Tag Archives: podatek

500+ dla młodych przedsiębiorców. Czy będą zachwyceni?

Problem ZUS-u jak widać mocno spędza sen z powiek polskiemu rządowi. Bo jak tu wypełnić tego finansowego trupa, którego podtrzymuje się przy życiu przy pomocy coraz bardziej kosztownej aparatury, a który to powoli, ale nieuchronnie zmierza ku całkowitej zapaści? Ponieważ jednak wszystko co robią nasi politycy musi mieć przykrywkę, żeby nie dać odczuć obywatelom, że są coraz bardzie "rżnięci na kasie", należy sprawę przedstawić tak, żeby poczciwy naród odczuł to jako dobrodziejstwo.

Gwiazdowski niczym Bastiat – czyli czego nie widzi rząd w sprawie podwyżki składek na ZUS

Portal WEI.ORG.PL publikuje felieton Roberta Gwiazdowskiego na temat działań rządu PiS zmierzających do podwyższenia tzw. składek na ZUS dla osób, które płaciły ją do wysokości 30-krotności średniego wynagrodzenia oraz ich pracodawców, którzy płacą drugą część tej składki za pracownika.

Nowy podatek na Nowy Rok

Rząd PO-PSL zaczyna nowy rok od skoku na kasę podatników. Ci pospolici złodzieje w białych rękawiczkach nie mają żadnych oporów przed dalszym strzyżeniem potulnych baranów, które na wszystko się godzą. A skoro się godzą to co sobie nie pofolgować.

Wprowadzono nowy podatek tzw. węglowodorowy!

Otoczka propagandowo-medialna jest taka, że rzekomo podrasuje to budżet, gdyż podatek ten zapłacą eksploatatorzy złóż. Żaden dziennikarz telewizyjny nie wysila swojego mózgu do tego stopnia, aby dociec kto faktycznie za ten wybryk władzy zapłaci.

Proście, a będzie wam zabrane

Od lat obserwuję zjawisko zatracania przez język funkcji komunikacyjnej na rzecz dezinformacyjnej. Prosty przykład z ostatnich miesięcy – co i rusz natykaliśmy się na absurdalne określenie „olimpiada w Soczi”. Bzdura do kwadratu – olimpiada to czteroletni okres pomiędzy igrzyskami. Tyle dygresji.

Rostowski nie popuszcza nawet unijnym dotacjom

Okazuje się, że od odsetek od unijnych dotacji zdeponowanych na bankowych kontach trzeba zapłacić podatek. Tak zdecydował właśnie Naczelny Sąd Administracyjny. Od samych dotacji podatku płacić nie trzeba, jednak od odsetek, które sąd uznał za przychód, już tak.
Jak podaje portal Money.pl "...wyrok dotyczy funduszu poręczeniowego, który udziela poręczeń kredytów i pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorców w ramach realizacji Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury w latach 2007-2013. Środki na te poręczenia pochodzą ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Przed udzieleniem poręczenia fundusz deponuje je na lokatach bankowych". W 2011 roku Fundusz spytał sąd czy ma płacić podatki od zdeponowanych środków. Sąd uznał, że od samych środków nie, ale od odsetek tak. Fundusz odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie, lecz skarga została oddalona. Sprawa trafiła w końcu do NSA. Ten 6 sierpnia 2013 roku potwierdził orzeczenie WSA w Olsztynie. Ten wyrok to w sumie mała pociecha dla podatników. Bo czego nie rozkradną cwaniaki od dzielenia unijnych dotacji, to skubnie minister finansów. W tym przypadku nie zachodzi nawet możliwość wyboru między dżumą a cholerą... P  

VAT 2013: Imperium kontratakuje

Towarzysz minister finansów opracowuje kolejne cudowne rozwiązanie mające poprawić ściągalność podatku VAT. W ustawie VAT ma się pojawić art. 105a. Podatnik – odbiorca towaru będzie od tej pory solidarnie odpowiadał wraz z dostawcą za zaległości podatkowe, jeśli jego dostawca w terminie nie wpłaci podatku.
Wyjaśniam – solidarna odpowiedzialność polega na tym, że urząd będzie mógł ściągać podatek albo z obu kontrahentów, albo tylko z jednego – według wyboru urzędu. Jak kto będzie miał pecha, będzie wiecznie spłacał cudze podatki. Fajny ten ustrój, no nie? Aby jednak ochronić podatnika przed nadmierną ingerencją urzędu, ten sam urząd zostanie wyposażony w prawo łaski. Otóż jego magnificencja naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł łaskawie zrezygnować z solidarnego poboru podatku, jeżeli okaże się, że podatnik nie wiedział lub nie przypuszczał, że podatek nie zostanie zapłacony. Okaże się? No, zagadka – na kim będzie spoczywał ciężar udowodnienia tej okoliczności? Oczywiście – na podatniku. Przecież to podatnik jest na miejscu transakcji i na pewno będzie mu łatwo udowodnić niewinność. Niemniej, okolicznością obciążającą podatnika jest m.in. to, że zakupu towaru dokonano – uwaga! – po cenie nierynkowej. Jak bowiem powszechnie wiadomo, na biurku każdego naczelnika urzędu skarbowego leży wykaz jedynie słusznych cen rynkowych wszystkich towarów będących w obrocie gospodarczym. Rzut oka w tabelkę i już wiadomo – Kowalski kupił towar zbyt tanio. A jak jest zbyt tanio, to jest podejrzane. "Kto tanio sprzedaje, jest złodziejem, kto tanio kupuje – także :)" – proponuję taki napis umieścić w wejściu do ministerstwa finansów. "Porzućcie wszelką nadzieję…" brzmi zdecydowanie zbyt mało groźnie. Proszę zwrócić uwagę, jakie to generuje oszczędności dla budżetu państwa – po co się męczyć jakimś postępowaniem, udowadnianiem itp., skoro to będzie problem podatnika: – Dzień dobry, przyszliśmy zabrać panu wszystko. Pana dostawca nie zapłacił podatku. – Ale ja o tym nie wiedziałem. – A to już pana problem… Swoją drogą, zaskakująca jest skromność tow. ministra finansów. W zasadzie dlaczego odpowiadać ma tylko dostawca-odbiorca, a nie wszyscy inni podatnicy w łańcuchu dostaw? Przecież jeśli mój dostawca sprzedał podejrzanie tanio, to na pewno też podejrzanie tanio kupił. To jest jedna sitwa – spisek, wręcz o charakterze mafijnym, firm, które sprzedają po cenach "nierynkowych". Rozbicie tego gangu i ujawnienie bankructwa moralnego jego prowodyrów przysłuży się nie tylko budżetowi państwa, ale i rynkowi! Od tej pory konsument nie będzie musiał szukać tańszych sprzedawców, bo takich już nie będzie. Ile to zaoszczędzi czasu i nerwów! Niemniej, widzę coś, czego tow. minister nie widzi. Otóż zakładam spółkę z o.o., sprzedaję towar po bardzo atrakcyjnej cenie (zdecydowanie "nierynkowej"), ale za to w hurtowej ilości, nie płacę VAT, zamykam spółkę i znikam. Reszta to zmartwienie moich klientów, bo to ich będzie ścigał fiskus. Bo komu będzie się chciało ścigać mnie? Urzędowi łatwiej oskubać Bogu ducha winnego nabywcę, a nabywcy… Cóż, jak już zbankrutuje i pójdzie do więzienia za niepłacenie podatków, to odechce mu się ciągania po sądach uczciwego obywatela. Sprawiedliwość społeczna niejedno ma imię. Paweł Budrewicz Foto.: economictimes.indiatimes.com Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Samorząd hojnie rozdaje, fiskus twardo zabiera

Około 50 samorządów w III RP wprowadziło na swoich terenach tzw. karty zniżkowe, które można wykorzystać m.in. w kinie, w teatrze, w zoo czy w komunikacji miejskiej. Oferty kierowane były głównie do rodzin wielodzietnych.
Teraz okazuje się, że lokalni dobrodzieje z samorządów uczynili tym rodzinom niedźwiedzią przysługę. Jak podaje "Rzeczpospolita" Izby Skarbowe zamierzają pobierać podatek od osób korzystających z takich kart. Według najnowszej interpretacji, zniżka, jaką dana rodzina czy osoba otrzymuje korzystając z karty traktowana jest przez skarbówkę jako korzyść majątkowa, od której należy zapłacić podatek. Inaczej - jedni dają bonusy, a inni każą za te bonusy odprowadzić haracz. Samorządowcy zastanawiają się, jak mieliby wystawiać PiT-y. Nie da się - ich zdaniem - sprawdzić, czy ktoś był na basenie, czy w teatrze, albo w kinie... Oczywiście obiecał przyjrzeć się minister pracy. Szkoda tylko, że nikt tak się nie troszczy o podatników, którzy nie mają tego szczęścia, by móc korzystać z jakichś ulg czy zniżek, tylko muszą bulić za wszystko a podatki płacić nie tylko za siebie ale także za tych, którzy mieli tego farta (a teraz może i niefarta) załapać się na bonusowe karty podarowane im przez gminy... P

Fotopodatek od prędkości

W Polsce płacimy różne podatki o mniejszym czy większym ładunku bezsensu, za to o zbliżonym stopniu destrukcyjnego oddziaływania na obywateli – zwłaszcza w sferze gospodarczej, choć i w innych sprawach rząd potrafi uprzykrzyć życie do granic możliwości. Jednym z bardziej rozpowszechnionych podatków jest specyficzny podatek od prędkości poruszania się na drodze.
Podczas jazdy samochodem może się okazać, że poruszamy się szybciej, niż to przewidział jaśnie pan od ustawiania znaków ograniczenia prędkości. Przy czym "szybciej" niekoniecznie oznacza szybko – może to być np. 35 km/h. Jak się okazuje, władza radziecka może ograniczyć prędkość w szczerym polu do 30 km/h, postawić fotoinkasenta… eee, to znaczy – fotoradar, a potem już tylko liczyć szmal z tytułu podatku od prędkości. Problemem pozostaje tylko ciemny lud, który kompletnie nie rozumie tego mechanizmu i wysuwa jakieś absurdalne zarzuty związane z bezpieczeństwem na drodze. Jako że od strony formalnej przekroczenie wymyślonej przez urzędnika prędkości to wykroczenie, wiąże się z tym upierdliwy obowiązek ustalania sprawstwa, winy i innych burżuazyjnych przeżytków. Z tego względu władza radziecka zaproponowała ostatnio, żeby zamiast bawienia się w takie głupoty pobierać podatek od prędkości automatycznie (materiał z Rzepy). Niewątpliwie znacznie ułatwi to pobór tego specyficznego podatku, co tradycyjnie przyczyni się do rozwoju miast i wsi, pogłębiania integracji europejskiej oraz kondycji budżetu. Projekt tej regulacji należy ocenić pozytywnie pod jednym względem. Otóż towarzysze komisarze ludowi władający naszą Ojczyzną postawili w tym roku na szczerość w komunikacji z narodem. Po się męczyć i wkładać do głowy tym opornym obywatelom, że władzunia martwi się i troszczy, skoro nawet upośledzony orangutan w najbardziej zapyziałym ZOO wie, że fotopodatek nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem na drodze, a jest jedynie bardzo wygodnym narzędziem pobierania haraczu od ludzi. Oficjalnie obwieścił to w zeszłym roku Naczelny Rachmistrz Rzeczypospolitej, planując na 2013r. kilkudziesięciokrotny wzrost wpływów z kar i mandatów do budżetu, tym samym potwierdzając czysto fiskalny charakter tych dolegliwości. Nota bene rachmistrz zapowiedział też podwyżkę podatków dla osób żyjących z twórczości własnej (będzie limit na korzystanie z 50% koszty przy utworach autorskich), a stało się to na tej samej konferencji, na której szef rachmistrza zapowiedział, że w 2013r. rząd podatków nie podwyższy. Można się zatem spodziewać, że w tym roku obaj dżentelmeni i siebie, i nas, jeszcze nieraz zaskoczą. Problem, jaki widzę dla tych światłych i jedynie słusznych zamierzeń, tkwi w Konstytucji RP. Otóż art. 42 ust. 3 tego pomnika myśli prawniczej stwierdza, że "każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu". W postępowaniu w sprawach o wykroczenia stosuje się też – na podstawie art. 8 kpow w zw. z art. 5 kpk – zasadę domniemania niewinności, bo wykroczenie, jakkolwiek czyn z założenia błahy, jest mimo wszystko zawinionym naruszeniem prawa. Oznacza to, że dostosowując sposób postępowania w sprawach o fotopodatek do celów fiskalnych, dla których podatek ten został wprowadzony, nasza władza radziecka posunęła się aż za bardzo w szczerości. Owszem, cieszy, że na takich wartościach rząd buduje relacje z obywatelami, ale martwi nieco ryzyko, że przepisy o dochodzeniu fotopodatków mogą się spotkać z czysto złośliwym zaskarżeniem do Trybunału Konstytucyjnego. Biorąc pod uwagę, że zasada domniemania niewinności dorobiła się sporego orzecznictwa i literatury i – jak mało co – jest dość jasno wyłożona w przepisach, można się spodziewać, że piękna skądinąd idea fotopodatku skończy się wielkim fiaskiem połączonym z koniecznością zwrotu obywatelom kwot podatków pobranych niezgodnie z Konstytucją. Pisząc o fotopodatku, nie sposób nie zahaczyć o temat bezpieczeństwa. Jakkolwiek rząd nie kryje, że w tej całej zabawie chodzi wyłącznie o ściąganie kasy z frajerów – ech, znowu przejęzyczenie, z obywateli – wciąż pokutuje przekonanie, że automaty do naliczania fotopodatków w wydatny sposób podnoszą bezpieczeństwo. Niestety, nie można się z tym zgodzić. Po pierwsze, logika podpowiada, że od tego, że facet zapłaci podatek od prędkości, nikt nie poczuje się bezpieczniej ani tym bardziej nikomu nie odrośnie noga stracona w wypadku. Jako że podatek ten płaci się dopiero po pewnym czasie, można nawet założyć, że nierzadko podatnik nie będzie nawet pamiętał okoliczności powstania zobowiązania podatkowego, więc żadnych wniosków nie wyciągnie. Chyba że jechał do kochanki, to uzna, że mimo wszystko warto było. Warto, bo podatku od bzykania na boku jeszcze nie wprowadzono (odczuwam pewien lęk, pisząc te słowa, bo gdyby się okazało, że tego bloga czyta ktoś z Urzędu Rachmistrzowskiego RP, to podsuwam komisarzom ludowym kolejny zbrodniczy pomysł). Okay, to była represja. A co z prewencją? A zatem po drugie – ustawienie radarów. W moim mieście, czyli w stolicy, jest takie duże skrzyżowanie ulic Sobieskiego i Witosa. Obie ulice mają po dwie jezdnie z trzema pasami ruchu w jedną stron, oddzielone pasem zieleni. Niemal jak w Ameryce, i to Północnej! Skoro fotopodatek ma oddziaływać prewencyjnie, to ta nieszczęsna logika podpowiadałaby, że pomiar prędkości powinien odbywać się przed skrzyżowaniem, czyli zanim podatnik wpadnie na skrzyżowanie z prędkością 120 km/h i wszystkich rozjedzie. Jednak wszystkie cztery (słownie cztery!) fotourzędy skarbowe są ustawione za skrzyżowaniem! A zatem wjeżdżam na skrzyżowanie z wariacką prędkością, narażając na zawał staruszka przed przejściem, a innych kierowców na największe świętokradztwo, czyli uszkodzenie lakieru, a dopiero opuszczając skrzyżowanie, co zgodnie z przepisami powinienem uczynić jak najszybciej, dostrzegam radar i – ulegając oddziaływaniu prewencji – hamuję z piskiem opon, ryzykując wpadnięcie w poślizg i dokonanie rzezi na przystanku autobusowym (dwa przystanki stoją tuż przy radarze). Delikatnie mówiąc, można odnieść wrażenie, że takie ustawienie fotourządzeń fiskalnych stwarza pewne zagrożenie na drodze, nadmiernie akcentując faktyczną funkcję budżetową kosztem pozornej dbałości o bezpieczeństwo. Ostatniego argumentu dostarcza Najwyższa Izba Kontroli. Otóż w raporcie z 2011r. NIK stwierdził – po przebadaniu danych dotyczących wypadków za lata 2000-2010 – że do głównych przyczyn powodujących zagrożenia na drodze zalicza się stan dróg, brak odpowiedniej infrastruktury drogowej, zła organizacja ruchu, niedostateczne przeszkolenie młodych stażem kierowców itd. Raport w ogóle nie wskazuje prędkości jako czynnika generującego zagrożenie w ruchu drogowym. Cóż, wychodzi na to, że prezes NIK w ogóle nie ma pojęcia, co jest ważne i co się liczy. Kiedyś w takich sytuacjach składało się samokrytykę, a teraz? Post ten dedykuję Naczelnemu Rachmistrzowi RP w trosce o nasze wspólne dobro, jakim jest budżet naszej Ojczyzny. Paweł Budrewicz Foto.: mmgrudziadz.pl Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Opodatkują unijne dotacje

Unijne dotacje jak dotąd były świetnym sposobem na zdobycie dużych, łatwych pieniędzy i to na dodatek nieopodatkowanych. To się jednak może wkrótce skończyć. Od 1 stycznia 2013 roku wchodzi w życie nowelizacja ustawy o podatku VAT, która prawdopodobnie sprawi, że wszyscy beneficjenci unijnych dopłat otrzymają fundusze pomniejszone właśnie o kwotę tegoż podatku. Jak dotąd definicja opodatkowania zakładała, że niemal wszystkie dotacje z Unii Europejskiej są tzw. dotacjami ogólnymi, co oznacza, że podatek VAT ich nie obejmuje. Obowiązuje on tylko w przypadku dopłat do cen. Od przyszłego roku będzie jednak inaczej, gdyż zmieni się definicja podstawy opodatkowania. Na dodatek w uzasadnieniu MF stwierdza, że dotyczyć to będzie zwłaszcza dotacji unijnych, co raczej nie pozostawia wątpliwości co do intencji ustawodawców.
Na przykład PKPP Lewiatan twierdzi, że w związku z tym każdy projekt musi zostać przeanalizowany pod kątem związku z ceną naliczaną lub też nienaliczaną. Problem może dotyczyć zwłaszcza pomysłów realizowanych ze środków Projektu Operacyjnego Kapitał Ludzki, z którego finansowane są wszelkiego rodzaju imprezy, spotkania, szkolenia i inne tego typu przedsięwzięcia, adresowane do konkretnych grup społecznych lub pracowniczych. Może konieczne będzie wycenienie każdej takiej imprezy i zapłacenie od niej podatku. Oznacza to, że firma czy organizacja ubiegająca się o środki unijne na tego typu cel otrzyma je ale pomniejszone o kwotę VAT. Z punktu widzenia polskich obywateli nie ma to większego znaczenia czy taki podatek zostanie nałożony czy nie. Wszak dotacje i tak już pochodzą z zagrabionych obywatelom (nie tylko polskim) pieniędzy, a korzystają z nich bardzo nieliczni, wyselekcjonowani przez polskich biurokratów. Beneficjenci unijnych środków również tego specjalnie nie odczują, wszak pozyskanie darmowych pieniędzy, których nie trzeba oddawać i tak jest wystarczająco korzystną sytuacją. Cieszy się na pewno minister Rostowski, który całą swoją uwagę wytęża na szukaniu sposobności do ograbienia Bogu ducha winnych podatników. Pod warunkiem oczywiście, że Bruksela nie będzie miała nic przeciwko skubaniu unijnych funduszy na rzecz Skarbu Państwa... ISz

Samorządy szykują kolejny podatek

Nie od dziś wiadomo, że stan finansów wielu samorządów jest kiepski. Przedstawiciele władzy lokalnej robią więc co mogą, aby zwiększyć wpływy do swojego budżetu. A że nie są zbyt oryginalni w swoich pomysłach, to nie zdziwi zapewne nikogo, że postanowili wprowadzić nowy podatek. Tym razem ofiarą urzędniczych zakusów padną billboardy. I na razie tylko tyle można na ten temat powiedzieć, bowiem samorządowcy nie ustalili jeszcze, kogo tym podatkiem obciążą: reklamodawców czy właścicieli powierzchni, na których są one zawieszane.
Według Andrzeja Porawskiego ze Związku Miast Polskich, to dopiero projekt. Oprócz wiadomych celów, ma to jego zdaniem wreszcie uporządkować przestrzeń publiczną, która jest zaśmiecana przez tego typu reklamy. Do tej pory takie zadanie miały spełniać przepisy zagospodarowania przestrzennego, z miernym jednak skutkiem. Na razie nie wiadomo, co ma stanowić podstawę opodatkowania: czy będzie to wartość reklamy czy też jej powierzchnia. Nie wiadomo również, kto będzie musiał go zapłacić: właściciel powierzchni czy reklamodawca. Nie ustalono też jaka będzie stawka nowego podatku. Piotr Kwaśny z Alma Consulting Group zauważa, że tego typu podatek funkcjonuje już na Zachodzie. Jak jednak na to zareagują Polacy i czy nasz system podatkowy jest na to przygotowany, nie wiadomo. Billboardy, które są trwale przytwierdzone do podłoża są już obciążone podatkiem od nieruchomości, a stawka wynosi nie więcej niż 2% wartości. Niektórzy samorządowcy chcieliby zrobić kolejny krok w kierunku dalszej fiskalizacji i domagają się na przykład, aby oprócz tego obłożyć podatkiem np. instalację elektryczną, która je oświetla. Według Piotra Kwaśnego to jeszcze bardziej skomplikuje i tak już trudną sytuacje przedsiębiorców. Z kolei Michał Roszkowski z Accero Poland uważa, że podstawą do opodatkowania powinna być powierzchnia reklamowa, gdyż w przypadku podatku od wartości doszłoby do podwójnego opodatkowania reklamy. Ministerstwo Finansów na razie czeka na konkretne rozwiązania ze strony samorządowców. To już kolejny pomysł władz lokalnych na dodatkowe wpływy do budżetu. W  tym celu podnoszone są np. podatki lokalne, lub zwiększane są udziały we wpływach z PIT/CIT. Jednak wpływy z tego ostatniego źródła systematycznie maleją w większości miast. Wzrasta natomiast ilość zadań, które samorządy muszą sfinansować we własnym zakresie. W Szczecinie np. aż o 40% w stosunku do wcześniejszych założeń wzrosły wydatki na utrzymanie przedszkoli. Z dodatkowych 10 mln.zł. aż 6 mln. musi zostać przeznaczonych na regulacje płac, które są gwarantowane w Karcie Nauczyciela. Wprowadzane są więc cięcia w wydatkach. To jednak okazuje się być za mało. Gmina szuka więc wpływów w podwyżkach cen biletów czy czynszów komunalnych. W Krakowie natomiast wzrosły podatki od nieruchomości oraz od pojazdów pow. 3,5 tony. Podjęto również decyzję o emisji obligacji o wartości 300 mln. zł. Pieniądze te mają miastu posłużyć na spłatę kredytów. Ciekawe jaka część samorządowych deficytów wynika z zaciągania przez gminy ogromnych pożyczek w celu uzyskania dotacji unijnych, które wszak w 15% finansowane są z wkładów własnych. O tym się nie mówi, ale to jest duży problem polskich gmin. Wychodzą one z założenia „zastaw się, a postaw się”. To z kolei jest nakręcane przez unijną machinę propagandową, która za wszelką cenę chce stworzyć wrażenie, że Unia Europejska jest wielkim dobroczyńcą europejskich narodów. Może warto jednak poskromić apetyty i dysponować finansami na miarę możliwości danej gminy, a nie szastać pieniędzmi, a potem żalić się na ich brak i obarczać dodatkowymi obciążeniami Bogu ducha winnych mieszkańców. I.Sz. Źródło: www.rp.pl, pch24.pl

Przekaż 1 procent dla PAFERE!

Jeszcze 2 miesiące pozostały na to, by 1 procent ze swoich dochodów, zamiast państwu, przekazać na jakiś zbożny cel. Przypominamy, że status organizacji pożytku publicznego ma również Fundacja PAFERE. Jeśli zatem jeszcze nie zdecydowali Państwo na co zainwestujecie swój 1 procent, zachęcamy do przekazania go właśnie tej Fundacji. Jeśli jesteście zwolennikami wolnego rynku, prostego i sprawiedliwego prawa, wolnej przedsiębiorczości i choć trochę lepszej Polski, wesprzyjcie Fundację PAFERE. Na pewno żaden z Waszych datków nie zostanie zmarnowany. Nr KRS – 0000278610 Więcej szczegółów... Zapraszamy do zapoznania się z dotychczasową działalnością PAFERE!