę nowej klasy panującej, a w każdym razie stanowić iskrę, od której wszystko się zapali. W zasadzie niczego nowego nie wymyślił. Zwykle jest tak, że tam gdzie nieokiełznany tłum zaczyna zdobywać przewagę nad prawem, na pierwszy plan wysuwają się przeróżne szumowiny, które zioną pretensjami do całego świata. Początki PRL-u też są tego dobrym przykładem... Można by zatem spytać, czyżby współcześni kontynuatorzy myśli Marcusego (który ostatecznie zresztą rozczarował się do rewolty 1968 roku, twierdząc, że „nie tak miało być”), pousadzani dziś w brukselskich pałacach, chcąc walczyć z "wykluczeniem społecznym" usiłowali powstrzymać tę rewolucyjną siłę, poprzez jej oswojenie? W pewnym sensie tak. A dlaczego? No bo teraz żadna rewolucja nie jest im do niczego potrzebna, gdyż oni sami już znaleźli się na szczycie władzy, z którego mogą innym narzucać, jak mają żyć, co jeść, czym oświetlać mieszkanie, gdzie palić, jakich termometrów używać, jak wychowywać własne dzieci itp... Dlatego lumpów trzeba oswoić, by któregoś pięknego dnia nie wtargnęli do ich pałaców i nie wyrzucili ich przez okna.

Państwo opiekuńcze jest złe

19 maja 2010 roku odbyła się w Krakowie konferencja, podczas której dyskutowano m.in. na temat państwa opiekuńczego, etyki w biznesie, ekonomii i papieskiego nauczania. Wśród prelegentów znaleźli się: O. Maciej Zięba, prof. Jan Kłos, Andrzej Barański, Mart Laar, prof. Leszek Balcerowicz i John O'Sullivan, autor znanej w Polsce książki "Prezydent, Papież, Premier - oni zmienili świat". Konferencję prowadził ks. Robert Sirico, a jej organizatorem był Instytut Actona przy współpracy m.in. z Fundacją PAFERE. [caption id="attachment_9066" align="alignleft" width="150" caption="Ks. Robert Sirico, prezydent Instytutu Actona. Foto. PSz"]Ks. Robert Sirico, prezydent Instytutu Actona. Foto. PSz[/caption] Wszyscy z występujących skrytykowali funkcjonowanie współczesnych państw opiekuńczych. Prof. Leszek Balcerowicz podkreślił, że niszczą one społeczeństwa, oduczają pracy rozdając pieniądze za nic. Również o. Maciej Zięba stwierdził, że państwo opiekuńcze nie jest dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie radzą sobie na rynku, natomiast Mart Laar dodał, że rozwój państw opiekuńczych to m.in. skutek wzbogacenia się ekonomicznego poszczególnych krajów. "Tak było również w Estonii. Najpierw osiągnęliśmy bogactwo ekonomiczne, ale potem niektórzy politycy zaczęli myśleć, jakby tu się wzbogacić politycznie" - mówił. Według Laara, likwidacja państwa opiekuńczego nie musi oznaczać upadku opieki społecznej. "Pomoc dla słabszych realizować można na inne sposoby, niekoniecznie w ramach systemu biurokratycznego" - dodał Mart Laar. [caption id="attachment_9071" align="alignright" width="150" caption="Przemawia Mart Laar, były premier Estonii. Foto. PSz"]Przemawia Mart Laar, były premier Estonii. Foto. PSz[/caption] Prof. Jan Kłos z KUL przedstawił swoją, bardzo poetycką wizję wolnego rynku. To dla niego "szczególny rodzaj spotkania między ludźmi". Te spotkania są jednak często zakłócone przez ingerencje państwowe. "Gdy państwo staje pomiędzy jednym człowiekiem a drugim zaczyna się robić źle" - stwierdził prof. Kłos. Podał przykład producentów nalewek, których działalność podlega kontroli aż sześciu ministerstw. "Żeby ktoś, kto wyprodukował od serca nalewkę, mógł wlać ją do serca drugiej osoby i jeśli chce to zrobić legalnie, musi najpierw uzyskać na to zgodę aż sześciu ministerstw. Chyba nie tędy droga?" - konkludował prelegent. [caption id="attachment_9067" align="alignleft" width="150" caption="Prelekcję wygłasza p. Andrzej Barański. Foto. PSz"]Prelekcję wygłasza p. Andrzej Barański. Foto. PSz[/caption] Rozrost biurokracji skrytykował również krakowski przedsiębiorca, prezes Herbewo International i członek rady programowej Fundacji PAFERE, Andrzej Barański. Jako jedną z wielu "kretyńskich" ustaw podał tę o konieczności zatrudniania strażaków w firmach. "Kary za nieprzestrzeganie tego przepisu mogą zniszczyć niejedną firmę". A. Barański skrytykował fakt brania przez wielu ludzi dotacji na biznes. "Prawdziwi przedsiębiorcy żadnych dotacji nie biorą, nie uzależniają się od urzędników, postępują etycznie. Ci, którzy nie mają zahamowań wcześniej czy później słono za to zapłacą" - mówił. Prelegent dodał, że Polska ma potężny potencjał prorozwojowy. Wszystko zależy jednak od tego, która postawa w naszym kraju weźmie górę, czy będzie to postawa przedsiębiorczości czy postawa biurokratyczna. O zagrożeniach coraz większą ilością państwowych ingerencji w życie ludzi mówił również John O'Sullivan. Prelegent przestrzegał przed budowaniem utopijnych społeczeństw, choćby takich, w którym nikt nie będzie musiał być dobry. „Oczywiście to jest utopia. Zastępowanie dobrych cech w ludziach jakąś inżynierią społeczną nie może się dobrze skończyć. A zakusy na regulowanie różnych sfer życia są coraz większe” - przestrzegł. Paweł Sztąberek Foto. PSz Obszerną relację z krakowskiej konferencji przeczytać można na stronie jej współorganizatora - Fundacji PAFERE...