Tag Archives: PE

W instytucjach UE toczy się … kebabowa wojna

Jeśli ktoś miałby jakiś problem i nie wiedział, jak go rozwiązać, powinien udać się do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego i do Komisji Europejskiej. Tam załatwią wszystko.

Widmo internacjonalizmu znów krąży po Europie

W sobotę 12 grudnia 2015 roku Polityczni Oszuści (PO), Podupadłe Sługusy Lukracji (PSL) oraz nowocześni wodolejcy (Nowoczesna.pl), zorganizowali demonstracje nostalgii za propagandą internacjonalizmu.

Janusz Korwin-Mikke dla Dziennik.pl

Polecamy wywiad jakiego Janusz Korwin-Mikke, lider Kongresu Nowej Prawicy udzielił gazecie dziennik.pl. JKM jest sob, co najważniejsze. Nie robi tragedii z tego, że nie udało się powołać prawicowej frakcji w PE.

Konrad Berkowicz: Jesteśmy przeciwko UE, bo jej lewactwo dotyka również nas!

Posłuchaj wystąpienia Konrada Berkowicza, "dwójki" na liście Kongresu Nowej Prawicy w Krakowie, wygłoszone na wiecu przedwyborczym na krakowskim Rynku. Można by rzec: "Krótko i na temat...".

Ruch Wolnościowy – machina ruszyła!

Kiedy w listopadzie 2010 roku ulicami Warszawy przemaszerował wielotysięczny pochód młodzieży, manifestującej swoje przywiązanie do suwerenności i niepodległości naszego kraju, media głównego nurtu i całe środowisko "współczesnych elit" - dobrym zwyczajem jest branie powyższego zwrotu w cudzysłów - ze zgorszeniem kontestowało przybierający na sile Marsz Niepodległości.

Mój prywatny sondaż

Zapytałem 100 moich  znajomych na kogo za kilka dni zagłosują  i oto jakie są preferencje na dzień  18 maja 2014r w przewidywanych na 25.05.2014r. wyborach do eurokoryta:

Artur Zawisza: Polska nie powinna samodzielnie występować z UE

Wywiad z Arturem Zawiszą, jednym z liderów Ruchu Narodowego i kandydatem tego ugrupowania do Parlamentu Europejskiego.

Kronika postępującego totalitaryzmu

Socjaliści wszelkiej maści (nie wyłączając ichtiolowej), wszelkich kolorów i odcieni, jak mantrę od lat powtarzają, że „kapitalizm zbankrutował”. Jednocześnie z uporem godnym lepszej sprawy nie chcą zauważyć, że socjalizm też zbankrutował, dosłownie i w przenośni. I wciąż uszczęśliwiają „lud pracujący miast i wsi”. Przegląd ostatnich wydarzeń pokazuje dobitnie, że socjaliści nie tylko się nie poddają, ale intensyfikują swoje działania zmierzające do budowy socjalistycznego raju na ziemi. Szkopuł w tym, że główną przeszkodą w realizacji utopii jest wszelka wolność, z wolnością słowa na czele.
Po licznych próbach wprowadzenia cenzury internetu, np. pod pretekstem walki z pornografią dziecięcą, choć jednocześnie prowadzą walkę o „godne warunki bytowe więźniów” i łagodzenie sankcji kodeksu karnego, socjaliści znowu wzięli się za walkę z wolnością słowa. Tym razem pod pretekstem „ochrony praw autorskich” pojawił się dokument znany jako ACTA. Tego, że porozumienie owo wprowadza „formalne i nieformalne (sic!) zespoły” o nieokreślonych źródłach finansowania oraz represje w przypadku „podejrzenia podejrzenia” i „bez wysłuchania drugiej strony”, jakoś media tzw. głównego nurtu nie wyłapały. Podobnie jak innych „kwiatków”, takich jak brak jednoznacznej definicji „własności intelektualnej”. O jednoznacznie totalitarnym sposobie „negocjowania” i wprowadzania „porozumienia” nie wspominając, choć polski rząd zarzekał się, że „walczył o jawność negocjacji ACTA”, czemu przeczą wyciekające dokumenty. Gdy Polskę ogarnęła fala protestów „internautów” (a może raczej obywateli?), sprawę bagatelizowano i próbowano zdyskredytować protestujących, a gdy to się nie udało – spróbowano przykryć rzecz kłamstwami  i propagandą. Minister Boni M. twierdził, że wszyscy już podpisali, więc i Polska musi; jednocześnie uspokajał bajając coś o dołączeniu klauzul do gotowego porozumienia. Jak się okazało – z prawdą było mu nie po drodze. Wspierał go w tym zresztą minister Zdrojewski B. Ponieważ nic to nie dało, premier Tusk D. rozpoczął „konsultacje”, ale dopiero po podpisaniu porozumienia, co zostało słusznie odebrane, jako jedna wielka lipa. W końcu, pod naciskiem opadających słupków sondażowych premier zapowiedział w piątek (17 lutego) wysłanie listu do premierów krajów UE, w których rządzą ugrupowania zrzeszone w Europejskiej Partii Ludowej, by nie przyjmować ACTA. I znów wpadka, bo okazało się, że kilka dni wcześniej szef EPL w PE, Francuz Joseph Daul oświadczył, że EurParLud nie poprze porozumienia, co zapewne zostało wcześniej skonsultowane z szefami rządów. Kolejny pomysł ograniczenia wolności słowa spalił na panewce, ponownie dzięki wolności słowa w internecie. Ponieważ awantura o ACTA zaczęła się Polsce, więc polski rząd podjął kroki zaradcze. Chodzi o projekt zmian w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz zmian w kodeksie cywilnym. Nowe przepisy mają umożliwić urzędnikom blokowanie i dostęp do bezprawnych informacji. Szczególnie niebezpiecznie wygląda zapis, mówiący o „informacjach które naruszają prawa lub przedmiot działalności uprawnionego, do których dostęp powinien zostać zablokowany” w wyniku „braku autoryzacji” lub „niezgodności z prawdą”. Centrala, czyli Parlament Europejski, również nie próżnuje i cichcem usiłuje wprowadzić restrykcyjne zapisy kontroli towarów importowanych. Przygotowywane rozporządzenie daje Służbie Celnej możliwość kontrolowania małych paczek spoza UE i niszczenia ich bez wyroku sądu, jeśli celnicy uznają, że zawartość to podróbki. Szczególnie kuriozalne jest tutaj rozciągnięcie odpowiedzialności za zawartość paczek na przewoźników i kurierów. W Norwegii Ministerstwo Rodziny, Dzieci i Spraw Socjalnych (sic!) pod przewodnictwem Auduna Lisbakkena  postuluje  wprowadzenie nowych kryteriów oceny dobrego samopoczucia dzieci. Jeśli urzędnik uzna, że przebywające na terenie Norwegii dziecko jest niezadowolone, zostanie ono odebrane rodzicom. Jak uzasadnia Lisbakken „Rodzice nie powinni zakładać, że jest to ich życie prywatne. W przeciwnym razie, w jaki sposób społeczeństwo, które ma na celu ochronę dzieci, ma być informowane o nieprawidłowościach?". Nie bez powodu piszę o skandynawskich pomysłach, albowiem stają się one wzorem regulacji przygotowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), walczącej ze szkodliwością alkoholu. I tak już w kwietniu może się okazać, że alkohol będzie można kupić wyłącznie w państwowych sklepach, zlokalizowanych na obrzeżach miast i otwartych tylko przez osiem godzin dziennie. Przygotowany przez WHO dokument zaakceptowały wszystkie kraje UE, w tym polskie Ministerstwo Zdrowia, które nie ma żadnych zastrzeżeń. Jak wiadomo nie ma tak dobrego pomysłu, którego nie można by wyrzucić do kosza. Niestety, najwyraźniej nie ma też takiej głupoty, której nie próbowano by wprowadzić w imię „wyższych racji”, dzięki czemu stalinowska maksyma o kontroli jako dowodzie zaufania odradza się w wyjątkowo parszywym wydaniu. Michał Nawrocki Fot.: Strona Prokapitalistyczna

Realna wartość współdecydowania

Stanisław Michalkiewicz przypomina, że w kampanii akcesyjnej do UE w 2003 r. jednym z argumentów za przystąpieniem było, iż dzięki temu Polacy będą mogli współdecydować o swoim losie. S. Michalkiewicz z właściwą sobie ironią nie zapomina w takich sytuacjach dodać, że właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego współdecydowanie ma być lepsze od samodzielnego decydowania. Inna sprawa, że można by argument prounijny odwrócić i zapytać, czy skoro współdecydowanie jest tak wielką wartością, to w jakim stopniu Polska pomiędzy 1989 a 2004 r. była faktycznie państwem suwerennym?
Cóż, Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, a że jak wiadomo od czasów Lenina „w miarę postępów socjalizmu walka klas zaostrza się”, więc i nasze współdecydowanie też się pogłębia. I nie tylko nasze, o czym przypomniał Paweł Sztąberek. W ramach owego współdecydowania Polska nie prowadzi już np. polityki zagranicznej, bo są od tego starsi i mądrzejsi. Wbrew wszelkiej logice prawo polskie dostosowywane jest do „wymogów unijnych” takich jak zastąpienie normalnych żarówek „energooszczędnymi” świetlówkami, których utylizacja jest wyjątkowo skomplikowana. No, i rzecz jasna istnieje konieczność wypełniania dyrektyw różnych Komisji Europejskich, dzięki którym np. w Polsce zlikwidowany został przemysł stoczniowy. Ale za to mamy gazrurę pod Bałtykiem, która blokuje wejście do portu w Szczecinie. Oczywiście, „w razie czego” rurę się przesunie jak będzie zanadto przeszkadzać, jak uspokajająco zapowiadają Niemcy i Rosjanie. Tyle, że moim zdaniem owe zapewnienia są warte dokładnie tyle, co zapewnienia ministra Boniego, że do podpisanego porozumienia ACTA można dopisać jakieś nowe protokoły. Wracając jeszcze na chwilę do rurociągu Nord Stream, warto przypomnieć, że protesty z Polski czy Litwy w kwestii budowy rurociągu podkreślały stricte polityczny charakter przedsięwzięcia nie mający żadnego uzasadnienia ekonomicznego. I co? Dzisiaj z kolei Polska musi wysłuchać protestów niemieckich w sprawie programu budowy elektrowni atomowych, bo jest to wymóg prawa UE, co zapewne przesądza sprawę. Ostatnim, kuriozalnym w swej wymowie aktem świadczącym o realnej wartości współdecydowania było oświadczenie ministra Zdrojewskiego, że nawet jeśli Polska nie ratyfikuje porozumienia ACTA, to i tak będzie ono u nas obowiązywać, jako zobowiązanie unijne. Cóż, jeśli jeszcze ktoś wierzy, że zgodnie z zapisami Konstytucji RP suwerenem w Polsce jest Naród, to może się już wyzbyć złudzeń. Ale to nie wszystko. Najwyraźniej bowiem Niemcy, zgodnie z oczekiwaniami wyrażonymi onegdaj w Berlinie przez mieszkańca „strefy zdekomunizowanej”, Radosława S., postanowili przejść na ręczne sterowanie również polskim społeczeństwem. Jeszcze w ubiegłym roku w niemieckiej prasie pojawiły się alarmistyczne doniesienia, że „Prawica w Polsce jest coraz groźniejsza". Świadczyć o tym mają między innymi antysemickie incydenty w Jedwabnem (profanacja pomnika poświęconego pamięci Żydów zamordowanych przez Polaków), niszczenie dwujęzycznych polsko – litewskich tablic, dewastacja synagogi w Orli czy podpalenie Centrum Muzułmańskiego. No i rzecz jasna frekwencja na Marszu Niepodległości 11 listopada 2011 r. Do jednego worka wrzucani są zarówno narodowcy jak i kibice – w sumie jedna wielka banda chuliganów i bandytów zdaniem niemieckich mediów. Tego, że Marsz Niepodległości przebiegał zupełnie inaczej, niż pokazywały polskojęzyczne media, niemieccy żurnaliści najwyraźniej nie wiedzą. Chyba też nie wiedzą też o grupie niemieckiego lewactwa, która przyjechała w listopadzie 2011 r. „fizycznie blokować faszyzm” pokojowo, czyli przy użyciu pałek i kastetów na ulicach Warszawy. Najwyraźniej też w Niemczech nie ma problemów z chuliganami stadionowymi czy przejawami rasizmu w wydaniu ideologicznych spadkobierców Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera, szczególnie w rocznice ich urodzin. Komu przeszkadza prawica? Wiadomo – lewicy, z ideologii której wywodzą się tak „humanitarne” ustroje jak komunizm czy niemiecki narodowy socjalizm, którego „dokonania” w „ostatecznym rozwiązywaniu kwestii żydowskiej” są dobrze udokumentowane. Tak zwani polscy politycy przy okazji wyborów Prezydenckich, Parlamentarnych, czy do PE za każdym razem podkreślają, że ich celem jest Polska zamożna, szczęśliwa i licząca się na forum międzynarodowym. Jeśli o mnie chodzi, to mam do nich jedno pytanie – a Niemcy i UE pozwolą? Michał Nawrocki Fot.: MN

Tajna odezwa

Proszę wybaczyć, ale WikiLeaks portalowi Prokapitalizm.pl to może skoczyć tam, gdzie klient może Pana majstra w d... pocałować. Oto jako pierwsi publikujemy Tajne Orędzie Drogich Przywódców Taniego Superpaństwa Które Nie Istnieje w sprawie kryzysu.