Tag Archives: polityczna poprawność

Powieść Roku 2018

Prawdziwe malarstwo skończyło się w pierwszej połowie XX wieku, chociaż jeszcze kilku ładnie maluje, teatr na Mrożku, chociaż jeszcze kilku próbuje coś ciekawego stworzyć, a literatura piękna, chociaż coraz szpetniejsza, ciągle jednak jakaś dziwnie żywa. Na razie nawet Internet jej nie zmógł. Nic zatem dziwnego, że monopol położył na niej twardą łapę.

Porno-kryminały

W przyrodzie, i nie tylko, obserwuje się wypieranie tego co dobre, tym co gorsze (dobry pieniądz wypierany jest przez zły pieniądz - M. Kopernik). Po malarstwie i teatrze przyszedł czas na literaturę, nawet tą lekceważoną przez „prawdziwych artystów”, czyli popularne kryminały, których już w czystej postaci nie uświadczysz. 

Krystyna Pawłowicz: Polacy chorym narodem?

Krystyna Pawłowicz, posłanka PiS, w szczerej i kontrowersyjnej rozmowie z Marcinem Rolą. Bez kłamstw, głupiego zaczepiania, idiotycznej poprawności politycznej. Tematy: Polska, System, Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz, Jarosław Kaczyński, Janusz Korwin-Mikke, Prawica, Lewica, Unia Europejska, Traktat Lizboński, Wybory Samorządowe 2014, Andrzej Duda, Prawo i Sprawiedliwość, Platforma Obywatelska, Lech Kaczyński, Smoleńsk....i wiele wiele więcej.

Bierzmy przykład z lewicy!

W ,,Barwach ochronnych” Krzysztofa Zanussiego jest pewien genialny dialog, który w doskonały sposób obrazuje otaczającą nas rzeczywistość. Wymiana zdań zachodzi między idealistą, a cynikiem. Cynik tłumaczy idealiście, że w konkursie na najlepszą pracę w dziedzinie językoznawstwa, liczą się układy, znajomości, wzajemne sympatie etc. Idealista odpowiada: ,,To smutne co pan mówi, bo z tego by wynikało, że sama praca już się nie liczy”, na co cynik ,,Liczy się! Liczy! … ale nie sama”. Tak samo jest z prawdą...

Mord islamistów w Londynie – manipulacje mediów

Można by pomyśleć, że to już wojna, wojna religijna. Czarni islamiści mordują w biały dzień w Londynie białego człowieka, niemal odcinają mu głowę i wcale nie zamierzają uciekać. Tłumaczą swój czyn pobudkami... No właśnie...
Mariusz Max Kolonko przeprowadza analizę materiału wideo z tego zdarzenia i obnaża manipulację mediów. Mediów tchórzliwych, zniewolonych przez "polit-poprawność", którym pewne słowa nie przechodzą już przez gardło... W III RP też nie brak podobnych sługusów "politycznej poprawności"... Warto obejrzeć...

Ministerstwo Prawdy wzięło się za Dumasa

Każdy z nas ma swoje ulubione książki. Niektóre z nich czytaliśmy jeszcze w dzieciństwie i z perspektywy minionego czasu możemy powiedzieć, że w pewnym stopniu nas ukształtowały. W moim przypadku były to "Trylogia" Sienkiewicza i dumasowska trylogia o przygodach dzielnych muszkieterów, Atosa, Portosa, Aramisa i d`Artagnana.
Od czasu do czasu mam zwyczaj powracać do tych lektur: zanurzać się w barwną epokę, delektować językiem, który został już w dużej mierze wyparty przez prostacki bełkot, zwany nie wiadomo dlaczego "współczesną polszczyzną". Biorąc do ręki nowe wydanie (2008) "Wicehrabiego de Bragelonne" miałem nadzieję tego właśnie doświadczyć. Ku memu wielkiemu zdumieniu stwierdziłem jednak, że nie poznaję książki, którą znam niemalże na pamięć. Na szczęście mam w domu stare wydanie, więc natychmiast przystąpiłem do porównywania. Okazało się, że w nowym wydaniu znikły całe rozdziały, inne zostały niemiłosiernie okrojone, a język przekładu daleki jest od cudownej polszczyzny pani Marii Traczewskiej z wydania z r. 1959. Ciekawe, że w tym nowym wydaniu nie ma nazwiska tłumacza, a warto by je poznać. Warto również byłoby dowiedzieć się, komu na przykład nie podobało się słowo „BÓG”, które znikło z dialogu pomiędzy d`Artagnanem, a jego dawnym służącym, Planchetem (Wiórkiem) W starym wydaniu mamy: "Ach, mój Boże – wykrzyknął..." W nowym zaś: "O!...krzyknął". "Zawołałeś: „Ach, mój Boże !" (stare wydanie) „Powiedziałeś: "O !" (nowe) "Wyparowało" też ostatnie zdanie ostatniego tomu powieści. W starym wydaniu czytamy: "Z czterech dzielnych ludzi, których dzieje opowiedzieliśmy, pozostało już tylko jedno ciało: dusze zabrał Bóg". Szczegółowy wykaz cięć i opuszczeń wymagałby żmudnej pracy porównawczej, której sobie oszczędzę, poprzestając na tym, co już napisałem. Ponieważ wydawca nie zaznaczył, że jest to tekst okrojony, młody czytelnik, który nie miał okazji zapoznania się ze starszym wydaniem, sądzi, że ma do czynienia z pełnym tekstem powieści Aleksandra Dumasa, a to z uczciwością raczej niewiele ma wspólnego, zwłaszcza że Dumas nie wytoczy procesu tym, którzy kastrują jego tekst, opatrując go jego nazwiskiem. Nie bardzo chce mi się wierzyć, by wydawca polski zaryzykował okrojenie powieści bez zgody właściciela praw autorskich, chyba że te wygasły a on uznał, że może robić, co chce. Być może tłumaczenia dokonano z jakiegoś współczesnego, okrojonego wydania francuskiego. Nie wiem. Miałem już w ręku nowe amerykańskie okrojone wydanie "Toma Sawyera", więc wszystko jest możliwe. Pozostaje mi tylko powiadomić o tym fakcie miłośników prozy Aleksandra Dumasa. Czyżby ktoś gdzieś wcielał w życie zasady nowomowy, ustalane w orwellowskim Ministerstwie Prawdy? Przypomnijmy jedną z nich: "Podjęto prace nad przekładami utworów różnych pisarzy [...] po ich zakończeniu zamierzano zniszczyć dzieła oryginalne, jak również wszystko, co pozostało z literatury dawniejszej" (G. Orwell, Rok 1984 , MUZA, Warszawa 2006,s.254). Póki więc jeszcze stare wydania możemy znaleźć a antykwariatach, kupujmy je i porównujmy z wydaniami nowymi. Ja w każdym razie zamierzam uczynić to z innymi powieściami wydawanymi w tej serii. Jan Przybył

Recepta na nieuków czyli warto znać języki

W tradycyjnych, poukładanych społeczeństwach, posiadających prawdziwe, solidnie wykształcone elity, człowieka można poznać po tym, jak i co mówi. Bardzo łatwo wyłuskać cymbała, posługującego się terminami, których znaczenie jest mu obce.
Prawdziwe, tradycyjne społeczeństwo stanowi swoistą wspólnotę symboliczną, wspólnotę kultury, a znajomość kodów kulturowych sprawia, że w obrębie określonej grupy porozumienie nie wymaga popadania w słowotok. Przedwojennemu inteligentowi nie trzeba było tłumaczyć, co znaczy użyte przez Kajetana Koźmiana określenie „towarzysze Feba”. On to po prostu wiedział. Społeczeństwo tradycyjne przywiązuje wielką wagę do znaczenia słów, gdyż - ponieważ myślimy słowami - jakakolwiek zmiana znaczenia danego słowa powoduje zmiany w postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistości. Dość wcześnie zwrócili na to uwagę miłośnicy „ruszania z posad bryły świata”. Stąd też zmierzając do wyprania mózgów swoich ofiar od razu zabierali się do usuwania przeszkody, która mogła im to uniemożliwić a przynajmniej mocno utrudnić – likwidacji (najlepiej fizycznej) prawdziwych elit, niszczenia kultury itp. Wojna z lewactwem w dzisiejszej Europie czy Ameryce Północnej, to wojna o kulturę, w tym o język. W wielu innych regionach świata wystarczy pistolet maszynowy Kałasznikowa.. Prawdziwą plagą jest dziś dla semantyków „radosna twórczość” uprawiana przez kręgi narzucające polityczną poprawność. Można się śmiać, ale jestem w posiadaniu wydanego w USA słownika politycznie poprawnej angielszczyzny, stosowanej w kampusach, gdzie zamiast słowa „nieżywy” jest „trwale niewydolny metabolicznie”... Kiedyś każdy rzeczownik przypisany był do konkretnego przedmiotu, który można było opisać na podstawie charakterystycznych cech. Zobaczmy, jak wygląda to dziś. "Siateczka" Ileż to razy przy okazji robienia zakupów miałem do czynienia z następującą sytuacją: pani bądź pan przy kasie podają mi foliową torebkę i pytają: „może siateczkę ?” Cierpliwie tłumaczę wówczas, że „siateczka” to coś, co ma oczka niczym sieć rybacka (prościej już się nie da). Nie muszę chyba dodawać, że otaczający mnie ludzie patrzą na mnie jak na wariata. Pewnego razu przydarzyło mi się to w księgarni. Sprzedawca, młody człowiek, zaproponował mi „siateczkę”, podając foliową torebkę. Na zwróconą mu uwagę, że to nie żadna siateczka, tylko torebka foliowa, człowiek ów odpowiedział: „A jakie to ma znaczenie?” „Jak zwał, tak zwał”, na co ja zacząłem coś na temat zależności między nazwą a jej desygnatem. Facet zbaraniał. Cała ta scenka pokazuje jednak aż nadto wyraźnie, jakich to mamy „,młodych, wykształconych z wielkich miast”. "Reklamówka" Kiedyś była to torba na zakupy z reklamą konkretnej firmy czy produktu. Dziś „reklamówką” w polskich sklepach nazywają KAŻDĄ foliową torebkę, która NICZEGO NIE REKLAMUJE. "Faszysta" Słowo „faszyzm” pochodzi od łacińskiego „fasces”. „Fasces” był to pęk rózeg z zatkniętym toporem, który w starożytnym Rzymie noszono przed niektórymi urzędnikami. Fasces to wiązka łozy, inaczej faszyny. Ojciec faszyzmu, Benito Mussolini, małpujący wszystko, co rzymskie (choćby słynne pozdrowienie) przywłaszczył sobie jako symbol ruchu (a później herb "Republiki Socjalnej") pęk łozy z zatkniętym w nią toporem ( czyli właśnie owe „fasces” - starorzymskie rózgi liktorskie). Faszystowscy agitatorzy przemierzali słoneczną Italię wygłaszając przemówienia i pokazując ludziom pojedynczą rózgę. „Patrzcie, towarzysze – krzyczeli- oto jednostka ! Jak łatwo można ją złamać (łamali rózgę). Po czym wyciągali zza pleców gruby pęk faszyny triumfalnie oznajmiając: „A spróbujcie teraz złamać !” To samo robili agitatorzy komunistyczni, namawiający chłopów do tworzenia kołchozów czy, jak w Polsce, „spółdzielni produkcyjnych”. Oto istota faszyzmu: KOLEKTYWIZM, mentalność STADA („w kupie siła”). Faszyzm to urawniłowka. Jednakowe mundurki, jednakowe poglądy, wspólne ideały, wspólny wróg. Wszyscy tacy sami. Kto nie z nami, tego zniszczyć. Tymczasem dziś przeróżni „antyfaszyści” zapewne nie zdają sobie sprawy z tego, że jeśli uważniej przyjrzeć się ich hasłom i metodom działania, wyjdzie na to, że to właśnie ONI są prawdziwymi faszystami. Faszyzm przybrał dziś formę POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI. Określone grupy ideologów za pomocą mediów czy szkoły dyktują, jak i co myśleć, co jest dobre a co złe; jakich wyrazów wolno a jakich nie wolno używać. Podobnie jak w przypadku swego duchowego przodka, POLITYCZNA POPRAWNOŚĆ posługuje się TERROREM (póki co intelektualnym, medialnym, ekonomicznym, np. pozbawieniem pracy), eliminując jednostki nie chcące się podporządkować. Tymczasem politycznie poprawni wmawiają ludziom (na zasadzie „łapaj złodzieja”) zupełnie inne znaczenie faszyzmu. W politpoprawnej grypserze faszystą jest każdy, komu takową etykietę przylepią salonowe „autorytety”, czyli każdy, kto ma poglądy niezgodne z lewackim kanonem. Ludzie na prawo i lewo chlastający tym - jak to pięknie ujął profesor Wolniewicz – słowobijem, poproszeni o podanie definicji faszyzmu, po prostu baranieją. Najczęstszą reakcją, z jaką w takowych sytuacjach miałem do czynienia, było „No, przecież każdy wie, co to znaczy”. Gdy odpowiadam, że owszem, nie wiem, i nadal domagam się definicji, w oczach rozmówcy pojawia się głęboka pogarda („doktor a nie wie, co to faszyzm”) lub wręcz nienawiść, gdy takowy osobnik nie jest w stanie podać żadnej definicji. W każdym razie żądanie podania definicji któregoś ze słowobijów („faszysta”, „antysemita”, „homofob”, „nietolerancyjny” itp.) z reguły wywołuje wściekłość interlokutorów. Żądanie podania jasnej definicji słowobija natychmiast demaskuje idiotę, który paple trzy po trzy, sam nie wiedząc, co paple. "Homofobia" Ten słowobij powstał z połączenia dwu słów wywodzących się z języka greckiego: „homo”, które występując jako przedrostek znaczy tyle, co „ten sam”, tego samego gatunku” etc. oraz „fobe”, czyli „lęk”, „strach”. Dosłownie tłumaczona, „homofobia” znaczyłaby tyle, co „lek przed tym samym”. Tymczasem w lewackim bełkocie ów termin znaczy tyle, co „niewłaściwa” postawa wobec homoseksualistów. Nota bene, tak znienawidzone przez „wesołków” (gay) słowo „pedał” nie ma nic wspólnego z częścią rowerową, lecz pochodzi od greckiego „paidion, czyli chłopiec (przedmiot pożądania pederastów), który to wyraz wymawiano „pedion” Wiele z występujących w języku polskim wyrazów pochodzi z języka łacińskiego. Nieznajomość łaciny sprawia zaś, że słowa tracą swe pierwotne, ukształtowane przez wieki praktyki znaczenie i przybierają inne, spreparowane przez tych, którzy zmieniając ich sens zmierzają do tego, by zmienić nasz sposób postrzegania świata. Weźmy chociażby słowo „tolerancja”. Ten, kto nie zna łaciny nie wie, że pochodzi ono od łacińskiego tollo, tollere i znaczy tyle, co „znosić coś”. Toleruję znaczy więc, iż coś znoszę, czyli zakłada moją dobrą wolę. Znoszę, choć nie muszę. Nie lubię tego (wolno mi !), nie akceptuję, nie pochwalam (wolno mi !), ale znoszę. To, że znoszę, nie oznacza bynajmniej, że uważam za równe, równorzędne. Tolerancja nie oznacza akceptacji czy równouprawnienia. Oznacza cierpliwe znoszenie i nic więcej. "Małżeństwa jednopłciowe" "Małżeństwo", to po łacinie matrimonium, matrimonium zaś pochodzi od mater a mater znaczy "matka". Cóż, dwie panie czy dwóch panów połączonych w parę nie stworzą życia, nie urodzą dziecka. Można więc mówić z sensem o związkach jednopłciowych, nigdy zaś o małżeństwach. Paplanie o „małżeństwach gejowskich” od razu zdradza nieuka. "Kryzys" Gdyby przyjrzeć się uważnie prawdziwym znaczeniom co niektórych słów, zrobiło by się ciekawie. Tak często pojawiające się dziś na łamach gazet słowo „kryzys” znaczy po grecku tyle, co „sąd”, „osąd”. Kryzys ekonomiczny znaczy tyle, co SĄD NAD EKONOMIĄ. Znaczy to, że PRAKTYKA DOKONAŁA OSĄDU DOKTRYNY, że negatywnie zweryfikowała DOKTRYNĘ ekonomiczną, na której oparto politykę gospodarczą. Kryzys wyraźnie informuje, że dana doktryna NIE SPRAWDZA SIĘ W RZECZYWISTOŚCI, a więc należy jak najprędzej ją zarzucić. Gospodarki pogrążonej w kryzysie nie ma co „reformować”. Trzeba co prędzej ODRZUCIĆ DOKTRYNĘ, która została OSĄDZONA przez praktykę życia codziennego. Nie będzie to możliwe, dopóki DOKTRYNY będą miały pierwszeństwo przed ZDROWYM ROZSĄDKIEM I PRAKTYKĄ ŻYCIOWĄ. "Pan i sługa" Konstytucja RP głosi, że zwierzchnia władza należy do narodu. Znaczy to tyle, że albo naród jest suwerenem, albo są to li tylko puste słowa. Władzę wykonawczą sprawuje rząd, czyli Rada Ministrów z premierem, czyli jej prezesem na czele. Rzecz w tym, że „minister” znaczy po łacinie tyle, co „sługa”. Miało to sens wówczas, gdy urzędnik zwany ministrem był w istocie sługą panującego (cesarza, papieża , króla , księcia etc.), który mógł go w każdej chwili wyrzucić na zbity pysk, jeśli nie pełnił jego woli, był nieudolny bądź po prostu kradł. Nadintendent finansów (minister) Ludwika XIV, Mikołaj Fouquet nakradł tyle (48 milionów liwrów), że wybudował sobie wspaniały pałac. Król wszakże nie wykazał się w tym przypadku chrześcijańskim miłosierdziem ani nie pomyślał o „grubej kresce”, lecz zafundował swemu uczciwemu inaczej słudze dożywotni pobyt w ponurej fortecy na Wyspie św. Małgorzaty. Nie wiemy, czy owemu słudze niedostatek chrześcijańskiego miłosierdzia i grubej kreski w minimalnym choćby stopniu osładzało towarzystwo strażnika, którym przez jakiś czas był rozsławiony później przez Dumasa-ojca niejaki Charles de Batz Castelmore, czyli niejaki d`Artagnan. Panujący (suweren) był z zasady od swego ministra (sługi) o niebo bogatszy. Porównując sytuację obecną z tą sprzed wieków, nie sposób wyobrazić sobie, by król (suweren) chadzał piechotą bądź jeździł na mule, podczas gdy jego ministrowie jeździli złoconymi karocami. Jak wygląda to dziś, wiemy wszyscy: suweren (naród) jeździ tramwajem, sługa (czyli minister) rządową limuzyną; suweren ledwie wiąże koniec z końcem, sługa ...i tak dalej. Sługa może swojemu panu zafundować takie warunki życia, że pan (suweren) czmycha za granicę, by wyżywić rodzinę. Sługa może w nieskończoność doić swego pana i żyć na jego koszt o niebo lepiej, niż on sam. Zadajmy zatem sobie pytanie: „Kto jest prawdziwym panem, a kto sługą ?” Gdy zwracamy uwagę na wszystkie te rzeczy, "miłośnicy postępu" argumentują, że przecież język ewoluuje i słowa zmieniają swe pierwotne znaczenie. Język ewoluuje, to prawda. Jednakże jeśli nie jest to długotrwały proces naturalny (procesy ewolucyjne mają to do siebie, że są właśnie długotrwałe)  a nachalne narzucanie ludziom „jedynie słusznych” znaczeń, warto sięgać do słowników. Prędzej czy później polityczna poprawność przegra. Bo przegrać musi. Ktoś wreszcie powie głośno, że „król jest nagi” („won, nieuku !), a czego jak czego, ale ośmieszenia „postępowcy” boją się bardziej niż dżumy. Tak czy owak, warto znać języki obce. Jan Przybył Foto.: mmpoznan.pl

Wojciech Cejrowski: III RP to kraj pozorów

Wojciech Cejrowski dla PROKAPITALIZM.PL Od programu „WC Kwadrans” upłynęło już kilkanaście lat... Jak – w Pana opinii – od tamtego czasu zmieniła się Polska?
Zmieniła się na gorsze w tych kwestiach, które były tematem "WC Kwadransa" w wielu innych kwestiach zmieniła się na lepsze. No ale zmiany na lepsze nie powinny usprawiedliwiać upadku w innych dziedzinach. Owszem jesteśmy duuużo bogatsi niż 15 lat temu, mamy odnowione domy, wymienione okna, plazmowe telewizory, komputer w prawie każdym gospodarstwie domowym, owoce cytrusowe na co dzień... Mamy, mamy, ale "mieć" to tylko kawałek sukcesu - a co się porobiło z "być". Co z wartościami? No na przykład gdzie się podziewa sprawiedliwość? Czy to sprawiedliwe, że były ubek, czy milicjant ma minimalną emeryturę w wysokości 6500, a jego ofiara dostaje niecałe 2000zł? czy to sprawiedliwe, że znamy z imienia i nazwiska mordercę Grzegorza Przemyka, znamy jego adres, i wypłacamy mu emeryturę kombatancką dla byłych pracowników resortu bezpieczeństwa, a le jednocześnie nie możemy tego znanego nam z nazwiska mordercy skazać za morderstwo? Czy to sprawiedliwe? Czy sprawiedliwe jest, że działacze komunistyczni z czasów PRL-u, którzy służyli interesom obcego mocarstwa, teraz są biznesmenami, bo w latach dziewięćdziesiątych przejęli majątek narodowy? Ja wtedy robiłem wspomniany "WC Kwadrans" i również wtedy zadawałem te pytania, tylko że wtedy miałem jeszcze nadzieję, że moje pytania nie pozostaną retoryczne. Dzisiaj już wiem, że mordercy dożyją spokojnej śmierci na wysokich emeryturach. Poruszał Pan wówczas szereg tematów, które określane były mianem „politycznie niepoprawnych”. Łajano Pana za to, wyzywano od „faszystów”, „rasistów” itp... Brylował w tym zwłaszcza organ Adama Michnika... Czy dziś program w podobnej formule byłby w ogóle możliwy w jakiejkolwiek TV w III RP? Szaleństwo „politycznej poprawności” poszło chyba o kilka kroków do przodu, a w swojej książce sprzed lat, „Kołtun się jeży”, wspomina Pan, że już wówczas cenzurowano Pana program... A dzisiaj ludzie pytają czemu nie wznowię "WC Kwadransa", ja zaś odpowiadam, że nie mam gdzie. Wtedy jeszcze trwał spór, moje poglądy były wprawdzie ostro krytykowane, a mnie wyszydzano, lub (w "Gazecie Wyborczej) nazywano wprost faszystą, ale jednak debata publiczna trwała - czyli było takie miejsce, gdzie można się było wypowiedzieć. Dzisiaj o takie miejsca trudno. Poza tym dzisiaj już jesteśmy w Unii, a w Unii można zostać ukaranym za nazywanie homoseksualizmu zboczeniem, bo w Unii to już nie jest zboczenie tylko preferencja - jedna z kilku normalnych opcji. Wniosek z tego taki, że nauka Kościoła Katolickiego stopniowo przestaje być legalna. No bo Katechizm poucza wyraźnie, ze grzech sodomski po pierwsze jest grzechem, po drugie bardzo ciężkim, po trzecie jest to odstępstwo od normy, czyli zboczenie, a nie jedna z opcji. W Kościele opcje to małżeństwo z kobietą lub celibat - to są dwie dostępne i równoprawne opcje, natomiast spółkowanie mężczyzny z mężczyzna jest takim samym "obrzydlistwem w oczach Boga" jak spółkowanie mężczyzny z owcą. Co Pan czuł gdy śp. Lech Kaczyński, prezydent RP podpisywał w ubiegłym roku Traktat z Lizbony? Zażenowanie i złość. Ten Traktat to taki... bardzo cichy, dyskretny, aksamitny rozbiór Polski. Nawet się nie spostrzegliśmy, jak po raz kolejny utraciliśmy suwerenność. Polska ma teraz tyle samodzielności co Księstwo Warszawskie, lub Kraj Przywiślański. Każdą ustawę przed jej wprowadzeniem musimy konsultować z caratem. Carat musi wyrazić zgodę. Carat mieści się w Brukseli. Jak określiłby Pan gospodarczy ustrój III RP? Ustrój pozorów. Kapitalizm jest pozorowany, demokracja pozorowana, swobody gospodarcze pozorowane. Jeśli któryś z Czytelników nie rozumie o czym mówię, to podam przykład: proszę się zastanowić, kto w Waszej gminie wygrywa przetargi na dochodowe zlecenia? Czy szeregowy obywatel bez układów ma szanse złapać prawdziwie intratne zlecenie? A kto w takim razie ma szansę? Kolesie? A kto to są ci kolesie? Stare towarzystwo z czasów komuny? A może ich dzieci? No to mają Państwo dowód, który od początku był w Waszych głowach! Dowód na to, że swoboda gospodarcza jest pozorna. I demokracja też jest pozorna. Tak twierdzę. Dowód? Ponad 70% Polaków jest za utrzymaniem kary śmierci dla gwałcicieli i brutalnych morderców. Gdyby demokracja działała, to głos 70% większości byłby uwzględniony w Kodeksie Karnym. A nie jest. Ponad 90% Polaków uważa, że nie powinno się płacić za publiczne miejsca parkingowe w mieście. Gdyby demokracja była prawdziwa, a nie pozorowana, to głos 90% większości byłby uwzględniony. I tak dalej i dalej. Państwo to wszystko wiedzą, tylko mało kto na co dzień o tym myśli. Czy wszystko, co się dzieje w polskiej gospodarce nadaje się do krytykowania? Czy dostrzega Pan jakieś pozytywy? Zawsze są jakieś pozytywy. Ale o pozytywach nie trzeba wiele gadać, bo w pewnym sensie pozytywy stanowią normę. No przecież normalnie jest wtedy, gdy jest dobrze w gospodarce, dobrze w szkole, dobrze w służbie zdrowia. A kiedy jest dobrze, kiedy silnik pod maską pracuje cicho i spokojnie, kiedy się nie psuje, to nawet go nie zauważamy - tak ma być, ma się nie psuć, ma chodzić cicho.  Krzyk podnosimy, gdy coś NIE działa dobrze. No i w gospodarce podobnie - krzyk podnosimy gdy coś szwankuje. W którym kierunku powinny iść zmiany w sferze gospodarczej? Póki co rząd planuje podwyżkę podatku VAT, niewykluczony jest wzrost składek na ZUS... A premier Donald Tusk tłumaczy w telewizyjnym wystąpieniu, że podwyżka podatków jest niezbędna po to, byśmy mogli utrzymać wzrost gospodarczy... Czy to się w ogóle trzyma kupy? Na dzień przed wyborami premier Tusk zapewniał, że jesteśmy zieloną wyspą, a dzień po wyborach przekonywał, że mamy czarną dziurę w budżecie i trzeba się ratować. Nie jestem w stanie stwierdzić kiedy premier kłamał, a kiedy mówił prawdę. Ale jestem w stanie stwierdzić, że albo ta zielona wyspa była kłamstwem, albo jest kłamstwem czarna dziura. Tak czy owak jak mnie ktoś na tym szczeblu publicznie i bez żenady okłamie, to ja mu już nigdy potem nie wierzę. Czy podróżując po różnych krajach trafia Pan na miejsca, gdzie panuje pełna wolność gospodarcza? Owszem i zawsze z wielką radością pokazuję te miejsca w programie. Ostatnio powtarzali odcinek z Brazylii pod tytułem „BIEDA”, a w księgarni można jeszcze kupić DVD z odcinkami z Amazonii na którym jest odcinek „MIASTO W DŻUNGLI”, no i odcinki z Meksyku też opowiadają o takich miejscach, gdzie żadna władza nam się nie wtrąca do interesów. Dlatego właśnie z taką radością przenoszę różne moje interesy do Ameryki Południowej. Jak pod względem wolności gospodarczej kształtuje się sytuacja w krajach Ameryki Łacińskiej? W wielu z nich władzę sprawuje lewica, nie kryjąca ciągotek nacjonalizacyjnych, protekcjonistycznych, rewolucyjnych... W Ameryce Południowej władza jest najczęściej pyskata, ale nieskuteczna. Siedzi w stolicy i ma zbyt krótkie ręce, by dosięgnąć biznesów, które prowadzone są w głębi kraju. Są oczywiście wyjątki - Wenezuela zamienia się w kraj komunistyczny i tam swobody gospodarczej nie ma. No i Kuba. Czy od ludów, które odwiedza Pan w najbardziej egzotycznych miejscach moglibyśmy się czegoś nauczyć? Jeśli tak to czego? Nie wiem co mam Panu odpowiedzieć. Najpierw musiałbym wypytać kto konkretnie miałby się uczyć, bo każdy jest inny i każdemu przydatne inne nauki. Musiałbym też wiedzieć, czy ta osoba to kobieta, czy mężczyzna, starzec, czy młodzian, a może dziecko. Musiałbym wiedzieć czy sprawny, czy inwalida... Bo na przykład inwalida mógłby się przede wszystkim nauczyć, że nie jest upośledzony, tylko wyróżniony. Otóż Indianie bardzo sobie cenią inwalidów. Wiedzą doskonale, że ślepiec lepiej słyszy i ma bardziej wyczulony węch od osób widzących. Dlatego ślepców wystawiają na nocną wartę, kiedy nic nie widać, natomiast potrzebny jest czuły słuch, a i węch nie do przecenienia, bo drapieżne koty - jaguary -  wyraźnie cuchną, to samo pekari. Osoby z padaczką traktowane są prawie jak święte - wszyscy się nimi opiekują, bo stan drgawek to jakby przejście do innego świata. Ależ ludy te określane są u nas często mianem „zacofanych”, „prymitywnych” itp... Wielu „ludzi światłych” powie, że to chyba raczej one od nas powinny się uczyć: postępu, tolerancji, demokracji, równouprawnienia, parytetów... Ludzie tak mówią, bo nie byli wśród Indian. Nie mają pojęcia jak tam jest, więc gadają głupstwa. A poważnie... Czy my moglibyśmy coś wnieść do ich kultury? Czy próbował Pan kiedykolwiek mówić im o Chrystusie, Kościele katolickim, zbawieniu? Przekonywać ich np. do naszej religii? Od tego są misjonarze. Ja się nie uchylam, ale też nie wchodzę w kompetencje osób, które poświęcają całe swoje życie robocie ewangelizacyjnej. Angażuję się za to bardzo mocno w pracę misyjną w Polsce (śmiech) - występuję ostro przeciw aborcji, przeciw zboczeńcom na ulicach, przeciw gołym cyckom w kioskach. Co mogłoby – Pana zdaniem – uzdrowić atmosferę jaka od lat panuje w naszym kraju, a w ostatnich miesiącach szczególnie? Czy w ogóle jest to możliwe dopóki tzw. salon panuje nad ludzkimi umysłami? Jak to zmienić, jak odwrócić ten trend? Dlaczego ludziom tak łatwo nagle wmówić, że krzyża nie powinno być w przestrzeni publicznej, że jego miejsce jest w czterech ścianach kościołów? Przecież jeszcze niedawno większość Polaków nie zaprzęgała sobie tym głowy, krzyż był cały czas obok nas, z nami, a teraz nagle okazuje się, że prawie wszystkim ten krzyż przeszkadza... Różaniec, albo jakakolwiek inna modlitwa zmawiana regularnie i twardo. Klękasz człowieku i modlisz się wytrwale dla Ojczyzny ratowania. To może być jedna Zdrowaśka dziennie, ale za to CODZIENNIE, uporczywie, twardo. Takie namolne walenie w drzwi Pana Boga. Pukajcie, a będzie Wam otworzone. Ksiądz Stanisław Małkowski, w wywiadzie jakiego niedawno udzielił naszemu portalowi stwierdził, że sprawa krzyża ma nie tylko wymiar polityczny. Dla niego ten wymiar jest najmniej istotny. Jak twierdzi, walka o krzyż ma przede wszystkim wymiar cywilizacyjny, duchowy, jest to wojna światów, wojna dobra ze złem... Co Pan o tym myśli? To samo co x. Małkowski. I nie mam nic do dodania. W tym samym wywiadzie ksiądz Małkowski stwierdził również, że katastrofa smoleńska to „zbrodnia dokonana z zimną krwią”... Wymienia również nazwiska tych, którzy w jakimś sensie za nią odpowiadają... Czy podziela Pan tę opinię? Przyzna Pan, że to bardzo mocne słowa... Tej opinii nie słyszałem, więc jej nie potrafię skomentować. Natomiast na razie wszystkie znane mi dowody i poszlaki wskazują na Ruskich. Dlatego właśnie domagam się publicznie by śledztwo rozwiało moje podejrzenia w tym zakresie. Bo ja wcale NIE chcę, żeby się okazało, ze to zrobili Ruscy. Wie Pan jakie by to miało konsekwencje dla Polski? Więc ja chcę twardych dowodów wykluczających ruski udział w katastrofie. Na razie jednak śledztwo dostarcza dowodów i poszlak potwierdzających ten najgorszy scenariusz. Na koniec... Sprzedaje Pan swoje książki w setkach tysięcy egzemplarzy, Pański program w TV oglądają miliony widzów, na spotkania z Panem przychodzą setki ludzi... Co by było gdyby nagle ktoś zawołał: „Cejrowski na prezydenta!”? Ludzie czasami wołają, ale nic z tego nie wynika. Nie mogę kandydować, gdyż byłem karany. Dostałem wyrok za krytykowanie pijackich ekscesów prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Kwaśniewski ostatecznie, po latach, przyznał się, że był pijany wtedy gdy o tym mówiłem, ale mojego wyroku jakoś nikt nie cofnął. Jako osoba karana nie mogę kandydować na urząd prezydenta RP. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał: Paweł Sztąberek Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Wolność słowa – polityczna poprawność jako forma kontroli myśli? (mp3)

Zapraszamy do wysłuchania debaty pt. "Wolność słowa - polityczna poprawność jako forma kontroli myśli?", jaka odbyła się 22 sierpnia 2009 roku podczas pikniku wolnościowego w Wiśniowej Górze. W debacie uczestniczyli: reżyser Grzegorz Braun, prof. Jerzy Robert Nowak oraz Janusz Korwin-Mikke. Pobierz pliki MP3... Wolność słowa - debata, cz. 1... (MP3, 7,8MB) Wolność słowa - debata, cz. 2... (MP3, 6MB) Wolność słowa - debata, cz. 3... (MP3, 7MB) Wolność słowa - debata, cz. 4... (MP3, 6,7MB) Kopiowanie na innych stronach internetowych wyłącznie za podaniem źródła Foto: ISz, PSz wolnosc_slowa_01wolnosc_slowa_02wolnosc_slowa_03wolnosc_slowa_04wolnosc_slowa_05