Tag Archives: politycy

Niedziela i gwiazdy czyli z politykami lepiej nie robić interesów

Wszystko wskazuje na to, że od przyszłego roku sklepy będą zamknięte w co drugą niedzielę. Rząd poszedł na kompromis. Nie wszyscy, którzy są za wolnymi niedzielami, w tym dniu odpoczywają, a przedsiębiorcy i właściciele sklepów, którzy popierają handel w niedzielę, sami w tym dniu często nie pracują. Kościół poprał związki zawodowe i dostał od rządu przysłowiową świeczkę. Liczył na więcej, ale z politykami lepiej nie robić interesów. Oni zawsze zmieniają zdanie w ostatniej chwili, a przesłanki religijne nie są jedynymi, którymi się kierują.

Z jakich telefonów korzystają najważniejsi politycy na świecie?

Politycy nie rozstają się z telefonami. Dziennikarze często przyłapują ich podczas prowadzenia zarówno służbowych, jak i prywatnych rozmów przez telefony mobilne. Z jakich smartfonów korzystają prezydenci i inni ważni politycy?

Ken Schoolland: Politycy i my

Sztandarowy wykład Kena Schoollanda – po raz pierwszy w sieci oficjalnie z polskimi napisami! – na temat fundamentów etycznych liberalizmu. Wykładowca ekonomii na Hawaii Pacific University tłumaczy je m.in. w kontekście znanych nam wzorców ze świata polityki.

Czy PiS ujawni majątki, których nie chciał ujawnić rząd PO?

Janusz Wojciechowski, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, w ostatnich godzinach 2015 roku zapowiedział, że niebawem zgłoszony zostanie projekt ustawy wprowadzający jawność oświadczeń majątkowych. To dobre rozwiązanie zapewniające równość obywateli pełniących funkcje publiczne wobec prawa, wprowadzające większą przejrzystość życia publicznego i podwyższające standardy życia publicznego. Niestety, poprzednia próba ujawnienia oświadczeń majątkowych nie powiodła się.

Ja, Polak, domagam się możliwości obrony siebie i swojej rodziny

Publikujemy list otwarty jaki do polityków III RP wystosował Andrzej Turczyn, Prezes Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. Koniecznie przeczytajcie!

Rozbrat z rzeczywistością

Jeśli kiedykolwiek pomysł bądź wypowiedź polityka wywołały u Państwa refleksję typu „z choinki się urwał czy spadł z księżyca (na główkę)?” to donoszę, że najprawdopodobniej mieliście rację. Eksperci przeprowadzili bowiem analizy i wyszło im ni mniej, ni więcej, że „problemy z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości po ustąpieniu ze stanowiska ma średnio co drugi burmistrz i starosta”. W dodatku czym dłużej sprawowali urząd, tym jest im trudniej. Trudności te przejawiają się zwłaszcza w znalezieniu pracy – ani urzędy ani sektor prywatny nie chcą zatrudniać byłych urzędników. O tym, czy jest to zwykła ludzka niewdzięczność, czy może uznanie dla kwalifikacji eks – urzędników eksperci milczą.

Gdy pęcznieje państwo, kurczy się rodzina

Gdyby państwowa biurokracja była w stanie rozwiązać wszelkie społeczne problemy, ludzie powinni być dziś wyjątkowo szczęśliwi i na nic się nie skarżyć. Skala ingerencji państwa w poszczególne sfery ludzkiego życia jest bowiem tak ogromna, że gdyby tylko te ingerencje miały przynosić pozytywne rezultaty, mielibyśmy chyba raj na ziemi. Tymczasem wszystko, czego państwo się dotknie, kuleje.

Proście, a będzie wam zabrane

Od lat obserwuję zjawisko zatracania przez język funkcji komunikacyjnej na rzecz dezinformacyjnej. Prosty przykład z ostatnich miesięcy – co i rusz natykaliśmy się na absurdalne określenie „olimpiada w Soczi”. Bzdura do kwadratu – olimpiada to czteroletni okres pomiędzy igrzyskami. Tyle dygresji.

Korwin-Mikke do Tymochowicza: Jest pan chamem!

Zapraszamy do obejrzenia rozmowy z 29 listopada 2013 roku z Polsat News pomiędzy Januszem Korwin-Mikkem, liderem Kongresu Nowej Prawicy a Piotrem Tymochowiczem. Rozmowa jest ciekawa: JKM wykazuje dużo spokoju i cierpliwości, natomiast Tymochowicz albo "rżnie głupa", albo jest "głupem".  
 

Polityczny teatrzyk w socjalistycznym bagnie

Zmora socjalizmu to ciągłe próby naprawiania tego, co wcześniej samemu się zepsuło. III RP jest najlepszym tego przykładem. Wyjałowieni z głębszych idei politycy dwoją się i troją, jakby tu rozwiązać "palące problemy" społeczeństwa.
Jeden z najważniejszych problemów to oczywiście bezrobocie. Można by pomyśleć, że walka z nim to największe zadanie polityków, wymagające olbrzymiego heroizmu i poświęcenia. Niemalże jak walka rycerza z krwiożerczym smokiem. Z jednej strony ziejące ogniem bezrobocie, z wielkimi pazurami, ryczące, że aż uszy puchną, a z drugiej dzielny polityk, z mieczem, tzn. z pakietem ustaw, wymachujący nimi na lewo i prawo i chcący bezrobocie pokonać... I zapewne nie byłoby to takie trudne, gdyby tego bezrobocia wcześniej nie dokarmiano, tak jak dokarmiano smoka podrzucając mu niewinne dziewice... Dziś jednak mało który politruk gotów jest przyznać, że wie, skąd się bierze bezrobocie. Klapki na oczach, często zapewne połączone ze zwykłym cynizmem to wystarczające alibi do ciągłego dokarmiania smoka, a tym samym do mnożenia kolejnych działań pozornych. Właśnie wicepremier Janusz Piechociński ogłosił, że planuje reformę urzędów pracy. Według jego pomysłu, urząd pracy służyć ma nie temu, aby zgłaszał się do niego bezrobotny i rejestrował się po to, by uzyskać ubezpieczenie, lecz po to, by odwiedzał go pracodawca z pracownikiem pytając, ile dofinansowania od państwa może uzyskać na owego pracownika. Rewelacyjne rozwiązanie, nieprawdaż? Niby coś nowego, ale tak naprawdę nie zmieniające istoty rzeczy - czyli systemu dalszej redystrybucji pieniędzy podatników. Politycy demokratyczni cierpią na nieuleczalną zmorę: czują się zobligowania do działania. Muszą coś robić, ciągle coś wymyślać, tworzyć, nowelizować. Najpierw wszystko partaczą, by za chwilę wymyślać "idealne" recepty, które skutki tego partactwa miałyby zniwelować. Zazwyczaj jednak jest odwrotnie - partactwo podnosi się do potęgi... Swoje rewelacje na temat walki z bezrobociem ogłosił także Jarosław Kaczyński. Podczas niedawnych spotkań z wyborcami w różnych częściach kraju stwierdził, że z bezrobociem można łatwo wygrać. Wystarczy tylko nakłonić młodych ludzi, by "zakładali firmy". Też rewelacyjne, nieprawdaż? Założyć radośnie firmę, po czym ... dzielić się swoją radością z ZUS-em, Urzędem Skarbowym oraz innymi urzędami, w których trzeba uiszczać przeróżne opłaty, np. za koncesje. Kaczyński uważa ponadto, że pieniądze, które mają być przeznaczone na działalność spółki Inwestycje Polskie można by przeznaczyć na aktywną walkę z bezrobociem w większych miastach. Jego zdaniem stworzyłoby to około 800 tysięcy nowych miejsc pracy. Zawsze zastanawiało mnie jak politycy wyliczają sobie (albo - kto im wylicza?) przeróżne kwoty z taką precyzją. Kaczyński wyliczył, że byłby w stanie stworzyć 800 tys. nowych miejsc pracy. Ale mniejsza z tym, bo ważne jest to, że właściwie żaden z polityków, zarówno z partii rządzących jak i z opozycji parlamentarnej, nie prezentuje pomysłów, które rzeczywiście mogłyby przyczynić się do rozwiązania choć trochę problemu bezrobocia. Każdy natomiast, w mniej lub bardziej jawnej formie, obiecuje rozwiązania, które oznaczały będą olbrzymie koszty dla podatników. Bo nawet jeśli Jarosław Kaczyński apeluje o zakładanie firm to jednocześnie obiecuje ulgi, które oczywiście pokrywane będą przez tych, co żadnych ulg mieć nie będą. Żaden z polityków nie zająknie się na temat wysokich kosztów pracy, nie zaproponuje obniżenia podatków, likwidacji ZUS-u czy zniesienia wszelkich koncesji oraz wycofania się państwa z gospodarki. Gdyby choć jeden z nich coś takiego zaproponował, można by taką propozycję potraktować serio. Bo w innej sytuacji mamy do czynienia jedynie z teatrzykiem. Aktorzy wypowiedzą swoje kwestie po czym wracają do domu, a życie w tym socjalistycznym bagnie toczy się dalej... Paweł Sztąberek Foto.:pupopoczno.pl

W poszukiwaniu szczepionki

Można powiedzieć, że wykrakałem. Ludzie przestają ufać politykom i mają rację. W internecie pojawiają się coraz ostrzejsze komentarze i to nie w stosunku do konkretnych polityków i partii lecz do wszystkich. Mądrale nazwą to być może "kryzysem zaufania do demokracji" albo "utratą autorytetu przez klasę polityczną" - jak zwać tak zwać, ale w obu tych frazesach jest odrobina prawdy. Wszyscy do złudzenia powtarzają, że demokracja nie jest doskonała, ale nie wymyślono nic lepszego. Aż trudno w to uwierzyć, ale ludzie tak przyzwyczaili się do tego przypisywanemu Churchillowi frazesu, że traktują go jako dogmat. Trudno też uwierzyć w to, że ludzie przez setki tysięcy lat nie wymyślili nic bardziej doskonałego. Świadczy to nie najlepiej o afirmowanej na prawo i lewo ludzkości. Faktem jest, że ludzie w swej zbiorowości nie poczynili specjalnych intelektualnych postępów od zarani swych dziejów. A być może masowa demokracja - historycznie sprawdzająca się tylko w małych społecznościach - jest tak świeżym wynalazkiem, że nie nauczyliśmy się jeszcze jej stosować?
Być może warto byłoby odsunąć od władzy wszelkich utracjuszy i ich ideologię generowania długu i bazowania na naiwności i niedojrzałości wyborców? Kluczem do demokracji jest niezrozumienie nie tylko mechanizmów funkcjonowania gospodarki czy życia społecznego przez większość populacji. Idąc tym tokiem rozumowania można by było uznać, że rodacy nie rozumieją znacznie więcej, a zwłaszcza słowa pisanego. Od lektury gazet począwszy na czytaniu umów kredytowych skończywszy. Nawet ostatnio pewien bank postanowił zrobić sobie z nas jaja w swej promocyjnej kampanii. Znany aktor udaje prowadzącego teleturniej, w którym dzwoniący nie jest w stanie odpowiedzieć na banalne pytanie. Bardziej jednak obiektywną miarą ekonomicznych postaw i zachowań Polaków jest ich wielkość zadłużenia. Podobno kilka milionów z nas nie radzi sobie ze spłatą swych zobowiązań. Ale to tylko jedna z możliwych interpretacji. Problem ten może mieć również i etnologiczne tło. My ludzie - jak już wspomniałem - jako zbiorowość nigdy nie byliśmy i pewnie nie będziemy zbyt bystrzy. Dlatego kultura wyposażyła nas w tradycję, którą budowali nasi przodkowie przez pokolenia. To ona pozwala nam przetrwać i zachować się wobec wyzwań, które stawia przed nami życie. Mądrości te przybierały niekiedy formę powiedzeń, czy przesądów. Na przykład słynny przesąd z czarnym kotem przebiegającym drogę to nic innego jak gotowy przepis zachowania w ekstremalnej sytuacji. Do dziś w myśliwskim języku mianem kota określa się zająca. "Gdy idąc przez las zauważysz przebiegającego ci pod nogami w poprzek drogi zająca, - głosiła prastara instrukcja - może to oznaczać to, że i ty musisz zmykać, gdyż ów zając nie boi się ciebie ale jakiegoś potężniejszego niebezpieczeństwa." Ta uniwersalna przestroga przez setki, a być może tysiące lat utrwaliła się w formie przesądu, odrywając się od jej praktycznego pierwowzoru. Problem polega na tym, że we współczesnym świecie zmiany zachodzą tak szybko, że nasza zbiorowa świadomość nie zdążyła przygotować nam odpowiednich kulturowych "szczepionek", co więcej reklamowe przesądy, do tego stopnia wypaczają rzeczywistość, że od kilu lat obserwujemy kolejny trend. Mianowicie coraz więcej - zwłaszcza młodych ludzi - pozbywa się z domów telewizora. W zeszłym roku uczyniło tak podobno ok. 2% Polaków. Ludzie zatem przestali ufać politykom. Czy jest to zapowiedź powolnego procesu uodparniania na psujące demokrację socjalistyczne mrzonki, czy też początek odejścia od samej demokracji, która zaczyna jest cywilizacyjnym tabu współczesnego zachodniego świata? Być może po rekonwalescencji demokracja przybierze pierwotną formę? Aby tak się stało należy unicestwić dominujący obecnie model mediów i wmawiania ludziom co mają myśleć. Nie będzie to łatwe. Poza tym jest mało prawdopodobne, że obecny porządek zmieni się w sposób ewolucyjny. Natomiast dość prawdopodobne jest to, że lewacy i drukarze pieniędzy przygotowują właśnie kolejną krwawą korektę swej utopi. Musimy zatem cierpliwie czekać na kulturową szczepionkę. Adam Kalicki

Polska bez lidera

Wreszcie zaczyna się w Polsce masowy protest społeczeństwa przeciw elitom rządzącym. Większość ludzi szybko po wyborach zrozumiała, że Donald Tusk i spółka prowadzą nas na manowce. Tłumy na ulicach dobitnie pokazują fatalne nastroje tych, którzy ciągle zaciskają pasa i zaciskać go wciąż mają. Osobiście jestem zdania, że sprawa tzw. ACTA, to tylko zapalnik, pretekst do skandowania swojego głosu niezadowolenia.
Niestety przy okazji widzimy, że w Polsce brakuje prawdziwego lidera takiego z charyzmą, który poprowadziłby naród właściwą drogą. Nagle widzimy, że politycy niby opozycji panicznie boją się wyjść i wspólnie protestować przeciw coraz to wymyślniejszym formom upodlenia, jakiego doświadczamy ze strony rządu. Po raz enty politycy udowadniają nam swoje ukryte braterstwo w imię obrony stołeczków. Przykre to i prawdziwe. Interesujące jest nawet zaangażowanie mediów w obronę obecnego układu, gdyż tradycyjnie temat przedstawia się z charakteru walki Policji z kibolami i hakerami. O fatalnym stanie domowych budżetów ani słowa. Przypomniały mi się słowa pewnego redaktorka z pewnej stacji, który na początku greckiego przewrotu protestujących nazwał bandą chuliganów. Jak się skończyło wiemy wszyscy. Na koniec odniosę się jeszcze do tego, że Jerzy Buzek zapowiedział już miejsce w Komisji Europejskiej dla Premiera Tuska, więc zastanawia mnie, czy to w porządku i czy taki "ktoś" może wciąż piastować swój urząd. Niestety ktoś takich "polityków" wybiera i efekt jest taki, że wszyscy Sikorscy, Niesiołowscy, Tuski, Schetyny uśmiechają się od ucha do ucha w obliczu tragedii. Odprawa i tak im się należy i to bez względu na rozmiary wymyślonego kryzysu. Podziękujmy sobie za ostatnie wybory... Norbert  Gałązka